ODPOWIEDZ
24 y/o
For good luck!
185 cm
grafik przestrzenny w Pinewood Studios i freelancer
Awatar użytkownika
It’s hard to throw away history. It was like you were throwing away a part of yourself, but...
...we don't talk about Paris.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nic go tak nie denerwowało jak ignorowanie.

Zwłaszcza jeśli dotyczyło to niewielkiego grona najbliższych, którzy skutecznie unikali z nim kontaktu, zwłaszcza jeśli niedawno wrócił do Toronto i musiał zrobić obchód, czy jeszcze żyli. Zander typowo, gdzieś wyniósł swoje cztery litery za granice kraju, rodzice mieli się dobrze, a ta trzecia maruda, zwana potocznie jego starszym bratem (jednym z dwóch), nie odbierał i nie odpisywał. Oczywiście, że najmłodszy poinformował go o swoim planowanym najściu i pogroził mu nawet, że użyje klucza, który schowany był gdzieś w odmętach szuflady ze wszystkim, na tak zwaną czarną godzinę. Czy wybiła ona teraz? Xander miał szczerą nadzieję, że nie; że nie będzie zbierać resztek rozkładającego się ciała brata z podłogi, tylko dlatego że nikt inny wcześniej się nim nie zainteresował.

Podjechał pod dom Lysandera, parkując na podjeździe jak u siebie i korzystając z klucza również jak u siebie. Przeszedł przez korytarz, zaglądając do kuchni, gdzie na blacie były jakieś pudełka po pizzy i tym podobne, a także kilka puszek porozwalanych na stole. — Tylko menela jeszcze brakuje — westchnął pod nosem, idąc w kierunku salonu, gdzie na stoliku kawowym również było kilka puszek, z czego jedna rozpoczęta, ale nie wypita, a na domiar złego obok były opakowania po lekach. Jedne nieotwarte, drugie napoczęte, ale nie wzięte wiele z blistra. Uff, nie przedawkował. — Jest i menel — rzucił, zaraz pukając go w ramię, ale skoro nie przyniosło to żadnych oczekiwanych skutków, zaczął potrząsać nim mocniej. — Lysander — zwrócił się ku niego, już nieco zdenerwowany, że może jednak zażył czegoś nieco więcej, a może po prostu zrobił sobie coś innego? — Lysander, ty stary dziadygo, jeśli zaraz się nie obudzisz, to sam wprowadzę cię w sen wieczny… o, nie śpisz. Dzień dobry — mruknął, uśmiechając się do starszego, gdy w końcu podniósł twarz z poduszki, spoglądając na niego nieobecnym spojrzeniem. — Cieszę się, że żyjesz, chociaż przez chwilę napędziłeś mi stracha, nie powiem, że nie — odparł, odsłaniając rolety i zbierając puszki w jedno miejsce, również tę pełną odsuwając gdzieś daleko od niego, aby po przebudzeniu się, nie miał ochoty od razu po nią sięgnąć. — Tęskniłeś? Na pewno tak — rzucił z przekonaniem, chociaż po dzisiejszej pobudce… serio wątpił w to jednak.

menel?
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

To nie był najlepszy okres w jego życiu i chociaż od tragicznych, traumatycznych wydarzeń minęło już całkiem sporo czasu, tak nadal nie potrafił sobie do końca poradzić z przeszłością, która na każdym kroku zaciskała na nim ciemne macki, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Wkradała się w umysł, atakując go mrocznymi obrazami, które tak usilnie chciał wyrzucić z głowy, chcąc wrócić do normalności.
Wojna odciskała swoje piętno na każdym, Lysander był tego żywym przykładem.
By chociaż na chwilę uwolnić się od myśli postanowił pójść w tany. Zdarzało mu się to coraz częściej, jakby całkowicie tracił kontrolę nad swoim życiem. Albo działam samodestrukcyjnie, ale to jedno nie wykluczało drugiego.
Poprzedniego wieczoru wylądował najpierw w jakimś barze, w którym spotykając starego znajomego, pozwolił sobie wypić o dwa piwa za dużo. Później przenieśli się w inne miejsce, w którym było znacznie intensywniej. Westhall łyknął tabletki, zapił to porcją wódki i reszty już nie pamiętał, zadowolony ze stanu, który udało mu się osiągnąć. Przecież tego chciał, prawda?
A po wszystkim przyszedł poranek, który być może przeżyłby w spokoju, gdyby jedna mała menda nie postanowiła go nawiedzić akurat w momencie, kiedy wyglądał jak człowiek zrzucony na samo dno.
Najpierw usłyszał jakiś cichy dźwięk, jakby ktoś wolnymi krokami skradał się po jego domu. Zignorował to, chociaż każdy kolejny ruch osobnika sprawiał, że w głowie zaczynało mu boleśnie pulsować. Chwilę później ktoś gwałtownie nim potrząsnął, co wywołało jawne niezadowolenie zainteresowanego, któremu łeb pękał jak cholera. Czuł się jak kupa gówna i pewnie dokładnie tak wyglądał, uchylając powoli powieki.
-Kurwa, Młody, coś ty taki agresywny - wymamrotał, jęcząc, bo zaatakowały go boleści - środki przeciwbólowe już dawno przestały działać. - Która w ogóle godzina, co? - spytał, przecierając oczy. - Ej, cholera, weź to zasłoń - skrzywił się, kiedy potężna porcja światła go zaatakowała. Ciemność wcale nie była taka zła, dobrze? Nie rozumiał czemu ludzie tak usilnie chcieli ją sobie odbierać. - Podasz mi trochę wody? - rzucił, bo zaledwie chwilę wcześniej chciał sięgnąć po niedopitą puszkę z piwem - czym się strułeś, tym się lecz - ale ta magicznie zniknęła, a jemu suchy kapeć w gębie nie dawał spokoju.
-Co ty tu w ogóle robisz? Kiedy wróciłeś? - rzucił, podnosząc się do normalnej pozycji, co wcale nie było dobrym ruchem, bo zaraz mu się we łbie zakręciło.

Xander Westhall
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
185 cm
grafik przestrzenny w Pinewood Studios i freelancer
Awatar użytkownika
It’s hard to throw away history. It was like you were throwing away a part of yourself, but...
...we don't talk about Paris.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Niczym dziwnym nie było to, że Xander po prostu się martwił. Lysander był od niego starszy i to dużo, jednak już raz pokazał, jak łatwo było go stracić. Do dzisiaj młody pamiętał, jakie uczucia towarzyszyły im jadąc do szpitala, aby potwierdzić ciało brata i po raz ostatni pożegnać się z nim. Całe szczęście, że los potoczył się inaczej i po prostu zaszła pomyłka — okrutna pomyłka, jednak lepiej w tę stronę niż w drugą. Nawet nie chciał myśleć, co musiała przeżywać druga rodzina, która przyjechała teoretycznie do poszkodowanego po wojnie człowieka, a tymczasem… zastała go zmarłego. Jadąc do niego i mają właśnie takie myśli, poczuł nieprzyjemne dreszcze przebiegające wzdłuż jego kręgosłupa. Na co dzień o tym nie myślał, w zasadzie starał się to wydarzenie wyprzeć ze swojej głowy, a jednocześnie wiedział, że krzywdzące byłoby wymazanie tego zdarzenia z historii ich rodziny, ponieważ sam Lys odczuwał skutki tego zdarzenia do dzisiaj.

I dlatego tak bardzo zaparł się, żeby po prostu do niego pojechać.
Poniekąd włamać się i upewnić, że wszystko było z nim dobrze.

W jego głowie pojawiło się naprawdę wiele pytań, kiedy patrzył na swojego brata i jego naprawdę wątpliwy stan. Stanął z rękoma założonymi na piersi i przyglądał mu się, cóż, może nieco oceniająco. — Moją agresję to dopiero zaraz zobaczysz. Pisałem i dzwoniłem — uprzedził go, zanim zaraz powie, że trzeba było się z nim skontaktować; bez szans, kontakt był mocno ograniczony. — Czternasta. No może niedługo piętnasta — rzucił, patrząc na zegarek. Zignorował jego prośby o zasłonięcie rolet — ciemność nie była zła, była wręcz przyjemna, ale o to właśnie chodziło. W obecnym momencie, Lysander nie zasługiwał na przyjemności, tylko miał zostać gwałtownie i może nieco brutalnie przywołany do porządku. Najwidoczniej dobrze go już znał, skoro stary zaczął szukać puszki z piwem, którą uprzednio zabrał ze stolika. Jeden zero dla Xandera. Westchnął, bo jeszcze przyszło mu robić za lokaja i w zasadzie to było chyba to sławetne powiedzenie, podać szklankę wody na starość. Lys był stary i chciał szklankę napoju, wszystko się zgadzało. — Masz i pij. Musisz się dobrze nawodnić, bo wyglądasz jak dziadek Arthur podczas swoich siedemdziesiątych szóstych urodzin — powiedział, podając mu wodę i stawiając butelkę z wodą, aby mógł sobie dolać albo od razu walić z gwinta.

Przysiadła na kanapie, spoglądając na brata, który pił jakby właśnie wrócił z wyprawy na saharze i zaraz wzruszył ramionami na jego pytanie. — Niedawno. Kilka dni temu — odpowiedział. Musiał jeszcze od razu załatwić kilka rzeczy z pracy, więc nawet nie chwalił się swoim pobytem w kraju, dopóki nie będzie mieć czasu na spotkania. — A co tu robię? No nie wiem, tak tylko sprawdzam, czy żyjesz — mruknął. — Co się dzieje? — zapytał, uważnie mu się przyglądając.

Lysander Westhall
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Kiedyś było inaczej. Potrafił bez wcześniejszego uprzedzania zakłócić spokój braci swoją obecnością (zakładając, że Zander był akurat w mieście, bo z tym skurczybykiem nigdy nie było wiadomo; świata mu się zwiedzać zachciało), przy okazji odwiedzając matkę. Z ojcem nigdy nie miał dobrego kontaktu, a teraz wręcz zdawało się, że obopólna niechęć jest jeszcze większa. I chociaż jeszcze kilkanaście miesięcy temu był w stanie wykazać się zainteresowaniem, dbając o to, by być na bieżąco z informacjami, tak teraz? Teraz wiele uległo zmianie i Lysander potrafił zatracić się w swoim świecie, uciekając od tego rzeczywistego. Czuł, że nikt nie był w stanie go zrozumieć. Jak by mogli, skoro nie przeżyli tego samego? Nie widzieli tego, co widziały jego oczy i nie ponieśli straty, która jego ugodziła prosto w serce. Stracił najlepszych przyjaciół, nadal nie potrafiąc pogodzić się z bólem, a tym bardziej mówić o uczuciach, które się z tym wiązały.
Chrzanić to - tak ciągle sobie powtarzał, kiedy tylko pojawiał się u kolejnych psychologów, którzy podobno mieli mu pomóc. Ale oni też nie mieli potrzebnego własnego doświadczania i zdaniem Westhalla nie mieli prawa pieprzyć mu za uchem co powinien, a czego nie.
Tym oto sposobem, zostawiony sam sobie, niemal wykluczony ze społeczeństwa, zwyczajnie popadał w ruinę. Dobrze, że miał jeszcze swój warsztat samochodowy, który odkupił od starego Yversa, bo bez pracy to pewnie mieszkałby w jakimś rynsztoku, łykając tabsy za tabsami oraz braci, którzy pomagali mu w ciężkich chwilach. Nie musiał im się dokładnie ze wszystkiego zwierzać, żeby potrafili być. Jak Xander, chociaż ten to dopiero wybrał sobie gówniany moment na odwiedziny.
-Huh? Pewnie bateria mi siadła w telefonie. Nawet nie wiem gdzie go mam - powiedział i otępiały zaczął szukać komórki pomiędzy poduszkami kanapy. nie rozstawał się z nim więc albo zgubił albo faktycznie gdzieś mu tam wpadł. - O, jest! Faktycznie, rozładowany - powiedział i rzucił telefon na stolik przed sobą. Teraz i tak nie było już sensu sprawdzać, kto się do niego dobijał. A pewnie kilka osób, bo mimo swojego zachowania miał wokół siebie osoby, które się martwiły. Jak Xan.
-Kurwa, cały dzień zmarnowany - przetarł dłonią twarz. Tyle dobrego, że dzisiaj Noah otwierał warsztat i zajmował się samochodami klientów. Przynajmniej nie straci reputacji. Będzie musiał dopilnować, żeby jutro samemu stawić się w pracy.
-No teraz to przesadziłeś, Młodziaku! Gdybym był w lepszym stanie to bym ci przywalił - rzucił, kiwając głową na podziękowanie za wodę. Boże, jakie to było pyszne. Taka prosta przyjemnosć, a dawałą tyle radości. wychylił całość niemal na raz, pozbywając się suchości w ustach.
-I jak było? Wyrwałeś jakieś panienki? - rzucił, uśmiechając się lekko. Wiedział przecież, że ma partnerkę, ale kto wie co takiego wydarzyło się w mieście miłości. Chociaż czy Xander nie był zbyt porządny na takie ekscesy? - No jak widzisz, żyję, chociaż przyznaję, że noc była ciężka. Chyba za bardzo poniosła mnie impreza. Ten dziadyga Carvel wprawił się w piciu jak mało kto, a jak rzucił mi wyzwanie, nie mogłem odmówić - powiedział wymijająco, machając na to ręką. Nie był pewien, czy chce dzielić się teraz z bratem demonami, które nieodzownie towarzyszyły mu od dnia wybuchu. Zdaniem Lysandera nikt nie zasługiwał na to, by zwalać mu we własne życie mrok, który stał się sprzymierzeńcem najstarszego Westhalla.

Xander Westhall
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
185 cm
grafik przestrzenny w Pinewood Studios i freelancer
Awatar użytkownika
It’s hard to throw away history. It was like you were throwing away a part of yourself, but...
...we don't talk about Paris.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Xander nawet nie próbował wyobrażać sobie bólu i straty, jaki musiał czuć, jednak czasami chciałby wiedzieć, aby jakoś mu pomóc. Bez tego pozostawał bezradny, z rozpostartymi ramionami i próbujący chociaż w jakiś sposób wyglądać, że go rozumie. Nie starał się być najlepszym i najmniej konfliktowym dzieckiem, jednak stał pomiędzy wszystkimi, w chwilach napięcia próbując wszystkich jakoś pogodzić. Kiedy ich ojciec narzekał na zachowanie jego starszego brata, to próbował wytłumaczyć go, jednocześnie dostając nieprzychylne spojrzenie, jednak hej, czy mógł nagle znienawidzić syna, który jakkolwiek poszedł jego drogą zawodową? Tylko z tą różnicą, żę Xander nigdy nie robił tego, aby przypodobać się tacie, a jedynie jego zdolności i zainteresowania najlepiej odnalazły się w pokrewnym jego duszy temacie. A może Xan nawet nie dostrzegał, że uległ pewnej perswazji? Może siła sugestii była na tyle smukła, że jej nie zauważył?

Specyfiką rodzeństwa było to, że zazwyczaj wyczuwali te najbardziej gówniane momenty — można by było rzec, że gdyby przyszedł wtedy, kiedy wszystko zaczęło mu się układać, to najprawdopodobniej by się popsuł. A tak to miał szerokie pole wyboru albo mu pomóc, albo dokopać bardziej.

Obserwował jak szukał telefonu i gdy go znalazł, oznajmiając rzeczywiście brak baterii, westchnął cierpiętniczo. — O popatrz, kto by pomyślał — mruknął, spoglądając na zdechnięty telefon, który wylądował na stoliku kawowym i posłał bratu nieprzychylne spojrzenie. — Naładuj go, a nie ja wyjdę za jakiś czas i pewnie zapomnisz albo olejesz nasz wspólnie spędzony czas i znowu zaśniesz — nalegał. Przynajmniej jak mu się chociaż trochę naładuje, to potem przypomni mu, że ma go włączysz i najlepiej to odciszyć tryb cichy, jeśli z niego korzystał.
— Jak zbierzesz jeszcze swoje cztery litery to uda ci się coś mieć z tego dnia. Weź zimny prysznic i zjedz śniadanie… albo obiad. A tak w ogóle to najlepiej idź się ogarnąć i pójdziemy zjeść coś razem — rzucił, otwierając okno, aby nieco przewietrzyć tę gorzelnię. — Co? Bratu odmówisz, którego dwa miesiące nie widziałeś? — zapytał, może niezbyt miło, ale próbując wjechać mu na sumienie. Musiał go wyciągnąć — poprawka, chciał go wyciągnąć. Żeby wyszedł z czterech ścian i nieco się rozruszał, a dodatkowo jeśli źle się czuł i wszystkie złe myśli zaczynały go na nowo zjadać… siedzenie samemu na pewno nie wyjdzie mu na dobre.

Parsknął śmiechem. Już widział, jak mu przywali — co prawda braterskie potyczki miały swoje miejsce, ale z wiekiem im to względnie przeszło. Nadal sobie dokuczali, ale to nie była już taka skala jak za dzieciaka.

Wyrwałeś jakieś panienki?

Czemu jako pierwsze pytał właśnie o to? Czy cała postura Xandera krzyczała słowami zdradziłem swoją narzeczoną? Chociaż czy to się tam liczyło? Przecież więcej się z nią nie zobaczy, to wszystko to była tylko przygoda, która… wywarła na nim duże emocje. Myślał o niej. Cholera myślał, a o swojej kobiecie nagle zapomniał. — Nie wyrwałem, pojechałem tam do pracy przecież — skłamał gładko. Zasada była jednak; to co zaszło w Paryżu, zostało w Paryżu. Nie chciał tego wyciągać, chociaż język go piekł, aby opowiedzieć komuś o relacji, która wywróciła jego myślenie do góry nogami. — Nie mogłeś odmówić? Co, ktoś ci groził? — parsknął, kręcąc z głową z dezaprobatą. — Noc była ciężka, bo poniosła cię impreza, czy po prostu się tak chujowo czułeś, że postanowiłeś się ponieść? — zapytał, chcąc doprecyzowania. — Po raz kolejny proponuję, żebyś ze mną pogadał. I nie mów mi, że nie zrozumiem. Równie dobrze możesz to z siebie tylko wyrzucić, to czasami też działa kojąco — dodał. Mógł milczeć, mógł nie komentować, tylko być tutaj i słuchać jego słów. Chciał, aby poczuł się lepiej, chociaż nie był psychologiem, aby mógł mu celnie doradzać.

Lysander Westhall
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nigdy nie należał do typu osób, które zwierzały się ze swoich problemów. Kiedy działo się źle, starał się uporać ze wszystkim na własną rękę i to nijak nie zmieniło się na przestrzeni lat. Ba, istniało sporo prawdopowodbieństwo, iż jego podejście jeszcze bardziej się umocniło, bo kiedyś jeszcze zaciągnął rady swoich braci czy przyjaciół, jeśli problem go przerastał? A teraz? teraz, zdaniem Lysandera, problem wcale nie istniał, a jeśli czasami naszła go myśl, że może jednak, nie był w stanie udać się do nikogo - ani rodziny, ani profesjonalisty. Był w tym wszystkim sam przekonany, że któregoś dnia wspomnienia przestaną go nachodzić. Szkoda, że póki co ten dzień nie nadchodził sprawiając jedynie, że mężczyzna bardziej się staczał. Demony były za silne, a starcie z nimi wymagało sporych pokładów energii, których nie zawsze miał, kończąc tak, jak dzisiaj - na kanapie we własnym domu, skacowany do granic możliwości, z młodszym bratem, który starał się doprowadzić go do porządku. Czy to nie paradoksalne, że właśnie Xander, który miał jeszcze mleko pod nosem, wykazywał się znacznie większą dojrzałością, niż najstarszy z Westhallów. Niańczenie powinno przebiegać w odwrotnej kolejności, co poniekąd irytowało mechanika, chociaż nie ukrywał, że towarzystwo rodzeństwa niemal zawsze było mu na rękę. No, może nie w chwilach, w których prezentował się jak prawowity właściciel przysłowiowego dna.
-No już, już Młody, nie gniewaj się. Złość piękności szkodzi, a nie chcesz przecież, żeby twoja luba przestała cię wielbić - rzucił, zerkając na niego z uśmiechem. Było mu trochę głupio, że brat widział go w takim stanie, a na dodatek, że naraził go na zamartwianie się. Raz już śmiertelnie ich wystraszył, chociaż pomyłka, która zaszła, nie była z winy Lysandera. Cierpienie osób, na których mu zależało nigdy nie było jego celem, chociaż wychodziło, jak wychodziło. Jedna nieprzemyślana decyzja i proszę, efekt zgoła odmienny od założonego. - Kiedy ty tak dorosłeś, co? Zrobiłeś się zdecydowanie zbyt dojrzały - westchnął i nawet na chwilę się podniósł. Zachwiał się niebezpiecznie, odzyskując panowanie nad swoim ciałem. - Kurwa, ale mnie łeb napieprza. Potrzebuję aspiryny - westchnął. Czyli kolejny dzień w plecy, świetnie się urządził.
Zgarnął telefon, szukając przy okazji ładowarki. Ostatecznie znalazł się w swojej sypialni. Spojrzał tęsknie na łóżko, które zapraszało go do obcowania. No nic, podobne uciechy będzie musiał zostawić na później, nie chciał teraz rezygnować z wizyty brata, bo mimo bycia wyplutym, chciał wiedzieć, co u niego słychać.
-Czy ty właśnie zapraszasz mnie na randkę, kochasiu? Jak jesteś głodny, gdzieś powinna być pizza. Chociaż wiesz co, lepiej jej nie jedz, nie wiem z kiedy jest. Niech będzie śniadanie, daj mi tylko chwilę, żebym przestał widzieć świat podwójnie - przetarł dłońmi twarz, ponownie siadając na kanapie. Zdecydowanie wygodniej, niż chodząc. Przynajmniej w tej pozycji panował nad swoją głową i nie miał odruchu wymiotnego. Tak, kac to jednak była plaga wszystkich nadmiernie pijących.
-Słuchaj, można pracować i można się bawić, jedno jednego nie wyklucza. Ale to dobrze, że jesteś porządny, nie bierz przykładu ze mnie - zaśmiał się. Zdrady nigdy nie leżały w jego naturze, ale z pewnością nie był miły dla swojej ostatniej kobiety, z którą spotykał się jeszcze w czasie, kiedy służył. Niby było dobrze, ale liczne rozłąki, a później jego powrót, tak odmienionego, nie wpłynęły korzystnie na ich relacje, która powoli zaczynała niknąć, zastąpiona przez obojętność.
-A na cóż miałbym odmawiać? Poza tym musiałem utrzeć mu nosa, przecież nie pozwolę, żeby później chłop latał i gadał, że mnie przepił - westchnął. No tak, faceci i tan ich upór w kwestiach, w których nie powinien istnieć. - Daj spokój Młody, nie ma o czym gadać - powiedział i poklepał brata po ramieniu. Ile to już razy zbywał ten temat? Jak jednak miał w słowa ubrać wszystkie czarne myśli, które miał w głowie? Jak podzielić się wspomnieniami, które chciał wyprzeć, a które zakorzeniły się tam na dobre? Niemy krzyk po raz kolejny rozerwał mu umysł, buntując się. - Raz na jakiś czas człowiek może się zabawić i nie potrzebuje powodu. To jak, poczekasz na mnie, jak będę brał prysznic? Możesz sobie zrobić kawę, mleko jest w lodówce - uśmiechnął się do niego, ponownie podnosząc. Potrzebował na chwilę przestrzeni, a kąpiel wydawała się do tego idealne.

Xander Westhall
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
185 cm
grafik przestrzenny w Pinewood Studios i freelancer
Awatar użytkownika
It’s hard to throw away history. It was like you were throwing away a part of yourself, but...
...we don't talk about Paris.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie odbierał tego jako niańczenie, po prostu… zajmował się starszym bratem na stare lata. Może i miał mleko pod nosem, ale trzeba było wykonać swoje braterskie obowiązki. A skoro nie odbierał od niego telefonu i w ogóle zachowywał się, jakby zapadł się pod ziemię, to Xander czuł się zobowiązany do skontrolowania stanu rzeczy. Jeszcze ktoś znowu by mu zarzucić, że postanowił ukatrupić kolejne rodzeństwo… to co, że ostatnia interwencja Javiera była wynikiem żartu pośredniego z nich, wystarczyło już mu wrażeń na najbliższy czas.

Wywrócił oczami, gdy wspomniał o jego narzeczonej. Może tak by było lepiej, gdyby nagle przestała go wielbić? Nie musiałby szukać wymówek, uników ani żadnych innych pretekstów do tego, aby rozmawiać z nią o Paryżu — co najmniej jakby czuła, że wydarzyło się tam coś więcej niż to, co jej opowiedział. — Popatrz, na dwa miesiące wyleciałem do Francji i kraj miłości zrobił ze mnie poważnego człowieka. Niesamowite — westchnął, kiwając głową na boki. — Już taki jestem od jakiegoś czasu, Lysander! Tak po prostu zwracasz uwagę na najmłodszego brata — dodał, ocierając niewidzialne łzy. Nie dorósł nagle, choć jego powaga często była oznaką stresu; ale to przecież mógł zrzucić winę na projekt, z którym wrócił i który musiał dowieźć do końca. Wcale nie denerwował się przez sekret, który utrzymywał gdzieś w głębi serca. Oprócz wolontariusza i opiekuna starszego, robił teraz za pielęgniarkę — ale dobra, wstał! I to bez zbędnego westchnienia, przeszedł się po kilku szafkach, pudłując w poszukiwaniach domowej apteczki, aż w końcu natrafił na koszyczek z lekarstwami, z którego wygrzebał aspirynę. — Na zdrowie, chociaż na pusty żołądek może nie zadziałać tak dobrze. — A przynajmniej tak kiedyś od kogoś słyszał; sam nie wiedział, nie znał się, nie był lekarzem.

Ucieszył się, gdy brat wziął sobie do serca poszukiwania ładowarki, żeby nie zostać dalej odłączonym od świata zewnętrznego. — No i znowu. Popatrz, jak mnie odmieniła wizyta w mieście miłości — parsknął. Randki z rodzeństwem nie były złe, w końcu i tak wychodzili gdzieś razem naprawdę rzadko. Dzisiaj musiał zadbać o najstarszego, aby dobrze zjadł, ogarnął się, poczuł się lepiej, no i ogólnie, żeby nie przekręcił mu się na drugą stronę świata, bo wąchanie kwiatków od spodu nie zdawało się być miłe. — Jedzenie kilkudniowej pizzy nie jest moim faworytem, wiesz? Ty też jej nie jedz. Jeszcze przy kacu brakuje ci rozstroju żołądka. — Kac kupa nie była niczym przyjemna, a co dopiero w połączeniu z problemami jelitowymi spowodowanymi jakimś podejrzanym jedzeniem.

— Taak, pan porządnicki, to właśnie ja — mruknął, próbując nie zwracać uwagi na tę pochwałę i w ogóle na to, jak dobrze wyglądał w oczach najstarszego. Cholera, przecież rzeczywistość wcale taka nie była. Zbyt bardzo jednak obawiał się oceniania i wyklinania, zwłaszcza przez swoje rodzeństwo. Chciałby mieć pewność, że nie zostanie zbesztany albo chociaż dostanie choć ziarno zrozumienia… cóż, nie mógł mieć takiej gwarancji. — No nie wiem, na co. Na alkohol? Na kolejną kolejkę, mimo że już miałeś dobrze? — zasugerował, jednak co miał uczyć starego pryka pić? Tym bardziej, że na pewno miał lepszą głowę niż Xander. — Nie wiem, czy nie ma o czym gadać. Zawsze tak mówisz, a i tak ciągle wracamy do tego tematu — rzucił, nie odpuszczając od razu, tak jak zwykle. Czuł się dzisiaj w sile, aby go nieco pomęczyć; może dwumiesięczny odpoczynek od rodziny tchnął w niego nową siłę. — Poczekam. Idź się szorować, chociaż uważaj proszę, żebym nie musiał twoich zwłok ściągać spod prysznica, jak się wyjebiesz — uprzedził go. Jeszcze tego brakowało! Odprowadził spojrzeniem brata i poszedł do kuchni, wstawiając wodę na kawę i starszemu również przyrządził, aby nieco postawić go na nogi. Zgarnął do worka śmieci z blatu i odłożył je na bok, zaraz siadając z powrotem na kanapie i scrollując pewnie jakiegoś instagrama, dopóki jego brata nie wrócił do salonu. — No i proszę, wyglądasz jak przykładny obywatel — komplementował go w ten sposób, kiwając głową w kierunku stolika. — Łyknij sobie jeszcze kawy, pewnie będzie ci lepiej — zasugerował. Już i tak z pewnością czuł się dobrze, bo prysznic po alkoholu potrafił zdziałać prawdziwe cuda. — Na co masz ochotę na śniadanie?

Lysander Westhall
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ilekroć tylko dał się ponieść imprezie, albo zwykłemu piciu, mając następnego dnia kaca tak niemiłosiernego, że wewnętrznie rozwalał mu czaszkę, żałował, że nie przerwał w porę. Tyle samo jednak razy, chociaż postanawiał, że to ostatni raz, wracał do tego stanu, jakby tylko w nim potrafił normalnie funkcjonować, pozbawiony przeszłości. Nie pomagały rozmowy, nie pomagała żadna aktywność fizyczna, której się łapał, pracując nad kondycją. To były chwilowe rozwiązania, które zaraz przestawały spełniać swoje zadanie. Podczas biegu wystarczyło się zatrzymać, bo dopadły go myśli. A ile można było uciekać bez oddechu? Kiedy był na siłowni wystarczyło skończyć serię, by niespodziewanie zaatakowały go obrazy. Jeden nieodpowiedni dźwięk i wszystko ponownie stawało mu przed oczami. To nie było przyjemne, ale jak miał to komukolwiek opowiedzieć? Już teraz bywały osoby, które miały go za wariata, ilekroć wzdrygnął się przy donośnym odgłosie. Wiedział, że Xander nie spojrzałby na niego w ten sposób, ale opory były, tu jeszcze większe - paradoksalnie bowiem nie chciał go martwić, chociaż nijak nie okazywał tego swoim zachowaniem, dość bezmyślnym i mało dojrzałym. Nic dziwnego, że teraz, kiedy być może miałoby dojść do poważnej rozmowy, wolał skupić się na rzeczach, które dalekie były od jego osoby.
-Dwa miesiące. Jak to szybko minęło, co? - skrzywił się. Czas to jednak miał jedna główną wadę - zapierdalał. - Wiem, Młodziaku. Chociaż powinieneś się czasem bardziej rozerwać. Jesteś z nas najmłodszy a momentami mam wrażenie, że przeżyłeś najwięcej i przytłacza się życiowe doświadczenie. Wyjdź, zaszalej i popełnij jakiś błąd, za który chwilowo będziesz się nienawidził - powiedział. Nie ma to jak wspaniała rada ob bliskiego człowieka. Ale czy błędy nie były częścią życia? proszę, jak łatwo się mówiło, gorzej samemu lekko podejść do tematu. Przykładowo Lysander winił się za błędy, które podobno nie były jego.
-I tak pewnie za bardzo nie pomoże - rzucił, łykając lekarstwa. Kto wie, może efekt placebo zrobi swoje. - Zaskakujesz, mnie Zander. Jeszcze trochę a pomyślę, że mi brata podmienili. Twoja będzie zadowolona, że masz tak romantyczne pomysły - zaśmiał się. Skąd miał wiedzieć, że pojawiły się problemy w raju? Młody nie zawsze chętnie gadał o swoim związku, trzymając się jednak prywatności. Lys nawet nie wiem wielu okazji, żeby z jego wybranką porozmawiać, chociaż tu nie powinien się dziwić - nie zawsze był idealnym przykładem i pewnie Xander wcale nie chciał się chwalić bratem w stanie, jak dzisiaj.
-Nie zaprzątaj sobie tym teraz głowy. Młody jesteś, szalej, a nie skupiaj się na problemach staruszka - powiedział, klepiąc go ponownie po ramieniu. Na co miał mu niszczyć dzień, czy życie dokładając mu zmartwień? Czuł, że Xander wyjątkowo przejąłby się wszystkim, a przecież teraz zdawał się być całkiem szczęśliwy, co?
Poczłapał do łazienki, znacznie bardziej woląc skręcić do sypialni. To jednak nie było możliwe, bo dzieciak go obserwował. No pięknie, to mu się niania trafiła.
Władował ciało pod prysznic uznając, że w wannie to jak nic uśnie i odkręcił wodę, stawiając na chłodniejszą. Musiał się rozbudzić i trochę oprzytomnieć, jeśli nie chciał zrobić Xanderowi przypału na mieście. Toronto może i duże, ale zaskakująco często wpadał na kogoś znajomego.
Dwadzieścia minut później był już świeży i pachnący, względnie doprowadzony do normalności. Wrócił do brata, przeczesując mokre włosy dłonią.
-Bóg powrócił - skomentował, dopinając koszulę, którą założył. Od razu lepiej. - Dobry z ciebie brat, Xan. Zawsze umiesz trafić w sedno - powiedział, sięgając po kubek, z którego zaraz upił łyk kawy. Całe szczęście nie wpłynęła źle na jego żołądek. - Może to angielskie w pobliskiej kawiarnii? Jak zjem tłusto, powinny mi przejść dziwactwa w brzuchu. Ja stawiam, żeby nie było. Bo wiesz, prawdziwy facet zawsze płaci za kobietę na randce- uśmiechnął się do niego, biorąc telefon, któremu bateria naładowała się już niemal do połowy. Wystarczy.

Xander
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
185 cm
grafik przestrzenny w Pinewood Studios i freelancer
Awatar użytkownika
It’s hard to throw away history. It was like you were throwing away a part of yourself, but...
...we don't talk about Paris.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jego upór malał, kiedy wraz z kolejnym pytaniem spotykał się z brakiem jakiejkolwiek odpowiedzi. Nie był psychologiem, w zasadzie naprawdę daleko było mu do jakichkolwiek zapędów w tym kierunku, więc nawet nie wiedział, jak mógłby go podejść, żeby dowiedzieć się czegokolwiek więcej. Chciał dowiedzieć się więcej o jego misji, o tej całej sytuacji, kiedy mieli odebrać go martwego, a okazało się, że ktoś inny dzierżył jego nieśmiertelnik. Może gdyby Lysander zdecydował się otworzyć przed młodszym bratem, to i młodemu udałoby się nieco strzepnąć kilka słów ze swoich myśli, które zostawiał tylko i wyłącznie dla siebie. Może powinni w końcu pójść razem napić się i zrobić sobie bonding sesję, nawet jeśli nawalą się do tego stopnia, że na drugi dzień pozostaną im jedynie krótkie przebłyski z tej rozmowy.

— No i nie stawiasz się w lepszej sytuacji, bracie. Skoro szybko minął ci czas beze mnie to znaczy, że nie tęskniłeś! — zarzucił mu, robiąc smutną minę. Jak to tak można było zapomnieć o najmłodszej perełce? No dobra, może Xander nie miał pociągów psychologicznych, czy nie znał się tak dobrze na ludziach, za to Lys najwidoczniej dobrze z niego czytał. Spojrzał na starszego nieodgadnionym spojrzeniem, kiedy zaczął opowiadać o przeżyciu wielu rzeczy, rozerwaniu się, przytłoczeniu życiowym i popełnieniu błędu, którego będzie żałować przez krótką chwilę. Jak miał mu powiedzieć, że w zasadzie zrobił to, tylko nikomu się nie przyznawał i… cholera, nie żałował? Jedyne czego żałował, że wyjechał z Paryża, a Bee została tam na miejscu. Oddaleni od siebie o pięć tysięcy kilometrów, miał nadzieję, że może jakimś głupim szczęściem… spotka ją kiedyś w Kanadzie. — Nie wiem, czy mogę sobie na to pozwolić. Pewnie Margot zaraz by mnie wyśledziła i znalazła, gdybym popełnił jakiś błąd, który by się jej nie spodobał. — Tajemnicą nie było, że jego narzeczona była przewrażliwiona. Udowodniła to wystarczająco, kiedy wyjechał do tego Paryża, dlatego też uderzyły go mocno słowa Lysandera o życiowym przytłoczeniu.

— Xander. Już nawet braci nie rozróżniasz — parsknął, kiedy najstarszy pomylił imiona młodszych braci. Tylko dla jednej osoby był Zanderem, a dokładnie dla słodkiej Bee, która nawet nie wiedziała, że w teorii przez miesiąc spotykała się z innym Westhallem. — Oj tak, jest zdecydowanie zadowolona po moim powrocie. — Niczym złym było trochę pograć, że było dobrze, prawda? Że żadne kłopoty w raju nie istniały i może na powrocie serio sądził, że się za nią stęsknił, tak po kilku dniach mieli ze sobą właśnie… trzecią cichą godzinę. Jak kamień w wodę, uparta kobieta nawet nie wysyłała mu słodkich rolek na instagramie.
Nie umiał przemówić mu do rozsądku ani przetłumaczyć, że wcale nie był już młodziakiem, którego trzeba było odciągać od problemów i udawać, że wszystko było dobrze. Cierpliwie czekał na starszego, do momentu gdy wrócił czysty i pachnący. Xander nie mógł powstrzymać się od parsknięciem śmiechem na jego komentarz. A skoro po kawie było mu wszystko w porządku, to przynajmniej mieli pewność, że mogli wyjść z domu bez łapania pierwszej lepszej publicznej toalety! — To może powinieneś sobie wreszcie jakąś znaleźć? — zasugerował, unosząc obronnie ręce ku górze. — Ups, powiedziałem to na głos? — nie chciał sprawiać mu przykrości, ale czasami rodzeństwo nie powinno trzymać języka za zębami. — Trafiłeś chujowo, ale to nie znaczy, że masz zostać starym kawalerem. Może założymy ci tindera? Kupno kota zostawiam jako ostateczność, kiedy spiszemy cię z Zanderem na straty — rzucił, wstając z kanapy. — Idziemy na tłuste, niezdrowe śniadanie. Lunch? W każdym razie, jeśli żyjesz i masz się dobrze, to wychodzimy — postanowił, machając ręką, aby go ponaglić i ruszyli spacerkiem do niedalekiej śniadaniówki, gdzie zamówili zestawy, a chłopak dodatkowo wziął swoją ukochaną, czarną kawę z przelewu. — No dobra, a coś ciekawego działo się przez te ostatnie dwa miesiące? — zagadnął, gdy złożyli swoje zamówienie i oparł się łokciami o blat stołu, wpatrując się w brata — jak na prawdziwej randce, prawda?!

Lysander Westhall
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Wiedział, że brat chciał dla niego jak najlepiej, starając się ze wszystkich sił do niego dotrzeć. Niestety, pomimo tego, jak bardzo Lysander kochał zarówno Xandera jak i Zandera, nie potrafił się przed nimi otworzyć. Nie wyobrażał sobie momentu, w którym miały spokojnie usiąść z nimi w jednym pokoju (zakładając, że Zander kiedykolwiek usiedzi na tyłku dłużej, niż dwa czy trzy dni, zanim porwie go kolejna podróż) i powiedzieć wszystko, co leżało mu na sercu, wkradając się również w umysł. To była jego osobista wojna - z demonami, które zatruwały mu życie. Okazałby się zbyt wielkim egoistą, gdyby przerzucił to na ludzi, którzy nie zasługiwali by aż tak uprzykrzyć im życie. Dlatego milczał, nie potrafiąc zebrać w sobie dostatecznej odwagi - paradoksalnie, bo na froncie wcale mu jej nie brakowało. Emocjonalna rozmowa wydawał się jednak znacznie bardziej skomplikowana, niż kolejne przeładowanie broni i wystrzał.
-Młody, zawsze za tobą tęsknie, więsz o tym! Już mi się tu nie bulwersuj! Następnym razem będę do ciebie listy pisał - zaśmiał się, przeczesując włosy. W głowie zaraz pojawiło się wspomnienie ostatniego, skierowanego tym razem do Zandera, który nigdy nie został wysłany. Leżał na dnie szuflady, pod sporą ilością ubrań, jakby miały stanowić barierę. To właśnie w nim było tak wiele emocji, tak wiele poczucia winy i żalu. Może wystarczyło po prostu przekazać go młodszemu, by ostatecznie dowiedział się, jaki mroczny kocioł miał w głowie najstarszy Westhall. - Daj spokój, myślisz, że ona żadnego nigdy nie popełniła? Jest w tobie zakochana, to prawda, ale Młody, nigdy nie wiadomo. Chociaż może racja - nie ma co zadrierać z podejrzliwościa kobiet, bo to może doprowadzić do nieszczęścia - skomentował. Sam miał mało przyjemne przeżycia z przedostatnią partnerka, która była chorobliwie zazdrosna o każdego, nawet najlepszych przyjaciół Lysandera. Nic dziwnego, że w którymś momencie musiał powiedzieć STOP.
-Xander, Zander, kurwa, rodzice mogli was nazwać trochę bardziej różnie - powiedział, krzywiąc się. Mózg mu jeszcze do końca nie pracował po poprzedniej nocy, więc niech się młodziak nie dziwi, że mu się literki alfabetu pomyliły. Już pomijając, że rodzice mieli niebywałe poczucie humoru, żeby walnąć im tak podobne imiona - cała trójka wpisywała się w jeden kanon. - Doceń to. Kobieta czekająca z utęsknieniem na swojego lubego to prawdziwy skarb. Ostatecznie mogła zrobić skok w bok podczas twojej nieobecności, nie - skrzywił się. Tak, podobne przeżycia też miał za sobą. Dodatkowo skumulowało się to niemal z jego ostatnią misją, po której został zwolniony ze służby. Podobne combo każdemu siadłoby na psychikę - utrata dziewczyny oraz dwójki przyjaciół przytłoczyła go niczym walec.
-Huh? - spojrzał na brata dość poważnie, kiedy wspomniał o znalezieniu sobie kogoś. Teraz był na to zbyt złamany, zresztą zraził się do jakichkolwiek flirtów i zobowiązań. Jak miał komuś zaufać wiedząc, że w chwili kiedy waliło mu się życie, obok nie było nikogo? - Podziękuję. Umawianie się zostawię komuś innemu. Tinder? Xander i bez tego potrafię znaleźć laskę do zaruchania - stwierdził, rozbawiony, ostatecznie doprowadzając się do porządku. Gdyby nie zaczerwienione oczy i cienie pod nimi, nikt by się nie zorientował, że zaledwie kilka chwil wcześniej był wrakiem człowieka.
W chwili, w której w restauracji poczuł zapach jedzenia dotarło do niego, że faktycznie był głodny. Rewolucje żołądkowe ustały na rzecz potężnego burczenia, które miał zamiar zaspokoić dużą porcją jedzenia.
-U mnie? Raczej niekoniecznie. Biznes się kręci, warsztat prosperuje, nie nie umawiam się z nikim. Także zero problemów - rzucił, pakując sobie do ust pokaźną porcję smażonych jajek, kiedy pojawiło się przed nimi zamówienie. - Zander znowu jest na jakimś wypizdowie, gdzie internet wiadrami nosi, bo jak ostatnio z nim rozmawiałem, co chwilę przerywało. mama ma się dobrze, a ojciec? Chuj go tam wie - wzruszył ramionami. Ze starym kontaktu najlepszego nie miał i nawet nie chciał go naprawiać. - Ale - zaczął zastanawiając się, czy w ogóle powinien o tym wspomnieć. - Spotkałem narzeczoną Petera z dzieckiem. Rośnie jak na drożdżach - stwierdził i aż ścisnęło go w gardle na myśl, że jego przyjaciel nigdy nie będzie miał okazji zobaczyć, jak jego dziecko dorasta.

Xander Westhall
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
ODPOWIEDZ

Wróć do „#107”