20 y/o
For good luck!
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Gdyby ktoś nagle postanowił zapytać go, jakim cudem w ogóle wylądował nad tym jeziorem, nie potrafiłby odpowiedzieć na pytanie. Dokładając do tego fakt, że szedł tam z dziewczyną, którą poznał całkiem niedawno podczas dość nietypowego zdarzenia mającego związek z konwentem organizowanym w Toronto, otrzymywało się sytuację iście nierealną, przynajmniej w świecie Oscara. Bo jak to - z dziewczyną?! I gdyby tylko jego serce nie było mocniej na widok męskich twarzy, z pewnością mógłby potraktować to jako randkę, bo Yubi okazała się być naprawdę w porządku dziewczyną. Momentami za bardzo energiczną, ale zdaniem Malone nie było w tym niczego złego.
-Dzięki, że mnie tu zabrałaś. I to nie tak, że nie chcę tutaj z tobą być, bo to całkiem fajne wyrwać się gdzieś, ale czy nie wolałabyś tutaj być na przykład ze swoim chłopakiem? - spytał. Ich znajomość nie rozwinęła się jeszcze na tyle, by posiadał jakiekolwiek informacje na temat jej stanu cywilnego, ale znał życie na tyle, iż zdawał sobie sprawę, że wszystkie fajne osoby szybko są zaklepywane. Tyczyło się to zarówno płci pięknej, jak i tej mniej urodą (nie zdaniem Oscara) grzeszącą. A może się z nim pokłóciła i chciała posłużyć się nim, żeby wzbudzić zazdrość? Jeśli tak, wolał o tym nie wiedzieć, bo nijak nie były mu potrzebne komplikacje w życiu. Miał ich aż nadto.
Skierowali się w stronę pomostu, przy którym spokojnie dryfowało kilka żaglówek. Patrząc na stan co niektórych Oscar wolałby się na nich nie znaleźć. Całe szczęście udało im się wybrać taką, która mogła ich w bezpieczny sposób przeprawić wodami jeziora.
Wgramolili się na pokład razem z innymi osobami, mając zaszczyt zając miejsce na pokładzie. Idealne podłoże do opalania się.
-Umiesz pływać? To tak w razie, gdybyśmy nagle zaczęli tonąć. Bo wiesz, tam na środku pewnie jest całkiem głęboko, a ja nigdy nikogo nie ratowałem - zerknął na dziewczynę. Nie chciał jej straszyć, ale wypadki chodziły po ludziach.
Na litość wszystkiego?! Od kiedy właściwie pojawiał się u niego taki pesymizm? Do tej pory, chociaż przeszłość była raczej krzywdząca, starał się patrzeć na każdy dzień z uśmiechem na twarz, a przynajmniej grymasem, który go imitował. A teraz? Chyba serio potrzebował relaksu, by chociaż na chwilę wyrzucić z głowy myśli o zaginionym bracie, którego nadal nie udało mi się znaleźć.

yubi wang
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie należała do ludzi, którzy zawierali przyjaźnie w przerażająco szybkim tempie. Co to, to nie. A jednak jakiś czas temu, gdy paradowała po mieście w cosplayu jednej z postaci ze swojego ulubionego anime, przykuła uwagę Oscara, którego ostatecznie zaprosiła, aby dołączył do niej na konwencie. Jej koleżanka wystawiła ją dla jakiejś randki, a narzeczony niezbyt interesował się podobnymi rzeczami, więc zaproszenie niemalże nieznajomego wydawało jej się najrozsądniejszym rozwiązaniem. Makes sense? No? Oh... okay.

Idąc w kierunku łódek, spojrzała na Oscara i uśmiechnęła się szeroko. - Nie ma za co. To ja dziękuję, że zgodziłeś się tutaj ze mną przyjść - odparła, zerkając na niego kątem oka. - Um, wiesz... - podrapała się po głowie. - Tak właściwie to mam narzeczonego, ale on nie przepada za takimi rzeczami. Woli grać w gry komputerowe, a na zewnątrz wychodzi tylko w ostateczności. - Posłała mu ciepły uśmiech, bo nie chciała, żeby zabrzmiało to tak, jakby właśnie narzekała na własnego partnera. Chociaż po części dokładnie to robiła. Zwłaszcza że gdzieś z tyłu głowy wciąż błąkały się wspomnienia o chłopaku poznanym w Paryżu, przez którego od czasu powrotu jej relacja z narzeczonym wydawała się jeszcze bardziej... skomplikowana. - A ty? Masz kogoś? - zapytała, próbując podtrzymać rozmowę.

Chwilę później znaleźli się już na pokładzie i zajęli swoje miejsca. - Umiem pływać. Mój ojciec bardzo chciał mieć pewność, że będę najlepsza absolutnie we wszystkim, kiedy dorastałam - westchnęła. - Znasz ten mem, że jeżeli wydaje ci się, że jesteś w czymś dobry, to na pewno gdzieś istnieje jakieś azjatyckie dziecko, które robi to lepiej? - zaśmiała się pod nosem. - Właśnie w ten sposób próbował mnie wychowywać mój ojciec. Wyobraź sobie jego minę, kiedy okazało się, że jego idealna córeczka jednak nie wygrywa każdego konkursu, do którego ją zapisał. - Na moment uciekła spojrzeniem w stronę wody... zaraz jednak na jej ustach ponownie pojawił się delikatny uśmiech. - Także w razie czego, Mal-Mal, jeżeli zachłyśniesz się wodą, nie musisz panikować. Chętnie cię uratuję, okej?

mal-mal
20 y/o
For good luck!
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Yubi była fajna - tyle Oscar był w stanie powiedzieć. Szybko zaskarbiła sobie jego sympatię sprawiając, że po raz pierwszy od dawna czuł się po prostu dobrze. Swoim gadulstwem potrafiła sprawić, że zapominał o problemach wiążących się chociażby z niemożnością znalezienia brata, czy zastanawianiem się, czy będzie miał do zjeść. Kosze co prawda wypełnione były po brzegi produktami, których inni ludzie nie chcieli, ale ulica była zwyczajnie przepełniona bezdomnymi i trzeba było się nieźle napocić, żeby czasem nie zostać dźgniętym tylko dlatego, że ktoś inny upatrzył sobie dany kontener. A umówmy się, Malone był raczej słabej postury i daleko mu było do osoby, która potrafiła walczyć. Mógł sobie wmawiać, że jest inaczej, mógł się buntować, ale jeden porządny cios potrafił powalić go na ziemię. Czas poważnie pomyśleć o jakimś treningu. Jak tylko zajdzie pracę i lokum zapisze się na siłownię i udowodni samemu sobie, że potrafi się zmienić i to on będzie chronił innych ludzi przed niebezpieczeństwem! Jak chociażby utonięcie, chociaż tu istniało prawdopodobieństwo, że poległby sam.
-Pewnie jakbym się nie zgodził to podałabyś mi milion argumentów, dlaczego powinienem jednak tu z tobą przyjść, przy okazji zagadując mnie na śmierć - powiedziała, uśmiechając się do niej. Uwielbiała mówić, to pewne. Ale nie było to ani trochę irytujące - wręcz przeciwnie, pozwalało zapomnieć o wszystkich złych i nieprzyjemnych rzeczach. Jej przyjaciele mieli szczęście, że była obok. - Och, to trochę słaby ten twój narzeczony, wiesz? Jak ja bym się z kimś spotykał, to spędzałby z tym kimś dużo czasu, nie ważne gdzie. I na pewno gry nie byłyby ważniejsze! - stwierdził. Szkoda, że nigdy nie miał za bardzo możliwości, żeby wykazać się w praktyce. Słowa słowami, ale czyny mówiły więcej, prawda? Ostatecznie to właśnie nimi matka dawała mu dobitnie do zrozumienia, jak nim gardzi.
-Ja? Nie. Nie mam i raczej długo nie będę mieć - powiedział, wzruszając ramionami. Po ostatnich dwóch porażkach, które skończyły się utratą przyjaciela oraz lekkim wpierdolem, póki co nie zaprzątał sobie tym głowy.

-Ale to chyba było fajne, nie? Że jednak tata się tobą interesował i chciał dla ciebie dobrze - rzucił. Tego samego nie mógł powiedzieć o sobie, bo jego rodzice nigdy nie powinni mieć dzieci. A dorobili się dwójki.
Skierował twarz w stronę słońca, napawając się delikatnym wiatrem, który smagał jego twarz, kiedy żaglówka przecinała wody jeziora, oddalając się coraz bardziej od brzegu.
- Był aż tak apodyktyczny? Rodzice potrafią być beznadziejni - skomentował. Ze skrajności w skrajność - jak nie starali się zrobić ideału, tak inni znaleźli sobie worek treningowy. - Trochę wyglądasz jakbyś nie była silna. Twoje rączki są chudsze nawet od moich - powiedział, przytrzymując się pokładu, kiedy mocniej nimi zabujało.

yubi wang
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Parsknęła śmiechem, mierząc go od stóp do głów. - Ahhh, czy aż tak łatwo to po mnie poznać? - westchnęła dramatycznie. - Myślałam, że wydaję się kimś bardziej tajemniczym, a tutaj od razu rozgryzłeś jeden z moich pięciu pomysłów na to, w jaki sposób mogłabym cię przekonać, gdybyś jednak nie zgodził się na tę eskapadę - posłała mu rozbawiony uśmiech. Nie była taka przy wszystkich ludziach, ale przy Oscarze czuła, że mogła być po prostu sobą, chociaż z tyłu głowy w dalszym ciągu krążyły jej pewne myśli... że jednak powinna się odpowiednio zachowywać, że powinna śmiać się nie za głośno, a w odpowiedniej oktawie, że powinna siadać tak, jak na kobietę przystało, a nie jak niewychowany facet. Eh, dużo tego było, a przy Mal-Malu nie musiała się tym zbytnio krępować, bo poznał ją w mniej więcej najprawdziwszej wersji, jaką była w stanie mu pokazać. - No trochę jest, ale jesteśmy już razem od liceum i przyrzekłam mu na wszystko, że już zawsze z nim będę. Chociaż ostatnio nie jest za dobrze i nawet w Paryżu… - zamarła na moment, szybko próbując wycofać się z tego, co chciała powiedzieć, no bo nie mogła przecież wspomnieć ani słowem o niebieskookim chłopaku. CO STAŁO SIĘ W PARYŻU, ZOSTAWAŁO W PARYŻU, CZYŻ NIE? Eh… - To znaczy, nawet kiedy tam byłam, to się kłóciliśmy, wiesz?

Siedziała wygodnie, przyglądając się tafli wody. Bryza unosząca się w powietrzu była wręcz kojąca, a promyki słońca opadające na jej buzię były niczym cieplutki kocyk opatulający jej skórę. - Tata interesował się wizytówką rodziny - odparła, zanim dodała, - Nigdy nie chodziło o to, czego ja chciałam albo co mnie interesowało. Musiałam zawsze przestrzegać jego zasad, ale to już nieważne, bo zostawił mnie i mamę z długami, a później uciekł - zerknęła na niego, uśmiechając się delikatnie. To był w sumie pierwszy raz, kiedy wspomniała o tym na głos, bo nikt poza jej narzeczonym o tym nie wiedział. - Twoi też są beznadziejni? - przyjrzała mu się, bo swoją drogą bardzo chciała go poznać. Parsknęła śmiechem, unosząc dłonie ku górze i próbując napiąć bicki, których nie miała. - Jak to?! Uważaj sobie, Mal-Mal… masz do czynienia z siłaczką. Dawaj, dotknij, zobacz… - zachęciła go by pomacał jej bicka, lol.

mal-mal
20 y/o
For good luck!
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

-Ten jeden pomysł udało mi się przewidzieć, ale reszta nadal pozostaje tajemnicą. Może chcesz mi zdradzić, jakie inne zagrywki możesz zastosować? - uśmiechnął się do niej. To było fenomenalne - niezależnie od tego jak wiele rzeczy kłębiło się w jego głowie, ile by problemów teraz nie miał, chwila rozmowy z tą uroczą dziewczyną, którą śmiało mógłby uważać za swoją starszą siostrę, wystarczyła, by czuł się rozluźniony i wewnętrznie spokojny. Wcześniej sądził, że nawykł już do swojego życia, ale teraz po raz pierwszy od dawna pozwolił sobie pomyśleć, że przecież zasługuje na więcej. Na normalny dom czy na spędzenie czasu w dobrym towarzystwie bez obawy, że zostanie wytknięty palcami tylko dlatego, że podobali mu się chłopcy. Dwudziesty pierwszy wiek, niby taka tolerancja, ale gdzieś znikała, kiedy ludzie faktycznie mierzyli się z odmiennością. - No to może, sam nie wiem, może to wcale nie jest miłość tylko przyzwyczajenie? Bo jednak jesteście ze sobą już chyba trochę; nawet nie wiem ile masz lat - odpowiedział. Co prawda nie wiedział wiele o związkach, ale to nie przeszkadzało by nie powiedzieć, co myślał. No bo ostatecznie gdyby faktycznie jej narzeczonemu zależało, to siedziałby obok niej na romantycznej przeprawie żaglówką, a nie pozwalał by inny chłopak, nawet jeśli gej, był tu z nią sam.
-Paryż? W Paryżu? Co się stało? Czy jakaś przygoda? - zainteresował się, chociaż nie powinien. Niestety, niezależnie od wszystkiego co ludzie mówili, każdy lubił plotki i opowiastki. Jedyne co ich różniło to sposób, jak je później traktowali i czy zostawiali dla siebie. Na Oscarze np. można było polegać, chociaż o tym naprawdę mało osób się przekonało, głównie dlatego, że nigdy nie miał wielu przyjaciół. Jednego stracił po pocałunku, a drugiego zostawił w rodzinnym miasteczku bez słowa.
-Już go nie lubię. Ma tak wspaniałą córkę i nawet jej nie docenił. Debil. mam nadzieję, że dostanie biegunki na jakimś ważnym spotkaniu i narobi w gacie - zmarszczył brwi. Czyli nie tylko jego życie pokarało, chociaż zniszczenie Yubi miało charakter głównie emocjonalny. - Moi? Tak… są bardzo beznadziejni. To taki typ, który nigdy nie powinien mieć dzieci - mruknął i aż się wzdrygnął na wspomnienie piwnicy, pasa i blizn na plecach. - Ale może rozkoszujmy się wycieczką, co BiBi? Ładna pogoda, wiatr we włosach, bujanie idealne pod chorobę morską - uśmiechnął się do niej, nie czując się gotowy by mówić o swojej rodzinie.
-Tak, tak! Ty masz takie bicki, jak ja kaloryfer, a nie mam go wcale, chyba, że w pokoju! - skomentował, serwując kolejne kłamstwo. Mieszkał na ulicy, tam co najwyżej mógł ogrzać się szmatami znalezionymi w kontenerze! - Mam cię obmacać tak przy wszystkich? A później ktoś mnie sprzeda i twój narzeczony mnie pobije. Marny układ.

BiBi
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Słuchaj, nie mogę ci zdradzić wszystkich swoich sekretów, co nie? - Uniosła brew. - Poza tym jaki miałbyś ubaw z zadawania się ze mną, gdybyś od razu wiedział o mnie wszystko, hm? - Tak na dobrą sprawę nie miała żadnych innych pomysłów. Po prostu od samego początku założyła, że Oscar zgodzi się pójść z nią na te łódki. Nie musiała mu się jednak do tego przyznawać, co nie? Hihi.

Zrobiła się spięta, słuchając, jak Oscar mówił o miłości, bo uczucia, którym przez ostatnie lata trwała wierna, chyba nigdy nie mogła tak naprawdę nazwać miłością. - Wiesz, jeżeli mam być z tobą szczera, to nie wydaje mi się, żeby na jakimkolwiek etapie była to miłość. Po prostu dobrze się ze sobą czujemy - wyznała, wzruszając ramionami. - Bardzo rzadko nawet się całujemy. Myślisz, że to coś złego? Jesteśmy razem od jakichś siedmiu lat. - Ponownie wzruszyła ramionami, chociaż temat wcale nie był dla niej tak obojętny, jak próbowała to przedstawić. Yubi naprawdę sądziła, że była aseksualna, dopóki w Paryżu nie poznała pewnego Kanadyjczyka i nie odkryła, że jednak potrafiła odczuwać pociąg seksualny. Zadziwiająca rzecz. Nie była jednak pewna, czy Mal-Mal chciał słuchać o jej niezwykle spóźnionym odkrywaniu własnej seksualności. Poza tym chyba tym bardziej nie chciała przyznawać się do tego, że podczas wyjazdu zdradziła swojego narzeczonego!

Zaśmiała się nerwowo. - Poznałam tam chłopaka, który był po prostu bardzo dobrym kompanem. Dzięki niemu zobaczyłam wiele miejsc w Paryżu w czyimś towarzystwie, zamiast zwiedzać je samotnie - powiedziała, posyłając mu ciepły uśmiech. Miała nadzieję, że na tym zakończą rozmowę na ten temat. Serduszko aż jej się krajało na myśl, że będzie musiała dalej go okłamywać. Ah. W tamtym momencie równie niekomfortowy temat rodziców okazał się jednak jej wybawieniem. - Dzięki, Mal-Mal. Naprawdę doceniam twoje słowa. I tak, życz mu tego! Należy mu się - zaśmiała się, mając nadzieję, że słowa Oscara posiadały jakąś manifestacyjną moc. - Hm, przykro mi, że cie to spotkało, Oscar. - Spojrzała na niego, po czym przytaknęła i przeniosła wzrok na jezioro. - Masz rację, to zdecydowanie nie jest pora na rozmawianie o tak poważnych rzeczach.

Zaraz potem zaprezentowała mu siłę skrytą w swoim małym bicku. - Och no, dawaj, Oscar! Nikt cię nie pobije ani nie napadnie, nada! Zaufaj mi, dotknij ich, bo jeśli nie, to… toooo… - Zamilkła, usilnie próbując coś wymyslić, a zamiast tego zrobiła więc najsmutniejszą minkę, na jaką było ją stać. - nooo, Oscaaaaarrrrr, dotkniiiijjjj - poprosiła przeciągle. Nagle łódka gwałtownie się zatrzęsła, a jakaś kobieta zaczęła krzyczeć, że jej dziecko wrzuciło tablet do wody. Jezu! Przez moment Yubi była przekonana, że wydarzyło się coś naprawdę poważnego... Upsi.

mal-mal
20 y/o
For good luck!
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Lekko brwi zmarszczył na jej słowa. No pięknie, a co jeśli mydliła mu oczy tymi swoimi pięknymi słowami, tak naprawdę obmyślając plan, jak się go pozbyć? ostatecznie nikt by za nim nie płakał, prawda? Rodzice to pewnie poniekąd się cieszyli, że go nie było - nie musieli wydawać na niego żadnych pieniędzy, wydając na swoje używki. A brat nie wiedział o jego istnieniu. Na dodatek był bezdomny, więc i przyjaciół wielu nie miał! idealny materiał do zamordowania.
-Wiesz, i tak nie dowiedziałbym się wszystkiego, ale mimo wszystko lepiej wiedzieć czego się spodziewać. Co, jeśli okażesz się psycholką? - powiedział, spoglądając na nią. Nie wyglądała na osobę, która mogłaby kogoś skrzywdzić, ale to samo myślał o Nico, a jednak omal nie zwalił go z mostu. Pozory myliły, a Oscar był beznadziejny w ocenianiu ludzi i ich zamiarów, instynkt samozachowawczy mając raczej na żenująco niskim poziomie, woląc z góry założyć, że druga strona miała jakieś ukryte zamiary.
Wyjrzał za burtę, spoglądając na błyszczącą w słońcu wodę. Życie na statku musiało być naprawdę fajne, chociaż to bujanie na dłuższą metę musiało dobijać. Wolał nawet nie myśleć jaki rollercoaster był podczas sztormu lub nieprzyjemnej pogody.
-Po co w takim razie z kimś być, jeśli nie ma miłości? To trochę takie więzienie siebie oraz drugiej osoby - mruknął, patrząc na nią. No bo czy nie właśnie uczucia były najważniejsze w związku? Może i miał dwadzieścia lat, może i wiedział o związkach totalne nic, ale też nie sądził, aby umiał być z kimś, kogo nie darzyłby niczym poza przywiązaniem czy rutyną - bo tak było łatwiej. - Ze swoimi przyjaciółmi też dobrze się czujesz, a jednak nie jesteś z nimi w związku - wzruszyłam ramionami. Nie miał prawa wytykać innym błędów miłosnych, ale jego zdaniem Yubi trochę się tam marnowała. Co jeśli z tego wszystkiego przegapi swoją prawdziwą miłość tylko dlatego, że jest z kimś nieodpowiednim?
-Całowanie jest fajne, tak sądzę. I raczej ważne no bo… to trochę jakby on wcale nie był twoim chłopakiem, a kolegą. Trzymacie się chociaż za ręce? - rzucił, lekko się krzywiąc. No coraz gorzej to dla niego brzmiało. A może był zbyt idealistyczny? Może teraz umawianie się wyglądało inaczej, niż w książkach, które zdarzało mu się czytać.
-Dobrym kompanem. Na pewno lepszym, niż twój obecny, skoro jego tam nie było - zauważył, nie wnikając w szczegóły. Coś mu mówiło, że to wcale nie skończyło się tak, jak powinno, ale przecież on ludziom do łóżka nie zaglądał! Do własnego też nie, bo go nie miał, lol.
-Shit happens, nic na to nie poradzimy. Nie wybieramy sobie rodziców - rzucił zdawkowo. Bo dla niego ten temat był równie niewygodny, jak rozmowa Yubi o swojej przygodzie w Paryżu. Niekomfortowe i wyzwalające zbyt wiele emocji.
-BiBi, nie będę cię macał przy ludziach! - skrzywił się, bo jak to tak, niecenzuralnie.
Niespodziewanie zabujało żaglówką tak, że musiał mocniej złapać się balustrady. Udało mu się nie wypaść, chociaż tego samego nie można było powiedzieć o tablecie.
-Oj, ktoś tu ma pecha - zaśmiał się, kręcąc głową. A trzeba było czas dziecku poświęcić, a nie tableta dawać.
Zaraz jednak zabujało nimi raz jeszcze, a Oscar odniósł wrażenie, że płyną dziwnie zygzakiem.
-Czy nasz kapitan to za dużo rumu wypił? - spojrzał na Yubi doszukując się oznak choroby morskiej. Wolał, by jednak się na niego nie zrzygała.

yubi wang
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

AHHHH. Prawie zachłysnęła się powietrzem - Psycholką? - powtórzyła, przykładając dłoń do klatki piersiowej. - Wow, Oscar, próbuję zapewnić ci atrakcje, a ty od razu sugerujesz, że mogłabym cię zamordować? Rude. - Pokręciła głową z teatralnym rozczarowaniem, chociaż parsknęła rozbawiona pod nosem. - Poza tym nie morduję ludzi na pierwszym wspólnym rejsie. Mam zasady. Don't underestimate me, huh? - zaśmiała się, ale gdy rozmowa znowu skręciła w stronę jej związku, troszkę zbladła na twarzy. Nie dlatego, że Oscar powiedział coś złego... co to to nie... Właściwie problem polegał na tym, że powiedział coś odrobinę za trafnego. Więzienie siebie i drugiej osoby. Jezu. Czy on musiał tak po prostu rozebrać jej siedmioletnią relację na części pierwsze, kiedy ona chciała tylko udawać, że wszystko było complicated, ale w miarę normalne? - Trzymamy się za ręce - odparła po chwili, marszcząc brwi. - Czasami. No wiesz… jak przechodzimy przez ulicę albo jak oglądamy filmy... - Urwała zdając sobie sprawę jak to brzmiało, - okej, dobra, to nie był mój strongest argument - mruknęła, chowając twarz na moment w dłoniach. - Ale to nie jest takie proste, Mal-Mal. Siedem lat to dużo. On po prostu jest... - poprawiła się, kompletnie nie wiedząc, jak powinna to nazwać. - mi znajomy? Jest pewną stałą?

Spojrzała na wodę, przygryzając policzek od środka. - Tylko że chyba masz rację. Może bardziej brzmi jak kolega niż narzeczony. - Nie chciała mówić nic więcej o Paryżu. O tamtym chłopaku. O tym, że 'dobry kompan' tak naprawdę znaczył najwspanialszy kochanek jakiego mogła sobie zapragnąć, eh. - Może był lepszym kompanem - przyznała, po czym szybko dodała, - Ale to temat na inny dzień. Albo na nigdy. Nigdy też brzmi super, co nie? - a na jego zdawkowe słowa o rodzicach tylko kiwnęła głową, bo rozumiała aż za dobrze, że niektórych tematów lepiej bylo nie poruszać.

''BiBi, nie będę cię macał przy ludziach!''

- Ja nie powiedziałam, żebyś mnie macał przy ludziach! - syknęła, czerwieniąc się, - To było zaproszenie do weryfikacji siły mojego bicka, nic więcej! - I właśnie wtedy łódką zabujało tak gwałtownie, że yubi aż sama straciła równowagę. - Nie mów takich rzeczy! - pisnęła, gdy wspomniał o kapitanie i rumie. - to brzmi jak jakiś początek pirackiej tragedii mal-mal! - Zerknęła w stronę steru, a potem znowu na Oscara - myślisz, że zaraz skończymy jak w titanicu? Boże, Oscar, musimy znaleźć drzwi! - jęknęła przerażona, tylko w przeciwieństwie do Rose, to Yubi podzieli się miejscem na nich z Oscarem i nie pozwoli mu utonąć.

mal-mal
20 y/o
For good luck!
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Żałował, że ludzie nie byli tacy jak Yubi - mili, uśmiechnięci i posiadający fajny vibe. Może wtedy nie musiałby się tak stresować nowymi znajomościami i zakładać, że każdy chce mu życie uprzykrzyć czy zrobić krzywdy. Niestety, z takimi personami miał już do czynienia, dlatego teraz, kiedy mieszkał chwilowo (miał nadzieję, że niedługo to się zmieni) na ulicy, podchodził bardziej sceptycznie. Yubi była wyjątkiem - porwała go w taki sposób, że nawet nie miał okazji się wywinąć. I prawdą było, że oscarowi nijak to nie przeszkadzało, bo zyskał naprawdę super koleżankę!
-Och, daj spokój. Kreatywność sposobu mordowania też może dostarczyć rozrywki - wyszczerzył się do niej. Był pacyfistą z wyboru i z obdarzenia naturalnego, dlatego przemoc nie była tym, co wybierał, ale przecież żartowali, prawda? Przecież Yubi wcale nie planowała mu rozwalić łba czy otruć, by później oddać rybkom. - Wspaniale, rozumiem, że mordowanie zostawiasz na kolejne randki? - rzucił rozbawiony. Teraz wyobraźnia trochę go poniosła i serio wyobraził sobie jak to dziewczę, uśmiechające się tak słodko, przyrządza ciasteczka z pokaźną ilością trucizny. Albo jak zamiast herbaty podaje kwas. Wspaniała wizja, może lepiej daruje sobie odwiedzanie jej.
-I tylko tyle? Jak przechodzicie przez ulicę? To kto tam robi za niepełnosprawne dziecko, co? - skrzywił się, bo wcale nie brzmiało to jak coś romantycznego. On chyba serio miał zbyt spaczoną i staroświecką wizję miłości, bo gdyby sam kogoś miał bardzo chętnie by go za te ręce trzymał, nie szukając ku temu specjalnie okazji. - Ja nie jestem jakimś wielkim specjalistą, ale wydaje mi się, że siedem lat to wystarczająco długo by uświadomić sobie, że się kogoś kocha, nie? I chce się z nim być nie tylko z przyzwyczajenia - westchnął. Było mu jej żal, bo wychodziło na to, że zamiast być wolna, stała się więźniem relacji, która wcale jej nie uszczęśliwia. - Nie musisz mi się zwierzać Yubi, jak nie czujesz się na sile! Ja nie nalegam, żeby nie było. Czasami po prostu łatwiej się chyba mówi do obcego - uśmiechnął się do niej, klepiąc po dłoni. Nie naciskał bo sam nie chciał być naciskany w kwestii rodziców. Może pewnego dnia będzie miał tyle odwagi, by opowiedzieć jej o ciemnej piwnicy.
-Taka weryfikacja wymaga macania! - skomentował, czując na sobie wzrok starszej kobiety, która patrzyła tak, jakby był co najmniej jakimś gwałcicielem. Czy on serio miał twarzy jakiegoś kryminalisty?!
-No ja ci mówię, że coś jest nie tak! Za bardzo nami rzuca. A co jak nabieramy wody i toniemy jak własnie taki mały Titanic? - powiedział i już po ludziach było widać, że im też się to nie podobało. Przecież kapitan powinien być sprawny, co nie?
Wstał, oczywiście wykazując się ponadprzeciętną głupotą i w tej samej chwili zatrzęsło nimi porządnie, a żaglówka wykonała gwałtowny skręt, przez co Oscar poleciał do wody razem z rudowłosą kobietą znajdującą się obok niego. Cóż, próbował się złapać balustrady, a zamiast tego złapał ją, ciągnąc za sobą w wodną toń.
rzut kostką yubi wang
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przyglądała mu się tak na dobrą sprawę nie wierząc co słyszała. - Kreatywność sposobu mordowania? - powtórzyła powoli. - Czyli nie masz nic przeciwko temu, żebym cię zamordowała, dopóki zrobię to w wystarczająco entertaining sposób? Good to know. - Uśmiechnęła się do niego przesadnie słodko, splatając dłonie za plecami. - I jakie kolejne randki?! - oburzyła się sekundę później, chociaż rumieniec wpełzający na jej policzki nie mógł skłamać, że ją wlasnie w tym momencie onieśmielił - To nie jest randka, Mal-Mal. To jest... przyjacielska eskapada łódkowa z potencjalnym rostrzygnięciem czy nadawałabym się na morderce, o!

Kilka chwil później gdy faktycznie ponownie wrócili do tematu jej narzeczonego, cała ta wesołość zaczęła z niej odrobinę uchodzić. Skrzywiła się na jego określenie, bo co prawda żadne z nich nie było niepełnosprawnym dzieckiem, ale faktycznie zabrzmiało to tak, jakby trzymali się za ręce wyłącznie ze względów bezpieczeństwa, upsiii. - Czasami trzymamy się też bez ulicy - mruknęła zawstydzona - Po prostu nie przychodzi nam to naturalnie, okej? Nie wszystkie pary muszą się ciągle dotykać. Czy to coś źle świadczy? - Tylko czy oni w ogóle byli jeszcze parą? Słowa Oscara nieprzyjemnie trafiły w jej kruche serduszko. - Właśnie w tym problem, że nie wiem, czy jestem z nim dlatego, że tego chcę, czy dlatego, że nie pamiętam już, jak wygląda moje życie bez niego. Poza tym, kto mnie zechce Oscar? Jestem dziwna, a on się do tego już przyzwyczaił. - przyznała ciszej. - Ale dziękuję. Może kiedyś ci o tym opowiem.

Po tym całym przekomarzaniu się z macaniem jej bicka, chciała jeszcze coś dodać, ale łódką ponownie zakołysało. Yubi natychmiast chwyciła się najbliższej balustrady. - Nie wstawaj, Oscar, bo... - Nie zdążyła dokonczyc. Patrzyła z szeroko otwartymi oczami, jak poleciał prosto do wody, zabierając ze sobą jakąś rudowłosą kobietę. - O mój Boże! Oscar! I TY TEŻ, KOBIETO!- wrzasnęła, dobiegajac do burty. - To ja miałam tu być rozpatrywana o morderstwo, a nie ty! - Rozejrzała się spanikowana, po czym chwyciła koło ratunkowe i cisnęła je w ich kierunku. Niestety, zamiast pomiędzy nich, trafiła Oscara prosto w głowę, holy macaroni! - Przepraszam! - pisnęła. - Łap je, Mal-Mal! I nie waż się tonąć, bo... bo sobie tego nie wybaczę!

mal-mal
ODPOWIEDZ

Wróć do „Summer by the Lake”