23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Aż jej się oczy zrobiły wielkie jak monety, kiedy usłyszała o zoo. Nie, to nieprawda. Miała wąskie ślepia, nieznacznie powiększone źrenice i opadnięte powieki. To na pewno była sprawka THC. Pixie na bank nie wyglądała teraz ani trochę atrakcyjnie, a jednak Perry dalej chciała spędzać z nią czas. Doprawdy niesamowite! Od razu było widać, że zwracała uwagę na coś więcej, a nie tylko na wygląd. Nic dziwnego, w końcu umawiała się z Griffinem. To znaczy... nie. Już ustaliły, że Fontainowie mieli dobre geny, choć nawet nie byli biologicznym rodzeństwem.
Znowu chcesz się ze mną zjarać? Tak ci się spodobało? — zaśmiała się głośno, kręcąc przy tym rozbawieniem głową. — Griff się wścieknie, że rozpalam mu dziewczynę — dodała, bo brat niespecjalnie lubił się upalić i nie przepadał, kiedy ktoś jarał w jego towarzystwie. Straszny sztywniak. Oczywiście nie zamierzała mu sprzedawać, że Wallace paliła z nią zielone, nie była kapusiem!
Całe szczęście, że telefon Perry został na górze. Jeszcze faktycznie coś strzeliłoby jej do głowy i zaczęłaby wypisywać do Paige, która uznałaby ją za jakąś niepoważną. Wtedy jeszcze trudniej byłoby odbudować kontakt, a przecież tego nie chciały?
Nigdy nie dzwoniłam do byłego po imprezie, ale chyba to może być coś w tym stylu — wzruszyła lekko ramionami. Niewiele wiedziała o związkach i rozstaniach. Sama miała tylko jednego chłopaka, z którym rozstała się, bo ten w końcu stwierdził, że jest gejem. I to było w porządku! Rozeszli się w zgodzie i nadal utrzymywali kontakt. Ba, dogadywali się nawet lepiej niż wtedy, kiedy byli razem! Potem spotykała się jeszcze z kilkoma chłopakami i dziewczynami. To znaczy... randkowała. Niestety nigdy nie wyszło z tego nic poważniejszego. Ale Pix nie traciła wiary, okej? Na pewno na nią też gdzieś czekała piękna miłość, pokroju tej, którą mieli Perry i Griffin!
Cieszyła się, że mogła jakoś zabawić Wallace, kiedy jej facet zasnął bezczelnie w trakcie oglądania filmu. Co prawda ona też mogła po prostu iść spać, ale chyba nie chciała. I świetnie, bo Fontaine nie przepadała za siedzeniem w samotności. Pewnie skończyłoby się tak, że zjarałaby jeszcze jednego blanta i sama uderzyła w kimono.
Mogła jej po prostu powiedzieć, że się pobrudziła, a nie od razu odwalać takie numery! Co jej strzeliło do głowy? Miała ochotę wejść w ten garnek i rozpuścić się razem z serem. Pstryknąć palcami i puff! Zniknąć. Jak dobrze, że tematem przewodnim został jednak makaron.
Co nie?! — podekscytowała się przesadnie, aż podskakując na blacie kuchennej szafki, na której siedziały. — Ale tu nie ma żadnego, tajnego przepisu. Ugotowałyśmy makaron i posypałyśmy go dużą ilością sera. A może właśnie w tym tkwi sekret? To musi być dokładnie TEN makaron i idealne proporcje startego parmezanu — cmoknęła, jakby odkryła nowy gatunek muchówek. — A on niech sobie jutro w brodę pluje, bo nic mu nie zostawimy — dodała z myślą o bracie. Poza tym taki zeschnięty makaron nie smakowałby już aż tak dobrze, więc po prostu chroniły Griffina przed wielkiem rozczarowaniem.
Wcisnęła w siebie ostatni widelec i ściągnęła brwi. Faktycznie miały coś zrobić. Na pewno nie chodziło o pójście spać, bo niezdrowo tak kłaść się od razu po jedzeniu. Siku też jej się jeszcze nie chciało, ale pić już tak. Zeskoczyła z szafki i wyciągnęła z lodówki dwie puszki sprite'a, żeby... Ach tak!
Mrówki! — olśniło ją znienacka. Podskoczyła do Perry i pociągnęła ją za sobą za rękę. Wbiegły cichaczem po schodach i wpadły do jej pokoju. — Pa na to — zapaliła światło, żeby Wallace mogła lepiej przyjrzeć się formikariom. — W tym mniejszym znajduje się młoda kolonia, około trzystu robotnic. A w tym — wskazała ręką na to znacznie większe. — Tutaj jest ich ze dwa tysiące — wyjaśniła z nieukrywaną dumą. — A no i są jeszcze karaczany. O tam. Jest ich ze trzydzieści, ale ciągle się rozmnażają — kiwnęła głową na szklane terrarium. Zerknęła niepewnie na Perry, mając nadzieję, że dziewczyna zaraz nie fiknie z przerażenia albo nie uzna, że jej hodowle są obrzydliwe. Trzeba przyznać, że wtedy byłoby jej trochę przykro.

Perry 🦔
bubek
nudy i braku zaangażowania
23 y/o
For good luck!
159 cm
studentka weterynarii na university of toronto
Awatar użytkownika
sorry I’m late, I saw a dog
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kurde, czy to tylko się Perry wydawało, czy czas jakby zwolnił? Ciekawe. Bardzo ciekawe nawet. Zmrużyła oczy, żeby skupić się na słowach Pix. Czy znowu chciałaby się zjarać z Fontaine? I... Griff…? Kim był… Aaa. Griffin! - To może być nasz wspólny sekret - zachichotała pod nosem i puściła Pixie pers(efońs)kie oczko. Tak w sumie… gdyby Griffin lubił od czasu do czasu sobie zapalić, to pewnie Perry już dawno zaczęłaby się ziomkować z jego siostrą. A tak? Griffin sobie, Pixie sobie, Perry też sobie… i z Griffinem czasem razem. Miało to jakikolwiek sens? I hope so, chociaż pod wpływem ziółka to wszystko miało sens.

Okej, a co do dzwonienia do byłych, um… Cóż, Perry miała z tym pewne doświadczenie, ale żaden z jej chłopaków nie okazał się gejem, jakby co. Uśmiechnęła się pod nosem i wzruszyła ramionami na słowa blondynki, no bo w sumie nie miała już nic do dodania w tym temacie, po prostu została uchroniona przed klęską towarzyską i to było super. A tak w ogóle to mimo wszystko Perry czuła się bardzo zaopiekowana przez Pixie tego wieczoru, dostała żarciki, dostała makaron, dostała zajefajną konwersację i można powiedzieć, że była niesamowicie ukontentowana. Słuchała sobie teraz Pixie nawijającej o makaronie z parmezanem z otwartą buzią, bo zaczęło jej się wydawać, że dziewczyna recytowała właśnie jakiś górnolotny monolog, jakby była jakimś… jakimś… Szekspirem. Wow. Nie, żeby Perry kiedykolwiek słyszała jak recytował Szekspir, ale na bank brzmiało to bardzo podobnie. - Griff to co najwyżej dostanie obietnicę, że następnym razem też go nie zawołamy - parsknęła śmiechem. A tak swoją drogą, ciekawe, czy sama dałaby radę odtworzyć smak tego makaronu? Nieee, sama na pewno nie. Musiałaby poprosić Pixie o pomoc, ten smak mogły odtworzyć tylko razem. Power of future friendship.

Perry rzuciła przelotne spojrzenie na Pixie, gdy ta podeszła do lodówki i wyciągnęła dwie puszki gazowanego napoju. Wallace co prawda wolała Fantę, ale darowanemu koniowi nie zaglądało się w zęby. Równie dobrze mogła dostać figę z makiem. - Dobra, oficjalnie jesteś moją ulubioną osobą tego wieczoru - obwieściła uroczyście, odbierając puszkę i od razu przykładając chłodnego Sprite’a do policzka. Ten jeden wciąż był odrobinę czerwony, drugi pewnie też… Fuck… W sumie dalej było jej też ciepło, eh. No ale już nieważne, bo chwilę później pozwoliła pociągnąć się za rękę i razem z Pixie wbiegły po schodach na górę. Pokój Pixie wyglądał zupełnie inaczej niż ten Griffina, wiecie? Może dlatego, że Pixie była dziewczyną, a Griffin chłopakiem? No, mogło to być przyczyną. O kurczę, Pixie zapaliła światło, AŁA. Wallace zmrużyła oczy, żeby przyzwyczaić się do światła; a gdy tylko jej się to udało, wlepiła wzrok w formikaria. - O ja cieee… Dwa tysiące?! Przecież to już jak… jak… jak miniaturowe państwo! Pewnie mają swojego prezydenta i w ogóle… - rzuciła z podziwem, wpatrując się w mikroskopijny, owadzi świat, heh.

Kawałek dalej stało terrarium z karaczanami. Perry podeszła bliżej, ale gdy tylko omiotła wzrokiem ruchome pancerzyki, lekko się skrzywiła i cofnęła o pół kroku. - Wyglądają jak małe pancerne czołgi… Kurczę, boję się ich trochę, jakby mnie tak oblazły to co wtedy? Umrę? - spytała całkiem szczerze, robiąc smutną buzię. Zaraz jednak machnęła ręką. - Ale i tak szacun! Opiekujesz się ponad dwoma tysiącami żyjątek na kilku metrach kwadratowych! Ech, a ja nie mogę mieć żadnego zwierzaka, bo wynajmuję mieszkanie z Paige… - zawiesiła głos. Z jednej strony zrobiło jej się smutno, że nie mogła mieć psa, kota albo chociaż królika, ale z drugiej strony… rozumiała właściciela mieszkania, nikt nie chciał mieć podrapanego parkietu albo mebli… No dobra, nie rozumiała właściciela mieszkania. Kochało się albo zwierzęta albo wystrój mieszkania. Tak w sumie gdyby Perry miała taką możliwość to dalej mieszkałaby z rodzicami, tak samo jak Griffin i Pixie. - Slay, queen, anyway - zakończyła swój wywód, bo tak szczerze podziwiała pasję dziewczyny. Znowu podeszła do mróweczek, bo gdyby spadło na nią formikarium to czułaby się bezpieczniej otoczona mrówkami niż karaczanami, mimo że taka ilość mrówek mogłaby ją zabić, nie? Czy nie? Nie wiem. Perry też nie wiedziała, bo jej powieki były teraz ciężkie jak z ołowiu i zalała ją fala senności. Mózgnotfound.exe. - Ej… chcesz już iść spać? - spytała, po czym ziewnęła. - Bo w sumie ja bym chyba już poszła - stwierdziła, przyglądając się mróweczkom. Ciekawe, gdzie siedział prezydent?

pixie 🐛
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby Griffin lubił sobie od czasu do czasu zapalić, może byłby jeszcze zabawniejszy i nie miałby takiego kija w dupie. No dobra, wcale go nie miał, ale z ich dwójki to Pixie zdecydowanie była tą bardziej wyluzowaną. Co prawda pilnie się uczyła i w roku akademickim potrafiła spędzać długie godziny z nosem w książkach, ale nie oznaczało to przecież, że poza nauką nie umiała się dobrze bawić. Wręcz przeciwnie! Dlatego odpowiedziała Perry porozumiewawczym mrugnięciem, bez najmniejszego wahania zgadzając się na posiadanie wspólnego sekretu. Takie rzeczy przecież dodatkowo cementowały znajomość! Szczególnie jeśli należało je zachować przed Griffinem.
Dobrze, że nie ciągnęły dalej tego tematu byłych niedoszłych, bo przecież nie miało to żadnego znaczenia. Nie bez powodu eks to eks, prawda? W innym wypadku Fontaine dalej byłaby z tym swoim chłopakiem-gejem i potem wzięliby jakieś lavender marriage. Co byłoby dosyć zabawne, bo ją - im dłużej o tym myślała - bardziej ciągnęło w stronę dziewczyn. Chłopcy też byli w porządku, ale chyba bardziej na takiej stopie kumpelskiej? Tak jej się przynajmniej wydawało. Chociaż tak właściwie płeć nigdy nie miała dla niej większego znaczenia. Bardziej interesował ją charakter drugiego człowieka i to, co sobą reprezentuję niż to, co ma w majtkach. Ale cycki były super, musiała to przyznać.
Ciężko rywalizować z kimś, kto zasnął w trakcie oglądania filmu — zaśmiała się na wieść, że dla Wallace jest ulubienicą tego wieczoru. Niestety nie miała pojęcia, że dziewczyna woli Fantę, niewiele jeszcze o niej wiedziała. Niestety.
Czekała z niecierpliwością na jej reakcję. Na początku trudno było jej stwierdzić, czy Perry podoba się jej hodowla, ale po chwili wyglądała na... nie, nie na zachwyconą, to akurat za dużo powiedziane. Zaskoczoną ilością owadów? To na pewno! Nic dziwnego, przecież hodowla była całkiem pokaźna i Pix naprawdę była z niej cholernie dumna.
Sam fakt, że zaczęłyby po tobie chodzić wcale nie oznacza, że umrzesz — zaśmiała się, zapalając małą lampkę nad szafką, na której stały formikaria. — Mają królową! O tutaj — wskazała na największą z mrówek. — W przypadku dużej liczby agresywnych mrówek, czyli głównie gatunków tropikalnych, mogą zabić albo dostać się do dróg oddechowych. Ale spokojnie, te nigdzie się nie dostaną. Ani nie wydostaną. Jesteś bezpieczna — zastukała w szkło, dając jej do zrozumienia, że insekty są dobrze zabezpieczone. I mrówki, i karaczany.
Uniosła wysoko brwi w zdziwieniu, że Perry wynajmuje mieszkanie z Paige. I co? Były pokłócone i nie rozmawiały ze sobą? Jak wtedy w ogóle funkcjonować obok siebie? Chciała o to zapytać, ale odpuściła. Zostawi to na następny raz.
Okej, nie skaczesz z radości z ekscytacji, ale doceniam twoje zaangażowanie — pokiwała głową, zadowolona z jej słów. Nie każdy musiał być wielbicielem owadów. Właściwie to ludzie ich nie znosili, więc nie można dziwić się Wallace, że poczuła coś w rodzaju dyskomfortu psychicznego. — Chyba tak. Trochę mnie zmogło po tym makaronie. To ten... — urwała i zerknęła w kierunku drzwi. Jej łóżko było wystarczająco duże, żeby pomieścić dwie osoby, ale przecież nie mogła zaproponować, żeby spały razem. To byłoby strasznie głupie! — Dzięki za fajny wieczór i pewnie widzimy się rano? — dodała, bo skoro Perry nocowała u Griffina, to ani on, ani państwo Fontaine nie wypuszczą jej z domu bez śniadania.
Dziewczyna kiwnęła głową i wyszła z pokoju, a Pixie nie potrzebowała dużo czasu, żeby odpłynąć w ramiona Morfeusza. Po tej trawie miała strasznie durne sny. Śniła o makaronie z serem i o tym, że jej brat był w ciąży. Dziwactwo!
koniec
Perry 🦔
bubek
nudy i braku zaangażowania
ODPOWIEDZ

Wróć do „#27”