Obaj w swojej młodości byli dynamiczni nie tylko w sposobie, w jaki prowadzili swoje życie, ale również w swoich charakterach. Apollo był ambitny i temperamentny. W liceum wydawało mu się, że cały świat stał u jego stup tylko i wyłącznie dlatego, że był przystojny i utalentowany. A przynajmniej tak mu mówiono, a on nie miał powodów, by temu nie wierzyć. Życie było wtedy przyjemne i nic nie zapowiadało na to, że nie osiągnie sukcesu. Być może za mocno uwierzył temu wszystkiemu, bo tak naprawdę nie miał okazji do tego, by to przekonanie o sobie zweryfikować. Był bowiem jednym z wielu podobnych sobie młodych ludzi, którzy również chcieli tego samego, co on. Był więc ambitny i nierzadko pozwalał na to, by ta ambicja przysłoniła mu zdrowy rozsądek czy nawet człowieczeństwo. Nie miał bowiem większych skrupułów by nie podłożyć komuś nogi i skłamałby, gdyby powiedział, że czyjś upadek go nie cieszył. Wieść o tym, co stało się z Ayaanem smakowała mu niczym słodki karmel wlewany prosto do gardła.
Bo w głębi duszy Apollo wiedział, że był złym człowiekiem. I że złością, dorównującą tej, którą czuł do Ayaana za to, co tamten mu zrobił, czuł również do siebie za to, że nie pokusił się na to, by zrobić to pierwszemu. A pewnie były ku temu okazje. Mógł go popchnąć, podłożyć nogę, zepchnąć ze schodów w każdej chwili, gdy się ze sobą spotykali. Być może przy każdym spotkaniu i pod każdym z jego uśmiechów czaiła się gdzieś, głęboko ukryta, myśl o tym, by zrobić te wszystkie rzeczy, Jednak z drugiej strony lubił spędzać z nim czas. Nie wiedział, dlaczego akurat takie uczucie musiało narodzić się w nim względem tego chłopaka, ale tak się już stało i nie mógł tego zmienić. Nie chciał tego zmieniać, bo Ayaan wydał mu się jedyną osobą, która była w stanie go zrozumieć. I chociaż nie łączyła ich łatwa do zdefiniowania relacja, Apollo zawsze czuł się dodatkowo zraniony wiedząc, że została ona przecięta.
Nie sądził, że zdoła być spokojny, jeśli kiedykolwiek spotka Ayaana. Sądził jednak, że nidgy do tego nie dojdzie, bo Indie były daleko, a on sam nie planował podróżować aż tam. Wizja spotkania czy nawet pojednania z chłopakiem wydala mu się jednie hipotetycznym scenariuszem, jaki rozgrywali od czasu do czasu na terapii. I wizja nieziszczenia sprawiała, że było mu łatwiej udawanie tych pozytywnych scenariuszy. Zetknięcie się z nim na żywo sprawiło, że wszystko poszło w las. Okazało się również, że terapie i ćwiczenia nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, bo wszystkie emocje, z którymi miał się na nich rozprawić, znalazły swoje ujście. I pewnie gdyby spotkali się w innych okolicznościach, to blondyn zareagowałby dużo gwałtowniej, bo teraz musiał się nieco opanować, z uwagi na to, że wokół było tak dużo ludzi.
–
Tak… trzeba się zmieniać, jak sądzę – odpowiedział mu, opierając się o siedzenie. Kilka słów cisnęło mu się na usta, jednak uważał, że nie był to ani czas, ani miejsce na to, by o tym mówić. Zmiany były wskazane, jednak oczywistym było, że najlepszymi były te, na które decydowaliśmy się z własnego wyboru, a nie kierowaniu okolicznościami, na które skazali nas inni. W ogólnym rozrachunku, jego życie nie było tragiczne. Nie skończył źle, bo w sumie mógłby obrać całkowicie inną ścieżkę, jak chociażby uciekać w używki, co było częstym wyborem u ludzi, którym życie się sypało. Być może terapia dała jakieś sensowne i pozytywne skutki.
–
Och… – powiedział, słuchając go. Nie wiedział, czy sam byłby w stanie wrócić do miejsca, gdzie nie było jego rodziny. Zgadywał bowiem, że Ayaan pojechał do Indii ze swoją rodziną i tam ją zostawił, wracając do miejsca, w którym się wychował, ale w którym nie miał w sumie nikogo. Ta myśl sprawiła, że trochę zrobiło mu się go szkoda. –
No ma to sens – przyznał jednak, kiwając głową z lekkim zrozumieniem. Albo próbą zrozumienia go. Nie wiedział, czy on sam by tak postąpił. Nie wiedział, czy na miejscu chłopaka wróciłby do miejsca, z którym zerwałby wszelkie więzy. Apollo poza rodziną i wspomnieniami nie miał tutaj niczego, do czego mógłby wracać. No a wspomnienia zawsze można było stworzyć nowe w innym miejscu, z innymi ludźmi. Dlatego tylko rodzina go tu trzymała i dopóki nie zmieni swojego nastawienia do niej, to pewnie nie będzie chętny do długotrwałych wyjazdów.
–
Całkiem nieźle, tak sądzę… robię doktorat, badam męską niepłodność, a raczej czynniki, które wpływają na to, że odsetek niepłodnych mężczyzn z Toronto i okolicach zwiększa się z roku na rok – przyznał. Cóż, tematyka jego pracy powodowała, że wiele osób nie lubiło o tym rozmawiać. Niemniej jednak on lubił mówić o tym, co robił, bo miał wrażenie, że dokłada swoją niewielką cegiełkę do tego, by pomagać innym. Były to może zbyt wielkie oczekiwania, no ale dzięki temu lepiej mu się pracowało długimi godzinami w laboratorium.
–
No cóż, gdyby nie to, to pewnie skutecznie bym cię unikał – stwierdził bezpośrednio. Bo taka byłaby prawda. Gdyby wiedział, że wrócił i wiedział, w jakich miejscach przebywał, to zrobiłby wszystko, żeby tylko na niego nie wpaść i nie musieć odbyć tej rozmowy.
Nie wiedział jeszcze, czego chciał i czego oczekiwał od ich spotkania. Ciągle targały nim emocje, jak również spontaniczność tego spotkania. Obie te rzeczy sprawiły, że nie myślał jasno. Nie wiedział więc, czy chciał kolejnych spotkań ale jednocześnie nie był przekonany do tego, że chciał go unikać. Nie wiedział, jak będzie do tego podchodzić, gdy wstanie kolejnego dnia. Teraz jednak, dziwną przyjemność czerpał z obecności Ayaana obok.
Ayaan Malviya