Joy przez kilka sekund w ogóle się nie odzywała. Nie dlatego, że nie miała nic do powiedzenia, tylko dlatego, że właśnie dostała informację, która wymagała bardzo dokładnego przemyślenia.
Gołębia demonizacja. Portal do piekła. Wymiana dusz. Wszystko zaczynało się ze sobą łączyć, chociaż kilka elementów uciekało jej gdzieś po drodze, zanim zdążyła je złapać. Czuła za plecami czyjąś obecność, dopiero teraz orientując się, że nie siedzi już sama, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, plecy oparte o drugie plecy były całkiem wygodne, a skoro ktoś najwyraźniej też miał coś ważnego do powiedzenia na temat gołębi, to tym bardziej nie zamierzała narzekać. Powoli przekręciła głowę, żeby zerknąć na dziewczynę, po czym znowu spojrzała przed siebie.
—
To jest bardzo dobre.— przyznała z pełną powagą —
Naprawdę bardzo dobre. Myślałam, że to ja mam dzisiaj najlepszą teorię, ale jednak nie.— przez chwilę patrzyła na czerwone światło w oddali, które teraz wydawało jej się jeszcze bardziej podejrzane niż wcześniej —
Portal do piekła wyjaśnia bardzo dużo. Na przykład skąd one się biorą. Bo nie mogą się po prostu rozmnażać tak szybko. To by było biologicznie podejrzane.— zmarszczyła nos i podrapała się po policzku, próbując sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek widziała małego gołębia. Przez kilka sekund naprawdę intensywnie szukała tego wspomnienia, aż w końcu zmrużyła oczy —
Właściwie nie wiem, czy kiedykolwiek widziałam małego gołębia.— zamilkła. —
Czy ty widziałaś kiedyś małego gołębia?— pytanie padło z taką powagą, jakby właśnie znalazły pierwszy naprawdę twardy dowód w sprawie. Joy powoli odwróciła się w stronę kilku ptaków. —
Bo jeśli nie, to znaczy, że one się nie rodzą. One przychodzą z portalu.— pokiwała głową, coraz bardziej przekonana do własnego toku rozumowania —
To by też tłumaczyło, dlaczego zawsze wyglądają tak samo. Żaden nie jest mały. Żaden nie jest dzieckiem. Po prostu nagle jest gołąb.— przez moment siedziała cicho, a potem uniosła palec —
Chociaż nie. Widziałam kiedyś pisklę gołębia. Chyba. Było brzydkie.— zawahała się, najwyraźniej niepewna własnych wspomnień —
Dobra, to komplikuje sprawę. Wykreślamy rozmnażanie z głównych dowodów.
Przesunęła dłonie po kolanach i przeciągnęła się odrobinę, czując przy tym, że jej ciało reaguje z niewielkim opóźnieniem. Głowa nadal była przyjemnie ciężka, a myśli miały tendencję do odpływania w zupełnie niepotrzebne strony. Przez moment obserwowała dym z e-papierosa, który rozchodził się przed nimi w świetle latarni, i prawie zapomniała, o czym rozmawiały. Dopiero słowo „dusze” wróciło do niej jak brakujący element układanki.
—
Czekaj. Dusze.— powiedziała nagle, prostując się —
To też ma sens.— spojrzała na gołębia, który właśnie dziobał coś przy jej bucie —
Bo popatrz na niego. Wygląda, jakby już nie miał duszy.— ptak nawet na nią nie spojrzał —
Nie obrażaj się. To nie jest personalne.— zmarszczyła brwi —
Jeżeli jednak wymieniają ludzkie dusze na gołębie, to potrzebują ludzi, którzy będą te dusze dostarczać. I tutaj pojawia się problem, bo powiedziałaś, że jakiś frajer miał je zdobywać.— odwróciła głowę w stronę rozmówczyni —
To znaczy, że istnieje człowiek pracujący dla gołębi.— zrobiła pauzę —
Człowiek.— kolejna pauza —
Dla gołębi.— pokręciła głową z autentycznym niedowierzaniem —
To jest upokarzające stanowisko pracy. Mam nadzieję, że przynajmniej dobrze mu płacą.— przez moment wyglądała na zamyśloną. —
Chociaż czym płacą? Okruchami?
Spojrzała na grupę ptaków i nagle wskazała jednego z nich —
Ten może być księgowym.— wskazała drugiego —
Ten jest ochroniarzem. Ten wygląda na ochroniarza.— zatrzymała palec na kolejnym, który przechadzał się po chodniku z charakterystycznym dla gołębi brakiem pośpiechu —
A ten… ten jest zdecydowanie liderem.— przechyliła głowę —
Nie wiem dlaczego. Po prostu ma twarz człowieka, który wie za dużo.— zamilkła na chwilę, po czym nachyliła się trochę do przodu, jakby właśnie przechodziły do najważniejszej części śledztwa.
—
Musimy sprawdzić, gdzie jest portal.— jej wzrok ponownie uciekł do czerwonej poświaty. —
Tylko nie możemy podejść za blisko. Jak to naprawdę jest portal do piekła, to może nas wciągnąć.— zastanowiła się —
Chociaż jeśli nas wciągnie, będziemy miały odpowiedź.— pokiwała głową, po czym sama sobie zaprzeczyła —
Nie. To głupi pomysł. W piekle pewnie jest gorąco.— zsunęła dłonie po betonowym podłożu, jakby chciała upewnić się, że nadal znajduje się po właściwej stronie rzeczywistości —
Poza tym nie mam odpowiednich butów do piekła.— spojrzała na wysokie obcasy rozmówczyni, a potem na własne obuwie —
Ty też nie.— przez moment analizowała ten problem —
Musimy przygotować sprzęt. Wodę. Jedzenie. Latarkę. Jakąś linę. I coś przeciwko gołębiom.— zmarszczyła brwi —
Nie wiem co. Miotła?— zawahała się —
Nie. Miotła byłaby obraźliwa.
Oparła głowę o siedzącą za nią osobę i westchnęła cicho, wyraźnie zadowolona z kierunku, w którym poszła rozmowa.
—
Wiesz co? Podoba mi się twoja teoria.— jej głos zrobił się nieco bardziej senny, choć nadal mówiła z absolutnym przekonaniem —
Tylko musimy ją dopracować, bo jeśli mamy oskarżyć gołębie o handel ludzkimi duszami, potrzebujemy dowodów. Nie wystarczy powiedzieć policji: „ten wygląda podejrzanie”.— zerknęła na ptaka, który właśnie odwrócił się do nich tyłem —
Chociaż akurat ten naprawdę wygląda podejrzanie.— wyciągnęła rękę i wskazała go palcem —
Widzisz? Nawet teraz ucieka wzrokiem.— zrobiła krótką pauzę —
To znaczy głową. Gołębie nie mają normalnego ruchu szyi. To też jest podejrzane.— powoli pokiwała głową, a potem dodała ciszej, jakby właśnie powierzała jej największy sekre: —
Jak jutro będę pamiętać tę rozmowę, to znaczy, że naprawdę coś odkryłyśmy.
Neia Delacroix