Zaśmiał się pod nosem, słysząc jej słowa. Nie miał pojęcia, jakim człowiekiem była kobieta, jedyne co mógł o niej powiedzieć to to, co sama powiedziała jemu. Oczywiście mógł snuć jakieś domysły, co pewnie w innych okolicznościach by zrobił. W sumie to na szybko wykreował sobie niedokładny opis dziewczyny. Ruelle jawiła mu się jako spokojna i opanowana kobieta, która nie pozwalała swoim emocjom na to, by znalazły ujście na światło dzienne w złych momentach. Podobała mu się jej bezpośredniość i że nie wstydziła się tego, co mówiła. Harry zawsze lubił takie osoby, bo uważał je za szczere.
–
Racja – przyznał, kiwając głową. Po części miała rację, bo takie rzeczy zdarzały się w przeszłości, jak i zapewne będą miały miejsce w przyszłości. Ludzie, zwłaszcza tacy zdesperowani, potrafili posunąć się do różnych działań. Mieszkając w Nowym Jorku zdążył nauczyć się tego, bo był świadkiem wielu sytuacji, w których ludzie robili nieraz zbyt okropne rzeczy, by można było o nich zapomnieć. No ale kradzieże czy bójki są niczym, jeśli miały prowadzić do tego, by zapewnić swojej rodzinie wyżywienie czy jakikolwiek standard. W końcu właśnie z tego powodu ludzie trafiali do gangów. Oczywiście nie w każdym przypadku, bo ilu było ludzi, tyle motywacji. Harry potrafił jednak sobie wyobrazić, że jeśli chodziłoby o dobro jego matki i jego samego, to gotów był na każde poświęcenie. No w końcu tak właśnie zrobił, bo wylądował tutaj w roli księdza tylko i wyłącznie dlatego, by jego matka i on byli bezpieczni.
–
Z jednej strony tak, ale w naszym przypadku, nieszczęśnik nie wstanie i nie opowie nam, kto go wykopał – powiedział. Bluźnierstwa go nie obchodziły, a już szczególnie takie, które z założenia miały być jedynie śmiesznymi komentarzami. Ruelle na pewno wiedziała też, że to, co stało się na cmentarzu było bardzo odmienne od tego, co wydarzyło się podczas zmartwychwstania pańskiego.
–
Powołanie to nic wiążącego – odpowiedział, spoglądając na nią. Wiele osób mogłoby uznać to za fazę. Pewnie jego własna matka tak by to określiła, gdyby powiedział jej, że jednak nie chce zostać lekarzem tylko księdzem. Był przekonany, że pomimo tego, że kobieta była katoliczką, to jednak nie chciałaby, żeby jej jedyny syn oddał swoje życie Bogu, w którego, jak twierdziła, mocno wierzyła. Nie kłamał jednak, jeśli chodziło o powołanie, jako o coś, czego nie można było przestać czuć. W końcu zna się przypadki, gdy księża tracą swój status i zazwyczaj jest to spowodowane jakimiś rzeczami, które robili i w ramach kary tracili swoje święcenia. Harry był jednak pewny, że skoro księdzem można było przestać być w ramach kary, to można też było się z tego uwolnić jeśli przestało się odczuwać powołanie. Rzadko ktoś się jednak do tego posuwał, bo wielu księży odczuwało wstyd, przyznając się, że służba Bogu przestała im się podobać.
Cóż… musiał przyjrzeć się kurtce lepiej, by nabrać pewności. Nie mówiąc o tym, że jakość nagrania nie była najlepsza, więc wzór był niewyraźny i mógł przedstawiać wiele rzeczy. Jego pamięć podpowiadała mu jednak, że z pewnością coś takiego już widział. A przynajmniej wzór podobny do tego, który mógł przedstawiać. Należało to więc przyjąć z pewną dozą ostrożności, ale w sumie było to najlepsze, co mógł teraz powiedzieć. Zastanawiając się jednak nad tym, Harry był zaskoczony, że ktoś decydował się na popełnianie zbrodni ubierając się nie tylko w rzeczy, które nosiło się na co dzień, ale też takie, które wydawały się dość charakterystyczne.
–
Ciężko mi na to odpowiedzieć, ale kurtka wydaje się dość charakterystyczna, więc jest dobrym punktem zaczepienia, zwłaszcza jeśli na ten moment nie ma się żadnych podejrzanych – stwierdził, prostując się na chwilę. Pochylanie się nad ekranem nie wpływało na niego zbyt dobrze. Rozejrzał się po pomieszczeniu i, gdy tylko zobaczył dwa krzesła, to przysunął je, by wspólnie z kobietą mogli usiąść. Teraz było dużo lepiej. –
Nie chcę mówić za niego, ale takich rzeczy łatwo się nie zapomina – powiedział. Bo taka była prawda, i nawet jeśli nie chciało się zwracać na coś uwagi, to siłą rzeczy zauważało się powtarzające się schematy.
–
Tak, powinny… wiem, że jedna jest skierowana prosto na główną bramę wjazdową, więc ma idealny widok na ulicę – powiedział. Starał się teraz tylko odnaleźć odpowiedni folder, bo oczywiście nie wiedział, w którym z folderów zapisywane były nagrania z poszczególnych kamer. Nigdy nie musiał się tym zajmować, a poruszanie się po folderach było dość intuicyjne, by ktoś wcześniej kusił się o próby przeszkolenia go. Znalazł odpowiedni folder i przewinął fragment nagrania do godziny, w której inna kamera zarejestrowała dwóch rabusiów. I, jak można się domyślić, kilka minut przed pojawieniem się dwójki nieznajomych, kamera zarejestrowała biały van, jednak jakość nagrania pozostawiała wiele do życzenia i numer rejestracyjny nie był wyraźny. Po kształcie poszczególnych cyfr można było jednak domyślić się, co mogła przedstawiać. Zgadywał więc, że było to całkiem niezłym punktem wyjścia dla policjantów.
–
A ten mężczyzna ma tutaj w ogóle jakąś rodzinę? Nikogo poza nami i policją nie widziałem na cmentarzu, a zgaduję, że ktoś musiał zostać powiadomiony – zagaił, bo w sumie oni się tutaj starali odnaleźć jakieś odpowiedzi lub wskazówki, a nie było nawet wiadomo, czy rodzina zmarłego wniesie jakieś oskarżenia.
Ruelle I. Prescott