ODPOWIEDZ
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Czuję się świetnie, dziękuję — zapewniła lekkim tonem. Wcale nie musiała udawać. Naprawdę wszystko było w porządku. Przestała przejmować się bolącym bokiem oraz widmem tego, że w każdej chwili mogą zginąć w wyjątkowo okrutny sposób. Zakładała, że wszystko pójdzie dokładnie tak, jak powinno, bo czemu niby nie? Dobrze, że nie poddawała się temu wszechobecnemu pesymizmowi, bo jakby cała czwórka snuła się po lesie w takich okropnych humorach, to na pewno spotkałaby je jakaś tragedia.
Vanberg mruknęła tylko cicho, zgadzając się ze Strauss dla świętego spokoju. Wyjaśnianie między sobą jakichkolwiek kwestii tej dwójce od dawna wychodziło wyjątkowo kiepsko. Wątpiła, że nagle miałoby się to odmienić. Obie najwyraźniej nie nadawały się do budowania tej relacji, a fakt, że z uporem maniaka próbowały tworzyć ją tak czy siak, był dla blondynki kompletnie niezrozumiały.
Zapominasz się przy mnie?odgryzła się od razu, wyraźnie tym rozbawiona. Najwyraźniej łapanie za słówka było tym, co łączyło Ślizgonki. Ich prywatne rozmowy muszą być wyjątkowo upierdliwe albo prowadzone wyjątkowo ostrożnie.

Stojąca przed kratą River nie mogła się doczekać, aż wreszcie będą mogły pójść omszałym tunelem w stronę nieznanego. Czy istniało coś bardziej ekscytującego niż zapuszczanie się w głąb ruin nieznanego pochodzenia? Cóż, pewnie tak. Na ten moment jednak to był dla niej absolutny numer jeden.
— Ha, to był tylko test! Zdałaś. Dobra z ciebie przyjaciółka. Oczywiście, że pójdziemy wszystkie razem. — River wyszczerzyła się zadowolona, jakby faktycznie ją na czymś złapała. Czy wcześniejsze pytanie faktycznie miało cokolwiek wspólnego ze sprawdzaniem serca Violki? Pewnie nie, ale nie potrafiła powstrzymać się od takiej uwagi. Nie musiała nawet zmyślać. Skoro Krukonka była gotowa pakować się na ślepo w nieznane, by ocalić Rue, to faktycznie musiała być wyjątkową osobą o wielkim sercu. Cross cieszyła się, że przeklęta miała w swoim gronie kogoś takiego.

Testy przyjaźni u drugiej pary ślizgońsko-krukońskiej nie szły tak dobrze. Atmosfera była ciężka i pozbawiona chęci do żartów. Vanberg sprawiała wrażenie bardziej spiętej, odkąd zostały tylko we dwie. Przynosiło jej to jakiś rodzaj dyskomfortu.
No tak. Mogłam się spodziewać, że sygnałów wysyłanych przez klątwę też nie jesteś w stanie odczytaćVanberg prychnęła niezadowolona. Współpracowanie z Prescott nie było proste. Powinna być bardziej użyteczna, skoro to o nią toczył się cały ten ambaras. Narażały życia za znaki zapytania? Kompletna głupota. Gdyby tak nie martwiła się o River nie zgodziłaby się na tę wyprawę za nic w świecie.

Znalazły się znów w jednym pomieszczeniu i wspólnie zaczęły zastanawiać się nad metodą przedostania się na drugą stronę kraty. River była gotowa ją zdemolować w najbardziej spektakularny sposób, jaki tylko przyszedłby jej do głowy, ale Krukonki szybko ostudziły jej zapał. No trudno. Zgodziła się na ich plan, bo przecież cel uświęca środki. Chciała ruszyć żwawym krokiem przed siebie, gdy tylko znalazła się po drugiej stronie, ale poczekała grzecznie na wszystkich. Dopiero kiedy krata opadła z powrotem na ziemię, skierowała się przed siebie, oświetlając sobie drogę różdżką. Ścieżka prowadziła kawałek w dół po chropowatej, kamienistej powierzchni. Przynajmniej nie powinny się tutaj poprzewracać. Nie miała pojęcia, jak głęboko zeszły, choć w pewnym momencie zrobiło się dość stromo. Dotarły wreszcie do rozszerzenia, które płynnie przeszło w ściany sporej rozmiarów sali. Znajdowały się na nich czarne, kamienne płyty bez żadnych opisów, a na samym środku zauważyły sporych rozmiarów drewniany właz. Czyżby musiały zejść jeszcze niżej?
— Dobra, to co, znowu unosimy zamiast demolować? — zapytała, obracając się w stronę swoich towarzyszek. Nie miały niestety zbyt dużo na decyzję. Za plecami Cross rozległ się wielki huk, kiedy kilka kamiennych płyt opadło na podłogę, odsłaniając wgłębienia, a raczej znajdujące się w nich szkielety. Szczęk kości poniósł się po pomieszczeniu echem, kiedy kościotrupy zaczęły niezgrabnie wychodzić ze swoich jam, kierując się prosto w stronę uczennic.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez cały czas Prescott rozważała w głowie, czym mógł być eliksir, który wypiła Ślizgonka. Myśli z eliksiru Gregory'ego powoli przesuwały się ku eliksirowi euforii, ale pewnie musiałaby jeszcze przez jakiś czas ją poobserwować, aby dokonać odpowiedniego rozpoznania. W każdym razie: nie przypuszczała, aby było to coś naprawdę przydatnego. Chyba, że dziewczyna chciała umrzeć szczęśliwa.
Tak po prawdzie, to Viol nie miała pojęcia, co właściwie było potrzebne do tego, aby te dwie w końcu się ogarnęły. Najwyraźniej Ruelle potrzebowała jakiegoś silnego impulsu, który uświadomiłby jej, co właściwie mogła czuć do niej Cross, a potem pewnie jeszcze silniejszego, aby zdać sobie sprawę czy czuła do niej coś choćby podobnego. No, ale pewnie wtrącając się w to wszystko narobiłyby z Vanberg jeszcze więcej szkód.
- Dopiero mogę się naprawdę zapomnieć jeśli chcesz - rzuciła, parskając śmiechem.
Ta jedna uwaga wypowiedziana przez blondynkę wystarczyła do tego, aby Strauss poczuła się nieco pewniej. Naprawdę powinna ją zaprosić na piwo, jeśli tylko uda im się przeżyć ten wypad. Na pewno był to wprost doskonały pomysł.
Niewątpliwie stan, w którym znajdowała się River wzbudzał pewne zaniepokojenie u obu Krukonek. Całe szczęście, że nie pchała się sama w różne podejrzane tunele, a była skłonna zaczekać za swoimi przyjaciółkami. To był już jakiś plus. Może nawet coś na kształt instynktu samozachowawczego? Trudno powiedzieć, ale pewnie o nim nie mogło być mowy.
Na pewno istniało milion lepszych testów przyjaźni niż wspólne wycieczki do Zakazanego Lasu w poszukiwaniu zaginionych magicznych artefaktów w nadziei na ściągnięcie zabójczej klątwy z jednej z osób. Powinny zamiast tego wypełnić jakiś psychotest w Psidwaczku, ale zamiast tego brnęły w takie szaleństwa. Tylko pogratulować pomyślunku.
Nie było jednak wątpliwości, co do tego, że Raven i Ruelle oblałyby wszelkie quizy. Miłości ani przyjaźni wyraźnie między nimi nie było i nie zapowiadało się na to, aby ten stan rzeczy miał wkrótce ulec zmianie. Chyba, że wydarzy się jakiś cud. Może spowodowany jakaś starożytną magią?
- Wybacz. Chcesz się zamienić? Jestem pewna, że tobie poszłoby lepiej - zapytała, przeszywając jeszcze Vanberg nieprzyjemnym spojrzeniem.
Byłaby w stanie bez problemu przekazać blondynce swoją klątwę, jeśli tylko twierdziła, że sama byłaby w stanie nią lepiej nawigować. Mogłaby się wykazać. Zresztą, ponuraki zwiastowały im obu rychłą śmierć, więc może przynajmniej w ten sposób dałaby dziewczynie nieco lepszą świadomość tego w jaki sposób ma się zakończyć jej żywot.
Mogły pewnie bez problemu wyrwać lub wysadzić kratę, ale żadna z Krukonek nie chciała jeszcze bardziej uszkodzić resztki budynku. W dodatku taki hałas mógłby zaalarmować coś, co mogłoby się kryć w pobliżu lub uruchomić jakiś alarm. Zapewne uniesienie żelastwa również mogło mieć taki skutek, ale z pewnością było dużo bardziej subtelne i niosło na pierwszy rzut oka nieco mniejsze ryzyko.
Wędrówka był stroma i ciągnęła się dosyć długo. Korytarz był ciemny i wilgotny, a przez pęknięcia w kamieniach, którymi był wyłożony przebijały korzenie rosnących w okolicy roślin. Część nich nawet wiła się w nieprzyjemny sposób i starała się sięgnąć do wędrujących pod ziemią uczennic.
W końcu jednak dotarły do czegoś na kształt otwartego pomieszczenia. Rozmieszczone na ścianach płyty raczej nie robiły zbyt dobrego wrażenia. Raczej były niczym zapowiedź nadciągającego niebezpieczeństwa. Zapewne dlatego dla wychowanek Ravenclawu nie było wielkim zaskoczeniem to, że nagle kamienie przesunęły się i opadły na podłogę. Ruelle niemal od razu uniosła różdżkę, aby cisnąć jedną z płyt w szkielet, który akurat zamierzał zaatakować Cross. Pod wpływem uderzenia kościotrup rozpadł się na kawałki i uległ deanimacji. Najgorsze jednak było to, że walcząc pod ziemią musiały ostrożnie dobierać zaklęcia, aby przypadkiem nie uszkodzić otoczenia i nie zakopać się żywcem w gruzie.
- Chyba nie obędzie się bez drobnej demolki - zauważyła jeszcze Violetta, zamrażając kamień pod stopami kilku nieumarłych, aby wpadły w poślizg.
Cokolwiek drzemało w tych ruinach: już to obudziły. Przynajmniej częściowo.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”