ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
165 cm
menadżerka w The Fifth Social Club & street racer
Awatar użytkownika
Said you wanna be good but you're begging me to come over. I don't wanna hurt you but you live for the pain. Who's gonna love you like me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

one year ago


Kingsley naprawdę kochała prędkość.
Równie mocno kochała też adrenalinę, swój samochód i przekraczanie wszelkich granic zdrowego rozsądku. Po stracie już obojga rodziców, Toronto było dla niej innym wymiarem, o którym tęsknie myślała, gdy była jeszcze nastolatką. Świadomość, że w końcu tu była i żyła pełną piersią, tak jak zawsze tego chciała, była dla niej… przyjemnie przytłaczająca. Chyba znalazła swoje miejsce na świecie, przynajmniej na parę kolejnych lat, gdzie będzie układać swoje dorosłe życie. Od pogrzebu jej ojca minął równy rok, a co za tym idzie, minęło już jedenaście miesięcy, od kiedy mieszka w Toronto. Ten dzień był dla niej wyjątkowy, ale zamiast zaszywać się w swoim domu, zadręczając się rodzinnymi wspomnieniami, Rizz wolała wyjść do ludzi. Samotność nie działała na nią zbyt dobrze. Nie lubiła myśleć o tym, że straciła swoją jedyną, najbliższą rodzinę, zostając na świecie zupełnie sama. To przerażające uczucie często chwytało ją nocą za gardło, przez co czuła się, jakby ktoś ją dusił; cholerna paranoja. Nienawidziła tego pozbawienia kontroli i jednoczesnej pustki, dlatego właśnie w rocznicę utraty ojca, a zarazem ostatniego członka rodziny, Kingsley postanowiła, że w imię jego pamięci wygra nadchodzący wyścig. Tak jak przystało na lojalną, kochającą córkę.

Rizz była piekielnie dobra w ściganiu się i znała się na autach. Naprawdę. Od wyjazdu Leo po swoją wielką karierę, dziewczyna zaczęła bardziej przykładać uwagę do motoryzacji i naprawdę jej się to spodobało; dostarczało jej to emocji, dzięki którym czuła się bardziej żywa i w końcu miała swoją zajawkę. A przecież o to jej teraz chodziło; o szukanie pasji, doświadczeń i skrajności. Nie wszystko jednak zawsze szło po jej myśli. Miała utalentowanych przeciwników i czasem wystarczył jeden drobny szczegół, by straciła kontrolę. To właśnie dlatego, Paris siedziała teraz w swoim różowym sportowym samochodzie, kupionym z drugiej ręki za sprzedany dom w Oakville, zaciskając mocno palce na kierownicy. Dudniło jej w uszach, a z każdej możliwej strony, dochodziła do niej głośna muzyka. Zajęła… drugie miejsce? Jej ojciec byłby zawiedziony. — Cholera — sapnęła, nie mogąc zebrać się w sobie, by wydostać się z samochodu. Nie chciała, żeby dopadli ją ci wszyscy ludzie, którzy zaleją ją niewygodnymi pytaniami. Max znowu naskoczy na nią, bo przecież kazał każdemu na nią postawić. Blondynka odchyliła głowę, przymykając na krótką chwilę oczy; stało się wszystko, co tylko mogło pójść nie tak jak powinno.

Kingsley wysiadła, przebierając swoje trampki na kozaki na wysokiej szpilce; jeśli już przegrała to musiała zrobić to z klasą, tak? Uśmiechnęła się w charakterystyczny sposób, mówiący “i’m totally fine”, po czym ruszyła w stronę wielkiego zgrupowania, wsuwając dłonie w kieszenie swojej dżinsowej miniówy. Nienawidziła przegrywać, a już szczególnie w tak ważne dla niej dni. I jeszcze była trzeźwa. Przejebane. Paris szybko dostrzegła znajomą blond czuprynę; przełknęła porażkę, czekając na odpowiedni moment, by wkroczyć. — Gratulacje, Finch — rzuciła, starając się przy tym, by głos jej nie zadrżał. — Zaczęłaś całkiem fajnie jeździć — dodała kąśliwie; to miał być komplement, a wyszło jak zawsze. Ach, a miała trzymać nerwy na wodzy.

kira number one
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

027.
furious /ˈfʊr.i.əs/
adjective
extremely angry
"she's furious about the way he's been treated "
Miłość do samochodów zaszczepił w niej wujek Ben. To on przywoził jej pierwsze składane modele klasycznych pojazdów, kiedy wracał z długich i pięknych podróży po Kanadzie. Dla Kiry były to po prostu kolejne zabawki, które można było rozłożyć na części, a potem z mniejszym lub większym powodzeniem złożyć z powrotem. Zazwyczaj z mniejszym ze względu na dużą ilość elementów, więc w momentach frustracji lądowały gdzieś w kącie. Z czasem jednak zaczęła interesować się nimi coraz bardziej. Pytała wuja o każdy szczegół, bo chciała wiedzieć, czym różnią się poszczególne modele, dlaczego jedne samochody brzmią inaczej od drugich i co właściwie sprawia, że jeden jest lepszy od drugiego.
A później? Później wszystko potoczyło się bardzo szybko. Miała zaledwie szesnaście lat, kiedy starsze towarzystwo wciągnęło ją w świat nielegalnych wyścigów. Pilnowali, żeby trzymała się z boku i nie wchodziła nikomu w drogę. Tyle że bycie wyłącznie obserwatorką szybko zaczęło ją okrutnie nudzić. Samo stanie przy trasie i patrzenie, jak inni wciskają gaz do dechy, było niczym lizanie lizaka przez papierek. Też chciała startować! Chciała ścigać się z najlepszymi i przede wszystkim udowodnić, że nie znalazła się tam wyłącznie dlatego, że była czyjąś młodszą koleżanką. Początki oczywiście nie były kolorowe. Musiała nauczyć się nie tylko panowania nad samochodem, ale też własnymi nerwami, a przede wszystkim przegrywania. Bo może trudno w to uwierzyć, ale nawet K-Rush nie wygrywała za każdym razem, choć najchętniej właśnie tak by to widziała. Przeszła naprawdę długą drogę, żeby znaleźć się w miejscu, w którym była teraz. Na swój wynik zapracowała sama swoim zaangażowaniem i determinacją. I czasem zdecydowanie zbyt bliskim spotkaniem ze śmiercią, ale kto by się tym przejmował?
Tego wieczoru z piskiem opon wjechała na metę jako pierwsza. Żółte Ferrari zatrzymało się gwałtownie, a wzbijający się spod kół kurz wzbił się w powietrzu i powoli osiadł na masce samochodu. Buzująca w żyłach adrenalina gwarantowała lepsze doznania niż niejeden orgazm. Nie było to jej pierwsze zwycięstwo - na swoim koncie miała ich równie dużo, co przegranych. A przegrywać nienawidziła, bo ambicja zdecydowanie nie pozwalała jej przejść obok porażki obojętni. Potrafiła jednak docenić rywali. Mogła się wściekać, przeklinać pod nosem i przez pół wieczoru narzekać, że następnym razem ich rozjedzie, ale kiedy ktoś wygrał z nią uczciwie, potrafiła przyjąć to z szacunkiem. No, prawie zawsze. Wyjątkiem był G-Force. Ten za każdym razem musiał coś odpierdolić. Zamiast ścigać się jak człowiek, kombinował i próbował wypychać innych z trasy. Finch mogła zaakceptować przegraną z kimś lepszym. Nie zamierzała jednak klaskać komuś, kto próbował wygrać, zachowując się jak skończony debil.
Oparła się nonszalancko o samochód i wyciągnęła papierosa, którego wsunęła sobie między usta. Na widok Kingsley uniosła z rozbawieniem brwi.
Za to ty powinnaś przerzucić się na jakieś gokarty. Albo nie wiem, autodromy? — stwierdziła, uśmiechając się pod nosem. — Przyszłaś mi pogratulować? To doprawdy urocze — odpaliła fajkę i zaciągnęła się porządnie, a dym wydmuchała w kierunku Rizz.

second place is the first loser
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
165 cm
menadżerka w The Fifth Social Club & street racer
Awatar użytkownika
Said you wanna be good but you're begging me to come over. I don't wanna hurt you but you live for the pain. Who's gonna love you like me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Paris doskonale pamiętała moment, gdy żółta strzała wyprzedziła ją na jednym z końcowych odcinków. Wystarczyła zaledwie chwila dekoncentracji, by pozwoliła jej na tę przewagę, której później nie potrafiła w żaden sposób nadrobić. Wciśnięcie gazu do dechy, ścinanie zakrętów i używanie wszelkich znanych jej trików, było kompletnie na nic. Dojechała na metę parę sekund za swoją przeciwniczką, czując w głowie szybkie bicie własnego serca i dudnienie. Sama przegrana nie była problemem — nie byłby to pierwszy raz, gdy zajęła drugie miejsce. Najbardziej irytowała ją świadomość, że zgubił ją jej własny brak skupienia, jeszcze w tak ważny dla niej dzień. No i cholera jasna, ze wszystkich osób, musiała tej nocy trafić akurat na Kirę. Boże, jak ona nie znosiła tej dziewczyny, ale głównie przez to, że była jej największą rywalką, bo jednak w dużej mierze, kręciło się tu więcej mężczyzn. W szczególności po stronie uczestników, a więc jeśli chodziło o kobiety, Finch była jedną z lepszych, które Rissy mogła wziąć jakkolwiek na poważnie.

Rizz przesunęła spojrzeniem po sylwetce dziewczyny, nadal uśmiechając się miło, bo chciała zachować się jak dorosła, tak? Chociaż serce, które waliło jak szalone, zdradzało jej zdenerwowanie i to, jak bardzo powstrzymywała się przed swoim impulsywnym wybuchem. Aż się w niej gotowało. Nie chciała jednak robić jakichś scen, bo nie miała zamiaru znowu wysłuchiwać, że zachowywała się dziecinnie albo nie potrafiła przegrywać. No wydawało jej się, że nikt nie lubił przyznawać się do porażki, a ona próbowała dojrzeć do myśli, że może… Może zdoła temu sprostać. A jednak, słysząc słowa Kiry, które nijak miały się z jej jakże sztywno-uprzejmym podejściem, Paris prychnęła pod nosem, zrzucając resztkę tej fałszywej maski koleżeństwa. No co za mała, wredna…
— Nie zrobię ci tego, słodziutka. Stracisz jedyną osobę, która jest jeszcze dla ciebie jakimś wyzwaniem — stwierdziła, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Oddychaj, Rissy. Dym, który owiał jej twarz sprawił, że parsknęła z niedowierzaniem. — Tak. Gratuluję — powtórzyła, zerkając niewinnie na jej pojazd. — Ciesz się swoją wygraną, ile tylko możesz. Wkrótce role znowu się odwrócą i przypomnę ci, do czego jestem zdolna — powiedziała, marszcząc lekko nos. — Tak jak ostatnim razem. Wyklepałaś już ten bok? — zapytała, wychylając się za nią, by ocenić jej samochód.

Paris zawsze musiała mieć ostatnie słowo. To pozostawało niezmienne od czasów liceum. Nienawidziła, gdy ktoś miał nad nią przewagę. Nie lubiła poczucia, że jest słaba albo gorsza i zawsze musiała każdemu udowodnić, że była ponadto. Jeszcze bardziej nienawidziła jednak tego, jak bardzo pewne osoby, desperacko próbowały pokazywać swoją dominację, nawet w momencie, gdy przegrywali i stawali na trzecim miejscu. Dlatego wyczuwając dłoń na swoim ramieniu, Kingsley chwyciła nadgarstek nieznajomego, wykręcając go wystarczająco mocno, by usłyszeć jęknięcie zaskoczenia zaraz za sobą. — Spadaj, teraz ja z nią rozmawiam — rzuciła, odpychając G-Force’a, który z pewnością miał do powiedzenia równie dużo co Paris. Z tą różnicą, że obie prawdopodobnie nie lubiły go bardziej niż siebie nawzajem. — Jak to jest przegrać z dwoma kobietami i to tego samego wieczoru? — mruknęła, bo przez tę jedną sekundę, to drugie miejsce nawet nie było takie złe.

girls power, ale nadal cię nie lubię
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Faktycznie niewiele było kobiet, które decydowały się brać udział w nocnych wyścigach. Oprócz Finch i Kingsley była jeszcze Outlaw, której imienia Kira nie znała. Albo nie pamiętała. Nieważne. Zaliczyła ją kiedyś na jednej imprezie, a przecież ojciec zawsze powtarzał jej, że nie gada się z pełnymi ustami. Nie było więc niczym dziwnym, że to właśnie Paris była jej największą rywalką. Nie jedyną, bo przecież nie było tutaj żadnych podziałów. Faceci i kobiety startowali w tych samych zawodach, więc płeć nie miała żadnego znaczenia. Liczyły się umiejętności i - nie ma co się oszukiwać - dobra fura. Moc silnika to połowa sukcesu.
Co nie zmieniało faktu, że Rizz działała jej na uzębienie. Miała w sobie coś tak irytującego, że Kirze otwierał się nóż w kieszeni. Miała ochotę udusić ją gołymi rękami i do tej pory nie zrobiła tego tylko dlatego, że nie miałby ją kto wkurwiać. No dobra, zostawał jeszcze G-Force, ale on zaliczał się do innej kategorii ludzi, którzy doprowadzali K-Rush do szewskiej pasji.
Odpowiedziała na jej uśmiech równie sztucznym uśmiechem i znów przycisnęła papierosa do ust. Zaraz, czego Paris właściwie się spodziewała? Że będą dla siebie miłe? Jej niedoczekanie.
To urocze, że dbasz o mój poziom adrenaliny, skarbie — cmoknęła w powietrzu, przesyłając jej buziaka. Podążyła za jej spojrzeniem i utkwiła wzrok w żółtym Ferrari. Z boku nie było nawet śladu po ostatniej kolizji. Taka tam drobna usterka. — Jak widzisz. Ale tobie radzę zainwestować w coś lepszego — ruchem głowy wskazała na różowy samochód Paris. Może i wyglądał ładnie, ale to tylko tyle. Albo powinna sprawić sobie coś, co będzie nadawać się do szybkiej jazdy, albo podkręci mu trochę mocy. W innym wypadku długo tak nie pociągnie.
Dostrzegła G-Force'a ponad ramieniem Kinsgley i parsknęła śmiechem, kiedy złapała za rękę i boleśnie wykręciła mu dłoń. Gość zakwiczał żałośnie, próbując wyrwać się z uścisku.
Puszczaj mnie, szajbusko — warknął przez zaciśnięte zęby. Przez moment wyglądał tak, jakby chciał się odwinąć i wstrzelać Rizz po pysku, ale momentalnie zluzował, kiedy napotkał ostrzegawcze spojrzenie Finch. — Obie miałyście po prostu szczęście. Mam wam przypomnieć, co było dwa tygodnie temu? — uniósł wymownie brwi. Tamtego wieczoru G-Force dojechał na metę jako pierwszy, a one zajęły kolejno czwarte i piąte miejsce, z dala od podium. Nagrody nigdy nie miały dla Kiry znaczenia, pieniądze z zakładów i tak przeznaczała na cele charytatywny. Pławiła się w bogactwie rodziców, nie potrzebowała dodatkowego hajsu.
Uspokój się, bo jeszcze chwila i popuścisz z tej ekscytacji — pouczyła go Kira, wymierzając w typa żarzącą się końcówką papierosa. — Za rok też będziesz wspominał ten twój jedyny, wiekopomny moment? — zakpiła i ostatni raz zaciągnęła się fajką, a niedopałek rzuciła pod nogi i przycisnęła go czubkiem buta. — I weź się od niej odsuń, z łaski swojej — dodała, bo G-Force ewidentnie naruszał przestrzeń osobistą Rizz. Będzie bezpieczniej, jak cofnie się o krok czy dwa. Dla niego, oczywiście.

hated rivals
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
165 cm
menadżerka w The Fifth Social Club & street racer
Awatar użytkownika
Said you wanna be good but you're begging me to come over. I don't wanna hurt you but you live for the pain. Who's gonna love you like me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Paris byłaby nikim bez swojej adrenaliny i wielkich wyzwań, które rzucała sobie pod nogi, żeby sprawdzić, ile jest tak właściwie w stanie wytrzymać. Na tym etapie życia, nie miała nic zdroworozsądkowego, co trzymałoby ją przy resztkach logiki; nie miała siły szukać zamienników. Musiała testować swoją cierpliwość, energię, siłę, granice strachu lub spontaniczności — każdego dnia, bo w innym wypadku, zaczynała wariować. Wszystko zaczęło się od śmierci jej matki, gdy zdała sobie sprawę, że wraz z jej odejściem, odeszła też część jej serca. Była młodą dziewczyną, gdy pierwszy raz przestała czuć... cokolwiek tak na dobrą sprawę. Nie potrafiła wyjść ze swojego pokoju przez parę dni, próbując zmusić się do najprostszych rzeczy. Przerażało ją to uczucie pustki, które ściskało jej serce i tylko ze względu na ojca, udało jej się jakoś stanąć na nogi. Tylko, że ta późniejsza dezorientacja i brak kontroli nad swoimi emocjami, pchnęła ją w kierunku skrajnie nieodpowiedzialnych i głupich działań. Jednocześnie na tyle intensywnych, że przywoływały uczucia, które przypominały jej, że wciąż jest żywa. Od tamtej pory robiła wszystko, co tylko wywoływało w niej adrenalinę lub inne, równie drastyczne emocje. A po utracie ojca, być może całkowicie już ogłupiała, zostając na świecie zupełnie sama.

Czasem brakowało jej tej jednej osoby, która potrafiła położyć dłoń na jej ramieniu; zwalniała jej szaleństwo albo dotrzymywała towarzystwa, przez co nie czuła się tak chorobliwie samotna. Ten człowiek odszedł jednak już dawno temu, pozostawiając jedynie przyjemne wspomnienia, związane z rodzinnym Oakville. Teraz Paris żyła w pojedynkę i chwytała się tego, co choć przez chwilę przynosiło jej emocjonalne ukojenie. Wyścigi w Toronto były dla niej wszystkim, czego pragnęła od życia; przyniosły jej nowych znajomych, adrenalinę, wyzwania, miłość do motoryzacji i doświadczenia, za które dałaby się pokroić. Nawet jej popieprzona relacja z Kirą, dostarczała jej odpowiedniej dawki intensywności i satysfakcji. Do tej pory, nikogo nienawidziła tak bardzo jak jej. Rissy wielokrotnie chciała zedrzeć ten jej pewny siebie, arogancki uśmiech prosto z twarzy. Czuła się prowokowana, ilekroć ich spojrzenia przecinały się chociaż na sekundę.

— Mm, nie ma za co. Czegóż to się nie robi dla przyjaciół, prawda? — rzuciła z rozbawieniem, bo obie doskonale wiedziały, że do takiej relacji było im daleko. Brakowało jeszcze, żeby skrzywiła się z niezadowoleniem na jej buziaka, jakby była jakąś gimnazjalistką. Ferrari Kiry zdecydowanie było imponujące. Kingsley była bardzo usatysfakcjonowana, kiedy udało jej się nieco ją przytrzasnąć; no była nieco zawistna, ale komu się nie zdarzyło? Auto Paris było dobre, ale nadal wymagało wiele pracy. Wkładała w to niemało wysiłku i zdawała sobie sprawę, że nie było idealne, bo zwyczajnie nie miała na to funduszy. Jeszcze. Liczyła na to, że zdoła zarobić na to zakładami i dodatkowymi pracami — w końcu traktowała Toronto jako nowy start. Któregoś dnia kupi sobie lepszą furę albo uda jej się odpowiednio zadbać o to, które teraz tak bardzo kochała. Nadal było przecież tylko jej. — Dzięki za troskę, słoneczko — odparła automatycznie, może nieco zbyt ofensywnie. — Ja radzę zainwestować tobie za to w lepszego fryzjera, zanim wszystkie włosy ci wypadną — dodała, splatając palce za swoimi plecami, posyłając jej drobny uśmiech.

A wtedy przyszedł niszczyciel dobrej zabawy i wróg publiczny numer jeden. Paris z przyjemnością wykręciła jego rękę. Mogłaby to powtórzyć. — Mogę dopiero stać się szajbuską. Chcesz sprawdzić na co mnie stać? — zapytała, jeszcze bardziej wyginając jego rękę. Zaraz zabrała swoją dłoń, patrząc na niego z pewną odrazą. Na wspomnienie o jego wygranej sprzed dwoma tygodniami, Paris uniosła palce od ust, by zamaskować swój śmiech, szczególnie po słowach Kiry. — Nie ma nic lepszego do zaoferowania, więc chwyta się tego, co może — stwierdziła, patrząc na niego krytycznie. — Bo co? Co mi zrobi? — zapytał na ostrzeżenie Kiry, chwytając Kingsley za ramię. — Co mi taka dziewczynka niby teraz zrobi? — Paris przymknęła oczy; tylko spokój ją uratuje i liczenie do dziesięciu. — K. Znasz pierwszą pomoc? — zapytała, czując jego palce zaciskające się nagle na jej talii. O mój boże, wpadnie w szał.

k.
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słowne potyczki z Paris zapewniały pewną dawkę wrażeń. Odpowiadał jej taki stan rzeczy. Mogły rywalizować ze sobą na różnych płaszczyznach, również podczas pyskówki. Kira naprawdę nie miała nic przeciwko i gdyby nagle Kingsley zniknęła z jej życia, poczułaby jakieś dziwne ukłucie pustki. Z kim wtedy darłaby koty? Oczywiście znalazłaby sobie kogoś na jej miejsce, ale to nie byłoby to samo. To ona wyprowadzała ją z równowagi, ale nie na tyle, żeby Finch żywiła do niej jakąś głębszą nienawiść. O nie, nie dałaby jej takiej satysfakcji! Na to, żeby kogoś faktycznie nie lubiła, trzeba było sobie zapracować, a przed Rizz jeszcze daleka droga, żeby faktycznie tak się stało.
Parsknęła pod nosem na jej uwagę o włosach, z której kompletnie nic sobie nie zrobiła. K-Rush znała swoją wartość i doskonale wiedziała, że wygląda świetnie pod każdym względem. Skromność nie była pojęciem widniejącym w jej słowniku.
Och, zniżamy się do takiego poziomu, że zaczynamy wjeżdżać sobie na wygląd? — w szarych oczach znów zatańczyło rozbawienie. — Co następne? Zaczniemy wyzywać swoje rodziny? — pokręciła z politowaniem głową.
Paris zachowywała się tak, jakby nadal była w podstawówce. Co innego z czystej troski sugerować, żeby zainwestowało się w lepszy samochód, a co innego urządzać sobie wycieczki po czyimś wyglądzie. Tego pierwszego można było jeszcze jakoś bronić. Drugie było już zwyczajnie żenujące. A Kira nie zamierzała jej ułatwiać zadania i obrażać się na byle docinek. Jeśli Kingsley chciała się z nią przepychać, Finch była gotowa stać po drugiej stronie barykady i czerpać z tego rozrywkę tak długo, jak tylko się dało.
G-Force, który pojawił się przy nich znienacka, nie był zbyt skory do tego, żeby sobie pójść. Uczepił się ich jak rzep psiego ogona. Zawsze był spragniony atencji i okrutnie się pieklił, kiedy jej nie otrzymywał. Teraz jednak cała uwaga była zwrócona na niego, a to bardzo karmiło jego ego.
Jesteś tak taki ratlerek, Kingsley. Strasznie dużo szczekasz — wywrócił ostentacyjnie oczami, nic nie robiąc sobie z jej śmiesznych gróźb.
Kira znów spojrzała z rozbawieniem na Paris, ale tym razem ze względu na G-Force'a. Strasznie ją ten gość bawił. Był jak taki kozak w necie - pizda w świecie. Tyle że tyczyło się to prowadzenia fury, gdzie za kółkiem zgrywał twardziela, który chciał wszystkich wypchnąć z drogi, a stając z kimś twarzą w twarz wychodził na skończonego debila.
Znam — odparła, krzyżując ręce na piersiach. Każdy miał gdzieś kiedyś szkolenia z pierwszej pomocy, niezależnie czy to była szkoła, czy praca. — Śmiało, nie krępuj się. Ja za takie coś przestawiłabym mu nos — zasugerowała, widząc, że G-Force zaciska palce na biodrze Rizz. Będąc na jej miejscu, Finch nie zawahałaby się nawet przez chwilę, żeby się odwinąć. Chłop chyba nie zdawał sobie sprawy, że właśnie naruszał cudzą przestrzeń osobistą, licząc na to, że bezkarnie sobie pomaca. Nie miał zielonego pojęcia, że takimi zagrywkami, prowokował jeszcze bardziej. A K-Rush, jak na solidarność jajników przystało, chętnie dołączy się do tego, żeby skopać mu dupę.

P.
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
165 cm
menadżerka w The Fifth Social Club & street racer
Awatar użytkownika
Said you wanna be good but you're begging me to come over. I don't wanna hurt you but you live for the pain. Who's gonna love you like me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Paris nie bała się konfrontacji. Bała się swoich własnych, nieprzewidywalnych reakcji, nad którymi mogłaby potencjalnie nie mieć najmniejszej kontroli. Jej kłótnie z Kirą, choć obecnie stanowiły dość powtarzalną część jej codzienności, były stosunkowo nieszkodliwe i zabawne. Nie lubiła jej, ale nie nienawidziła. Podobał jej się klimat ich relacji, mimo że nigdy nie przyznałaby tego na głos. Kingsley potrzebowała wokół siebie ludzi tak barwnych jak Finch; takich, które nie trzymały języka za zębami i spychały ją na skraj ludzkiej wytrzymałości czy też cierpliwości. Lubiła ludzi, stawiających wyzwania. K-Rush była więc rywalką doskonałą, nawet jeśli blondynka czasem miała ochotę podbić jej oko. Mogły więc kłócić się, przepychać i wytykać sobie wszelkie, możliwe wady, ale ostatecznie to właśnie w jej kierunku szła po każdym ukończonym wyścigu, bez względu na wynik. Może to już jakieś patologiczne przywiązanie, hm? Kingsley miała przecież ogromny problem z zawieraniem głębszych, bardziej znaczących relacji tak na dłuższą metę.
— Nie mam już żadnej rodziny — powiedziała, a gorycz samoistnie wkradła się w ton jej wypowiedzi. Przypomniała sobie nagle o dzisiejszej rocznicy; zachowywała się irracjonalnie. — Więc możesz uderzać w co chcesz, Finch — dodała, spoglądając prosto w jej oczy, jakby była przygotowana na potencjalny pocisk. Nie było nic zaskakującego w tym, że do pewnych rzeczy, Paris niestety nie dorosła; do przegrywania, do związków, do używania dobrych argumentów w sprzeczkach.

Kingsley gotowała się w środku, gdy czuła na sobie jego łapy. I to jest właśnie ta prawdziwa osoba, której nie mogła znieść. Panoszył się, jakby władał całą pieprzoną społecznością, a nawet nie miał sobą nic do zaoferowania. Korzystając więc z jego nie uwagi, Rissy z całej siły uderzyła go łokciem w brzuch, a potem nadepnęła na jego stopę swoją szpilką, jeszcze specjalnie dociskając. Zaraz odskoczyła od niego, prawie wpadając na Kirę, gdy chłopak rzucił się, by chyba jej oddać.
— No śmiało. Uderz mnie. Niech wszyscy zobaczą, jakim jesteś człowiekiem — syknęła, nieświadomie przytrzymując się ramienia Kiry. Zabrała swoją dłoń, jakby dotarło do niej, co zrobiła. G-Force zaklął pod nosem, odpychając od siebie ze złością jednego z kierowców, który chyba próbował załagodzić sytuację. — Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem? Tak to było? — westchnęła, odwracając się do blondynki. — Chodź, wariatko. Potrzebuję towarzystwa i kogoś, kto pomoże mi w mojej zemście — powiedziała, na moment zapominając o tej dyskusji przed chwilą. G-Force wytrącił ją z równowagi na tyle, że Kira nagle przestała być w jej oczach tak bardzo problematyczna. Popchnęła ją łagodnie w wybranym przez siebie kierunku i wyrwała szampana z dłoni jakiejś przypadkowej dziewczyny. Miała ochotę się napić; ze względu na przegraną, na rocznicę śmierci jej ojca i na tego idiotę, a skoro nie miała przy sobie nikogo lepszego, to zamierzała zmusić do tego blondynkę. Ups.

k.
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obie dbały o to, żeby nie zabrakło im rozrywki. Regularnie podnosiły sobie wzajemnie ciśnienie i pilnowały, żeby przypadkiem nie zapomnieć sobie dopierdolić, co skutecznie niwelowało nudę. Układ doskonały. Kira nie widziała w nim absolutnie żadnych wad. Za to wady Paris widziała bez problemu. Na przykład wadę wzroku, bo najwyraźniej dziewczyna nadal nie potrafiła dostrzec, że nie dosięgała jej do pięt. Finch naprawdę nie wiedziała, jak to możliwe. Powinna chyba w końcu umówić ją do okulisty. Albo przynajmniej zasugerować, żeby zaczęła nosić okulary. Drugą wadą był brak rodziny. No dobra, tutaj Kira akurat nie powinna się wymądrzać. Sama nigdy nie miała jakiegoś szczególnie dobrego kontaktu z własną. Z siostrami jeszcze jako tako się dogadywała, chociaż i tam zdarzały się kryzysy.
Z rodzicami było już zdecydowanie gorzej. Z ojcem łączyło ją coś, co można było nazwać pokręconą wersją troski. Pan Finch potrafił wyciągnąć ją z opresji i nieraz ratował jej skórę przed aresztem, więc trudno było powiedzieć, że miał ją kompletnie w dupie. Tkwił jednak w przekonaniu, że skoro czasem pomaga własnej córce uniknąć konsekwencji jej idiotycznych decyzji, to automatycznie zyskuje prawo do negowania wszystkich pozostałych. Nieważne, czy decyzja Kiry była słuszna, czy kompletnie pojebana. Ojciec miał chyba wbudowaną funkcję podważania wszystkiego, co robiły jego córki. Gdyby Kira powiedziała mu, że właśnie podjęła najlepszą decyzję w swoim życiu, pewnie odpowiedziałby, że jeszcze się przekona, jak bardzo się myli. Gdyby z kolei faktycznie odpierdalała coś głupiego, nie musiała nawet nic mówić. Wystarczyłoby to jego spojrzenie.
Nie mam zamiaru zniżać się do twojego poziomu, Kingsley — odparła, patrząc na nią pobłażliwie. Nie będzie przecież wyśmiewać się z tego, że nikogo nie ma ani wypominać, że odprysnął jej lakier na paznokciu. Była jednak ponad to.
Obserwowała ze szczerym rozbawieniem, jak Rizz wścieka się na G-Force'a. A potem uśmiechnęła się pod nosem, bo gość totalnie zasłużył sobie na takie potraktowanie łokciem. Powinna mu jeszcze poprawić z kopyta, najlepiej w krocze.
Nie będę cię bił, świrusko — burknął, trzymając się kurczowo za brzuch. W pierwszym odruchu faktycznie wyglądało to tak, jakby chciał dopaść do Paris, ale ktoś go od tego powtrzymał. — Ty i ona jesteście siebie warte — dodał, wskazując palcem najpierw na Kinsgley, a potem na Finch. W odpowiedzi Kira przesłała mu buziaka w powietrzu. Z takimi frajerami trzeba króciutko.
Ściągnęła brwi, czując, że dziewczyna zaciska palce na jej przed ramieniu. Spojrzała na nią nią przez ramię, nie kryjąc swoje zdziwienia, kiedy została popchnięta do przodu.
Och, teraz jesteśmy koleżankami? — nie mogła powstrzymać się od parsknięcia śmiechem. — Szybko zmieniasz zdanie, wiesz? Cierpisz na dwubiegunówkę? — rzuciła zgryźliwe i wyciągnęła rękę, żeby przechwycić od Paris butelkę szampana, z której pociągnęła kilka łyków. Oczywiście zakładając, że była już odkorkowana. — Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że przyjechałyśmy tutaj samochodami? I wyjaśnij mi, z łaski swojej, co masz na myśli przez zemstę — wskoczyła na pobliski murek i przyjrzała się uważnie twarzy Rizz, jakby próbowała odgadnąć, co tam łaziło jej po głowie.

p.
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
165 cm
menadżerka w The Fifth Social Club & street racer
Awatar użytkownika
Said you wanna be good but you're begging me to come over. I don't wanna hurt you but you live for the pain. Who's gonna love you like me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mam zamiaru zniżać się do twojego poziomu, Kingsley.


Yeah, right. To nie było trudne zadanie. Bywały chwile, gdy Paris przypominała nastolatkę. Miała to samo podejście do świata i ludzi, co dziesięć lat temu, gdy próbowała wzbudzać sensację lub chwilową uwagę, by przez krótki, złudny moment, czuć się kochana. Od zawsze lubiła adrenalinę i intensywność pewnych emocji, które rozlewały się po jej organizmie niczym uzależniający narkotyk, których tak chętnie próbowała po ukończeniu liceum. Rissy całe życie popełniała błędy, czasem bezustannie błądząc po omacku. Zmieniała zdanie co dziesięć sekund, ryzykowała, a potem próbowała dostosować się do tego, co działo się potem; jakoś dawała sobie radę, ale przez większość czasu czuła się zagubiona. Była samotna w świecie, w którym otaczało ją tak dużo ludzi. Próbowała radzić sobie w pojedynkę, czując wewnątrz cholerne, emocjonalne bagno, z którego nie wiedziała, jak wyjść aż do teraz.

Żałowała, że wyszła do Kiry tej nocy, ale duma nie pozwalała jej na ucieczkę. Gdyby odeszła bez słowa, ludzie powiedzieliby, że nie radzi sobie z przegraną albo że spada jej forma. Wolała przełknąć gorycz w gardle i zrobić to, co wychodziło jej najlepiej; zaatakować. Nawet, jeśli jej pozycja była z góry przesądzona, nawet, jeśli Finch była ciężkim przeciwnikiem. Podświadomie chyba chciała tej rozmowy; wiedziała, że przepychanka z blondynką, postawi ją do pionu i znacznie ożywi. A wyrzuty sumienia, spowodowane przegraną walką, odejdą w zapomnienie. Ach, a jeszcze do tego grona emocjonalności dochodziła konfrontacja z G-Force'm. Paris puszczały nerwy na jego widok, chociaż tym razem zachowała się całkiem racjonalnie.

Kiedy mężczyzna stwierdził, że nie będzie jej bić, Rissy uśmiechnęła się nieco szerzej. A szkoda, zrobiłby sobie na pewno fantastyczną opinię na swój temat. Tak na widoku wszystkich gapiów i innych kierowców... Szybko dostałby łatkę, która prędko wykluczyłaby go z tych zawodów. A więc, gdy doszedł do swojego wielkiego wniosku, że były siebie warte, Kingsley ukłoniła się lekko jak księżniczka w ramach podziękowania.

— Tak. Przez następną godzinę będziesz moją kumpelą. Przełkniesz to jakoś? — rzuciła nieco kpiąco. — Dasz sobie jakoś radę. Twarda dziewucha z ciebie — rzuciła pocieszająco, klepiąc ją po ramieniu. Kingsley potrzebowała teraz towarzystwa, okej? Nie chciała wracać do domu, bo wiedziała, że to nie skończy się dla niej dobrze. Jeszcze sięgnie po coś do zabicia bólu, zacznie myśleć o tej pieprzonej rocznicy, o przegranej, o tym jak beznadziejnie wszystko się układało. Wolała zostać tutaj i jeszcze przez jakiś czas pomęczyć Finch. — Może mam. Wiesz jaka to zabawa? Nigdy nie wiesz, na którą wersję trafisz — parsknęła, puszczając jej oczko. Pozwoliła jej na przejęcie szampana i obserwowała, jak blondynka siada na murku; sama zdecydowała się na stanięcie przed nią. — No i? Zdążysz wytrzeźwieć do rana, sztywniaro — stwierdziła na wspomnienie o tym, że przyjechały tu samochodami. — Kogo bardziej nie cierpisz? Mnie czy tego idioty? — zapytała, tym razem samej sięgając po butelkę, by pociągnąć z niej parę łyków.

— Zamierzam zostawić po sobie ślad. Przebić mu opony, pomalować samochód, jeszcze nie wiem — powiedziała niewinnie, unosząc butelkę w górę, bo jeśli będzie chciała, to z łatwością ją sobie przejmie. — Nie chcesz to nie bierz udziału, bo to pewnie dziecinne, ale chociaż odwróć uwagę jak będę to robić — rzuciła, wpatrując się w Kirę z namysłem; wróg mojego wroga... Are you in?

kira
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszystko działo się dzisiaj zadziwiająco szybko. W jednej chwili Kira celebrowała swoje zwycięstwo, paląc papierosa, a w drugiej patrzyła, jak Paris chciała spuścić G-Force'owi bęcki. Co jeszcze przyniesie ten wieczór? Dobrze, że sam G-Force był tylko mocny w gębie. Krowa, która dużo ryczy mało mleka daje. Lubił się odgrażać i ujadać jak mała chihuahua. Prawda była jednak taka, że bez swojego ojca - psa był nikim i srał wyżej niż miał dupę. Finch również miała znajomości, jej ojciec był znanym i mocno szanowanym prawnikiem w Toronto, choć słyną z bardzo kontrowersyjnych spraw. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że nigdy nie prosiła go o pomoc. Niejednokrotnie wyciągał ją z gówna, ale nigdy się nim nie zasłaniała. W przeciwieństwie do G-Force'a, który zachowywał się trochę jak Draco Malfoy, powtarzający coś w stylu "poczekaj, aż mój ojciec się o tym dowie." Żałosne. Zabawne, ale żałosne.
Mam być twoją kumpelą? — nie mogła powstrzymać parsknięcia, kiedy Kingsley odciągnęła ją na bok. — A co ty, przyjaciół nie masz? — spojrzała na nią z politowaniem. W sumie to wcale by się nie zdziwiła. Nie była przekonana, czy chciałaby się na serio kumplować z kimś takim, jak Rizz. Szansa, że w końcu wydrapałyby sobie oczy była naprawdę niezerowa. — Przyznaj po prostu, że jesteś spragniona mojego towarzystwa — dodała nonszalancko. Kira miała trudny charakter, ale ludzie do niej lgnęli jak ćmy do światła. Zwłaszcza ładne kobiety.
Pierwszy raz trafiła na taką wersję Paris. Nic dziwnego, że podświadomie zaczynała węszyć jakiś podstęp. Co ona kombinowała? Zamierzała ją upić i wykorzystać zajebać jej ferrari? A może ukraść nagrodę pieniężną z zakładów? Ewidentnie coś tutaj cuchnęło.
Ja zdążę wytrzeźwieć i mogę wrócić Uberem, ale nie zostawię tutaj mojej fury — ruchem głowy wskazała na żółte cacko. Bez, kurwa, przesady. Nazajutrz mogłoby go tutaj nie być albo zostałoby doszczętnie rozkradzione. Finch nie była idiotką. W najgorszym wypadku zadzwoni po któregoś z ziomków i poprosi, żeby odebrał ją razem z samochodem. Co prawda niechętnie dawała je prowadzić innym ludziom, ale jak będzie siedziała obok, to nic złego nie mogło się wydarzyć. — Balansujecie mniej więcej na tym samym poziomie mojej sympatii. A raczej jej braku — dodała, uśmiechając się przy tym łobuzersko. Oczywiście, że bardziej nie znosiła G-Force'a, ale to nie oznaczało, że nie mogła się trochę podroczyć z Kinsgley.
Wywróciła oczami, słysząc jej genialny plan. To nie mogło się udać. I tak, Paris zdecydowanie popisała się teraz infantylnością.
Ale ty zdajesz sobie sprawę z tego, że jego stary to glina? Po co ci takie nieprzyjemności, Rizz? Daruj sobie tę zemstę i napij się jeszcze bąbelków — zachęciła ją skinieniem głowy. Kira bywała impulsywna i zdarzało jej się działać pod wpływem emocji, ale nie była idiotką.

P.
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”