ODPOWIEDZ
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Potrzebował odpoczynku. Chciał pogadać z kimś, kto nie patrzył na niego jak na zranionego szczeniaka i kto nie miał pojęcia o tym całym… bagnie, w którym ostatnio tkwił. Właśnie dlatego wyciągnął telefon i napisał krótką wiadomość do Eryka.
Lex
cho na rowerki wodne
za godzinę jestem wolny
Wiadomość...
Skończył pracę i wpadł do mieszkania, żeby zabrać Monstera na szybki spacer. Wziął też prysznic, żeby nie było, że śmierdział czy coś. Zanim jednak dotarł na umówione miejsce, zaliczył jeszcze szybką wizytę w monopolowym. Kupił czteropak porządnie schłodzonego piwa bezalkoholowego, bo w taki upał nie zamierzał tykać czegokolwiek, co miało alkohol, i skitrał go w czarnej bluzie. Wyglądał jak jakiś szemrany przemytnik, ale nie chciał, żeby ktoś kręcił nosem przy wypożyczaniu rowerka wodnego.

Z Eryczkiem spotkali się przy pomoście. Wynajęcie tego plastikowego gówna poszło sprawnie i parę minut później już byli na wodzie. Od razu zabrali się za pedałowanie, żeby jak najszybciej uciec od brzegu, wrzeszczących dzieciaków i wścibskich plażowiczów. Dopiero kilkaset metrów dalej zatrzymali się, Alex zdjął bluzę i rzucił w Eryka puszką. Oparł się wygodnie, rozłożył ramiona i rozprostował nogi. - Coś jest zjebane w tym rowerku, mówię ci, tak się ciężko pedałuje - mruknął pod nosem i otworzył puszkę z zimnym napojem, od razu pociągając solidny łyk. - Są bezalkoholowe, bo byśmy tu zdechli - dodał do kumpla, mimochodem czytając etykietę. Wziął jakieś takie śmieszne puszeczki, kolorowe, niby piwo bezalkoholowe, ale było polecane na odwodnienie i zawierało jakieś tam witaminki… Ciekawe, ciekawe.

Siedział przez chwilę w milczeniu, gapiąc się na taflę wody i zbierając myśli. Nie był dobry w uzewnętrznianie się, ale to jebane milczenie ze strony Dust zaczynało go wkurwiać. Spojrzać na Stonesa z ukosa i zmrużył oczy od słońca. Fuka, nie wziął żadnej czapki z daszkiem, no cóż. - Co u ciebie? Bo u mnie przechujowo, więc może chociaż u ciebie jest git? - zagadnął w końcu. Jakoś tak… wolał zacząć nie od siebie.

Eric
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Ericowi, o dziwo, udało się wyjść w miarę normalnie z roboty - został może jedynie pół godziny dłużej, ze względu na chęć ugaszenia jednego pożaru związanego z naprawą kodu. Nie spodziewał się wiadomości od Alexa. Przeczytał ją pospiesznie, dochodząc do wniosku, że w sumie nie miał żadnych konkretniejszych planów na dzisiejsze popołudnie.
Eric
w sumie spoko
ok, będę za godzinę ale na wszelki uwzględnij kwadrans studencki
Wiadomość...
Odpisał, odłożył telefon obok klawiatury i kontynuował dzierganie.
Po skończonej pracy, wrócił do domu by się przebrać w bardziej luźne ciuchy, zgarnął swój plecak do którego wrzucił między innymi dokumenty, a następnie wsiadł do auta aby podjechać bliżej parku, gdzie miał się spotkać z przyjacielem - oczywiście najwięcej czasu stracił na szukaniu wolnego miejsca. W aucie rozbrzmiewała jego ulubiona playlista ze Spotify’a i akurat leciał jeden z jego ulubionych kawałków, gdy musiał wysiadać. Gdyby miał się spotkać z kimś, kto nie był jego przyjacielem, to by przeczekał, aż piosenka się skończy, a tak, nie chciał, żeby Alex zbyt długo czekał - aczkolwiek Eric jeszcze nie przekroczył wspomnianego w wiadomości kwadransu, więc było całkiem w porządku.
Dotarł do umówionego miejsca, tj. do pomostu, a następnie klapnął zadkiem na siedzenie w rowerku wodnym. Stones był zaskoczony, ponieważ nie spodziewał się aż takiej frekwencji na plaży w parku, a ich rowerek był jednym z dwóch, jakie zostały do wypożyczenia.
- No właśnie, mi też się źle pedałuje… mogliśmy sprawdzić, czy ten drugi byłby lepszy. - odpowiedział Eric, z całej siły napierając na pedały. Oczywiście przyjął puszkę z uśmiechem.
- O, dzięki. Też coś tam wziąłem, a konkretniej jakieś cziperki i colę z lodówki. Wziąłbym normalne piwo, ale… powiedzmy, że mam bana. - wyjaśnił, uderzając wolną dłonią o trzymany na kolanach plecak - bo w drugiej trzymał to, co otrzymał chwilę wcześniej od Alexa. Eric przyjrzał się puszce z każdej strony, bo chyba nigdy wcześniej takiej nie pił.
- Ej ciekawe. Pierwszy raz będę je pił, a Ty? - spytał, ciągnąc za zawleczkę, co spowodowało, że po chwili można było usłyszeć dobrze każdemu znane pst.
Stuknął puszką o puszkę Alexa, a następnie upił kilka łyków i zacmokał.
- Dobre. Serio dobre. - stwierdził, próbując zapamiętać wygląd oraz markę, by wiedzieć, co kupić, gdy będzie robił zakupy.
Uniósł brew, bo słysząc, że u przyjaciela nie było najlepiej, zaniepokoiło go. Nie chciał naciskać, ale ciekawiło go, co się działo, że tak to określał.
- Przechujowo mówisz? To niedobrze… - odparł, odwracając głowę, by spojrzeć na Alexa, lecz kiedy padło co u Stonesa, ten zaczął patrzeć gdzieś przed siebie. Dobrze, że byli oddaleni od plaży, to przynajmniej nikt ich nie usłyszy.
- U mnie? Stary, od czego by tu zacząć… okej, wiem. A więc ostatnim razem trochę przesadziłem z alkoholem. Poszedłem w krzaki, wróciłem i nie uwierzysz. Były Sher postanowił do niej napisać z MOJEGO telefonu. - zaczął opowieść opartą na faktach, sprzed kilku dni. Zrobił krótką przerwę by nabrać powietrza.
- Próbowałem mu go odebrać, ale byłem w takim stanie, że szkoda gadać… no ale koniec końców przyjechały gliny i wyobraź sobie, że mój własny brat mnie zakuł i zawiózł na komendę, by zamknąć na kilka godzin w areszcie… - kolejna przerwa aby wziąć kilka łyków piwa.
- Wróciłem nad ranem. W międzyczasie rozładował mi się telefon, więc po podłączeniu go do ładowarki i sprawdzeniu powiadomień, padłem jak długi, bo jednak zimna prycza w areszcie nie należała do najbardziej komfortowych łóżek, na jakich dane mi było spać. - stwierdził, bawiąc się zamkiem od plecaka i przypominając sobie ciasną, zimną celę, do której raczej nie planował wracać i za którą nieszczególnie tęsknił.
- Obudziło mnie tłuczone szkło… jak się pewnie domyślasz, to była Sher we własnej osobie. Była wkurwiona i chyba pierwszy raz widziałem ją w takim stanie… moja kuchnia była połączeniem szkła z rozlanymi trunkami. Śmierdziało okropnie… - aż się wzdrygnął, gdy przypomniał sobie o tej woni zmieszanych piw.
- Plusem tej całej sytuacji było to, że… wyznała swoje uczucia względem mnie i choć mogła uciec, mogła nie wiem, walnąć mnie butelką, nie zrobiła tego. Zamiast tego usłyszałem, że mnie kocha. I kurwa… ja też ją kocham. - wyjaśnił z lekkim uśmiechem, choć zaraz potem przypomniał sobie, że w drodze tu, miał wrażenie, jakby go ktoś śledził. Miał nadzieję, że to tylko złudne wrażenie. Nie chciał mieć znowu do czynienia z byłym Sher.

Alexander Hall
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Fajnie było mieć przyjaciela, z którym nie trzeba było widywać się codziennie, żeby rozumieć się bez słów, wiecie? Hall nie musiał udawać kogoś, kim nie był, nie musiał też gryźć się w język - mogliby nie rozmawiać z Eryczkiem tygodniami, a potem usiąść w rozjebanym rowerku wodnym i od razu przejść do konkretów, tak jak właśnie postąpił Stones. - Trudno, będziemy sobie siedzieć w takim, oby nie zaczął przeciekać - rzucił z rozbawieniem Alex, po czym bezceremonialnie rozwiązał buty i odłożył je na bok. Znów rozprostował nogi, wywalił je poza krawędź rowerka i z głośnym pluskiem zanurzył stopy w chłodnej wodzie. Słońce dalej grzało bezlitośnie, więc nic dziwnego, że Alex chwytał się każdego sposobu na ochłodę. Zresztą, na pewno nie był jedyną taką osobą na jeziorze Ontario - różnica polegała na tym, że inni przynajmniej mieli kostiumy kąpielowe.

Gdy Eryczek wyciągnął prowiant i wspomniał o zakazie na alkohol, Alex posłał mu podejrzliwe spojrzenie. Oho. - Czemu masz bana? Otwieraj cziperki, ej - rzucił luźno, po czym wskazał skinieniem głowy na paczkę chrupek, której co prawda nie widział, bo znajdowała się w plecaku Stonesa, ale miał świadomość, że tam była, okej? Okej. Stuknął się puszeczką ze Stonesem, po czym jeszcze raz przyjrzał się etykiecie. - Ja też pierwszy raz. Smakuje zacnie - zawtórował przyjacielowi, po czym pociągnął kolejnego łyka orzeźwiającego napoju.

No i to by było na tyle jeśli chodziło o uprzejmości, bo zaledwie chwilę później Eryczek rozpoczął swoją opowieść. Naprawdę bardzo nieprawdopodobną, pełną zwrotów akcji opowieść. Z każdym kolejnym słowem przyjaciela, Alex otwierał oczy coraz szerzej. - Ale jak to kurwa z twojego telefonu? - wymamrotał po chwili, marszcząc brwi. NIE OGARNIAŁ. Skąd typ wytrzasnął jego telefon??? Machnął dłonią, kążąc Ericowi zwolnić. - Czekaj, czekaj, po kolei. Jak on cię znalazł w ogóle? Znacie się? - zadał pytania, po czym pozwolił kumplowi kontynuować. No i słuchał dalej, a im głębiej Stones wchodził w szczegóły, tym bardziej Alex kręcił głową z niedowierzaniem. Jezu, to się porobiło u Eryczka. Na wzmiankę o zakuciu w kajdanki i wywiezieniu na komendę przez rodzonego brata posłał Eryczkowi spojrzenie pełne politowania. Właśnego brata wpakować na dołek? For real? - Serio? Twój brat to jakiś nie halo jest na umyśle czy co? - rzucił z niesmakiem i poczęstował się chrupkami, które Eryczek już na pewno zdążył otworzyć z pięć razy.

Chrupał sobie chrupeczki i słuchaj dalej - był fantastycznym friendem. Tym razem słuchał historii o tym, że kolejnego poranka (czy tam w nocy, trochę się pogubił) Eryczka obudziło tłuczone szkło. Matko Boska Forumowska. - Sher stłukła ci cały alkohol co miałeś na chacie? - spytał ze zmrużonymi oczami, próbując zwizualizować sobie tę sytuację i oczami wyobraźni przywołać kuchenne pobojowisko. Kurde, Winfield wyglądała na taką słodką i niepozorną, a tu proszę, diabeł wcielony. No i okazywało się, że ów diabeł wcielony wyznał Eryczkowi miłość! I TO WZAJEMNIE! Uśmiechnął się szeroko, no bo się ucieszył, co miał się nie ucieszyć ze szczęścia kumpla, który tak długo nie miał drugiej połówki? Podniósł dłoń i poklepał Eryczka po ramieniu. ZAJEBIŚCIE, MORDECZKO. - Stary… Przecież to zajebista wiadomość! Pasujecie do siebie z Sher, naprawdę ją lubię - roześmiał się wesoło. Stones zasługiwał na miłość. Ba, każdy porządny człowiek zasługiwał na miłość! No ale Stones trochę bardziej. Alex przechylił głowę na bok i utkwił zaciekawione spojrzenie w Eryczku. - A właśnie… ona ma jakieś latynoskie korzenie? - spytał. W końcu jeszcze nie tak dawno, ledwie kilka miesięcy temu, mieli poszukać dla niego gorącej latiny, nie? A tu proszę, sama się znalazła. Był ciekaw, czy Eryczek pamiętał tę rozmowę. - Macie moje błogosławieństwo, kochajcie się. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, co nie, Eric? - podsumował ciepło, po czym znów skinął głowę na plecak Eryczka. - Mogę colkę? - spytał, bo miał ochotę na taką wspaniałą schłodzoną puszkę coli. Od tego upału szybko zasychało mu w gardle, a zeróweczka się skończyła.

Przejął puszkę od kumpla, bo na pewno mu ją podał, po czym westchnął. - Przynajmniej tobie się układa, słuchaj. Mnie rzuciła i Maddie, i August. Pamiętasz August? Opowiadałem ci o niej kiedyś… Pokłóciliśmy się z miesiąc temu, eh - wyrzucił z siebie krótko. Eryczek na pewno kojarzył August Winters, w końcu była przyjaciółką Alexa od dzieciaka. A może nawet kiedyś się minęli? Nie pamiętał. No, nieważne. Przez moment nastała cisza, zakłócana jedynie cichym pluskiem fal uderzających o kadłub rowerka i nogi Alexa. Poprawił bandamkę na czole i podciągnął ją odrobinę wyżej, po czym sięgnął po okulary przeciwsłoneczne i wsunął je na nos. Hmm. Skoro już weszli na temat szczerych, męskich rozmów bez owijania w bawełnę… - Miałeś kiedyś przyjaciółkę, która się w tobie zakochała, a ty w niej chyba nie? - zapytał nagle, rzucając to pytanie niby od niechcenia, ale w jego głosie wyraźnie dało się wyczuć cień konsternacji.

Jakoś tak już sam nie wiedział, co powinien myśleć.

Eric
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

- Ciekawe, czy gdyby zaczął przeciekać, dostalibyśmy coś w ramach rekompensaty. Znaczy, najpierw musielibyśmy sami dopłynąć do brzegu, chyba że ktoś by nas zgarnął, aczkolwiek poza nami… raczej niewiele osób pływa rowerkami. - stwierdził, rozglądając się na lewo i prawo, by ocenić frekwencję osób, które wybrały to samo, co Eric i Alex. Stones ogólnie lubił takie wypady na rowerki (zarówno wodne, jak i lądowe), kajaki, a nawet statki dopływające do różnych miast. Podczas podróżowania statkiem, niejednokrotnie wyobrażał sobie siebie jako pirata i zastanawiało go, dokąd by dopłynął - należało przyznać, że inspiracji zaczerpnął od dość znanego filmu pt. Piraci z Karaibów (obejrzał wszystkie części), po którym zaciekawiło go m.in. jak smakuje rum, czy piraci istnieli w dzisiejszych czasach (nie drogowi ani internetowi, tylko właśnie tacy pływający statkami) oraz zazdrościł tym morskim podróżnikom poczucia, a jednocześnie bycia wolnymi, choć z drugiej strony, musieli jakoś walczyć o przetrwanie, nie mając stałego źródła dochodu. A jednak dobrze było mieć hajs.
- Bo trochę zjebałem. - trochę bardzo powinien powiedzieć, ale już mniejsza. Po chwili do uszu Alexa i Erica mógł dotrzeć dźwięk otwieranej paczki chipsów, bo po coś je przecież wzięli na tę rowerkową wycieczkę po jeziorze.
- Muszę się z Tobą zgodzić. Zaiste zacnie smakuje. - dodał od siebie, biorąc kilka łyków napoju. Musiał zwilżyć usta i gardło, bo przecież czekała go opowieść z życia wzięta, która mogła skończyć się bad endem.
- Bo go zostawiłem na ławce… i nie zablokowałem. Znaczy, pewnie wydawało mi się, że blokuje, ale w rzeczywistości tego nie zrobiłem. - wyjaśnił, przeczesując dłonią włosy.
- Nie wiem, czy wpadł na mnie przypadkiem, czy mnie śledził, i tak znamy się. Poznałem go, kiedy Shereen studiowała w Ottawie. Nie powiem, byśmy znaleźli wspólny język… ale przez wzgląd na Sher, starałem się go tolerować, choć było ciężko, bo wiesz… to boli, kiedy ktoś, kto Ci się podoba, jest z kimś innym… i to jego trzyma za rękę. To do niego się przytula, a Ty… nic nie możesz zrobić, więc tylko patrzysz albo odwracasz wzrok, szukając czegoś, na czym można by zawiesić oko. - wyjaśnił, zaciskając pięść, jednocześnie przypominając sobie podróże do Ottawy i ten charakterystyczny ból w klatce piersiowej za każdym razem, gdy Oliver kręcił się obok Winfield, mając prawo, by być blisko, skoro wtedy BYLI parą. Stones sięgnął po kilka cziperków, które popił piwkiem zero.
- Wiesz co… też się najpierw wkurwiłem, gdy własny brat postanowił mnie skuć, ale z drugiej strony, kto wie, czy ten wariat Oliver nie postanowiłby mi czegoś zrobić, bo po pierwsze, miałem scyzoryk, a po drugie, wyobraź sobie, że on jest nadal przekonany, że Shereen jest jego własnością. Nie potrafi po prostu… iść dalej. Dlatego moim zdaniem powinien trafić do jakiegoś zakładu albo psychiatryka. - powiedział, dalej czując ogromne wkurwienie, gdy opowiadał o Oliverze. Wkurwiał go swoim istnieniem oraz tym, że zamiast znaleźć sobie jakieś hobby, wolał stalkować innych. Eric miał ochotę wykonać dokładny research, by pogadać z osobami, które go znały (Olivera), aby sprawdzić, czy one także padły ofiarą stalkera i były śledzone praktycznie każdego dnia. Konkretniej, przydałaby się Ericowi informacja o byłych partnerkach, bo skoro Sher doznała zaszczytu bycia pod obserwacją, to może one także.
Kiedy rozmowa przeszła na temat tłuczonego szkła, Litwin pokręcił głową oraz wyciągnął palec wskazujący lewej dłoni przed siebie.
- Prawie cały. - poprawił przyjaciela, bo zielonooka okazała się na tyle łaskawa, że koniec końców NIE zbiła wszystkiego..
- Zostawiła tylko te z limitowanych edycji. - odparł, choć teraz nie miał zielonego pojęcia, kiedy je otworzy. Poza tym, trochę wietrzenie kuchni, by pozbyć się charakterystycznego, duszącego zapachu, trwało dość sporo czasu, bo rozbitych butelek nie było kilka.
Słysząc kolejne słowa Alexa, Eric uniósł kąciki ust.
- Dzięki ziomuś. Serio. - naprawdę doceniał tak miłe słowa, dlatego wyciągnął dłoń, by przybić z Hallem piąteczkę. Tak, każdy zasługiwał na prawdziwą, uskrzydlającą miłość. Każdemu bliskiemu, Stones życzył, by znaleźli sobie kogoś, z kim będą naprawdę szczęśliwi, tak jak on był z Shereen.
Usłyszawszy pytanie o latynoskie korzenie Winfield, Eric wykonał głośne Hmmm… i podrapał się po głowie.
- O latynoskich nic mi nie wiadomo… na pewno ma francuskie. - tak, tyle wiedział. W sumie chyba nigdy nie pytał, czy miała latynosów w rodzinie. Rodzinie, którą kilka razy widział, kiedy były organizowane imprezy urodzinowe. Chyba nie kojarzył nikogo, kto odróżniałby się karnacją, aczkolwiek mogło być inaczej.
Parsknął śmiechem, kiedy usłyszał o błogosławieństwie, a w międzyczasie stuknął puszką o puszkę Alexa.
- Jasne. Wszystko dobre, co się dobrze kończy, chociaż… w naszym przypadku to się dopiero zaczyna… całkowicie nowy rozdział. Nowa przygoda. Nowa… rzeczywistość, bo co innego kiedy idziesz na spotkanie z przyjaciółką, a co innego na randkę z dziewczyną. Na randce można sobie pozwolić na nieco więcej. - odparł, zabawnie poruszając brwiami, choć on myślał o np. smyraniu nogi, jeżeli siedziało się obok siebie, albo posyłaniu znaczących spojrzeń…
Zaraz jednak Stones poczuł się tak, jakby ktoś wylał na niego kubeł lodowatej wody. Aż musiał to przepić bezprocentowym piwkiem oraz znowu zjeść parę czipsów.
- Czekaj, co? Jak to Cię rzuciły? Przecież jesteś zajebisty! - podniósł głos i gdyby nie siedzieli w rowerku wodnym, pewnie by wstał, bo halo! Nie rozumiał tego, co Alex mu przed chwilą przekazał. Ostatecznie tylko kopnął mocniej pedał.
- Serio się pokłóciliście? Sądząc po tonie oraz Twoim wyrazie twarzy, nie ściemniasz… Chcesz się podzielić, o co dokładnie poszło? Jak nie, to po prostu zasuniemy kurtynę milczenia i wypijemy, by było lepiej. - powiedział, no bo nie zamierzał do niczego przyjaciela zmuszać ani wymuszać.
- Miałem kiedyś przyjaciółkę… w której sam się zakochałem, a ona we mnie nie. Osiemnaście lat czekałem, żeby dostrzegła we mnie kogoś więcej… - nawiązywał, rzecz jasna, do Shereen. On natomiast nie kojarzył, by to on był tym, który odrzucił uczucia przyjaciółki. Co najwyżej zdarzyło mu się odrzucić koleżankę poznaną na jednej z imprez, bo po prostu… nie była w jego typie, choć była sympatyczna.
Tak czy inaczej, spojrzał z uwagą na Alexa, będąc gotowym, by usłyszeć JEGO historię.

dura lex sed lex
ODPOWIEDZ

Wróć do „Port Union Waterfront Park”