Może trochę to było dziwne, że o to spytał, bo nie zabrzmiało to tak na prawdę do końca tak jak ziomalskie pytanie o najnowsze ploteczki z życia romantycznego koleżanki, ale było w tym słychać odrobinkę zazdrości. Bo nie podobało mu się to, że Wendy miałby mieć romans z jego zawodnikiem? A właściwie dlaczego miałby jej tego zabraniać? Bo jeszcze by się zorientowała, że hokeiści to całkiem słodcy ludzie, a jeden z nich mógłby ją uszczęśliwić na zawsze? Dopóki tym kimś będzie któryś z jego zawodników, to niestety może sie skończyć tak, że Peter wcale nie będzie na niego mógł patrzeć pozytywnie albo nawet neutralnie, tylko zazdrość go zeżre i spowoduje, że sie zepnie z chłopem. A to już by było najbardziej toxic w całym jego życiu
-
Nie on... nie zauważyłem, ze mną nie flirtuje - wymigał się w końcu, podśmiechując się krótko, ale uważnie jeszcze patrzy przez jakiś czas na Wendy, nie do końca przekonany jej słowami o tym, że ona z Woodym
tylko sobie flirtują. I oczywiście zaraz się zestresował, bo Wendy twierdziła, że jak właśnie ktoś z nią umiejętnie flirtuje to ona zaczyna paplać trzy po trzy i faktycznie mu się to przypomniało, a jednocześnie sobie uświadomił, że jedyne sytuacje, kiedy to przeżył to wtedy kiedy był przypadkiem trzecim kołem przy sytuacji, kiedy ktoś ją ewidentnie podrywał a on... no stał z boku i mógł sie tylko potem podśmiewywać z tego, chociaż obecnie to raczej był powód do niezadowolenia, bo z jakiegoś powodu on jej do takiego stanu nie doprowadzał.
A skoro się zestresował to się znów poratował kolejnym wielkim łykiem prosecco. Jak się okazuje, nie dość, że na ten rejs wybrał nie taki rozmiar łódki, to jeszcze Wendy myślała, że on tu sobie w dzień wolny robi jakąś imprezę networkingową. Aż wytrzeszczył na nią oczy i podrapał sie po karku zmieszany.
-
Dla znajomych, przecież nie zapraszałbym Cię na imprezę dla pracowników - odpowiedział, zastanawiając się, czy faktycznie by jej nie zaprosił. Jest taki jeden event w ciągu roku, kiedy bardzo chciałby ją zaprosić na swoją imprezę pracowniczą. Najlepiej wygladałaby wtedy w tej pieknej sukience, którą wybrała z szafy Queenie i chciałby na nią patrzeć w momencie, kiedy odbiera jakąś nagrodę ze sceny podczas dorocznego balu Maple Leaves ale... ta myśl chyba na zawsze zostanie już tylko w jego marzeniach. Bo Wendy dość wyraźnie wypowiedziała się o tym, że nie chce się tak ubierać, a poza tym wziąłby ją jako kogo? Przyjaciółkę? On nie chce być jej przyjacielem, znajomym też nie. Dobrze, że alkohol zaczyna nim bujać, to ta myśl może się ulotni.
-
Ale tak, tak koniecznie. Muszę zapisać gdzieś... w sumie przydałoby sie, żeby tu była, to by zapisała, żeby dać sobie prezent. Może ja potrzebuję asystentki do asystentki... - rzucił trochę bezmhyslnie i pokręcił lekko głową, zaraz znów skupiając sie na Wendy, która spytała... och tak, o mieszkanie. Felerne mieszkanie, które chcieli z Kristin wynająć - to naprzeciwko Wendy, okazało się jednak być bardzo gorącym towarem, bo już było niedostępne. Więc nawet jeżeli Peter zdecydowałby sie mieszkać w tamtej dzielnicy to musiałby poszukać sobie czegoś innego.
-
Nieodmiennie szukam - uśmiecha się szeroko patrząc to na jej nos, to znów w oczy -
Z Kristin szukaliśmy mieszkania dla narzeczeństwa, ale teraz szukam mieszkania dla kawalera który planuje rodzinę. Domi totalnie rozkminiła co to znaczy. Potrzebuję dwa... nie, trzy pokoje. Ustaliliśmy, że trzy. Jeden pokój ogólny, drugi to sypialnia - wiadomo, z dużym łóżkiem i trzecie to gościnny łamane na gabinet łamane na przyszły dziecięcy. Do tego kuchnia, łazienka, skrytka. No takie sto pięćdziesiąt plus - podsumował to szybko, pewnie opisując jakiś koszmar mieszkaniowy dla Wendy, ale dla niego brzmialo o całkiem sensownie. -
Ja chciałbym, żeby to było na maks piątym piętrze, chociaż z widokiem też mamy coś szukać... a ty byś mogła mieszkać na wysokim piętrze? - spytał jej randomowo, czując jak prosecco zaszumiało mu w krwi, zabuzowało i teraz ma nagle mnóstwo energii i pytań. Dlatego z takim zaangażowaniem opowiada o stylizacjach i wspólnie oglądają sobie te ubrania na festiwal, a jak Wendy się ewidentnie rozentuzjazmowała, to i on się uśmiechnął, pewny tego, że już na sto procent będzie łazić w tej rozpiętej koszuli wszędzie, nawet jakby sie miał spalić na węgiel. Opłaca się dla tych pisków Wendy, prawda?
-
Domi powiedziała, że musimy skoordynować outfity, ale to ja już wam zostawiam - kliknął guzik na telefonie, żeby wygasić ekran, a ponieważ zrobił to trochę szybko, to Wendy wciąż jeszcze byla przychylona lekko, kiedy to zrobił. Przez moment poczuł jakies mrowienie na ustach, jakby one same wiedziały, że to już ten moment, ale jeszcze jakaś cząstka mózgu postawiła opór i wydała weto.
-
Jak pytanie wyzwanie? Jak zrobisz wszystkie z rządka pierwszego to wygrywasz? Dobra, podrzuce ci kilka pomysłów znaj moje dobre serce. A więc pierwsze: idz do drugiego obozu i wycygań tyle ubrań, żeby wrócić w zupełnie nowym outficie. Możesz oddac to co masz na sobie. Kolejne - tu uniósł drugi palec, pokazując że liczy -
Przez cały dzień musisz poznać dziesięciu Rufusów. Pierwsza osoba, która pozna tylu Rufusów wygrywa, kolejny... - i wtedy urwał i patrzy zdziwiony na wodę za twarzą Wendy. -
Czy to sa delfiny?
Wendy Gardner