ODPOWIEDZ
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

075.
To był kolejny raz, kiedy potrzebowała się napić. Zatrzasnąć drzwi prosektorium, odsunąć od siebie pracę i chociaż na kilka godzin przestać zastanawiać się nad sensem swojego związku. Niby wszystko było w porządku. Naprawdę nie miała żadnego konkretnego powodu, żeby twierdzić inaczej, a jednak coś nie stykało. Może to było jej delulu i styki w jej głowie zaczynały się powoli przepalać, a może po prostu coraz wyraźniej dostrzegała rzeczy, których wcześniej nie chciała widzieć.
Zaylee nie lubiła uciekać od problemów. Wolała je rozłożyć na czynniki pierwsze, przeanalizować, znaleźć przyczynę i najlepiej od razu rozwiązanie. Tyle że tym razem nie potrafiła nawet określić, co właściwie miała naprawić. Jak miała rozwiązać coś, czego nawet nie potrafiła określić? Dlatego znowu wybierała najprostsze rozwiązanie. Kilka głębszych i przynajmniej przez jakiś czas nie będzie musiała słuchać własnych myśli. Wypicie kilku kieliszków powinno pomóc. Chyba. Sama już nie była tego pewna, ale jak nie sprawdzić, to się nie przekona, prawda? W najgorszym wypadku następnego dnia będzie miała kaca i jeszcze więcej powodów, żeby mieć do siebie pretensje. Zresztą to nie pierwszy raz, kiedy podejmowała decyzje, których rozsądna część jej mózgu zdecydowanie nie popierała.
Wyjęła telefon z kieszeni, tylko po to, żeby zignorować część powiadomień i napisać do Navarro, że czeka już przy barze i że jak każe jej długo na siebie czekać, to spuści jej łomot. Oczywiście nie miała zamiaru tego robić. Miller nie potrafiła się bić. Właściwie jej umiejętności w tym zakresie kończyły się na bardzo zdecydowanym wymachiwaniu rękami i liczeniu na to, że przeciwnik przestraszy się samego wyrazu jej twarzy. Raz jednej dziennikarce przyłożyła z pięści w twarz i sama skończyła ze zdartymi knykciami. Pocieszające było jednak to, że Brenna Langford wyglądała po tym wszystkim zdecydowanie gorzej. Zaylee nie była więc pewna, czy można było nazwać to sukcesem, ale technicznie rzecz biorąc, to ona stała na końcu na własnych nogach. No dobra, to nie tak, że dziennikarkę wyjebało wtedy z butów, ale zachwiała się i zalała krwią. A to już coś!
— Coś mocnego, żeby klepało? — rzuciła na powitanie, kiedy Bianca łaskawie zmaterializowała się obok. To było powitanie. Ani me, ani be, ani pocałuj mnie w dupę. Chociaż to ostatnie mogłaby zrobić, Navarro miała przecież świetny tyłek.
Miller nawet nie próbowała udawać, że przyszła tutaj w dobrym humorze. Właściwie już od samego początku wieczoru miała w głowie jeden wielki rozpierdol, który najlepiej byłoby na chwilę wyciszyć czymś mocniejszym. Nie potrzebowała teraz pytań, współczującego spojrzenia ani tego całego co się stało? Sama jeszcze nie wiedziała, co właściwie miała odpowiedzieć.
— Nie pytaj, co u mnie. Zacznę gadać dopiero po szóstym kieliszku — zastrzegła natychmiast, zanim Navarro zdążyła otworzyć usta. Uśmiechnęła się przy tym do barmana, który przysłuchiwał się wszystkiemu z boku więc na pewno już wiedział, co powinien zrobić. A mianowicie zaserwować im coś mocnego i żeby klepało. A najlepiej takiego, co po kilku łykach sprawi, że Zaylee rozwiąże się jednak język. Oby tylko barman miał dobry słuch, bo Miller nie lubiła się powtarzać.

Bianca Navarro
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
168 cm
undercover in the devil's lair
Awatar użytkownika
i went swimming with the devil at the bottom of a lake; he was tall and mean with venom eyes so green, wanted reconciliation, but my tongue was in my teeth
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ucieczka od problemów była, niczym te problemy same w sobie, kurewsko skomplikowana.
Kiedyś była ostatnią osobą, która skierowałaby się do baru gdyby coś w jej życiu nie grało. Preferowała otwartą rozmowę, szczerość, nie potrafiła fermentować się w złej atmosferze i gdy ją wyczuwała, natychmiast dążyła do jakiegokolwiek wyjaśnienia. Lepszym było mieć coś z głowy nawet, jeśli byłyby to niemiłe słowa, niż ciągłe zastanawianie się nad tym, co będzie dalej.
Nienawidziła niewiedzy. Nienawidziła mielenia tematów w głowie w środku nocy, gdy powinna spać, nienawidziła tego, że podążały za nią wszędzie tam, gdzie szła. Słowem - nie uciekała od problemów, mierzyła się z nimi na wprost.
Ale nie w Kanadzie.
Nie teraz, gdy jej nazwisko było inne, a gdyby ktoś spytał ją, co u niej nie grało, miałaby większy problem z wytypowaniem tego co grało. Każdy dzień był jakiegoś rodzaju wyzwaniem, każdy zmuszał ją do różnego rodzaju poświęceń. Świadomość tego, że w każdej chwili ktoś może przejrzeć jej kłamstwa, że popełni błąd i wyląduje z workiem na głowie w pomieszczeniu wypełnionym smrodem krwi, nie odpuszczała jej ani na krok.
Więc uciekała.
Skupiała się na pozytywach. Na przyjaciołach, których zrobiła w kartelu i poza nim, którzy wypełniali jej codzienność. Na Kanadyjskiej kuchni, którą polubiła, na jej małym mieszkaniu, które zdołała uczynić przytulnym. Na pieniądzach, które zarabiała za swoje nielegalne działania, przez co nie wydawały jej się prawdziwe. Prawdziwe pieniądze się odkładało, zbierało, inwestowało w przyszłość, wsadzało w giełdę bądź spłacało nimi kredyt.
Nieprawdziwymi pieniędzmi można było kupować sobie ładne ubrania bądź rozpierdalać je w barach takich jak ten.
- Jeśli jeszcze raz ktoś złapie ze mną kontakt wzrokowy to się zerzygam - poinformowała Miller, w ramach własnego rodzaju, kulturalnego przywitania tuż po tym, gdy w reakcji na jej groźbę spuszczenia jej wpierdolu odpowiedziała potrzebą ratunku przed męskimi spojrzeniami. - Jestem na to zdecydowanie za trzeźwa.
Bary były przyjemnymi miejscami - po paru drinkach. Na trzeźwo były sztywnymi, ładnie udekorowanymi przestrzeniami wypełnionymi nudnymi ludźmi szukającymi odskoczni po swoich równie nudnych, korporacyjnych pracach. Podłoga była nieco zbyt lepka, kolejki do kibla nierozsądne, barmani zdecydowanie zbyt przeświadczeni o swojej charyzmie, obsługujący w pierwszej kolejności laski, które odpowiadały na ich pełne zmysłowości spojrzenia.
Nie mówiąc o cenach - no ale przecież nie wydawała tu prawdziwych pieniędzy.
- Co u ciebie? - rzuciła zaczepnie, na przekór jej słowom, usadzając się przy barze na stołku obok. Rzuciła na blat małą torebkę, która kosztowała zdecydowanie zbyt dużo pieniędzy i której nigdy nie kupiłaby w Nowym Jorku. Była subtelna, bordowa, w dodatku mieściła w sobie telefon oraz pistolet, choć dziś żadnego nie wzięła. - Rozchmurz się, Miller - dodała, kontynuując swoją ambitną misję odhaczenia wszystkich, irytujących frazesów. - Jesteś za ładna, żeby mieć taką minę.
Zerknęła na barmana, który najwyraźniej otrzymał już od Zaylee instrukcję, albo po prostu posiadał wrodzony dar do wyglądania na bardziej poinformowanego, niż był w praktyce.
- Co pijemy? - zagadnęła, zerkając na kartę menu, choć w kwestiach alkoholi była bardzo tolerancyjna. - Tylko nie whisky - dodała, zaprzeczając natychmiast tej tolerancyjności.

zaylee miller
ODPOWIEDZ

Wróć do „Spirit of York Distillery Co.”