ODPOWIEDZ
35 y/o
For good luck!
189 cm
strażak Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
Success is not the ultimate goal, and failure is not the end of the world. What matters most is the courage to keep going.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jego życie powoli wracało do normy. Rocznica śmierci jego rodziców, rocznica śmierci dziadków mocno na niego wpływały, ale taki moment był tylko chwile. Starał się te czwórkę wspominać z ciepłymi uczuciami, bo nie ma z nimi okrutnych wspomnień, nie o to chodzi. Po prostu wie, że to nie wróci i powoduje to ból w sercu. Wiele bliskich osób stracił w przeciągu kilku lat i to odcisnęło na nim piętno, serce było pokryte bliznami, tym bardziej, że nie miał z kim dzielić swojej teraźniejszości oraz przyszłości. Nie złożyło się na to, aby miało się to zmienić w najbliższym czasie. Phatsa sporo pracuje, pewnie nawet trochę za dużo, ale nie przegina, bo wie, że to stwarza ogromne niebezpieczeństwo dla niego i jego zespołu. Na swoim ciele ma sporo blizn po poparzeniach, nie są one mocno widoczne, jednak ma kilka wypadków na swoim koncie. Tak jak teraz, a co się stało? Pomagał sąsiadce i nagle spadała na niego gałąź w jej ogrodzie i ma mocno stłuczoną głowę oraz ranę na twarzy, więc siłą rzeczy był w domu na zwolnieniu lekarskim. Nie było innej opcji, chcieli go nawet zostawić w szpitalu na dłużej, ale po dobie obserwacji mógł wrócić do domu, a gdyby się coś działo to na ostry dyżur. Dobrze, że jest po pierwszej pomocy to wie co oznacza to „gorzej”. Na szczęście nic się nie stało.
Porzucił na kilka dobrych dni ćwiczenia, wiedział, że nic złego się nie stanie, a on nie może się mocno forsować. Chodził na spacery, ale też nie za długie. Nie ma co ryzykować.
Dzisiaj wstał dość późno, co jest niepodobne do niego, jak widać jego ciało potrzebowało dojść do siebie i się porządnie naładować. Nie jest już młody, nie ma co ukrywać. Musi dbać o siebie jeszcze bardziej. Zjadł śniadanie, miał ochotę na jajecznicę i sałatkę, więc sobie to zrobił na śniadanie, a potem postanowił się wybrać do cukierni, którą polecił mu jedna z jego koleżanek. Miał czas, a co tam! Nie przypuszczał, że spotka tam dziewczynę, którą uratował przed laty.
Powolnym krokiem wszedł do pomieszczenia.
- Dzień dobry! - Zawołał z uśmiechem i czekał na pojawienie się kogokolwiek.

Jamie Park
Natalia, dc: taaskaa
Nieuzasadniona przemoc, niepoparta argumentami, rozgrywanie gwałtu i maltretowanie zwierząt i dzieci
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Któżby pomyślał, że ten jeden wyjazd będzie tyle znaczył... Tak wiele zmieni...
Złamie serce, ale uleczy duszę.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Ciekawe, czy pamiętał to miejsce? Trochę się zmieniło od tamtej smutnej nocy, kiedy kawiarnia płonęła. Teraz była cukiernią pełną gębą. Może już nie pachniała świeżością, bo od remontu minęło jednak kilka lat, ale dalej była po prostu ładna. Dziewczyny za ladą rozdawały uśmiechy, w powietrzu unosił się zapach wanilii i cynamonu, na jednej ze ścian widniał napis będący pamiątką tamtej nocy.
W podziękowaniu za Waszą służbę
Strażacy, Policjanci i Ratownicy mają tutaj kawę za darmo!

A nad nowiutkim ekspresem, wysoko nad głowami, na specjalnej półce pysznił się ten stary, o który Jamie robiła aferę tyle lat temu. Nie udało się go doczyścić do tego stopnia, żeby kawa z niego nie smakowała spalenizną, więc Park z tego zrezygnowała. Zresztą w miarę jak liczba gości się zwiększała, trzeba było zainwestować w coś nowoczesnego i porządnego.
Miejsce żyło... Podniosło się z tamtych popiołów i chociaż nie miało już pięterka ze stolikami, jak kiedyś, dalej było przestronne i przytulne. Teraz było jednak bardziej cukiernią niż kawiarnią. Miejsc do siedzenia zostało mniej, ale najwyraźniej nikomu to specjalnie nie przeszkadzało. A mimo to dziewczyny pracujące tutaj zdawały się prawie każdego znać z imienia.
Trochę czekało się w kolejce, bo z każdym klientem zamieniano dwa słowa, ale wydawało się, że nikt tutaj na to nie narzekał ani nie czuł się tym urażony. Kiedy wreszcie Phatsa się doczekał, za ladą stała niewielka Koreanka. Jej naturalnie czarne włosy były obcięte dość krótko i miały tendencję do niesfornego, zburzonego wyglądu. W uśmiechu pokazywała urokliwe dołeczki w policzkach, chociaż każdy z tych uśmiechów rozjaśniał oczy tylko na chwilę. Jakby myślami była troszkę dalej, niż tu i teraz. Pożegnała starszą parę uśmiechem i machnięciem dłoni, kiedy odchodzili od lady z pudełkiem pełnym cannolli i westchnęła, zbierając siły na kolejnego klienta.
Obdarzyła strażaka szerokim uśmiechem, który lekko zrzedł, kiedy zobaczyła ranę na twarzy. Zmarszczyła brwi, bez skrępowania przyglądając się zadrapaniom.
- O mamo! Mam nadzieję, że przynajmniej była tego warta... - znów się uśmiechnęła, puszczając mu oczko. - Ale zdecydowanie powinieneś zweryfikować poziom atrakcyjności, do szaleństwa dziewczyny.
Zachichotała rozbawiona swoim żartem, po czym powstrzymała śmiech, przygryzając obie wargi. Uspokoiwszy się, dodała:
- Co dla Ciebie, przystojniaku? - to nie brzmiało jak flirt, raczej jak przyjacielska zaczepka.
Strażak Pat <3
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kitten and the Bear”