ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Roger Perron: Hear that?
Carolyn Perron: I don't hear anything.
Roger Perron: Exactly.

— The Conjuring
#4
Dom Valdésów stał na końcu długiej, żwirowej drogi, kilka kilometrów za Uxbridge, około godziny jazdy samochodem z centrum Toronto. Dalej były już głównie pola, pojedyncze gospodarstwa i pasy lasu, które jesienią nabierały tej nieprzyjemnej cechy kanadyjskiej prowincji, przez którą człowiek zaczynał rozumieć, dlaczego w horrorach nikt nie odbiera telefonu — linie telekomunikacyjne ginęły pod coraz bardziej żółciejącymi liścmi.
Yonaka wysiadła z Kujiry i przez chwilę patrzyła na posiadłość. Duży, dwupiętrowy dom z szeroką werandą. Stare cegły, ciemne okiennice, dach wymagający prawdopodobnie większego remontu, niż właściciele chcieli przyznać. Ani trochę wiktoriańśki. Nic szczególnie złowrogiego — na pierwszy rzut oka.
Z kieszeni skórzanego płaszcza wyciągnęła świstek złożony na cztery. Kartka zawierała trzy najważniejsze informacje:
›› Hieronima Valdés.
›› Zmarła sześć miesięcy temu.
›› Egzorcyzm. Kosztowny.
Yonaka westchnęła.
Oczywiście.
Drzwi otworzyły się, zanim zdążyła podejść do werandy.
Pani Levin? — Kobieta po sześćdziesiątce przyjrzała jej się od stóp do głów. — Marisol Valdés. Proszę wejść. I proszę niczego nie dotykać.
To zależy czego.
Wszystkiego.
Marisol odsunęła się, wpuszczając ją do środka. Była spięta, rzeczowa i mówiła tonem osoby, która od sześciu miesięcy próbuje utrzymać rodzinę w jednym kawałku. To ostatnie wynikało ze szczegółowego, hektycznego i kryptycznego e-maila.
Z salonu natychmiast wychylił się mężczyzna.
To ta od demonów? — spytał z twardym, latynoskim akcentem.
Ta od demonologii — poprawiła Yonaka.
Czyli od demonów.
Zależy od rachunku.
Esteban — przedstawił się, jakby właśnie otrzymał potwierdzenie swoich podejrzeń. — Mówiłem, że trzeba było wezwać księdza.
Ksiądz był — odezwała się starsza kobieta siedząca przy oknie. Wpadające przez szybę słabe promienie słońca ginęły w gęstym nimbie cygara dymiącego między pulchnymi, powyginanymi przez reumatyzm palcami.
Tía Rosa...
Był. Wziął pieniądze. Potem powiedział, że potrzebny jest egzorcysta. Egzorcysta wziął jeszcze więcej pieniędzy. A teraz... — Przerwała, zaciągnęła się dymem i wydmuchała gęstą chmurę nosem. — ...potrzebujemy pani. — Rosa uśmiechnęła się kwaśno i prychnęła. — Najdroższy demon w historii naszej rodziny.
Mamo! — syknęła Marisol.
Co? Nie widzę tu żadnego demona.
Z drugiego końca pokoju odezwał się młodszy mężczyzna:
To dlatego, że się ukrywa.
Yonaka spojrzała na niego.
A pan?
Diego. Syn Marisol.
I pan widział demona?
Nie.
To skąd pan wie, że się ukrywa?
Diego wzruszył ramionami.
Babcia zawsze mówiła, że w tym domu coś jest.
Rosa prychnęła.
Babcia mówiła też, że bankierzy są w zmowie z diabłem. I sprzedawcy aut. Zwłaszcza z drugiej ręki. Pendejos...
I miała rację — mruknął Esteban.
Yonaka zaczynała rozumieć, dlaczego ktoś ją tutaj wezwał. Nie po to, żeby zbadała nawiedzony dom, tylko po to, żeby rozdzieliła cztery różne wersje tego samego wydarzenia. Z tyłu głowy czuła nadciągającą migrenę od samego obcowania z latynoskimi osobnikami gotowymi skoczyć sobie do gardła w imię "ich prawdy".
Zacznijmy od egzorcyzmu — powiedziała.
Marisol natychmiast spoważniała.
Zaczęło się od pokoju mamy.
Esteban wszedł jej w słowo.
Od ziemniaka.
Od pokoju — powtórzyła Marisol.
Ziemniak pojawił się wcześniej.
To był ziemniak.
Miał twarz.
Nadal był ziemniakiem.
Na święte stygmaty! Miał twarz Chrystusa! Pani od demonów, niech pani żesz sama oceni! — Esteban poszedł w stronę przejścia do innego pomieszczenia. Coś trzasnęło z hukiem. Szkło zadygotało. Gdy wrócił, miał w dłoni talerz przykryty papierowym ręcznikiem. Położył go na stole i jak magik prezentując zdechłego chomika, odkrył tajemnicę. — Syn Boga, jak malowanie!
Yonaka spojrzała na stół. Na talerzu leżało kilka przekrojonych bulw. Jedna rzeczywiście przypominała ludzką twarz, przez której środek przebiegała ciemna, poszarpana linia.
Odwrócony krzyż — powiedział Esteban z satysfakcją.
Yonaka nachyliła się nad ziemniakiem.
Pęknięcie.
Egzorcysta powiedział, że to znak.
Egzorcysta powiedział wam dużo rzeczy?
Rosa parsknęła.
Za nasze pieniądze.
Nagle z ciemnego kąta salonu dobiegło piskliwe:
Ave Maria...
Yonaka poderwała głowę. Rodzina również. Po chwili padło:
Sancte Michael Archangele, defende nos in proelio...
Powoli odwróciła się w stronę źródła dźwięku. Zielony ptak siedział na stojaku przy oknie i patrzył na nią z podejrzaną inteligencją.
To ona — powiedziała Marisol. — Zaczęła po egzorcyzmie.
Papugi potrafią naśladować ludzką mowę.
Ale wcześniej nie znała łaciny!
Znała hiszpański?
Tak.
To już mamy trop.
Ave Maria!
Albo najdroższą papugę w Ontario.
Yonaka zerknęła na rodzinę. Marisol wyglądała, jakby za chwilę sama miała dostać migreny. Esteban był zachwycony. Rosa miała minę kobiety, która najchętniej wyrzuciłaby papugę przez okno lub wrzuciła do piekarnika. Diego natomiast patrzył wyłącznie na nią — demonolożkę od siedmiu boleści.
Pieniądze też zniknęły — powiedział. To zdanie natychmiast uciszyło wszystkich.
Yonaka odwróciła się do niego.
Jakie pieniądze?
Złota skarpeta babci.
Marisol zacisnęła usta niezadowolona.
Diego...
No co? — Wzruszył ramionami. — Przecież po to też ją wezwaliśmy.
Myślałam, że po to, żeby zbadała dom.
Jedno nie wyklucza drugiego.
Yonaka poczuła, że właśnie dotarła do właściwego tematu.
Gdzie były trzymane te... pieniądze?
Tym razem odpowiedziała Rosa:
Tego właśnie nie wiemy.
A co twierdzi rodzina na ten temat?
Esteban wskazał na korytarz.
Że zabrało je to, co było w pokoju mamy.
Rosa pokręciła głową.
Ja twierdzę, że zabrał je ktoś, kto wiedział, gdzie ich szukać.
Yonaka uśmiechnęła się lekko.
Pani Roso, zaczyna mi się pani podobać. — Dopiero wtedy ponownie zauważyła młodą kobietę stojącą nieco dalej, przy wejściu do korytarza. Yonaka skinęła jej głową. — A pani jest...?
Marisol spojrzała w jej stronę.
To Ruelle. Pani Levin powinna ją poznać.
Powinnam?
Tak. Ruelle miała przygotować mamę do pochówku.
Miała — Esteban od razu się wtrącił. — Ale ostatecznie jej nie przygotowywała.
Estebanie... — Rosa posłała mu ostrzegawcze puffnięcie dymu.
Co? To fakt.
Marisol westchnęła.
Hieronima zapisała w testamencie, że to Ruelle ma zająć się jej przygotowaniem. Makijażem, włosami, wszystkim. Mama bardzo tego chciała.
Yonaka zerknęła na Ruelle, po czym wróciła wzrokiem do Marisol.
I co się stało?
Ktoś został zatrudniony zamiast niej.
Kto?
Marisol zawahała się.
Tego właśnie nie potrafimy teraz ustalić.
Brwi Yonaki lekko drgnęły. To było pierwsze zdanie tego dnia, które naprawdę jej się nie podobało. Bardziej niż schodzące ze ścian stare tapety w klasyczne lilie.
W takim razie pani Ruelle idzie z nami.
Marisol skinęła głową.
Właśnie dlatego ją poprosiłam, żeby została. Chcę, żeby zobaczyła ten pokój jeszcze raz.
Takim to sposobem Marisol poprowadziła je w stronę korytarza. Po drodze Yonaka zwolniła i odwróciła się do młodej kobiety.
Zanim wejdziemy — zaczęła spokojnie — chciałabym wiedzieć, jakie były pani relacje z Hieronimą.
Marisol już otwierała drzwi prowadzące dalej.
Porozmawiacie po drodze. Pokój mamy jest na końcu korytarza.
Yonaka spojrzała na nią z ukosa, walcząc z potrzebą wykrzywienia ust w nieprzyjemnym grymasie.
Widzę, że w tej rodzinie nawet duchy muszą poczekać na swoją kolej.
Marisol nie odpowiedziała. Otworzyła drzwi.
Nie duchy, pani Levin.
W takim razie?
Marisol spojrzała na zniszczone wnętrze.
To właśnie ma pani ustalić.
Ze środka wylazł, jak plaga, smród środków wybielających oraz formaliny. I czegoś jeszcze... Czegoś, czego Yonaka nie znała. Czegoś, co znane jest wyłącznie ludziom obcującym ze śmiercią na co dzień.


Ruelle I. Prescott, wykopujemy ten grób Hieronimy
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
tell me your name, demon!
pliz, bez grafomanii
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na dobrą sprawę Ruelle nie należała do tych, którzy byli przekonani o istnieniu zjawisk nadprzyrodzonych. Znajdowała się gdzieś pomiędzy. Doskonale wiedziała, że nie istnieją żadne niepodważalne dowody, które wskazałyby niezaprzeczalnie na istnienie owych sił. Nie sposób też było ich czasami w pełni obalić i zaświadczyć o tym, że wszystko dało się logicznie wytłumaczyć. Podobnie było też z jej wiarą w Boga. Tutaj zdecydowanie skłaniała się ku zakładowi Pascala.
Lepiej było wierzyć na wypadek, gdyby miała to być prawda.
Dlatego właśnie znajdowała się w domu wujostwa, ściskając w zaciśniętej dłoni różaniec, którego paciorki wżynały się w jej skórę. Za namową Valdésów odmawiała wszystkie modlitwy, które tylko znała, aby ujarzmić te dzikie siły drzemiące w ich domu. Modliła się po angielsku, po hiszpańsku, a nawet po łacinie, bo uznała, że jeśli w tym domu znajdowało się coś pradawnego to może martwy język będzie w stanie do tego przemówić. Pater noster, qui es in caelis: sanctificetur nomen tuum Nie była w stanie zliczyć tego ile razy odmówiła Zdrowaś Mario, Ojcze Nasz, Pod Twoją Obronę czy modlitwę do Świętego Michała Archanioła. Czepiała się praktycznie wszystkiego, co tylko wydawało jej się być pomocne. Na pewno jednak nie spodziewała się tego, że Carlos Whispers, zielona papuga cioci Marisol, zacznie podłapywać te zasłyszane modlitwy i będzie je za nią powtarzać. A przynajmniej niektóre ich fragmenty.
Musiała jednak przerwać modlitwy. Wszystko dlatego, że przed domem zaparkowało auto należące do pani od demonów, jak ją określał Esteban. Prawdziwa profesjonalistka, która nie mogła się równać z odklepującą zdrowaśki młodą studentką.
Ruelle zeszła z piętra domu do położonego na parterze salonu. Wyglądała nieco jak gradowa chmura w zwiewnej czarnej sukience i połyskującymi w dłoni onyksowymi paciorkami różańca, na którego końcu znajdował się delikatny srebrny krucyfiks. Cienie wokół jej oczu mogły być równie dobrze efektem dobranego odpowiednio makijażu jak i serii nieprzespanych nocy.
Przyglądała się uważnie kobiecie, która przekroczyła próg domu. Młoda. Musiała być niewiele starsza od niej samej. Chociaż może zwiodły ją te azjatyckie rysy? Cholera wie. Niektóre z nich potrafiły mieć i lat z pięćdziesiąt, a dalej wyglądać jak nastolatki.
Słuchała jej wymiany zdań z rodziną Valdésów. Nie wtrącała się w nią, bo przecież jej nie było przy tym jak wiele z tych wszystkich szaleństw się działo. Nie doświadczyła cudu ziemniaka jako osoba stołująca się wtedy przy stole. Nie widziała też w nim w ogóle twarzy Chrystusowej, ale możliwe, że coś przeoczyła... Albo po prostu ktoś sobie dopowiadał tutaj różne rzeczy.
Miała już się przedstawić, ale tía Marisol ją w tym wyręczyła. Nie musiała w zasadzie nic dodawać, ale i tak skinęła głową w kierunku demonolożki. Mimo wszystko wypadało się przywitać.
- Ruelle Isadora Prescott - przedstawiła się oficjalnie, a jej głos niósł w sobie o wiele więcej spokoju niż całej reszty rodziny, z wyjątkiem ciotki Rosy. - Pracuję jako tanatopraktorka.
Nie była też wcale zdziwiona, gdy tylko specjalistka od demonów postanowiła, że mają razem udać się do pokoju, który był zajmowany przez babcię Hieronimę. Posłusznie ruszyła za nią, dając się poprowadzić Marisol.
- Abuela Hieronima była matką kuzynki mojej mamy. Nie jest to może najbliższa rodzina, ale miałyśmy całkiem dobrą relację. Liczyła sobie mnie w poczet swoich wnucząt - odpowiedziała, kierując się spokojnym krokiem w kierunku, gdzie znajdowało się dawne lokum babci Hieronimy.
Wrażenie, które sprawiała sypialnia nieboszczki nie było najlepsze. Zdawało się jakby w środku było o parę stopni chłodniej. Dodatkowo w powietrzu unosił się dziwny zapach. Wilgoć, chemikalia, charakterystyczna woń, którą roztaczała kostnica. Nie wspominając już o zdewastowanych meblach. Drzwi szafy wydawały się ledwie trzymać w zawiasach. Potężna komoda miała powyciągane szuflady o mosiężnych uchwytach, a ich zawartość niemal wypływała z ich czeluści. Pokój wyłożony był starą, wyblakłą tapetą, którą ktoś lub coś rozdarło w paru miejscach kilkoma głębokimi szramami.
- Jak pierwsze wrażenie, maestra de demonología? - zapytała, spoglądając na swoją specjalistkę od demonów.
Na pewno Levin mogła mieć już jakieś spostrzeżenia dotyczące pomieszczenia.

Yonaka Levin
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie weszła od razu ani nie odpowiedziała. Zatrzymana w progu sypialni Yonaka przez kilka sekund po prostu patrzyła na krajobraz po bitwie duchowej.
Pomieszczenie było większe, niż sugerował widok z korytarza. Wysokie okna wychodziły na ogród, ale ciężkie zasłony zostały zsunięte i przepuszczały jedynie cienkie, blade pasma światła. W powietrzu rzeczywiście było chłodniej. Nie na tyle, żeby można było mówić o czymkolwiek niezwykłym — raczej o różnicy temperatur między korytarzem a pokojem, który od miesięcy nie był właściwie użytkowany.
Zapach był znacznie ciekawszy. Wilgoć mieszała się z ostrą wonią środków chemicznych. Pod nią kryło się coś jeszcze — ciężki, słodkawy zapach charakterystyczny dla pomieszczeń, w których przygotowywano ciało do pochówku. Nieprzyjemny, ale dla Yonaki wcale nie tajemniczy. Za to zniszczenia wyglądały na świeższe niż reszta domu...
Szafa przy jednej ze ścian miała przekrzywione drzwi. Jedno z nich niemal wisiało na dolnym zawiasie, a wokół zamka widoczne były zadrapania i odpryski drewna. Obok — komoda . Wszystkie szuflady były powyciągane. Niektóre tylko otwarte, zaś inne wyraźnie przetrząśnięte. Ubrania, stare fotografie, pudełka i drobne przedmioty leżały na podłodze w przypadkowym nieładzie.
Yonaka weszła do środka. Długi, czarny skórzany płaszcz przesunął się za nią ciężko, kiedy przeciskała się między łóżkiem a przewróconym krzesłem. Zatrzymała się przy szafie i przykucnęła.
Ktoś tu bardzo nie lubił mebli — powiedziała w końcu.
Marisol stanęła za nią.
To właśnie próbujemy pani powiedzieć.
Nie. — Yonaka przyjrzała się zawiasom. — Państwo próbują mi powiedzieć, że zrobił to demon. — Przesunęła wzrokiem po wyrwanym mocowaniu. — A ja próbuję ustalić, kto miał wystarczająco dużo czasu i powodów, żeby tak się z tym wszystkim obchodzić.
Marisol przez chwilę milczała.
Yonaka wyjęła z kieszeni rękawiczkę i założyła ją na prawą dłoń. Dopiero wtedy ostrożnie dotknęła krawędzi zawiasu. Drewno było wyszczerbione przy jednym z otworów. Na podłodze pod szafą leżał niewielki fragment metalu. Podniosła go.
To było tutaj?
Nie wiem.
Kto sprzątał po egzorcyzmie?
Marisol zmarszczyła brwi.
Nikt.
Nikt?
Egzorcysta powiedział, żeby niczego nie ruszać.
Z całych sił Yonaka próbowała powstrzymać wywrócenie oczami.
Oczywiście, że powiedział...
Odłożyła metalowy fragment na miejsce i podeszła do komody. Tu zniszczenia były jeszcze bardziej chaotyczne. Jedna z szuflad została wysunięta tak gwałtownie, że niemal wyskoczyła z prowadnic. Druga miała wyłamany uchwyt. Na blacie wciąż stała porcelanowa figurka Matki Boskiej, choć obok niej leżały rozbite ramki ze zdjęciami.
Yonaka przykucnęła ponownie. Jedną dłonią odsunęła leżące na podłodze ubranie, uważając, żeby nie nadepnąć na rozsypane przedmioty.
O, a to ciekawe.
Co takiego? — Marisol podeszła bliżej.
Nie wszystkie rzeczy zostały przewrócone. — Wskazała na lampę stojącą przy łóżku. — To stoi dokładnie tam, gdzie powinno. — Potem na krzesło pod oknem. — I to. — Na koniec na komodę. — Natomiast wszystko, co znajdowało się wewnątrz, zostało wyciągnięte.
Marisol Valdés założyła ciasno ręce na piersi, strojąc niepewne miny.
To nie wygląda jak walka — mruknęła nieprzekonana.
Bo nią nie było. Ktoś szukał. Może nie dość skrupulatnie, ale efekciarsko.
Z korytarza odezwała się Rosa:
A mówiłam, że demon nie potrzebuje otwierać szuflad!
Yonaka zerknęła przez ramię.
Słyszę panią.
To dobrze. Oszczędzi mi pani powtarzania.
Uśmiechnęła się pod nosem.
Czy pani wie, czego szukano?
Gdybym wiedziała, moje gałgany nie wzywałyby znawczyni Biblii bez koloratki.
Yonaka pokiwała głową.
Rozsądne.
Rosa mruknęła coś jeszcze pod nosem. Tym razem towarzystwo w sypialni Hieronimy mogło tylko usłyszeć:
...ksiądz... zawsze pieniądze...
Potem starsza kobieta zamilkła, a Yonaka wróciła do oględzin.
Na ścianie, pod rozdartą tapetą, odsłonięty został fragment starego tynku. Szramy biegły nierówno, miejscami jedna nad drugą. Nie miały jednak tego charakterystycznego układu, którego można byłoby oczekiwać po czymś, co próbowało się wydostać ze ściany. Czy raczej — do ściany.
Yonaka podeszła bliżej. Przechyliła głowę, a krótki kosmyk włosów uciekł zza ucha na policzek. Odsunęła go niedbale grzbietem dłoni, po czym wyciągnęła z kieszeni telefon komórkowy. Zapaliła latarkę. Snop światła przesunął się po powierzchni.
Czym to zostało zrobione?
Marisol pokręciła głową.
Nie wiemy.
Egzorcysta coś mówił?
Że demon próbował się przedostać na drugą stronę.
Yonaka spojrzała na nią bez słowa.
Co?
Nic.
Nie wygląda pani na przekonaną.
Jestem przekonana, że zapłaciliśmy za bardzo kreatywną interpretację uszkodzeń. — To był pierwszy moment, kiedy w głosie Marisol pojawiło się coś więcej niż zmęczenie. Złość. Nie na Yonakę, a na całą sytuację. — Chcę wiedzieć, co się tutaj naprawdę wydarzyło — powiedziała ciszej. — Nie chcę kolejnej osoby, która powie mi, że dom jest nawiedzony. Chcę wiedzieć, kto to zrobił.
To zmieniało postać rzeczy. Dotąd Yonaka uważała tę kobietę za przychylnie nastawioną wobec wersji paranormalnych zdarzeń w domu Valdésów. Schowała telefon.
W takim razie jesteśmy po tej samej stronie.
Marisol skinęła głową. Yonaka przeszła jeszcze kilka kroków i zatrzymała się przy łóżku. Na jego wezgłowiu wisiał mały, drewniany krucyfiks. Był lekko przekrzywiony, ale nieuszkodzony. Pod nim, na stoliku nocnym, znajdowała się pusta szklana buteleczka, kilka starych leków i porcelanowa filiżanka z zaschniętym osadem na dnie.
Yonaka obeszła stolik z dwóch stron. Pochyliła się nad stolikiem i przyjrzała się przedmiotom z bliska, ale nie dotknęła żadnego z nich.
Kiedy dokładnie zmarła pani Hieronima?
W nocy.
Kto był wtedy w domu?
Tu Marisol zawahała się.
Rodzina.
A kto pierwszy znalazł ciało?
...Ja.
Yonaka zapamiętała to. Nie skomentowała. Zamiast tego odwróciła się w stronę Ruelle. Młoda tanatopraktorka nadal znajdowała się w pobliżu, jak cień.
Skoro miała pani przygotować Hieronimę do pochówku — powiedziała Yonaka — potrzebuję kilku szczegółów. — Wskazała dłonią wnętrze pomieszczenia. — Nie interesuje mnie teraz, co rodzina uważa za paranormalne. Interesuje mnie stan tego pokoju zanim ktokolwiek zaczął go niszczyć.
Marisol od razu podchwyciła temat.
Ruelle znała mamę. I wiedziała, jak wyglądała jej sypialnia. Dlatego chciałam, żeby była tutaj.
Yonaka skinęła głową.
Właśnie. — Przez moment jeszcze raz przyglądała się pomieszczeniu. — Czy widziała pani Hieronimę po śmierci? I zanim została zabrana do przygotowania? — Z wewnętrznej kieszonki płaszcza wyciągnęła mały notes w linię. — Proszę zwrócić uwagę na wszystko, co mogło później zniknąć albo zostać przestawione. — Kolejno wysupłała mały długopis automatyczny. — Biżuteria. — Klik. — Ubrania. — Klik. — Dokumenty. Kosmetyki. Leki. — Klik. Klik. Klik. — Cokolwiek.
Marisol spojrzała na nią z wyraźnym zainteresowaniem.
Myśli pani, że to może mieć związek z pieniędzmi?
Yonaka przesunęła wzrok na otwarte szuflady.
Myślę, że ktoś bardzo dokładnie przeszukał pokój starszej kobiety. — Przekartkowała kilka zapisanych stron i sprawdziła rysik na wolnej stronie. — A teraz chciałabym wiedzieć, czy ktoś szukał czegoś, zanim odbył się tutaj cały ten cyrk. — Dopiero wtedy spojrzała ponownie na Ruelle. — Więc zaczniemy od Hieronimy. I pani Prescott. — Jej ton stał się spokojniejszy, znacznie bardziej zawodowy niż sceptyczny. — Jak wyglądała, kiedy widziała ją pani po raz ostatni? I co dokładnie miało znaleźć się przy jej ciele, kiedy przygotowywano ją do pochówku? — Skinęła na pustą komodę. — Czasami najważniejsze rzeczy znikają jeszcze zanim ktoś zacznie szukać ducha.

🪦 Ruelle I. Prescott 🪦
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
tell me your name, demon!
pliz, bez grafomanii
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Być może w latach swojej świetności pokój babci Hieronimy mógł być uznawany za całkiem przytulny. To było jednak całe dekady temu, zdawałoby się, a po śmierci swojej mieszkanki ten smutny i przestarzały wygląd zyskał jeszcze dodatkową warstwę upiorności za sprawą kilku szczegółów wyrwanych jakby z horroru.
Ruelle wyczuwała pod zapachem chemikaliów także unikalną woń naftaliny, tak charakterystyczną dla starszych ludzi. Znała też doskonale odór śmierci, z którym miała do czynienia w pracy. Choć, nie w tak ekstremalnej wersji, bo jednak ciała, na których pracowała były już przynajmniej w pewnym stopniu oporządzone.
Nie pchała się do przodu. Pozwoliła na to, aby Levin była pierwszą, która wejdzie do pomieszczenia i przyjrzy się uważnie temu, co mogła w nim zaobserwować. Ruelle weszła na samym końcu i chociaż nie była szczególnie wierząca to profilaktycznie przeżegnała się ściskającą różaniec dłonią i na sam koniec ucałowała krucyfiks tak jak uczyła ją to robić babka.
Na razie jednak nie zapowiadało się na to, aby jakiekolwiek dziwne zjawisko miało się aktualnie zamanifestować w sypialni. Przynajmniej dzięki temu demonolożka mogła na spokojnie przyjrzeć się temu jaki obraz przedstawiało sobą zdemolowane pomieszczenie. Z tym, że chyba ekspertka miała już swoją jedną teorię na temat tego, co zaszło.
p- Kojarzy pani, pani Levin, ten słynny tekst, że postawiona diagnoza zależy od specjalizacji lekarza? Kardiolog doszuka się problemów z sercem, onkolog raka i tak dalej... Sądziłam, że demonolog będzie obstawiał przy robocie demonów - powiedziała jeszcze, przyglądając się temu jak kobieta kręci się po sypialni.
Sama również znajdowała się bardziej po sceptycznej stronie mocy, ale została poproszona o jedno i nie zamierzała się wycofywać. Lepiej było dmówić po cichu jedno zrowaś Mario niż potem tego żałować. Przynajmniej rodzinę również umiała w ten sposób uspokoić.
Prawda była taka, że nikt z Valdésównie zamierzał ruszać czegokolwiek z pokoju póki nie otrzymają gwarancji, że ich dom nie jest już nawiedzony. Do tego jednak potrzebowali przynajmniej kilku spokojnych dni i nocy, aby się upewnić, że na pewno żadna pozaziemska siła nie próbuje uprzykrzać im życia oraz zaznaczać swojej obecności w pokoju Hieronimy. Może to były jakieś pozaziemskie demony, a może sama staruszka, która była oburzona niespełnieniem jej przedśmiertnej prośby?
Obserwowała to jak kobieta porusza się po wnętrzu pomieszczenia. Zupełnie jakby prowadziła policyjne śledztwo, a nie rozważała opcje ingerencji sił nadprzyrodzonych w domu, który należał do rodziny porządnych Latynosów. O czym świadczyły chociażby świece o wyglądzie wkładów do zniczy z wizerunkami różnych świętych czy Matek Boskich w wielu lokalnych wydaniach. Pewnie powinni zapalić wszystkie na raz, aby zainwestować w pakiet Bożej Opatrzności+.
Dopiero po uwadze, którą wygłosiła Yonaka, Prescott mogła się zgodzić z tym, że było to faktycznie dziwne. Wcześniej nie zwróciła większej uwagi na krzesło czy lampę. Zakładała być może, że ktoś, kto był w pokoju musiał jednak tknąć chociaż te dwie rzeczy. Wydawało się jednak bardziej prawdopodobne, że ktoś tylko pozorował atak sił nie z tego świata.
Ruelle była z pewnością zafascynowana znawczynią demonów. Zdawała się uważnie analizować każdy nawet najmniejszy ślad, aby dowiedzieć się, co właściwie mogło się stać w tym domu. Z każdą chwilą coraz to śmielsza historia zdawała się kiełkować ze słów kobiety.
- Czy zaskakujące jest to, że obrażenia skupiają się głównie na obszarze tego pomieszczenia? Może powinny występować bardziej widoczne na przestrzeni całego domu, gdyby była to nadnaturalna istota? - zapytała jeszcze, bo poza wiedzą wynikającą z horrorów nie posiadała nic, co mogłoby się okazać przydatne w takiej sytuacji.
Fikcja pozostawała fikcją, a prawdziwe wydarzenia zawsze mogły się kierować zupełnie innymi prawami niż to, co było jej znane z dzieł literackich albo filmowych. Dlatego właśnie pragnęła wysłuchać stanowiska ekspertki. Zwłaszcza, że na ten moment sprawiała wrażenie naprawdę obeznanej w temacie i profesjonalnej. Nie zachowywała się jakby miał to być scam. Chyba, że odgrywała swoją rolę nadzwyczaj zachęcająco.
Chyba wszystkie słyszały doskonale, że tłumaczenia egzorcysty brzmiały, co najmniej idiotycznie. W końcu, kto uwierzyłby, że jakaś istota miałaby chcieć się przedostać na drugą stronę poprzez drapanie tapety na ścianie w pokoju zmarłej przed miesiącami staruszki?
Trudno było się dziwić Marisol, że chciała wiedzieć, co takiego stało się w jej domu. Zwłaszcza, że wszystko to kosztowało ich naprawdę sporo pieniędzy, a efekty były... No cóż, żadne. Każdy byłby wkurzony i domagał się odpowiedzi. Choćby dla własnego spokoju.
- Czyli jest pani również zwyczajną detektywką, a nie tyko demonolożką? - zapytała, przyglądając się raz jeszcze z pełną uwagą Levin.
Spodziewałaby się raczej, że większość ludzi z jej profesji albo będzie brnęło w paranormalną narrację, albo stwierdzi, że to jednak nie jest ich działka i mają jednak sięgnąć po pomoc kogoś zupełnie innego. W końcu nie tropiła ludzkich przestępców, a zajmowała się zjawiskami nie z tego świata. Jak Dean i Sam Winchester.
Nadeszła kolejna seria krótkich pytań, które miały kobiecie pomóc rozeznać się lepiej w okolicznościach śmierci staruszki, która zajmowała sypialnię. Ślady jej obecności wciąż były widoczne w poszczególnych elementach wystroju pomieszczenia, które nie zostały ruszone od dnia jej śmierci. Zachowanie tego wszystkiego w niezmiennym stanie było dla Ruelle czymś nienormalnym, ale nie zamierzała się wykłócać z ciotkami na ten temat.
- Ależ proszę bardzo. Pomogę jak tylko mogę - zapowiedziała, nie wiedząc jeszcze, co dokładnie chciałaby z niej wyciągnąć Yonaka.
Jej wiedza była również ograniczona w pewnym zakresie, więc pewnie nie we wszystkim okaże się tak pomocna jak reszta rodziny. Równie dobrze Levin mogłaby pytać w dalszym ciągu Marisol, Diego albo Rosę o to jak prezentowała się sypialnia lub co takiego się w niej znajdowało.
- Widziałam ją. Miała zostać przetransportowana do naszego zakładu. Miała na sobie koszulę nocną, włosy niedbale związane do snu, twarz blada...
Na moment przymknęła oczy, starając się sobie przypomnieć jak dokładnie wyglądała sypialnia Hieronimy nim ktokolwiek zaczął ją niszczyć. Co się w niej znajdowało?
- Miała mieć w dłoniach różaniec z Guadalupe. Trzymała go w szufladzie stolika nocnego wraz z modlitewnikiem oraz lekami, które brała, co wieczór - powiedziała, zachęcając jeszcze ruchem dłoni demonolożkę do tego, aby się zapoznała z zawartością mebla. - Miała mieć cieliste rajstopy, czarne zamszowe buty na obcasie oraz swoją ulubioną sukienkę do kościoła. Jak się pani domyśla znajdowały się one w szafie i komodzie. Nie widzę nigdzie na razie metalowej szkatułki, w której znajdowała się biżuteria, którą miała mieć na sobie w czasie pochówku: kilka pierścionków z kamieniami, klipsy, krzyżyk.
Może ktoś je przełożył? Albo zagarnął dla siebie, aby korzystać z odziedziczonej po Hieronimie biżuterii. Tego nie była pewna. Weszła jednak wgłąb pomieszczenia i zaczęła się po nim uważniej rozglądać. Szukała innych brakujących elementów oraz takich, które nigdzie nie pasowały, bo były poprzestawiane w inne kąty pokoju.

Yonaka Levin
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”