Kurde, czy to tylko się Perry wydawało, czy czas jakby zwolnił? Ciekawe. Bardzo ciekawe nawet. Zmrużyła oczy, żeby skupić się na słowach Pix. Czy znowu chciałaby się zjarać z Fontaine? I... Griff…? Kim był… Aaa. Griffin! -
To może być nasz wspólny sekret - zachichotała pod nosem i puściła Pixie pers(efońs)kie oczko. Tak w sumie… gdyby Griffin lubił od czasu do czasu sobie zapalić, to pewnie Perry już dawno zaczęłaby się ziomkować z jego siostrą. A tak? Griffin sobie, Pixie sobie, Perry też sobie… i z Griffinem czasem razem. Miało to jakikolwiek sens?
I hope so, chociaż pod wpływem ziółka to wszystko miało sens.
Okej, a co do dzwonienia do byłych, um… Cóż, Perry miała z tym pewne doświadczenie, ale żaden z jej chłopaków nie okazał się gejem, jakby co. Uśmiechnęła się pod nosem i wzruszyła ramionami na słowa blondynki, no bo w sumie nie miała już nic do dodania w tym temacie, po prostu została uchroniona przed klęską towarzyską i to było super. A tak w ogóle to mimo wszystko Perry czuła się bardzo zaopiekowana przez Pixie tego wieczoru, dostała żarciki, dostała makaron, dostała zajefajną konwersację i można powiedzieć, że była niesamowicie ukontentowana. Słuchała sobie teraz Pixie nawijającej o makaronie z parmezanem z otwartą buzią, bo zaczęło jej się wydawać, że dziewczyna recytowała właśnie jakiś górnolotny monolog, jakby była jakimś… jakimś… Szekspirem. Wow. Nie, żeby Perry kiedykolwiek słyszała jak recytował Szekspir, ale na bank brzmiało to bardzo podobnie. -
Griff to co najwyżej dostanie obietnicę, że następnym razem też go nie zawołamy - parsknęła śmiechem. A tak swoją drogą, ciekawe, czy sama dałaby radę odtworzyć smak tego makaronu? Nieee, sama na pewno nie. Musiałaby poprosić Pixie o pomoc, ten smak mogły odtworzyć tylko razem.
Power of future friendship.
Perry rzuciła przelotne spojrzenie na Pixie, gdy ta podeszła do lodówki i wyciągnęła dwie puszki gazowanego napoju. Wallace co prawda wolała Fantę, ale darowanemu koniowi nie zaglądało się w zęby. Równie dobrze mogła dostać figę z makiem. -
Dobra, oficjalnie jesteś moją ulubioną osobą tego wieczoru - obwieściła uroczyście, odbierając puszkę i od razu przykładając chłodnego Sprite’a do policzka. Ten jeden wciąż był odrobinę czerwony, drugi pewnie też… Fuck… W sumie dalej było jej też ciepło, eh. No ale już nieważne, bo chwilę później pozwoliła pociągnąć się za rękę i razem z Pixie wbiegły po schodach na górę. Pokój Pixie wyglądał zupełnie inaczej niż ten Griffina, wiecie? Może dlatego, że Pixie była dziewczyną, a Griffin chłopakiem? No, mogło to być przyczyną. O kurczę, Pixie zapaliła światło, AŁA. Wallace zmrużyła oczy, żeby przyzwyczaić się do światła; a gdy tylko jej się to udało, wlepiła wzrok w formikaria. -
O ja cieee… Dwa tysiące?! Przecież to już jak… jak… jak miniaturowe państwo! Pewnie mają swojego prezydenta i w ogóle… - rzuciła z podziwem, wpatrując się w mikroskopijny, owadzi świat, heh.
Kawałek dalej stało terrarium z karaczanami. Perry podeszła bliżej, ale gdy tylko omiotła wzrokiem ruchome pancerzyki, lekko się skrzywiła i cofnęła o pół kroku. -
Wyglądają jak małe pancerne czołgi… Kurczę, boję się ich trochę, jakby mnie tak oblazły to co wtedy? Umrę? - spytała całkiem szczerze, robiąc smutną buzię. Zaraz jednak machnęła ręką. -
Ale i tak szacun! Opiekujesz się ponad dwoma tysiącami żyjątek na kilku metrach kwadratowych! Ech, a ja nie mogę mieć żadnego zwierzaka, bo wynajmuję mieszkanie z Paige… - zawiesiła głos. Z jednej strony zrobiło jej się smutno, że nie mogła mieć psa, kota albo chociaż królika, ale z drugiej strony… rozumiała właściciela mieszkania, nikt nie chciał mieć podrapanego parkietu albo mebli… No dobra, nie rozumiała właściciela mieszkania. Kochało się albo zwierzęta albo wystrój mieszkania. Tak w sumie gdyby Perry miała taką możliwość to dalej mieszkałaby z rodzicami, tak samo jak Griffin i Pixie. -
Slay, queen, anyway - zakończyła swój wywód, bo tak szczerze podziwiała pasję dziewczyny. Znowu podeszła do mróweczek, bo gdyby spadło na nią formikarium to czułaby się bezpieczniej otoczona mrówkami niż karaczanami, mimo że taka ilość mrówek mogłaby ją zabić, nie? Czy nie? Nie wiem. Perry też nie wiedziała, bo jej powieki były teraz ciężkie jak z ołowiu i zalała ją fala senności. Mózgnotfound.exe. -
Ej… chcesz już iść spać? - spytała, po czym ziewnęła. -
Bo w sumie ja bym chyba już poszła - stwierdziła, przyglądając się mróweczkom. Ciekawe, gdzie siedział prezydent?
pixie 