Joy przez dłuższą chwilę nie odpowiadała, bo w głowie miała teraz jednocześnie kilka bardzo ważnych spraw, a każda z nich uparcie domagała się pierwszeństwa. Pisklę, którego istnienia nie potrafiła sobie przypomnieć wystarczająco dokładnie, żeby uznać je za wiarygodny dowód, piekielny portal świecący na czerwono gdzieś w oddali oraz ludzie, którzy z niewiadomych powodów mieliby handlować cudzymi duszami, chociaż sami mieli tylko jedną i zapewne nie zawsze wiedzieli, co z nią zrobić. Ostatnia myśl wydała jej się szczególnie interesująca, ale zaraz uciekła, kiedy poczuła, że dziewczyna siedząca za nią ma rację z tym wadliwym egzemplarzem. —
To jest możliwe. Wadliwe gołębie istnieją. Właściwie to może właśnie ten jeden mały był normalny, a wszystkie pozostałe są wadliwe i nikt nam o tym nie powiedział, bo nie chcą wywoływać paniki. — pokiwała głową, zadowolona z tego rozwiązania, po czym odchyliła ją lekko, próbując zerknąć na Neię bez konieczności obracania całego ciała. Przez moment miała wrażenie, że jej własna głowa waży znacznie więcej niż zwykle, a ruch, który normalnie nie wymagałby żadnego zastanowienia, nagle stał się zadaniem do wykonania. Zrezygnowała więc z dalszego wyginania szyi i z powrotem oparła się plecami o swoją wspólniczkę. Było jej wygodnie. Nawet bardzo. Gdyby nie sprawa o tak dużym znaczeniu dla przyszłości Toronto, prawdopodobnie mogłaby zostać w tej pozycji do rana.
—
Chociaż jeżeli jeden był normalny, to musiał się bardzo źle czuć wśród reszty. Wyobraź sobie być jedynym normalnym gołębiem w rodzinie. Wszyscy chodzą po ulicy, jedzą frytki z ziemi, patrzą na ludzi jak psychopaci, a ty chcesz po prostu znaleźć pracę i mieć spokojne życie. — westchnęła, jakby autentycznie współczuła nieistniejącemu ptakowi —
To trochę smutne. Może dlatego ich nie lubię. Może ja po prostu nie lubię myśleć o tym, że gołąb też może mieć problemy. — zamilkła, a potem zmarszczyła nos. —
Nie. Nadal ich nie lubię. Można komuś współczuć i jednocześnie nie chcieć, żeby siedział na twoim samochodzie.
Kiedy Neia zaczęła wyjaśniać, w jaki sposób piekło mogłoby płacić ludziom za dostarczanie dusz, Joy wyprostowała się nieco, jakby ktoś właśnie wspomniał o czymś, co powinna była zrozumieć już wcześniej. Wymiana. Oczywiście. To miało znacznie więcej sensu niż okruchy, chociaż akurat kwestia okruchów nadal nie dawała jej spokoju, bo skoro gołębie były tak potężne, dlaczego wciąż musiały grzebać w śmieciach? Czy piekło nie mogło zapewnić im jakiegoś porządnego wyżywienia? W głowie zaczęła układać się jej wizja biura pełnego gołębi, w którym siedzący za biurkiem ptak z czerwonymi oczami przesuwałby po blacie umowę, a człowiek podpisywałby ją bez czytania, bo byłby akurat bardzo zdesperowany. Z jakiegoś powodu gołąb miał krawat. Joy nie potrafiła sobie wyjaśnić dlaczego, ale uznała, że kierownicy powinni nosić krawaty, nawet jeżeli są demonami. —
Czyli oni nie płacą okruchami, tylko obiecują ludziom coś, czego ci bardzo chcą. — spojrzała przed siebie, jakby spodziewała się, że zaraz zobaczy jednego z takich pośredników —
To jest sprytne. Jak ktoś chce, żeby jego bliski wyzdrowiał, albo żeby nie umarł, albo żeby wygrać na loterii, to może zrobić naprawdę głupie rzeczy. Nawet podpisać umowę z gołębiem. — po chwili przechyliła głowę —
Tylko czy gołąb ma prawo zawierać umowy? Bo jeżeli nie, to cała ta sprawa jest nieważna. Musimy sprawdzić prawo piekielne. — wyciągnęła telefon, ale kiedy ekran rozświetlił jej twarz, zapomniała na moment, po co właściwie go wyjęła. Patrzyła na kolorowe ikony, przesuwając kciukiem po ekranie, aż w końcu otworzyła aparat i skierowała go na siedzącego w pobliżu ptaka —
Zrobimy mu zdjęcie. Jak będzie dowodem, to dobrze, a jak nie, to przynajmniej będę miała zdjęcie gołębia. — zatrzymała się na sekundę, przyglądając się ekranowi —
Chociaż nie wiem, czy chcę mieć zdjęcie gołębia w telefonie. To może być niebezpieczne. Mogą się przedostać przez internet. — mimo to nacisnęła przycisk, a potem obejrzała fotografię z miną kogoś, kto właśnie zrobił zdjęcie potwora z Loch Ness. Ptak wyszedł rozmazany, bo w ostatniej chwili odwrócił głowę —
Cholera. On wie, jak działa aparat.
Dopiero gdy z oddali dobiegł głośniejszy fragment muzyki, Joy zorientowała się, że impreza wciąż trwa, choć wydawała się już odległa o całe kilometry. Bas rozlewał się po placu, wibrując gdzieś w tle, a rozmowy dobiegające od strony budynku zlewały się w niezrozumiały szum. Przez moment próbowała wyłowić z niego pojedyncze słowa, ale szybko odpuściła, bo każde kolejne zdanie, które próbowała ułożyć w głowie, rozpadało się na kawałki, zanim zdążyła doprowadzić je do końca. Nie była pewna, ile czasu minęło od chwili, kiedy wyszła z imprezy, ani czy minęło go wystarczająco dużo, żeby ktokolwiek zdążył zauważyć jej nieobecność. Pewnie nie.
—
Wiesz, co jest najgorsze? — zapytała Neię, obracając telefon w dłoniach —
Jeżeli oni naprawdę wymieniają dusze, to ktoś musi prowadzić ewidencję. A jeżeli ktoś prowadzi ewidencję, to gdzieś są dokumenty. Nie można tak po prostu zabrać człowiekowi duszy i nie wpisać tego do żadnego systemu. To byłby bałagan. — zamyśliła się, po czym dodała z pełnym przekonaniem —
Może dlatego ludzie czasami znikają. Bo ktoś zapomniał ich wykreślić z listy i teraz nie wiadomo, czy żyją, czy już są w piekle. — pokiwała głową, jakby wyjaśniła sobie właśnie kilka tajemnic świata, a potem spojrzała na Neię —
Nie wiem, czy to cię pocieszy, ale jakbyś kiedyś zniknęła, to ja będę cię szukać. Nawet w piekle. Tylko musisz mi wcześniej powiedzieć, jak się tam dostać, bo nie mam ochoty błądzić.
W końcu oderwała się od rozmówczyni i podniosła z ziemi, podpierając się jedną ręką o ławkę. Przez chwilę stała nieruchomo, czekając, aż świat przestanie nieznacznie przesuwać się pod jej stopami, po czym poprawiła kurtkę i rozejrzała się po placu. Czerwona poświata wciąż była widoczna między budynkami, a teraz, kiedy patrzyła na nią z innej perspektywy, wydawała się znajdować bliżej, niż wcześniej sądziła. Nie miała pojęcia, czy faktycznie coś się zmieniło, czy po prostu wcześniej nie zwróciła na to uwagi, ale postanowiła nie komplikować sobie sprawy takimi szczegółami.
—
Dobra. Najpierw portal, potem sprzęt. — oznajmiła, wyciągając rękę do Neii, choć nie było jasne, czy chciała pomóc jej wstać, czy po prostu potrzebowała się czegoś przytrzymać —
Nie możemy przecież iść po linę, zanim nie będziemy wiedziały, czy mamy gdzie ją przywiązać. — zrobiła krok w stronę światła, potem drugi, a następnie zatrzymała się przy koszu na śmieci, na którego krawędzi siedział kolejny gołąb. Ptak przyglądał się jej z boku, przekręcając głowę, a Joy odruchowo zrobiła to samo. Przez kilka sekund patrzyli na siebie w milczeniu —
Nie. — powiedziała w końcu, wskazując go palcem —
Ty zostajesz tutaj. Nie wiem, czy jesteś normalny, czy wadliwy, ale na razie nie jesteś zaproszony. — gołąb zatrzepotał skrzydłami i zeskoczył na chodnik, po czym ruszył w tym samym kierunku, w którym zmierzały dziewczyny. Joy natychmiast odwróciła się do Neii, a jej twarz przybrała wyraz człowieka, który właśnie dostał potwierdzenie wszystkich swoich obaw.
—
Okej. To było podejrzane. — ruszyła za nim, ostrożnie stawiając kroki, ale po kilku metrach ptak zniknął za rogiem budynku. Joy przyspieszyła, po czym zatrzymała się na tyle gwałtownie, że prawie wpadła na stojący przy ścianie rower. Złapała kierownicę, żeby odzyskać równowagę, i przez chwilę przyglądała się dzwonkowi, który zabrzęczał cicho pod jej dłonią. —
Przepraszam. — mruknęła do roweru, po czym spojrzała na Neię z powagą —
Nie mów nikomu, że przeprosiłam rower. Mamy teraz ważniejsze sprawy. — za rogiem coś zaszeleściło, a z ciemniejszej części przejścia dobiegło kolejne trzepotanie skrzydeł. Joy powoli odwróciła głowę w tamtą stronę, zaciskając palce na telefonie.
—
Jeżeli tam jest cały ich zarząd, to chcę, żebyś wiedziała, że ja nie umiem negocjować. — szepnęła —
Mogę ich obrazić, zanim w ogóle zdążą się przedstawić. — zrobiła jeszcze jeden krok, po czym obejrzała się na Neię i uśmiechnęła krzywo —
Ale jakby co, ty wyglądasz na taką, która umie rozmawiać z ludźmi. Z gołębiami też pewnie dasz radę.
Neia Delacroix