ODPOWIEDZ
35 y/o
For good luck!
189 cm
strażak Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
Success is not the ultimate goal, and failure is not the end of the world. What matters most is the courage to keep going.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Każdy mu powtarzał, że praca strażaka będzie bardzo ciężka, ale z pełną świadomością podjął się tego i nie żałuje ani jednej najmniejszej chwili poświęconej na przygotowywanie się do pełnienia służby. Musiał sporo trenować, aby zdać wszystkie testy wytrzymałościowe, jednak to nie było wszystko – swego czasu obawiał się testów psychologicznych, nigdy nie wiadomo co się może wydarzyć, na szczęście zdał wszystko śpiewająco. Pathsa jest upartym człowiekiem i kiedy coś sobie postanowi to nie ma zmiłuj, jednak mierzył siły na zamiaru, nie chciał nic robić na siłę i wbrew sobie. Bycie strażakiem było jego marzeniem odkąd pamiętał, nic się nie zmieniło z czasem, kiedy dorastał. Wiele razy słyszał:
Na pewno ci się odmieni, kiedy dorośniesz.
Bycie strażakiem jest trudne i nie dasz rady.
Po co ci taka praca, lepiej gdzieś w biurze.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że to byli jego bliscy, który powinni go wspierać. Jego rodzice natomiast stanęli na wysokości zdania i wpierali syna na każdym kroku dążenia do wymarzonego zawodu i będzie im za to wdzięczny. Tylko z ich zdaniem się liczył i oczywiście swojego rodzeństwa, dalsza rodzina może sobie gadać to co im się żywnie podoba.
Phatsa oddaje całego siebie w tej pracy, ale co za tym idzie jego życie prywatne jest zerowe. Nie jest jeszcze starym kawalerem, jak to czasem są nazywani panowie od trzydziestego roku życia wzwyż, co dla niego jest totalnym absurdem. Chciałby mieć rodzinę, ale jak na razie się nie złożyło do jej posiadania.
Jego dzień zaczął się jak zawsze – wstał wcześnie, nie potrzebował wiele godzin snu, aby być wypoczętym, wziął swoje ukochane psiaki i poszedł pobiegać. Zajęło mu to godzinę, po powrocie wziął prysznic i zjadł śniadanie. Psiaki również otrzymały swoje jedzonko.
Wiedział, że w pracy na pewno będzie intensywnie, jak zawsze z reszta, ale taka właśnie jest ta praca. Co chwile coś się działo – pożar, wypadek samochodowy, kot na drzewie, wąż w studzience kanalizacyjnej. Sporo widział i chyba nic nie jest w stanie go zdziwić, choć nie mówi tego na głos, bo nie chce kusić losu.
Dostali wezwanie do cukierni. Budynek zastał objęty ogniem i trzeba było szybko dotrzeć na miejsce. Sprawnie im to poszło.
Po kilku minutach byli na miejscu i ruszyli do akcji.

Jamie Park
Natalia, dc: taaskaa
Nieuzasadniona przemoc, niepoparta argumentami, rozgrywanie gwałtu i maltretowanie zwierząt i dzieci
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Któżby pomyślał, że ten jeden wyjazd będzie tyle znaczył... Tak wiele zmieni...
Złamie serce, ale uleczy duszę.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Blondwłosa głowa kiwała się, coraz mocniej opadając na papiery na stole.
Jamie mruknęła coś o minutce pod nosem, nawet nie myśląc o tym, żeby na nowo odpalać ekspres do kawy.
Już go wymyła i wyczyściła, nie było najmniejszej szansy, żeby robiła to dzisiaj drugi raz. Omiotła nieprzytomnym spojrzeniem nieco przaśny wygląd kawiarni. Przydałby się tutaj remont. Westchnęła i w końcu pozwoliła grawitacji zwyciężyć, opadając głową na księgi. Zeszłej nocy spała raptem kilka godzin, bo koniecznie musiała sobie zrobić jeszcze paznokcie, rano wstała przed piątą, bo od niedawna wprowadziła do kawiarni własne wypieki i ludzie naprawdę chętnie je kupowali. To mógł być jej przełom, może powinna była pomyśleć o cukierni bardziej?
Nie widziała tego, jak w jednej ze ścian nagrzany przewód przetopił izolację i zwarł się z metalowym drutem, powodując, że ta sama izolacja zaczęła się palić wraz z rurką, w której przewód biegł. Nikt tego nie mógł zobaczyć ani przewidzieć. Sama nie wiedziała, kiedy było ostatnie badanie techniczne lokalu. Ale kto mógł podejrzewać?
Nie widziała też tego, jak języczki płomienia zaczęły wydobywać się przez jedno z gniazdek elektrycznych w ścianie i po chwili przeskoczyły na jedną z zasłon przy oknie, która momentalnie zajęła się ogniem. Płomienie pięły się coraz wyżej i wyżej, pochłaniając kolejne elementy wystroju. Dopiero cichy, ale uparty pisk alarmu przeciwpożarowego zaczął przebijać się przez jej sen. Tak naprawdę obudził ją dopiero kaszel wywołany dymem. Bo kiedy zorientowała się, że dzieje się coś bardzo złego, było już za późno, żeby zareagować. A mimo to zareagowała.
Pobiegła najpierw po gaśnicę, próbując proszkiem okiełznać płomienie, które po karniszu przeszły już na kolejną zasłonę i drewniany regał z książkami. Walczyła z tym ogniem o wiele za długo jak na swoje możliwości, czując, jak coraz bardziej narasta w niej przerażenie. Straci wszystko... Najpierw mama, teraz kawiarnia... Gaśnica się wyczerpała, a Jamie, nie bardzo wiedząc, co jeszcze może zrobić, zaczęła wycofywać się ze łzami w oczach, patrząc, jak znika wszystko, co miała. Nie słyszała syren strażackich ani tego, jak ktoś wparowuje do jej lokalu, krzycząc coś o Straży Pożarnej i wzywając, by uwięzieni w ogniu odezwali się.
Zaczęła się odwracać w kierunku głosu ratownika, ale jej spojrzenie zatrzymało się na chwilę na ekspresie. Tym samym, który właściwie mógłby być zabytkiem, ale to jej mama go kupiła. Pierwsza inwestycja w przyszłość jej rodziny na tej ziemi. Wreszcie własny biznes, własne miejsce...

Strażak Pat <3
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
35 y/o
For good luck!
189 cm
strażak Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
Success is not the ultimate goal, and failure is not the end of the world. What matters most is the courage to keep going.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pielęgnowanie wspomnień jest czymś bardzo wyjątkowym. Phatsa o tym doskonale wiedział. W jego wspomnieniach nadal są dziadkowie, którzy się nim zajmowali i dawali wszystko co mogli, jednak te materialne rzeczy nie miały dla niego znaczenia, a wspólnie spędzony czas, który jest bezcennym prezentem i należy to pielęgnować, a nie zapominać, chociaż kiedy tracimy kogoś bliskiego to wspomnienia z nim związane powodują ból. To jest zupełnie normalne. Te cudowne chwile u samego Phatsy wywoływały na początku ból, jednak z czasem zrozumiał, że to one ukształtowały go jako człowieka. To dzięki swojej ukochanej babci pokochał gotować, to ona uczyła go na początku prostych rzeczy, a potem coraz trudniejszych, zwłaszcza kuchni tajskiej. Dziadek uczył go języków i to dzięki temu lubi się ich uczyć. Cała rodzina była ze sobą blisko, więc po odejściu dziadków zrobiło się po prostu smutno, jednak taka jest kolej rzeczy. Teraz wspomnienia tych cudownych i ciepłych ludzi, ich domu i po prostu sposobu bycia budzi w nim nostalgię oraz miłość, ale też tęsknotę, bo wie, że to nie wróci.
Na miejscu musieli działać szybko, tak jak to bywa w tej pracy. Nie można było popełnić błędu i każdy musiał wiedzieć co ma robić. Na szczęście ich drużyna jest zgrana jak dobrze naoliwiona maszyna, nie ma w niej miejsca na jakiekolwiek błędy, ponieważ na szali jest ludzkie zdrowie i życie. Straż właśnie tym się kieruje podczas akcji ratowniczej, a nie majątkiem. Gdyby było inaczej to wiele osób zginęłoby w pożarze, zawalonym budynku czy innej katastrofie. Trzeba działać szybko i sprawnie, jak na załączonym obrazku.
Phatsa w pełnym umundurowaniu wszedł do budynku szukając osób mogących być w środku. Pożar rozprzestrzeniał sie szybko. Ogień to okrutny żywioł, z resztą jak każdy, chociaż można go pokonać z wodą niestety jest o wiele gorzej, bo kiedy ona płynie to nic nie jest w stanie sie powstrzymać, dosięga każdej najmniejszej cząstki, tak samo jak ogień. Dlatego trzeba działać szybko.
Wołał na tyle, na ile pozwalał mu kask, jednak się nie poddawał. Zauważył kobietę.
- Musimy szybko wyjść z budynku - powiedział, ale chyba dziewczyna nie słyszała tego co mówi, patrzyła gdzieś w dal. - Halo, proszę pani! - Zawołał głośniej Phatsa.

Jamie Park <3
Natalia, dc: taaskaa
Nieuzasadniona przemoc, niepoparta argumentami, rozgrywanie gwałtu i maltretowanie zwierząt i dzieci
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Któżby pomyślał, że ten jeden wyjazd będzie tyle znaczył... Tak wiele zmieni...
Złamie serce, ale uleczy duszę.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Dwa zastępy straży zatrzymały się koło budynku, który w marzeniach Jamie jeszcze można było uratować. Nie miała jeszcze pojęcia o tym, jak będzie to trudne, ani o tym, jak wiele będzie ją to kosztować. Załogi sprawnie zajęły się zadaniami oddelegowanymi przez poruczników. Podobno nic się nie może równać z adrenaliną, którą organizm wydziela, kiedy wbiegasz do płonącego budynku, nie wiedząc, co może cię tam spotkać i ryzykując przy tym własnym życiem. Nawet jeśli wszystkie procedury były dokładnie opracowane właśnie po to, by każdy z tych bohaterów był jak najbezpieczniejszy i uratował jak najwięcej ludzi.
Jamie, ogłupiała, stała na środku, patrząc, jak płomienie przeskakują powoli po ścianie i meblach, zbliżając się do ekspresu. Słyszała, że ktoś ją nawoływał, ale na jej oczach nie płonęła kawiarnia. Płonęło jej życie. I to całe. Zrobiła krok w kierunku ekspresu, ale wtedy poczuła silny uścisk dłoni na ramieniu. Zdążyła tylko pomyśleć o tym, że będą siniaki, a chwilę potem spojrzała w oczy przesłonięte maską. Ciemne, skupione, spokojne...
- C-co? - wydusiła z siebie, po czym ze zdwojoną siłą zaczęło do niej docierać, jak bardzo gorąco się tutaj robi.
Płuca paliły od dymu, a każdy kolejny kaszel boleśnie przypominał jej, że nie powinno jej tutaj w ogóle być. Już dawno powinna była stąd uciec.
Kiwnęła głową pod wpływem tego spojrzenia i kolejnych słów, które wypowiadał, a których znaczenia nie rejestrowała. Powolnie, niczym lalka, dała się pociągnąć w kierunku wyjścia, kuląc się pod jego ramieniem, kiedy osłonił ją przed gorącem ognia wchodzącego na sufit...
Wypadli przez otwarte drzwi we dwójkę. Ona, krztusząc się dymem, osmalona i uwędzona, z nadpalonymi końcówkami blond włosów i totalną pustką w oczach. Dała się poprowadzić do karetki pogotowia, gdzie któryś z ratowników okrył ją kocem termicznym i zaczął sprawdzać, czy wszystko z nią w porządku.
Tymczasem ona oglądała to, jak strażacy rozwijali kolejne węże, podłączając je do hydrantów i szykując się do tego, by zalać kawiarnię jej mamy wodą i uratować okoliczne budynki.
- Nie... - głos zabrzmiał nienaturalnie w jej ustach, więc odchrząknęła i powtórzyła to słowo z większą mocą.
- Mój ekspres! - powiedziała głośno, po czym wyrwała się z przytrzymujących ją rąk ratowników i bezmyślnie, ze szlochem, ruszyła biegiem w kierunku pożaru.
Zabrakło tylko kilku metrów, kiedy wpadła w silne ramiona jednego ze strażaków.
Głupia, co Ty wyprawiasz?!
Nie wiedziała, kto to powiedział.
- Nie rozumiesz! Tam jest ekspres mojej mamy, jedyne, co mi po niej zostało! - krzyknęła ze szlochem.

Strażak Pat <3
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
35 y/o
For good luck!
189 cm
strażak Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
Success is not the ultimate goal, and failure is not the end of the world. What matters most is the courage to keep going.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W pracy strażaka widzi się wiele strat. Płonną budynki, samochody i nie tylko. Rzez chwile nieuwagi czy wypadek ludzie tracą swoje dobytki, czasem jest to dorobek całego życia i nie da się tego uratować, nawet przy szybkiej interwencji straży. Ogień to cholerstwo, z którym ciężko walczyć, nawet jeśli ma się odpowiedni sprzęt. Oni robili co w ich mocy, ale najpierw musieli uratować ludzi będących w środku, chociaż zniszczenia już na pierwszy rzut oka są ogromne. Nie było czasu na zastanawianie się. Każdy miał przypisane zadanie, szybko i sprawnie, aby nie tracić zbędnego czasu, który można wykorzystać na ratowanie. Służy to dobrze naoliwiona maszyna i musi działać sprawnie, tak samo jak policja czy inne służby porządku czy ratowania publicznego. Nie można robić samowolki, ponieważ ona może się źle skończyć, ale to również nie oznacza, że takie osoby jak Phatsa czy inne z zespołu nie ucierpią podczas akcji, bo tego nie można przewidzieć. Nigdy nie widomo co się stanie na akcji, sam Phat już kilka razy doznał obrażeń i ma na ciele kilka blizn, jednak taka jest jego praca, nie zamieniłby jej na nic innego, bo to było jego marzenie od zawsze. Nie odwidziało mu się to, jak mówili niektórzy z jego rodziny. Chciał pomagać ludziom i właśnie to robi. Czasem wezwania są po prostu bez sensu lub, co gorsza, całkowicie bez potrzeby, jednak straż ma obowiązek sprawdzić każde takie wezwanie, nie ważne jak głupio ono będzie brzmiało.
Wyprowadził kobietę z budynku, od razu chciał ją podprowadzić do karetki, która już na szczęście przyjechała. Nie było wiadomo ile dymu dostało się kobiecie do płuc, a z tym nie ma żartów! Na pewno będzie musiała pojechać do szpitala. Nie spodziewał się tego, że kobieta tak nagle wyrwie mu się z rąk, adrenalina zadziała i odzyska siły i będzie chciała się dostać do płonącego budynku.
- Cholera - zaklął pod nosem, ale szybko złapał ją rzucając pod wpływem chwili - Głupia, co ty wyprawiasz!?- chociaż nie powinien tego robić. Obrócił blondynkę w swoją stronę. - Posłuchaj mnie, nie możesz tam wrócić, rozumiesz? Chcesz zginąć przez jakiś ekspres? - Phatsa mówił cały czas spokojnie, a jednocześnie był w gotowości, może trzymał kobietę za mocno, ale nie mógł pozwolić na to, aby podjęła kolejną próbę.

Jamie Park <3
Natalia, dc: taaskaa
Nieuzasadniona przemoc, niepoparta argumentami, rozgrywanie gwałtu i maltretowanie zwierząt i dzieci
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Któżby pomyślał, że ten jeden wyjazd będzie tyle znaczył... Tak wiele zmieni...
Złamie serce, ale uleczy duszę.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Na jej twarzy odmalowała się złość zupełnie niepasująca do jej buzi. Ale rozpacz w oczach była tak mocna, że nie potrafiły jej ukryć ani zmarszczone brwi, ani małe piąstki okładające go po piersi. Jeden z ciosów sięgnął nawet maski, boleśnie przesuwając ją na jego twarzy.
Wreszcie, złapana mocnymi dłońmi za ramiona i odsunięta na wyciągnięcie rąk, spojrzała na niego ze łzami w oczach, ustami wykrzywionymi w smutną podkówkę, brodą drżącą od walki z płaczem. Przypominała małą dziewczynkę, której właśnie odleciał balonik w kształcie jednorożca.
- Proszę... Muszę uratować chociaż ten głupi ekspres.
Wiedziała, jak durnie zabrzmiało to, co właśnie powiedziała, więc jej głowa opadła, zasłaniając twarz poszarzałymi od dymu i popiołu, jasnymi włosami. Łza spłynęła po jej policzku, a potem oderwała się od czubka nieco piegowatego nosa.
W jednej chwili cały świat się zawalił. Wszystko to, co trzymała w ręku z tak wielką trudnością. Wszystko to, co udawało jej się ogarnąć przez tak długi czas samej. Przez te kilka miesięcy po śmierci mamy... Wszystko właśnie trawił ogień - pożar, który wybuchł dokładnie w chwili, kiedy słabość wzięła nad nią górę. Kiedy zasnęła nad papierami.
Chryste... Jak ja złożę zeznanie podatkowe?
Strażacy z zastępu Phatsy już zaczynali polewać budynek wodą. Wchodzenie do niego teraz było już zbyt niebezpieczne, by po cokolwiek się wracać. Garstka gapiów zbierała się już dookoła, przyglądając się scenie, w której mała cukierniczka próbowała walczyć z wielkim strażakiem. Część sąsiadów patrzyła z troską, część z rozczarowaniem, a nawet złością. Pożar udało się opanować, ale sąsiedzi na pewno będą mieli szkody spowodowane wodą.
A Jamie robiła się coraz mniejsza... I słabsza...
Strażak Pat <3
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
35 y/o
For good luck!
189 cm
strażak Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
Success is not the ultimate goal, and failure is not the end of the world. What matters most is the courage to keep going.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Phatsa nie bardzo wiedział co ma w tym momencie zrobić. Cholera, przecież jeśli pójdzie po ten ekspres to może sie narazić, a z drugiej strony widząc na pierwszy rzut oka, że dla tej kobiety jest on bardzo ważny, można sie nawet pokusić o stwierdzenie, że najważniejszy z całego budynku. Zastanawiał sie, a z drugiej strony nie ruszył sie z miejsca. W jego głowie kotłowało sie milion myśli, bo on naprawdę rozumiał co może czuć kobieta w tym momencie, jednak najpierw musi sie nią zająć. Tak, uratowana ma priorytet, bo nie może stawać jej zdrowia, a nawet życia.
Spojrzał dziewczynie prosto w oczy.
- Teraz najważniejsze jest Twoje bezpieczeństwo i zdrowie. Nie możesz tam wrócić, bo po prostu możesz umrzeć, rozumiesz? - Phatsa mówił spokojnie cały czas patrząc blondynce w oczy. Nie miał zamiaru podnosić głosu, bo to nie to chodzi, ale zdawał sobie sprawę z tego, że kobieta po prostu może być w szoku. Wiele osób nie zdaje sonie sprawy z tego jak sie zachowuje lub co mówią podczas jakichkolwiek mocno stresowych sytuacji, a niewątpliwie ta, w której sie teraz znajduje jest cholernie stresująca, z braku lepszego określenia.
Pozwolił sobie podprowadzić kobietę do karetki, aby można byłą ją zbadać i mieć pewność, że nic sie jej nie dzieje, ale bladła coraz bardziej, nie jest to niczym niezwykłym w tej sytuacji, ale jego obowiązkiem jest zabezpieczyć kobietę i zapewnić jej bezpieczeństwo. Delikatnie posadził Jamie na kocu w karetce i również okrył ją kolejnym, gdyby zrobiło jej sie zimno, a tak również sie może stać w momencie spadania adrenaliny.
Jego ekipa uwijała sie niesłychanie sprawnie. Niestety zniszczenia są ogromne, ucierpiały mieszkania.
- Przyniosę ten ekspres, ale musisz mi obiecać, że nie ruszysz sie stąd ani o milimetr, dobrze? Musze mieć pewność, że będziesz siedziała tutaj i czekała - powiedział w końcu. Ma zdecydowanie za dobre serce, bo nie powinien czegoś takiego robić, ale widział jak kobiecie kroi sie serce na widok zniszczeń i tego, że jej ukochany ekspres został w środku. Musiał jej jakoś pomóc.

Jamie Park
Natalia, dc: taaskaa
Nieuzasadniona przemoc, niepoparta argumentami, rozgrywanie gwałtu i maltretowanie zwierząt i dzieci
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Któżby pomyślał, że ten jeden wyjazd będzie tyle znaczył... Tak wiele zmieni...
Złamie serce, ale uleczy duszę.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Boże, dlaczego to wszystko tyle trwa?! Przecież za chwilę nic z tego głupiego ekspresu nie zostanie! Działaj, błagam Cię, działaj!
Spokojnie, z rezygnacją rozlewającą się po całym ciele, dała się z powrotem zaprowadzić do karetki, gdzie ratownicy ponownie zaczęli ją badać, wymieniając ze sobą i Patem znaczące spojrzenia. Debil, no... Debil. I pewnie za kilkanaście godzin, kiedy Jamie otrząśnie się z szoku, sama to przyzna, bo trzeba być wariatką, żeby rzucać się w płonący żywioł dla wspomnienia... Tylko że to nie było wspomnienie.
Zdjęcia rodzinne, które wisiały na ścianach, zwijały się od temperatury, wypluwając z płonących ramek resztki popękanego szkła. Woda z węży zmywała naczynia z lady. Uszkodzony ogniem legar złamał się, zawalając część pięterka, na którym do tej pory były stoliki. Całe życie tej dziewczyny zmieniało się w popiół.
Słyszała, co mówił, ale nie słuchała go. W głowie już była na poszukiwaniach bezpiecznego miejsca, w którym nie było śmierci mamy, samotności ani pożaru. Była cisza i spokój i bezpieczeństwo. Ktoś, kto potrafił się nią zaopiekować. Ktoś, kto sprawiał, że nie musiała sama wszystkiego ogarniać, nawet jeśli była całkowicie w stanie to zrobić.
Rozumiała... To, że może zginąć w płomieniach, poparzyć się dotkliwie albo udusić od dymu. Ale nie przyjmowała tego, że to wszystko się kończy w takiej bezsilności. Najbardziej przerażające było to, że cokolwiek by zrobiła... I tak było za mało.
Podniosła na strażaka spojrzenie wielkich, błyszczących oczu. Mieszanina niedowierzania, nadziei i oślego uwielbienia pojawiła się na jej twarzy. Co zabawnie kontrastowało ze spojrzeniami ratowników.
Dude... Co Ty gadasz?
Wyrwało się z ust jednego z nich.
Tymczasem Jamie gorliwie pokiwała głową na jego słowa, pieczętując tym samym umowę, którą zawarli. Jakkolwiek idiotyczna by była...

Boziu, może jednak nie ryzykuj! </3
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
35 y/o
For good luck!
189 cm
strażak Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
Success is not the ultimate goal, and failure is not the end of the world. What matters most is the courage to keep going.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Phatsa wiedział, że kiedy wejdzie do budynku po ekspres, który jest tak ważny dla kobiety popełni okropny błąd, nie powinien nawet o tym myśleć, ponieważ może narazić nie tylko siebie. Wiele rzeczy działo się w takim budynku – belki spadają, resztki materiałów budowlanych, które zostały wykorzystane do budowy. Dosłownie wszystko się mogło zdarzyć i powinien dbać o swoje bezpieczeństwo, bo podczas akcji to jest kluczowe, a on z własnej woli po raz kolejny chce lecieć do piekła, jednak potrafił zrozumieć kobietę i jej rozpacz przez utratę dla niej cennej pamiątki. Dla niego również ważne są takie rzeczy, które mają w sobie po prostu duszę, nie ma co się nad tym rozwodzić. Sam miał wiele takich drobnych rzeczy, które wiązały się z pewnymi przyjemnymi wspomnieniami z osobami, których już nie ma. Ze swoimi dziadkami mocno był zżyty, byli to cudowni ludzie, pełni ciepła i po prostu rodzinni. To w ich rodzinie jest po prostu w genach. On sam marzył o posiadaniu swojej rodziny i stworzyć przyszłym dzieciom takie warunki w jakich on dorastał. Dlatego potrafi rozumieć rozpacz kobiety, chociaż nie wie co się kryje za ekspresem, jakie wiążą się z tym wspomnienia. Nie powinien tego robić, powtarzał to sobie, ale podejrzewał, że kobieta wykorzysta chwile nieuwagi i po prostu sama wbiegnie do budynku, bez niczego, w tych nadpalonych i odymionych rzeczach, które miała na sobie, w przeciwieństwie do niego, który miał na sobie pełny sprzęt.
- Wiem, że to chore, ale nie mogę ryzykować, że ona tam wbiegnie. Miej dziewczynę na oku, okey? - te słowa kierował do swojego kolegi, który nadał stał jak słup soli, ale go nie powstrzymał. Wiedział, że Patsiego nie da się przekonać, jeśli sobie coś postanowi, a taka sytuacja jest wyjątkowa, bo Pat zawsze dba o bezpieczeństwo.
Kiedy sprawdził czy jego sprzęt jest na pewno sprawny, poinformował ekipę, że wchodzi. Ogień powoli zostawał opanowany, jednak ugaszenie tak dużego budynku trochę trwało. Wszedł do miejsce, w którym był dziewczyna. Od niej się nic nie dowiedział, bo była w głębokim szoku. Nie dziwił się, to jest bardzo częste. Od razu poszedł do jej gabinetu. Rozejrzał się, chociaż miał ograniczone pole widzenia przez panujące warunki. Dopiero po chwili udało mu się znaleźć owy ekspres. Był to dość stary ekspres. Nakrył go kocem gaśniczym, aby się nic pod drodze nie wydarzyło i wyszedł z budynku. Na szczęście nic się nie stało.
Zdjął maskę i koc, po czym podszedł do coraz bledszej dziewczyny.
- O to ci chodziło? - Zapytał klękając przed nią, aby zwrócić jej uwagę. Miał nadzieje, że to ten przedmiot, bo drugi raz tam nie pójdzie.

Jamie Park <3
Natalia, dc: taaskaa
Nieuzasadniona przemoc, niepoparta argumentami, rozgrywanie gwałtu i maltretowanie zwierząt i dzieci
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Któżby pomyślał, że ten jeden wyjazd będzie tyle znaczył... Tak wiele zmieni...
Złamie serce, ale uleczy duszę.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Kawiarnia wcale taka duża nie była. Zajmowała co prawda cały budynek, ale sam klocek przyklejony do sąsiednich kamienic wielki nie był. Tym smutniejsze było to, jak wiele szkód wywołał.
- NIKT NIE WCHODZI DO BUDYNKU! - krzyczał do radia kapitan, który przejął dowodzenie akcją, bo przyjechał na miejsce pierwszy.
Jamie nawet nie do końca ogarniała, co się dzieje, bo właśnie dostawała zastrzyk na uspokojenie.
- Co robisz? - zapytała ratownika, próbując go powstrzymać, ale ten uśmiechnął się tylko ciepło.
- Ratuję Ci skórę... Jak się kapitan weźmie za tego Twojego strażaka...
Ji zaczynała powoli odpływać.
- Jak nic musisz go zabrać na randkę...
Po powrocie strażaka było już widać, że ogień w kawiarni można jedynie ograniczyć. Jedyne, co straż mogła zrobić, to pozwolić budynkowi się dopalić, nie pozwalając przy tym żywiołowi rozprzestrzenić się dalej.
Ta mała wskazywała na ekspres, stojąc tutaj... I rzeczywiście pod ścianą stał wielki, profesjonalny, kawiarniany ekspres. Był chyba większy niż sama właścicielka lokalu, więc wyniesienie go wcale nie było takie łatwe. Przecież strażacy potrafili wynosić ludzi z pożarów, więc przy odrobinie dźwigni i siły...
O to Ci chodziło?
Pytanie zadane przez Phatsę dotarło do Jamie z bardzo dużym opóźnieniem. Świat naokoło niej rozpływał się w plątaninie świateł i sylwetek dziwnie uśmiechających się do niej w upiorny sposób. Przymknęła oczy, uciekając przed światłem latarki jednego z ratowników.
- Tak... Należał do mamusi... - odpowiedziała słabo, ale nikogo już przy niej nie było.
Za to drzwi karetki się za nią zamykały. Gdzieś w oddali słyszała krzyki zdenerwowanego kapitana, rugającego jakiegoś strażaka za samowolkę. Ale ona pamiętała już tylko ciemne oczy i zmarszczone brwi. Odpłynęła, zanim karetka ruszyła.

(zt.)
Thank you! <3
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”