26 y/o
For good luck!
176 cm
organista St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
organista w kościele objęty programem ochrony świadków, więc tajemniczy mocno
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Spodziewanie się niespodziewanego było czymś, co w sumie powinien wprowadzić życia, biorąc pod uwagę to, co działo się ostatnio w jego życiu. Niestety los potrafił zaskakiwać i wiedział doskonale, że nie sposób było przewidzieć wszystkiego. No albo może po prostu brakowało mu odpowiedniej kreatywności i wyobraźni, by stworzyć w głowie dzikie scenariusze. Z drugiej jednak strony nie chciał tego robić. Nie chciał zastanawiać się i rozmyślać na temat tego, co mogło się stać. Jego życie się już i tak posypało, więc nie mogło go spotkać już nic gorszego.
   – Musi mieć pani ekscytujące życie – powiedział, słysząc jej odpowiedź. Nie był to przytyk, raczej szczera reakcja na to, co powiedziała. Pod pewnymi względami byli podobni, bo oboje pracowali z ludzkimi ciałami, chociaż może w innej ich formie. Harry bowiem starał się, w swoim poprzednim życiu, nie dopuścić do tego, by ktoś trafił w ręce osób takich, jak kobieta. Jako chirurg, jego zadaniem było to, by pomóc ludziom pozbyć się ich problemów zdrowotnych i odwlec od śmierci i cmentarzy. Kobieta zajmowała się tymi, którym nie udało się pomóc lub też tymi, na których przyszła kolej. Śmierć była rzeczą naturalną. Harry nie obawiał się swojej i nie miał żadnych lęków, jeśli chodziło o przemijanie. Nie wiązało się to jednak z żadnymi wizjami dotyczącymi życia wiecznego, bo jako ateista nie wierzył w takie rzeczy.
   – No… nie mówimy tutaj o cudach… niestety – powiedział, nieznacznie wzruszając ramionami. Niemniej jednak wizja zmartwychwstania go przerażała. Oczywiście wielokrotnie był świadkiem, jak pacjenci zatrzymywali się na stołach operacyjnych i byli przywracani do życia za pomocą elektrod i resuscytacji. To nie budziło w nim żadnego strachu. Niemniej jednak praktyki w prosektorium czasami go przerażały, zwłaszcza na samym początku. Bo chociaż niekoniecznie wierzył w to, że jakieś zwłoki mogłyby tak po prostu wstać. Nie wierzył w to, żeby w najbliższym czasie na ludzi spadła apokalipsa zombie, niemniej jednak taki scenariusz wcale nie był nieprawdopodobny. Prosektorium było jednak szczególnym miejscem, bo nie tylko uczyło pewnej pokory, ale jednocześnie przerażało. Ciała nawet po śmierci się poruszały, bo zachodziły w nich procesy, które wprowadzały je w ruch. Dlatego właśnie czasami osuwały się im ręce albo dało się usłyszeć świsty powietrza, które ulatywały przez usta. Było to dziwne do wyjaśnienia przeżycie, bo wiedział, że ludzie mają najróżniejsze wyobrażenia dotyczące prosektorium, szczególnie że ich stopy nigdy nie znajdowały się w tym pomieszczeniu.
   – Odpowiedni czas znajduje każdego – stwierdził i niekoniecznie chodziło mu teraz o powołanie, ale rzeczywiście wierzył w to, że ludzie przechodzili przez życie poruszając się przez momenty, które na nich czekały. I niekoniecznie chodziło o to, żeby uważał, że ich życie było zaplanowane, niemniej jednak coś podpowiadało mu, że na ludzi czekały rzeczy, wystarczyło tylko na nie poczekać. No i oczywiście wiedział, jak śmieszne w jego wypadku było mówienie o powołaniu, którego przecież nie czuł.
   – To nie CSI: Kryminalne zagadki Miami tylko dość tani sprzęt… raczej nie da się zmienić jakości na HD – powiedział. Pojeździł kursorem po ekranie i poczytał opisy, które pojawiały się, gdy najeżdżał kursorem. Żadna pojawiająca się informacja nie mówiła mu jednak, co powinien zrobić, żeby dało się wyostrzyć obraz, a on sam nie był na tyle uzdolniony informatycznie, by pozwolić sobie na kombinowanie. Nie chciał zepsuć nagrania lub też usunąć go. Jedyne co mógł więc zrobić, to po prostu oglądać to, co się nagrało. Zatrzymał nagranie w momencie, gdy na cmentarzu pojawiły się dwie postaci. Nie mógł jednoznacznie określić, jakiej płci byli, bo ich sylwetki były zakryte niemal w całości, a twarze nierozpoznawalne, jednak nie wskazywało na to, że były to kobiety.
   – Chyba widziałem u kogoś tę kurtkę z tą naklejką – powiedział, zatrzymując nagranie w miejscu, w którym dobrze było widać plecy jednej z osób, które prawdopodobnie zaangażowane były w wykopanie zwłok. Na zatrzymanej klatce widać było tył kurtki i dużą naklejkę lub wzór, który wydał mu się dość znajomy. Czasami jego pamięć nie potrafiła dokładnie odnaleźć się w swoich własnych zakamarkach, a w szczególności jeśli chodziło o rzeczy, na które nie zwracał większej uwagi, a te jedynie rzuciły mu się w oczy. – Wydaje mi się, że widziałem tę kurtkę na jeden z mszy, ale nie pamiętam dokładnie kiedy to było – przyznał, otwierając folder z nagraniami z kościoła. Był przekonany, że na którymś z tych nagań pojawi się osoba w tej samej kurtce, skoro był przekonany, że ją widział. Nagrań jednak było zdecydowanie zbyt dużo, by mogli to zrobić teraz.
   – Ciekawe czy na którejś z cmentarnych kamer nagrał się jakiś samochód, bo musieli czymś tutaj przyjechać – zainteresował się.

Ruelle I. Prescott
Harry wikary
nuda i brak zaangażowania
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może i Ruelle nieszczególnie miała w głowie ten konkretny scenariusz, ale na pewno w jakiś sposób te wszystkie opowieści o ghulach, babach cmentarnych oraz innych podobnych stworzeniach musiały podziałać na jej wyobraźnię. To było jedno z wielu wytłumaczeń dla jej dziwności.
- Nieszczególnie. Po prostu zakładałam, że coś podobnego musi w końcu się stać - stwierdziła, bo jednak słyszało się sporo o hienach cmentarnych, ale raczej nie brały one sobie na cel, aż tak starych grobów.
Biorąc pod uwagę to w jaką specjalizację planowała pójść po zakończeniu studiów to wciąż pozostawała nieco w klimatach funeralnych. Może i nie zawsze będzie wykonywała pełne autopsje, ale to również będzie leżało w jej obowiązkach. W zasadzie to te obowiązki od samego początku ją najbardziej interesowały. Badanie samych tkanek już nie brzmiało jak ekscytująco.
- Na pewno? Przybyli po świcie, kamień odsunięto... Brzmi jak Jezus - rzuciła jeszcze, wzruszając ramionami po czym spojrzała na trupa leżącego w dole. - Pan zrzucił materialną powłokę i chodzi wśród nas. Inaczej nie zostawiłby tego zmumifikowanego truchła.
Czy właśnie bluźniła? Zapewne tak, ale właśnie w podobny sposób objawiał się jej niezwykle specyficzny humor. Biorąc pod uwagę to, że rozmawiała właśnie z wikarym to może powinna się obawiać tego, że zaraz będzie się starał dla niej o ekskomunikę, ale raczej nie przejmowała się niczym podobnym. Zresztą ta ekskomunika pewnie i tak by nie zadziałała przez to, że oficjalnie była katoliczką, a rozmawiała z anglikaninem. Jak to rozpad chrześcijaństwa działał na jej korzyść.
- Niby tak, ale czasami brzmi to jak argument w rozmowie pod tytułem to tylko faza, przedzie ci - odpowiedziała, bo ileż to razy słyszała takie słowa?
Tak. Kiedyś się jeszcze zakocha. Przyjdzie czas na to, że pozna tę odpowiednią osobę. Jeszcze jej się odmieni. Zachce jej się założenia tradycyjnej rodziny: być żoną i matką. Tylko, że znajdowała się u progu ćwierćwiecza i jakoś nie zapowiadało się na to, aby miało jej się to zmienić.
- Może liczyłam na jeszcze jakiś cud... No, ale wygląda na to, że nie mamy nic lepszego - westchnęła ciężko.
Istniała szansa, że może policja czegoś dokona. O ile tylko będzie chciało im się poświecić czas i zasoby na badanie podobnej sprawy, gdy wiele poważniejszych przestępstw zapewne czekały na to, aż profesjonaliści się nimi zainteresują. Czym zatem był ten jeden przypadek, gdy praktycznie nic się nie działo poza drobnym uszkodzeniem konkretnego grobu?
- Na pewno ta? Nie był to jakiś podobny model? - zapytała jeszcze, bo poza okazjonalnymi pogrzebami, Ruelle nie przychodziła do tego kościoła.
Nie sądziła, aby kiedyś widziała podobną kurtkę. Naklejka wydawała się charakterystyczna, ale przy tej jakości nagrania to nie była pewna, co właściwie przedstawia oraz czy była elementem dekoracyjnym dodanym przez jej właściciela, czy może stanowiła nierozerwalną całość z elementem odzieży, który został tam umieszczony przy produkcji.
- Proboszcz by wiedział? On pewno lepiej zna parafian - podrzuciła, bo skoro wikariusz stacjonował tu od ledwie trzech tygodni to na pewno nie poznał zbyt wielu ludzi poza najbardziej wiernymi owieczkami.
Zaraz też skinęła głową na słowa o pojeździe. To na pewno byłoby dużo bardziej pomocne. Policja miałaby przynajmniej tablice rejestracyjne do sprawdzenia, co na pewno nie było tak trudne.
- Czy któraś z kamer jest tak ukierunkowana, aby uchwycić kawałek ulicy albo parkingu? - zapytała, bo sama nigdy w to zanadto nie wnikała.

Harry Dillion
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
26 y/o
For good luck!
176 cm
organista St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
organista w kościele objęty programem ochrony świadków, więc tajemniczy mocno
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Zaśmiał się pod nosem, słysząc jej słowa. Nie miał pojęcia, jakim człowiekiem była kobieta, jedyne co mógł o niej powiedzieć to to, co sama powiedziała jemu. Oczywiście mógł snuć jakieś domysły, co pewnie w innych okolicznościach by zrobił. W sumie to na szybko wykreował sobie niedokładny opis dziewczyny. Ruelle jawiła mu się jako spokojna i opanowana kobieta, która nie pozwalała swoim emocjom na to, by znalazły ujście na światło dzienne w złych momentach. Podobała mu się jej bezpośredniość i że nie wstydziła się tego, co mówiła. Harry zawsze lubił takie osoby, bo uważał je za szczere.
   – Racja – przyznał, kiwając głową. Po części miała rację, bo takie rzeczy zdarzały się w przeszłości, jak i zapewne będą miały miejsce w przyszłości. Ludzie, zwłaszcza tacy zdesperowani, potrafili posunąć się do różnych działań. Mieszkając w Nowym Jorku zdążył nauczyć się tego, bo był świadkiem wielu sytuacji, w których ludzie robili nieraz zbyt okropne rzeczy, by można było o nich zapomnieć. No ale kradzieże czy bójki są niczym, jeśli miały prowadzić do tego, by zapewnić swojej rodzinie wyżywienie czy jakikolwiek standard. W końcu właśnie z tego powodu ludzie trafiali do gangów. Oczywiście nie w każdym przypadku, bo ilu było ludzi, tyle motywacji. Harry potrafił jednak sobie wyobrazić, że jeśli chodziłoby o dobro jego matki i jego samego, to gotów był na każde poświęcenie. No w końcu tak właśnie zrobił, bo wylądował tutaj w roli księdza tylko i wyłącznie dlatego, by jego matka i on byli bezpieczni.
   – Z jednej strony tak, ale w naszym przypadku, nieszczęśnik nie wstanie i nie opowie nam, kto go wykopał – powiedział. Bluźnierstwa go nie obchodziły, a już szczególnie takie, które z założenia miały być jedynie śmiesznymi komentarzami. Ruelle na pewno wiedziała też, że to, co stało się na cmentarzu było bardzo odmienne od tego, co wydarzyło się podczas zmartwychwstania pańskiego.
   – Powołanie to nic wiążącego – odpowiedział, spoglądając na nią. Wiele osób mogłoby uznać to za fazę. Pewnie jego własna matka tak by to określiła, gdyby powiedział jej, że jednak nie chce zostać lekarzem tylko księdzem. Był przekonany, że pomimo tego, że kobieta była katoliczką, to jednak nie chciałaby, żeby jej jedyny syn oddał swoje życie Bogu, w którego, jak twierdziła, mocno wierzyła. Nie kłamał jednak, jeśli chodziło o powołanie, jako o coś, czego nie można było przestać czuć. W końcu zna się przypadki, gdy księża tracą swój status i zazwyczaj jest to spowodowane jakimiś rzeczami, które robili i w ramach kary tracili swoje święcenia. Harry był jednak pewny, że skoro księdzem można było przestać być w ramach kary, to można też było się z tego uwolnić jeśli przestało się odczuwać powołanie. Rzadko ktoś się jednak do tego posuwał, bo wielu księży odczuwało wstyd, przyznając się, że służba Bogu przestała im się podobać.
   Cóż… musiał przyjrzeć się kurtce lepiej, by nabrać pewności. Nie mówiąc o tym, że jakość nagrania nie była najlepsza, więc wzór był niewyraźny i mógł przedstawiać wiele rzeczy. Jego pamięć podpowiadała mu jednak, że z pewnością coś takiego już widział. A przynajmniej wzór podobny do tego, który mógł przedstawiać. Należało to więc przyjąć z pewną dozą ostrożności, ale w sumie było to najlepsze, co mógł teraz powiedzieć. Zastanawiając się jednak nad tym, Harry był zaskoczony, że ktoś decydował się na popełnianie zbrodni ubierając się nie tylko w rzeczy, które nosiło się na co dzień, ale też takie, które wydawały się dość charakterystyczne.
   – Ciężko mi na to odpowiedzieć, ale kurtka wydaje się dość charakterystyczna, więc jest dobrym punktem zaczepienia, zwłaszcza jeśli na ten moment nie ma się żadnych podejrzanych – stwierdził, prostując się na chwilę. Pochylanie się nad ekranem nie wpływało na niego zbyt dobrze. Rozejrzał się po pomieszczeniu i, gdy tylko zobaczył dwa krzesła, to przysunął je, by wspólnie z kobietą mogli usiąść. Teraz było dużo lepiej. – Nie chcę mówić za niego, ale takich rzeczy łatwo się nie zapomina – powiedział. Bo taka była prawda, i nawet jeśli nie chciało się zwracać na coś uwagi, to siłą rzeczy zauważało się powtarzające się schematy.
   – Tak, powinny… wiem, że jedna jest skierowana prosto na główną bramę wjazdową, więc ma idealny widok na ulicę – powiedział. Starał się teraz tylko odnaleźć odpowiedni folder, bo oczywiście nie wiedział, w którym z folderów zapisywane były nagrania z poszczególnych kamer. Nigdy nie musiał się tym zajmować, a poruszanie się po folderach było dość intuicyjne, by ktoś wcześniej kusił się o próby przeszkolenia go. Znalazł odpowiedni folder i przewinął fragment nagrania do godziny, w której inna kamera zarejestrowała dwóch rabusiów. I, jak można się domyślić, kilka minut przed pojawieniem się dwójki nieznajomych, kamera zarejestrowała biały van, jednak jakość nagrania pozostawiała wiele do życzenia i numer rejestracyjny nie był wyraźny. Po kształcie poszczególnych cyfr można było jednak domyślić się, co mogła przedstawiać. Zgadywał więc, że było to całkiem niezłym punktem wyjścia dla policjantów.
   – A ten mężczyzna ma tutaj w ogóle jakąś rodzinę? Nikogo poza nami i policją nie widziałem na cmentarzu, a zgaduję, że ktoś musiał zostać powiadomiony – zagaił, bo w sumie oni się tutaj starali odnaleźć jakieś odpowiedzi lub wskazówki, a nie było nawet wiadomo, czy rodzina zmarłego wniesie jakieś oskarżenia.

Ruelle I. Prescott
Harry wikary
nuda i brak zaangażowania
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trudno było w zasadzie odpowiednio skatalogować Ruelle. Z jednej strony była powściągliwa i chłodna, ale miała też w sobie tę bardziej temperamentną stronę odziedziczoną po matce. Tylko, że ją trzeba było aktywować w odpowiedni sposób. Na co dzień większość widziała jedynie tę bardziej opanowaną i oszczędną w emocjach wersję Prescott.
Była zdania, że lepiej było się przygotować naprawdę na wszystko, co tylko los mógł na nią sprowadzić. Nie od dzisiaj wiadome było, że życie pisze najlepsze scenariusze i czasami zdarzały się w nim rzeczy, które nadałyby się na fabułę do filmu, a czasami i takie, które widzowie uznaliby za znaczną przesadę.
Czy ktoś kto okradał groby w takim Toronto byłby ogromnym zaskoczeniem? Nie sądziła, ale już sposób jego działania mógł zaskoczyć. Nie mogła zaprzeczyć temu, że to wszystko ją zainteresowało i chętnie dowiedziałaby się czegoś więcej o tej sprawie. Nawet jeśli jej wkład w nią powinien być mocno ograniczony.
- Dajmy mu jeszcze trochę czasu. Te trzy dni czy coś. Może wstanie w kostnicy - zasugerowała, przyglądając mu się jednak bez większego przekonania.
Ten żart niestety nie mógł się ciągnąć w nieskończoność. Miał swój pewien wyczerpany potencjał i Prescott musiała się z tym pogodzić. Biorąc też pod uwagę stan, w którym znajdował się nieboszczyk to niewiele mu ciała zostało do tego, aby móc je wprowadzić w ruch.
- Serio? Nie spodziewałabym się takich słów z ust duchownego - stwierdziła, bo miała wrażenie, że właśnie oni najczęściej mówiliby o tym jak wielkim krokiem było kapłaństwo i że tak naprawdę trwa ono całe życie.
Chyba zwyczajnie trafił jej się egzemplarz, który wymykał się wszelkim ramom tego, co uznałaby za typowe dla księży. Chyba powoli zaczęły jej się przegrzewać styki na neuronach, a wszystko było wyłącznie winą tego jednego człowieka. Tego na pewno nie miała w swoim bingo na ten dzień, ani nawet na cały rok. To się trochę kłóciło z jej przekonaniami.
Sama nie kojarzyła w ogóle tej kurtki. Nie sądziła, aby jakość nagrania pozwoliła jej na przepuszczenie jej przez google lens czy cokolwiek podobnego. Zresztą, miała wrażenie, że jest ona w pewien sposób customowa. Zatem nie było mowy, aby ją wyśledzili. Sama nie wiedziała czy to gorzej czy lepiej. Wszystko pewnie zależało od tego, co właściwie przypomni sobie wikary. Musieli samodzielnie zorientować się w tym, kto mógł naciągać na siebie podobne rzeczy.
- Też tak myślę. Może policji uda się też jakoś wyostrzyć nagranie i wydobyć z niego coś więcej - przytaknęła, bo wtedy pewnie ich trop mógłby nabrać dużo większego znaczenia.
Skinęła jeszcze głową na wzmiankę odnośnie proboszcza. Tak myślała, że on znał dużo lepiej wszystkich, którzy uczęszczali na msze i pewnie mógł nawet wskazać, kto, co nosił na co dzień. W końcu pewne rzeczy się pamiętało. Zwłaszcza, gdy były charakterystyczne.
- Idealnie - rzuciła krótko, dając mu odnaleźć odpowiedni folder oraz nagranie.
Spodziewała się już tej niskiej jakości. Wciąż jednak udało im się uzyskać coś, co stanowiło punkt zaczepienia. Było jakieś auto i częściowa rejeatracja. Tyle byli w stanie uzyskać i nie wiadomo jak pomocne to będzie.
- Z tego, co słyszałam to jego rodziny nie ma teraz w Kanadzie. Sezon urlopowy, te sprawy - odparła, wzruszając ramionami.
Nie miała pojęcia kiedy udałoby im się dotrzeć na miejsce i czy w ogóle byliby chętni do tego, aby zrezygnować z wakacji. Dziadek był martwy od lat. Tak jak powiedział wikariusz: nigdzie nie ucieknie, a wypoczynek w Europie trochę kosztował..

Harry Dillion
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
26 y/o
For good luck!
176 cm
organista St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
organista w kościele objęty programem ochrony świadków, więc tajemniczy mocno
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Nie lubił oceniać ludzi, jednak czasami, świadomie lub nie, to robił. I nie chodziło teraz o próbę zrozumienia o to, z jakim człowiekiem miał do czynienia. Była to umiejętność i taktyka, którą wielokrotnie przyjmował podczas swojej pracy w szpitalu. Wtedy musiał umieć rozpoznać osoby, które nie powinny sprawiać problemów od tych, na które trzeba było uważać. I nie chodziło o ocenianie charakterów, ale bardziej zachowanie. I można dyskutować na temat tego, czy zachowanie było dokładnym odzwierciedleniem czyjegoś charakteru, czy nie, jednak nie miał zamiaru o tym myśleć w tej chwili. Jedyne, co go interesowało to, fakt, że Ruelle była konkretną i bezpośrednią osobą, która dość jasno i racjonalnie zachowywała się w całej tej sytuacji. A przynajmniej na tyle racjonalnie, na ile pozwalała ta cała sprawa. Harry natomiast starał się zachowywać spokój, jednak w głębi jego ciała rosła panika. Wiedział, że sprawa ta, chociaż błaha, mogła zwrócić na niego uwagę. Dlatego też chciał jak najszybciej zniknąć z cmentarza, żeby nie pojawiły się nagle jakieś jego zdjęcia. Nie powinien się mieszać. Być może było to podyktowane paranoją, która co jakiś czas się w nim odzywała, no ale czy nie każdy by się tak zachowywał, gdyby wiedział, że na jego głowę czyhają bardzo niebezpieczne osoby? Oczywiście nikt nie powinien przypuszczać, że ukrył się właśnie pod przykrywką młodego wikarego w obcym mieście i innym kraju, no ale nigdy nie wiadomo, jaka informacja trafi do kogo.
   – Och… myślałem, że nie będą czekać zbyt długo, żeby go zakopać ponownie – powiedział, spoglądając z boku na kobietę. – W sumie nie znam się na takich rzeczach – wzruszył w końcu ramionami, powracając spojrzeniem na ekran monitora. On również nie chciał kontynuować tematy zmartwychwstania, nie dlatego, żeby go to męczyło, bo już zdążył się przekonać, że był w stanie w nieskończoność ciągnąć temat biblijny, jednak dlatego, że był znacznie bardziej zainteresowany sprawą, która się przed nimi pojawiła. O ile wiedział, że nie powinien się w to mieszać, to z drugiej strony było to coś, co przełamywało tę plebanijną monotonię i nudę. Bo, ku pewnie zaskoczeniu wielu ludzi, życie na plebani było wyzbyte wszelkiego rodzaju emocji i wrażeń. I o ile powoli wydawało mu się, że przekonuje do siebie proboszcza, to mężczyzna ten nie był w stanie zbyt dużo mu zaoferować, bo sam miał bardzo dużo zajęć na głowie. Harry nawet nie sądził, że praca duchownego była taka wymagająca, ale w sumie nigdy nie poświęcaj swojego czasu na to, by zaznajomić się z tym tematem.
   – Już w seminarium mówiono mi, że mam problem z pragmatyzmem – skłamał, bo o ile faktycznie mógł uznać się za pragmatyka, to nigdy nie był w seminarium. Nikt mu też nie zwracał uwagi na ewentualny pragmatyzm czy przesadzone realistyczne podejście do życia. Nie był optymistą, jednak brakowało mu także przesadnego pesymizmu. Starał się postępować racjonalnie i zachowywał dość realistyczne podejście, nie oczekując od życia zbyt wiele. – Poza tym, wiem jak działa życie i czasem ludzie podejmują decyzje, których później żałują – stwierdził szybko. No ale czy nie było tak w każdym wypadku? Nawet on sam czasami żałował, że zdecydował się pójść na medycynę. I chociaż nie doszedł do momentu, w którym zdecydowałby, że droga ta nie była dla niego i powinien ją zmienić, to wyobrażał sobie, że było to jak najbardziej możliwe.
 – O ile w ogóle będą chcieli się tym zająć – przyznał w końcu, opierając się na oparciu krzesła. O ile jemu samemu dziwną radość sprawiło zajęcie się przeglądaniem tych nagrań, to wątpił, żeby ktokolwiek chciał zajmować się tą sprawą. No ale mógł się pomylić. Jemu samemu wydawało się bowiem, że sprawa ta nie była aż tak ważna, by odciągała policję. No bo poza zniszczeniem nagrobka, to nikomu nic się nie stało. Nie wiedział, czy rodzina mężczyzny jeszcze żyła i czy będzie chciała wszczynać dochodzenie, które mogłoby pochłonąć więcej pieniędzy i czasu, niż naprawa uszkodzeń na własną rękę. No ale nie wiedział też, jak drogie mogłyby być takie naprawy.
 – Och… pewnie policja już się z nimi skontaktowała – powiedział, słysząc że rodzina mężczyzny jednak żyła. Trochę mu ulżyło, bo pomyślał od razu, że większość obowiązków i organizacji spłynie właśnie na rodzinę. Wiedział bowiem, że za groby, których nikt nie odwiedzał i o które nikt nie dbał były na głowie kościoła.

Ruelle I. Prescott
Harry wikary
nuda i brak zaangażowania
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Każdy mimo wszystko potrafił oceniać wszystkich i wszystko dookoła siebie. Pytanie brzmiało jedynie jak bardzo świadomie to robił i na ile pozwalał, aby to wpływało na jego dalsze czyny oraz słowa. W końcu bardzo łatwo było się zachłysnąć zachwytem lub poddać swoim uprzedzeniom. Ruelle starała się stać po stronie racjonalizmu. Przynajmniej na tyle na ile mogła. Wiedziała jednak również, że cała sytuacja była w pewien sposób absurdalna, co też była w stanie podkreślić tym czy innym żartem. W końcu czemu miałaby sobie nie pozwolić na coś podobnego?
Sprawa była może i w pewien sposób poważna, ale na dobrą sprawę poza mieniem nie ucierpiał w niej żaden człowiek. Nikomu nic nie zagrażało. To było najważniejsze. Na pewno jednak wkrótce wiele osób zacznie zastanawiać się i ciekawić tym dlaczego nagle policja znalazła się na cmentarzu i co właściwie się zadziało na jego terenie.
- Kto wie... Postępowania policyjne lubią się chyba przeciągać, nie? Muszą udokumentować, co trzeba - stwierdziła, wzruszając ramionami.
Również nie była ekspertką. Po prostu malowała trupy w pobliskim zakładzie pogrzebowym. Przeprowadzała też sekcje w czasie praktyk pod okiem swojej mentorki, ale poza tym: nie miała pojęcia jak wyglądają jakieś policyjne procedury. Znajdowała się całkowicie poza nimi i nie interesowała się nimi w żadnym stopniu.
- Rozumiem, że dla duchownego to może być problem. Na co dzień jednak nie jest niczym złym - podsumowała, bo sama również kierowała się pragmatyzmem w zdecydowanie zbyt wielu kwestiach.
Nie miała żadnych powodów do tego, aby wątpić w to, co mówił jej wikariusz. Może i wydawało jej się, że jego podejście do niektórych spraw było nietypowe, ale nie było to niczym złym, a już na pewno go nie dyskwalifikowało z zajmowanej przez niego pozycji.
- To chyba cały sens wiary, nie? Ludzie robią rzeczy, których żałują i się nawracają. Jeśli nie to czeka ich kara. Jeśli są dobrzy to Pan im to wynagradza - zauważyła jeszcze, odnosząc się raz jeszcze do kwestii religijnej.
Trochę trudno jej było zostawić ten temat. Może dlatego, że wydawał się być w miarę sensowny i mógł być stosowany w trakcie rozmowy na różne tematy. No, ale powinni przede wszystkim skupić się na kwestii wykopanego trupa.
- O ile. Muszą się nad tym pochylić, ale jak dokładnie ją zbadają zależy od nich - odparła, bo jednak nie mieli żadnego sposobu na skontrolowanie tego czy jednak sprawa nie zostanie olana przez to, że nie stanowiła szczególnego priorytetu.
Do zbezczeszczenia ciała raczej nie doszło. W zasadzie to jedynie uszkodzono grób. Może potencjalnie skradziono to, co mogło się znajdować w trumnie. Tego nie mogli sami potwierdzić.
- Jak dali radę - potwierdziła.
Pobyt na innym kontynencie z pewnością mógł utrudnić nawiązanie kontaktu z rodziną zmarłego. Inne strefy czasowe, pewnie ograniczony dostęp do telefonów.

Harry Dillion
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „St. John's Anglican Church”