ODPOWIEDZ
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Potrzebował powietrza. Miał wrażenie, ze dusi się we własnych czterech ścianach, które do tej pory stanowiły dla niego kryjówkę przed otaczającym go światem. Potrafił zamknąć się w nim nawet na kilka dni, skupiając na szklanym ekranie, który niemal go pochłaniał. Jak wiele razy potrzebował interwencji swoich przyjaciół, którzy przypominali mu, ze poza murami, nie ważne jak przytulnymi, znajdowała się rzeczywistość i piękno, które należy poznawać. A jednak teraz ostatnia rzeczą, jakiej Carlson pragnął, była obecność kogokolwiek. Nie chciał rozmów, nie chciał pocieszenia, ze wszystko będzie dobrze. Nie był głupi, chociaż bywały momenty, w których zachowywał się tak lekko, ze ludzie mogli go tak postrzegać. Potrzebował spokoju i wyciszenia, aby przetrawić wszystkie emocje, które w nim szalały. O wiele łatwiej było mu to osiągnąć opuszczając mieszkanie z pewnością, ze nikt nie postanowi sprawdzić, co u niego słychać.
Czuł się wewnętrznie zdewastowany. Tak zwyczajnie, tak normalnie źle. Miał wrażenie, ze jego świat uległ gwałtownej zmianie od momentu, w którym własny umysł postanowił spłatać mu figla, doprowadzając Felixa niemal do obłędu. Zaledwie siedem dni minęło odkąd zobaczył na ulicy osobę, której nie miał prawa widzieć. Wiedział, ze to jedynie wytwór jego wyobraźni, ale realizm sytuacji sprawił, ze jego zbolałe serce uczepiło się złudnej nadziei pragnąc urzeczywistnić to, o czym marzył od kilku lat. Od dnia, w którym utracił swojego najlepszego przyjaciela. Ile godzin spędził na kreowaniu alternatywnej rzeczywistości, w której Brian zyl? Jak wiele czas poświecił na prowadzenie wyimaginowanych rozmów udając, ze zapach chłopaka, który wyrył się w jego głowie, faktycznie go otacza? Jak wiele razy zaklinał niebiosa, ze zrobiłby i oddal wszystko, byleby cofnąć czas, zmieniając przyszłość zarówno swoja jak i Briana? Jak wiele obietnic składał pragnąć po raz kolejny zobaczyć uśmiech, który przyprawiał o szybsze bicie serca, potrafiąc w jednej chwili odgonić smutki?

Jedno proste marzenie.
Proszę, żyj.

Tak mijały lata, ale nie zmieniało się nic. Do momentu, w którym zobaczył postać do złudzenia przypominająca osobę, za którą tak tęsknił, a wraz z ktora umarla i połowa analityka. Widział ten grymas malujący się na twarzy, chociaż dzieliła ich szerokość ulicy. Niemal wyobrażał sobie, jak mężczyzna lekko brwi marszczy w ten typowy dla siebie sposób, szukajac czegos. Widział jak spojrzał na Felixa, nie widząc go. Ten obraz podsunięty przez umysł bolał najbardziej. Bo w tej halucynacji Brian zdawał się nie wiedzieć kim był Carlson i zaledwie prześlizgnął się po nim wzrokiem, rozglądać za czyms zupelnie innym.
Westchnął, przeczesując włosy. Pogoda, tak słoneczna, daleka była od jego samopoczucia. Co miał ze sobą zrobić? Jak miał wymazać z głowy obrazy? Jak pozbyć się uczuć z serca, które już teraz było poważnie nadwyrężone?
Rozejrzał się po parku, do którego bezwiednie poszedł. Tego samego, w którym spędzali kiedyś tak wiele czasu. Serce pamiętało, nie chcąc ani na moment odpuścić. Jak miał nie uważać, ze zaczynał wariować.
Niespodziewanie usłyszał gwizd. Nagłość dźwięku sprawiła, ze spojrzał w stronę właściciela psa, który biegał w niedalekiej odległości. Szybko przestał mieć znaczenie, ponieważ oczy Carlsona skierowały się na postać idącą po lewej stronie, kilka kroków od Felixa. Postać, która nie należała do tego świata. Czas na chwile się zatrzymał, a informatyk ani na chwile nie spuścił spojrzenia z sylwetki. Znajomy chód, znajoma nonszalancja na twarzy.
To nie było możliwe. To nie był prawda.
Ty nie istniejesz, krzyczał umysł, starając się wpleść trochę racjonalności do skolowanego chłopaka.

Umarłeś lata temu.
Czemu mi to robisz?

Serce gwałtownie przyspieszyło, by chwile później zwolnić bice, zatrzymując się na chwile. Tych kilka sekund wystarczyło, by Felix, jak zdarzało mu się w przeszłości, poleciał jak długi na trawę, tracąc przytomność.
Tak było łatwiej. Odciac się na chwile od wspomnien, ktore w rocznice smierci bolały jeszcze bardziej.


Brian Shelby
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
27 y/o
For good luck!
185 cm
tatuażysta w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Too young, too dumb
To know things like love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Shelby, wyszedłeś w końcu na prostą?

To było jedno z pierwszych pytań, które Brian usłyszał, pojawiając się w jednym z bardziej znanych barów w Toronto. Był pijany, a alkohol nieprzyjemnie szumiał wówczas w jego głowie; patrzył na człowieka, stojącego tuż przed nim i nie potrafił dopasować jego twarzy do żadnej ze znanych mu osób. A to nie było szczególnie dziwne, bo Broke nie pamiętał co najmniej połowy swojego życia. Zupełnie, jakby ktoś wcisnął wielki, czerwony przycisk: RESET, wymazując mu wszystkie możliwe wspomnienia. Naprawdę zaczynał od nowa. Niektórzy najpewniej uznaliby to za szansę od losu; nie pamiętać wszystkich złych rzeczy, które tylko się tobie przytrafiły, nie czuć strachu przez pewne doświadczenia i mieć zupełnie czystą kartę. Coś wspaniałego, racja? No nie do końca, jeśli raz na parę miesięcy, pojawiała się przed nim jakaś postać, pytająca go o to, gdzie go wcięło na tak długo. Nie były to zbyt istotne osoby, ale najwidoczniej na tyle regularnie pojawiające się w jego życiu, że decydowały się na podejście i zagadanie. Shelby nienawidził tego — czuł się przytłoczony i wściekły, jakby ktoś próbował wmówić mu coś, co nie było prawdą.

Brian spieszył się do roboty. Kurwa, znowu zaspał, ale nic już nie mógł poradzić na to, że nie mógł spokojnie spać po nocach, kiedy jego współlokatorzy tłukli się ze sobą nawzajem. Jeszcze parę miesięcy i pójdzie na swoje; odłoży wystarczająco hajsu, by wynająć nawet najmniejszą i najbardziej gównianą klitkę, byle być tylko na swoim. Szybko zdecydował, że przejdzie przez park, dzięki czemu oszczędzi paręnaście minut drogi i może nie spóźni się tak bardzo. W całym tym swoim pośpiechu, Broke minął jakiegoś wysokiego chłopaka; przesunął po nim obojętnie spojrzeniem, od razu ruszając naprzód, ignorując hałas i inne bodźce wokoło. No, cóż.. Chciał to zrobić, ale chłopak którego minął, runął jak długi na trawę.

No musiał się zatrzymać. Mogliby go zamknąć za brak udzielenia mu pierwszej pomocy. Shelby sapnął niecierpliwie pod nosem, zerkając tęsknie w stronę salonu, do którego już na pewno nie zdąży na czas, po czym przykucnął przy nieznajomym, klepiąc go po ramieniu. Zaraz złapał go łagodnie i potrząsnął nim lekko. — Stary, żyjesz? — zapytał, spoglądając na jego twarz z mieszaniną frustracji i pewnego lęku. No, bo co, jeśli typ właśnie wykitował i Brian będzie jakimś pieprzonym świadkiem? Jeszcze tego mu brakowało, na miłość boską. Broke odkręcił butelkę wody, którą niósł w ręce i chlapnął nią prosto w jego twarz, żeby go ocucić. Było gorąco, więc może zemdlał, co nie? To nie musiało być nic drastycznego.

Felix
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jakim sposobem patrzył na człowieka, którego pochowano zaledwie kilka lat wcześniej? Jak okrutny był wszechświat stwarzając tak realistyczne iluzje, doprowadzając Felixa do poważnego rozstroju emocjonalnego? Co najmniej, jakby już teraz nie borykał się z wyrzutami towarzyszącymi mu niezmiennie od tamtego dnia, w którym utracił część siebie. Tą samą, która właśnie mijała go bezsłownie, nawet specjalnie na niego nie patrząc. Czuł, jak prześlizguje się po nim spojrzeniem, zupełnie tak, jak patrzyło się na kogoś, kto był zaledwie kolejną postacią w tłumie - nieznaczącą i nie mającą żadnej wartości sentymentalnej.
Głowa nie był w stanie pojąć, na co patrzyła, a serce przepełnione emocjami i uczuciami z przeszłości, nie podołało plątaninie, która powstała w ciele chłopaka. Rzeczywistość kłóciła się z marzeniami, spierając się w walce o to, kto miał rację. nic dziwnego, że ostatecznie runął na ziemię, chcąc się od tego wszystkiego odciąć. Potrzebował resetu do powrotu do realiów, które bolały.
One były prawdziwe.

Pierwsze co poczuł, to czyjaś obecność. Dziwnie znajoma, dziwnie kojąca, przynosząca wspomnienia, które wywoływały na twarzy uśmiech. Chwilę później ktoś lekko nim potrząsnął, ostatecznie wylewając chłodny płyn na buzię. To zmusiło go do otworzenia oczu i spojrzenia w twarz, którą widział za każdym razem, gdy wieczorem zamykał powieki. Tą samą, która zerkała na niego z licznych zdjęć ukrytych w drewnianym pudełku na dnie szafy.
Felix patrzył na niego, nie rozumiejąc, oszołomiony. To nie mogła być prawda; nadal musiał być nieprzytomny, dryfując w krainie fantazji, czekając na wybudzenie się. Umarli nie wracają. A jednak zapach, który owiał Carlsona był zapachem, który nozdrza pamiętały. Dającym poczucie bezpieczeństwa i pewności, że przyszłość nadal istniała.
Jak jednak mógł temu wszystkiemu ufać?
Pragnął wyciągnąć dłoń, dotykając tej twarzy. Pragnął powiedzieć tak wiele, a jedyne co był w stanie robić, to patrzeć na niego w osłupieniu, wolno prześlizgując się po każdej znajomej rysie, po każdym tatuażu, przy powstawaniu którego uczestniczył. Patrzył na oczy, które zdawały się go nie poznawać. To bolało najbardziej.
-Brian - wyszeptał nie wiedząc jak zareagować. To zdecydowanie nie była sytuacja, w której planował się znaleźć. Czy to był faktycznie on, czy wyobraźnia przypisała jego twarz zupełnie obcej osobie, która ani trochę nie była podobna do jego przyjaciela?
Poczuł, jak serce ponownie zaczyna szybciej mu bić i jeśli nie chciał ponownie stracić przytomności, musiał się opanować. Zwariował, nie było innego wyjaśnienia.

Jego ciała nigdy nie odnaleziono.

Uniósł się powoli, zmuszając do siadu. Wykorzystał sposobność, lekko łapiąc Briana za ramię, jakby używał go do podpory. Sprawdzał, czy to nie iluzja. Poczuł przez chwilę bijące od niego ciepło. Umarli byli chłodni.
Widział niezrozumienie w jego ciemnych oczach, zapewne mogąc odpowiedzieć tym samym. Starszy chłopak zdawał się go nie poznawać, nie rozpoznając osoby, z którą spędził tak wiele czasu. To mimo wszystko bolało.
-Ja… nie wiem co się stało. Ciebie tu przecież nawet nie ma, nie możesz być - powiedział czując, że nie może ufać własnym zmysłom. Brzmiał, jakby się co najmniej nawdychał jakichś oparów kleju. Na litość Odyna, przecież był na jego pogrzebie! Nie mógł teraz tak normalnie, tak zwyczajnie, wymieniać z nim mało konstruktywnych zdań!

Brian
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
27 y/o
For good luck!
185 cm
tatuażysta w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Too young, too dumb
To know things like love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Brian.


Shelby drgnął, słysząc swoje własne imię, padające z ust nieznanego chłopaka. Zamrugał z zaskoczeniem, skupiając całą uwagę na jego twarzy; z całych sił próbował połączyć kropki, wzbudzić jakiś bodziec, który przywoła przydatne wspomnienia. Nie czuł jednak nic, gdy jego wzrok zatrzymał się na ciemnych tęczówkach obcego; całkowita pustka. To była ta beznadziejna strona amnezji i zaczynania od zera. Skoro wrócił do miasta, w którym żył i wychowywał się na co dzień to musiał być przygotowany na to, że w którymś momencie na kogoś wpadnie. Za każdym razem wydawało mu się, że będzie na to gotowy. Wymyślił sobie nawet, co powie, żeby nie czuć się niekomfortowo i żeby nie sprawić przykrości drugiej osobie. A jednak w chwilach takich jak ta, gdy stał naprzeciw osoby, którą wiedział, że powinien znać, czuł irytację i pewne rozgoryczenie. Nie było nic przyjemnego w dziurach w jego pamięci.

Ciebie tu przecież nawet nie ma, nie możesz być.

Okej, co to za pieprzony melodramat? Shelby poczuł się, jakby grał w jakimś kiepskim filmie. Miał ochotę machnąć ręką i odejść, bo na samą myśl o tłumaczeniu, że nic nie pamięta, robiło mu się niedobrze. Wiedział, że nie powinien tu być; powinien zginąć zasypany warstwą śniegu, a jednak stał tu, cały i zdrowy, a jedynym skutkiem ubocznym tego wypadku była jego pusta głowa, pozbawiona uczuć i wspomnień. Jego twarz nieco pociemniała, a wzrok stał się dość odległy; mimo to pomógł mu wstać, upewniając się, że nic mu nie będzie. Chciał uciec. Nienawidził tego obcego uczucia, które kołatało jego sercem, ilekroć spotykał kogoś ze starego życia.

— Zemdlałeś, oto co się stało — powiedział, patrząc dość beznamiętnie na jego buzię, szukając jakichkolwiek oznak, że mógłby znowu odlecieć, a wtedy Brian zadzwoniłby już po karetkę. Uniósł palce do skroni, pocierając niepewnie swoją skórę, po czym odetchnął ciężko. — Myślę, że powinieneś wrócić do domu albo schować się w cieniu, bo jest kurewsko gorąco, a ty ewidentnie nie jesteś dobrze nawodniony — dodał, bo przecież powinien coś powiedzieć. Nie był zbyt dobrą osobą do prawienia morałów, ale próbował być jakkolwiek fair i nie zostawiać go bez słowa. — Najpewniej pomyliłeś mnie z kimś innym — stwierdził finalnie, wzruszając przy tym ramieniem. — Uważaj na siebie, chłopie — powiedział, klepiąc go po ramieniu, zanim wyminął go, by pójść do tego studia tatuażu, do którego już na pewno był mocno spóźniony.

Felix
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Cała absurdalność tej sytuacji była zwyczajnie irracjonalna. Felix czuł się tak, jakby znalazł się nagle w równoległej rzeczywistości, w której Brian był cały i zdrowy, prowadząc dalsze życie, na jakie zasłużył. Był szczęśliwy, był żywy, był tu z nim.
Obecna rzeczywistość przedstawiała się jednak inaczej i właśnie dlatego Carlson sobie z nią nie radził. Umysł próbował mu wcisnąć, że nie było możliwym, by jego przyjaciel tutaj był, ale przecież oczy widziały, a serce czuło. Nie było możliwości, by spotkał do złudzenia tak podobną osobę, z tym samym błyskiem w oczach, zaczepnym uśmiechem, zmarszczkami wokół ust układającymi się w swoisty i unikalny wzór.

To był jego Brian.

W głowie pojawiło się tak wiele pytań, tak wiele sprzeczności. Czuł, że się dusił, chociaż znajdowali się na otwartej przestrzeni. Imię, które powiedział wyleciało spomiędzy jego ust niezależnie od woli. Jakby potrzebował usłyszeć je na głos, powtarzając je dotychczas tylko w pamięci. Do tej pory jego brzmienie bolało, a teraz? Zupełnie nie wiedział, co powinien czuć i jak się zachować tym bardziej, że mężczyzna nie poznawał w nim nikogo; nie widział osoby, z którą spędził tak wiele czasu, a która była poniekąd dla niego ważna. Nie widział dawnego przyjaciela, wsparcia i odskoczni, którą dawały wspólne chwile. Nie pamiętał go, co jeszcze bardziej skołowało analityka. Co, jeśli się pomylił? Co jeśli po prostu w przypadkowym człowieki doszukiwał się cech chłopaka, na którym zależało mu najbardziej na świecie? Przecież to wszystko tak bardzo się ze sobą gryzło. Wypadek, szpital, później pogrzeb. Nie dało się tego zmienić nawet za pomocą czarów.
Westchnął, nie chcąc wyjść na kretyna. Już teraz odniósł wrażenie, że za bardzo wpatruje się w mężczyznę, który spoglądał na niego spod zmarszczonych brwi z tą samą beznamiętnością.
Proszę, dostrzeż mnie. Przypomnij sobie - krzyczały myśli, chociaż usta nie wypowiedziały ani słowa.

Czemu nie pamiętasz tej letniej nocy i naszej spadającej gwiazdy? Mieliśmy wtedy życzenia, które zasługiwały na spełnienie.
Czemu nie pamiętasz zapachu pieczonych jabłek, kiedy siedzieliśmy na tarasie, jedząc szarlotkę mojej mamy? Wtedy chciałem powiedzieć ci tak wiele, każdego dnia żałując, że się na to nie zdobyłem.
Czemu nie pamiętasz naszych wspólnych marzeń? Że zawsze, że razem.
Czy chociaż pamiętasz, jak cię zabiłem?

Wciągnął powietrze. Co powinien teraz zrobić? Wykrzyczeć mu wszystko, że przecież się znali, że byli dla siebie ważni? Musiał jakoś przeżyć wypadek, Felix nie widział innego wytłumaczenia, bo już pogodził się ze świadomością, że to był jego Brian, a nie realistyczne złudzenie. Czemu tylko nie odezwał się do nikogo? Do rodziny, która nienawidziła Carlsona, obwiniając go za wszystko. Do znajomych, którzy go opłakiwali. Do niego, który codziennie wspominał ich przygody, na nowo przeżywając stratę. Felix miał wrażenie, jakby znajdował się na wprost znajomej upragnionej powłoki, której zresetowano pamięć.
Wstał z ziemi z jego pomocą czując, jak kręci mu się w głowie. Otarł dłonią resztki wody z twarzy, odgarniając przy tym mokre włosy z czoła. Orzeźwienie i wymówka, gdyby nagle postanowił się rozpłakać. Nie chciał, ale nie zawsze panował nad swoimi emocjami.
-Czasem mi się to zdarza, w dość randomowych momentach - odpowiedział. Chciał mówić, chciał słuchać jego głosu, przypominając go sobie na nowo. Podobała mu się ta ostrzejsza nutka, która zawsze się tam wkradała. Lekka chrypowatość, która sprawiała, że był nie do pomylenia. - To nie wina ciepła, ani nawodnienia. Po prostu niektórzy ludzie są trochę wybrakowani - uśmiechnął się do niego lekko, bijąc się z własnymi myślami. W głowie ciągle miał widmo ostatniej kłótni, podczas której padło tak wiele gorzkich słów, których żałował. Widział wtedy wściekłość w oczach Briana; chłód, którego nie doświadczył nigdy inny. Ciemne, ostre spojrzenie, które wwiercało się w jego duszę. Nawet teraz, po latach odczuwał gorycz ilekroć ten obraz pojawił się w jego głowie.
Słysząc jego komentarz o pomyłce, na chwilę zamarł. Wtedy właśnie umysł zadecydował, że nie chce mu o tym wszystkim przypominać w obawie, że teraz, kiedy żył, utrata go będzie bolała jeszcze bardziej. Jak miałby mijać go na ulicy wiedząc, jak bardzo go nienawidził? Tylko czy faktycznie umiał zachowywać się tak, jakby nigdy wcześniej się nie znali?
-To nie tak… ja po prostu słyszałem dwa razy jak podajesz swoje imię baristce w kawiarni. Nie jestem żadnym stalkerem, po prostu nie trudno cię zapamiętać - powiedział płynne kłamstwo. Był idiotą, Nora z pewnością by to przyznała. Nie powinien się obawiać powiedzenia wprost, że to żadna pomyłka, a po prostu wspomnienie dawnego życia, że się znali i Brian po prostu go nie pamięta, ale to nic złego.
W głowie huczało mu dosłownie od wszystkiego i skupił się na opanowaniu tego chaosu na tyle, że zanim się obejrzał, mężczyzna zaczął się oddalać.

Znowu go stracisz.

-Hej! - podreptał za nim, w zwyczajnym stylu zakłócając przestrzeń osobistą. To było silniejsze od niego - potrzeba znalezienia się blisko niego. - Dziękuję za to, że mi pomogłeś. Może… może, ja wiem jak to głupio zabrzmi, ale może mogę ci postawić kawę? - wtrzucił z siebie, a serce waliło mu jak cholera. kiedyś to było znacznie łatwiejsze. Kiedyś to Brian pierwsz zwrócił na niego swoja uwagę, nie pozwalając uwolnić się od jego towarzystwa.

Brian Shelby
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
27 y/o
For good luck!
185 cm
tatuażysta w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Too young, too dumb
To know things like love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Brian czuł się cholernie zdezorientowany po powrocie do Toronto. Czuł się jak aktor, próbując wcielić się w swoje własne życie; błądził po omacku, próbował właściwie wyczuć, co było dla niego normalne i odpowiednie, zbierał fragmenty swojej byłej codzienności, by odzyskać choć minimum wspomnień, ale to nadal… Nadal nie było łatwe. Poniekąd wciąż polegał na Levim, choć nawet z nim kontakt nie przychodził mu najłatwiej; Broke nie wiedział, jak bardzo chciał rozgrzebywać swoją przeszłość. Traktował ten wypadek jako szansę, żeby zacząć od nowa, ale nie było to możliwe, jeśli co jakiś czas w jego rzeczywistości, pojawiali się ludzie, którzy próbowali rozgościć się w jego codzienności na nowo. A on tego nie chciał. Cholera, był już przecież innym człowiekiem, tak?

W tym momencie nie wiedział, czy Felix był jednym z tych ludzi, których powinien znać. Spoglądał w jego ciemne oczy, nie czując nic znajomego, co mogłoby mu podpowiedzieć, jaką dzielili relację. To było naprawdę frustrujące; co miał mu niby powiedzieć? Odsuń się, bo czuję się niekomfortowo? Sorry, ale straciłem pamięć i ledwo poznaję samego siebie? To żenujące. Jak w jakimś melodramacie. Brian wolał zostać przy traktowaniu go jak kogoś obcego, niż katowaniu się, że być może znowu nie poznawał kogoś ważnego. No cóż, taki miał już mechanizm obronny po tym przeklętym wypadku.

Shelby zatrzymał spojrzenie na jego mokrej twarzy, po czym parsknął pod nosem. Może wybrał nieco niewygodny sposób na ocucenie go, ale lepiej to niż zdzielenie w policzek. To mogłoby już zaboleć. Jeszcze może chciałby go za to pozwać, a na takie atrakcje to Brian zdecydowanie nie miał nawet grosza. — Mdleć? To chyba nie jest zbyt normalna i zdrowa oznaka — parsknął gorzko, kręcąc przy tym głową. Nie każdy zareagowałby tak jak Broke; u wielu osób pierwszym odruchem była panika, jeśli komuś działa się jakakolwiek krzywda. — Może warto to sprawdzić i nie straszyć innych ludzi — dodał, spoglądając na niego z pewnym politowaniem. — Nie wiem, nie jestem lekarzem — odetchnął, nie chcąc zbyt głęboko wchodzić w ten temat, w końcu wciąż się spieszył.

Słysząc jego wyjaśnienia, Shelby ściągnął lekko brwi, patrząc na niego z konsternacją. To mogłoby brzmieć logicznie dla przypadkowej osoby, ale Brian od wypadku do wszystkiego podchodził z pewnym dystansem. — Nie trudno? — powtórzył, a w jego głos wkradło się pewne rozbawienie. — To komplement czy obelga? — parsknął finalnie. Nie sądził, żeby szczególnie mocno wyróżniał się z tłumu, co w wielu sytuacjach było mu naprawdę na rękę. Tak czy inaczej, Broke nie zdążył zajść za daleko, bo chłopaczek szybko go dogonił. — Idę do pracy — powiedział, nadal się nie zatrzymując. — Jak chcesz postawić mi kawę, to możesz mi ją zrobić na miejscu. Przyda mi się asystent — parsknął, krocząc szybko przez park. — I wtedy będziemy kwita — rzucił, tylko na sekundę, odwracając się w jego stronę.

Carlson
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Powiedz mu!
Powiedz mu kim jesteś.
Powiedz jak wiele dla ciebie znaczy i jak wiele was łączyło!


Głowa zaczynała go boleć od natłoku myśli, które w niej szalały nie dając mu ani na chwilę spokoju. Wiedział, po prostu wiedział, że najlepszym rozwiązaniem byłoby przypomnienie Brianowi, że nie byli sobie obcy, że mieli swoją własną przeszłość, która była naszpikowana wspólnymi przygodami, dramatami, emocjami. Uświadomienie mu, że przez te wszystkie lata był ktoś, kto żył wspomnieniami o nim; ktoś, kto marzył o cofnięciu czasu i kolejnej okazji, by z nim porozmawiać. Ktoś, dla kogo Brian był niemal wszystkim.
A jednak nie potrafił. Wystraszył się przekonania, że gdy tylko starszy chłopak przypomni sobie ostatnie momenty wróci nienawiść, którą wtedy widział w jego ciemnych oczach. Wróci świadomość, że to właśnie analityk był odpowiedzialny za wypadek, któremu obaj ulegli. Wróci niechęć i negatywne emocje, które sprawią, że ta przyjaźń ostatecznie się skończy.
Ale czy nie skończyła się już teraz? Brian go nie poznawał, zdawał się nie mieć żadnych wspomnień na ich temat. Nie było uśmiechu przeznaczonego tylko dla Felixa. Nie było zaczepnych komentarzy, których Azjata wyczekiwał. Nie było tych drobnych gestów, które chociaż ze strony Shelby’ego niewinne, dla Carlsona były słodka kakofonią emocji. Może faktycznie Branowi umknęło gdzieś wspomnienie jego twarzy, a może wyparł go specjalnie. Felix nie znał powodu, ale nie zmieniało to faktu, że był teraz dla niego obcy.
I to cholernie go bolało.
Przełknął gulę, która narastała w jego gardle, przez chwilę nie pozwalając mu się odezwać. Serce w tym momencie płakało i radowało się na wieść, że niebiosa spełniły jego prośbę o powrocie kogoś, za kim tak bardzo tęsknił. Cenę, którą miał za to zapłacić, pozbawiony możliwości wspólnego wspominania, był skłonny zapłacić, pomimo bólu, który się w nim kotłował. Nie było łatwo ze świadomością, że w tym duecie tylko on wiedział, kim kiedyś naprawdę dla siebie byli, teraz zaczynając od zera.
-Przywykłem, to nic szczególnego, naprawę. Sprawdzone i potwierdzone - uśmiechnął się do niego lekko. Czy nie egoistycznym byłoby teraz zasypywanie go przeszłością, kiedy wydawała się taki spokojny w swoim nowym życiu? - Przepraszam, nie chciałem, żebyś poczuł się z tym niekomfortowo. Zazwyczaj… coś takie zdarza mi się raczej po wysiłku fizycznym - dodał, drapiąc się po karku. Niepewność w nim narastała. Swoboda, która kiedyś istniała, uleciała całkiem, zastąpiona przez napięcie. nie był pewien, czy sobie z nią poradzi patrząc na znajomą twarz bez znajomego błysku w oczach, który je rozświetlał, ilekroć robili coś razem.
-No bo… popatrz na siebie. Nie jesteś przeciętny. I twoje tatuaże zapadając w pamięć - odpowiedział naprędce.
Podobnie jak twoje oczy, twój uśmiech, który nigdy nie był przeznaczony dla wszystkich. Zmarszczka w lewym kąciku ust, która uwydatniała się bardziej, gdy pojawiał się grymas niezadowolenia.
-Zdecydowanie komplement! - pokiwał lekko głową. w jego oczach brian zawsze był idealny, emanując pewnością siebie i przyciągając spontanicznością, której mogło pozazdrościć mu wielu.
-Gdzie pracujesz? - zainteresował się. Chciał wiedzieć wszystko. Co robił przez ostatnia lata. Jak to się stało, że żył. Jak radził sobie z codziennością i nowym życiem. Czy było coś, co przypominało mu o poprzednim. Chciał poznać go na nowo. - Mogę być nim częściem, mam trochę wolnego czasu - skłamał. Nie miał go za grosz, ale dla briana, dla tych chwil w jego towarzystwie, był skłonny poświęcić wiele. - I znam się na kawie! I komputerach, jeśli byś potrzebował. Nie sugeruję, że niczego o nich nie wiesz, ale czasem pojawiają się skomplikowane problemy - wyrzucił z siebie i po chwili zamilkł na kilka sekund. Był zbyt nakręcony, zbyt emocjonalnie nabuzowany. Powinien się uspokoić, bo chociaż kiedyś jego gadatliwość w niczym nie przeszkadzała Brianowi, tak kiedyś dawno przestało istnieć, ustępując teraz.
-Przepraszam, nie chciałem cię tak atakować. Po prostu masz dobry vibe - dodał, nieprzerwanie idąc obok niego, powstrzymując się, by nie patrzeć na niego zbyt często. Na Odyna, jak było mu z tym ciężko!

Brian Shelby
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
27 y/o
For good luck!
185 cm
tatuażysta w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Too young, too dumb
To know things like love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Okej, skoro tak mówisz — mruknął, kiwając lekko głową. Nie planował rozczulać się nad stanem zdrowia przypadkowego chłopaka, na którego wpadł na mieście, jednak miał w sobie wystarczająco dużo kultury osobistej, by nie odejść bez słowa. Poza tym nadal mógłby pozwać go za jakieś gówno, a on nie miał ochoty ani kasy na szarpanie się z prawnikami w sądach. No co, w tych czasach było wiele freaków, którzy robiliby dramat z każdej rzeczy, jeśli mogliby dzięki temu wygrać jakieś odszkodowanie. Felix co prawda, nie wyglądał groźnie, ale pozory często mylą. Brian miał się zawsze na baczności. Stwierdził, że krótka rozmowa i upewnienie się, że Carlson nie wywinie znowu fikołka, będzie bezpiecznym rozwiązaniem; dla nich obojga zresztą. — Cóż, poradziłem sobie z tobą chyba nie najgorzej — parsknął, wciskając dłonie w kieszenie spodni, mierząc go dość uważnym spojrzeniem. — Mówiłem o innych ludziach, ale skoro to normalne, to nie ma o czym wspominać, hm? — rzucił. Chociaż wciąż nie widział nic oczywistego lub zwykłego w omdleniu bez okazji. Ludzie są jednak dziwni i Shelby utwierdzał się w tym przekonaniu niemal każdego dnia od powrotu do Toronto. Może dostał cholernego oświecenia po tym wypadku?

Popatrz na siebie. Nie jesteś przeciętny.

— Podobają ci się? — zapytał, zaskakując tym nawet samego siebie. Nie planował rozpoczynać z nim kolejnej dyskusji, ale to wyszło z niego zupełnie naturalnie. Może to dlatego, że była to jedna z niewielu rzeczy, z których był naprawdę dumny? Większość z nich zaprojektował sam i każdy z tych dzieł, wyrażał go w stu procentach. Brian zerknął na swoje ręce, pokryte dziarkami; pod koszulką miał ich jeszcze więcej, ale o tym Felix już przecież na pewno nie wiedział, racja? Ciekawe, czy te też przypadłyby mu do gustu. Niby nie zależało mu na opinii obcych, a jednak Carlson uderzył w odpowiedni temat, by zatrzymać go przy sobie na chwilę dłużej.
— Zgadnij — odparł, unosząc ręce i dość teatralnie, obracając się wokół własnej osi. To zabawne, że prowadzili tę rozmowę, jakby rzeczywiście dopiero się poznawali. Ach, gdyby tylko Shelby wiedział, że to nie pierwszy raz. — Masz jedną szansę. Jak nie zgadniesz, to dzwonię po karetkę, żeby zgarnęła cię na dodatkowe badania — dodał żartobliwie, zaraz ruszając w stronę studia. Zawieranie nowych znajomości to jedno, ale obowiązki to już zupełnie inna kwestia, którą Broke brał bardzo na poważnie. — Takie zaangażowanie to rozumiem. Tylko ostrzegam, że to praca za darmo, na twoją odpowiedzialność — parsknął przez ramię. Minęło trochę czasu, od kiedy chłopak poznał kogoś nowego; ze względu na tę przeklętą amnezję, trzymał się raczej z dala od wszystkich ludzi. Obawiał się, że natrafi na kogoś znajomego i cóż, pewnie mało kto zachowałby się tak dyskretnie jak Felix. Gadatliwość nieznajomego, nieco go rozbawiła, choć zwykle irytowały go te wszystkie bezsensowne rozmowy. — Zwolnij, gaduło. Zachowujesz się, jakbyś już dostał zastrzyk kofeiny — stwierdził, odkluczając drzwi do studia. — Za pół godziny mam klienta — poinformował go. — Tam masz aneks kuchenny. Jak kawa będzie niedobra, to będziesz zwolniony — rzucił kąśliwie.

Brian może nie był szczególnie towarzyską osobą, ale nie krępował się w obecności nowych osób. Był wyluzowany i przede wszystkim, nie znosił tej presji, polegającej na tym, żeby pokazać się od jak najlepszej strony… Zdecydowanie stawiał na swobodę i naturalność.

Felix
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Czuł, że nie będzie mu łatwo po raz kolejny dotrzeć do Briana. Przeszłość mieszała mu się z teraźniejszością, podobnie jak mieszały się dwie wizje starszego chłopaka. Tę sprzed wypadku znał bardzo dobrze - spędzili ze sobą wystarczająco wiele czasu, aby odkryć wspólne tajemnice wiedząc, że równie wiele pozostało jeszcze przed nimi. Tej po wypadku dopiero się uczył, zmuszony pogrzebać, przynajmniej chwilowo, wszystkie uczucia, które do niego żywił. Jak nachalny okazałby się w momencie, w którym złapałby go za rękę? Albo objął ramieniem tak, jak czynił to kiedyś? Bez podtekstów, bez obawy, że jego serce zostanie dostrzeżone. Nawet tych kilka lat wstecz nie był w stanie powiedzieć mu wszystkiego, a teraz wydawało się to zwyczajnie nie na miejscu. Nie chciał, by Brian spojrzał na niego jak na świra uznając, że jest stalkerem albo kimś, od kogo należy trzymać się jak najdalej. Chciał sytuacji zupełnie odwrotnej - chciał być jak najbliżej nawet, jeśli miało go to ranić każdego dnia. Czy nie przeżywał tego niezmiennie od momentu, w którym chłopak stał się dla niego kimś więcej, niż tylko przyjacielem? Patrzył, jak umawiał się z tą okropną blondynka, która za jego plecami migdaliła się ze swoim trenerem. Wspierał go, kiedy wybierał dla niej kolejne prezenty żałując, że żaden nie był dla niego.

Uspokój się, takie myślenie wcale ci nie pomoże.

-Ratownik idealny. Może powinieneś pomyśleć o tym kierunku - uśmiechnął się do niego. Podobało mu się, że nadal chciał z nim rozmawiać nawet, jeśli w tym wszystkim to właśnie Felix był osobą, która atakowała swoją obecnością. Nie potrafił odejść, nie potrafił nie mówić, nie potrafił odpuścić. A gdyby nagle okazało się, że śni, albo jest nieprzytomny mdlejąc gdzie indziej i będąc teraz w drodze do szpitala? Wtedy nie chciałby się obudzić wcale, pochłonięty przez tę rzeczywistość.

Podobają ci się?

Uśmiechnął się lekko, jakby z pewnym zakłopotaniem. Podobało mu się wszystko, co było związane z Shelbym, odkrył to już dawno. Mógł być emocjonalnie spaczony, mógł być pochłonięty przez świat wirtualny, ale tą jedną rzecz wiedział - był zwyczajnie zakochany.
-Tak, pasują ci. Plus są dobrze zrobione, a same projekty estetyczne. Czy… mają jakieś znaczenie? Nie chcę być nachalny, czasami ludzie nie chcą o tym mówią, ale… po prostu jestem ciekaw - spytał, wodząc wzrokiem po tych częściach cicała, które nie były skryte pod materiałem. Przyglądał się tatuażom z pewnej odległości, nie potrafiąc też rozpracować każdego. Wiele z nich pojawiło się po wypadku. Czy którykolwiek do niego nawiązywał? Czy były takie, które wracały do przeszłości? Jaką dokładnie historię opowiadały? Ach, było tak wiele rzeczy, o które chciałby go zapytać, a których nie mógł powiedzieć jeśli nie chciał się zdradzić. Rzeczywistość ponownie zaczynała go przytłaczać.
W jego oczach pojawiło się niemal rozczulenie, kiedy chłopak się obrócił wokół własnej osi. Tak wiele w tym geście było z poprzedniego Briana, że Felix poczuł jak serce na ten gest lekko mu się ściska. Przez tych kilka sekund patrzył na niego w takiej okazałości, jak widział go kiedyś. Pojawiła się swoboda, zniknęła niepewność.
-Jesteś tatuażystą - skinął głową, udzielając odpowiedzi. Potrafił połączyć elementy zero jedynkowe w odpowiedni kod, który dawał mu odpowiedź. Czyli taką ścieżkę kariery obrał, wybierając coś co ani trochę nie pokrywało się z przeszłością. Kolejna rzecz, której będzie musiał się nauczyć i przyzwyczaić, zakładając, ach, mając głośną nadzieję, że będzie miał ku temu okazję.
-Nie szkodzi. Moi przyjaciele i tak mówią, że powinienem czasem odejść od komputera. Poza tym podobno wolontariat dobrze wygląda w CV - powiedział, uśmiechając się przy tym. Teraz, pod wpływem silnych emocji, byłby w stanie pracę rzucić byleby tylko móc spędzać z Shelbym więcej czasu, chłonąc jego obecność. Czuł się jak narkoman, któremu przez tydzień nie dawano narkotyków, ostatecznie go przed nimi stawiając.
Speszył się lekko, kiedy został zgaszony. Kolejne rzecz, którą znał tak dobrze, a którą tak często wspominał, spoglądając na rzeczy związane z brianem. Cholera, to będzie znacznie trudniejsze, niż podejrzewał.
Kiedy weszli do środka, automatycznie się rozejrzał. Zawsze omijał takie miejsca uznając, że tatuaże do niego nie pasowały, już nie wspominając o tym, że igły miały w sobie coś przerażającego.
-Jest twoje? - spojrzał na niego po kilku sekundach, kiedy zdążył zarejestrować gamę obrazów w postaci projektów wiszących na ścianie. Dało się w tym dostrzec jego rękę - był pewien, że w starych podręcznikach nadal widniały drobne rysunki wykonane na szybko, kiedy siedzieli w stołówce lub na terenach zielonych. -Czy mogę… w sensie będzie ci przeszkadzać, jak popatrzę jak pracujesz? Nigdy nie widziałem jak to się odbywa. Prawdę powiedziawszy pierwszy raz jestem w studio tatuażu - skomentował, podchodząc do aneksu kuchennego. Na próżno było tam szukać profesjonalnego sprzętu, ale nawet go nie oczekiwał. Pomijając, że był nieistotny - kawa była jedynie pretekstem, żeby nie odchodzić. - W takim razie przywyknij do mojej obecności, bo będzie wyśmienita jak na warunki - rzucił, zerkając na niego. Obserwował go przez chwilę, zaraz wracając do zajęcia. - Masz swój ulubiony kubek? - spytał.

Bo ten, z którego tak ochoczo piłeś kilka lat temu nadal stoi w mojej szafce.

Brian Shelby
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kew Gardens”