ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
173 cm
weterynarz w Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

2019.


Tydzień.

Dokładnie tyle minęło od jej przylotu do Toronto. Nieco lepiej wyobrażała sobie swoje zaaklimatyzowanie się tutaj, a jednak już od początku napotykała na przeszkody. Pierwszą okazało się znalezienie lokum; dalej ciągnęła kasę za hotel, bo wynajęcie mieszkania bądź chociażby pokoju, okazało się być nie lada wyzwaniem. Nikt nie chciał zaufać dwudziestoletniej Szkotce, że była grzeczna i po prostu chciała ruszyć na nowo ze swoim rozsypanym życiem. Poza tym, ciężko było wypatrzyć ofertę, która nie była podejrzana i która nie wyglądała jak tani nocleg u ćpunów czy innych podejrzanych typów, którzy w nocy wbiliby jej heroinę przez sen — no dobra, z tym to może już przesadzała. Nie zmieniało to jednak faktu, że od początku nie czuła się komfortowo. Brakowało jej miejsca, które mogłaby nazywać jej. Domem, mieszkaniem, pokojem, czterema ścianami, w których po cały dniu mogłaby znaleźć chwilę wytchnienia.

Dokładnie po tygodniu miała już dosyć. Potrzebowała poznać inne uroki Toronto oprócz ciągłego ogarniania swojej nowej rzeczywistości. Poszła do baru karaoke, żeby nieco się zrelaksować. Podrzeć się do ulubionych hitów i może nawet wyrwać komuś mikrofon z dłoni, jeśli emocje i alkohol całkiem nią zawładną. Wypiła już trochę, zadowolona wyśpiewała Dangerous women od Ariany Grande i zaraz miało lecieć Shallow od Lady Gagi. Nikt się nie zgłaszał, ktoś krzyknął w tłumie, że to smęty i niech bierze kolejne zamówienie, kiedy Autumn wyrwała się do DJ-ki, stając na palcach. — Skoro właściciel się nie zgłasza, to ja chcę to śpiewać — krzyknęła, wywołując wywracanie oczami przez chłopaka. Co za głupi chu-- — Śpiewałaś przed chwilą — oznajmił z powagą, jakby pilnowanie porządku było teraz najważniejszą sprawą. — No i co z tego? Jest zamówione, to nie może się zmarnować. No proszę! — jęknęła już zdesperowana, bo gdyby wcześniej ta piosenka przyszła jej na myśl, to z pewnością zrezygnowałaby z darcia się do Ariany i zamówiła ten utwór, który teraz lepiej oddawał jej stan emocjonalny.

Bo minął nie tylko tydzień od jej przeprowadzki do Toronto, ale również półtora tygodnia, od kiedy wystawiła Maggio i nie zjawiła się na ich umówionym spotkaniu. Ile razy kusiło ją odblokować jego numer i pewnie zderzyć się z dziesiątkami wiadomości, które musiał jej wysłać. Nie mogła tego zrobić. Nie, jeśli nawet wymieniła numer na kanadyjski, symbolicznie wyrzucając swoją starą kartę sim do jeziora Ontario, jako zapowiedź nowego początku.

— Dobra, blondyna, masz trzydzieści pięć sekund, żeby znaleźć kogoś do duetu — rzucił mężczyzna, który skończył z byciem gburem, zupełnie jakby usłyszał jej myśli. — Co?! — krzyknęła z entuzjazmem, kiedy on zaczął liczyć na głos. Puściła się w tłum, wzrokiem szukając kogoś, kto mógłby ją uratować, aż natrafiła wzrokiem na dziewczynę, która wśród kilku znajomych (a może nieznajomych?) śpiewała refren tej piosenki i wcale nie potrzebowała melodii, aby najwyraźniej zrobić to całkiem dobrze. — Zaśpiewaj to ze mną — rzuciła, dobiegając do niej i patrząc w nią swoimi dużymi, ciemnymi oczami. — Proszę, proszę, proszę. — Zaczęła dreptać w miejscu, widząc, jak DJ na palcach odmierzał jej czas. — Mamy jakieś piętnaście sekund. Proszę, proszę, proszę — wyrzuciła dalej z siebie i teraz nie czekając na jej werbalną zgodę, chwyciła ją za nadgarstek, ciągnąc za sobą i mając nadzieję, że w połowie drogi nie zdecyduje się wyrwać, niwecząc jej plany oraz marzenia. Jeśli nie zaśpiewa tego tutaj, to zaraz wyjdzie na ulice i zacznie śpiewać do podkładu puszczanego z telefonu!

Cassandra Wildbird
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Przeprowadzka do Toronto w jej oczach była dobrym posunięciem - nie dość, że nadal mogła być bliżej Alberta, który potrzebował jej wsparcia na nowej drodze życia, kiedy na barki został umieszczony ciężar odpowiedzialności za swoje rodzeństwo, tak mogła odetchnąć od własnego taty. Kochała go, jednak po śmierci mamy, nawet pomimo upływu lat, ich relacja była znacznie bardziej napięta. Żadne z nich nie potrafiło mówić o bólu, a tata zdawał się pogrążać w nim bardziej coraz bardziej i bardziej, tracąc panowanie nad własnym życiem. Cassie starała się jak mogła, żeby mu pomóc, ale ile mogło zrobić dziecko, które samo nie umiał pogodzić się z odejściem jednego z rodziców? teraz co prawda było lepiej, ale Wildbird czuła, że ta przerwa i odległość pomogą im w naprawieniu relacji. Może dzięki temu uświadomią sobie, że mają tylko siebie. Jasne, bała się o swojego tatę, tym bardziej, że walka z nałogiem naprawdę go wykończyła psychicznie i fizycznie, ale musiała też skupić się na sobie - w Toronto miał studia, które zamierzała skończyć, by w pełni oddać się muzyce, która tak ją pociągała. Miała w planach występować na największych scenach, zaskakując ludzi swoją grą na wiolonczeli. Wszak marzenia były darmowe, w ograniczenia były jednie w głowie.
Tego dnia, tuż po rozmowie z tatą, do którego dzwoniła niemal codziennie, by mieć pewność, że sobie radzi, postanowiła wyjść na imprezę ze znajomymi z roku. Kto by pomyślał, że muzycy po wszystkich zajęciach z dźwiękiem mieli jeszcze ochotę na dalsze obcowanie z utworami. A tu proszę, wylądowali w jednym z barów karaoke, gdzie zabawa trwała w najlepsze. Cassie może i nie czuła się najpewniej jeśli chodziło o śpiewanie, ale nie miała najmniejszego zamiaru przez to rezygnować z zabawy, tym bardziej, że pojawił się również alkohol, który akurat na nią wpływał niczym jakiś narkotyk sprawiając, że stawała się jeszcze bardziej pozytywnie nastawiona - jakby to w ogóle było możliwe.
-Zobaczycie, że przy najbliższym utworze was zniszczę - zaśmiała się, spoglądając na niewielka grupke, w której Damien był najlepszym śpiewakiem. Będzie musiała porwać go do duetu! Miała nawet wrażenie, że wszechświat usłyszał jej myśli, ponieważ chwilę później DJ zapowiedział “Shallow”, które idealnie nadawało się na śpiewanie w parze. A kiedy nikt się nie zgłaszał, Cassie już chciała polecieć do mikrofonu, kiedy ubiegła ją jakaś blondynka, która zaledwie kilka sekund wcześniej skończyła inny utwór. - Będziemy musieli zadowolić się czymś innym. Może jakiś Camp Rock? - rzuciła do chłopaka, który na sam dźwięk tytułu filmu aż się skrzywił.
Niespodziewanie została napadnięta. Aż lekko podskoczyła, kiedy zmaterializowała się przed nią dziewczyna, która przejęła wspomnianą piosenkę. Wildbird nie miała nawet czasu, żeby jej odpowiedzieć, kiedy została pociągnięta w stronę sceny przy akompaniamencie śmiechów swoich kolegów i koleżanek.
-Dobrze, skoro tak ci zależy, żebym robiła za twojego mężczyznę! - uśmiechnęła się do niej, bo nijak nie przeszkadzało jej śpiewanie z nią. Zwłaszcza, że ta kochana osóbka zdawała się niemal zdesperowana, żeby faktycznie tę piosenkę zaśpiewać. - Bo stawiam, że preferujesz część Gagi? - zerknęła na nią, żeby się upewnić.

Autumn Ashford
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”