24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Halo! Jakie utopiłam?! - oburzyła się czym prędzej. - To ty zdecydowałeś się mnie prawie dźgnąć swoim przyrodzeniem, a później zostałeś wessany pod powierzchnię wody niczym złota rybka spływająca w wychodku! - odparła zdenerwowana i machnęła ręką. - Ale dobrze, powiedzmy, że zaufam ci w tej gestii i mam nadzieję, że nie będę tego żałować! - Uniosła wskazujący palec prawie grożąco, chociaż na jej ustach pojawił się nawet nikły uśmiech. Spojrzała na niego przez moment, słuchając go uważnie, ale za cholerkę nie potrafiła zrozumieć, jak niby jego rola miała być gorsza niż ta jej. W końcu nie żył tak jak ona w ubóstwie! - I powiedz mi, co niby takiego ciężkiego jest w twojej roli... życiu? - uniosła brew niezadowolona. - Na razie twoje życie dla mnie brzmi jak jedna z tych baśni, które opowiadają po zmroku przy palącym się ogniu. - Westchnęła cicho, marząc, żeby kiedyś i ją dotknęło coś tak cudownego.

Ahhh... dreams, eh?

Wpatrywała się w jego tęczówki przez dłuższą chwilę, czując niespotykane jej wcześniej ciepło przechodzące przez policzki. - Tak, proszę. Byłabym bardzo wdzięczna i bede twoją dłużniczką - uśmiechnęła się niemal czule w jego kierunku i ściskając jego dłoń, wypuściła z ust jego imię. - Lysander... - Uśmiechnęła się trochę szerzej. - Lys. Tak będę do ciebie mówiła - zaśmiała się pod nosem, zanim z całego zachwytu wiadomością, że jednak wybiorą się na tę wycieczkę, wylądowała prosto na jego klatce piersiowej. - Nie chcę! - mruknęła niezadowolona, unosząc buzię, żeby spojrzeć prosto w jego twarz, ale po chwili po komnacie rozniósł się pisk słodkiego konika morskiego, który... CO?! Podniosła się szybko, poprawiając sukienkę i wsuwając włosy za ucho, po czym czym prędzej ruszyła za nim. Nie będą się rozmnażać! W żadnym wypadku!

Dech zaparł jej w piersiach, kiedy tylko zobaczyła tyle cudownego jedzenia. Yubi wręcz rzuciła się do stołu i zaczęła kosztować różnych owoców, glonów i całej reszty tych dziwactw, których w życiu na oczy nie widziała. Po chwili podniosła coś, co przypominało grejpfruta, ugryzła skórkę i... Fu. Jakie gorzkie. Skrzywiła się okropnie, odkładając owoc czym prędzej, ale zaraz dorwała się do truskawek i wtedy już oczy jej się zaświeciły. - Lys, spróbuj! Jest mega pycha! - rzuciła uradowana, przystawiając truskawkę prosto do jego ust. Hmmm... Czy on właśnie naprawdę zaczynał być jej kompanem?

Lys
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

-Niczym nie miałem zamiaru cię dźgać! Nie wiem nawet skąd takie insynuacje! Zresztą chyba ci się podobało, skoro ręka sama ci na niego weszła - prychnął, bo jeszcze tego brakowało, żeby owa niewiasta wątpliwych obyczajów go o coś oskarżała. On to pamiętał zupełnie inaczej i jeśli będzie trzeba to przekona ją, że prawda leży po jego stronie! Bo co jak co, ale on nie atakował panien, które nie chciały! Miał swój honor rycerski nawet, jeśli rycerzem nie był. Ale mieczem umiał się posługiwać, różnego rodzaju, tak dla jasności. - Ja z pewnością nas nie zabije, bo mi zależy, żeby wrócić do domu. u ciebie najwidoczniej to kwestia dość sporna - odpowiedział, krzywiąc się. Trochę zapragnął w tej chwili zjeść tego sera żółtego z winogronami, o którym wcześniej wspominali, ale czuł, że a takie coś nie można było pod wodą liczyć. Toć to był prawdziwy rarytas! - Nie mogę robić tego, co chcę. Zasady, nakazy, panna, która zostanie mi ofiarowana. A co, jeśli ja bym się chciał zakochać z miłości, a nie dlatego, że tak nakazuje prawo i żeby było korzystnie dla mojej rodziny? - westchnął. Nie było mowy, aby ta wieśniaczka to zrozumiała, ale nie oczekiwał tego. Ludziom się wydawało, że życie bogatego było super i chociaż miało naprawdę wiele korzyści, jak częste kąpiele, ładne stroje no i dobre jedzenie, tak nie było idealnie! Wszystko miało swoją cenę, a on już wiedział, że jemu w udziale przypadnie ta pryszczata ciemnowłosa Giselle, która niedługo upodobni się do prosiaka, na którego wpadła wcześniej jego towarzyszka. Jak miał z nią dziedzica spłodzić, jak nawet jej dotknąć nie chciał?!
-Baśnią to będzie nasza przygoda, jeśli dotrwamy do końca! jeśli nie my, nikt jej nie opowie - zauważył, zerkając na nią. nie specjalnie, chociaż… nie, jednak specjalnie, b chciał trochę widok podziwiać, kiedy w tej sukni stała taka jasna i czysta, zupełnie do siebie niepodobna. - W takim razie da się załatwić, Yubi z rodu Wang - uśmiechnął się do niej. Trzeba przyznać, że jej dłoń była niebywale przyjemna i ciepła. - Lys… niech będzie, ale jak wrócimy do nas będziesz musiała mówić moje pełne imię, więc się za bardzo nie przyzwyczajaj! - ostrzegł ją. Bo zasady były i dobre wychowanie nakazywało. Co innego, że na dworze będzie musiała mówić Sir albo paniczu, ale o tym ją jeszcze poinformuje, jak już ją wkręci do roboty.
A kiedy tak na nim leżała! Ach, to było chyba najprzyjemniejsze uczucie jakiego doświadczył w ostatnim czasie. Niby miał na sobie wiele panien, ale kurczę, to było coś zupełnie innego i nie tylko cielesnego! Że też konik musiał się pojawić, biorąc ich na kolację. Mógłby ten czas zatrzymać na chwilę dłużej.
Zaczął zajadać się kulturalnie, nie to co Yubi, owocami morza, sięgając nawet po egzotyczne owoce, których ona pewnie nie znała biorąc pod uwagę jak wgryzła się w skórkę jednego z tych, które trzeba było najpierw obrać. Zaraz został zaatakowany truskawką, którą delikatnie zamknął w zębach, patrząc przy tym na dziewczynę.
-Aż tak mnie polubiłaś, że postanowiłaś mnie karmić? - zaśmiał się, chociaż był pewien, że jego policzki poróżowiały.
A kiedy się najedli i napili, konik morski oznajmił im, że jutro z samego rana ruszają na wyprawę, więc powinni się teraz porządnie wyspać, bo po drodze już nie będzie takich wygód.
-Nadal chcesz tam iść? - spytał, kiedy wrócili do komnaty. No teraz musieli rozwiązać ten problem spania, bo łóżko magicznie się nie rozmnożył.

yubi wang
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ta jego arogancja i pewność siebie doprowadzały ją do szału! No i co z tego, że on chciał wrócić do domu, a ona nie?! Jaka to niby była różnica? Starała się nie zapowietrzyć tam przed nim ze złości, tylko grzecznie wysłuchać do końca tego całego monologu, który w dzisiejszych czasach mógłby uchodzić za coś na miarę TED Talku. No ale anyways... stała więc i słuchała, a sam fakt, że ten imbecyl w ogóle wspominał o zakochaniu się, nieoczekiwanie ją poruszył. Przez krótką chwilę zrobiło jej się jakoś smutno i nabrała ochoty, żeby do niego podejść, objąć go i zapewnić, że jeszcze wszystko będzie dobrze. - Przykro mi. Mam nadzieję, że jednak będzie ci dane być z kimś, kogo naprawdę pokochasz - powiedziała, zerkając na niego uważniej. Dopiero po chwili zorientowała się, że jej ciało niemal samo lgnęło w jego stronę, zupełnie jakby naprawdę zamierzała go przytulić. Speszyła się tym nagłym odruchem, zwłaszcza że zrobiło jej się dziwnie gorąco gdzieś w podbrzuszu, a serce zaczęło bić zdecydowanie szybciej, niż powinno. Zestresowana własną reakcją odsunęła się do tylu o kilka kroków i odchrząknęła, próbując odzyskać rezon. - Tak, mam nadzieję, że to właśnie my będziemy głównymi bohaterami tej baśni - odparła, posyłając mu szeroki uśmiech, uradowana tym, że jednak zgodził się na ich małą eskapadę. - Dobrze, Lys! Postaram się pamiętać, że jednak posiadasz również tę dłuższą wersję imienia. - Zaśmiała się pod nosem i ruszyła razem z nim w kierunku jadalni.

Nie potrafiła ukryć ekscytacji na widok wszystkich owoców i innych pyszności, które znalazły się przed jej oczami. Dla kogoś, kto dziennie jadał kromkę chleba albo jedno jabłko, o ile w ogóle miał tyle szczęścia, ta ilość jedzenia wydawała się wręcz niewyobrażalna. Przecież mogłaby się tym żywić przez cały rok! Parsknęła śmiechem, gdy ugryzł kawałek truskawki. - Cicho. Będę cię lubiła przynajmniej na czas naszej wycieczki - zapewniła z nieznacznym uśmieszkiem. Przez chwilę wydawało jej się nawet, że na jego policzkach dostrzegła delikatny róż. Hm... wyglądał uroczo. Szybko odwróciła wzrok, próbując odgonić od siebie te niedorzeczne myśli, zanim ponownie zrobiłoby jej się gorąco...eh.

Po wejściu do komnaty zerknęła na niego, po czym bez większego skrępowania ściągnęła sukienkę i odłożyła ją na bok, pozostając w samej bieliźnie. - Tak, nie możemy zaprzepaścić takiej szansy! - oznajmiła pewnie, wdrapując się na łóżko i wsuwając nogi pod kołdrę. Spojrzała na niego wyczekująco, a na jej ustach pojawił się uśmiech. - Dołączasz?

Lys
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Powinien wcielić swój plan w życie - zostawić ją w tym niechlubnym miejscu, gdzie mogłaby sobie poszukać przyjaciół pośród stworzeń morskich, być może zostając Krabią Królową. Nie przejmując się jej losem, porzucić w miejscu, w którym z pewnością będzie jej lepiej niż w domu (bo nie był aż tak słaby na umyśle, aby nie wywnioskować, że niewiele ją tam trzymało), a samemu wrócić do luksusów, do których nawykł, a które znacznie odbiegały od noszenia używanych szat i rozmowy z Krabem, który mianował siebie Królem. Absurdalne!
A jednak przyłapał się na myśli, że wcale nie chciał aż tak szybko wracać. gdzieś zakorzeniło się przeświadczenie, że w końcu mógłby być wolny, chociaż na chwileczkę i zbadać świat, który wykraczał znacznie dalej, niż granice bezpiecznego królestwa. Brzmiało jak prawdziwa przygoda i jeśli miał ją dzielić z wieśniaczką, chyba cena była warta zapłaty?
-To musiałby być ktoś naprawdę wpływowy, z kim ślub okazałby się wyjątkowo wartościowy. No i moja aktualna wybranka musiałaby zemrzeć na czarną gorączkę, żeby nie wybuchła wojna - stwierdził, lekko brwi marszcząc. Nie rozumiał, czemu w ogóle jej o tym mówił, ale jakoś tak okazało się, że prowadzenie z nią rozmowy jest całkiem przyjemne pomimo jej braku w słowach. Prosty język też potrafił dać ukojenie. Może to przez otoczenie? Skoro znajdowali się w dziwnym miejscu to i dziwy wylatywały z jego ust!
Widząc jak do niego podchodzi, tak wolniutko, niepewnie, jakoś serce mu mocniej zabiło! Co to za czary rzucała, tak nim manipulując? Potrzebował od niej oddechu, chociaż w środku wiele krzyczało, że to kłamstwo. Ach, doprawdy, dziwy pełną parą! Bo wcale nie chciał, żeby się odsuwała. Chciał ją blisko siebie, tak na wyciągnięcie ręki.
Jak dobrze, że z tych rozważań wybawiła go uczta. Tam przynajmniej mógł skupić się na potrawach uważając mimo wszystko, co je. Nie chciałby, żeby później żołądek odmówił mu posłuszeństwa, bo nie sądził, żeby w tym miejscu znajdował się korzystny i zadbany wychodek, a on nawykł do tego, by jednak srać do złotego garnca.
-Tylko się nie zakochaj. Pamiętaj, że jestem obiecany innej - skomentował, uśmiechając się figlarnie. To dopiero byłyby niesnaski, gdyby jej serce zabiło mocniej na jego widok! Tylko czy faktycznie byłoby takie straszne? Na litościwego Boga, co to były za czarcie podszepty?!
Aż brwi uniósł zdziwiony, kiedy w komnacie tak ochoczo ściągnęła z siebie suknię, prezentując ciało w bieliźnie. Jak niestosownie, a jednak oczy cieszyło. To miejsce pełne było grzechu i kapłani pewnie już teraz odmawialiby modły, by udzielić rozgrzeszenia.
-To już ten etap znajomości, że zapraszasz mnie do łoża? Trochę nie przystoi damie, która podobno nadal jest w czystości - skomentował pewnie, samemu ściągając poszczególne części garderoby, zostając w kalesonach. Normalnie pozbyłby się i ich, ale nie chciał jej peszyć. Nawet, jeśli już go w ręce miała.
Położył się w łożu, zachowując bezpieczną odległość.
-Postaraj się w nocy nie wodzić po mnie rękami. To mogłoby się skończyć dla ciebie niebezpiecznie - uśmiechnął się, obracając na bok, plecami do niej. Ot, żeby nikogo nie kusiło. - Musimy się wyspać. Konik morski powiedział, że ruszamy rano - powiedział, zamykając oczy i licząc, że sen szybko nadejdzie.

yubi wang
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ten mężczyzna wypowiadał tak wiele przeróżnych słów, których momentami zwyczajnie nie rozumiała, a żeby nie wyjść w jego oczach na jeszcze bardziej przygłupią, to… starała się po prostu go słuchać i, no cóż, nie odzywać się zbyt wiele. I tak było jej już wstyd, że nie potrafiła czytać, ale była to umiejętność nauczana w domach, w których faktycznie rzucało się woreczkami z monetami, szylingami czy jakąkolwiek inną walutą obowiązującą w tamtej krainie, na stół… U niej w domu panowało ubóstwo, a otoczka bogatszego, bardziej prosperującego życia ukazywała się jej oczom właśnie teraz.

Podczas wielkiej uczty raz po raz zdarzało jej się zerknąć na niego odrobinę dłużej, niż powinna. Tak na dobrą sprawę, kiedy nie podnosił głosu i nie zachowywał się jak skończony patafian, całkiem przyjemnie spędzało się z nim czas i rozmawiało. Jednak gdy usłyszała ten tekst o zakochaniu się, o mały włos się nie zakrztusiła! - Nie martw się! Nie grozi mi zakochanie się w tobie - prychnęła pod nosem. - Ja natomiast muszę przestrzec ciebie, bo jestem idealnym materiałem, aby ktoś się we mnie zakochał. - Sapnęła teatralnie, odrzucając kosmyki włosów do tyłu.

Leżąc w łóżku, przyglądała mu się, przewracając oczami. - Nie kpij sobie ze mnie, moja czystość ma się wręcz idealnie i nawet przez moment nie czuję, abym była pokuszona twoją osobą - rzuciła niezadowolona pod nosem. Chociaż z każdą kolejną sekundą, przyglądając się temu, jak się rozbierał… Cóż… Może jednak nie mówiła do końca prawdy. A przynajmniej tak jej się wydawało. - Czekaj, nie chcesz nawet porozmawiać? - zapytała rozkojarzona, gdy odwrócił się do niej plecami. Jak on chciał, żeby zasnęła jak gdyby nigdy nic w zupełnie nowym miejscu?! Po chwili w komnacie nagle zapadła ciemność, a Yubi nie wiedziała, co ze sobą zrobić. - Lys… - mruknęła, a po chwili podniosła głos. - Lysander, śpisz? Boję się.

Lys
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”