24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Prowadzenie tej konwersacji, jak i samo spotkanie były dla Kierana pod wieloma względami abstrakcją życiową. Czymś, czego nie doświadczał często, bo chociaż przez jego życie przewijało się wiele bezimiennych osób, mało która wywierała na nim jakiekolwiek większe wrażenie - na tyle silne, bo ostatecznie zaczął przykładać większą wagę zarówno do osoby, z którą rozmawiał, jak i całej otoczki.
Ten mężczyzna był inny, to nie ulegało żadnym wątpliwościom i Burreau przyłapał się na myśli, iż po prostu chce, żeby słowa płynęły układając się w kolejne zdania, ciekaw co może z nich wyniknąć. Czy w którymś momencie powie coś, co zniechęci do niego drugą stronę? Nigdy się tym nie przejmował wiedząc, że domeną ludzi było pojawianie się i znikanie, zwłaszcza, gdy robiło się niewygodnie lub zbyt ciężko. I chociaż jego aktualny model nie wydawał się człowiekiem, który ucieka przy pierwszej lepszej możliwości, gotów raczej stoczyć słowną potyczkę, tak nie mógł być go pewien w stu procentach. Niezależnie od tego ile czasu ze sobą spędzili, nadal był tylko nieznajomym.
-Jesteś oryginalny. Zazwyczaj ludzie chwalą się, być może nawet do przesady, swoim zawodem, wychwalając go ponad niebiosa, a ty, poza półsłówkami, z których niewiele wynika, trzymasz to w tajemnicy. Interesujące - zauważył, ponownie wzrokiem śledząc jego twarz, jakby chcąc doszukać się na niej powodów jego decyzji. Co kryło się za podpowiedziami, które mu prezentował? Czy to był jakiś test, który miał ocenić, czy prawnik jest wystarczająco bystry? Jeśli tak był pewien, że akurat tego dnia wszelkie testy zostaną przez niego oblane za sprawą osobnika, który uparcie próbował zwrócić na siebie uwagę jego myśli.
-To nie jest próba przypodobania się, to po prostu dziedzictwo - stwierdził Kieran, lekko marszcząc brwi. Słowa, które wypowiedział jego rozmówca tłukły mu się w głowie, próbując za wszelką cenę zwrócić na siebie większą uwagę. Chciały być dostrzeżone, zrozumiane i w pełni przyswojone, a póki co pozwolił im jedynie latać w nicości własnej podświadomości. - Co w nich jest dużo lepszego? Mogą być co najwyżej dodatkiem dla mnie, niczym więcej - wzruszył lekko ramionami. Nie wyobrażał sobie, by miał utrzymać się z malowania. Chociaż nie - to było kłamstwo, którym mydlił sobie oczy od dnia, w którym kategorycznie zostało mu powiedziane, że ma się skupiać się na takich głupotach, które bardziej przystoją kobietom i ludziom bez ambicji. A Kieran musiał być ambitny i najlepszy, świecąc przykładem syna, który za wszelką cenę chce pójść w ślady ojca.
-Co, jeśli nie chciałbym cierpieć wcale? - spytał z zainteresowaniem. Z każdym kolejnym słowem konwersacja podobała mu się bardziej, chociaż wiele z tych słów była dla niego zbędna. Podobnie jak próba przekonania go, że to co robił wcale nie było dla niego najlepsze.
Dłoń zatrzymała się nad papierem, kiedy umysł myślał. Cierpienie. To był piękny temat przewodni, który mógł pojawić się na obrazach. Tylko najpierw Kieran musiałby się dowiedzieć, jak to jest cierpieć faktycznie.
-Życie naprawdę składa się z samych wyborów, prawda? - wpatrzył się w jego jasne oczy wiedząc już, jak będą wyglądały na kartce. Nauczył się ich przez tych kilka chwil, kiedy rozmawiali. - A trzecia opcja? Potrzebuję jej jeśli mam odpowiedzieć, bo chociaż malowanie jest fanaberią, a prawo moim powołaniem, tak z niczego nie zrezygnuję. To trochę jak Kot Schrodingera - zostać takim samym, ale nadal innym. Tylko czy inność faktycznie popłaca? Jak ty jesteś inny od wszystkich? - spytał. Chciał wiedzieć jak on to widział. Może dzięki niemu będzie mu łatwiej zrozumieć i słowa przestaną się tak chaotycznie obijać w głowie.

Jude Iverson
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
33 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
189 cm
chirurg ogólny w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
god doesn't love you. God despises you. So there's no hope and mankind is just a component of the device by which the devil creates itself. Are you with me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy/przeszły
postać
autor

trigger warning
motyw zaburzeń depresyjnych, myśli rezygnacyjne, kontrowersje
Nie uważał, aby był w jakimś stopniu wyjątkowy - mógł przypominać jednego z wielu chirurgów, cynicznych i zaprawionych swoim życiem, o szorstkim, ciężkim spojrzeniu i nieprzyjemnym głosie, którzy śmiali się, kiedy w odczuciu innych nikt nie miał prawa się rozbawić, którym nie drżały ręce, nawet,gdy wszystko inne zaczynało rozpadać się od środka. Mógł tak naprawdę być jednym z wielu lekarzy, którzy po przyjacielsku łypali z wnętrza swojego gabinetu, nie siląc się aby mówić w sposób w jaki zazwyczaj przemawiali do pacjentów. Miał w sobie zbyt wiele gniewu tak jak niektórzy chłopcy i wiedział, że w głębi duszy nadal sam z tego nie wyrosnął. Miał wiele swoich problemów choć w tym momencie nie odgrywało to znaczenia. Mógł wydawać się powierzchownie nieprzyjemny choć tak naprawdę wynikało to z faktu, że nie zabiegał przenigdy o konwenanse. Był bezpośredni, nie licząc się pod tym względem z ładunkiem emocji innych.
- Jest i na to rozwiązanie. Nazwa to samobójstwo - powiedział gładko, zupełnie, jakby był dumny z własnej błyskotliwości. To jedno słowo, osiadłe na jego ustach, przemknęło bez zająknięcia, nawet gdy wydawało się być poniekąd zakazane w społeczeństwie - nie pochylał się nad nim, zupełnie, jakby w obliczu pewnych nieznanych zdarzeń zupełnie mu spowszedniało. Życie było dla niego od zawsze związane z bólem, o mniejszym albo dosadnym natężeniu, duchowym albo fizycznym. Nie sądził, aby człowiek uwolnił się od cierpienia i nie chodziło tutaj o żadną filozofię a zwykłą banalną prawdę.
- Posłuchaj, bo mam wrażenie, że trochę źle zrozumiałeś moje słowa. Nie mówię, że masz wybierać pomiędzy byciem malarzem a prawnikiem - z trudem się nie poruszył, pozując w tej chwili dalej do portretu. Nieznajomy wydawał się odbierać większość informacji zbyt dosłownie. Nie uważał, aby powinien rezygnować z zawodu, do którego przygotowywał się i kształcił. Niewiele osób w dzisiejszych czasach miało naprawdę luksus utrzymywania się ze swojej twórczości. Prawdy, które wygłaszał, były bardziej ogólne. Nie znał dobrze rozmówcy, ale przeczuwał, że jest wobec siebie zbyt okrutny, stosuje zbyt wiele zasad, co do których samodzielnie ma wątpliwość. Zupełnie, jakby czuł w głębi duszy, że musi się powstrzymywać, że musi coś w sobie zamknąć, szczelnie we wnętrzu kufra swojej czaszki i zgubić wcześniejszy klucz.
- Mówię, że nie należy pozbawiać się możliwości do życia w zgodzie ze sobą - wyznał. Skoro sam miał ochotę, aby obecnie rozproszyć swoje myśli i oddać się własnej pasji, nie powinien pogrążać się w wyrzutach sumienia i obawach. Mógł później dokończyć esej mając czystszą świadomość. Mógł jedno pogodzić z drugim.
- Tworząc nowe zakazy i powtarzając, że czegoś nie powinieneś... - urwał. Dokładnie tak go odbierał - odbierał go jak osobę która bez przerwy odmawiała sobie praw, jak osobę, której ktoś wcześniej wmówił, że życie należało zawęzić wyłącznie do tego co istotne. Westchnął cicho. Nie wiedział, jak powinien mu dobrze to wszystko wytłumaczyć. Nie chciał być również wścibski, chciał jedynie wydobyć z niego zmianę, aby się nie zamartwiał, nie w takim stopniu, nie z taką intensywnością.
- Wszystko, co odrzucasz, powróci - z wyraźną, zdwojoną siłą.


Kieran Burreau
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
tranxene
jestem za głupia na triggery
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jasne oczy świdrowały pociagłą twarz, nie pozwalając nawet na sekundę spuścić z tonu. Za wiele kryło się za tym spojrzeniem, za wiele kryło się za wypowiadanymi zdaniami, które wsuwały się w umysł Kierana, siejąc większy chaos. Zupełnie, jakby już teraz nie miał tam prawdziwego kotła, w którym tak ciężko było dostrzec jeden konkretny element. Nie panował nad tym, a poczucie kontroli do tej pory pozwalało mu sądzić, że jest panem własnego życia i sytuacji. Teraz, nie tylko podczas spotkania z nieznajomym, ale również podczas rozmów z Benjaminem, tracił wszystko, co znał. Uczucie, które wcale nie napawało optymizmem - wewnętrznie bowiem obawiał się nagle wywrócić do góry nogami całe swoje życie, buntując się przeciwko monotonnej rzeczywistości.
-Trochę drastyczne podejście. I głupie. Samobójstwo jest ucieczką, dość tchórzliwą. I nie pozbywa się cierpienia - jedynie przerzuca je dalej. Chociaż ja w istocie nie czułbym już nic, co też nie jest pocieszające - stwierdził, lekko przechylając głowę w bok, nieprzerwanie śledząc emocje na twarzy mężczyzny. Było ich tam niewiele, chociaż tu Kieran mógł się mylić - nie zawsze potrafił je od razu odczytać, ewentualnie interpretował je błędnie. Sam Kieran nie burzył się, kiedy padło słowo, na które wiele osób reagowało przesadnie. Dla niego było po prostu słowem, które posiadało swoją własną definicję - jak wiele innych. Nie patrzył na nie emocjonalnie, może dlatego, że nigdy nie miał z nim styczności poza konwersacjami i słownikiem. - Można też żyć nie odczuwając bólu - stwierdził. Czy jego coś bolało, tak w środku? Nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiał po prostu żyjąc z dnia na dzień, prześlizgując się w codzienności.
Jego mózg starał się przetworzyć dokładnie każde słowo, które wypowiadał w jego stronę mężczyzna. Wiele z tego w jakiś sposób wydawało mu się nielogiczne, ale Burreau nawykł, że w niektórych momentach tok jego myślenia diametralnie różnił się do tego, co widzieli i rozumieli inni ludzie. Czuł się tak, jakby odstawał, chociaż nie było to uczucie specjalnie obciążające. Był sobą nawet, jeśli próbowano mu wmówić, że było inaczej. Nie widział niczego złego w swojej wizji przeszłości, która niemal w całości pokrywała się z wizją jego rodziców. W jego świecie było to zupełnie normalne - właśnie na tym polegało przejmowanie spuścizny, o którą tak dbali poprzednicy. Przejęcie przez niego kancelarii było postanowione niemal w chwili jego narodzin i Kieran nigdy nie oponował przyjmując to jako oczywistość. Tym bardziej nie powinien mieć czasu na malowanie, które pochłaniało go więcej, niż ludzie podejrzewali.
-Żyję w zgodzie ze sobą - odpowiedział po chwili, chociaż słowa te zabrzmiały jakoś pusto, nawet dla niego. - Chociaż teraz odnoszę wrażenie, że gdzieś się gubię robiąc rzeczy, na które nie mam czasu i które nie są priorytetami. I nie jestem malarzem, nigdy nim nie będę. Mówiłem, to jedynie hobby, któremu czasem się oddaję - stwierdził i utkwił wzrok w sylwetce na papierze. Oddawał mu się ostatnio zdecydowanie za często, mimowolnie zmieniając i tak już napięty grafik. Pozbawiał się snu na rzecz kolejnej warstwy na płótnie.
-Bez zakazów powstałby chaos. Jak skupić się na jednym, jeśli nie wybierzemy konkretu, pozwalając sobie na wszystko? Życie to pasmo wyborów - nie mogę zjeść jabłka i go mieć. Stosowanie dyscypliny nie jest niczym złym - to pomaga osiągnąć zaplanowany sukces - odpowiedział. Nie wyobrażał sobie, by nagle miał wstać rano i nie oddawać się utartym schematom, które powtarzał, rezygnując z nich na rzecz spontaniczności. Gubił się, kiedy nie miał wytyczonej ścieżki ponieważ nie znał innej drogi. Od dziecka miał porządek, za którym szedł.
-Dziwne podejście. Jeśli coś odrzucamy nie chcemy, żeby wróciło. Na tym to polega - zmarszczył lekko brwi. Starał się nadążyć, ale umysł mu na to nie pozwalał. proszę, po raz kolejny zaczynał się gubić pod słowami, których połączenie wydawało mu się mało logiczne.

Jude Iverson
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
ODPOWIEDZ

Wróć do „York Mills Valley Park”