26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I want you and your beautiful soul
You're the one I wanna chase
You're the one I wanna hold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Zdawał sobie sprawę, że powinien się opanować, przestając przesadnie reagować. Stresowało go to, dobrze? Nie pierwszy raz znajdował się u lekarza i zapewne nie ostatni, biorąc pod uwagę jego kondycję zdrowotną, niemniej do tej pory obywało się jakoś bez kazań, pouczeń i gorszych rokowań. Na domiar złego, co wcale nie ułatwiało, doktor Kim mimo wszystko zdawał się być naprawdę zainteresowany jego stanem, zupełnie odbiegając od schematu lekarza, który jak najszybciej chciał się pozbyć swojego pacjenta. Niezależnie od tego jakim brakiem odpowiedzialności wykazał się Felix, jego lekarz nie pozbył się go po pierwszym komentarzu, chociaż przecież mógł. Ba, nawet nie musiałby go przyjmować, biorąc pod uwagę, że to właśnie Carlson zawalił z terminami. Tym bardziej był wdzięczny mężczyźnie za poświęcony czas i w głowie wykreował się pomysł, by mu za to podziękować.
-Tak z własnego wyboru, czy jednak zmusili pana rodzice? Nie chcę być wścibski, po prostu wiem, jak to jest. Mam kilku znajomych, którzy wybrali ścieżki kariery tylko dlatego, że rodzice tak chcieli. Ja to rozumiem, chociaż jak nie ma powołania… ale pan jest naprawdę dobrym lekarzem i mimo wszystko się pan przejmuje, więc myślę, że no… jednak u pana to zadziałało też powołanie - stwierdził, wyrzucając z siebie kolejne słowa. kiedy siedział przed komputerem nie musiał wypowiadać ich wiele; może dlatego w momencie kontaktu z żywym człowiekiem odczuwał potrzebę sprawdzenia, czy jeszcze potrafi się posługiwać poprawnym angielskim.
-No… dobrze. postaram się. Ale to też nie wymówki, to po prostu… sytuacje, na które nie mam wpływu. No bo przecież nie jestem w stanie przewidzieć, czy ktoś postanowi mnie nagle gonić, prawda? A przecież mimo wszystko lepiej jest uciekać, niż od razu dać się zabić nawet jeśli ten bieg też grozi śmiercią - skomentował, bo jemu wydawało się to dość racjonalne. Gdyby tylko mógł wychodzić z domu bez konieczności modlenia się, by te zbiry nie stały w pobliżu, byłby naprawdę szczęśliwy. Niby mógłby się przeprowadzić, ale umówmy się - nie było go na to stać. Musiał więc mierzyć się z aktualną sytuacją, doprowadzając ostatecznie Rohana do palpitacji serca na wieść, że po raz kolejny coś odwalił, narażając jego ciężką pracę.
Słysząć o cofnięciu upoważnienia na chwilę przygryzł dolną wargę, jakby rozważał tę możliwość. Z jednej strony spałby spokojnie wiedząc, że jego rodzice nie będą dostawali wyników, które mogłyby ich zaniepokoić, ale z drugiej nie był pewien, czy by ich to nie zraniło. Ostatecznie zawsze (no przynajmniej od kilku lat) byli ze sobą szczerzy, a Carlson nie ukrywał, kiedy mu się pogorszyło.
-Myślę, że rodzicom było przykro, gdybym teraz cofnął upoważnienie. Z pewnością pomyśleliby, że coś się dzieje! - westchnął. oczywiście, że doktor musiał mieć rację. Był mądry, inaczej nie byłby lekarzem!
Zachichotał niekontrolowanie, kiedy żel zetknął się z jego ciałem. Był chłodny i zwyczajnie łaskotał, a Felix na owe pieszczoty był niebywale podatny. starał się jak mógł, żeby zachować powagę i nie poruszać, ale nie mógł niczego poradzić, że miał takie łaskotki! Tak, z całą pewnością nie ułatwiał Kimowi zadania i zachowywał się niemal jak jakiś pięcioletni, niesforny pacjent.
Wstrzymał oddech, kiedy dłoń mężczyzny znalazła się na jego torsie, ścierając pozostałości żelu. Było w tym geście coś wyjątkowo przyjemnego i sprawiało, że serduszko chłopaka zabiło trochę mocniej. Zaraz, nie tak to powinno wyglądać! Zdecydowanie odbierał to nie tak jak powinien. Tym bardziej rad był, że Rohan usiadł za biurkiem, pozwalając Carlsonowi odetchnąć i pozbyć się dziwnych myśli, które zaczęły mu się dobijać do głowy.
-To dobra wiadomość! tajką rodzice mogą usłyszeć - uśmiechnął się szeroko i jakby z ulgą. Przynajmniej jeden problem z głowy, prawda?
Usiadł, ubierając koszulkę, której wcześniej się pozbył. Nagle siedzenie z gołą klatą w obecności Kima zaczeło go krępować. Zdecydowanie było to irracjonalne zachowanie, nad którym jednak nie panował.
Słuchał uważnie jego słów, starając się wszystko zapamiętać. O ile zakład, że pewne rzeczy mu umkną, ale przynajmniej będzie miał na kartce zapisane dawkowanie leków, bo bez tego pewnie zapomniałby, że w ogóle należy je brać.
-Postaram się o niej pamiętać! Znaczy… na pewno będę pamiętał! - zapewnił, skwapliwie kiwając głową na potwierdzenie własnych słów. Odebrał od niego receptę, a kiedy jego palce delikatnie musnęły te należące do lekarza, poczuł się co najmniej nietypowo! - Hm… naprawdę dziękuję, doktorze. I przepraszam, że wytrąciłem pana z równowagi - powiedział poważnie, przyciskając skrawek papieru do piersi, jakby miał nagle stać się tarczą przed niestosownymi emocjami, które pojawiały się w Felixie.

Rohan Kim
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
31 y/o
For good luck!
184 cm
Rezydent kardiochirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Oh honey, I am your saviour
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słysząc kolejne słowa Felixa, Rohan spojrzał na mężczyznę nieco uważniej. Nie był pewien skąd nagle to przepytywanie, skąd takie zainteresowanie jego osobą. Większość ludzi raczej stroniła od tego typu spoufalania się z nim, wiedząc, jaki bywał zimny i szorstki. Nie przelewał w słowach, potrafiąc zmieszać błotem kogoś, kto zachowywał się w sposób irracjonalny i zwyczajnie głupi. Nikt o zdrowych zmysłach nie próbował się z nim zaprzyjaźnić, szczególnie że na jakąkolwiek pozytywną reakcję ze strony Rohana trzeba było sobie zapracować.
- Nigdy nie widziałem się w żadnej innej roli - odparł, co nie do końca odpowiadało na pytanie Carlsona, ale tym musiał się zadowolić. Kim nigdy w życiu nie przyznałby się przed kimś - w dodatku de facto obcą osobą - że taka ścieżka kariery została na nim praktycznie wymuszona. Nie przyznawał się do tego nawet przed sobą samym. - Dziękuję za słowa uznania. Myślę, że wie pan, w jaki sposób może mi pan okazać wdzięczność - nie chciał się powtarzać, ale stan zdrowia Felixa - a właściwie jego serca - liczył się tutaj najbardziej. W oczach Carlsona, Kim musiał uchodzić za świetnego specjalistę, którego życiową misją jest uratowanie tylu istnień, ile tylko się da, a którego jedyną przywarą była brutalna bezpośredniość i szorstki charakter. Lekarz wolał nie wyprowadzać go z tego przekonania. Przede wszystkim nie miał na to czasu.
- Zabić? - to jedno słowo dużo bardziej przykuło uwagę Rohana niż cała reszta tłumaczenia mężczyzny. Lekarz zmarszczył brwi, próbując odgadnąć czy Felix mówi to na poważnie, czy jednak była to znów jakaś słaba wymówka, mająca na celu uchronić mężczyznę przed "gniewem" Kima. - Mam cichą nadzieję, że to bardzo słaby żart. Jeśli jednak nie, istotnie są to okoliczności, które mogą usprawiedliwić wzmożony wysiłek fizyczny - i nie będzie mu już więcej powtarzał, że powinien się oszczędzać. Dość już się o tym nagadał. Instruowanie Felixa by podobne sytuacje się nie powtarzały także nie miało sensu - bo nad takimi zdarzeniami nie dało się zapanować. Rohan dobrze o tym wiedział. Przecież wcale nie tak dawno temu jego także napadnięto.
- Szpital nie informuje osób postronnych o takich rzeczach - bo tym staliby się rodzice Carlsona, gdyby faktycznie wycofał to upoważnienie. Po prostu "osobami postronnymi". I fakt, że należeli do rodziny miał tutaj drugorzędną rolę. Gdyby szpital miał wysyłać zawiadomienia o każdej zmianie w tego typu upoważnieniach, trzeba by chyba stworzyć nowe miejsce pracy, które zajmowałoby się tylko i wyłącznie tym. I to takie na pełen etat - Niemniej, pochwalam taką decyzję - skomentował jeszcze Rohan. Pacjent bez emergency kontaktów to pacjent, który w razie poważnych komplikacji staje się problemem.
Badanie dobiegło końca, instrukcje dotyczące następnej wizyty zostały wydane, recepta wypisana, więc Rohan zaczął wypełniać już ostatnie informacje w systemie. Nie zauważył tego, że chłopak nagle zaczął się peszyć. Zdarzało się, że miewał nieco bardziej wstydliwych pacjentów, ale każdego z nich Kim traktował tak samo - udając, że absolutnie nic nie widzi. Chociaż akurat w tym przypadku było w tym sporo prawdy, bo wzrok miał przyklejony do monitora.
- Panie Carlson, potrzeba znacznie więcej, aby wytrącić mnie z równowagi - dodał jeszcze, gdy Felix postanowił go przeprosić. Nie tolerował wymówek, spóźnialstwa i marnowania swojego czasu, ale nie zaszedłby daleko w tej karierze, gdyby nie potrafił hamować swojego gniewu. Byli pacjenci, którzy poznali go z gorszej strony - ale Carlsonowi daleko było jeszcze do przekroczenia tej granicy. - I trzymam pana za słowo. Dziękuję. Mógłby pan poprosić kolejną osobę do gabinetu?

KONIEC

Felix Carlson
Solhy
Posty z AI, nadmierna infantylność
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”