26 y/o
For good luck!
189 cm
operator kamery freelancer
Awatar użytkownika
there are too many options, there is no consolation.
i have lost my illusions, what i want is an explanation.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba :)
czas narracjiczas mieszany :)
postać
autor

I właśnie po zdaniu nic się nie bój złociutki jego żołądek wykonał obrót. Nie miał choroby lokomocyjnej, ale po kilku mocniejszych skrętach wydawało mu się, że błędnik w głowie zaczyna wariować.
W którymś momencie pomiędzy opuszczeniem parkingu a drugim złamanym przez Kirę przepisem początkowa irytacja ustąpiła miejsca czemuś niebezpiecznie przypominającemu dobrą zabawę. Adrenalina robiła swoje. Motocykl wciąż mieli przed sobą, jego sprzęt znajdował się kilkadziesiąt metrów dalej, a Finch dalej wiedziała co robi, a przynajmniej taką wersję zdarzeń przyjął na własny użytek. Znacznie łatwiej było z nią żyć.
Kiedy posłuchała go i odbiła na asfalt, uśmiechnął się mimowolnie. Ferrari odpowiedziało na gaz natychmiast, wciskając go głębiej w fotel, a Jonas obrócił głowę, śledząc motocykl po drugiej stronie. Plan działał. Nawet lepiej, niż zakładał, bo finalnie zrównali się z nim.
I wtedy Kira otworzyła okno.
Jonas spojrzał na nią. Przez sekundę na jego twarzy nie wydarzyło się absolutnie nic, potem parsknął śmiechem.
Środkowy palec wystawiony przez motocyklistę tylko pogorszył sytuację. Jonas zdążył jeszcze usłyszeć przebrzydłego kotasiarza niemytego i właśnie otwierał usta, żeby poinformować Kirę, że jej zdolności negocjacyjne pozostawiają nieco do życzenia, kiedy poczuł kolejne przyspieszenie.
Wyprzedzili motocykl.
Ferrari skręciło.
Opony zapiszczały tak głośno, że Jonas odruchowo zaparł się dłonią o deskę rozdzielczą, a świat za szybą obrócił się gwałtownie, zanim samochód stanął w poprzek drogi. Motocyklista nie miał już gdzie uciec. Miał za to najwyraźniej bardzo silną potrzebę pozostania przy życiu. Hamulce zapiszczały, tylne koło uciekło, a motocykl położył się na bok, ciągnąc kierowcę za sobą przez ostatnich kilka metrów, aż wylądowali w trawie.
Jonas patrzył przez przednią szybę, czując jak skroń pulsuje.
Kurwamoje polemój sprzęt — wycedził; oczyma wyobraźni mając przed sobą scenę rozbitych szkieł, zarysowanej obudowy i marnych tłumaczeń. Wskazał dłonią pobocze. — Co to, kurwa, jest? Film akcji? — podobno kanadyjczycy to mili ludzie, a przecież mili ludzie nie kradną cudzego mienia.
Odpiął pas i wysiadł, zanim zdążyła przedstawić mu zapewne bardzo przekonującą argumentację na temat tego, dlaczego właściwie wszystko poszło zgodnie z planem. Adrenalina nadal krążyła mu we krwi, teraz jednak znalazła znacznie konkretniejszy cel. — Zostań przy samochodzie — rzucił jeszcze do Kiry, a następnie wystarczyły dwa kroki, pauza i zerknięcie przez ramię. —Nie wiem, po co w ogóle to powiedziałem — oczywiście, że nie zostanie.
Motocyklista poruszył się w trawie, więc Jonas natychmiast skierował uwagę z powrotem na niego. Nie zamierzał urządzać samosądu za kilka obiektywów, zwłaszcza że facet właśnie przejechał kawałek drogi własnym bokiem. Powiedzmy, że będąc dalej pod wpływem emocji zdecydował się najpierw pochylić nad futerałem, który został mu skradziony i który również przeturlał się kilkanaście razy po jezdni.
Podszedł do niego i podniósł go z ziemi. Kurz. Kilka nowych rys na obudowie. Bał się zaglądać do środka w obawie, co zobaczy, więc postanowił przeciągnąć chwilę.
Pojebało cię? Wszystko po to by ukraść obiektywy? — zwrócił się do jęczącego w trawie złodzieja, i choć złość nadal w nim buzowała, ludzki odruch nakazywał mu upewnienie się, że z mężczyzną jednak wszystko było w porządku. Nie zamierzał dodawać, że ów łup był koszmarnie drogi. Przecież za pudłem pełnym staroci i bibelotów nie zorganizowaliby pościgu.
Chyba trzeba wezwać pomoc — zwrócił się do Finch zdecydowanie pytająco, wszak nie miał styczności z takimi potyczkami na co dzień, a ona najwyraźniej dobrze odnajdywała się w środowisku zakrawającym o zagrożenie zdrowia i życia.

kira finch
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
excitin'
jak jest nudno
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że z Jonasa to taka cicha woda - niby próbował zastraszyć ją liczeniem kolejnych wykroczeń, a w środku pewnie jarał się szybką jazdą. Nie musiał nic mówić. Wystarczyło, że Kira spojrzała na niego kątem oka (bo przecież miała kąt oka, ok?) i od razu zauważyła, jak błyszczą mu ślepia. No dobra, równie dobrze mogły to być łzy podchodzące mu pod powieki, ale tej wersji Finch zdecydowanie nie brała pod uwagę. Przecież nie działa mu się żadna krzywda!
Nie zamierzała negocjować z motocyklistą, dlatego nie szczędziła sobie wyzwisk, którymi tak hojnie go obsypała. Kiedy facet w końcu wywalił się na ten głupi ryj, parsknęła śmiechem z nieukrywaną satysfakcją. Dobrze, że przynajmniej wykazał się odrobiną rozumu i założył kask, bo inaczej cała ta sytuacja mogłaby skończyć się naprawdę paskudnie. Mózg na asfalcie, krew tryskająca na lewo i prawo, kawałki czaszki porozrzucane po drodze... no, same atrakcje. Finch była raczej odporna na takie widoki i właściwie niewiele rzeczy potrafiło ją obrzydzić. Poza dentystą. Dentysty bała się jak ognia, co było wyjątkowo durne, bo uzębienie miała przecież doskonałe. Czasami tylko działał jej na zęby Forstner. Albo - jak w tym przypadku - jakiś skretyniały motocyklista.
Może da się go jeszcze uratować — powiedziała, mając oczywiście na myśli sprzęt. No przecież nie złodzieja. — Żaden film akcji, bo nie było żadnych spektakularnych wybuchów — sprostowała, również wyskakując z samochodu i robiąc krok w stronę motocyklisty.
Zatrzymała się jednak w pół kroku za sprawą Jonasa, który kazał jej zostać przy samochodzie. Spojrzała na niego ze ściągniętymi brwiami, przez chwilę zastanawiając się, czy był po prostu głupi, czy na domiar złego jeszcze głupszy. Przecież nie zamierzała stać i patrzeć, jak gość leży na ziemi, skoro mogła sprawdzić, czy nic mu się nie stało. No i przede wszystkim - kto miał dopilnować, żeby ten kretyn nie zwiał, kiedy już się pozbiera? Na pewno nie Forstner. Wyglądał, jakby zaraz sam potrzebował opieki.
Kiedy on sprawdzał swój obiektyw, a raczej futerał na obiektyw, Kira przykucnęła przy złodzieju, który skomląc, ściągnął sobie kas z łepetyny. To nawet nie był Kanadyjczyk! To był jakiś Azjata! Japończyk, czy tam inny Filipińczyk. Bez różnicy. Zaraz pewnie się okaże, że w dodatku Żyd.
No właśnie, pojebało cię? — powtórzyła po Jonasie, łapiąc złodzieja za chabety i zmuszając go do zebrania się z asfaltu. Nic mu właściwie nie było. Pewnie trochę się poocierał i to wszystko, nie musieli obchodzić się z nim jak z jajkiem. — Po pomoc? Nie wygląda, jakby takowej potrzebował. Do se radę. Potrafił ukraść obiekty, to i znajdzie drogę do szpitala — wystawiła rękę i poklepała typa po plecach.
Nie chciałem — wyszeptał Azjata zbolałym głosem.
Co takiego? — Finch pochyliła się do niego, żeby lepiej słyszeć. — Mówisz, że jest ci przykro i zapłacisz za szkody? I prawidłowo, bo to należy do twoich zasranych obowiązków. Mama nie mówiła ci, że jak tak będziesz kradł, to ci łapy uschnąć? — w tym miejscu klepnęła złodzieja w dłoń, a on szybko cofnął rękę i spuścił nos na kwintę, że niby żałował swojego występku, czy coś. Kira podejrzewała, że chciał po prostu uśpić ich czujność i zaraz znowu odpierdoli jakiś numer. Jaki? Trudno stwierdzić. Może rzuci się na nich z pięściami, a może tym razem będzie próbował zajebać żółciutkie Ferrari?

Jonas Forstner
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mimico GO Station”