25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

028
Oparła łokcie o ladę, czekając, aż barman skończy przygotowywać zamówienie dla chłopaka stojącego obok niej i sama będzie mogła zamówić. Noc była jeszcze bardzo młoda, a ona dosyć trzeźwa. Obie te rzeczy powinny się jak najszybciej zmienić. Odprężanie się we własnym towarzystwie zawsze wychodziło jej świetnie. Wyszła dzisiaj z mieszkania dosyć spontanicznie. Miała pracować nad kolejnymi panelami komiksu, ale coś jej podpowiadało, że potrzebuje inspiracji z zewnątrz. Czy alkohol miałby jej dostarczyć? Cóż, w jakimś stopniu na pewno. Może nie było to zdrowe podejście, ale potrafiło być skuteczne. Uznała, że najlepiej będzie, jeżeli niczego sobie nie narzuci. Nie chciała wchodzić do klubu z gotowym planem, ani tym bardziej z umówionym towarzystwem. Miała ochotę sprawdzić, co zaoferuje jej noc i przyjąć, cokolwiek miałoby to być. Ze wszystkiego przecież będzie w stanie wycisnąć przyjemności dla samej siebie.
Zapłaciła za zamówione kieliszki tequili i skinęła barmanowi w ramach podziękowania, gdy jej telefon piknął po przytknięciu do terminala. Facet poczekał, aż na urządzeniu pojawi się potwierdzenie przejścia transakcji i skierował się gdzieś dalej, by ulżyć innym gościom. River spojrzała na stojące przed nią kieliszki tequili. Jak zazwyczaj bywało, niespecjalnie interesowała ją leżąca obok cytryna ani nawet sól. Nie lubiła rozmiękczać się takimi półśrodkami. Sięgnęła najpierw po jedno szkło, a potem drugie. Wlała w siebie zawartość kieliszków sprawnymi ruchami i odchrząknęła nerwowo, czując, jak alkohol przepala jej krtań. To tylko takie pierwsze wrażenie. Tequila miała to do siebie, że bardzo szybko zaczynała wchodzić jak nóż w masło. Była wyjątkowo zdradliwa, ale zawsze wprawiał ją w odpowiedni nastrój. Cross miała słabość do takich ewenementów. I do wszystkiego, co latynoskie.
Weszła w głąb lokalu obserwując bez większego zaangażowania towarzystwo wokół. Zastanawiała się, czy powinna po prostu skierować się do części, w której był parkiet i zatracić się w muzyce, czy dać sobie jeszcze jedną okazję do rozmiękczenia kończyn dzięki procentom. Decyzja okazała się dość prosta. Przy innym końcu baru zauważyła znajomą sylwetkę. Jakiś czas już się nie widziały. Czyżby zdążyła się stęsknić? To dużo powiedziane. Niemniej jednak czuła, że to dobry kierunek tego wieczoru. Podeszła do Auroy i zatrzymała się tuż obok. Oparła dłoń o blat i bez cienia skrępowania zlustrowała kobietę wzrokiem, wyraźnie oceniając to, jak dzisiaj wygląda. Obłapanie wzrokiem to niezbyt kulturalne powitanie, ale cóż poradzić, że była wzrokowcem? Nie miała zamiaru z tego rezygnować. Uśmiechnęła się pod nosem, najwyraźniej zadowolona z oględzin.
— Nie spodziewałam się, że obecnie masz czas na imprezowanie. A może próbujesz oderwać się od nerwów po waszej sromotnej porażce? — zagadała zamiast zapytać po ludzku, jak się czuje. Nawiązywała oczywiście do niedawnej ucieczki zwierząt. Nie śledziła sytuacji na bieżąco i nie wiedziała, czy wszystkie zwierzaki zostały wyłapane. Wiadomość mignęła jej kilka dni temu i tyle. Nie wiedziała, czy pomysł tej organizacji był tylko kreteński czy jeszcze zabawny. Niemniej jednak na pewno zabawny był fakt, że ostatnie dni w pracy Swan musiały być cholernie niewdzięczne.

Aurora B. Swan
Werka
dogadamy się
29 y/o
For good luck!
160 cm
Kierownik ds. opieki nad zwierzętami Toronto Zoo
Awatar użytkownika
Life is too short to pretend you’re not into some kinky shit.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiPłacę/Wymagam
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiróżny
postać
autor

Aurora właściwie nie pamiętała już, w którym momencie zdecydowała, że wychodzi z domu. Najpierw przez dobre kilka godzin siedziała przed laptopem, patrząc na otwarte raporty, których od kilku dni nie była w stanie przeczytać do końca. Potem zamknęła komputer z trzaskiem. Była wkurzona na porażkę, której doznała jako kierowniczka. Miała dość tego zoo. Naprawdę potrzebowała relaksu, jakiejś innej przygody, która sprawi, że poczuje się lepiej. Otworzyła szafę i przez kilka minut stała przed nią bez większego celu. Nie chciała ubierać się jak do pracy. Nie chciała wyglądać jak ktoś, kto następnego ranka ma odpowiadać na kolejne pytania zarządu, podpisywać dokumenty i udawać, że wszystko jest pod kontrolą. Chciała wyglądać jak ktoś, kto ma kompletnie wyjebane. Dlatego skończyła w krótkiej, czarnej mini, wysokich kozakach i niewielkim topie, który zdecydowanie więcej odsłaniał, niż zasłaniał. Plecy miała praktycznie całe odkryte, a cienkie ramiączka ledwo trzymały całość na miejscu. Skórzana kurtka zarzucona na ramiona, kilka prostych dodatków, mocniejszy, ciemny makijaż i włosy zostawione rozpuszczone dopełniały całości. Nie wyglądała jak kobieta, która przypadkiem znalazła się w klubie po pracy. Wyglądała jak ktoś, kto bardzo świadomie chciał zostać zauważony. Dokładnie taki był plan.
Klub znalazła bez większego zastanowienia. Głośna muzyka, tłum ludzi, światła odbijające się od luster i metalowych elementów wystroju, zapach perfum wymieszany z alkoholem i potem. Idealne miejsce, żeby przez kilka godzin nie myśleć o tym, co działo się w zoo. Przy barze dostała pierwszego drinka. Drugiego nie musiała nawet specjalnie zamawiać - barman już wiedział, czego chce, kiedy tylko uniosła dwa palce. Teraz siedziała przy końcu baru, oparta łokciem o blat i powoli sączyła alkohol, obserwując ludzi poruszających się po parkiecie. Drugi drink przyjemnie rozgrzewał jej żołądek. Wreszcie zaczynało być trochę ciszej w jej głowie. Nie całkiem, oczywiście. Zoo nadal siedziało gdzieś z tyłu czaszki. Nie udało się jeszcze złapać wszystkich zwierząt, ale byli na dobrej drodze i sytuacja była znacznie spokojniejsza niż pierwszego dnia. Tyle że Aurora nie miała najmniejszej ochoty dzisiaj o tym myśleć. Tym bardziej o tym, czy jej stanowisko przetrwało cały ten cyrk. Tego dowie się niedługo. Na razie miała drinka, noc i zdecydowanie nie zamierzała pozwolić, żeby cokolwiek jej ją zepsuło.
Dlatego kiedy kątem oka zauważyła znajomą sylwetkę przeciskającą się między ludźmi, początkowo nawet nie zwróciła większej uwagi. River Cross. Przez sekundę naprawdę ją to zaskoczyło. Nie dlatego, że kobieta była ostatnią osobą, którą spodziewała się zobaczyć w klubie. Raczej dlatego, że sama do niej podeszła. Swan odsunęła powoli szklankę, opierając przedramię na barze. Nie patrzyła na nią. Wpatrzona była w butelki z alkoholem, które miała na wprost siebie za ladą baru. Unikała spojrzenia.
Aurora prychnęła cicho pod nosem. Sięgnęła ponownie po szklankę i zrobiła ruch jakby miała się napić, ale tego nie zrobiła. Westchnęła pod nosem, kręcąc głową na boki nawet nie próbując udawać, że temat ją interesuje. Po kilku dniach słuchania pytań o zoo naprawdę nie potrzebowała kolejnej osoby, która będzie jej przypominać o całym tym gównie. Zwłaszcza że Cross nie podeszła do niej przecież dlatego, że nagle zaczęło ją interesować dobro zwierząt.
- Och, spierdalaj, River.
Powiedziała to bez większej złości. Wręcz przeciwnie - w jej głosie było więcej rozbawienia niż irytacji. W końcu wzięła ten nieszczęsny łyk i odstawiła szklankę. Teraz na nią spojrzała. Od stóp do głowy. Przez moment przyglądała jej się jeszcze z tym charakterystycznym, lekko prowokującym uśmiechem. Przesunęła się odrobinę na stołku, zostawiając obok siebie wolne miejsce, choć nie powiedziała nic, co mogłoby zostać uznane za zaproszenie. Po prostu wróciła spojrzeniem do parkietu, gdzie grupa dziewczyn tańczyła pod migającymi światłami, a chwilę później zerknęła ponownie na River. Tym razem już otwarcie, bez żadnych gierek. Była ciekawa, co właściwie Cross chciała osiągnąć, podchodząc do niej po tak długim czasie. Bo przecież mogła ją zwyczajnie minąć. A jednak tego nie zrobiła. Aurora przez moment obracała szklankę między palcami, po czym spojrzała na nią z ukosa, wyraźnie rozbawiona całą sytuacją.

- Chcesz mi potowarzyszyć, pogadać o czymś innym niż zoo i schlać się w trupa?
Zapytała, dopijając do końca drugą szklankę białego ruska. Wódka działała na nią mocniej niż inne alkohole. Jutro będzie najwyżej cierpieć. Mimo wszystko nie była zirytowana tym, że Cross jest obok niej. To zdecydowanie jej pasowało, bo odrywało ją od codzienności. Szkoda tylko, że między nimi toczyła się sprawa cywilna w sądzie. Tak, Swan ją pozwała za bycie chujkiem.


Cross
Ostatnio zmieniony śr wrz 09, 2026 6:37 pm przez Aurora B. Swan, łącznie zmieniany 1 raz.
kotlet schabowy w jasnej panierce
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wzrok artystki sunął powoli po odkrytym ciele Aurory, napawając się przyjemnym widokiem. Jak tu nie kochać lata? Grudzień mógłby powstrzymać ją od wybrania akurat takiego stroju, a przecież to byłaby wielka szkoda. Nie żeby Cross potrzebowała do szczęścia negliżu. Oczywiście był mile widziany, ale nie miała nic przeciwko pozostawieniu wielu sfer wyobraźni. Nie należała do zbyt cierpliwych, ale lubiła się testować i sprawdzać. To było ekscytujące. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy w ramach swojej części powitania Swan kazała jej po prostu spierdalać. To do niej pasowało. Od początku wydawała się artystce niezwykle urocza, no i proszę bardzo! Wszystko się zgadzało. Wsunęła dłoń do kieszeni ciemnych spodni, odsuwając przy okazji kawałek czarnej, skórzanej kurtki. Materiał odsłonił więcej nagiego brzucha, bo Cross uznała, że zakładanie pod kurtkę czegokolwiek poza krótkim crop topem zasłaniającym wyłącznie piersi, byłoby marnotrawstwem.
— Dziękuję, ty też wyglądasz dzisiaj zajebiście — odpowiedziała, najwyraźniej uznając, że w tym ganieniu czaiły się wyłącznie komplementy. Niektórzy nazwaliby to pewnie końskimi zalotami. Faktycznie jednak nie sprawiała wrażenia, jakby wierzyła we własne słowa. Może po prostu była zdesperowana i potrzebowała jakiegoś towarzystwa – nawet takiego jak River? Nie żeby z samą artystką było coś nie tak. Uważała, że nadawała się perfekcyjnie jako towarzystwo wieczoru przy alkoholu, ale Aurora po prostu nie zdawała sobie jeszcze z tego sprawy. Nie miały zbyt wiele okazji, by rozkoszować się swoim towarzystwem bez dodatkowego warczenia na siebie. Wyglądało na to, że właśnie zyskały perfekcyjną możliwość sprawdzenia, jak im to wyjdzie.
— A twoi prawnicy nie wściekną się, że spoufalasz się z wrogiem? — zasugerowała usiadła na wolnym miejscu obok Swan. Na taki przebieg wieczoru pewnie nie wpadłaby nawet w momencie, gdyby próbowała ułożyć sobie w głowie jakiś plan. To było najlepsze w tej całej spontaniczności. Potrafiła zaskakiwać rzeczami, które nie wydarzyłby się, gdyby człowiek próbował w nie ingerować. Nie zakładała, ze cos złego mogło wyniknąć z tego wieczoru. Niespecjalnie przejmowała się pozwem, bo to nie pierwsza tego typu sytuacja w jej życiu. Nie zapowiadało się też, żeby miało przemienić się to w sprawę karną, przez którą wylądowałaby w więzieniu, więc tym bardziej nie miała niczego do stracenia. Pieniądze były prawie nieistotne. Zamówiła dla siebie kolejne dwa kieliszki tequili, a dla Swan wzięła po prostu jeszcze raz to samo. Barman na szczęście nie potrzebował dodatkowych wyjaśnień i po prostu wziął się do roboty.
— Jesteś z tych, co po wódce zaczynają się smucić, tańczyć czy pieprzyć? — zapytała, ruchem głowy wskazując na butelkę, po którą sięgnął barman, żeby uzupełnić zamówienie Aurory. River nie spodziewała się, że taki alkohol będzie wyborem akurat... takiej kobiety. Pewnie naturalniejsze byłyby jakieś kolorowe drinki w wyjątkowo niewygodnych do picia szklankach. Najlepiej z dodatkiem bezsensownych ozdób jak fikuśne parasolki albo fragmenty owoców, których i tak nikt nigdy nie zje.

Aurora B. Swan
Werka
dogadamy się
29 y/o
For good luck!
160 cm
Kierownik ds. opieki nad zwierzętami Toronto Zoo
Awatar użytkownika
Life is too short to pretend you’re not into some kinky shit.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiPłacę/Wymagam
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiróżny
postać
autor

Jej wzrok, trochę bardziej leniwy niż jeszcze kilkanaście minut temu, zatrzymał się na River. Najpierw na twarzy, potem zjechał niżej, zatrzymując się na odsłoniętym brzuchu. Dopiero teraz właściwie zauważyła, co Cross miała pod kurtką. Krótki top, kawałek nagiej skóry i całkiem zgrabny brzuch, którego River najwyraźniej nie miała najmniejszego zamiaru ukrywać. Aurora uniosła lekko brew. Właściwie... dobrze. Nie miała nic przeciwko temu, że nie tylko ona postanowiła dzisiaj pokazać trochę więcej ciała. Nawet jej się to podobało. Zdecydowanie bardziej, niż powinna przyznać. Wyglądał na ciekawy obiekt do gryzienia. Jej wzrok zatrzymał się tam o sekundę za długo, zanim wrócił do twarzy River. Kiedy barman postawił przed nią kolejną szklankę, Aurora uniosła ją w krótkim geście podziękowania.
Upiła trochę, czując przyjemne ciepło rozchodzące się po żołądku. Jeszcze nie była pijana, ale napięcie powoli schodziło z karku, a myśli przestawały krążyć wyłącznie wokół zoo. Zaśmiała się pod nosem na uwagę o prawnikach i obracała szklankę w dłoni.
- Moi prawnicy mogą się martwić, kiedy będą mieli o co. Jak będziesz dzisiaj grzeczna i zadowolisz mnie swoim towarzystwem, to może nawet wycofam pozew. Ale nic nie obiecuję.
Powiedziała to spokojnie, niemal obojętnie, choć sama wiedziała, że nie rzuciła tego przypadkiem. Od jakiegoś czasu rzeczywiście rozważała wycofanie sprawy. Pieniądze były pieniędzmi, ale cały proces mógł ciągnąć się zdecydowanie za długo, zabierając jej czas i energię. Problem polegał na tym, że oznaczałoby to również, że River mogłaby uznać, iż wygrała. A Aurora zdecydowanie nie lubiła przegrywać. Nie mogła pozwolić sobie na to, że jakaś artystka będzie lepsza.

Na pytanie o wódkę parsknęła śmiechem.
- To zależy ile w siebie wleję. Na razie mam ochotę potańczyć, ale jeszcze nie zasłużyłaś na ten widok.
Wskazała palcem na swoją szklankę.

- To jest dopiero trzeci drink. Możesz poczekać. Loteria, złotko.
Odchyliła się wygodniej na stołku, ale nie odsunęła od River. Wręcz przeciwnie - kiedy muzyka zrobiła się głośniejsza, przesunęła się odrobinę bliżej, żeby nie musieć podnosić głosu. Jej kolano znalazło się blisko nogi Cross. Aurora nawet na to nie spojrzała, jakby było to zupełnie przypadkowe. Przez chwilę po prostu ją obserwowała. River była bezczelna, irytująca i zdecydowanie zbyt pewna siebie, ale przynajmniej nie była nudna. Dzisiaj właśnie tego Swan potrzebowała. Oderwania od codzienności, bycia kimś innym niż kierowniczką w zoo, która ustawia ludzi na prawo i lewo. Przechyliła lekko głowę i uśmiechnęła się pod nosem.

- Ale skoro już mamy udawać, że nie znamy się wyłącznie z sali sądowej i zoo... powiedz mi coś o sobie, czego nie wiedziałabym po pięciu minutach rozmowy z tobą.
Upiła kolejny łyk, nie spuszczając z niej wzroku.

- Tylko coś ciekawego. Historia ma zawierać trochę akcji i romansu. Nie mam dzisiaj ochoty słuchać o twoich sukcesach artystycznych. Mam je po prostu w dupie. Wystarczą mi rachunki za twoje bazgroły na murze.
Odstawiła szklankę i przesunęła palcem po jej krawędzi, a właściwie zaczęła zataczać koło wokół brzegu. Potem jeszcze raz zerknęła na odsłoniętą skórę brzucha River, na jej nogi i znów na twarz. Tym razem już z lekkim, zaczepnym uśmiechem.

- Albo powiedz mi coś, czego kompletnie bym się po tobie nie spodziewała.
Nie był to już zwykły small talk. Aurora naprawdę była ciekawa. Im dłużej siedziała obok Cross, tym mniej interesowała ją River, którą znała z graffiti, pozwu i problemów, a coraz bardziej ta, której jeszcze nie znała. Alkohol też robił swoje i sytuacja, od której próbowała uciec. Naprawdę chciała czegoś innego niż problemy. Rozrywka, oderwanie się od rzeczywistości, coś szalonego, coś naprawdę żałosnego lub nawet proste nawalenie się w klubie i powrót taksówką na bosaka. Cokolwiek! Śmierdzi trochę desperacją, ale tylko troszkę.


Cross
kotlet schabowy w jasnej panierce
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zastanawiała się nad powodem pojawienia się tego obłapującego spojrzenia. Nie robiło jej żadnej różnicy, czy jej rozmówczyni robi to w ramach skontrowania tego, co poczuła sama czy może naprawdę była zadowolona z widoku. Przynosiło to ten sam skutek. Dawało przyjemność im obu. Połechtanie ego River nie było wielkim wyzwaniem, a ona uwielbiała się na to nadstawiać. Bonusowo Aurora zyskała przecież wyjątkowo przyjemny widok, więc tak na dobrą sprawę, powinna podziękowań Cross, że do niej zagadała.
— Z chęcią cię zadowolone — zapewniła z wyraźną premedytacją odrzucając zbędne dopełnienie. W jej oczach od razu błysnęło zainteresowanie. Podobały jej się wszystkie opcje, które malowała teraz w głowie. Jeżeli faktycznie uda jej się dzisiaj pozbyć sprawy sądowej, będzie bardzo zadowolona. Mogła cwaniakowaci do woli, ale to nie tak, że śpi na pieniądzach albo że jej wydawnictwo wyśle jej w nagrodę kwiaty. Dodatkowo jeżeli faktycznie miałaby oprócz spokoju ducha otrzymać rozluźnienie ciała, byłaby bardziej niż usatysfakcjonowana. Czuła się jak sroka, która dostrzegła gdzieś wyjątkową błyskotkę. Paskudna z niej oportunistka.
— Ale mogę od razu zastrzec, że jak wypadnie smutek, to wychodzę? Do reszty się dołączę — zaproponowała takim tonem, jakby faktycznie omawiały właśnie jakąś umowę. Może w tej kwestii pójdzie im łatwiej niż z potencjalną ugodą? Już przecież prawie złapały niezły kontakt! A przynajmniej ten fizyczny. Artystka nie poruszyła się, kiedy Aurora zmieniła pozycję. Obserwowała ją bardzo uważnie. Śledziła jej ruchy jak kot obserwujący zdobycz. Swan, o ironio, najwyraźniej wyzwalała w niej jakąś dziwaczną, zwierzęcą energię.
— Po pierwsze — zaczęła i wyciągnęła przed siebie palec, żeby lepiej zobrazować wyliczankę. Wyciągnęła oczywiście środkowy
— Nazywanie mojej sztuki bazgrołami jest poniżej nawet twojego poziomu. A po drugie... — Uśmiechnęła się z fałszywą uprzejmością i wyprostowała tym razem palec wskazujący. —
— Mogłabym ci opowiedzieć na przykład o ciskaniu w policję butelkami z benzyną w trakcie po śmierci Freddiego Graya i o tym, jak się potem pieprzyłyśmy z przyjaciółką w paskudnym, amerykańskim hotelu. Mogłabym też dodać coś o setkach godzin spędzonych za kulisami, gdzie zawsze coś wybucha, no i opisać, czy lepiej pieprzą się tancerze, aktorzy czy oświetleniowy. Obawiam się jednak, że od słuchania takich ciepłych opowieści odkryjesz w sobie człowieczeństwo i stracisz cały swój urok — dokończyła i opuściła dłoń. Prześlizgnęła się po tematach bardzo powierzchownie, starając się wybrać takie, których Aurora mogła jeszcze nie słyszeć opowiadanych przez dziesiątki osób na dziesiątkach imprez, tylko innymi słowami.
Sięgnęła po postawiony obok niej kieliszek tequili. Przechyliła szkło i wlała zawartość do gardła, słuchając drugiego z pytań. Mruknęła w zastanowieniu, przełykając rozgrzewający alkohol. Przesunęła końcem języka po wardze, zbierając z niej zagubioną kroplę i odstawiła pusty kieliszek na blat.
— Rozmawiam z matkami minimum raz w tygodniu. Uwielbiam zwiedzać kościoły. I skanseny — wystrzeliła kilka prostych faktów, nie próbując tym razem dopisywać niepotrzebnej treści. Zakładała, że żadnej z tych rzeczy nie ma wypisanej na twarzy.
— Co z tego, co o tobie myślę, nie jest prawdą? — odbiła pytanie. Nachyliła się bliżej, pokonując ostatnie dzielące je centymetry. Bez żadnego skrępowania spojrzała jej w oczy. Nie miała zamiaru się odsuwać. Nie przeszkadzało jej, że ich nogi zaczęły się stykać. Chwilowo była zbyt zainteresowana pozorami wywołanymi osobowością Aurory. Ciałem może zająć się w każdej chwili. Podejrzewała, że Swan zdaje sobie sprawę, jakie sprawia wrażenie i że nie musi jej tego tłumaczyć. Chciała po prostu wiedzieć coś więcej.

Aurora B. Swan
Werka
dogadamy się
29 y/o
For good luck!
160 cm
Kierownik ds. opieki nad zwierzętami Toronto Zoo
Awatar użytkownika
Life is too short to pretend you’re not into some kinky shit.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiPłacę/Wymagam
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiróżny
postać
autor

Graffiti i artystyczne wywody River kompletnie ją nie obchodziły. Swan miała własne zdanie na temat jej talentu i nie zamierzała dzisiaj urządzać sobie wykładu z historii sztuki. Mogłyby pogadać o dziełach dawnych malarzy, drzeworytach czy nawet o długości siurka „Dawida” dzieła Michała Anioła. Serio, wiedzę ogólną Aurora miała całkiem niezłą i potrafiła wdać się w prawie każdy temat i nawet wypowiedzieć sensownie. Ciekawostki łatwo wchodziły jej do głowy.
Wypiła drinka do końca, trochę się krzywiąc. Jednak rusek był paskudny za trzecim razem. Szkoda, że wypiła wraz z nim kolejne mililitry mleka. Nici z dalszej diety wegańskiej. Uwagę o smutku przemilczała, bo River albo bierze ją w całości albo w ogóle. Prosta matematyka. Mimo to Aurora prychnęła cicho, słysząc o wyborze między tancerzami, aktorami i całą resztą. Przez moment obracała pustą szklankę w dłoni, jakby rzeczywiście rozważała temat z należytą powagą, po czym poczuła jak wódka zaczyna rozgrzewać jej organizm. To był efekt dłuższej abstynencji.
Uśmiechnęła się pod nosem, zerkając na River z tym charakterystycznym dla siebie, pewnym siebie błyskiem w oczach.
- Oj przestań, Cross. Nie stracę uroku, bo znam odpowiedź. Aktorzy tylko udają, tancerze mają energię, ale z reguły ich fujary są mniejsze niż mój palec wskazujący. Odpowiedzią poprawną będą oświetleniowcy. Zgadłam?
Zapytała retorycznie, bo nie oczekiwała odpowiedzi. Bardziej chciała się podzielić z nią czymś osobistym, bo wymiana zdań zaczynała jej się podobać. Krótko, ale dobrze się bawiła.

- Kiedyś tresowałam profesora. Uległy typ, bardzo ambitny, ale kompletnie nie wiedział, co zrobić, kiedy ktoś przejmował kontrolę. Kilka razy na niego pokrzyczałam i dla żartu kazałam mu klęknąć przede mną.
Przesunęła językiem po wewnętrznej stronie policzka, powstrzymując śmiech.

- Cóż, klękał jeszcze nie raz, a ja dostałam najwyższą ocenę z administracji, a facet do dzisiaj spamuje mi na skrzynkę firmową, czy jest jeszcze szansa na sesję ze mną.
Wspomnienie wyraźnie ją rozbawiło. Co zabawniejsze, Aurora naprawdę uważała tamtą historię za jeden ze swoich większych sukcesów. Może właśnie dlatego w głowie pojawiła się jej jeszcze jedna, całkiem trzeźwa myśl: dobrze, że wtedy nie poszła z nim do łóżka. Bez seksu, bez komplikacji, bez całego późniejszego syfu. Wystarczyło, że facet do dziś najwyraźniej nie zapomniał, kto tamtego dnia rozdawał karty i czego, albo kogo, tak naprawdę potrzebuje.

Dopiero po chwili wróciła wzrokiem do River. Im dłużej na nią patrzyła, tym trudniej było jej udawać przed samą sobą, że Cross jest po prostu przypadkowym towarzystwem na jeden wieczór. Była naprawdę atrakcyjna, co przemknęło jej przez myśl bez większego sentymentu. Co prawda plan na dzisiejszy wieczór był trochę inny. Miała ochotę na faceta. Kogoś, kto nie będzie wymagał od niej myślenia, rozwiązywania problemów ani analizowania kolejnych cholernych komplikacji. Tymczasem siedziała obok niej kobieta, której wcześniej tyłek pozwała do sądu, i coraz bardziej podobała jej się perspektywa sprawdzenia, co właściwie kryje się pod tą całą bezczelnością.
Na wspomnienie o dwóch matkach Aurora uśmiechnęła się zupełnie inaczej. Szczerze. Bez prowokacji i bez tej swojej wiecznej potrzeby kontrolowania rozmowy. Spojrzała spokojnie w stronę River, z nutą zazdrości.
- Dwie matki.
Pokręciła głową z niedowierzaniem, po czym parsknęła cicho.

- A ja przez całe życie chciałam mieć chociaż jedną. Masz szczęście.
Nie ciągnęła jednak tematu. Zbyt szybko robiło się sentymentalnie, a tego zdecydowanie nie potrzebowała dzisiaj. Zamiast tego ponownie skupiła się na River, opierając przedramię o blat. Alkohol zaczynał już robić swoje. Szybko, za szybko. To dopiero trzeci drink! Jednak nie na tyle, żeby traciła kontrolę, ale wystarczająco, żeby przestała pilnować każdego gestu.

Na ostatnie pytanie Aurora przez chwilę patrzyła na nią z kamienną twarzą, po czym uśmiechnęła się niewinnie.
- Wszystko, złotko. Jedyne co jest prawdziwe to moja praca.
Bez większego kombinowania, pytania czy jakiejkolwiek formy zawahania, zarzuciła jedną nogę na River. Zrobiła to specjalnie, by złamać jeszcze bardziej strefę komfortu.

- Jestem przecież bardzo miła, grzeczna, tulaśna, pomocna, zawsze mówię dzień dobry na klatce schodowej, mam małe, puchate kotki w domu, różowe jednorożce i kolekcję pluszowych serduszek.
Przerwała, jakby właśnie próbowała sobie przypomnieć, czy czegoś nie pominęła. Podrapała się po po policzku i kontynuowała:

- Cała jestem słodkopierdząca. Bardzo. Kocham klucze, uwielbiam lizaki, lody truskawkowe i czytam romanse, leżąc pod kocykiem.
Parsknęła śmiechem i pokręciła głową. Ostatnie było prawdą. Swan prywatnie, w domu, była całkiem miłą osobą, lubiła faktycznie romanse, lubiła płakać czytając wymyślne opowieści i patrzeć jak przez całą książkę dwójka ludzi nie potrafi wyznać swoich uczuć. Tym razem nawet nie próbowała ukryć rozbawienia. Czekała na odpowiedź River.


Cross
kotlet schabowy w jasnej panierce
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaśmiała się krótko w odpowiedzi na analizę wszystkich wymienionych profesji teatralnych. Logika, którą kierowała się Swan, miała sens. Zadawanie się z artystami zawsze niosło za sobą mnóstwo ryzyka i potrafiło kończyć się spektakularnie i okropnie. Walki między ego nie były przecież proste. Nie żeby nie trafiali się zakochani w sobie oświetleniowcy, ale River miała wrażenie, że charakteryzuje ich praktyczne podejście do życia, dzięki któremu unikają niepotrzebnych dramatów.
— Mniej więcej. Z całego serca polecam natomiast reżyserki. Zawsze były moją ulubioną kategorią — dopowiedziała szczerze. Jej sposób myślenia różnił się od tego, który skrywali w sobie stereotypowi aktorzy i czasami bardzo trudno było jej się z nimi dogadać. Osoby stojące w innych miejscach sceny niż sam środek miały w sobie dużo więcej uroku i magnetyzmu, który z różnych powodów przyciągał Cross.
Uniosła nieco podbródek, przyglądając się jej z większym zafascynowaniem niż dotychczas. Przedstawiona przez Aurorę historia wyraźnie jej się spodobała. Może nie było w niej pościgów i wybuchów, ale mówiła o tej kobiecie całkiem sporo. Wcale nie chodziło o informację, że Swan była po studiach. To akurat Cross obchodziło najmniej. Już dawno świat uciekł od czasów, w których robiłoby to na kimkolwiek wrażenie.
— Akurat to, że lubisz, jak ktoś przed tobą klęka, w ogóle mnie nie dziwi. Jestem natomiast ciekawa, jak bardzo imponują ci tacy, którzy to ciebie sprowadzą na kolana. — Spojrzenie artystki zsunęło się niżej, zatrzymując się ostatecznie na nogach dziewczyny. Z kobietami, które tak kurczowo trzymały się swojej pozycji jak Swan, zawsze była najlepsza zabawa. River nie miała wątpliwości, że istnieje sposób na namówienie jej do odwrócenia ról. Zawsze jakiś przecież jest. Wystarczy być cierpliwym w trakcie poszukiwań. Nie zakładała, że była w stanie odkryć jej słabości w ciągu jednej, dość przypadkowej rozmowy w barze, ale ta wizja rozbudziła jej ciekawość. Uśmiechnęła się pod nosem do wizji Aurory, która pojawiła się w jej głowie. Szybko się jej stamtąd pozbyła. Nie potrzebowała wyobrażeń. Przyjemniej będzie poczekać na rzeczywiste efekty. Podniosła wzrok znowu zatrzymując się na oczach siedzącej obok nie kobiety.
Skinęła głową, by potwierdzić, że to nie było żadne przejęzyczenie, tylko faktycznie ma dwie matki. Zgadzała się, że to wielkie szczęście. Kochała obie całą sobą i była im naprawdę wdzięczna za swoje pokręcone dzieciństwo.
— Ciekawe. Ja nigdy nie chciałam mieć ojca — odparła tylko krótko, również porzucając temat. To nie był moment na rozdrapywanie jakichś traum z przeszłości ani dogłębną analizę tego, jak ich rodziny wpłynęły na to, jakie są dzisiaj. Miały przecież unikać zatracania się w smutku.
Oderwała się na moment od jej twarzy tylko po to, by spojrzeć po raz kolejny na jej nogi. Z każdym kolejnym spojrzeniem podobały jej się coraz bardziej. Na pewno miało to coś wspólnego z coraz to większą bliskością, na jaką sobie pozwalały. Kiedy tylko Swan pociągnęła temat dalej, rysowniczka podniosła wzrok.
— I nie masz nawet jaj, żeby odpowiedzieć mi szczerze? Wyjątkowo to tandetne, nie uważasz? — Spojrzała na nią z rozbawieniem. Aurora zdecydowanie nie grała sprawiedliwie. Na proste informacje, które otrzymała, zareagowała wyjątkowo nieadekwatnie.
— W czym problem? Tak bardzo boisz się, że jednak mi się nie spodobasz? — zażartowała. Zmyślanie sobie osobowości było niezłą strategią, ale mogła chociaż wycelować w cos bardziej kreatywnego. Jedna z dłoni Cross przylgnęła do nagiej łydki Swan. Przesunęła palcami o zaledwie kilka centymetrów, delikatnie zahaczając skórę paznokciami. Przynajmniej Aurora nie powinna mieć żadnych wątpliwości, że artystce jej ciało bardzo przypadło do gustu.

Aurora B. Swan
Werka
dogadamy się
29 y/o
For good luck!
160 cm
Kierownik ds. opieki nad zwierzętami Toronto Zoo
Awatar użytkownika
Life is too short to pretend you’re not into some kinky shit.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiPłacę/Wymagam
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiróżny
postać
autor

Alkohol zaczynał przyjemnie rozluźniać jej myśli, ale jeszcze nie odbierał kontroli. Wręcz przeciwnie - sprawiał, że łatwiej było jej robić rzeczy, na które na trzeźwo pewnie poświęciłaby kilka minut zbędnego analizowania. Kiedy River wspomniała o reżyserkach, Swan tylko uniosła lekko brew i uśmiechnęła się pod nosem. Nigdy nie miała reżyserki. Reżysera też. Może rzeczywiście coś traciła, ale zdecydowanie nie zamierzała przyznawać tego Cross. Nie zamierzała też w jakimś priorytetowym tempie sprawdzać jej słowa.
Temat klękania wywołał natomiast krótkie, rozbawione parsknięcie. Ona? Klękać? Przed kim niby? W pierwszej chwili przemknęło jej przez głowę, że wizja znalezienia się na kolanach przed River była absurdalna. Alkohol mógł robić swoje, Cross mogła wyglądać cholernie dobrze, a ich rozmowa mogła nabierać coraz bardziej niebezpiecznego tonu, ale bez przesady. Jeden wieczór przy barze zdecydowanie nie wystarczał, żeby Aurora nagle zaczęła oddawać komuś kontrolę. Nikomu jej nie odda. Zwłaszcza jej.
- Nie rozpędzaj się tak, Cross. Po jednym wspólnym chlaniu jeszcze nie zamierzam przed tobą klękać.
Uśmiechnęła się przy tym tak, jakby właśnie rzucała jej wyzwanie. Dłoń River na jej łydce zdecydowanie zauważyła. Podobnie jak paznokcie przesuwające się po skórze. Nie odsunęła nogi. Zamiast tego spojrzała najpierw na jej dłoń, potem powoli podniosła wzrok na twarz kobiety. Kącik ust drgnął jej jeszcze wyżej. Cross zdecydowanie nie należała do osób, które długo czekały na pozwolenie, a Aurora zaczynała podejrzewać, że właśnie to podobało jej się w niej najbardziej. Mogła się oczywiście mylić, bo się kurde nie znały!

Nachyliła się bliżej. Na tyle, że między ich twarzami zostało zaledwie kilka centymetrów. Nie pocałowała jej. Nie zamierzała dawać jej aż tak łatwej satysfakcji. To jeszcze nie ten etap. Zatrzymała się tylko na moment, patrząc jej prosto w oczy, po czym powiedziała ciszej, niemal przy samym uchu:
- Ze zbieraniem kluczy i czytaniem romansów wcale nie kłamałam.
Odsunęła się równie spokojnie, jak się zbliżyła, i zaśmiała cicho. Wzrok jeszcze raz uciekł jej na River. Cross od jakiegoś czasu zdecydowanie zbyt często zerkała na jej nogi. Aurora oczywiście to zauważyła. Trudno było nie zauważyć. Sama zresztą nie była święta — nogi River wyglądały cholernie dobrze i Swan nie miała problemu z przyznaniem tego przed samą sobą. Cała kobieta miała w sobie coś, co irytowało ją równie mocno, co przyciągało uwagę. Tak, będę to powtarzał, bo autor też ma zagwozdkę!

- Skoro już tak długo się na nie gapisz, to chyba wypada sprawdzić, czy na parkiecie też robią takie wrażenie.
Sama bez większego zawahania położyła swoją dłoń na jej udzie. Przesuwała w górę i w dół, ale nie tak jak Cross. W pewnym momencie delikatnie ścisnęła skórę, przygryzając dolną wargę. Lubiła nogi.

Zrobiła ruch by dopić drinka, ale jak się okazało jej szklanka była pusta. Zrobiła urażoną minę, widząc że na razie nici z alkoholu, bo przydałby się czwarty drink. Ale tak czy siak, bez większego ostrzeżenia zsunęła się ze stołka. Przez moment stała przed River, poprawiając ubranie na ciele, po czym wyciągnęła do niej rękę. Nie było w tym ani grama pytania. Bardziej polecenie ubrane w gest, który tylko udawał zaproszenie. Brakowało tylko wskazania palcem miejsca gdzie kobieta ma podejść.
- Wstawaj. Idziemy tańczyć.
Jeżeli artystka nawet chciała jeszcze coś powiedzieć, Aurora najwyraźniej nie zamierzała jej dopuścić do słowa. Nadal kontynuowała.

- Nawet nie marudź. Przez cały wieczór tylko gadasz. Teraz sprawdzimy, czy potrafisz robić coś poza tym.
Nie żeby Aurora milczała i słuchała przez cały ten czas, prawda?

Muzyka była głośniejsza niż przy barze, światła przecinały tłum krótkimi błyskami, a Aurora poczuła, jak kolejna fala alkoholu przyjemnie rozluźnia jej ciało. Abstynencja przez tak długi czas naprawdę była ekonomiczna. Dopiero po kilku krokach spojrzała w dół na własne kozaki. Wysokie obcasy wyglądały świetnie, ale parkiet pod nogami był już zupełnie inną historią. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie powinna ich zdjąć. Z jednej strony mogła w nich wyrżnąć się przy pierwszym głupim obrocie, z drugiej - bez nich sama mogła mieć problem, żeby utrzymać odpowiedni rytm, a jeszcze była szansa że ktoś ją podepcze. Prychnęła cicho pod nosem.

Cross
kotlet schabowy w jasnej panierce
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Podobało jej się, że Aurora podłapała żartobliwy ton. Wyglądało na to, że nie miała aż takiego kija w dupie, jak się Cross do tej pory wydawało. To bardzo przyjemna odmiana. Od razu zaczęła się zastanawiać, jak bardzo da się ją rozluźnić. Może to działa wprost proporcjonalnie i potrafiła być równie pokręcona, jak poważna? To brzmiało bardzo zachęcająco. Nie lubiła ludzi oczywistych ani tych jednowymiarowych.
— To daj się od razu zaprosić na drugie — zaproponowała. Dzisiaj rano nie zgadłaby, że mogłaby się z nią napić i miło spędzić czas nawet pół razu, ale teraz była już gotowa na kilka kolejnych. Łatwo było ją namówić do przyjemności.
— Przy okazji będziesz mogła sprawdzić, po którym to ja klęknę przed tobą — doprecyzowała, uśmiechając się wyzywająco. Wolała nie sugerować jej od razu, w jaki sposób mogłaby ją do tego namówić. Wierzyła w kreatywność Aurory. Na co dzień musiała być bardzo zaradna, a takie zdolności przenikają do każdej sfery życia. Pewnie byłaby w stanie zaskoczyć rysowniczkę swoimi pomysłami, a ona bardzo lubiła być zaskakiwana. Właśnie z takich rzeczy czerpała inspirację do własnej twórczości i to nie tylko tej powiązanej z malowaniem po murach. To akurat była tylko dodatkowa odnoga, którą zaliczała raczej do hobby.
Przyjemne ciepło rozlało się w okolicach karku, kiedy Swan nachyliła się w jej stronę. Nie spodziewała się w tym momencie żadnego pocałunku. To byłoby trochę za proste, a Swan do tej pory dawała jej przecież do zrozumienia, że nie należy do banalnych. Niemniej jednak oczekiwanie, które zawisło w powietrzu, przyjemnie łechtało nie tylko jej ego, ale też wszystkie ośrodki, które w jakiś zawoalowany sposób sprawiały, że chciała nadal ciągnąć tę rozmowę. Skinęła głową, przyjmując do wiadomości dwa nowe fakty na temat kobiety. Czytanie romansów niespecjalnie ją interesowało. Kwestia kolekcji wydawała się ciekawsza, ale nie do omawiania w tym momencie. Zanotowała to jednak w pamięci.
— Wyglądają fenomenalnie, więc nawet nie planowałam się powstrzymywać. A już na pewno nie po tym, gdy zauważyłam, jaką sprawia ci to przyjemność — wyjaśniła, spoglądając na dłoń Swan na własnym udzie. Dobrze, że nie była jedyną rozpływającą się nad walorami estetycznymi. Chciała przyciągać jej wzrok jeszcze skuteczniej. Podobnie zresztą jak dłonie. Dotyk jednak zniknął szybciej niż się pojawił.
Sięgnęła po ostatni kieliszek tequili, którego wcześniej nie zdążyła dopić. Opróżniła go sprawnym ruchem. Procenty przyjemnie rozlewały się po jej ciele, przyspieszały tętno i ukierunkowały sposób myślenia. Z uwagą obserwowała, jak stojąca obok niej Swan poprawia strój. Chociaż nazywanie tego zwyczajnym obserwowaniem to raczej eufemizm. Wpatrywała się w nią jak w nowoodkryte dzieło sztuki, które koniecznie musi dokładnie przebadać. Sama powierzchowność to za mało. Wyraźnie pragnęła dotrzeć gdzieś dalej, a pożeranie jej ciała wzrokiem było najwyraźniej pierwszym etapem.
— Jak sobie życzysz — zgodziła się posłusznie. Ujęła jej dłoń i podniosła się z miejsca. Taniec dobrze im zrobi. Picie przy stoliku zmęczyłoby dużo szybciej niż ruszanie się. Cross naprawdę lubiła tańczyć i czuła rosnącą ekscytację na myśl, że za moment będzie mogła się w tym zatracić. Przebiły się przez ludzi na parkiecie. Czuła bas dudniący nawet w okolicach żołądka. Pulsujący rytm bardzo dobrze dopasowywał się do jej emocji. Objęła ją w pasie i przylgnęła do jej ciała.
— Zastanawiasz się nad czymś, co nie ma znaczenia. Przestań. — poprosiła mrukliwym tonem tuż przy jej uchu. Nie miała pojęcia, co chodzi Swan po głowie, ale po jej minie mogła wnioskować, że to coś innego niż ciało artystki – ergo – coś kompletnie nieistotnego. Skupiła się po prostu na muzyce. Jej ciało bez problemu odnalazło narzucony z głośników rytm. Biodra zakręciły się, a wszystko poza tańcem i Aurorą na moment przestało ją obchodzić.

Aurora B. Swan
Werka
dogadamy się
29 y/o
For good luck!
160 cm
Kierownik ds. opieki nad zwierzętami Toronto Zoo
Awatar użytkownika
Life is too short to pretend you’re not into some kinky shit.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiPłacę/Wymagam
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiróżny
postać
autor

Aurora poczuła, jak Cross obejmuje ją w pasie, i przez moment rzeczywiście miała zamiar coś odpowiedzieć. Jakąś złośliwość, zaczepkę, cokolwiek, co pozwoliłoby jej odzyskać przewagę w tej małej wojnie. Tyle że muzyka właśnie weszła mocniej, bas przeszedł przez całe ciało, a River była zdecydowanie zbyt blisko, żeby Aurora mogła udawać, że tego nie zauważa. Zamiast mówić, uśmiechnęła się tylko pod nosem.
- Właśnie rozważałam, czy nie zdjąć tych cholernych butów, zanim się w nich zabiję.
Rzuciła jej do ucha, śmiejąc się cicho.

- Ale skoro tak ładnie prosisz, zrobię wyjątek.
Cross wcale nie prosiła, ale Aurora tak to odebrała. W tym momencie przestała myśleć o kozakach. Przynajmniej na razie.

Rytm szybko złapał ją za ciało. Początkowo tańczyła ostrożniej, sprawdzając, czy wysokie obcasy nie zrobią z niej pośmiewiska wieczoru, ale już po kilku taktach przestała się tym przejmować. Alkohol przyjemnie rozluźniał jej ciało, muzyka robiła resztę. Zaczęła poruszać się szybciej, pewniej, coraz bardziej swobodnie dopasowując ruchy do rytmu i do stojącej naprzeciwko niej River.
Ich spojrzenia spotykały się co chwilę. Raz Aurora odwracała wzrok pierwsza, innym razem przeciągała kontakt o tę jedną cholerną sekundę za długo. Sama nie zauważyła, kiedy przestała tańczyć obok Cross, a zaczęła tańczyć właśnie z nią. Dłonie, ramiona, krótkie zetknięcia podczas obrotów, intuicyjne ocieranie i bliskość - wszystko zaczynało układać się w jeden, całkiem przyjemny chaos.
Aurora roześmiała się, kiedy przy kolejnym ruchu prawie straciła równowagę, ale zamiast się wycofać, złapała River za rękę i wykorzystała ją jako stabilizację.
- Jednak jesteś do czegoś potrzebna.
Obróciła się, a po chwili wróciła przodem do niej, już wyraźnie rozbawiona całą sytuacją. Alkohol robił swoje. Nadal wiedziała, co robi, ale coraz mniej interesowało ją, czy robi to rozsądnie. Właśnie dlatego zamiast analizować, czy przypadkiem nie poszła za daleko, po prostu dobrze się bawiła.

- Wiesz, że miałaś mi pomóc nie myśleć? Bo jak na razie średnio ci idzie.
Powiedziała jej na ucho, zbliżając ponownie się do jej twarzy i zatrzymując na dłużej, prawie ją obejmując. Uśmiechnęła się szeroko. Tym razem nie było w tym ani grama udawanej pewności siebie. Naprawdę zaczynała się dobrze bawić. Po całym tym gównie związanym z zoo, raportami, telefonami i ciągłym pilnowaniem, żeby wszystko było na swoim miejscu, nagle znalazła się na parkiecie z kobietą, która jeszcze niedawno była dla niej przede wszystkim problemem prawnym. I, co najgorsze, okazało się, że ten problem jest cholernie interesujący. Serio!

Aurora zrobiła piruet, po czym odwróciła do River plecami. Wyciągnęła ręce w górę i przez kilka taktów poruszała się swobodnie w rytm muzyki, trochę bardziej prowokacyjnie niż wcześniej, wyraźnie świadoma tego, że Cross na nią patrzy. Zerknęła przez ramię i parsknęła śmiechem.
- Nie patrz tak, bo jeszcze pomyślę, że naprawdę ci się podobam.
Sama zdała sobie sprawę, że chyba coraz mniej potrzebuje sobie tak wszystko tłumaczyć. River naprawdę jej się podobała. Jej bezczelność. Pewność siebie. To, że bez najmniejszego problemu podchodziła bliżej i sprawdzała, gdzie Aurora postawi granicę.

W pewnym momencie Swan, sprowokowana klimatem, emocjami i nowym brzmieniem wpadła na wyjątkowo głupi, ale za to bardzo zabawny pomysł. Złapała rytm i zaczęła twerkować, pewnie i bez najmniejszego zawstydzenia, pracując biodrami dokładnie w takt muzyki. Nie zwracała uwagi na to, że jej spódniczka się trochę podwija. Wysokie kozaki dodawały całemu pokazowi jeszcze więcej charakteru, a Aurora najwyraźniej doskonale wiedziała, że Cross patrzy. Po kilku sekundach obejrzała się przez ramię, posyłając jej bezczelny uśmiech. Czuła się wyśmienicie, bawiła się wybornie, a zmartwienia odeszły na inny plan!

Cross
kotlet schabowy w jasnej panierce
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Rapture”