ODPOWIEDZ
34 y/o
For good luck!
176 cm
💼 dyrektor ds. komunikacji i PR w avalon global industries
Awatar użytkownika
Czarna owca, nie tylko w rodzinie. Sprzeciwia się wszystkiemu i wszystkim. Trudno jest nadążyć za jej myślami. Pracoholiczka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

II.
We all take different paths in life, but no matter
where we go, we take a little of each other everywhere.
Meadow w przeważającej większości skupiała się na tym by jej życie było jak najbardziej poukładane. Nie chodziło o to by wszystko działo się jak z zegarkiem w ręku ale raczej chodziło jej o to by mieć swoją rutynę. Nie była przecież fanką niespodzianek a już na pewno nie tych, które ciągle pojawiały się w jej pracy. Może właśnie dlatego jej życie poza AGI potrafiło być upierdliwie perfekcyjne. Zdołała zbudować w sobie dyscyplinę, która skutecznie pomagała jej w tym by jednak nie wypadać z rytmu. W jakimś sensie jej codzienność wyglądała podobnie. Mimo tego zawsze potrafiła wplatać w to drobne zmiany, tak by po jakimś czasie nie wpaść w rutynę. Często wybierała sport jako coś co zmieniało jej rutynę i wprowadzało różnorodność. Oczywiście nie zawsze miała na to czas, chwilami po prostu wracała do siebie i liczyła, że zaraz będzie mogła na moment zapomnieć o problemach w pracy. Na tym, że ludzie potrafią być upierdliwi. Zastanawiała się nad tym co trzymałą ją w pracy, gdzie ciągle się nimi otaczała, ale też nie widziała siebie w żadnej innej roli. W tym wszystkim chodziło również o to, że gdyby została teraz wyrwana ze swojej rutyny to mogłaby się w tym wszystkim pogubić. Przecież poza tym, że przychodziła do pracy i wracała do pustego apartamentu jej dotychczasowe życie nie opierało się na niczym innym. Nie miała rodziny do której mogła wracać. Zajmować się wtedy tym wszystkim co jest typowe dla żony, matki a może nawet kochanki. Daleko jej było do takiego życia o które nawet teraz nie zabiegała. Może za jakiś czas wszystko się w niej zmieni i zapragnie założyć rodzinę. Nie mogła tego wykluczyć.
Restauracja to nie jest typowy przystanek do ciężkim dniu w pracy. Raczej wybierała komfort swojego apartamentu, gdzie nikt nie przejmował się tym co miała na sobie. Jest jednak powód dla którego pojawiła się właśnie tutaj, a raczej to, że pierwszy raz od bardzo dawna została zaproszona na kolację. Niestety dla niej, nie potoczyła się ona w takim kierunku jak można było się tego spodziewać. Siedząc już przy stoliku otrzymała wiadomość, że osoba która miała jej towarzyszyć, tak po prostu zmieniła zdanie. Wykręcając się jakimś ważnym projektem w pracy i pracą do późna. Doskonale znała te wszystkie wymówki, sama stosowała je naprawdę często. Pierwszy raz poczuła na własnej skórze jak to jest zostać wystawioną, chociaż tego mogła się spodziewać. Wszystko wydawało się zbyt idealne, jak na jej ostatnie relacje. Nigdy nie była dobra w randkowaniu, a już na pewno nie po ostatnich swoich związkach, które rozpadły się w większości przez jej własne zachowanie.
- Poproszę butelkę wina, obojętnie jakiego - rzuciła w kierunku kelnerki, która po raz kolejny zawitała do jej stolika. Nie miała zamiaru wychodzić, a jeśli trzeba było to zje tutaj kolację całkiem sama. Nawet jeśli wyglądało to tragicznie i depresyjnie. Nie przejmowała się tym co mogą powiedzieć inni. Skoro stolik został opłacony to przecież mogła z tego skorzystać. Kolacja będzie zaliczona, a ona nie będzie musiała się martwić o to co zamówić. Przeglądając leniwie menu, nie do końca wiedziała na co ma ochotę ale przecież głód przyjdzie z czasem i cała jej złość minie gdzieś po drugiej lampce wina. Znała siebie i to jak potrafiła zatuszować choć na moment swoją złość. W dodatku nie zamierzała robić scen w lokalu pełnym innych gości. Nikt nie ma przecież ochoty słuchać o tym jak jej życie uczuciowe to jeden wielki żart.
Odkładając kartę na stolik, westchnęła ciężko, rzucając przy tym spojrzenie na stoliki obok siebie. W tej jednak chwili wypatrzyła znajomą twarz. Oczywiście to nie tak, że miała cudowną pamięć do ludzi i często zdarzało jej się, że pomyliła kogoś znajomego z kimś kompletnie obcym. Teraz jednak miała pewność, przecież nie udało jej się wypić zbyt dużo. Powoli wstała, jakby chciała ruszyć w kierunku kobiety, która wydawała się jej starą znajomą ze studiów. Zatrzymała się jednak, jeszcze przez moment wpatrując się w nią. Nie będzie się znowu tłumaczyła z własnych pomyłek.
- Jennifer? - odezwała się, kiedy była na tyle blisko by nie krzyczeć w jej kierunku - Ginny czy to ty, czy znowu zrobię z siebie debilkę - mruknęła to ostatnie pod nosem - Meadow, studiowałyśmy razem - chciała jakoś wyjaśnić swoje nagle podejście i to, że zaczepiła ją w chwili kiedy mogła czekać przecież na swojego partnera albo partnerkę. Mogła zakłócić jej randkę, a po swoim niepowodzeniu, nikomu tego nie życzyła. Uśmiechnęła się delikatnie, próbując wyczytać cokolwiek z twarzy kobiety. Nie wiedziała czego może się spodziewać i czy takie wtargnięcie w okolice jej stolika to był dobry pomysł. Ostatnio dość często robiła coś co było zaskakująco głupie jak na kogoś takiego jak Meadie. Może kiedyś nauczy się, że chwilami milczenie jest złotem a ona powinna skupić się na tym by w bardziej odpowiedni sposób nawiązać z kimś rozmowę.
Wyglądała przekomicznie wpatrując się w Ginny i oczekując na jej reakcję, jakakolwiek by ona nie była. Nawet jeśli za moment będzie musiała wrócić do swojego stolika z podkulonym ogonem, bo dotrze do niej, że znowu pomyliła osoby. Znowu zdawało jej się, że widzi kogoś znajomego, a ten ktoś wcale jej nie kojarzył. W jej własnej głowie tworzyły się relacje, które nie do końca musiały być prawdziwe, tylko dlatego że Meadow kogoś polubiła albo miała małą obsesję na punkcie tej osoby. Niestety jej życie to chwile w których robiła różne dziwne rzeczy, a to że teraz musi za nie odpokutować to wie tylko ona sama.
Miała jednak nadzieję, że teraz było inaczej.

Ginny Wheeler
Ostatnio zmieniony pn sie 24, 2026 11:50 pm przez Meadow Langenberg, łącznie zmieniany 1 raz.
papryczka
ludzie mym triggerem, wszechobecna dwulicowość
35 y/o
For good luck!
164 cm
wykłada entomologię na University of Toronto
Awatar użytkownika
it's probably nothing. it's just a little neighbourhood murder.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

002.
Meadow Langenberg


Restauracja nie była miejscem, do którego Ginny przychodziła w nadziei, że kogoś spotka. Właściwie było dokładnie odwrotnie. Wybierała ją właśnie dlatego, że mogła usiąść sama, zamówić coś do jedzenia i przez godzinę nie musieć być dla nikogo dostępna.
Samotność dawno przestała być dla niej czymś, czego się bała i unikała. Z czasem stała się czymś znacznie bardziej naturalnym, częścią jej samej, jej codzienności i sposobu funkcjonowania. Było w niej coś, co zwyczajnie lubiła. Cisza, brak pytań, brak konieczności odpowiadania, brak poczucia, że powinna coś powiedzieć tylko dlatego, że przy stole siedzi druga osoba. Mogła zjeść w swoim tempie, zamyślić się, zapatrzeć przez okno i wrócić do własnych myśli, kiedy tylko miała na to ochotę.
Nie musiała przed nikim udawać, że ma dobry humor. Nie musiała też tłumaczyć, dlaczego milczy. To było wygodne. Może nawet zbyt wygodne. Kiedyś samotność była dla niej czymś, co przychodziło z zewnątrz. Pojawiała się wtedy, kiedy nie miała obok siebie właściwej osoby. Po śmierci ojca i rozpadzie związku nauczyła się jednak, że można się do niej przyzwyczaić. A potem zrobić coś więcej – zacząć ją wybierać.
I właśnie to zrobiła.
Tego wieczoru siedziała przy stoliku pod ścianą. Telefon leżał odłożony ekranem do dołu, jedzenie powoli znikało z talerza, a obok stała kawa, którą zdążyła już kilkukrotnie zamieszać, choć dawno przestała jej potrzebować.
Nie spieszyła się. Lubiła takie wieczory. W restauracji było wystarczająco dużo ludzi, by nie czuła się zupełnie odcięta od świata, ale jednocześnie na tyle mało, żeby nikt nie zwracał na nią uwagi. Mogła być częścią tego miejsca, pozostając jednocześnie gdzieś obok.
Przez szybę obserwowała przechodniów. Robiła to bezwiednie, tak jak kiedyś przez okno mieszkania obserwowała sąsiadów. Ktoś trzymał pod pachą papierową torbę. Kobieta poprawiała płaszcz, zanim ruszyła dalej. Jakiś mężczyzna stał na rogu i pisał wiadomość. Małe, zupełnie nieistotne sceny cudzych żyć, które za chwilę miały zniknąć z pola jej widzenia.
Ginny lubiła na nie patrzeć. Może dlatego, że robiła to przez większość życia, choć zamiast przez szybę mieszkania zwykle obserwowała małe istnienia w laboratorium. Tam również wystarczała jej sama obecność, cierpliwość i kilka godzin spędzonych na przyglądaniu się temu, czego inni nawet nie zauważali.
Cudze życie wydawało się prostsze, kiedy oglądało się je z dystansu. Nie trzeba było wiedzieć, co wydarzy się później. Nie trzeba było znać zakończenia. Przez chwilę pomyślała o tym, jak dawno temu sama siedziała w podobny sposób, tyle że z poczuciem, że życie dopiero się zaczyna.
Studia.
Ojciec, który jeszcze żył.
Narzeczony.
Plany, których wtedy nawet nie nazywała planami, bo wydawały jej się czymś oczywistym. Przyszłość po prostu miała nadejść. Nie zastanawiała się, czy będzie miała obok siebie tych samych ludzi. Zakładała, że będą. Tak po prostu.
A potem wszystko zaczęło znikać. Nie jednego dnia. Nie jako jedna tragedia, po której człowiek budzi się rano i wie, że nic już nie będzie takie samo. Raczej kawałek po kawałku. Trochę ciszej, trochę bardziej po drodze, aż pewnego dnia orientujesz się, że z rzeczy, które uważałeś za pewne, niewiele już zostało.
Śmierć ojca zostawiła po sobie pierwsze pęknięcie. Rozpad związku pojawił się później, kiedy jeszcze nie zdążyła nauczyć się, jak żyć z pierwszą stratą. W końcu została sama z całym tym życiem, które kiedyś miała dzielić z innymi. I chyba właśnie wtedy zrozumiała, że można tęsknić nie tylko za człowiekiem, ale też za własnym życiem sprzed jego odejścia. Czasami myślała, że wtedy jej życie zostało przecięte grubą kreską. Przed nią była Ginny, która wierzyła, że niektóre rzeczy są stałe. Po niej ta, która już nie zakładała niczego z góry.
Może dlatego tak dobrze odnalazła się w samotności. Początkowo przypominała jej o pustce. O tym, kogo nie było. O miejscach przy stole, które zostały puste. O telefonach, których już nie miała do kogo wykonywać. Z czasem jednak przestała patrzeć na nią jak na brak. Stała się czymś, co należało tylko do niej. Bezpiecznym miejscem, do którego nikt nie mógł wejść bez jej zgody.
Jennifer?
Uniosła głowę. Przy jej stoliku stała kobieta, którą przez kilka sekund próbowała dopasować do jednego z odległych wspomnień. Brązowe włosy. Ten sam sposób przechylania głowy. Uśmiech, który wydawał się znajomy, choć przez moment nie potrafiła powiedzieć dlaczego. Patrzyła na nią jeszcze chwilę, jakby samo przyglądanie mogło podsunąć odpowiedź.
Ginny, czy to ty, czy znowu zrobię z siebie debilkę?
Ginny zmarszczyła lekko brwi. Potem padło imię.
Meadow.
I nagle wszystko się zgadzało. Nie tyle twarz, co cały sposób, w jaki się uśmiechała, lekkie przechylenie głowy, ton głosu, nawet to nerwowe rozglądanie się, jakby sama nie była do końca pewna, czy dobrze trafiła.
– Meadow – powtórzyła za nią. Wypowiedziała to imię ciszej, jakby sprawdzała, czy nadal brzmi znajomo. A potem zaśmiała się krótko, szczerze zaskoczona tym spotkaniem. – Tak, pamiętam.
Ginny jeszcze przez chwilę patrzyła na nią w milczeniu. Nie spodziewała się tego. Nie tutaj, nie teraz. Właściwie nie spodziewała się jej już od dawna.
Spojrzała na wolne miejsce obok siebie. Jeszcze chwilę temu była zadowolona, że siedzi sama. Samotność nie była dla niej przypadkiem ani koniecznością. Była wyborem. Czymś, co przez lata nauczyła się cenić i czego nie miała zamiaru porzucać tylko dlatego, że nagle przy jej stoliku pojawiła się twarz z przeszłości.
Ale to była Meadow, ktoś z życia sprzed postawionej przez nią k r e s k i.
Ginny zawahała się. Może nawet odrobinę dłużej, niż wypadało. Czuła, jak pomiędzy nimi zaczyna pojawiać się ta niezręczna cisza, w której żadna nie wie jeszcze, co zrobić z tym przypadkowym spotkaniem. W końcu odłożyła widelec, przesunęła lekko filiżankę, żeby zrobić więcej miejsca, i chrząknęła cicho.
Wskazała głową wolne krzesło.
– Mam wolne miejsce. Jak chcesz się dosiąść, to zapraszam.
Przesunęła się trochę, robiąc jej więcej miejsca przy stole. Potem oparła dłonie na kolanach i przez moment przyglądała się znajomej twarzy. Przez te wszystkie lata wydarzyło się tak wiele, że trudno było mówić o zwykłej przerwie w znajomości. To nie były po prostu lata, które minęły. To był zupełnie inny etap życia.
Meadow znała Ginny sprzed tego wszystkiego. Sprzed śmierci ojca. Sprzed narzeczonego, który miał być częścią jej przyszłości. Sprzed samotności, którą Ginny początkowo traktowała jak karę, a później nauczyła się traktować jak własny wybór.
Znała ją z czasu, kiedy jeszcze wierzyła, że pewne rzeczy zostają z człowiekiem na zawsze.
Ginny sama nie wiedziała, co dziwniejsze – zobaczyć kogoś z tamtego życia czy pozwolić mu usiąść przy sobie teraz. Przesunęła palcem po brzegu filiżanki, po czym uniosła wzrok na Meadow. Przez moment nic nie mówiła. W jej spojrzeniu była mieszanka zaciekawienia i ostrożności. Ogarnęło ją coś między nostalgią a ciekawością do tego, ile z dawnego życia jeszcze w niej zostało. W końcu lekko się uśmiechnęła i ruchem dłoni wskazała krzesło raz jeszcze.
– No już. Siadaj.
34 y/o
For good luck!
176 cm
💼 dyrektor ds. komunikacji i PR w avalon global industries
Awatar użytkownika
Czarna owca, nie tylko w rodzinie. Sprzeciwia się wszystkiemu i wszystkim. Trudno jest nadążyć za jej myślami. Pracoholiczka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przeszłość pozostawiała w nas o wiele więcej niż tylko wspomnienia. Każdy z nas nosił bagaż naszych dawnych decyzji, nie zawsze tych dobrych i przemyślanych. W chwili kiedy zauważyła gdzieś w oddali Ginny, powróciło do niej to wszystko co wiązało się z czasami studiów. Popełniała wtedy naprawdę sporo błędów, można wręcz powiedzieć, że uczyła się jakby po omacku tego czym jest dorosłe życie. Uczyła się tego jak zadbać o siebie, o swoje własne potrzebny. Nawet jeśli wszystkim zdawało się, że ma to wszystko podane na tacy. Osoby, które mogły znać jej rodzinę, zapewne wiedzieli lepiej. Wiedzieli to, że nigdy nie było jej łatwo, a rodzice nie wspierali swoją córkę tak jak powinni to robić. Jeszcze kilka lat temu czekałaby na każdą ich aprobatę, dobre słowo ale teraz zrozumiała, że nigdy nie będzie na tyle dobrą córką, żeby mogli być z niej dumni. Przecież tylko o to chodziło, o to by poczuć się o wiele lepiej, wiedząc, że przez cały ten czas miałaby wsparcie najbliższych.
Pracowała więc dwa razy więcej niż inni ale nigdy nie narzekała. Udało jej się przecież wyjść na swoje, pokazać wszystkim, że jest na tyle silną i zawziętą kobietą, że każde potknięcie może traktować jak okazję do zrobienia czegoś wspaniałego. W tym momencie swojego życia zdała sobie sprawę, że chyba lepiej, że jej rodzina nie wspierała ją zbyt mocno podczas jej dorastania. Nie była aż tak zepsuta jak niektóre osoby z tych samych kręgów. Odcinała się od tego, chociaż jej charakter nie pomagał. Przecież nie każdy jest w stanie z nią wytrzymać, to też jeśli ktoś stał się częścią jej niewielkiego kręgu znajomych i przyjaciół, to musiały to być osoby niezwykle wyjątkowe i silne, głównie psychicznie.
Wiele się zmieniło od kiedy ukończyła studia. Przeszła przez wiele perturbacji w swoim życiu, że nie zawsze miała okazję by utrzymać kontakt z kimś, kto przecież był jej bliski w tamtym czasie. Ginny na pewno nie była jedną z koleżanek, które spotykała tylko na zajęciach. W innym wypadku nie fatygowała by się teraz do niej. Raczej nie jest z tych osób, które zajmują się sztucznym utrzymywaniem znajomości, tylko dlatego że tak wypada. Jeśli coś miało być jednostronne to nie miało to sensu. Zapewne to, że od dłuższego czasu nie rozmawiały ze sobą to kwestia tego, że każda poszła w innym kierunku ze swoim życiem. Nie mogła nikogo obwiniać o to, że chcieli zawalczyć o swoje własne szczęście czy to w miłości czy też w pracy. Sama mocno skupiała się na karierze i to było jej całym życiem, nawet jeśli gdzieś po drodze pojawiały się uczucia i związki, to jak widać nie potrafiła z nikim żyć na dłużej. Może to się kiedyś zmieni ale teraz nie było na to większych pespektyw, tak naprawdę Meadie nie myślała o tym. Nie zastanawiała się nad tym, że miałaby teraz porzucić swoją karierę albo chociaż w małej części zmienić swoje podejście do pracy. Chyba nie dorosła jeszcze do tej poważnej decyzji by założyć rodzinę. Nawet jeśli czuła się samotna i próbowała o tym nie myśleć.
Samotność była dla niej trudna ale nie mówiła o tym głośno. Może nawet nie zauważała, że jest w niej całkowicie pogrążona. Przez własne zaangażowanie w pracę i to, że rzadko pojawia się we własnym apartamencie, po prostu jej umysł nie miał czasu by to zauważyć. Przeanalizować w sposób, który uświadomiłby jej, że jednak potrzebuje coś w swoim życiu zmienić. Nie musiała przecież pchać się w długotrwały związek ale chociaż wyjść na przeciw swoim potrzebą. Zapewne ta nieudana randka była jej wołaniem o pomoc, a może próbą zrozumienia czego tak naprawdę potrzebuje.
Szukała czegoś albo kogoś, kto znowu pomoże jej zapomnieć dlaczego w ogóle pojawiła się w tej restauracji. Będzie w ten sposób mogła udawać, że tak naprawdę nic się nie stało. Lepiej to, niż użalanie się nad sobą i nad tym, że nawet głupia randka jej nie wychodzi. Miała przed sobą jeszcze cały wieczór. W dodatku zgłodniała od tego popijania wody i wina. Dlatego też ruszyła tak pewna siebie w kierunku dawnej znajomej.
- Cieszę się, że pamiętasz. Chyba już nie przeżyłabym tego gdyby ktoś znowu powiedział mi, że się pomyliłam - zaśmiała się pod nosem bo teraz te wszystkie wpadki wydawały się naprawdę zabawne. Nie mniej, w tamtym czasie nie było jej do śmiechu, wręcz próbowała jak najszybciej oddalić się z miejsca i próbowała zapomnieć o tym, że zaczepiła kogoś obcego.
Ginny wcale nie musiała zaprosić ją do swojego stolika, tak naprawdę Langenberg na to nie liczyła bo przecież ta druga mogła na kogoś czekać. Mogła być umówiona, a ona zwyczajnie wchodziła jej w paradę. Kiedy wreszcie zrozumiała, poczuła się nieswojo, może nawet było jej wstyd. Przecież niewiele osób przychodzi do restauracji by pobyć w samotności. Chociaż i w tej kwestii nie mogła być taka pewna. Przecież mogło chodzić o spotkanie biznesowe albo rodzinne.
- Jesteś pewna, że nie będę przeszkadzać? - poczuła, że to ona powinna pierwsza zapytać i przeprosić. Nie każdy miął ochotę ponownie wracać do tego co było kiedyś i nie było tutaj mowy o tym czy znały się jeszcze za czasów studiów, czy później. Przecież teraz też mogła mieć inny powód by nie chcieć rozmawiać z Meadow. Zawsze mogła po prostu powiedzieć jej, że jest zajęta ale jednak stało się inaczej.
Trochę niepewnie ale wreszcie usiadła na krześle obok niej. Delikatnie się uśmiechnęła i odwróciła się w stronę jednego z kelnerów, mając nadzieję że za moment będzie mogła zamówić czerwonego wino. Może powinna skupić się tylko na wodzie ale dzisiaj już nic nie było tak poukładane jak chciała.
Dopiero teraz miała okazję przyjrzeć się kobiecie, temu jak bardzo zmieniła się od ich ostatniego spotkania, zapewne kilka tygodni po tym jak odebrały dyplom. Wtedy chyba też spotkały się w restauracji, chociaż tego Meadow nie mogła być już pewna. W tamtym czasie jej myśli już od dłuższego czasu skupiały się na kolejnych krokach, na tym jak będzie mogła rozpocząć swoją karierę, jeśli w ogóle to miałoby się jej udać. Zbyt ambitnie do tego podchodziła. Zapewne to było powodem tego, że teraz nie miała zbyt wielu przyjaciół. Wszyscy gdzieś rozmyli się wraz z kolejnymi jej decyzji i godzinami spędzonymi przy biurku.
- Minęło już tyle lat, a ty ciągle wyglądasz tak samo. Co u ciebie? - oczywiście, że to był komplement. Musiała przyznać, że niewiele się zmieniła. Oczywiście była teraz dojrzalszą kobietą, która na pewno przeszła dość sporo w swoim życiu. Nie wiedziała jednak o szczegółach, o tym jak zmagała się z utratą ojca i narzeczonego.

Ginny Wheeler
papryczka
ludzie mym triggerem, wszechobecna dwulicowość
35 y/o
For good luck!
164 cm
wykłada entomologię na University of Toronto
Awatar użytkownika
it's probably nothing. it's just a little neighbourhood murder.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Meadow Langenberg


Ginny przez moment przyglądała się kobiecie stojącej przy jej stoliku, trochę zaskoczona tym przypadkowym spotkaniem, ale zdecydowanie mniej niechętna, niż mogłoby sugerować jej milczenie. Meadow należała do tej odległej części jej życia, o której właściwie nie myślała już od lat, dlatego jej obecność wydawała się czymś niemal nierzeczywistym. Mimo wszystko nie przeszkadzało jej towarzystwo. Wręcz przeciwnie, dziwnie przyjemnie było zobaczyć kogoś, kogo nie musiała najpierw poznawać od początku. Kogoś, przy kim nie musiała zastanawiać się, co powiedzieć i ile o sobie zdradzić.
– Nie, wcale mi nie przeszkadzasz – odpowiedziała spokojnie, przesuwając lekko rzeczy ze stojącego obok krzesła. W jej głosie nie było przesadnego entuzjazmu, ale też żadnej rezerwy, która mogłaby zniechęcić Meadow. Po prostu pozwalała jej usiąść, jakby to było czymś zupełnie naturalnym. Być może właśnie tego potrzebowała tego wieczoru – odrobiny czyjejś obecności, nawet jeśli jeszcze nie wiedziała, co miałaby z nią zrobić.
Samotność dawno przestała być dla niej czymś, z czym walczyła. Po śmierci ojca została z nią właściwie z konieczności, a kiedy kilka lat później odszedł narzeczony, nie bardzo miała już komu udowadniać, że wszystko jest w porządku. Została sama i z czasem przestała się nad tym zastanawiać. Nie dlatego, że tego chciała. Po prostu człowiek potrafił przyzwyczaić się do niemal wszystkiego, jeśli miał wystarczająco dużo czasu. Ginny nauczyła się więc wracać do pustego mieszkania, przygotowywać kolację dla jednej osoby i nie zerkać na drugi koniec stołu, szukając kogoś, kogo już tam nie było. Praca również skutecznie pozwalała nie zadawać sobie pytań, na które odpowiedzi nigdy nie były szczególnie wygodne.
Spotkanie Meadow przypomniało jej jednak o czasach, kiedy jeszcze wszystko wydawało się prostsze. Uniwersytet należał teraz do niemal absurdalnie odległej przeszłości. Pamiętała długie godziny spędzone między zajęciami, kawę wypijaną w pośpiechu i rozmowy, które wydawały się wtedy niezwykle ważne, choć dziś prawdopodobnie nie pamiętałaby nawet połowy ich tematów. Pamiętała też jedno z zajęć, kiedy Meadow spóźniła się kilka minut i z absolutną pewnością próbowała przekonać prowadzącego, że zegar na korytarzu musiał się spieszyć. Ginny do dziś pamiętała jej minę, kiedy okazało się, że problem nie leżał w zegarze. Wtedy potrafiło ją to bawić przez cały dzień. Dzisiaj wspomnienie wywoływało jedynie cichy, nieświadomy uśmiech. To wszystko było tak dawno temu, że tamta wersja ich obu wydawała się niemal obca.
Teraz mogła tylko patrzeć na Meadow i próbować odnaleźć w jej twarzy kogoś, kogo pamiętała sprzed lat. Sama nie sądziła, żeby wiele pozostało z tamtej Ginny. Nie chodziło nawet o wygląd. Zmieniło się znacznie więcej. Zbyt wiele rzeczy wydarzyło się po drodze, by można było po prostu usiąść naprzeciwko dawnej znajomej i udawać, że minione lata były tylko krótką przerwą. Nie zamierzała jednak od razu opowiadać o wszystkim. O ojcu, którego już nie było. O narzeczonym, który miał być jej przyszłością, a ostatecznie stał się kolejnym wspomnieniem. To nie był temat na pierwsze kilka minut rozmowy, nawet jeśli Meadow kiedyś była jej bliska.
Dlatego pozwoliła tej chwili po prostu trwać. Było niespodziewane, może trochę dziwne, ale z całą pewnością nie niechciane. Kiedy więc Meadow skomentowała jej wygląd, Ginny uniosła lekko brwi, a na jej ustach pojawił się ledwie widoczny uśmiech.
– To chyba ty pamiętasz mnie lepiej, niż ja pamiętam siebie – mruknęła pod nosem, sięgając po kieliszek. – Bo trochę się wydarzyło od tamtego czasu.
Co u ciebie?
Cisza po tych słowach zawisła między nimi. Przez chwilę musiała zastanowić się, od czego właściwie zacząć. Nie była przyzwyczajona do opowiadania o sobie, szczególnie komuś, kogo nie widziała od tak dawna.
– Wykładam na uniwersytecie, więc można powiedzieć, że utknęłam dokładnie tam, gdzie kilka lat temu obiecywałam sobie, że na pewno nie utknę. – Uśmiechnęła się lekko, choć w jej głosie nie było szczególnej ironii. Najwyraźniej po prostu pogodziła się z tym, że niektóre rzeczy w życiu układają się zupełnie inaczej, niż zakładało się na początku.
Przez kilka lat mieszkała w Kingston. To tam wróciła, kiedy potrzebowała odsunąć się od wszystkiego, co przez długi czas wydawało jej się całym życiem. Miasto znała dobrze i miało tę zaletę, że nie wymagało od niej ciągłego tłumaczenia się z tego, kim jest i dokąd zmierza. Wystarczyło pracować, wracać do domu i pozwolić kolejnym dniom mijać. Z czasem jednak zatęskniła za Toronto, choć długo nie chciała się do tego przyznać. Za tempem miasta, za ludźmi, których nie znała, i za poczuciem, że może zacząć od nowa, nawet jeśli w rzeczywistości zabierała ze sobą całą przeszłość.
– Do Toronto wróciłam cztery lata temu – dodała, sięgając po kieliszek. – I wygląda na to, że tym razem zostałam na dłużej.
Spojrzała na Meadow spokojnie, jakby sama świadomość upływu tych czterech lat była dla niej odrobinę zaskakująca. Czas miał ostatnio nieprzyjemny zwyczaj płynąć szybciej, niż powinien. Przez moment zawahała się, po czym dodała z lekkim uśmiechem:
– Brzmi mało interesująco, wiem. A ty? Dalej tutaj?
ODPOWIEDZ

Wróć do „Archeo”