Dostał podejrzany telefon od matki, która prosiła, żeby spróbował urwać się wcześniej z pracy, bo będą mieli ważnych gości. Wiedział, że to oznaczało wiele pracy, którą kobieta i jego siostry muszą włożyć w przygotowanie domu, czyli zrobienie generalnych porządków
na szybko oraz przygotowanie potraw na specjalne okazje. Ich rodzina słynęła z gościnności i wszystko zawsze musiało być idealne.
Nie chciał jej rozczarować, więc stanął na rzęsach, żeby wyjść jak najwcześniej i jeszcze zdążyć do sklepu, aby kupić trochę przekąsek i napoi. Nie miał pojęcia, że niedługo stanie się głównym gwoździem programu we własnym domu. Wjechał do garażu, wypakował zakupy i wszedł wewnętrznymi drzwiami na górę. Najpierw spotkał siostrę, którą z głupkowatym uśmiechem wzięła do niego zgrzewkę napojów i uciekła do kuchni.
—
Leila, czekaj — zawołał za nią, marszcząc brwi trochę zdziwiony. Zazwyczaj dziewczyna witała się jak człowiek i trochę go to zaciekawiło. Potem przyszła matka, z którą Amin przywitał się pozdrowieniem i ucałował ją w policzek. Kobieta wzięła od niego torbę i poczekała aż zdejmie buty i pójdzie z nią w ślad za Leilą.
— Nie chciałam mówić przez telefon, ale teraz wolę cię uprzedzić. Ojciec zaprosił rodzinę Hakim, która zostanie w mieście aż do twojego ślubu z Ranyą — powiedziała, ostatnie kilka słów wypowiadając jakby ciszej i zerkając kątem oka na Amina niepewnie. Mężczyzna zmarszczył brwi, a potem zatrzymał się przy kuchennym blacie, z palcami na drugim guziku koszuli, którą planował zdjąć w drodze do łazienki i wrzucić do kosza na pranie. Spojrzał na matkę wnikliwie i przeciągnął chwilę ciszy, przez chwilę mając nadzieję, że ta przyzna się do żartu. Kiedy nic takiego się nie stało, nabrał powoli powietrza w płuca, zerknął szybko w stronę salonu, dopiero teraz słysząc głosy rozmawiających tam osób.
—
Dzisiaj podjęli decyzję? — zapytał w końcu spokojnie, wracając wzrokiem do kobiety. Kiwnęła głową, dodając jeszcze, że rozmowy trwają od kilku tygodni, ale to dzisiaj ostatecznie się na to umówili, podczas spotkania
na żywo. Skinął lekko głową na znak, że rozumie. Musiał wiedzieć jeszcze jedną rzecz.
—
Ile mam czasu? — zapytał trochę ciszej, a matka po chwili odłożyła torbę, ale nie wzięła się za rozpakowywanie zakupów. Nigdy nie była za aranżowanymi małżeństwami i chociaż tego nie kryła, to nie sprzeciwiała się decyzjom ojca Amina, szczególnie że akurat ta kwestia wyjątkowo mocno leżała mu na sercu. Nie chodziło o sam fakt wydania dzieci, a o zagrania wizerunkowe i polityczne, dzięki którym umacniał pozycję całej rodziny. Znał Ranę, chociaż głównie z opowieści i zdjęć. Kobieta była starsza od niego o rok, owdowiała przed dwoma laty, bezdzietna, pochodząca z jednej z największych i najpotężniejszych irackich rodów. Z tego co kojarzył była wykształcona i spokojna i chociaż nie można było powiedzieć, że była brzydka, to tak czy siak nie mogła być przecież w typie Amina. Matka chyba to podejrzewała, tym bardziej trudno było jej o tym mówić.
Trzy miesiące.
Taki był wyrok.
Późnym wieczorem, kiedy już udało mu się wyrwać z domu, siedział w aucie przed budynkiem, w którym mieszkał Nix i zastanawiał się jak mu o tym powiedzieć. Czy był w ogóle dobry sposób, aby powiedzieć o czymś takim miłości swojego życia? Przyłożył dłoń do swoich ust i przetarł je, starając się trzymać nerwy na wodzy. Kilka chwil później był już u niego w mieszkaniu i nawet nie pamiętał drogi, jaką przebył, żeby się tam znaleźć. Musiał wyglądać na naprawdę zmartwionego, na pewno pobladł, bo zauważył, że Nix zaczął się o niego martwić i zadawać pytania.
—
Nie, nie było wypadku. W pracy też ok — powiedział mechanicznie, głosem wypranym z emocji. Nie był pewien czy Phoenix w ogóle go słucha. Zadbał o zdjęcie butów, po czym przepłukał kubek, który był w zlewie i odłożył go na suszarkę, nawet nie przykładając uwagi, że w ogóle to robił. Wiedział, że musi powiedzieć o wszystkim, ale z jakiegoś powodu podświadomie odkładał ten moment. W końcu Nix go ponaglił, a on powoli ujął jego dłoń i zaprowadził go do salonu, gdzie usiedli na kanapie.
—
Przepraszam, że ostatnio przekonywałem cię do tego, że znowu zignoruję plany ojca i wtedy ten odpuści. Wszystko poszło nie tak — powiedział w końcu, pod koniec trochę się plącząc, bo właściwie nie miał żadnego planu. Trzymał go cały czas za rękę, chociaż chyba bardziej żeby dodać sobie odwagi, niż wesprzeć jego, sam nie wiedział. —
Ustalili termin na za trzy miesiące. Byłem wtedy w pracy, a jak wróciłem, to oni już tam byli. Ranya i jej rodzice, matka zdążyła mnie tylko szybko uprzedzić.
phoenix moonstone