28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To zdecydowanie nie było w jego stylu.
I z pewnością nie była to jedna z tych rzeczy, o których wspominałby z dumą. Lockhart zmierzył Victorię dość długim, oceniającym spojrzeniem; nie bez powodu zginęła mu wcześniej w tłumie. Nie wyróżniała się niczym szczególnym na tle innych kobiet. Blondyn parsknął pod nosem na jej entuzjazm — chyba jeszcze nie wiedziała na co się z nim pisała. — Znajdź lepiej normalną robotę, Call — rzucił w jego stronę; jeśli miał mu sprowadzać takie dziewczyny, to lepiej, żeby złożył wypowiedzenie. No, ale cholera, pocałował ją, bo w głębi duszy był prostym mężczyzną. Miał na to ochotę, nudziło mu się i może próbował coś sobie udowodnić. Tak czy inaczej, liczył na to, że pielęgniarka odejdzie jak tylko dostanie to, na czym jej zależało.
Teraz zamierzam pić — poprawił go, praktycznie zerując swoją butelkę piwa. Prawda jest taka, że tak czy siak wygrałby ten pieprzony zakład; jego ego nie pozwoliłoby na to, żeby to Reid zgarnął więcej dziewczyn. No nie było takiej opcji.

Kiedy pielęgniarka wcisnęła się między ich dwójkę, Cy sapnął pod nosem z irytacją. Oczywiście, że nie mogła sobie teraz odpuścić. Daj palec to wezmą całą rękę. Lockhart oparł podbródek na dłoni, słuchając swojego przyjaciela z ulgą; na szczęście miał wystarczająco oleju w głowie, by ją spławić, zamiast znowu pchać ją w jego ramiona. Mógłby go już za to naprawdę zabić. — Nie mam. Jak będę chciał to cię znajdę — westchnął, wskazując barmanowi swoje puste piwo, by przyniósł mu nowe. Dopiero wtedy zerknął na Victorię, uśmiechając się prawie przepraszająco. — Dasz nam już święty spokój? Zobaczymy się w pracy — mruknął; parę słów później i po odejściu pielęgniarki, Locke spojrzał na swojego przyjaciela. Wyciągnął w jego stronę palec wskazujący. — Zwalniam cię — rzucił ponuro, znów łapiąc za swój alkohol.

callum
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po części zrobiło mu się trochę głupio, ale nie z powodu tego, że sprawił, iż Cyrus właśnie pocałował tamtą dziewuszkę. Bardziej przez to, że do cholery sam stał jak taki słup soli, gapiąc się, jak jego przyjaciel idzie w ślinę, a on? Jego narzeczona była na jakichś Malediwach-sralediwach, mając kompletnie w dupie to, czy jej facet był z nią szczęśliwy, tak długo, jak mogła wyczerpywać tego jebanego amexa do końca i dzwonić do niego z prośbą, żeby coś tam doładował. Od kiedy partnerzy mają kieszonkowe? No nieważne. - Ah, nie pierdol. Nie chciałbyś, to byś tego nie zrobił - mruknął pod nosem, przeczesując wzrokiem tłum i starając się wyhaczyć jakąś kobitkę w jego typie. No i po chwili zobaczył jakąś, która miała zajebiście oliwkową cerę, ciemne włosy, ciemne oczy i była może troszkę starsza, ale damn. Yummy mommy. Jednak z tego zamysłu rozkojarzyła go Victoria, a tamta piękność mignęła mu gdzieś w tłumie. Kurwa mać.

Zerknął na nią i na Cyrusa. - Widzisz? Cyrus cię znajdzie, kochanieńka - uśmiechnął się do niej. Dziewczyna tylko posmutniała na twarzy, pokiwała głową i niemalże wyjęczała, - Dobrze, tylko mnie znajdź i odezwij się w pracy - mruknęła, po czym poszła gdzieś dalej... anyways.. gówno go to obchodziło. Reid spojrzał po chwili na wysunięty palec Cyrusa, parsknął śmiechem i udał, że chce go odgryźć w powietrzu. - skończ udawać oburzonego Locke, dzięki mnie poszedłeś w ślinę - wzruszył ramionami i upił łyk piwka. Wtedy mamitka znowu pojawiła się w zasięgu jego wzroku. Odłożył kufel na blat i ruszył w jej kierunku, zostawiając przyjaciela w tle. Halo, nie mógł zaprzepaścić takiej okazji co nie? Musiał działać, like asap. A po jakichś dziesięciu minutach wrócił cały uchachany, uradowany i rzucił do Lockharta, - Mam kolejny numer! - odparł z szerokim uśmiechem. Był przy tym umorusany czerwoną szminką na twarzy. Welp.

locke
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— To jest szantaż emocjonalny, zjebie — rzucił, mimo wszystko uśmiechając się krzywo pod nosem. Boże, świat był naprawdę popieprzony, ale Cyrus doceniał, że mógł radzić sobie z całym tym gównem razem z Callumem przy swoim boku. Jak na człowieka, mającego trudności w nawiązywaniu bliższych relacji, w przypadku Reida poszło mu naprawdę dobrze. Ale to może dlatego, że na swój sposób byli do siebie podobni i zwyczajnie się rozumieli bez słów? A może po prostu, jego przyjaciel pojawił się w najlepszym momencie jego życia; wtedy, gdy potrzebował kogoś, kto go poprowadzi, powie, że jest okej i że da sobie radę. Lockhart był przecież od niego młodszy, a w okresie, gdy na siebie wpadli, Cy był zagubiony bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Call był więc dla niego nie tyle co odskocznią, ale cholernym wsparciem. Był jego bratem. — Poczekam, aż ty będziesz miał jakiś kryzys życiowy. Też cię wepchnę w jakieś gówno i powiem, że sam tego chciałeś — dodał z rozbawieniem; bo jednak zwyczajnie się z nim drażnił.

Lockhart parsknął pod nosem, gdy obaj prawie w tym samym czasie, zmęczyli się obecnością Victorii. Bezsensownie to wszystko komplikowała, skoro dostała przecież to, na czym jej zależało. Blondyn zmarszczył nos, gdy jego kumpel udał, że odgryza jego palec i znowu się zaśmiał. Chyba był już odrobinę wstawiony, bo jego poczucie humoru stało się strasznie nijakie. Cyrus ruszył za nim spojrzeniem, gdy Call znalazł swoją wybrankę, z trudem powstrzymując przy tym śmiech i wrócił do picia piwa; a niech ma chłop, też niech pożyje, tak? Zerknął na niego dopiero, gdy Callum do niego wrócił. — I całą mordę w szmince — parsknął. Może Reid miał rację. Może Cyrus potrzebował od czasu do czasu wyrwać się ze swojej bezpiecznej rutyny. Może czasem bardziej niż pracy i zwyczajności, potrzebował spędzić więcej czasu z przyjacielem.

Oboje pewnie jeszcze przez dobrą godzinę grali w swoje durne zawody, prawdopodobnie pod koniec nie pamiętając, kto zebrał ile numerów. Tak czy inaczej, Lockhart wrócił do swojego mieszkania z lepszym humorem i czystszą głową.

koniec


callum
ODPOWIEDZ

Wróć do „SPIN”