30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
dotknięta przez słońce, dotknij mnie tam, gdzie ja zaczynam a nie kończę, przychodzisz do mnie w snach
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba strażacy już mieli to do siebie, że nie lubili chodzić na zakupy. Albo po prostu nie mieli na to czasu. Teddy zdecydowanie należała do tej drugiej grupy. Po kilkunastogodzinnej zmianie ostatnią rzeczą, na jaką miała ochotę, było łażenie między półkami i zastanawianie się, czy naprawdę potrzebuje kolejnego płynu do naczyń. Dlatego zwykle zamawiała wszystko online. Tym sposobem nie traciła zbędnych godzin na krążenie po sklepach, stanie w kolejkach i szukanie rzeczy, które podobno znajdowały się w alejce numer siedem, a tak naprawdę wcale ich tak nie było. No i mogła wykorzystać ten czas na coś znacznie bardziej pożytecznego. Na przykład na sen. Albo jedzenie. Albo sen po jedzeniu.
Absolutnie nie poradziła sobie z tym, co wydarzyło się kilka godzin temu. Właściwie była przekonana, że nie zdoła się z tym pogodzić jeszcze przez najbliższe tygodnie, a może nawet miesiące. To był pierwszy raz, kiedy podczas akcji, w której brała udział, zginął człowiek. A do tego rzuciła jeszcze słowa na wiatr, zarzekając się tamtej kobiecie, że uratuje jej siostrzenicę. Powiedziała to z pełnym przekonaniem, bo wtedy naprawdę wierzyła, że da radę. Nie wywiązała się z obietnicy. Zawiodła na całej linii. I choć gdzieś z tyłu głowy wiedziała, że nie mogła przewidzieć każdego możliwego scenariusza i że czasami nawet największe starania nie wystarczały, to jej własny mózg najwyraźniej nie zamierzał przyjąć tego do wiadomości. Nie wiedziała jeszcze, ile czasu będzie potrzebowała, żeby przestać się z tym zmagać.
Nie wiem — mruknęła pod nosem. — Może gdybym była szybsza i zdążyła wbiec do środka, to udałoby mi się ją wyciągnąć? Może wystarczyło kilka sekund? — zapytała nerwowo, wyrzucając słowa na jednym wydechu.
Właśnie te kilka sekund nie dawało jej spokoju. Kilka pieprzonych sekund, których zabrakło. Darling wciąż próbowała sobie wmówić, że gdyby zrobiła cokolwiek inaczej, wszystko mogłoby skończyć się dobrze. Te rozważania były kompletnie bezsensowne, ale jej głowa uparcie wracała do tych samych pytań. Co, gdyby? Może wystarczyło naprawdę niewiele. Tylko dużo łatwiej było przecież pomyśleć, że zawaliła, niż zaakceptować, że czasami człowiek po prostu nie jest w stanie zbawić całego świata.
Więc pytam się ciebie, czy uważasz, że było coś jeszcze, co mogłaś zrobić?
W końcu podniosła wzrok i spojrzała Bunny prosto w oczy. Dopiero teraz zarejestrowała, jak blisko siebie stały. Zdecydowanie bliżej, niż Teddy wcześniej sobie uświadamiała. Czuła jej ciepły oddech tuż przy kąciku swoich ust i przez moment zupełnie zapomniała, co właściwie chciała powiedzieć. Nagle zrobiło się dziwnie cicho. Przełknęła ślinę, próbując nie myśleć o tym, że wystarczyłoby naprawdę niewiele, żeby ta odległość przestała istnieć. Nie miała pojęcia, dlaczego w ogóle zwróciła na to uwagę. Przecież jeszcze chwilę temu przeżywała najgorszą akcję w swoim życiu, a teraz jej mózg postanowił skupić się akurat na tym, że Carver stała zdecydowanie za blisko.
Nie wiem — odparła znowu, jakby była jebanym Johnem Snowem, który nigdy nic nie wiedział. — Teraz wydaje mi się, że tak, ale... — urwała, zagryzając policzek od środka, żeby się nie rozkleić. Bardzo chciała uciec spojrzeniem w bok, a jednak nawet na chwilę nie oderwała wzroku od niebieskich tęczówek drugiej strażaczki. Przymknęła powieki dopiero, kiedy poczuła jej dłoń na swoim policzku.
Bunny miała rację - to nie był łatwy zawód. Ale na razie Darling miała wrażenie, że zawodzi wszystkich wokół i trwała sobie w tym swoim nieszczęściu. Podobno czas goi rany. Trzeba tylko dać czasowi trochę czasu. A francuski poeta Arthur Rimbaud powiedział kiedyś, że jedyną myślą nie do zniesienia jest to, że znieść można wszystko. Teddy nigdy nie była najlepsza z poezji, ale lubiła francuski.
Pomóż mi rozproszyć myśli — wyszeptała tuż przy jej rozchylonych wargach. Zaczepiła palcami o materiał koszulki i przyciągnęła dziewczynę do siebie, tak że między nimi nie zostało już właściwie ani trochę miejsca. Teddy przez moment zawahała się, jakby dopiero teraz dotarło do niej, co właściwie robi. — Proszę, Bunny — dodała, akcentując jej imię w taki sposób, że zabrzmiało jak króliczek. Wzięła głęboki oddech. Serce waliło jej zdecydowanie za szybko, choć tym razem nie miało to nic wspólnego z pożarem ani adrenaliną. Przez krótką chwilę patrzyła jej w oczy, jakby czekała na jakikolwiek znak, że powinna odpuścić. Nie znajdując go, trochę niepewnie pochyliła się do przodu i musnęła usta Carver swoimi.

Bunny 🐰
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
34 y/o
For good luck!
174 cm
gasze pożary i nie tylko
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

W ich zawodzie każda sekunda była na wagę złota.
Jedna decyzja potrafiła przechylić szale powodzenia akcji ale też uratować życie.
I chociaż dla Teddy w tamtym momencie kilka sekund pomogłoby tamtej kobiecie, dla Bunny dokładnie te same sekundy zaprowadziłyby Darling pod ziemie. Z walącą się konstrukcją nie dało się wygrać. Gruz opadłby w dół niezależnie od tego, czy był tam strażak czy nie, przygniótł by wszystko, co spotka na swojej drodze. I może było to okropne, może nie brzmiało najlepiej, ale Carver świadomie wybrała Teddy nad tą kobietę. Nie podjęła ryzyka. I nie żałowała. Jasne, gryzła ją ta strata. Myślała o kobiecie, której krzyk wciąż wybrzmiewał jej gdzieś pod czaszką, ubolewała nad jej stratą, ale wiedziała, że zrobiła to dla większego dobra. I z czasem Darling też to zrozumie. W końcu te całe brednie pierwsze własne bezpieczeństwo, potem innych nie brało się z nikąd.
Nie poganiała jej.
Dała jej tyle czasu ile tylko potrzebowała, że ustawić sobie odpowiednią argumentacje w głowie, by chociaż troch zmienić tok myślenia i spojrzeć na wszystko z boku. Naprawić narracje. Nie patrzeć na to przez pryzmat obietnicy, jaką złożyła tamtej kobiecie, tylko pracę, którą musiała wykonać według odpowiednich zasad. I nawet jeśli po chwili Teddy odpowiedziała jej krótkim nie wiem, to i tak było lepsze niż w pełni obarczanie się za wszystko.
Ciężko się na nią patrzyło. Widać było konsternacje na jej twarzy i przejęcie. Bunny wiedziała, że dziewczyna sama musiała wszystko przepracować, ale i tak chciała jej jakoś pomóc. Dlatego po chwili jej dłoń wylądowała na policzku Darling. Przekonana, że nie było w tym żadnego podtekstu, tylko dodanie otuchy, jednak kiedy skóra przyjemnie zamrowiła, a Teddy przycisnęła polik jeszcze mocniej, Bunny sama już nie była tak pewna swojej bezinteresowności. I vice versa.
Pomóż mi rozproszyć myśli.
Drgnęła lekko w przód, czując, jak serce delikatnie przyspiesza.
Nie powinna tego robić. Nie było dzisiaj na to miejsca, a jednak jedyne o czym teraz była w stanie myśleć, to pokazanie Teddy najlepszy sposób na to, by się rozproszyć, by zająć głowę czymś zupełnie innym, a ciało wypełnić przyjemnością. Problem był taki, że miała jasną zasadę, że starała się nie mieszać pracy z przyjemnością. Unikała romantycznych relacji głownie dlatego, że potem nie każdy potrafił oddzielić wszystko grubą kreską i wrócić do tego, jak było. I tutaj też nie chciała ryzykować utraty koleżanki. Z drugiej jednak strony kurewsko chciała ją pocałować.
Proszę, Bunny.
Głos Darling wwiercał się jej w głowę. Odbijał głuchym echem i nie odpuszczał nawet na moment. A nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, jakkolwiek zareagować, Teddy szarpnęła ją za koszulkę i musnęła jej usta. Delikatnie, niepewnie. Momentalny dreszcz przeszedł po jej kręgosłupie, a dłoń, którą trzymała na jej policzku zacisnęła się mocniej na jej skórze. Trwała w tym przez moment. Krótką chwile, kilka sekund, nim odsunęła się. Niechętnie zrobiła krok do tyłu, chociaż całe ciała wyrywało się do przodu. Nie powinny.
Weź prysznic, Teddy — powiedziała spokojnie, zaglądając w jej jasne, zaskoczone oczy, a potem… wyszła z łazienki. Z walącym w piersi sercem przeszła do sypialni, żeby znaleźć jakieś ciuchy dla Darling. Przeglądała koszulki, chociaż jej usta mrowiły, a głowa wciąż wracała do tego co miało miejsce. Do tego co chciała zrobić, a czego nie powinna. Przecież miałą zasady. Zasady były po to, żeby się ich trzymać. Tak zawsze powtarzał jej ojciec. Wybrała jakieś przypadkowe dresy i luźną bluzkę, po czym przeszła pod drzwi łazienki. Miała zostawić jej to pod drzwiami, zawiesić na klamce, ale…
Jebać to.
Szarpnęła za drzwi, wpadając do środka jak oparzona akurat w momencie, w którym Teddy ściągała z siebie koszulkę. Tym razem to ona nawet nie dała się chwili na reakcje — po prostu podeszłą bliżej, pchnęła ją na szklaną ścianę, dociskając mocno i wpiła się w jej usta. Już wcale nie delikatnie, nie było w tym za grosz wyczucia. Zrobiła to pewnie i mocno, jedną dłoń umieszczając na jej żuchwie, przytrzymując ją przy sobie, podczas gdy druga wylądowała na miękkim, wyrzeźbionym brzuchu. Czuła, jak mięśnie strażaczki spinają się pod jej dotykiem, jak delikatnie zadrżała, a to zaś sprawiło, że Carver mruknęła zadowolona prosto w jej usta, jeszcze bardziej dociskając ją do szyby.

:teddy:
kasik
wygenerowanych postów i braku inicjatywy
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
dotknięta przez słońce, dotknij mnie tam, gdzie ja zaczynam a nie kończę, przychodzisz do mnie w snach
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była przekonana, że przez kilka najbliższych nocy nie zmruży oka, a krzyki tamtej kobiety będą wracać do niej w najmniej oczekiwanych momentach. Pewnie wystarczy, że zamknie oczy, a znowu je usłyszy. A teraz, wyjeżdżając na kolejne akcje, będzie myślała już tylko o tym, żeby znowu kogoś nie stracić. Bo skoro raz jej się to przytrafiło, skąd miała mieć pewność, że następnym razem nie będzie tak samo? Jednocześnie miała wobec Bunny ogromny dług wdzięczności. To ona odciągnęła ją w porę, zanim Teddy zdążyła zrobić coś heroicznego, ale zarazem cholernie głupiego. Gdyby nie Carver, prawdopodobnie nie byłoby jej teraz tutaj. Mogłaby zginąć na miejscu albo trafić na intensywną terapię. Tyle że lekarze niewiele mogliby zrobić, bo Darling podpisała przecież oświadczenie woli o niepodejmowaniu reanimacji. W takim przypadku nie pozostałoby jej nic innego, jak pożegnać się z tym ziemskim padołem. Co dziwne, sama myśl o śmierci wcale jej nie przerażała. Teddy nie bała się umrzeć. Bała się tego, co stałoby się później. Tego, że jej bliscy nigdy nie pogodziliby się z jej odejściem. Że zostawiłaby po sobie pustkę, z którą musieliby nauczyć się żyć. Zwłaszcza rodzice. Była jedynym dzieckiem Darlingów i doskonale wiedziała, że jej śmierć byłaby dla nich ciosem nie do udźwignięcia.
Nie powinna wciągać Bunny w swoje wyrzuty sumienia. Miała wrażenie, że prosi ją o zdecydowanie zbyt wiele. Już wystarczyło, że koleżanka wyszarpała ją ze szponów śmierci i prawdopodobnie uratowała jej życie. Nie musiała teraz jeszcze znosić jej emocjonalnego rozpierdolu i zachowania, którego sama nie potrafiła do końca zrozumieć. Tylko ta potrzeba zapomnienia okazała się od racjonalnego myślenia. Dlaczego? Przecież tyle razy ostrzegano ją przed romansami w pracy. Potem robiło się niezręcznie, ludzie zaczynali się na siebie dziwnie patrzeć, a w najgorszym przypadku mogło to jeszcze wpłynąć na dalszą współpracę. A Teddy naprawdę nie potrzebowała kolejnego problemu na głowie. Tylko że kto tu, do cholery, mówił o jakimś romansie? Chciała jedynie dać upust emocjom. Na chwilę przestać myśleć o tym, co wydarzyło się kilka godzin wcześniej. O tym cholernym poczuciu winy, które siedziało jej gdzieś pod żebrami i nie zamierzało odpuścić.
Tyle że chyba właśnie znalazła na to sposób, który był jeszcze gorszym pomysłem. Wydawało jej się, że druga strażaczka odwzajemniła pocałunek. Przez tę krótką chwilę naprawdę miała takie wrażenie. A może tylko bardzo chciała, żeby tak było? Wszystko jej się mieszało.
Weź prysznic, Teddy.
Dopiero wtedy otworzyła szerzej oczy, jakby ktoś właśnie wylał jej na głowę wiadro zimnej wody. Zanim jednak zdążyła wydusić z siebie choćby jedno słowo i przeprosić za swoje beznadziejne zachowanie, Bunny odwróciła się na pięcie i wyszła z łazienki. Spomiędzy warg Darling wyrwało się ciche stęknięcie. Od razu przycisnęła obie ręce do twarzy i potarła ją mocno, jakby chciała wetrzeć w siebie resztkę zdrowego rozsądku. Przez chwilę stała tak bez ruchu, próbując poukładać sobie w głowie to, co właśnie zrobiła. Dość. Musiała wziąć się w garść.
Zdjęła bluzę i już chwytała za brzegi koszulki, zamierzając od razu rzucić ją na pralkę, kiedy nagle podskoczyła, bo drzwi otworzyły się z impetem. Do środka wpadła Carver.
Co ty... — zaczęła Teddy, ale na tym skończyły się jej możliwości składania sensownych zdań. Bunny dopadła do niej i przycisnęła ją do chłodnej szyby od kabiny, a potem pocałowała tak, a potem pocałowała tak, jakby przez ostatnie kilka minut zdążyła zmienić zdanie co najmniej pięć razy i teraz zamierzała nadrobić wszystkie naraz.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Bunny 🐰
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
34 y/o
For good luck!
174 cm
gasze pożary i nie tylko
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
kasik
wygenerowanych postów i braku inicjatywy
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
dotknięta przez słońce, dotknij mnie tam, gdzie ja zaczynam a nie kończę, przychodzisz do mnie w snach
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Bunny 🐰
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”