46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie dało się go oszukać. Od razu wyłapał to przewrócenie oczami i fakt, że Fairchild za cholerę nie chciał się odezwać w kwestii swoich rzekomych spraw sercowych. Zdecydowanie było coś na rzeczy. Może nawet faktycznie kogoś lubił? Hm. Nieważne. Javierowi nie chciało się teraz bawić ani w amorka, ani w żadnego pieprzonego terapeutę randkowego, dlatego tym razem postanowił odpuścić temat. Może natchnie go jeszcze kiedyś, jak pójdą razem na jakieś piwo po pracy i młody będzie trochę bardziej skory do gadania. - Zakuć cię? - parsknął pod nosem, zerkając na niego z rozbawieniem. Przynajmniej na moment mógł zapomnieć, jak bardzo wkurwiony był po tamtej rozmowie z Crawford, a raczej po tym, jak dostał niemały opierdol za to, że podobno za dużo sobie pozwalał. No smiechu warte.

Przygazował delikatnie, żeby zdążyć przejechać jeszcze przed czerwonym światłem. - Dobra, mam zmianę tylko do dwudziestej pierwszej. Może wpadnę do ciebie i wszystko obczaimy? - zerknął na niego, wjeżdżając w jedną z kolejnych uliczek prowadzących w stronę dinera. - Przyniosę chińskie ze sobą. - Dodał to, zanim wysunął jedną dłoń, lewą zaciskając palce na kierownicy, i pizgnął Fairchilda przez tę jego łepetynę. - Dobrze, że mam długie ramiona,- parsknął śmiechem, wracając do prowadzenia auta obiema rękoma. Posłał mu tylko rozbawiony uśmiech i dodał, - Napijemy się jej razem, jak już rozwiążemy tę sprawę. - Po chwili wyłączył stacyjkę.

W dinerze rozsiadł się wygodnie, zamawiając jakieś tosty, jajecznicę i dodatkowo naleśniki z bekonem. No bo przecież dbał o linię, co nie? Uśmiechnął się, kiedy kelnerka nalała mu czarnej kawy do kubka, i od razu upił z niego łyk, spoglądając na Fairchilda. - Możemy - przytaknął. - Sam mam córkę i pamiętam, jak nieraz chowała jakieś rzeczy przede mną albo Marią, bo niby się tego wstydziła albo było to wielkie top secret. - Burknął coś pod nosem, przewracając oczami na samo wspomnienie. -Więc może Elena też schowała coś, czego nie chciała, żebyście znaleźli przy pierwszym rzucie oka? - Spojrzał na niego uważniej, zanim kelnerka przyniosła ich zamówienia. Chwycił sztućce, odciął kawałek naleśnika, oblał go syropem klonowym i wsunął do ust, przeżuwając powoli. Dopiero po chwili przełknął. - Jak będziemy mądrzy, to wydaje mi się, że nam się uda - powiedział spokojniej. - Musimy być tylko ostrożni i nie zostawić za sobą zadnych sladów, które ktoś mógłby potem z nami połączyć...

Fairchild
29 y/o
For good luck!
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Caleb zaśmiał się pod nosem na jego słowa, wyciągając złączone nadgarstki w jego stronę, jakby nie marzył o niczym innym, jak o tym, żeby Javier go teraz skuł. Zaraz jednak zabrał swoje ręce, od razu wciskając je w kieszenie swoich spodni, jakby staruszkowi miało wpaść do głowy coś głupiego. Nawet, jeśli były to tylko żarty, Fairchild nie zamierzał jako prokurator pokazywać się komukolwiek od tej strony; to byłoby nieco upokarzające. Tak czy inaczej, chłopak cieszył się, że śledczy nie wałkował tematu, dotyczącego związków czy romansów, bo jak na razie Fair starał się raczej nie myśleć zbyt wiele o Hazel. Dla niego był to już skończony wyskok, który przypominał mu jedynie o tym, że nie powinien tyle pić. To nic nie znaczyło i z pewnością nic nie zmieniło w ich relacji. Tak? Tak.

— Ja pierdolę, Perez. Ja się, kurwa, nie dziwię, że ciebie na dywanik wzywają — parsknął, patrząc jak mężczyzna przyspiesza, żeby zdążyć przed czerwonym światłem. No, ale to nie on był gliną, tak? Caleb wymierzał sprawiedliwość w sądzie i raczej zabierał się na bardziej znaczące sprawy, niekoniecznie te związane z zasadami na drodze. — Ale na twój koszt — rzucił na wspomnienie o chińszczyźnie. Co musiało zabrzmieć zabawnie, bo Caleb był ostatnią osobą, której brakowałoby kasy albo byłby jakkolwiek skąpy. Zaraz uśmiechnął się niewinnie do starszego kumpla, bo przecież nie zostawi go z niczym. — A ja załatwię dobre whiskey, hm? Wybiorę je specjalnie dla ciebie, od serca, Perez — zaśmiał się cicho. No co, doceniał jego pomoc i zaangażowanie, ale nie potrafił tego powiedzieć prosto z mostu. Gdy tylko Fairchild wspominał o swojej siostrze, wiele osób machało na niego ręką, narzekając, że nie potrafił ruszyć dalej po śmierci Eleny. Javier jako jedyny stał po jego stronie.

— No i co się tak do niej szczerzysz? — westchnął, spoglądając na jego uśmiech w stronę kelnerki. Chociaż Caleb robił to tylko po to, żeby go lekko podkurwić. Fair zaśmiał się, gdy Javier wspomniał o swojej córce i o jej chowaniu rzeczy; zachowywał się jak typowy ojciec. — No myślę, że żadna nastolatka nie chce dzielić się ze starymi swoim prywatnym życiem — stwierdził. — To normalne. I zdrowe — dodał, wzruszając ramieniem. Sam był blisko z Eleną, ale nie na tyle, by wchodzić z buciorami w jej prywatność. — Nie ma co panikować. Glina i prokurator to chyba dobre połączenie, co? — rzucił, samemu zaczynając jeść. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak głodny był przez to wszystko. Zamyślił się; naprawdę liczył na to, że tym razem znajdą ten punkt przełomowy.

javier
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”