ODPOWIEDZ
35 y/o
WILLIAM
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Siedzimy sobie razem z Peach na werandzie drewnianego, letniskowego domku, który wynajęliśmy na weekend, żeby trochę odsapnąć od miejskiego zgiełku i dramatów dnia powszedniego, a także skorzystać z ostatnich podrygów lata, bo jesień niestety zbliżała się wielkimi krokami. Mnie już łapie chandra, więc polewam sobie więcej wina do kieliszka i mówię do Peach - Tego mi właśnie było potrzeba, wino, moja najlepsza ziomalka, domek na zadupiu i widok na jezioro - wzdycham, bo w tym momencie czuję taki spokój, że byłbym gotów porzucić swoje życie w Toronto po to żeby zostać wiochmenem gdzieś na odległym końcu świata. Ale to tylko takie marzenia millenialsa, bo prawda jest taka, że jakby mi przyszło mierzyć się na codzień z życiem poza miastem, to najpierw bym się popłakał, a potem pewnie umarł - Dobrze, że to wykminiliśmy, z tym domkiem - kiwam głową. Dobrze też, że Riczi nadal był moim szoferem, bo taką mieliśmy umowę jak dawałem mu siano na auto, to nas tutaj przywiózł i obiecał, że odbierze za dwa dni. Coś tam się niby wykręcał, że do dupy, Rosa przecież może urodzić w każdej chwili, no ale trzeba było o tym myśleć zanim się zgodził na moje warunki, hehs. W każdym razie dolewam sobie wina do kieliszka i wystawiam butelkę w kierunku Peach - Dolać ci? - pytam. Gdzieś w tle, z głośników starego radia sączy się cicha muzyka, nie mamy zasięgu, na ten moment sąsiadów brak, chociaż i po prawej i po lewej stronie są kolejne dwa domki. Myślę sobie, że fajnie by było gdyby nikt więcej nie przyjeżdżał i oczywiście los musi mi zrobić na przekór, bo już z oddali słychać warkot silnika oraz coś jakby... Chichot? Poprawiam nogi na krześle na przeciwko, ignorując fakt, że już za moment nasz spokój najprawdopodobniej zostanie zakłócony, po czym wypijam na hejnał kieliszek wina i polewam sobie kolejny. W tym samym czasie na horyzoncie pojawia się różowy, niewielki kabriolet, który z impetem parkuje tuż przy domku obok. Z wnętrza słychać czyjeś śmiechy, natomiast już za moment dociera do nas znajomy głos - NO NIE WIERZĘ! Piczi! Bill! - krzyczy Corrina we własnej osobie, ta sama, która towarzyszyła nam podczas pamiętnej imprezki w jacuzzi. Podnosi na głowę swoje ciemne okulary, po czym wysiada z auta i rusza szybkim krokiem w naszą stronę, machając energicznie jedną ręką. Nadaje jak katarynka - Wy razem tutaj! Ktoś z wami jest? Czy sobie urządzacie jakiś romantyczny weekend? - śmieje się, ale zanim którekolwiek z nas zdąży jej odpowiedzieć to nagle staje jak wryta tuż przy wejściu na werandę i na krótką chwilę zasłania usta dłońmi, mocno wciągając w płuca powietrze - Ojacie!!! Wiedziałam, że ten pocałunek wtedy to nie był przypadek tylko przeznaczenie! Będziesz się jej oświadczał?! - rzuca. Najpierw mnie trochę zaskakuje, ale zanim ogarnę jej słowa to już rusza w moją stronę żeby się przywitać krótkim uściskiem - No cześć, Riri - mówię, klepiąc ją po plecach. Zaraz odwraca się w kierunku Peach, żeby i ją mocno przytulić - No cześć kochana, wiesz, że nadal jestem z tym trenerem Galena? Normalnie on jest taki słodki, że nie mogę, będzie tu dzisiaj później, urządzamy imprezkę - gada, w międzyczasie z samochodu wychodzą kolejne trzy laski i zbliżają się do nas - Ojacie to jest Peach Pepper?! Miałaś rację, Cori, na żywo jest jeszcze ładniejsza, Boże, obserwuję cię od zawsze, ja jestem Lara - podbija do Picz i wystawia w jej kierunku rękę. Wbija w nią błyszczące spojrzenie, no, Pepper chyba ma wierną fankę. Ja w tym czasie wymieniam uprzejmości z innymi - Ja jestem Sara - przedstawia się jedna - A ja jestem Cara - dodaje druga. Niezła ekipka.

Peach J. Pepper
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
27 y/o
PEACHY PEACH
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
It was the summer of love
A delicate daydream
And for a couple of months
It felt like we were 18
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Peaches w wielkich okularach, stroju kąpielowym i narzuconej na niego lnianej koszuli siedzi na werandzie zadowolona, bo piękny latynos ją przywiózł, słonecznko świeci, teraz jej Patelek polewa - no czego chcieć więcej! Ogólnie to ciekawe, że ten latynos co ich przywiózł to był mąż Rosi. Peach z początku się nie zorientowała, bo myślała, że to po prostu jakiś szofer od Patelów, oni zawsze mieli na podorędziu kilku. Wręczyła mu swoją torbę i zostawiła walizkę i dopiero jak ich zapakował i kiedy jechali za miasto i Peach wpadła na pomsł, że napiłaby się już zimnych bąbelków w samochodzie, to musieli się zatrzymać w sklepie i wtedy się William wygadał i mówi, że jego szofer to jest tak na prawdę Ricardo Martinez i Peach oczy się dopiero wtedy otwarły i zaraz jak wsiadł to go tak z boku obserwuje no i faktycznie to jest mężuś jej psiapsi. Popija sobie bąbelki i zagaduje do Dicka o różne rzeczy, ale oczywiście głównie o to jak się Rozi czuje w ostatnim trymestrze, więc połowę drogi do domków letniskowych William i Picz słuchają o ciąży Roski i Ricza. Ciekawe to było, ale jednak spoko, że ich zostawił, bo Picz już się na język pchały opowieści o Dicku, których przy nim powiedzieć nie mogła. Macha do niego, kiedy odjechał i mówi odrazu do Williama:
- Dobrze, że oni się z Rosą pogodzili, jakby on ją zostawił w tej ciąży... wyborażasz sobie być samotną matką bliźniaków? To jest mój największy po prostu stres, że mnie chłopak zostawi z dzieckiem w brzuchu, okropna sytuacja - pokręciła głową niezadowolona, przy okazji też dając mu po raz kolejny sygnał, że jeżeli on zrobi to samo tej dziewczynie, której zrobił bobasa, to niech wie, że ona mu będzie prawić morały. Patrzy na Billiego, żeby wziął jej walize, bo przecież ona nie będzie tego targała. - A jak to się stało, że został Twoim szoferem? Dobrze mu płacisz? Trzeba im pomóc teraz, skoro mają dzieci w drodze - zakomenderowała, sugerując, żeby William dał pokaźnego tipa Dickowi.
Tak czy siak, jak się już rozłożyli w domku, to zaraz Peach się przebiera do opalania i teraz siedzi właśnie taka zadowolona i cieszy się ciszą no i tym, że sobie z Williamem taki dzionek zrobili, a jak jej znów chce dolać, to nawet nic nie powiedziała, tylko kieliszek nadstawia. Napiła się znów, tak jakby chciała się tu ubzdryngolić w ekspresowym tempie i obniża okulary do połowy nosa, żeby spojrzeć na Williama rozbawionymi oczkami : - Jesteś ciekawy, jaki mam dla ciebie prezent? - no tak, bo przecież tak się mijali non stop, najpierw William był gdzieś tam, poźniej Peach mieszkała u Galena, potem miała wycieczkę z horroru, później znów siedziała na chacie, a William był w Bangoku (a moze dopeiro tam leci, ciężko za nim nadążyć!), potem ona się stresowała staklerem, więc aż do dziś nie mieli chwili, żeby celebrować jego urodziny.
I pewnie by sobie w spokoju celebrowali, ale nagle ktoś wydziera się do nich od strony podjazdu. Peach powoli podsuneła okulary spowrotem do góry, nieco się obawiając, że to może być ktoś kogo nie chciałaby zobaczyć, ale kiedy blond czupryna wyskakuje do nich na podwórko, to zaśmiała się na jej widok serdecznie. Na jej sugestie trochę mniej serdecznie się już zbiera do tego, żeby jej odpowiedzieć, że nie, nie, gdzie tam, ale z drugiej strony może lepiej jak nie będzie Corrinki wyprowadzać z błędu, bo jakby się dowiedziała, że Billy jest tutaj singlem, to jeszcze by kolejnej dziecko zrobił??
- Hahaha no rzeczywiście ten nasz pocałunek to było coś co zmieniło naszą relacje - odkrzyknie jej Picz, Ale zaraz już patrzy na Billego. Oni to w sumie nawet nie zdołali nigdy porozmawiać o tym co to zmienia pomiędzy nimi, ale może nic i dlatego to nie jest aż takie istotne??? No a może to za trudna rozmowa, na którą nikt nie jest gotowy, bo jakby nagle się okazało, że mieszkają ze sobą i mają do siebie uczucia, a William zrobił komuś dziecko, a Peach chodzi z jego przyjacielem… nie, to by było chyba zbyt skomplikowane.
- Ojeju, to Corrina - i Peach spogląda na Billego niepewna, czy on zaprosił tu Corrinę, czy o co tu chodzi. Czy to jest jego prezent dla niej? Od pamiętnej imprezy w jacuzzi, Peach zadbała o to, zeby Corrina więcej nie przyłaziła do Galena na seks masaże, bo umówiła ją z jego trenerem. Tak jak sądziła, świetnie im się razem układało - jednak Peach dobrze wie kto do kogo pasuje i nigdy ją intucija nie zawiodła (chyba, że mowa o jej sercu). Billy się podniósł, więc i Peach wstaje i przytula ją na przywitanie.
- Ojeju, no to się Cieszę bardzo, że się polubiliście. Wiesz, miałam co do was przeczucie - uśmiecha się zadowolona ze swojego sukcesu, oczywiście najbardziej to była zadowolona z tego, że Galen już nie miał takiej masażystki tantrycznej na telefon, chociaż kto go tam wie!!!
Kiedy przyszły koleżanki Corriny, to Picz się z każdą wita i dziękuje za komplementy a później tak się wycofuje do Billego, trochę oszołomiona, bo raczej nie spodziewała się dziś fanek!!
- Ale przypadek, dziewczyny, a co to za imprezka, którą szykujecie?
Corrina aż się prawie zapowietrzyła, ale przejmuje narracje i już opowiada machając rękami.
- Kochani, musicie koniecznie wpaść, słuchajcie to będzie imprezka jakiej nie zapomnicie nigdy... jeżeli oczywiście będziecie mogli cokolwiek zapamiętać, bo zamierzamy się świetnie bawić. Nasza Cara - tu pokazała na ostatnią blondynkę, która się im przedstawiła - Była ostatnio na wycieczce w Meksyku i potem zrobiła roadtripa przez całe Stany, żeby przywieźć to co przywiozła. To są takie specjalne grzyby halucynki... - i Cora zaczyna im opowiadać o tych grzybach, William to już pewnie cały nagrzany, a Peach dopiła swój kieliszek, bo jeżeli ma brać jakieś grzybki, to na trzeźwo tego nie przeżyje. Uśmiecha się do Billego widząc jaki on jest zachwycony takim pomysłem i wywróciła oczami. Po chwili Corrina zaczyna dalej mówić - A dziś będziemy celebrować schyłek lata, kochani to będzie prawdziwa uczta duchowa... Co powiesz na to Billy? Wyglądasz na takiego, który lubi takie klimaty - Peach aż zasłania usta, żeby się nie roześmiać, ale no tak, szamani, te sprawy, to jest w stylu Billego. Ona zresztą też nie jest obojętna na takie rzeczy, inaczej pewnie by nie prowadziła ośrodka na Bali.
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
35 y/o
WILLIAM
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Taa - rzucam tylko, bo wiem doskonale do czego pije Peach. Tylko, że przecież dziecko Gaby okazało się jednak nie moje, więc w tym przypadku problem rozwiązał się sam. A Charlotte? Wciąż intensywnie myślała nad aborcją i wydaje mi się, że podjęła już decyzję. Aczkolwiek to było ostatnie o czym chciałem dziś myśleć, skoro przyjechaliśmy tu się wyluzować - Ano wiesz, Ricz potrzebował pracy, a ja kiepsko prowadzę i tak jakoś wyszło - wzruszam ramionami, ucinając temat, bo przecież jej nie powiem, że kupiłem im auto w zamian za wożenie dupy, bo ustaliliśmy, że Rosa nie może się dowiedzieć. Nie to, żebym nie ufał Peach w kwestiach swoich tajemnic, ale wiadomo jak było - od słowa do słowa i nagle pół miasta wie, lepiej nie ryzykować. Nawet się cieszę, że muszę te walizki nasze (ale głównie Peach, bo ja miałem dosłownie jeden malutki plecak) tachać do środka, bo przynajmniej jest wymówka żeby nie drążyć tematu mojego układu z Martinezem, a już szczególnie tych nieszczęsnych ciąż. I faktycznie już za moment siedzimy na werandzie i czilujemy bombę popijając winko - Prezent? - niby to faktycznie był taki mój a la urodzinowy wypadzik, ale nie spodziewałem się - Serio masz dla mnie prezent? No to kurwa, wiadomo, że jestem ciekawy - poprawiam się na krześle - Laurkę co mi wysłałaś to sobie wydrukowałem i mam w pracy przy kompie - śmieję się, ale to prawda. Co ktoś przychodzi zaglądać mi przez ramię do ważnych plików to zerka na nią i pyta czy to moja dziewczyna, a ja tylko uśmiecham się tajemniczo i nie komentuję. Czasem jak mam gorszy dzień to sobie na nią patrzę i myślę, że po pracy może uda się zjeść wspólną kolację, co oczywiście zawsze w ekspresowym tempie poprawia mi humor. Wychodzi więc na to, że już sama laurka była całkiem dobrym prezentem, ale teraz to zdecydowanie chcę więcej. Kto nie lubił dostawać więcej? Na pewno nie ja. Ale nasz spokój zakłóca pojawienie się innych dziewcząt i jak Peach się trochę nerwowo śmieje na wspomnienie tego naszego pocałunku to zerkam na nią badawczo. Jak to wpłynęło na naszą dotychczasową relacje? Ciężko stwierdzić, bo nie mieliśmy okazji tego przedyskutować i chyba nie było takiej potrzeby? W sensie... No Pepper i tak była dziewczyną Galena, który z kolei był przecież moim przyjacielem, więc najprościej będzie uznać, że ten pocałunek nic nie znaczył i był tylko wykonanym zadaniem. Ot, to wszystko. Może później nadarzy się lepsza okazja żeby porozmawiać, o ile którekolwiek z nas będzie w ogóle chciało wracać do tematu. Na pewno nie wśród tych wszystkich chichoczących bab, które jedna po drugiej zwalają nam się na werandę - No, totalnie miałaś nosa, dziewczyno, w zeszłym tygodniu zaprosił mnie na taką ekskluzywną kolację w bardzo drogiej restauracji i to wreszcie oficjalne, że jesteśmy parą - chwali się Corrina - No muszę wam powiedzieć, że tamto spotkanie to był jakiś przełom chyba w moim życiu uczuciowym, ale chyba nie tylko moim, co? - i znowu tak na nas patrzy z jakimś takim znaczącym uśmieszkiem, bo ostatecznie żadne z nas nie zaprzeczyło, więc ona w tej swojej blond główce już sobie dopisała całą historię. Widzę w jej oczach, że korci ją, żeby zapytać o Galena, ale zamiast tego to nagle wypala - Dzięki w ogóle, Billy, za bycie jednym z moich patronów na OF, ty chyba nie jesteś o to zazdrosna co, Peach? Bo wiesz, to są tylko fotki, to jest część mojej pracy. Steve jest okej z tym, jak coś, myślimy nawet czy nie zacząć razem streamować, jakieś wiecie, zboczone treningi czy coś takiego, myślę, że się to może dobrze sprzedawać bo obydwoje jesteśmy totalnie hot - robi taki gest, że ślini palec i przykłada go sobie do biodra z głośnym tssss. Cóż, nie sposób się nie zgodzić. Zerkam jeszcze na Pepper, którą już atakują inne dziewczyny i kiwam głową - No w sumie niezły pomysł - przyznaję, na pewno zboki będą zachwycone oglądając kamasutrę na macie. Riri to jednak ma łeb do interesów, albo raczej do seks biznesu. Peach się do mnie zbliża, a ja ją obejmuję jedną ręką w pasie, w geście takiego przyjacielskiego wsparcia, żeby ją tamte harpie nie rozerwały na strzępy tylko dlatego, że każda chce mieć jakąś część swojej idolki z Instagrama. Rzucam jej krótkie spojrzenie i puszczam oczko. Corrina tymczasem dalej nadaje, tym razem o imprezce, którą planują tutaj w domku obok naszego. Muszę przyznać, że zapowiada się wieczór znakomity, bo w grę wchodzą magiczne grzyby prosto z Meksyku oraz duchowe objawienia. Mnie już się oczy świecą na samo wspomnienie i po cichu liczę na to, że zaraz zacznie dzielić porcje, od razu bym wpierdolił ze dwie garści - No kurde, raczej, ja kiedyś też pojechałem do Meksyku żeby wziąć udział w takiej sesji z peyotlem i od tej pory zupełnie inaczej patrzę na świat, trochę mi to otworzyło oczy w niektórych kwestiach - przyznaję, ale daruję sobie szczegóły. Za to znowu odzywa się Cora - No, a ja zrobiłam taki internetowy kurs szamański, co prawda kosztował pięćset dolców i nie ma z tego żadnego certyfikatu, ale tu chodzi o duchowość, co nie? Poprowadzę was, będę przewodniczką dzisiaj, tak to się nazywa - mówi bardzo poważnie. Unoszę w zdziwieniu obie brwi, ale postanawiam nie komentować. Zamiast tego Lara macha na nas rękami - Ale to musimy z tym poczekać na chłopaków, dobra? Pomożecie nam się wypakować? Mamy w chuj alko w bagażniku - pomożecie nam się wypakować czyli one plotkują, a ja noszę. No nic, zabieramy ze sobą resztkę wina, która nam została i całą grupą idziemy do domku obok. Faktycznie większość noszenia spada na mnie, ale jak w końcu siadamy w środku na trochę wysłużonych, aczkolwiek mega wygodnych kanapach, przy starym, drewnianym stole, to wzdycham z ulgą, zatapiając się w siedzisku - To co? Komu drinka? Żartowałam, haha, polewam szoty dla wszystkich, chłopcy będą gdzieś za godzinę, może pogramy w jakąś grę? Może w nigdy nie? Znacie to? Kto chce zacząć? - okazuje się, że Sara jest barmanką i właśnie zaczyna nam rozlewać kolorowe szociki na bazie wódy i zagęszczonych soków. Robi się całkiem ciekawie.

Peach J. Pepper
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
27 y/o
PEACHY PEACH
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
It was the summer of love
A delicate daydream
And for a couple of months
It felt like we were 18
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel


- No tak, w sumie to niesamowite jak ty źle prowadzisz, chociaż podejrzewam, że gdybyś nie był częściej nietrzeźwy niż trzeźwy w życiu to szło by ci lepiej - ocenia, trochę się z nim przedrzeźniając, bo ona akurat rzadko z Wiliamem miała przyjemność jeździć, z nim jako kierowca. Tak na prawdę to chyba jedyny raz jak jej bodyguards Pinki i Mózg utknęli w korkach, a ona musiała zdążyć na samolot do Galena, oczywiście jakby wiedziała jak się potoczy ten wyjazd, to by wcale nie płakała, że “ojeju Billy, musisz mi pomóc, co ze mnie za zidiociała dziewczyna, że nie umiem nawet zaplanować sobie poranka tak żeby zdążyć na romantyczny getaway z moim boo”, tylko wzięłaby to za omen i wcale nie jechała nigdzie ani na lotnisko ani wogole nigdzie z Galenem. A tak to William ją przewiózł, prawie się kilka razy wyjebali, a Peach tylko oczy zamykała i modliła się w jakimś dialekcie influencerskim, żeby przypadkiem przez to nie mieli wypadku. No tak, William średnio jeździł, nie to co Ricz, ten nie dość że fajnie za kółkiem wyglądał to jeszcze mówi “Pani Brzoskwinio to, pani Brzoskwinio tamto”, a poza tym to jeszcze na wychodne coś powiedział, że żałuje że ona z Jeffem nie skończyła. Słodki.
Tak czy siak, Peaches wyczilowana uśmiecha się do Williama, i zastanawia czy Galen na przykład sobie trzyma zdjęcie z nią na kompie w pracy, bo na telefonie to nie ma, a szkoda, bo zawsze jak chłopak sobie ustawi na tapecie swoją dziewczynę to znaczy że to jest poważny związek.
- Ojejciu, na prawdę ??? Billy Ty słodziaku, czyli jak jesteś w pracy to też o mnie myślisz?- aż za wachlowała rzęsami, mzoe troche się z tego nabijając a może wcale nie, bo jednak właśnie się dowiaduje, że jej współlokator to zachowuje się bardziej jak jej chłopak niż jej chłopak. W jakiś sposób jej to jednocześnie poprawia i pogorsza humor. Z jednej strony znów do niej dociera, że Galen to tylko kupuje jej wszystko, zamiast się emocjonalnie zaangażować, a z drugiej to sobie myśli, że William to się tak emocjonalnie angażuje nawet w przyjaźń. Aż sobie wzdycha zadowolona na samą myśl, że Billy tak robi, ale zaraz się już opanowuje, bo a) pomyślała nagle o tym przedziwnym pocałunku w jacuzzi a b) chyba nie powinna o nim myśleć, w każdym razie nie w takim kontekście. - No dobrze, to wieczorem dostaniesz - obiecała, wcale nie zdradzając co to może być, ale to mzoe byc cokolwiek, natomiast Peaches specjalnie wzięła taką wielką walizę żeby schować prezent, więc powinien się domyśleć że to będzie coś epic.
Corrina się rozkręca, opowiada o swoim związku ze Steve-o, i o tym że są już oficjalnie parka, no i pyta o nią i Williama i Peach na prawdę nie chciała kłamać swojej koleżance ale prawda jest taka, że jednak było to dziwne tak obiektywnie patrząc, że dziewczyna w związku jedzie sobie na samotny wyjazd ze swoim przystojnym przyjacielem, upijają się i co… no właśnie dlatego skinęła lekko głową.
- Wiesz Corrinka, my jeszcze nie jesteśmy na takim etapie jak ty i Stevo- mówi ciezej, jakby w sekrecie - Ale może ten wyjazd coś zmieni, wiesz, teraz jak tu jesteś to liczę na Twoją pomoc
Tak jak ona pomogła jej że Stevo. No już się Corrina zajarała i Peach normalnie widzi jak ona podskakuje w miejscu, gotowa wymyślić sposoby żeby jej koleżanka Peach miała tak samo dobrze w związku jak ona. No i też liczyła trochę na to, że jak ta rozpuści, że Billy jest na jej radarze, to inni faceci nie będą jej podrywać.
Stoją sobie tak i się okazuje, że William płaci Corrinie, Peach to tak wysoko powędrowały brwi i patrzy na Williama w ciężkim szoku, ale na pytanie Corriny oczywiście pokręciła głową.
- Nie no gdzie tam kochanieńka, Billy zresztą mi koniecznie musi pokazać twój ulubiony filmik, conie?- tak go uszczypnęła w cycka, może trochę za mocno jak na taką zwykłą współlokatorską pieszczotę. I też wywalone ma oczy kiedy słyszy o pomyśle Corriny. - A co Stevo na to, wiesz jednak z tego co mówił, to on ma matkę strasznie wierzącą, on się tym nie stresuje , że to do niej dojdzie?
Corrina trochę się zasmuciła i kiwa głową.
- Właśnie totalnie to jest jego jedyny argument, mówi że jego mama jak się dowie, to mega się wkurwi, więc najpierw chce jej to powiedzieć, ale wiecie jaki jest Steve. Powiedział, że musi to zrobić twarzą w twarz, więc będziemy jechali na wycieczkę za tydzień do jego matki. To jest wogole slowiankka, polka, i sie stresuje bo to pierwszy raz jak sie poznamy
Peach to pomyślała, że pojebane, pojechać do rodziców wybranka i przedstawić się i w jednym zdaniu powiedzieć, że miło poznać mamo, a w drugim że namawiam twojego syna do seksworkingu. Ale oczywiście nic nie powiedziała tylko się na Williamie opiera i patrzy na niego.
-William, ty znasz polki, jak myślisz jak ona zareaguje? - tak go pod pociąg wrzuciła, ale on ma znajomą Charlotte Kowalsky. Ona bitch zna tylko z tego, że kiedyś ją zaatakowała brokatem.
Tak oni sobie tu gadu-gadu, a przecież imprezka się zbliża. Peach z otwartym umysłem postanowiła podejść do tych grzybów, przewodników, do szamanów i do szotów. Więc nic nie nosi oczywiście, ale jak już trzyma w ręku szocika to macha ręką :
- To może dziewczyny, wy pierwsze - zachęciła je i Cara wstaje i mówi. -Dobra, to przyznam wam się, że bardzo zawsze chciałam tego i uważam że to bardzo romantiko, ale jeszcze nigdy nie hajtnęłam się po pijaku albo nacpana z nikim - i oczywiście Patelek na to MUSIAŁ się napić, bo przecież to zrobił a oprócz niego zrobiła to jeszcze Sarka. Peach zareagowała śmiechem i mówi - Billy to chyba pierwszy raz jak na imprezie jest ktoś kto ma taki sam case. Sara??? Sarka, ja już znam historię Billego ale jak to było z tobą? - aż zaciekawiona pyta, a sobie tak przysiadła na podłokietniku fotela w którym siedział Billy.
Jak dziewczyna opowiadała, to Peach słucha, słucha, ale szczerze to myśli nad tym co ona powie że ona robiła, a raczej czego nie robiła. Wiedząc, że ma do czynienia ze swoimi followersami , to nie chciała powiedzziec czegoś co później mogłoby wycieknąć, ale z drugiej strony, to przecież zaraz będzie brała w jakiejś dzikiej imprezie.
- Ja nigdy nie brałam takich grzybków - mówi w końcu i patrzy czy jest jedyna, która czegoś takiego nie brała i skoro była jedyną to musi wypić swojego szocika. Skrzywiła się, chociaż był dość smaczny i zerka na Williama. Żeby go spytać po cichu - To jest bezpieczne?
Ciekawe czy będzie miał flashback, jak miała szesnaście lat i pierwszy raz z nimi wciągała i też się spytała jego i albo Galena albo Madoxa czy to bezpieczne.
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
35 y/o
WILLIAM
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- No czasem tak - wzruszam ramionami, bo wiadomo, że ja w pracy to często myślę o wszystkim tylko nie o swoich obowiązkach. Jak mam jakąś sprawę, która wymaga zaangażowania to się angażuje na 101%, ale mam też mnóstwo takich, które tylko niepotrzebnie zajmują mój cenny czas i wtedy właśnie zlecam je swojej stażystce, a sam mam przestrzeń na myślenie o Peach albo na pisanie smsów z Gabą, chociaż z Gabi to już właściwie przeszłość i jak ponownie sobie to uświadamiam to wzdycham bardzo ciężko. Ale chuj, nie jesteśmy tutaj żeby się smucić - A ty o mnie nie myślisz czasem w ciągu dnia? - na pewno myślała, na przykład co zrobię dziś na kolację, albo czy jej kupię po drodze mrożoną yerba mate - No dobra, może wytrzymam do wieczora - chociaż aż się muszę poprawić na krześle z tego wszystkiego, bo mnie nosi. Peach doskonale wie, że ja jestem w chuj ciekawski, a jak już zasiała ziarno, to teraz co pięć minut będę ją pytać czy to już jest ten moment żebym dostał prezent. Więc z drugiej strony może i dobrze, że zaraz się robi tłoczno na naszej werandzie, bo nie mam okazji truć dupy mojej współlokatorce, kiedy myśli zajmują już całkiem inne rzeczy. Na przykład to, że Corrina i Steve są już oficjalnie parą, albo to, że szykuje się dzisiaj niezła imprezka. Próbuję podsłuchać co tam sobie szepczą do ucha Riri i Piczi, ale tamte inne laski skutecznie je zagłuszają swoim beztroskim trajkotaniem - Jest taki jeden filmik jak robisz tą sekwencje z powitaniem słońca albo pożegnaniem, nie pamiętam. Może ty też byś spróbowała tak zrobić u nas na mieszkaniu, Peach? - rzucam pół żartem pół serio, bo wiadomo, że jakby odpierdalała jakąś jogę w naszej chacie to ja bym chętnie popatrzył, a już szczególnie jakby odjebała jogę z instruktażem Corriny. Tymczasem Riri tak na nas patrzy zdziwiona - Coooo? To wy już razem mieszkacie?! - dziwi się i nagle wygina usta w podkówkę - Ja ciągle mówię Stevowi, że powinniśmy razem wynajmować, ale on się wykręca, że niby jeszcze nie teraz, bo ma umowę na mieszkanie do końca roku - wzdycha ciężko. Zerkam kątem oka na Pepper i macham ręką - Nie no słuchaj, to na pewno nie jest żadna wymówka, przedwczesne zrywanie umów dużo kosztuje, nie oddają wtedy kaucji i w ogóle, wiem co mówię, jestem prawnikiem - pocieszam ją i chyba nawet zdaje to egzamin bo uśmiech wraca na jej śliczną buźkę. Potem już nawija o tym spotkaniu z matką i jak Peach mnie pyta o Polki to wciągam mocno w płuca powietrze - Wiesz co w Polsce mają takie powiedzenie, że za dwadzieścia złotych nic nie załatwisz, ale za flaszkę wódki to już wszystko, więc może kup jej flaszkę. Tylko jakąś dobrą - tak jej podpowiadam, bo fakt, jak Charlotte odpieła wroty to się działo. Nawet na moment wracam myślami do tych naszych wspaniałych chwil, ale szybko je odganiam bo wiadomo jak się skończyło, a o tym nie chcę dziś myśleć. Potem robi się trochę chaotycznie kiedy przenosimy się z jednego domku do drugiego. A potem siedzimy u nich i zaczynamy rozgrywkę w nigdy nie. Zaczyna Sara i na jej wyznanie muszę się napić. Corrina wtóruje śmiechem Pepper, bo ona też już słyszała moją opowieść, ale wpierw jednak wszyscy chcemy posłuchać dziewczyny - No to wyobraźcie sobie, że byłam kiedyś na takim festiwalu i tam dawali śluby i ja z takim nowo poznanym chłopakiem imprezowaliśmy całą noc i nad ranem, przy wschodzie słońca poszliśmy się pobrać bo szczerze to myśleliśmy, że to taki pic na wodę fotomontaż, a potem się okazało, że jednak to było na serio. Ale w sumie dobrze wyszło, bo on był mega bogaty i przy rozwodzie musiał się ze mną podzielić swoim majątkiem, dobrego prawnika wtedy miałam, jego zresztą też poznałam na imprezie - widzę na jej twarzy takie XD jak kończy i ja też się śmieję. No nieźle go porobiła. Streszczam także mój ślub z Madoxem, bo dziewczyny są ciekawe. Następna jest Peach więc jak gada o tych grzybach to nagle wszyscy piją, jakoś mnie to specjalnie nie dziwi szczerze mówiąc, bo już zdążyłem zauważyć, że amatorów tutaj nie ma - Spoko, bezpieczne, zaufaj mi - dosłownie to samo jej powiedziałem lata temu jak pytała o koks i co? I było zajebiście, teraz też pewnie będzie - Puścimy jakaś muzyczkę? Wybierz coś, Piczi - daję jej swój telefon, żeby sobie wybrała, kod zna, bo akurat przed nią nie mam nic do ukrycia - To teraz ja - kiwam głową, a Sara leje nam kolejne szoty - Nigdy nie kochałem się z dwoma facetami na raz - no wiadomo, czasem się zdarzył jakiś trójkąt ja plus dziewczyna plus chłopak, a jak było nas więcej niż czworo to już takich figur nie liczę, po prostu jestem ciekaw czy laski lecą na takie trójkąty i muszę to jakoś sensownie ubrać w słowa. Wszystkie trzy piją i każdy w tym momencie wlepia spojrzenie w Peach, czy ona też ma na koncie takie przygody.

Peach J. Pepper
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
27 y/o
PEACHY PEACH
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
It was the summer of love
A delicate daydream
And for a couple of months
It felt like we were 18
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Peaches musi się koniecznie dowiedzieć o tym, że z Gabi to już koniec. Właśnie to jej wpadło do głowy, kiedy tak sobie jeszcze siedzieli na tej werandzie. Narazie się jednak dowiedziała, że Billy całe dnie o niej myśli i aż jej się tak miło zrobiło. Jakby się tak zastanowić, to ona nie myślała chyba o nim aż tak dużo i intensywnie jak on, ale może dlatego że wszystkie swoje myśli poświęciła swojemu chłopakowi niewdzięcznemu. Ale od teraz na pewno będzie więcej myśleć o Billym, skoro on myśli o niej.
- Nie wiem, no mzoe troche.. - Peach kręci winkiem które ma w kieliszku zastanawiając się nad tym, kiedy miała takie myśli. - Może jak mam sesję z super modelkami i zastanawiam się, czy więcej ich zaliczyłeś Ty czy Galen? - chociaż oboje wiemy, że pewnie Galen, skoro jest chory na seks. Ale z drugiej strony takie modelki to tez miały trochę inne wymagania, możliwe że im taki William filozof może nawet bardziej przypaść do gustu. Picz może sobie to rozkminiac, ale nigdy nie dowie się jak to jest być taką modeleczką Victorias Secret, którą wyrywa Patel i Wyatt na zmianę, bo jeden ją traktuje jak brat, a drugi jest zdradzieckim chłopakiem. Oczywiście o tym, że zdradzieckim to się zaraz Peaches dopiero dowie. Smutna to była więc rozkminka, że jedyne co sprawia, że Peach myśli o jednym czy drugim to w kontekście innych dziewczyn. To się powinno leczyć, ale jedyna znajoma psychiatra Rosario jest teraz na urlopie macierzyńskim.
- Wiesz, że napisałam do Madoxa ?- zrzuca na Williama taką bombe i jak on na nią spojrzał zdumiony to skinęła głową - To było wtedy co była u nas ewakuacja, co ci mówiłam. Chciałam się upewnić, że jego pies na pewno nie został w płonącym budynku, ale… no dowiedziałam się, że już Sombra nie ma - posłała smutną minkę Williamowi, bo on to na pewno wiedział wcześniej, a swoją drogą to ciekawe że nie powiedział o tym Peaches, ale pewnie mu wypadło z głowy, taki jest zapracowany chłop. Patrzy na Billego przeciągle, jakby mu chciała dać znać, że to była ważna sprawa ten sms do Madoxa, ale Billy na pewno wie, bo przecież sam był ofiarą tego że Peach i Madox się do siebie nie odzywali przez pół roku. - Nawet był miły
Może to mógł być w sumie taki prezent dla Williama na jego urodziny? No nic, stracna szansa.
Tak czy siak, kiedy już dziewczyny zaczęły ze sobą gadać, wydało się, że William swój zarobiony ciężko - no albo wcale nie tak ciężko - hajs, przeznacza na filmiki Corriny bez stanika i gaci, w końcu Peach może się trochę rozeznać w tym, kogo przywiało. Są więc cztery dziewczyny, każda niższa od kolejnej ale za to mega wysportowane. Peaches przy nich to jest wielka jak modelka, a one zadzierają głowę żeby na nią patrzeć z uwielbieniem. - No pewnie, pewnie - tka to Peach powiedziała na propozycję Williama jak Zenek Martyniuk, nawet go poklepała lekko po plecach, na co jednak Riri się mega zaciekawiła, że oni już mieszkają. O cholerka! Peach chciała już mówić, że to dla niej też za wcześnie by było, ale przecież udają parkę więc cicho siedzi w tej kwestii.
- A to wiesz tak się złożyło, że akurat moje mieszkanie zostało zalane i to tak, że ściany całe praktycznie miesiąc schły… może z Twoim mieszkankiem też coś się wydarzy, tak tylko sugeruje - zaśmiała się i puszcza jej oczko, bo gdyby na przykład ona chciała się wprowadzić do swojego chłopaka to na pewno by zrobiła taki ruch, no akurat tym razem to nie była jej decyzja, ale jej rodziców i to jest chyba najśmieszniejsze. Na te rade kupienia flachy nic nie mówi, tylko wzrusza ramionami, to jest ogólnie dość powszechne, że najłatwiej się dogadać ze starymi jak są znieczuleni. No chyba, że są alkoholikami to wtedy może być ciężej.
- Ojacie, Ty to jednak jesteś William, ze znasz takie powiedzonka, hihi! Okay, kupię jakąś wódeczkę i wspomnę koniecznie pani mamie Stevo kto mi to doradził - zaśmiała się wesolutko Corrinka i wyprostowała, że aż jej cycki prawie z koszulki dzierganej na szydełku wypadły.
No ta historia Sarki to brzmiała dla Peach trochę dziwnie podejrzanie, jak historia z zycia Williama, ale kiedy na niego zerkała, to wcale nie wyglądał, jakby to było o nim. No najwyraźniej więcej jest takich prawników. Peach cos dodała o tym, że ma nadzieje, że coś odpaliła temu który udzielał im ślubu wtedy, a później sobie cziluje i słucha znów historii Madoxa i Willa i tym razem trochę bardziej ją to bawi, może dlatego, że już nie boczy się na Madoxa tak strasznie jak za pierwszym razem, kiedy tego słuchała? Może się właściwie to już wcale nie boczy.
Williamowi akurat ufała w kwestii narkotykowej, jak nikomu. Co prawda ona pewnie połowy tego co on brał i jak dużo, to nie wie, ale w jej oczach jest takim kolesiem, który zna się na efektach i mógłby jej skombinować odpowiednią mieszankę żeby mogła poczuć to co chce. I faktycznie nigdy się nie zawiodła na nim, w takim sensie, że jak jej dał emke to się bawiła świetnie, jak powiedział że poleca koks to było świetnie - więc dlaczego grzybki miałyby być inne? Uśmiecha się w odpowiedzi więc. Postanowione! Będzie dziś je jeść!
- Oki, ale jak się zrzygam i ktoś mnie tu nagra to napiszesz pozwy za free- umawia się z nim, bo też prawda jest taka, że trochę nie wiedziała co się stanie po tych grzybkach, a William czasami omijał takie info, bo myślał, że ona jako dziewczyna na przykład nie będzie miała srackzi bo jest dziewczyna a one nie chodzą do toalety może???
Wzięła od niego telefon i zaczyna w nim klikać i włącza Midnight Sun i zaczyna się zadowolona bujać, dodaje jakieś pioseneczki do kolejki i jest bardzo milusio, słoneczko, drineczki, gra, muzyczka. Ale padło pytanie od Williama, więc uniosła spojrzenie i nagle widzi, że wszyscy patrzą na nią wyczekująco. No tak, pewnie to jest jedno z takich pytań, które chciałoby się zadać swojej ulubionej gwieździe, ale problem w tym, że ona aż się zarumieniła i kręci głową, że nie robiła takich rzeczy nigdy. Ciekawe czy teraz już nie będzie ich ulubioną influencerką. Sarka śmieje się pod nosem i razem z Corrina stukają się i pija do dna, a Peach bierze kolejnego szocika i na chwilę się wyłącza, bo prawdę mówiąc się zestresowała trochę, że jest w takim towarzystwie, gdzie wychodzi na jakąś zakonnicę, która nic nie robiła w swoim żywocie. A to nieprawda, bo ona umiała być crazy, tylko może nie aż tak jak oni? Zresztą, jej się te figury i orgię grupowe źle kojarzą, bo jak miała szesnaście lat to przeżywała to, czy pójść do łóżka z chłopakiem, a się okazało, że on ją zghostował dla jakiś bliźniaczek. Potem te bliźniaczki wcale mu nie dały, ale niesmak pozostał. Peach od wtedy nie lubi seksu grupowego i ciągle ma wrażenie, że faceci wybierają sobie wszystkich tylko nie ją.
W każdym razie, kiedy tak odleciała myślamo i już ułożyła kolejkę, zerka znad telefonu na Williama i ponieważ OKROPNIE ją to korciło to kliknęła w dymek, który się pojawił z wiadomością od Galena. Z tego co jej mówił jej chłopak, to powinien być teraz we Francji. I pomyślała sobie, ojej, jaki on słodki, że pisze do Williama po nocy, ciekawe że spać nie może czy co? Ale niestety, kiedy kliknęła dymek i weszła w smski pomiędzy Billym a Galenem to stała się rzecz OKROPNA, bo przeczytała takie rzeczy… ech, no żałowca będzie bardzo tej swojej ciekawości. W oczy jej się rzuciły tylko wiadomości o tym, że on nie chce żeby mu ktoś przeglądał wiadomości i robił o to afery i o to, że William ma nic jej nie mówić, że on z jakąś dupa pojechał do Francji. Wygasiła ekran i patrzy przez chwilę na Williama a później oddaje mu telefon.
- Zaraz wrócę kochani, idę spojrzeć czy Moto ma się dobrze i czy na pewno ma co jeść i pić - podniosła się jak w zwolnionym tempie i poszła do ich domku i pewnie nie było to dla nikogo dziwne, poza Williamem, który doskonale sobie zdawał sprawę z tego, że Moto został na ten weekend u sąsiada, a nie wcale tak jak powiedziała Peach u nich w domku.
I trzymała uśmiech jeszcze długo, ale kiedy otwierała drzwi domku łzy to jej płynęły strumieniami po policzkach, trzęsła się okropnie i łapała za klatkę piersiową, próbując złapać oddech. Pobiegła do swojego pokoju i padła na łóżko i tak płakała, płakała, aż więcej łez już nie miała, a serce już było tak rozbite na milion kawałeczków, że praktycznie nie było co zbierać. Nagle wchodzi William i Peach chciała na niego się wydrzeć, ale zamiast tego ma jakiś atak paniki i nie może wziąć wdechu żadnego, więc William jej musi pomóc przeżyć. No i oby pomógł, bo jak tylko się trochę uspokoiła to zaraz jego ręce odrzuca od siebie i mówi:
- Dlaczego mi nic nie powiedziałeś, myślicie z Galenem oboje że mi nic nie można powiedzieć?! Że lepiej żebym żyła jakimś kłamstwem? - wstała i tupnęła nogą - Ja sobie świetnie poradzę z prawdą, nie wiesz tego? Przecież wiem z kim się związałam, głupia nie jestem. On też mi wmawiał jakieś bajki o wierności, a ja dobrze wiem kim on jest, bo znam go odkąd byliśmy dziećmi - i tak się na Billym wyżywa, że z tych emocji to go popukała w klatę - Ale on też musi wiedzieć z kim jest, a jak nie wie, to mu współczuję bo znów się chłopak psychicznie załamie. Idziemy - zadecydowała nagle i wychodzi z pokoju, żeby wrócić na imprezkę. Akurat widzi jak podjeżdżają chłopaki dziewczyn, na szczęście jest ich nawet o dwóch więcej niż dziewczyn, więc albo trafiły im się geje albo single, z oboma opcjami Picziz będzie się świetnie dziś bawiła.

William N. Patel
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
ODPOWIEDZ

Wróć do „Summer by the Lake”