Eric coś tam wiedział o zazdrości.
Ciężko było nie być zazdrosnym, kiedy docierało do ciebie i widziałeś, jak żyją inni.
Zdawał sobie sprawę, że ten stan emocjonalny potrafił być niebezpieczny jak mogąca wybuchnąć w każdej chwili bomba. Bomby posiadały zawleczki. Odbezpieczenie takowej było równoznaczne z otwarciem buzi w momencie, gdy chciało się wyrazić swoje niezadowolenie połączone z obawą utraty kogoś kosztem drugiej osoby.
Bo przecież zawsze istniał ktoś lepszy. Mądrzejszy. Silniejszy. Przystojniejszy.
Wybuch stanowiła lawina słów, gestykulacje, wyrzuty o chociażby spojrzenie na kogoś, w kim dostrzegało się zagrożenie.
Stones niejednokrotnie był zazdrosny. Zazdrościł tym, którzy posiadali wspierających ojców, swego czasu zazdrościł tym lepiej zbudowanym, a także piłkarzom i influencerom, których życia wydawały się takie idealnie proste… u tych pierwszych wystarczyło odbębnić trening, potem zagrać mecz i voilà, spory pieniądz zasilał konto, dzięki czemu mogli sobie na wiele pozwolić. Dlatego myślał przez pewien czas o zostaniu sportowcem, lecz czy pływacy dobrze zarabiali? Ten sport raczej nie był aż tak popularny, więc zarobki raczej byłyby… takie sobie. Chyba, że pojechałby na olimpiadę i wygrał złoto, wtedy może firmom zależałoby aby zagrał w ich reklamach lub promował produkty ich marek - aczkolwiek pan Stones raz… dobra, dwa razy dał jasno Ericowi do zrozumienia, aby wybił sobie poważne myślenie o sporcie z głowy. Hobby? Okej. Profesja? Absolutnie NIE. Jak widać, Stones przyjął to do wiadomości i faktycznie, sport zaliczał do czegoś, co lubił. Do tej pory co jakiś czas grał w piłkę nożną lub koszykówkę na hali lub boisku - wiele zależało od pogody. Któregoś razu zapomniał ochraniaczy chroniących łydki, co spowodowało powrót z bolącymi nogami, gdyż został w nie nieźle pokopany.
Ile człowiek był w stanie zrobić, kiedy naprawdę mu na kimś lub czymś zależało?
Ile był w stanie poświęcić, aby osiągnąć cel?
Skomplikowanym celem siedemnastoletniego Erica zaczęła być Shereen. Dlaczego skomplikowanym? Ponieważ przez pewien czas dręczyły go obawy, że w chwili, gdy wszystko wyjdzie na jaw, zostanie wyśmiany, niezrozumiany i odrzucony niczym rzecz, która przestała być komuś potrzebna. Dlatego postanowił przyporządkować jej status “nieosiągalna”, uważając, że tak będzie po prostu najlepiej.
Poza tym, jak mogła być osiągalna, skoro wolała innego chłopaka?
Istniało całkiem spore prawdopodobieństwo, że właśnie przez tę całą nieosiągalność czuł, jakby pragnął zakazanego owocu. To było…niełatwe do zrozumienia przez samego Litwina. A już szczególnie miał mętlik w głowie, kiedy jego usta złączyły się z ustami Shereen, choć jednocześnie odczuwał ogromną radość, gdyż
zakazany owoc sam upadł pod jego nogi, pozwalając, by nią się nakarmił. Smakowała
lepiej niż sobie to wyobrażał. I najgorsze było to, że
Chciał więcej.
Bo to trochę tak jak ze zjedzeniem kawałka czekolady lub ciasta: po jednym kawałku chciało się więcej.
I koniec końców dostał to oczekiwane WIĘCEJ osiem lat później, co utwierdziło go w fakcie, iż
cierpliwość popłacała.
Czy mając 17 lat, przypuszczał, że w swoje 25 urodziny otrzyma TAKIE wyjątkowe prezenty?
Absolutnie.
Szczerze powiedziawszy, może to nawet lepiej, że nie wiedział, co go czeka w przyszłości, bo dzięki temu miał prawdziwą NIESPODZIANKĘ. A on lubił niespodzianki.
Tak jak wtedy, gdy usiadła mu na kolanach, a ich usta ponownie się ze sobą złączyły niczym dwa brzegi, które znów zostały połączone. Stonesa naprawdę bardzo ucieszyło, że Winfield podniosła szlaban, wpuszczając go do swojego serca - on dla niej już dawno go podniósł; możliwe, że zostałby opuszczony w momencie nieodwzajemnionych uczuć. Wtedy chyba ogólnie musiałby przemyśleć i wybrać drogę, którą powinien iść, tzn. czy odciąć od siebie niewidzialną wstęgę podpisaną imieniem przyjaciółki, pozwalając jej odejść, czy może raczej samemu spróbować odejść, pozwalając, by znalazła sobie za niego zastępstwo, czy po prostu… Innym rozwiązaniem było pogodzenie się z losem i próba oswojenia wraz z podjęciem próby, aby żyć w takiej szarej rzeczywistości — zapewne próbowałby szukać tej jedynej, tak jak to zrobił, kiedy Shereen wyjechała do Ottawy. Wtedy, ponieważ szatynka rozpoczęła związek z kimś, Eric uważał, że nie może być gorszy. Któregoś razu natomiast, zaczął rozmyślać, czy istniała na świecie pisana mu osoba, skoro przeżył ghosting, rozczarowania oraz rozstania. Miał wrażenie, że stabilizacja była obłudą, piękną iluzją, którą ludzie tworzyli, by nie dostrzegać, jak łatwo wszystko może się rozpaść, a jemu naprawdę zależało na stabilnej, silnej i prawdziwej relacji.
Czy tak wiele pragnę? Pytał samego siebie, opróżniając kolejną butelkę piwa.
Odczuwał pustkę, tęsknotę, wyciągał ręce, ale nikt go nie łapał. Miał ochotę krzyczeć, lecz ostatecznie jedynie wlewał w siebie więcej alkoholu, jakby to on był lekiem na całe zło.
Zapijał smutki, by przestać je odczuwać.
Zapijał głosy, by przestać je słyszeć.
Zapijał poczucie beznadziejności, bo chciał wreszcie czuć się wystarczająco.
Miał wrażenie, jakby alkohol go wyciszał — a jak mogło być inaczej, skoro po opróżnieniu sporej ilości butelek szedł spać, nie myśląc o utrapieniach, bolączkach… o niczym ciągnącym go w dół, niczym przywiązane do nóg liny z kamieniami. Aczkolwiek ktoś zdołał mu te liny rozwiązać, jednocześnie rzucając koło ratunkowe.
Shereen Winfield.
To ona umożliwiła mu wypłynięcie na powierzchnię oraz udzieliła pierwszej pomocy w postaci…usta-usta.
Rozpaliła go po powrocie do Toronto i to samo zrobiła w dniu jego urodzin — miał wrażenie, jakby ktoś wewnątrz jego ciała wylał kanister z benzyną i podpalił.
To było szaleństwo.
Szaleństwem było:
uświadomienie Sher, z jaką łatwością podniecała Erica.
to, do czego obydwoje siebie doprowadzali
że Eric praktycznie każdego dnia o niej myślał i pragnął być przez nią dotykany.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
you are my better half