ODPOWIEDZ
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

outfit

Pora wrócić do gry.
Koniec użalania się nad sobą.
Koniec z wrzucaniem wszystkich facetów do jednego worka.
Trzeba wziąć się w garść i zacząć korzystać z życia. Korzystać z okresu jako singielka. Nawet jeśli miałaby nią zostać już do końca życia, to niech się chociaż dobrze bawi, dzięki braku jakichkolwiek zobowiązań. Dlatego postanowiła wprowadzić parę urozmaiceń zarówno w życiu osobistym jak i zawodowym.
Już od dłuższego czasu czuła, że stoi w miejscu, a poczucie stagnacji jedynie działało na nią demotywująco. Jak miała pomagać innym, skoro sama czuła, że wpada w ten depresyjny dołek? Oczywiście problemy ze sobą miała już od dobrych kilku lat, ale dopiero teraz czuła, że zaczyna sięgać dna. Należało więc się od niego odbić. Brakowało jej samorozwoju, więc zdecydowała się na napisanie pracy naukowej, co zmusiło ją do rozpoczęcia kilku badań. Z kolei w życiu prywatnym zainstalowała ponownie aplikację randkową starając się przy tym nie być aż tak wybredną tym razem. Chociaż czy faktycznie miała aż tak duże wymagania? Nie sądziła, żeby tak było, ale może najwyraźniej trzeba było spróbować innej taktyki.
Pierwszy kryzys przyszedł wtedy, kiedy okazało się, że byli żołnierzy wcale nie są tacy chętni do rozmowy o swoim PTSD. Męska duma brała górę i ciężko jej było znaleźć odpowiednich kandydatów do badania, co zaczynało ją frustrować i studzić początkowy entuzjazm. Drugi kryzys nastąpił podczas pierwszej randki po przerwie, kiedy facet po dziesięciu minutach rozmowy o komunikacji miejskiej i zamówieniu raptem przystawek, rzucił klasycznym pytaniem u mnie czy u Ciebie. To nie wróżyło niczemu dobremu.
Jednak nie poddawała się. Umówiła się z dawnym kolegą po fachu w kwestii pomocy nad pracą i zdecydowała się na kolejną randkę z kolejnym mężczyzną. Siedziała z nim godzinę i pluła sobie w brodę, że nie wyszła wcześniej. Nie. Żałowała, że w ogóle się tutaj pofatygowała. Już dawno przestała się łudzić, że są jeszcze mężczyźni, którzy przynoszą chociaż jednego kwiatka na randkę i otwierają drzwi kobietom bądź chociażby w nich przepuszczają. Ba, nawet przestawała już zwracać uwagę na wygląd. Jedyne czego wymagała to umiejętności rozmowy i słuchania. Jej towarzysz oczywiście miał z tym problem, nie mogąc nawet zapamiętać jej imienia i non stop je mylił, chociaż mu zwracała uwagę. Po piątym razie przestała. Kiedy jednak zdała sobie sprawę, że nie zadał jej żadnego pytania, a jedynie zasypywał ją opowieściami o swoim (jakże nudnym) życiu, uznała że musi uciekać. Wciąż miała w sobie jakieś pokłady szacunku, więc na razie zamierzała się ulotnić na chwilę, by opracować odpowiednią wymówkę.
- Przepraszam, muszę skorzystać z toalety- rzuciła z lekkim, nieszczerym uśmiechem i szybko ruszyła w kierunku toalet. Niestety tuż przy przejściu do wnęki z drzwiami prowadzącymi do toalet, stało dwóch mężczyzn sprzeczających się głośno. Przewróciła oczami z zażenowania, bo naprawdę miała już dość męskiego ego. - Panowie, dajcie spokój. Walkę testosteronów możecie urządzać na zewnątrz i nie przeszkadzać innym- powiedziała wyraźnie poirytowana i odważnie wchodząc pomiędzy nimi. Lecz zanim ich minęła, poczuła nagle mocne uderzenie w głowę. - Kurwa!- krzyknęła tym razem wkurwiona łapiąc się za głowę i instynktownie uchylając się przed ewentualnym kolejnym uderzeniem. Czy ten wieczór mógł być jeszcze gorszy?


Lysander
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

To było tragiczny dzień. Ponownie nie udało mu się przespać całej nocy, a koszmary, które tak usilnie go nawiedzały, nie chciały go opuścić ani na chwilę. Czuł się tak, jakby jego umysł zaczął należeć do kogoś zupełnie innego, chociaż serce wiedziało, że każde wspomnienie było jego. Wybuch, krzyki, paniczne uciekanie. Jak miał się tego pozbyć, skoro nic nie pomagało? Ani wizyta u terapeuty, ani tabletki nasenne, które dostał. Było tylko coraz gorzej.
Szukał ucieczki w alkoholu. Potrzebował chociaż chwili wytchnienia, bo jeszcze trochę a całkiem zwariuje. Procenty pozwalały się znieczulić, a zmieszane z lekami przeciwbólowymi dawały konkretną fazę, podczas której widział wszystko w znacznie jaśniejszych barwach. Mógł nawet pożartować ze swoich przyjaciół, których nadal nosił w swojej pamięci i sercu. Na trzeźwo odczuwał jedynie pustkę i żal po ich stracie.
Nic dziwnego, że łaknął stanu otępienia. Pójść do baru, zeszmacić się, by następnego dnia wstać do pracy i naprawić kilka samochodów. Brzmiało jak plan, dzięki któremu udawało mu się prześlizgnąć przez kolejne dni.
Dzisiaj nie było inaczej. Jedyne, co uległo zmianie to miejsce. Pojawianie się codziennie w konkretnym pubie było mu nie na rękę - nie chciał, żeby ludzie mieszali się w jego sprawy, a odpowiadanie na pytania typu Czy wszystko w porządku? Dobrze się czujesz? jakoś go nie rajcowało. Nie pomagało mu to przesadnie sztuczne zainteresowanie, kiedy ludzi tak naprawdę nie interesowało co się dzieje. Zresztą, czy ktokolwiek z nich by zrozumiał? nie było ich tak, nie widzieli tych wszystkich rzeczy, które widział Lysander.
Nic nie zapowiadało katastrofy. Siedział przy barze sącząc kolejne piwo, które uderzyło mu do głowy, kiedy nagle zachciało mu się do ubikacji. Ach ten alkohol. Szedł w stronę ubikacji, kiedy jakiś człowiek na niego wpadł. Zlałby to, nie potrzebował teraz bójki, niemniej ów człowiek postanowił wszcząć awanturę równie pijany jak sam Westhall. Od słowa do słowa i się zaczęło.
-Co cieniasie, chcesz się bić? jeśli nie chcesz dostać wpierdolu, ładnie przeproś - dało się słyszeć z ust tamtego. Wspaniale, czyli jedziemy w ostrą prowokację.
-Patrząc na swoją posturę, ten wpierdol będzie raczej pieszczotą - Lysander przeczesał stanowczo za długie włosy dłonią, mierząc gogusia mało przyjemnym spojrzeniem.
-Zaraz ci pokażę, pedale! - warknął tamten.
A wystarczyło przemilczeć, odwrócić się, zostawić. Nie. Lysander nie potrafił czując, jak ogarnia go złość na niesprawiedliwość świata. Nie zasłużył na takie traktowanie. Do kurwy nędzy! On bronił tych niewdzięczników na froncie!
Niespodziewanie obok nich wyrosła jakaś kobieta. Wyglądała znajomo, ale Lys nie miał czasu się nad tym zastanawiać, a tym bardziej jej przyglądać. Nie rozumiał po co tu przyszła, jaki w ogóle miała cel, żeby się pakować pomiędzy nimi, zwłaszcza gdy nad sobą nie panowali, ale ostatecznie cios, który mechanik wyprowadził zamiast trafić w gębę drugiego mężczyzny, trafił ową niewiastę. To z jakiegoś powodu jeszcze bardziej rozzłościło Lysandera, który tym razem celnie ulokował swoją pięść na nosie swojego przeciwnika.
-Odejdź stąd! - skierował swoje słowa do kobiety, patrząc na nią chłodno. Nie miał w zwyczaju bić płci przeciwnej, ale nie ręczył za siebie, jeśli w tej szamotaninie testosteronu kobieta nadal będzie chciała zgrywać macho.

Mara Lakefield
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mara stroniła od bijatyk i szukania zaczepek. Może była to kwestia płci, bo przecież nie od dziś wiadomo, że faceci byli wobec siebie do boku szczerzy i brutalni, a spory rozwiązywali siłowo. Kobiety z kolei spiskowały, nastawiały przeciwko sobie inne i udawały zainteresowanie pod płaszczykiem wbicia szpili przy pierwszej możliwej okazji. Rudowłosa unikała walk oraz sztucznych relacji damskich, ale z natury ciągnęło ją czasami do kłopotów. Na pozór ułożona studentka mająca za chłopaka kolegę z roku, wieczorami spędzała czas ze swoim profesorem jakby to była całkowicie normalna przyjaźń. A na dodatek po latach sypiając z nim tuż po tym, gdy zerwał zaręczyny z jej siostrą. Popełniała błędy, a jej granice przyzwoitości się nie raz zacierały.
Może też dlatego zamiast się wycofać , odejść i w ogóle uciec jak najdalej z restauracji i randki, to uznała, że świetnym pomysłem jest krytyka sprzeczających się mężczyzn i wparowanie między nimi. Nie przeanalizowała możliwych konsekwencji, jakie może nieść za sobą jej ruch. Po prostu ruszyła przed siebie, chcąc jak najszybciej skorzystać z toalety i się uwolnić od fatalnej randki. Pech chciał, że pojawiła się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie.
Poczuła pulsujących ból na skroni głowy, a w tle zamiast słów Przepraszam, to jeszcze jej drapieżca ją wyganiał. Tak jakby sama się o wszystko prosiła! - Pojebało was totalnie!- krzyknęła szybko robiąc kolejne kroki do przodu. - To wy stoicie w przejściu do toalet! Idźcie na zewnątrz porównywać, który z was ma mniejszego- burknęła i odwróciła się na pięcie znikając za drzwiami damskiej ubikacji. Stanęła przed lustrem i spojrzała w odbicie. Włosy wciąż miał upięte w kucyku, który był z rodzaju tych tak zwanych artystycznym nieładzie. Umalowała się starannie, wybrała odpowiedni strój na randkę, aby nie wyglądać ani na wyuzdaną ani na cnotliwą. I na co to jej było? Skoro teraz stała w łazience, do której uciekała przed facetem, który się okazał totalnym niewypałem. A po drodze jeszcze trafiła na większego idiotę, który zostawił jej ślad na skroni. Miejsce uderzenia było czerwone i na pewno pozostanie widoczne przez co najmniej kolejny tydzień. Czy wszechświat nie pokazywał jej już zbyt dosadnie, że faceci nie są dla niej? Że nie ma na tej planecie mężczyzny, który traktowałby ją z należytym szacunkiem? Czy wymagała tak dużo? Zwykłego zainteresowania jej osobą. Zwykłych przeprosin w momencie popełnienia błędu. Najwidoczniej nie było jej dane tego doświadczyć.
Wzięła głęboki wdech i pokręciła z rezygnacją głową. Nie pozostawało jej nic innego jak zmierzyć się z tym losem i płcią przeciwną, której przedstawiciele się nie nadawali do nazywania jej chociażby dojrzałymi. Umyła ręce i zwinęła ręcznik papierowy , a następnie go zmoczyła i wycisnęła, formując z niego kulę. Przyłożyła do skroni, ale po chwili zdała sobie sprawę, że to na nic. Wyrzuciła więc go do kosza i wyszła z toalety, licząc na to, że tamtych dwóch idiotów już poszło, a ona na spokojnie będzie mogła tamtędy przejść i się zawinąć do domu.

Lysander Westhall
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ani trochę nie poczuwał się do winy. Gdyby nie został zaatakowany nie doszłoby do żadnego rękoczyny i zarówno on, jego przeciwnik, jak i kobieta, która niefortunnie znalazła się przy nich, nieodpowiedzialnie próbując ich rozgonić, spędziliby ten wieczór w spokoju, rozkoszując się upragnioną wolnością i alkoholem, którego najwidoczniej potrzebowali. Zamiast tego, po raz kolejny, Lysander został wmieszany w jakąś burdę, której nie potrzebował. Każdy normalny uznałby, że mimo wszystko nie był taki zupełnie święty, bo wcale nie musiał oddawać ciosu, ale jak miałby później spojrzeć na siebie w lustrze, gdyby bezkarnie pozwalał innym klepać się po pysku? Gdzie byłby jego honor, który nakazywał bronić i siebie i innych? Mężczyzna, który postanowił mu pyskować poruszył w nim rzeczy, które powinny być uśpione. Stanowiły bowiem podłoże do autodestrukcji, do której dążył Westhall, nie radząc sobie z rzeczywistością, w której przyszło mu teraz żyć.
Uderzenie kobiety było, lekko mówiąc, skutkiem ubocznym, którego nie przewidział. W takich miejscach zazwyczaj ludzie się nie wtrącali, pozwalając samcom załatwić swoje sprawy, reagując dopiero, kiedy zaczynało robić się poważnie. Tu jednak znalazła się dusza, w której obudziła się potrzeba niesienia pokoju i być może miłości. Nie ma to jak dzisiejsi dobrzy samarytanie.
Jej głos na chwilę go oprzytomniał, a wypity wcześniej alkohol przestał mieć kontrolę nad umysłem. Zerknął na nią, zdając sobie ostatecznie sprawę z jej obecności. Nie podobał mu się jednak ton, z jakim się do nich zwracała, bo czy nie była sama sobie winna? Gdyby się nie nadstawiała, to by nie oberwała.
Człowieku, co z tobą? powiedział do niego głos w głowie. Bicie kobiet to już wyższa szkoła jazdy, zapanuj nad sobą.
Przeniósł wzrok na swojego przeciwnika, odpychając go od siebie, mając nadzieję, że zrozumiem, że ta walka dobiegła końca, prowadząc do nikąd. Pijany mężczyzna jeszcze przez chwilę próbował koło niego skakać, zaraz rezygnując, przywołany przez swoich kumpli, którzy przypomnieli sobie o istnieniu kolejnego członka ekipy, a całe starcie wydawało się być teraz jedynie wspomnieniem. nie dla niego, bo on czuł się w obowiązku, żeby mimo wszystko przeprosić kobietę, którą niemal znokautował.
-Żyjesz? - rzucił do niej jak na kulturalnego samca przystało, kiedy wyszła z toalety. Widział zaczerwienienie na jej głowie rad, że przynajmniej krew z niego nie leciała. Niemniej wyglądała jak ofiara przemocy domowej. - Przepraszam za tamto, nie powinnaś oberwać. Chociaż następnym razem jednak nie pchaj się pomiędzy dwóch wstawionych kolesi - rzucił. Przeprosiny pełną parą.
Dopiero teraz faktycznie jej się przyjrzał, lustrując uważnie twarz. Serio była tak znajoma, chociaż wersja, która utkwiła mu w pamięci była znacznie młodsza. Oboje się zmienili.
-Proszę, proszę. Mara - nie taka ciasna szpara, dodał w głowie - Lakefield - rzucił, rozpoznając dziewczynę, z którą w szkole stosunki miał raczej napięte.

Mara Lakefield
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Najwidoczniej zarówno Lysander jak i Mara byli w gorącej wodzie kąpani, nie potrafiąc tak odpuścić i odejść. Rudowłosa nie miała potrzeby ich rozdzielania, po prostu chciała skorzystać z toalety. Przynajmniej tak sobie wmawiała w głowie, bo przecież wcale nie szła tam za potrzebą fizjologiczną. Chciała się schować przed nieudaną randką, trochę ochłonąć i następnie uciec, więc widząc zablokowaną drogę, mogła odpuścić. Mogła odejść albo zgłosić pracownikowi z obsługi o całym zajściu, aby to on rozdzielił intruzów. Wybrała jednak najgorszą z możliwych opcji - wepchnęła się między nimi.
Najprawdopodobniej gdzieś wewnątrz brała pod uwagę ryzyko dostania w głowę, ale nie sądziła, że nie usłyszy nawet zwykłego przepraszam. Zrzucenie na nią winy i jeszcze jej poganianie, tylko ją utwierdziło w przekonaniu, że faceci są idiotami. I to do sześcianu.
Wychodząc z łazienki, zanim dostrzegł odblokowane przejście, przed jej twarzą wyrosło ciało jakiegoś mężczyzny. Odruchowo stanęła i spojrzała w górę, aby się zorientować z kim rozmawia. - Na Twoje nieszczęście żyję- rzuciła wyraźnie wkurwiona zakładając ręce na ramiona i przyglądając się mężczyźnie. Wyglądał dziwnie znajomo. Tak jakby gdzieś widziała już te oczy, nos i usta, ale reszta rysów twarzy niezbyt się zgadzała. Zamiast jednak skupić się na jego wyglądzie, to zwróciła uwagę na to co mówi. - Słucham? Masz czelność wciąż twierdzić, że to moja wina?!- podniosła głos wskazując dłonią na samą siebie i aż rozchyliła usta będąc w szoku jak próbował to rozegrać. Co za bezczelny typ! Żadnego przepraszam, wybacz ani pocałuj mnie w dupę. Facet był odważny dolewając oliwy do ognia, ale brakowało mu jaj, aby ją normalnie przeprosić. W takim razie nie był odważny, a głupi.
I kolejne jego słowa ją w tym utwierdziły, bo kiedy wypowiedział jej imię i nazwisko, zdała sobie sprawę, dlaczego wydawał jej się znajomy. - Oh Lys… - mruknęła wyraźnie skonsternowaną obrotem sytuacji. Nie miała z nim żadnych miłych wspomnień, a to dzisiejsze na pewno znajdzie się teraz w zestawieniu Top 3. -No tak, jaki inny idiota kłóciłby się z jakimś facetem w kolejce do kibla, uderzył kobietę i jeszcze zrzucił na nią winę, zamiast zachować się jak facet i przyznać się do błędu?- rzuciła retorycznie ponownie krzyżując ręce na ramionach i przechyliła głowę nieco w bok, przyglądając mu się uważnie spod przymrużonych powiek, oceniając go teraz bezczelnie. - Westhall we własne osobie. Wciąż tak samo głupi i bezczelny- skomentowała obrzucając go spojrzeniem, z którym się nie kryła. Ostatnim razem, gdy go widziała był znacznie chudszy, a na twarzy wciąż widoczny młodzieńczy trądzik. Teraz musiała przed samą sobą przyznać, że wyglądał męsko z tymi wyraźnie zarysowanymi mięśniami i dłuższymi włosami. Zaostrzone rysy twarzy dodawały mu charakterku, który jak widać - był z natury po prostu chamski.


Lysander
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Czuł się źle z tym, że jej przywalił. nie był pewien czy kiedykolwiek wcześniej podobna sytuacja miała miejsca, a już z pewnością, czy miało to miejsce z takim impetem, z jakim jego pięść wylądowała na głowie rudowłosej kobiety, znikającej chwilę później w toalecie. Mógł przekonywać sam siebie w nieskończoność, że winę ponosiła tylko ona, ale prawdą było, że uciekanie od takich problemów nie leżało w jego naturze. Umiał się zmierzyć z konsekwencjami wszystkiego, tylko nie rzeczy, które miały miejsce na froncie. To ciągnęło się za nim niczym cień, bez słowa; ot, w najmniej odpowiednim momencie przypominając mu, że nie zniknęło.
Poczekanie na nieznajomą, jak wtedy sądził, kobietę by ją przeprosić, wydawało mu się jak najbardziej na miejscu. Nawet jedno proste słowo, które powinno opuścić jego usta już tych kilkanaście minut wcześniej, mogło zdziałać cuda, plus Lysander zadbałby o swoje sumienie, które już teraz miało wiele do udźwignięcia. Dokładanie mu kolejnej było zwyczajnie w świecie nie w porządku.
Przepraszanie nie było rzeczą łatwą, ludzie w naturalny sposób uciekali od tego słowa oraz odpowiedzialności, z którą się wiązało. Ostatecznie to właśnie ono było potwierdzeniem, że zrobiło się coś źle, namacalnie przypieczętowując rzeczywistość. Westhall nie był tu wyjątkiem, ale miał dostatecznie honoru, żeby nie potraktować tego jak losowego zdarzenia, machnąć dłonią i odejść, co mógł uczynić w momencie, kiedy kobieta zniknęła w łazience. Pozostałości ze szkolenia wojskowego jednak dawały o sobie znać.
-Nieszczęście? Źle dobrane słowa, nie zależało mi na twojej śmierci - odpowiedział, brwi marszcząc. Rozumiał, że zjebał, ale żeby tak się wkurzać o coś, co poniekąd było winą ich obojga? Kolejna niesprawiedliwość, z którą musiał się dzisiaj mierzyć. Czy ludzie naprawdę uznali, że to właśnie teraz będą badali granice jego psychicznej wytrzymałości? - Połowa z pewnością, już nie staraj się przerzucić tego na mnie. Przeprosiłem, tak? To znaczy, że mi przykro. Ale nie będę odpowiadał w całości za nieporozumienia - rzucił czując, że ponownie powoli zaczyna się w nim gotować. Przechylił lekko głową ruszając szyją, póki coś w niej nie strzyknęło. Miłe uczucie. Nie spuszczał przy tym wzroku z rozmówczyni jakby obawiając się, że zaraz się na niego rzuci. Zawsze trzeba było być czujnym.
I chociaż chciał się z nią dogadać, tak ostatecznie chuj bombki strzelił w momencie, gdy dotarło do niego z kim rozmawia. No teraz nie dziwił się, że atakowała go po każdym jego słowie. Mara była taka niemal od zawsze, starając się przekonać wszystkich do swoich racji (nawet, jeśli faktycznie je miała).
Prześlizgnął się ponownie po ciele kobiety, która przez tych kilkanaście lat nabrała odpowiednich kształtów, teraz z pewnością jednym pochyleniem się mogąc zdobyć najwyższe oceny.
-Jaka inna kretynka wpieprzyłaby się widząc, że bije się ze sobą dwóch kolesi, którzy do trzeźwych nie należą. I która później pieprzyłaby za uchem, że jest taka niewinna - skomentował. Ostatnim razem kiedy miał z nią do czynienia, śmiał się z kolegami, że te wszystkie pozytywne oceny były za rozłożenia nóg. - Nie wiem, jak dobrze umiesz angielski, ale ze szkoły pamiętam, że raczej słabo, ale przeprosiłem. Do nóg ci nie padnę, pomiędzy też nie, chociaż dawniej udawało ci się w ten sposób osiągnąć swoje - wzruszył ramionami. Chciała z nim grać, proszę bardzo, ale dostanie powtórkę z czasów dawniejszych, kiedy to on potrafił zniszczyć ją bardziej, niż ona jego.

Mara Lakefield
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mimmo's Place”