47 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Nie odbierz tego jako prawienie jakichś morałów z mojej strony bo daleki jestem od emocjonalnie dojrzałego mężczyzny, ale tu nie chodzi o to, że wszystko musi być jakąś lekcją. Czasami życie po prostu się wydarza. Część historii i tyle. Czasami dobra, czasami zła, a czasami... Po prostu jest. - wzruszył jedynie ramionami ponieważ znał kilka osób, które próbowały wszystko w swoim życiu traktować jako jakaś lekcję i zbyt często kończyli po prostu w jakiejś mentalnej spirali, która wydawała się nie mieć swojego końca.
Nie zamierzał jakoś specjalnie przekonywać jej do swoich racji. Każdy miał swoją wizję na świat i powinien się jej trzymać. Magnus był zdecydowanie za stary żeby naprawiać świat, a tym bardziej ludzi. Wystarczająco stary natomiast by zaoferować jej nieco tego, czego nauczył się po drodze. Bo dobrze było uczyć się na swoich błędach, ale jeszcze lepiej na cudzych. To o czym rozmawiali nie było dla niej łatwe. Widział to i coraz bardziej wierzył w to, że w historii zabójstwa jego brata mogła być rzeczywiście niewinna. Zawsze istniała szansa, że mogła być w tym wszystkim jakaś gra. Coś, czego nie wiedział. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy piękna kobieta zdołała go oszukać. Tylko on również był z tych osób, które uczyły się na błędach. Jego ciało nadal nosiło znamiona tamtego razu, więc teraz podchodził do tego dość ostrożnie.
- To pewnie ten moment, w którym powinienem powiedzieć, że mi przykro. - uśmiechnął się do niej nieco zaczepnie, chociaż pewnie nie powinien - Wybierz kierunek, a ja wyślę Ci swoje propozycje. - odpowiedział jakby to było całkowicie normalne, bo dla niego było.
- Dwuznaczny? - zmarszczył lekko brwi spoglądając w jej stronę - Masz aż tak wścibskich sąsiadów? - zaśmiał się cicho - Myślę, że mimo wszystko wizyta szwagra nie będzie odczytana dwuznacznie gdy tylko wyjdzie na jaw kim jestem. - o tym mógł ją z dość dużym przekonaniem zapewnić - Z resztą mam pewne moce sprawcze by niektóre artykuły nie ujrzały światła dziennego. Nie martw się. - uśmiechnął się do niej w pewien sposób pokrzepiająco.
Nie musiała mu tłumaczyć jak trudno jest być kobietą w pewnych kręgach. Jeden błąd, którego nie popełni ponownie to właśnie niedocenianie kobiet. W swojej karierze wiele osób próbowało targnąć się na jego życie, lecz tylko jedna była naprawdę blisko. Właśnie kobieta. W świecie, do którego jeszcze kilka dekad temu przynależał podział płci nie był ważny. To właśnie kobiety były wielokrotnie o wiele niebezpieczniejsze od mężczyzn. Potrafiły być przebiegłe. Potrafiły patrzeć kilka kroków do przodu. Zabójcy... Często byli dość prostolinijni. Dobrzy w jednej rzeczy. Robili to dla pieniędzy. By zaspokoić swoje pragnienia. Nie, to zabójczyń należało się bać. Dlatego nawet jeśli Josephine powoli go do siebie przekonywała, pozostawała jeszcze długo droga zanim będzie mógł ją całkowicie wykreślić z kręgu podejrzeń.
Podobała mu się jej pewność siebie, którą na początku tak otwarcie nie emanowała. Zaczynał widzieć pewne cechy, które pewnie widział również Noah. Tym bardziej ciężko było mu pojąć co działo się w głowie jego brata, że postanowił znaleźć sobie jakąś gówniarę do romansu. Jeśli Josephine czekała na niego w domu i zdawała się rzeczywiście coś do niego czuć? Cóż... Jego opinia o bracie stawała się po prostu coraz gorsza. Zawsze wiedział, że był małym człowiekiem, ale dopiero teraz okazywało się jak małym.
- Wiem, że to nic nie zmienia, ale przepraszam za niego. W imieniu swoim i swojej rodziny. - powiedział powoli wstając z fotela i odkładając swój kubek na stolik.
Wydawało mu się, że tak po prostu należało. Nie był odpowiedzialny za akcje swojego brata, lecz jako najstarszy z rodzeństwa i ten najbardziej życiowo uzdolniony czuł, że powinien chociaż zaoferować te przeprosiny.
- Miał ostatnio jakieś kłopoty? Zmieniło się coś w jego sprawach finansowych? Jakieś nowe zegarki, samochód? - wiedział, że jego brat lubił pewne pozory.
Zanim jednak zdążyła odpowiedzieć ktoś zadzwonił do drzwi jej posiadłości. Magnus uniósł jedynie dłoń pokazując jej by dała mu chwilę. Zniknął na chwilę z zasięgu jej wzroku, a gdy wrócił trzymał w ręku papierową torbę z logo jakiegoś marketu.
- Może nie jestem francuskim szefem kuchni, ale obiecuję Cię nie otruć. Chodź. - mówił to z tym tonem, który był przyzwyczajony do nie napotykania sprzeciwu.
Swoje kroki skierował do kuchni, której jeszcze nie widział. Miał to do siebie, że był pewny siebie i lubił się rządzić. To przywilej człowieka, który prowadzi własną firmę od lat i zawsze właściwie był sam. Odłożył zakupy na blat, ściągnął marynarkę i zawiesił ją na oparciu krzesła. Zaczął podwijać rękawy szukając sobie jakiejś deski do krojenia, noża.
- Więc jest coś jeszcze co możesz mi powiedzieć o Noah w tych ostatnich tygodniach? - spojrzał na nią zaczynając kroić cebulę, chorizo oraz cheddar nie musząc właściwie nawet patrzeć na ręce.
Z nożem radził sobie bardzo profesjonalnie. Pewnych rzeczy nie dało się niestety ukryć. Podobnie jak kilku małych, cienkich blizn na przedramionach, które jedynie minimalnie odznaczały się jaśniejszą barwą na jego skórze.
W takim, mniej formalnym, wydaniu mógł z niej wyciągnąć o wiele więcej. Gdy będzie mniej skupiona na przeżyciach oraz wspomnienia, a bardziej na tym, że ktoś rządzi się w jej kuchni.

Josephine M. Pemberton
36 y/o
For good luck!
178 cm
⚖️ prokurator w superior court of justice
Awatar użytkownika
Pani prokurator, która niemal poświęciła swoją całą karierę kiedy okazało się, że jej mąż romansował ze swoją studentką, która później została znaleziona martwa. Oskarżony mężczyzna targnął się na swoje życie -- Tak mówi oficjalna wersja.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pochyliła jedynie głowę w bok, wpatrując się ślepo w punkt przed sobą, zapewne kawałek zasłony, coś co i tak nie miało kompletnie znaczenia. Docierały do niej jego słowa, powoli ale z siłą, której się kompletnie nie spodziewała. Przecież w życiu nie musi chodzić tylko o to by ciągle czegoś się uczyć i wyciągać wnioski. Niestety w jej wypadku po prostu tak już była "zaprogramowana", stosując się do tego samego schematu, który zawsze się sprawdzał. Dawał jej jakiś większy sens, nawet jeśli popełniała błędy. Łatwiej było jej się z tym pogodzić, przeboleć. Docierając do momentu w którym uświadamiała sobie, że zrobiła przecież wszystko co na tamtej moment mogła by nie okazało się to kompletną klapą, porażką. Czy trudno było jej pogodzić się z tym, że jak każdy normalny człowiek popełnia błędy? CHOLERNIE.
Stawało się to jej obsesją by zmienić bieg swojego życia, tak jak próbowała robić to teraz. Kierowała całe swoje doświadczenie, logikę i emocje tam gdzie miała rozwiązać sprawę. Traktowała śmierć swojego męża, jego niewierność jak kolejne akta, które trafiły na jej biurko. Robiła to z automatu, jakby była pozbawiona jakichkolwiek uczuć. W jakimś sensie musiało tak być bo w innym wypadku całkowicie pogrążyłaby się w depresji, zamknęła na świat i ludzi, którzy ją otaczali.
Kiedyś znienawidziłaby siebie za to jaką kobietą się stała. Kiedy była młoda i głupia to wszystko wydawało się być walką przeciwko establishmentowi. Przeciwko temu co niszczy nas jako ludzi i sprowadza istnienie to niewielkiego trybiku w ogromnej maszynie. W której teraz ona sama zaczyna znaczyć o wiele więcej, może właśnie dlatego jej poglądy zmieniły się. Z drugiej strony, nie można jej odebrać tego, że to co robi. Robi na własnych warunkach, według własnego planu i trzyma się go od samego początku. Czasami po trupach, a czasami wedle własnego sumienia. Ciągle żyła przekonaniami, które dziś uważa się za dość staroświeckie ale tak bliskie temu, jak postrzega siebie i swoją rolę w społeczeństwie. Społeczeństwie, które przez wszystkie dekady i tak jest w większości rządzonym przez płeć brzydszą.
Milczenie było złotem.
Dawała również możliwość wysłuchania, przeanalizowania tego jaki będzie kolejny krok Josephine. W kwestii tego, że w jej życiu pojawił się jej szwagier ale też w każdej decyzji jaką miała podjąć od tej chwili. Nie traciła swoje czujności, nawet pod płaszczykiem uprzejmości, własnej otwartości. Potrafiła to robić bez żadnego problemu, głównie w chwilach kiedy nie mogła komuś ufać. Nie oszukując nikogo, Magnus na razie nie należał do grona tych osób. Musiałby się jeszcze sporo napracować by bezgranicznie mu zaufała. Oddała w ten sposób to co ma najcenniejsze, czyli całą siebie. Chyba nie było czymś dziwnym, że w swojej pracy musiała ciągle na kogoś uważać. Narażała się tym najgorszym szumowinom w społeczeństwie ale przecież każdy mógł traktować ją jak wroga numer jeden. Nawet ojciec, któremu zostały odebrane prawa rodzicielskie po tym jak znęcał się nad swoją żoną. Groźby potrafiły trafić z każdego możliwego miejsca. W tej chwili nie czuła już strachu, raczej stawała się jeszcze bardziej czujna. Na każdy telefon, wiadomość albo pukanie do drzwi. Nie chciała być ofiarą. Może nawet własnych błędów i czynów, które mogły być kontrowersyjne. Mimo wszystko musiała uważać, nawet jeśli nie zawsze miała siły by to robić.
- Nie musisz mówić, że jest ci przykro jeśli tak nie jest - delikatny uśmiech, który na moment pojawił się na jej ustach, uciszył jej własną pogardę do tego, że teraz ciągle ktoś jej o tym mówił. Szczególnie jeśli w ogóle nie byli w tym szczerzy. Nie potrzebowała tego w swoim życiu - Dobrze, odezwę się w tej sprawie - chyba naprawdę myślała o tym by wybrać się gdzieś z dala od tego miejsca, sąsiedztwa, które ostatnio przesiąknięte było jej "skandalem". Odwróciła się w jego kierunku, kiedy wspomniał o wścibskich sąsiadach, jakby chciała mu powiedzieć: Chcesz się przekonać?
- Nie chcesz poznać moich sąsiadów i to jak pod ich udawaną troską kryje się cała machina, która potrafi zrujnować komuś życie - nie wspomniała, że czasami stawała się tego częścią. Głównie nieświadomie ale jednak. Nie była chyba wcale lepsza od innych, skoro nie miała żadnych skrupułów by plotkować o innych. Na jej szczęście nie miała zbyt częstych powodów by to robić. Pochłaniała ją praca, prokuratura. Nie musiała szukać atrakcji tam gdzie mogła ich znaleźć o wiele więcej, niż w nie jednej gazecie plotkarskiej - Moce sprawcze? Wiesz, że to niebezpieczne mówić o czymś takim z prokuratorem? - zmarszczyła brwi wpatrując się w niego. Nie chciała go tym wystraszyć, choć pewnie i tak by tego nie zrobiła. Raczej nie należał do osób, które tak szybko dają się nastraszyć. Zdecydowanie, nie komuś takiemu jak Josie. Mylił się jednak co do niej i jeszcze o tym nie wiedział, a może już przeczuwał?
Myślenie o jej małżeństwie, które chyba nie było zbyt udane. Zbyt idealne, na jakie kreowała je ona sama. Chciała przecież wierzyć, że w domu zawsze czeka na nią kochający mąż. Mężczyzna, który był nie tylko jej przyjacielem i powiernikiem ale też najwspanialszym kochankiem. W tej chwili nie wiedziała co było prawdą, kiedy wszystko zaczęło być już tylko bajką, której usilnie się trzymała. Czy może od samego początku padła ofiarą jego intryg? Może nigdy nie był szczery i od zawsze miał w tym związku tylko jakiś plan. Czy chciał się zemścić? A może dostać w miejsca, które do tej poty były dla niego niedostępne?
Pieprzony Noah!
- Proszę, nie przepraszaj za niego! Przecież to nie twoja wina - nagle podeszła do niego, kładąc palec na jego ustach. Nie chciała już tego słuchać. Wręcz błagała by przestał o nim mówić. Nie teraz. Nie w tym momencie. Szybko zdała sobie sprawę co zrobiła, jak bardzo mogła przekroczyć teraz granice, które ciągle powinny ich łączyć. Odsunęła się jak poparzona, tylko przez chwilę patrząc mu w oczy. Przepraszając za to co zrobiła. Za swoją złość. Zadał kolejne pytanie i kiedy miała na nie odpowiadać, ktoś zadzwonił do drzwi. Kiedy już chciała pójść w tamtym kierunku, Magnus wstał. Jakby wiedział, że to do niego. Czekała na niego zdezorientowana, a kiedy pociągnął ją do kuchni nie wydała z siebie ani jednego słowa. Po prostu go obserwowała.
- Szczerze? Nie poznałam nigdy jego przyjaciół, mało o nich mówił. Czasami zastanawiałam się czy w ogóle z kimś się przyjaźni ale ostatnio zaczął wychodzić z jednym z nich - zaczęła, zaciskając palce w pięść - Kupiła nowy samochód, za nim wszystko wyszło na jaw. Później okazało się, że wydawał pieniądze na biżuterię, którą pewnie kupował swojej kochance. Nie wiem skąd je miał, jego pensja była spora ale nie wiem czy mógłby sobie pozwolić na takie wydatki - przygryzła dolną wargę ale zamiast skupić się na odpowiedzi, po prostu patrzyła na szwagra, który zaczął gotować w jej kuchni. Zbiło ją to z tropu. Na pewno mocno zaskoczyło. Przecież nawet go o to nie prosiła.
- Nie musisz tego robić, przecież sama potrafię o siebie zadbać - próbowała zrozumieć ale przecież teraz nie miała wielkiego pola do perswazji. Jakakolwiek rozmowa z nim skończy się pewnie na tym, że to dla jej dobra. Może powinna odpocząć. Oczywiście, że powinna. Tak samo jak dobrze zjeść. Może była bardziej głodna niż czuła to jeszcze chwilę temu.
- A co jeszcze chciałbyś wiedzieć? Twój brat nie był tak otwarty i tak bezpośredni jak ty - przerwała na moment, podchodząc do blatu, który teraz stał się jego własnym królestwem. Obserwowała go uważnie, może nawet zbyt intensywnie - Może mogę w czymś pomóc? Potrafię kroić - posłała mu delikatny uśmiech, jakby niedowierzał w jej umiejętności. Pochyliła się nawet nad blatem sięgając w stronę noży. Zabierając swój ulubiony, bo każdy przecież taki posiada, a jeśli nie to pewnie ten ktoś nie spędza zbyt wiele czasu w kuchni - Jesteście tak różni, nie spodziewałam się tego - praktycznie wyszeptała te słowa, stoją przecież dość blisko mężczyzny. Zerkając zza jego ramienia, na to jak zręcznie sobie radzi z krojeniem. Przygryzła dolną wargę oczekując na jego instrukcje.

Magnus Grimstad
papryczka
ludzie mym triggerem, wszechobecna dwulicowość
47 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W trakcie tej rozmowy jego prawdziwy cel wizyty nieco się rozmył. Początkowo przyszedł tutaj tylko i wyłącznie po to by wyciągnąć od niej informacje, których nie byłby w stanie wyczytać w żadnych aktach. Jednak na swojej emeryturze zaczynał chyba trochę mięknąć. Wszystkie instynkty, które miał jako zabójca nadal gdzieś tam były, lecz nieużywane zaczęły się kurzyć, nieco zanikać. Na wierzch wychodziły nieco bardziej ludzkie odruchy, o które nigdy by się nie posądzał. Chyba granie normalnego człowieka zaczynało wpływać na niego bardziej niż mógł na początku przypuszczać. Przez ostatnie lata bardziej egzystował niż faktycznie żył. W swoim życiu robił dwie rzeczy dobrze - zabijał i prowadził biznes. Skoro nie robił tego pierwszego, cały swój czas zainwestował w to drugie.
Jednak szkielety z jego szafy nie dawały o sobie zapomnieć. Nie mógł wrócić do swojej rodziny, do córki, do byłej żony. Z jednej strony dlatego, że go już po prostu nie chciały, a z drugiej ponieważ nie można było się od tego odciąć i oczekiwać, że wszyscy o nim po prostu zapomną. Było wiele osób, które nadal chciałyby rozliczyć pewne porachunki, na co nie mógł sobie pozwolić. Nie zamierzał sprowadzać niebezpieczeństwa na osoby, które kochał.
Rozwikłanie sprawy morderstwa jego brata miało być podtrzymaniem swojej reputacji. Nawet jeśli nie byli blisko. Nie darzyli się ciepłymi uczuciami. Był to winien członkowi swojej rodziny. Z takim nastawieniem tutaj przychodził.
Poznając natomiast jego wdowę... Cóż. Ona również była częścią jego rodziny. Wżenioną, ale nadal. Ona, w przeciwieństwie do jego brata, żyła. Dla niej nadal mógł zrobić pewne rzeczy, które mogły jej to życie po prostu ułatwić. Z jakiegoś powodu chciał tego. Zachowywał się przy niej prawie swobodnie. Pokazywał jej jakąś mieszankę tego, kim był oraz tego, kogo udawał nie mogąc przedstawić jej swojej przeszłości.
- I nie zamierzam tego robić. - nie wydawał się zupełnie przejmować tym, co wypada bo tak rzeczywiście było.
Chyba zdążyła już zauważyć, że nie mówi tego, co wypada ani tym bardziej czegoś, co miało po prostu sprawić, że poczuje się lepiej. To nie w jego stylu. Nie miał na to czasu ani ochoty.
- Widzisz, dlatego ja pracowałem tak długo aż dorobiłem się całkowitego braku sąsiadów. - uśmiechnął się do niej wcale nieskromnie - Jak chcesz możemy znaleźć Ci podobne miejsce. Nieruchomości to coś, od czego zaczynałem. - uchylił kolejnego rąbka swojej przeszłości, tego, który akurat mógł.
Nie zamierzał prawić jej już kolejnych morałów o tym jak to zdanie innych osób się nie liczy. Byłby hipokrytą skoro sam zajmował się sprawą swojego brata by utrzymać pewną reputację. By uchronić siebie oraz swoich bliskich. Nie musieli się natomiast martwić, że jego przyjazd zrujnuje jej życie czy karierę. Miał bardzo dobry powód by zapukać do jej drzwi, a dla całego świata był po prostu świetnym biznesmenem i filantropem. Nie można było o nim powiedzieć złego słowa.
- Nie ma w tym nic niebezpiecznego, jeśli nie robić nic nielegalnego. - rozłożył ręce, a jego postawa oraz wzrok nadal emanowały tą samą pewnością siebie, co do tej pory, był w pełnej kontroli.
Wymiar sprawiedliwości nie był czymś, co kiedykolwiek spędzało mu sen z powiek. Wiedział jak unikać odpowiedzialności za swoje czyny, a coś takiego jak zakopanie artykułu? Zazwyczaj wystarczyło po prostu trochę pieniędzy. Coś, czego miał pod dostatkiem.
Za to dość mocno go zaskoczyła gdy podeszła bliżej i ułożyła palec na jego ustach. Jego zaskoczenie było prawdziwe. Uniesione w reakcji brwi prawdziwe. Nie pamiętał kiedy ktoś ostatnim razem tak szybko i bezprecedensowo przekroczył z nim granicę dotyku. Jeszcze w taki sposób. Rzeczywiście go zagięła. Do tego stopnia, że nie powiedział zupełnie nic. Przez chwilę po prostu stał jak wryty dopóki nie został uratowany przez dzwonek.
W trakcie przygotowań posiłku co jakiś czas podnosił na nią wzrok notując sobie wszystko, co mu powiedziała. Zachowanie Noah rzeczywiście było podejrzane i zamierzał zainteresować się tym, kim był ten jego nowy kolega oraz skąd miał środki pieniężne. To jednak mogło zaczekać. Nie rozwiąże tej zagadki dzisiaj. Będzie potrzebować czasu.
Pokręcił jedynie głową na jej ciche protesty dając jej jasno do zrozumienia, że w ogóle nie brał pod uwagę tego, że miałaby coś robić.
- Ciężko powiedzieć co muszę wiedzieć w tym momencie. Mam twój numer, więc rezerwuję sobie prawo by do Ciebie zadzwonić i umówić się na jeszcze jedną rozmowę. - puścił jej oczko z lekkim uśmiechem kończąc już kroić wszystko, co było mu na ten moment potrzebne - Nawet nie wiesz jak bardzo. - mruknął bardziej do siebie niż do niej, lecz pewnie usłyszała będąc tak blisko.
Odwrócił się przez ramię by na nią spojrzeć czując jej obecność. Spojrzał w jej tęczówki, a później na tę przygryzioną wargę. Odłożył swój nóż na deskę, odwrócił się do niej i sięgnął jej policzka.
- Nie patrz tak na mnie. - poprosił dość miękko, jak na siebie muskając kącik jej ust swoim kciukiem - I nie zachodź mnie z nożem od tyłu. To niebezpieczne. - uśmiechnął się do niej nieco enigmatycznie ponieważ niekoniecznie chodziło o jego bezpieczeństwo.
- Nie chodzi o to, że nie wierzę w Twoje umiejętności. - zaczął łapiąc ją za nadgarstek i powoli przesuwając swoją dłoń na jej okręcając ją do siebie by wyciągnąć nóż z jej dłoni - Tylko o to żebyś pozwoliła się sobą zaopiekować. Z tego co mówiłaś chyba nikt tego nie robił od dłuższego czasu. - odłożył jej nóż na blat lecz jeszcze przez chwilę trzymał jej dłoń w swojej.
Gdy się na tym złapał po prostu ją zabrał jakby to się właśnie nie wydarzyło. Złapał za miskę i wbił w nią kilka jajek. Znalazł sobie nawet trzepaczkę i zaczął je energicznie ubijać. Gdy były już nieco napowietrzone wmieszał w nie chorizo oraz cheddar. W między czasie wrzucił masło na patelnię i zaczął szklić cebulę.
- Może nie jestem francuskim szefem kuchni, ale nie robię tego pierwszy raz. Wiem co robię. - spojrzał na nią przelotnie wstawiając również piekarnik bo wszystko miało swój moment w tym przepisie.
Teraz wystarczyło wlać jajka z dodatkami na patelnię, pozwolić im się nieco ściąć, wrzucić do piekarnika i wstawić chleb na tosty. Pokroić jeszcze szczypiorek na świeżo i za kilka minut wszystko powinno wylądować na jej talerzu. On w między czasie podwinął rękawy i zaczął po prostu po sobie zmywać. Przecież nie zostawi jej z całym tym bałaganem.

Josephine M. Pemberton
36 y/o
For good luck!
178 cm
⚖️ prokurator w superior court of justice
Awatar użytkownika
Pani prokurator, która niemal poświęciła swoją całą karierę kiedy okazało się, że jej mąż romansował ze swoją studentką, która później została znaleziona martwa. Oskarżony mężczyzna targnął się na swoje życie -- Tak mówi oficjalna wersja.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Josephine nie znała jego planów. Nie mogła też wiedzieć, że w jakiś sposób przyczyniła się do tego, że musiał je zmienić. Czy to ona sama była tego sprawczynią? A może po prostu sytuacja tego wymagała. Oboje próbowali odnaleźć się w tej sytuacji. Całkiem nowej i zagadkowej. Przecież nie znała całej prawdy, nie mogła wiedzieć dlaczego zaczyna wypytywać o swojego brata. Do tej pory nic nie łączyło go ze sprawą i nie znalazła powiązań szwagra z osobą albo osobami, które zaczęły przeglądać akta. Zaczynały węszyć tam gdzie przecież nie powinny. Nikt nie miał prawa grzebać w brudach jej własnej rodziny, nawet jeśli mowa tutaj o bracie Noaha. Wszystko miało się skończyć na podejrzeniach. Wbrew pozorom nie obawiała się już prawdy ale tego, że ktoś miał czelność bawić się w sędziego. Sprawiedliwego człowieka, który miał być stanąć ponad wszystkimi.
Prawda mogła boleć i na pewno skrzywdzi nie jedną osobę ale jeśli takie było życzenie Josie, to chyba ktoś powinien je uszanować? Miała przecież pewne prawa względem swojej relacji i pamięci o zmarłym mężu. Noah i tak utracił sporo, jeszcze przed swoim samobójstwem. Dalsze upokarzanie mężczyzny, który kiedyś był miłością jej życia, nie powinno się wydarzyć. Nagle pojawia się jego brat, który sprawia, że zaczyna zadawać sobie jeszcze więcej pytań. Czy aby na pewno był tutaj tylko dlatego, że chciał wiedzieć całą prawdę? Może i on szukał odpowiedzi ale nie chciał jej tego wprost powiedzieć. W dodatku nie znała go na tyle by mu zaufać. Powiedzieć to wszystko co sama zdołała się dowiedzieć, co z pewnością ciążyło ją od pierwszego dnia. Nikt nie powinien nosić ze sobą aż tak ogromny bagaż. Z czasem będzie widziała coraz większe skutki własnych błędów ale za nim do tego dojdzie, po prostu chroniła to co jeszcze pozostało z jej rodziny.
Nie pozostało przecież zbyt wiele. Można wręcz uznać, że poza wspomnieniami, które i tak mogły okazać się kłamstwem, żyła teraz tylko wydarzeniami ostatnich miesięcy. Tym jak każdy wydał na nich wyrok. Chciałaby powiedzieć, że każdy miał prawo do tego ale przecież tak nie było. Dopóki nie dowiemy się wszystkiego, nie zmierzymy się z prawdą nie powinniśmy tego robić. Wyniosła to z pracy, a może chciała być sprawiedliwa pod każdym względem. W każdej sytuacji, nawet jeśli dowody zaczynały być zbyt przytłaczające.
- Odciąć się od ludzi? Od całego świata? - zaczynała się nad tym zastanawiać, kiedy jeszcze byli szczęśliwym małżeństwem. Ucieczka przed przytłaczającym miastem, ciągłym oglądaniem się za siebie. Marzyła o tym by kiedyś przestać się martwić. Zastanawiać czy kiedyś nie stanie w oko w oko z kimś, kto będzie chciał się na niej zemścić - Przez chwilę o tym myślałam, w sumie to myśleliśmy - jak wiadomo, nic z tego nie wyszło. Z żadnych planów, które mieli ze sobą i dla siebie. Chciała wierzyć, że jeszcze kiedyś będzie mogła spełnić chociaż cząstkę z nich. Nie bojąc się tego, że jej przeszłość będzie chciała ją zniszczyć. Nikt nie wiedział jak bardzo pragnęła wrócić do tego co do tej pory było dla niej normalne.
Pewność siebie Magnusa mogła wytrącić z równowagi, szczególnie kiedy mówił to wszystko w jej obecności. Nie bał się tego, że rozmawia z panią prokurator, która jakby na to nie patrzeć mogła zrobić naprawdę wiele by zniszczyć czyjeś życie. Znała przecież na to sposoby, na to by spreparować dowody. Cokolwiek, co mogło zamknąć usta, tym którzy stwarzali problemy. Oczywiście uważała to za wielce nieetyczne ale przecież i ona, ostatnimi czasu, przekroczyła pewne granice. Robiła coś co nie było zgodne ani z jej własnymi poglądami ale też prawem. Musiała wiec mocno zastanowić się nad tym w jakim kierunku miała pójść jej kariera. Czy ryzykowała tylko po to by uchronić swoją rodzinę? A może miała o wiele większy cel.
Raczej nie była kobietą, które obawiały się dotyku. Nigdy też nie zastanawiała się zbytnio nad tym jak mogło to być teraz przez niego odebrane. Zwyczajnie chciała go uciszyć, a że w tej chwili nie znalazła żadnego innego, sensownego sposobu to zrobiła to dość dosadnie. Przez dłuższy czas oboje milczeli, czy wreszcie zrozumiała, że jednak przekroczyła granicę. Przecież to ona mówiła tak wiele o moralności, o tym że ktoś mógłby brać jej gesty jak coś nieodpowiedniego. Próbowała zbyć poczucie zakłopotania, na moment odwracając swój wzrok od niego. Od tego wszystkiego co działo się między nimi jeszcze przed chwilą. Choć tak naprawdę do niczego nie doszło. Słysząc dzwonek do drzwi, skutecznie skupiła się na tym co też mógł zaplanować. Widziała przecież jak wstukuje coś na swoim telefonie. Musiał o tym pomyśleć, za nim ona mogła się zorientować, że zaraz będzie dla niej gotował.
Wszystko działo się zbyt szybko, nawet dla kogoś takiego jak Josie. Nie rozumiała do końca dlaczego chciał to robić. Jeszcze wspomniał o tym, że chce się nią zaopiekować. Przecież nawet o to nie pytała. Nie zmuszała go do niczego, a on jak gdyby nigdy nic zorganizował pół produkty a teraz w jej własnej kuchni po prostu zajął się przyrządzaniem posiłku - Rezerwujesz sobie prawo? - zachichotała, choć nie spodziewała się takiej reakcji - Wiesz, że to może być niebezpieczne - dodała, znowu pochylając się w jego kierunku, chcąc zobaczyć co też miał zamiar ugotować. Chyba nie miała mu już za złe, że tak po prostu miał się tutaj panoszyć. Jeśli tylko coś by się jej nie spodobało to zaraz by mu to zakomunikowała. W bezpośredni dla siebie sposób ale teraz chodziło o zwyczajną obserwację.
- Chyba mi nie powiesz, że boisz się tego, że mogę zrobić coś nieprzewidywalnego - mruknęła jedynie drażniąc go tym, że ciągle trzymała w dłoni nóż. Skoro nie chciał jej pomocy, nie zamierzała robić nic na siłę. Już na pewno nie będzie pchała się tam gdzie jej nie chcą - Mam nadzieję, że wiesz co robisz, jeśli chodzi o opiekę nade mną - zażartowała sobie, bo przecież wcale nie musiał tego robić. Nawet jeśli w głębi duszy potrzebowała tego, to wciąż potrafiła zaopiekować się sobą. Nie musiała czekać, aż ktoś będzie mógł to zrobić. Wyręczyć ją w wielu innych sytuacjach, niż tylko gotowanie.
Krótkie spojrzenie, którym obdarowała jego dłoń, kiedy jeszcze trzymał ją. Nie spodziewała się takowej reakcji z jego strony, to przecież on był bardzo zaskoczony kiedy zbliżyła się do niego. Kiedy wreszcie odsunął swoją dłoń, zacisnęła ją blisko siebie. Nie dlatego, że miała mu to za złe ale dlatego, że nawet jej własny mąż, przez ostatnie tygodnie nie był z nią tak blisko. Zabawne, że ten krótki i zapewne nic nieznaczący gest uważała za bliskość.
- Dobrze, pozostawiam brudną robotę tobie - podniosła obie dłonie w górę, jakby na znak tego, że się poddaje i nie zamierza go teraz terroryzować nożem. Przyglądała się jednak temu jak sprawnie radzi sobie w kuchni, może dlatego że robił to już nie pierwszy raz jak sam wspomniał, a może dlatego, że jego brat raczej nie był do tego skory - W czym jeszcze różnisz się od swojego brata? - zapytała bez żadnego większego podtekstu ani też nie licząc na jego odpowiedź. Już teraz widziała te różnice i mogła sobie też sporo dopowiedzieć, jeśli tylko chciała.


Magnus Grimstad
papryczka
ludzie mym triggerem, wszechobecna dwulicowość
47 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nadal nie wiedział, czy może jej zaufać. Przyszedł tutaj w jednym, dość prostym celu. Dowiedzieć się czegoś więcej o własnym bracie, z którym nie miał najlepszego kontaktu, a przyszło mu wyrównywać jego rachunki. Jednego mógł być pewien, Noah by tego chciał. Nie był jednym z tych ludzi, których uważa się za wielkich ponieważ nadstawiają drugi policzek swojemu bliźniemu. Nie, Noah były pierwszym, który powiedziałby mu, że jeśli nie zrobił dla niego za dużo za życia, to chociaż mógł się zrewanżować po jego śmierci. Na tyle, na ile go znał, podejrzewał, że byłby kompletnie w porządku nawet gdyby całe miasto musiało spłynąć krwią. Znów - nie był z tych wielkich ludzi.
Mógł wyjść w każdym momencie. Nie musiał zamawiać dla niej zakupów. Wydawać by się mogło, że otrzymał już wszystkie informacje, które chciała mu w tym momencie udzielić. O wiele rozsądniej byłoby opuścić jej posiadłość zanim zacznie zadawać pytania, które dla niego mogłyby być nie wygodna. Jak na przykład dlaczego teraz nagle zaczął się tym interesować. Na co oczywiście miał przygotowaną odpowiedź, a to czy była wiarygodna mogła ocenić tylko ona. Coś, jednak sprawiło, że pewne z ludzkich odruchów, których jeszcze nie zatracił zaczęły wychodzić na wierzch. Gdzieś tam z tyłu głowy miał cały czas to, że to wszystko mogła być tylko dobra gra, ale cholera, nie widział dlaczego miałaby tak właściwie grać. Nie potrzebowała pieniędzy, patrząc na to, że pewnie utrzymywała właściwie swojego męża. Zemsta... Zemsta zawsze była dobrym motywem, ale czy pani prokurator posunęłaby się do morderstwa? Powinien zajrzeć głębiej w jej kartotekę.
- Niekoniecznie od całego świata. - uśmiechnął się rozbawiony tym jak wiele osób łączyło ludzi z całym światem, więc pokręcił jedynie głową - Jest też dużo świata poza miastami i innymi spędami ludności. Spróbuj kiedyś, może miło zdziwisz się tym, ile świata tak naprawdę jest poza tym, co masz na co dzień. - pozwolił sobie nawet puścić jej oczko - A jeśli kiedyś będziesz szukać nowego domu... Daj znać. Myślę że będziemy mogli wyjątkowo znaleźć nieruchomość po kosztach. - to mógł zawsze zaproponować, wystarczył jeden jego telefon.
Pewnie nie powinien był się tak panoszyć. Ten dzwonek zdawał się uratować ich od bardzo niezręcznej ciszy, która zaczęła się przeciągać. Miał to do siebie, że rzadko pytał o pozwolenie. Ojciec nauczył go, że znacznie łatwiej pytać o przebaczenie niż o pozwolenie. Często sięgał po to w swoim życiu. Oczywiście gdyby w którymś momencie postanowiła go powstrzymać pewnie wziąłby to chociaż pod uwagę. Nie powiedziane, że faktycznie by przestał, ale przynajmniej by to przemyślał. Nie zrobiła tego. W żadnym momencie nie postawiła między nimi jakiejś granicy, której powinni przestrzegać. Najwyraźniej nie miała nic przeciwko by ktoś w końcu się nią zajął, a on nie mógł powiedzieć, że czuł się winny śmierci swojego brata. Nie robił to dla niego. Robił to dla niej. Nie widział jej jedynie jako żony swojego męża. Widział ją, jako ją i starał się ją rozpracować. Czego swoim zachowaniem zupełnie mu nie ułatwiała.
- Dla Ciebie, czy dla mnie? - spojrzał na nią przelotnie z nieco zaczepnym uśmiechem bo niebezpieczeństwo było czymś, z czym czuł się całkiem naturalnie.
Dobrze było usłyszeć jak chichocze, zobaczyć ten uśmiech. Podejrzewał, że w ostatnich dniach nie miała zbyt wielu okazji by trochę spuścić z tonu. Zapomnieć o wszystkim, co ją ostatnio spotkało. Tym bardziej jeśli tak bardzo przejmowała się opinią innych. Już widział jak karci się mentalnie za to, że się uśmiecha, a powinna być w żałobie. Z nim tego nie robiła, więc chyba czuła się całkiem naturalnie.
- Nie mam zielonego pojęcia, ale z tego, co widzę, jesteś dorosłą kobietą. Ufam, że powiesz mi jak się Tobą nie opiekować i nakierujesz na to jak powinienem to robić. - nie usiłował flirtować - uważał, że nie potrafił.
Jednak tę odpowiedź można było traktować nieco dwuznacznie. Tym bardziej, że właśnie przesuwał swoją dłoń po jej wyciągając z jej dłoni nóż i trzymając ją o ten moment za długo. Nie obawiał się kontaktu fizycznego. Skoro to ona była pierwszą, która przełamała tę barierę, on czuł się w tym wszystkim o wiele swobodniej. Znów - uważał, że powie mu jeśli będzie robić coś nie tak.
- Najbardziej tym, że jego wychowywała nasza mama, mnie przygruchał sobie ojciec. - odpowiedział jej kończąc mycie naczyń i wycierając dłonie o ściereczkę - Powiedziałbym Ci więcej, gdybym wiedział. - spojrzał na nią znacząco bo najlepiej wiedziała, że nie mieli zbyt dobrego kontaktu.
- Jednak z tego, co wiem... - sięgnął do piekarnika by wyjąć patelnię z frittatą i dać jej chwilę odpocząć - Noah zawsze szukał winy u wszystkich, tylko nie u siebie. A najczęściej u mnie. Zawsze winił mnie za to, że nie zapewniłem mu ciepłej posady w firmie, skoro tak dobrze prosperuje. Nie kupiłem mieszkania. Świetnie radził sobie z pieniędzmi, zwłaszcza nie swoimi. - mlasnął z pewnym niesmakiem przygotowując dla niej talerz i wstawiając w między czasie kromki na tosty.
- Jeśli daję moje słowo to można być go pewnym. - nałożył jej kawałek ciepłej frittaty, ułożył tosty posmarowane masłem i nawet opruszył wszystko świeżym szczypiorkiem - I z tego, co mówiłaś, różnimy się też tym, że ja jestem klasycznym monogamistą. - przesunął talerz po blacie w jej stronę i podszedł nieco bliżej wręczając jej widelec - Smacznego. - uśmiechnął się zachęcająco opierając się o blat.

Josephine M. Pemberton
36 y/o
For good luck!
178 cm
⚖️ prokurator w superior court of justice
Awatar użytkownika
Pani prokurator, która niemal poświęciła swoją całą karierę kiedy okazało się, że jej mąż romansował ze swoją studentką, która później została znaleziona martwa. Oskarżony mężczyzna targnął się na swoje życie -- Tak mówi oficjalna wersja.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Josephine nauczyła się, że nie warto ufać nikomu. Nawet tym, którzy są dla nas bliskimi. Tych których kochamy. Nie można się tego nauczyć ani też wymusić. W tym momencie jej życie było na tyle zagmatwane, że nie potrzebowała kolejnego powodu by całkowicie zamknąć się na innych. Na tych, którzy może nie do końca mieli wobec niej złowrogie plany. Obawiała się, że już nigdy nie będzie mogła odpuścić. Uwierzyć w to, że ktoś chce dla niej jak najlepiej. Skąd mogła wierzyć w czyjeś dobre intencje, skoro w swojej pracy spotykała się z kłamstwami i intrygami, które wielokrotnie pokazywały jak okrutni potrafią być ludzie.
Człowiek, człowiekowi wilkiem.
Mogłaby wyliczać to ile razy potrafiła być zaskoczona, choć nie powinna. Przecież jesteśmy tak nieprzewidywalni i zapatrzeni w siebie. Nawet jeśli udajemy przed innymi, że nasz wewnętrzny kompas pokazuje jak bardzo moralni jesteśmy. W jakimś sensie i Pemberton żyła w pewnej iluzji, tego jak postrzegała siebie i swoje życie, to że ciągle walczyła o sprawiedliwość, może nie na świecie, ale w Toronto. Chciała wierzyć, że jest o wiele lepszym człowiekiem niż wszyscy ci, których łapie w sidła sprawiedliwości. Jeszcze mocniej pragnęła by w tym momencie to właśnie Magnus widział w niej kogoś takiego. Kobietę, która nie boi się stanąć po prawowitej stronie. Może tylko dla niej samej, nie wiedząc jak bardzo mogłaby go znienawidzić, gdyby wiedziała czym tak naprawdę się zajmuje. Wiedziała tylko o tym, co sam jej powiedział, a sporo pozostawało jeszcze tajemnicą. Gdyby tylko spojrzała na to wszystko z perspektywy trzeciej osoby to widziałaby, że oboje próbują ukryć przed sobą tak wiele, nie tylko intencje wobec siebie.
Czy Magnus jeszcze niewiele wiedział o tym do czego mogą być zdolne zdesperowane kobiety. Przyznawanie się do tego, że byłą przytłoczone wieloma błędami swojego męża nie było kłamstwem ale też nie pokazywało co naprawdę czuła. Jak bardzo chciała pozbyć się tego problemu. Tylko czy był nim jej mąż? I chciała go zamordować. Stać się już nie tylko ofiarą ale oprawcą. Ktoś mógł powiedzieć, że miała przewagę. Nie tylko jako pani prokurator ale też kobieta. Zawsze potrafiłaby się wybronić ale czy aby na pewno mogłaby żyć ze świadomością, że w jednej chwili słabości zaprzedała duszę diabłu. Ostatecznie nie pozbywając się całego ciężaru, a dodając sobie obawę przed tym, że ktoś dojdzie do prawdy.
- Już to gdzieś słyszałam, że świat nie kończy się na Toronto - kąciki jej ust drgnęły bo chyba jej zmarły mąż był tym, który jej to mówił - Jesteś specjalistą jeśli chodzi o nieruchomości byłabym idiotką, gdybym się do ciebie nie zgłosiła - posłała mu ciepły uśmiech, za nim znowu zniknęła w swoich własnych myślach. Wszystko to wydawało się przecież tak łatwe. Podjęcie decyzji i zakupie nowego domu, wyprowadzka i rozpoczęcie życia na nowo. Przecież to nie było prawdą. Nic nie jest tak proste jak nam się wydaje. Musiałaby zmienić tak wiele. Czy w tym wszystkim przestałaby myśleć o własnej karierze? O tym, że ciągle ją posiadała. Nie porzuciła jej, a na to liczyło już kilka osób.
Jeszcze będzie miała okazję by powiedzieć stop. Zakończyć to, że pozwalał sobie na wiele więcej niż powinien. Nawet jeśli był bratem jej zmarłego męża. Dawała mu swobodę bo potrzebowała sprawdzić czy i on pozwoli pokazać jej to jakim mężczyzną jest. Nie musiał ciągle udawać kogoś kim nie jest ale przecież to byłoby hipokryzją z jej strony. Skoro ona sama wystawiała samą siebie na test, kiedy ciągle próbowała kontrolować nawet najmniejszy gest, spojrzenie. W tym wszystkim pozwalała sobie jednak na to by szczerze się zaśmiać. Pokazać, że wcale nie kreuje siebie przed nim, przed mężczyzną, który ciągle ją obserwował. Ona to widziała ale też nie reagowała w niepotrzebny sposób. Jeszcze go nie przejrzała i zapewne nie stanie się to szybko.
- Lepiej żebyś nie wiedział - konspiracyjnie pochyliła się po raz ostatni w jego kierunku, za nim nóż który odłożyła na swoje miejsce. Jeszcze daleko jej do kompletnej wariatki, która gania swoich gości z nożem po całym domu. Jeśli do tego dojdzie to chyba powinna zgłosić się po pomoc.
Najwidoczniej Josie też nie potrafiła flirtować. Na pewno nie teraz, kiedy w ogóle nie miała do tego głowy i tak naprawdę nie powinna. Jeszcze dobrze nie pochowała swojego męża a miałaby teraz oglądać się za innym facetem? Nie szukała zastępstwa. Nowa relacja jedynie skomplikowałaby jej życie, wprowadziła zamieszanie, które było jej niepotrzebne - Zawsze jest czas i miejsce by nauczyć się czego pragnie dorosła kobieta - wpatrywała się w niego kiedy zaczęła mówić - Gdybyś tylko chciał mogę zostać twoją przewodniczką po tym czego potrzebują kobiety - brzmiało to dwuznacznie bo oboje na to pozwolili. Bez chwili zastanowienia się nad tym, do czego to może doprowadzić. Czy będzie to początek końca ich znajomości, a może otworzy drzwi, które powinny pozostać zamknięte. Po chwili poczuła, że jednak powinna przestać. W dodatku jeszcze przed chwilą trzymał jej dłoń, gładził ją delikatnie i bez pośpiechu. Jej policzki zaczerwieniły się, zapewne ze wstydu, a może już własnej głupoty.
Odchrząknęła dość wyraźnie, prostując się nagle i całkowicie skupiając na tym jak przygotowuje jedzenie. Odnalazła w tym wszystkim spokój ale też miała okazję wsłuchać się w to co mówi o relacji z własnym bratem, rodzicami. Nie znała zbyt wielu opowieści, bo Noah próbował ukryć tak wiele. Czasami miała wrażenie, że nie mówił o nich specjalnie. Jakby w ogóle dla niego nie istnieli.
- Nie mówił zbyt wiele o tobie, o waszym ojcu. Chyba nie chciał bym zadawała coraz więcej pytań. Za każdym razem kiedy próbowałam zacząć rozmowę na temat waszej rodziny, wściekał się albo po prostu wychodził - nawet jeśli nie dowiedziała się zbyt wiele to musiała przyznać, że powiedział jej o wiele więcej niż dowiedziała się od własnego męża. Czy jego rodzina była aż tak okropna? Rzecz jasna nie mogła wierzyć tylko Magnusowi, bo jego perspektywa mogła być po prostu wygodna dla niego samego. Prawda leżała przecież gdzieś po środku ale tego raczej nigdy się już nie dowie.
- Już gotowe? - nie spodziewała się, że tak szybko udało mu się przygotować jedzenie, a może po prostu spędzili dość sporo czasu na rozmowie i na tym by zrozumieć gdzie leżą granice. Zbliżyła się znowu, teraz już do jedzenia. Pochylając w stronę talerza, wpatrując się w to co przygotował - Właśnie, może wyjdę na wścibską ale masz żonę? Dzieci? - jej spojrzenie nadal skupiało się na jedzeniu. Czy była zbyt bezpośrednia, a może chciała poczuć się lepiej, wiedząc że jednak nie ma w jego życiu stałej partnerki, a może chciała tylko dowiedzieć się jak najwięcej. Przecież byli rodziną. W jakimś sensie. Wreszcie wbiła widelec w frittatę, którą miała przed sobą i nabrała kawałek. Wgryzając się w nią delikatnie i bez pośpiechu, mimo tego że była bardzo głodna. Głodniejsza od samego patrzenia.

Magnus Grimstad
papryczka
ludzie mym triggerem, wszechobecna dwulicowość
47 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Od razu idiotką... To po prostu byłoby skrajnie niemądre. - wzruszył ramionami z uprzejmym uśmiechem.
Chciałby powiedzieć jej coś więcej o tych wszystkich podróżach i o tym jaki świat jest wielki, jednak jego podróże były przede wszystkim służbowe. Zazwyczaj w okolicznościach, w których musiał wyeliminować któryś ze swoich celów. Bądź po prostu znaleźć nową nieruchomość. Nigdy nie miał zbyt wiele czasu na podziwianie widoków ani szukanie nowych wrażeń. Zawsze skupiał się wyłącznie na swojej pracy. Może był moment kilka dekad temu, kiedy wyjazd w jakieś tropikalne miejsce rzeczywiście robił na nim jakieś wrażenie i wprowadzał coś więcej do jego życia, aczkolwiek takie uczucia szybko przeminęły. Praca, którą wykonywał sprawiła, że wiele ludzkich odruchów po prostu w nim zaniknęło i było nieaktywnych przez naprawdę długie lata.
Rozstanie z rodziną w powodu jego zawodu również nie sprawiło, że stał się lepszym człowiekiem. Zamiast tego zbudował po prostu kolejne mury wokół swojego człowieczeństwa nie wracając do tej cząstki siebie. Teraz robił się po prostu chyba trochę stary i sentymentalny. To się chyba nazywa dziadzieniem, bo ostatnimi czasy zaczynały wychodzić z niego nieco bardziej ludzkie odruchy. Pewne emocje, o których od dłuższego czasu zupełnie zapomniał. Jak chociażby to, że gdy rozmawiali zamówił zakupy by móc coś jej ugotować. Zająć się kobietą, o której nic nie wiedział i niewiele powinno go interesować. Wmawiał sobie, że to tylko dlatego, że powinno to pomóc mu w wyciągnięciu z niej kolejnych informacji. Oszukiwanie nie było czymś, co robił z samym sobą, a jednak... Teraz zaczął, chociaż jeszcze tego nie dostrzegał.
Podobnie jak tego, kiedy trzymał ją dłoń, kiedy jego kciuk delikatnie muskał jej skórę, a odległość między nimi była zdecydowanie zbyt mała. Nie nazwałby tego flirtem ponieważ nie potrafił flirtować, a raczej nie musiał tego robić od dekad, aczkolwiek to, co do siebie mówili zaczynało być nieco dwuznaczne. Magnus próbował nie doszukiwać się w tym wszystkim drugiego dna. To nie była kwestia braku pewności siebie, bo to jedna z tych rzeczy, których na pewno mu nie brakowało. Może to kwestia norm społecznych? Tego, że wdowa nie powinna być w ten sposób zainteresowana swoim szwagrem.
- Moją przewodniczką..? - patrzył na nią przez chwilę zanim po prostu parsknął śmiechem.
Bynajmniej nie prześmiewczo. To był ten prawdziwy, autentyczny, rozbawiony śmiech, który nie zdawał mu się często. Właściwie nigdy się nie zdarzał. Nikogo nie udawał. Całkowicie wyszedł z granej postaci będąc po prostu sobą. Nie pamiętał, kiedy ostatnim razem się tak śmiał. Prawdziwie.
- Josephine... Nie wiem, czy zauważyłaś, ale jestem od Ciebie znacznie starszy. Wiem, czego pragną dorosłe kobiety. Podobnie jak to, czego potrzebują. - uśmiechnął się do niej wesoło, nadal rozbawiony z autentycznym błyskiem w oku, którego do tej pory u niego na pewno nie widziała - Możesz mi co najwyżej pokazać jak powinienem opiekować się Tobą. - spojrzał na nią z nieco figlarnym uśmiechem mówiąc to nieco niższym niż do tej pory tonem.
Zauważył jak się zarumieniła. Wyglądała uroczo. Teraz widział ją w nieco innym świetle. Na moment wyszedł ze swojej roli szwagra będąc po prostu Magnusem, co za często mu się nie zdarzało. Mógł zliczyć na palcach jednej dłoni osoby, które potrafiły wyciągnąć z niego jego prawdziwe oblicze. Jeśli to udało się również jej zdecydowanie zaczynał być nią coraz bardziej zainteresowany.
- Tak, to brzmi jak nasza mama. Charakter wziął po niej. - nie mówił tego z jakaś wrogością do własnej rodzicielki, to było bardziej stwierdzenie faktu - Gdy robiło się za gęsto w domu ojciec zabierał mnie ze sobą na polowania. Mama zabierała jego do jakiejś dalszej rodziny. Nasi rodzice nie byli specjalnie obecni w życiu nas obojga. Każde miało swojego ulubieńca i niespecjalnie się z tym kryło. - uzupełnił swoją wypowiedź kończąc swoje krzątanie się po kuchni raczej niewzruszony swoim dzieciństwem.
- Aż tak mało o mnie mówił? Nie, pewnie mówił więcej, ale zawsze o tym jaki był ze mnie kiepski brat. - pokręcił głową z dezaprobatą cicho wzdychając - Jestem rozwodnikiem, już od ponad dekady. Mam córkę, która mieszka z matką i niekoniecznie chce mieć coś wspólnego ze swoim biologicznym ojcem. - przez jego tęczówki przebiegł pewien cień.
Był dobry w ukrywaniu swoich emocji, ale te dotyczące jego rodziny były nieco trudniejsze do ukrycia. Kochał swoją córkę. W jakiś sposób nawet swoją byłą żonę. Aczkolwiek lepiej było by wierzyły, że jest potworem i trzymały się od niego z daleka na wypadek gdyby jego dawne życie chciało znów wkraść się do tego współczesnego.
- Co chcesz do picia? - zapytał woląc skupić się na tu i teraz zamiast swojej rodzinnej przeszłości.

Josephine M. Pemberton
ODPOWIEDZ

Wróć do „#15”