Może gdyby wiedziała ile kosztowało go to, aby powstrzymać swoje własne odruchy, to by doceniła jego gest, ale on nie pokazywał swojej chęci odpowiedzi w sposób widowiskowy. Nie był jak ci wszyscy faceci, którzy pokazywali jacy to są silni, emanując swoją wściekłością, bijąc w ścianę obok głowy dziewczyny. On zatrzymał to wszystko w sobie, głęboko, zaciskając jedynie mocniej szczękę. A bolało. Ale ze wszystkich osób, ona akurat miała spore chody. Chociaż musiał przyznać, że trochę go to kosztowało.
—
Tamto dwadzieścia ton dawało się kontrolować. — Tak samo jak konie. Jak to się mówi, jakby koń o swojej sile wiedział, to żaden by na nim nie siedział, nie? Niemniej siłę miała, nawet jeśli nie wyglądała. Pewnie jakby potraktowała go z kopa, to też by poczuł. Poza tym. Damon, wychodziło na to, że ty też dawałeś się kontrolować. —
Teraz chcę jeszcze bardziej — przyznał, unosząc kącik ust wyżej, w charakterystycznym, wyzywającym wyrazie. Czy to była groźba? Po części chyba tak, a on lubił podejmować wyzwania, które były wymagające.
Jakby miał się z nią siłować, to mogło być ciekawie. Co prawda w tym stanie był mocno osłabiony, bo daleko było mu do szczytu formy, ale hej, wystarczyło dać mu chwilę, aby do siebie doszedł. Kilka dni. Ewentualnie tygodni sądząc po tym jak został potraktowany, chociaż mentalnie, to już był przecież gotowy do dalszego zapierdolu.
—
Wystarczyło poprosić — rzucił, wzruszając ramionami od niechcenia. Co prawda jak go rozbierała, to był nieprzytomny, więc można powiedzieć, że go wykorzystała! Nie żeby miało mu to przeszkadzać. Niemniej akurat Damon faktycznie nie miał problemu, aby paradować przed nią z gołą dupą, bo to był człowiek co nie miał wstydu.
No chyba, że właśnie jej by to przeszkadzało.
—
Możesz spać tutaj, spoko — powiedział. W końcu nie będzie jej prosić i za nią ganiać, nie? Może i ją lubił, może smakowała nieziemsko, ale nie był typem człowieka, który miałby ją błagać, aby poszła z nim do łóżka. I to tylko po to, aby w nim spać. Nie mówiąc o tym, że przecież już to wiele razy robili. W dość dziwnych pozycjach, bo ona zwykle pół-siedząco, ale to chyba jej niespecjalnie przeszkadzało. I niewiele zmieniało.
Nieważne, że dopiero co wstał - dalej był padnięty. Jakby nie patrzeć, jego organizm potrzebował o wiele więcej snu, niż dotychczas. Obejrzał się za nią, gdy sprawdzała drzwi, a potem walnął się na łóżku, czując jak jego mięśnie dziękują mu za to, że się położył. Był człowiekiem, który jako ostatni brał wolne i nic nie robił. Jakby był pracownikiem w korpo, to byłby idealny, bo nie chodziłby w ogóle na L4 czy urlop.
—
Szkoda — mruknął. Przyzwyczaił się już do tej ich pewnej… monotonii. Do tego, że się kładli, włączali coś i po prostu byli. Z dala od problemów, z dala od adrenaliny. Po prostu odpoczywali. A to było coś, czego dopiero się uczył, w dodatku przy niej. Daleko mu co prawda do osoby, która miałaby w tym złoty medal, ale już chociaż potrafił usiąść i nie robić za wiele.
—
Może być — rzucił na jej propozycję.
Przeniósł na nią spojrzenie, gdy przysiadła na łóżku, najwyraźniej wybierając „pójście z nim do łóżka” niż spanie na ziemi lub kanapie. Obserwował jej kolejne ruchy, a gdy wychyliła się w jego kierunku, aby pocałować jego poranione wargi, odwzajemnił ten niewielki ruch, nawet częściowo się podnosząc, co by się z nią spotkać w połowie drogi. Jedną rękę nawet przeniósł na jej kark, częściowo palcami zahaczając o jej włosy z tyłu głowy.
—
Brałaś też poprzednie warty — rzucił, nie odsuwając się od niej zbyt daleko. —
Idź spać. Chuj wie co czeka nas jutro. — W ich przypadku to nigdy nie było wiadomo. Wiedział jednak, że musi się skontaktować z Giovannim. Jakoś, bo wszystko co miał, w tym telefon, to stracił.
Raz jeszcze wyciągnął się, aby skrócić odległość między nimi do zera i ponownie ją pocałować - łagodnie, ale pewnie, bo skoro już raz jej zasmakował, a ona mu odpowiadała, to jakoś tak pozwalał sobie na coraz więcej. Tylko, że na całowaniu się kończyło. Chociaż przedłużył ten gest bardziej niż powinien, o kilka kolejnych pocałunków. Zanim jednak poczuł, że robi się ciepło, a oddech przyspiesza, oderwał się od niej, kończąc tą czułość na dwóch pojedynczych, krótkich pocałunkach na linii jej szczęki.
Walnął się na plecy, wcale nie tak daleko od niej, jedną rękę pozostawiając „otwartą” w razie jakby postanowiła jednak zostać przy nim. To była tylko propozycja, bo to, że się z nią całował nie oznaczało, że mogła z nim spać! W łóżku! Inaczej niż dotychczas. A to, że był cały obandażowany niczego nie zmieniało, bo ból był teraz o wiele łatwiejszy do zniesienia.
Candace Callahan