ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
173 cm
rejestratorka w Mount Sinai Dental
Awatar użytkownika
i like your soul when it's shirtless
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjizazwyczaj przeszły
postać
autor

To był jeden z tych dni, kiedy człowiek chce po prostu mieć święty spokój. Nie musi iść do pracy, więc pół dnia spędza w dresie na kanapie, odchorowując imprezę dnia poprzedniego, oglądając jakiś durny film i wcinając chipsy. Dopiero koło południa Chrissy zorientowała się, że nie ma niczego na lunch i dobrze byłoby skoczyć do sklepu pod blokiem po jakąś lasagne w pudełku. Wcale nie zamierzała się w tym celu przebierać, ani czesać, a już na pewno malować. Jedyne, co zrobiła, to umyła zęby, w trosce o człowieka za kasą, z którym prawdopodobnie będzie musiała zamienić kilka słów. Wcisnęła na stopy najwygodniejsza, acz nie najczystsze buty, jakie miała i wyruszyła na tę trudną wyprawę, zachęcana coraz silniejszym ssaniem w żołądku.
W takich dniach prawdopodobieństwo spotkania znajomych ludzi wzrasta co najmniej trzykrotnie, a wszelkiego rodzaju byłych chyba jeszcze bardziej. Chrissy przypomniała sobie o tej starej prawdzie rządzącej światem dopiero, gdy otworzyły się przed nią drzwi windy, a w środku zauważyła Teddy. Nawet nie pamiętała jej nazwiska, choć wydawało jej się, że było jakieś dziwne. Dipshit? Dickface?
- Cześć - burknęła, wchodząc do środka i ustawiając się bliżej drzwi, plecami do dawnej znajomej. Gdyby wiedziała, że będzie w środku, poszłaby schodami, ale miała na tyle godności w sobie, by nie wycofywać się, gdy już się spotkały. Nie była przecież tchórzem. Dwie minuty w windzie nie doprowadzą do niczego, co zniszczy jej nastrój skrzętnie budowany dziś przez chłopaków z Akademii Policyjnej, jednego z jej ulubionych filmów z dzieciństwa.
Już nawet nie pamiętała, dlaczego się rozstały. Była jakaś wielka kłótnia, ale o jaką pierdołę? Tego nie była w stanie wygrzebać z pamięci. Po takim czasie nie przywiązywała do tego wagi. I tak lepiej wspominała Teddy, niż tego paskudnego grzyba, od którego wyprowadziła się kilka miesięcy temu. Chrissy zerknęła w bok, na ułamek sekundy zatrzymując wzrok na twarzy Teddy. Zdecydowanie była ładniejsza od niego.
Pomiędzy piętrem czwartym i trzecim winda wydała odgłos, którego Chrissy nigdy dotąd nie słyszała. Zgrzytnęło, pisnęło, huknęło; winda stanęła, ale drzwi się nie otworzyły, a wyświetlacz z numerem piętra zaczął dziwnie migać. Z początku Chrissy się nie poruszyła, licząc, że winda po prostu ruszy zaraz dalej. Kiedy jednak tak się nie stało, rozejrzała się podejrzliwie wokół, aż w końcu jej wzrok spoczął na Teddy.
- No i co narobiłaś? - zmarszczyła brwi. Oczywiście, że to wszystko jej wina, bo niby czyja? Jakby Teddy nie chciała nic napsocić, to by jej tu dziś nie było. Los zdecydowanie nie sprzyjał dziś pannie Williams - a tak dobrze ten dzień się zaczął!

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
konewka
lanie wody, sterowanie moją postacią, brak tworzenia punktów zaczepienia dla odpowiedzi, stanie w miejscu z akcją
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
dotknięta przez słońce, dotknij mnie tam, gdzie ja zaczynam a nie kończę, przychodzisz do mnie w snach
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

072.
Po ucieczce zwierząt z zoo ostatnie zmiany były totalnie szalone. Wszystkie jednostki w Toronto musiały stawiać się na miejscu zgłoszeń, żeby zabezpieczać teren i pomagać innym służbom schwytać uciekinierów. Co naprawdę się wydarzyło? Trudno stwierdzić. Krążyły plotki, że to zorganizowana akcja organizacji ekologicznej Wild Exit. Inni mówili, że jakiś pracownik schlał się tak bardzo, że postanowił zapewnić zwierzętom prawdziwą wolność.
Tego dnia wróciła do domu zajechana jak koń po westernie. Ledwo zdążyła wejść na górę, a przypomniała sobie, że nie wzięła z samochodu torby z rzeczami i musiała z powrotem dymać na parking. Zwykle korzystała ze schodów, przecież co to były dla niej trzy piętra? Sześćdziesiąt dziewięć razy więcej pokonywała w przeciągu jednej zmiany. A jednak coś ją podkusiło, żeby tym razem pojechać windą. Nie spodziewała się, że kiedy zatrzyma się na niższym piętrze, spotka któregoś z sąsiadów. To znaczy, powinna. W bloku mieszkało mnóstwo ludzi - od starszyzny po całe rodziny z dziećmi. Po prostu nie spodziewała się, że wpadnie akurat na Chrissy.
Na jej widok Darling uśmiechnęła się niemrawo. Związek z Williams był trochę burzliwy, a każdy, kto znał strażaczkę, wiedział, że ta nie znosiła kłótni. Po którejś durnej sprzeczce stwierdziła, że to nie ma sensu i że nie jest w stanie zmienić tego, że praca w dużej mierze wypełnia jej życie. Jeśli Chrissy się to nie podobało, mogła sobie iść. No i - ku początkowemu zaskoczeniu Teddy - faktycznie poszła. Bardzo dosłownie wzięła sobie do serca jej słowa.
Pech chciał, że dalej mieszkały w tym samym budynku, więc chcąc nie chcąc, gdzieś tam na siebie wpadały. Darling absolutnie nie żywiła do niej żadnej urazy. Po rozstaniu miała w sobie wewnętrzny żal, ale z czasem zrozumiała, że gdzieś tam, w którymś momencie, zwyczajnie się nie zgrały. Czasami tak po prostu bywało. Można było kogoś lubić, kochać, a nawet próbować ułożyć sobie z nim życie, a mimo wszystko okazywało się, że dwie osoby nie potrafiły funkcjonować obok siebie tak, jak obie tego potrzebowały.
Cześć — odparła najzwyczajniej, jak to było tylko możliwe. Chciała jeszcze coś dodać, ale windą szarpnęło i najpierw pojechała znowu do góry, a potem w dół i znów w górę. Coś zgrzytnęło, stuknęło i to by było na tyle z przejażdżki.
Jako strażaczka potrafiła zachować zimną krew, a panika w podobnych sytuacjach nie była wskazana. Dostrzegłszy migające numery na wyświetlaczu, podeszła do panelu i wcisnęła kilka guzików. Dalej nic. Westchnęła pod nosem, a słysząc uwagę, która wystrzeliła spomiędzy warg Williams, uniosła wysoko brwi i spojrzała na nią, nie kryjąc zdziwienia.
Słucham? — parsknęła, ponownie próbując uruchomić windę przez konsolę, ale nawet awaryjny guzik postanowił mieć w nie wyjebane. — No chyba sobie żartujesz. Zamiast zwalać na mnie winę, może po prostu zadzwonisz pod ten numer? — wskazała palcem na ciąg cyfr. Instrukcja jasno podpowiadała, z kim się kontaktować w przypadku awarii windy.
Sama też wyciągnęła telefon, ale oczywiście nie dość, że nie miała zasięgu, to jej bateria była na wykończeniu. Oczywiście! Mogła się tego spodziewać, przecież ostatnio jej życie to pasmo idiotycznych nieporozumień. Właściwie to nie tylko ostatnio, zazwyczaj musiało przytrafiać się jej coś dziwacznego.

Chrissy Williams
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Distillery District”