32 y/o
For good luck!
155 cm
Detective Constable Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Don’t mistake being gentle for being weak.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Cobie:
Rzeczywiście, wyszło głupio.
Takeda pokręciła głową i posłała mu ciepły uśmiech.
- Przecież nie mogliśmy wiedzieć... - powiedziała zgodnie z prawdą.
Przy tak delikatnych sprawach zawsze błądziło się trochę po omacku. Wyczucie było bardzo ważne, ale nie zawsze się udawało. Zresztą policjant pracujący tylko na intuicji nie był dobrym gliniarzem.
- Sam mi to kiedyś mówiłeś. - dodała, ale mimo wszystko wypuściła przez nos powietrze w kolejnym dzisiaj smutnym westchnieniu.
Zmarszczyła brwi, słuchając kolejnych jego słów, kiedy szli w kierunku parkingu. Ale ostatnie zdanie sprawiło, że spięła się na całym ciele i nie zdołała ukryć przewrócenia oczami. Na usta cisnął się komentarz, ale z trudem go przełknęła.
- No niestety trochę tego zaufania straciłam...
Lekki przekąs jednak był wyczuwalny pod udawaną lekkością.
Kiwnęła głową na jego decyzję i złapała kluczyki w locie, z niemałym zaskoczeniem na twarzy. Przez moment się zastanawiała, czy miało to związek z jego utykaniem...
Chwilę potem tonęła w samochodzie, właściwie całkowicie znikając w nim przy ustawieniach dostosowanych do Renoira. Wreszcie, po kilku chwilach walki z elektryką i ustawiania fotela, lusterek i kierownicy, ruszyła w kierunku hotelu.
- Zadzwonię na miejscu, żeby zaczęli namierzać telefon. Patrol przywiezie nam nakaz w papierowej formie. Menadżer nie był szczególnie chętny do współpracy. Pierwszy raz widziałam, żeby ktoś w takim miejscu zasłaniał się prywatnością innych gości. I niby mają do tego prawo, ale mimo wszystko... - nie dokończyła, że jej się to nie podoba.
Nie żeby miała szczególnie duże doświadczenie z hotelami tej klasy. Możliwe, że prywatność klientów, a przynajmniej niektórych, rzeczywiście była dla nich najważniejsza. Nauczyła się już, by nie ferować swoich opinii, a opierać się na sprawdzonych faktach.
- Jeśli chcesz, możemy też obejrzeć pokój, który Jill podała jako miejsce... Zabezpieczyliśmy go zaraz po wstępnej rozmowie, ale został już posprzątany.
Trochę dużo tych zbiegów okoliczności...
Chwilę jechali w milczeniu, mijając kolejne światła drogowe, aż w końcu Cobie zebrała się, by coś powiedzieć.
- Zauważyłam, że oszczędzasz nogę... Coś poważnego? - w jej głosie brzmiało autentyczne zainteresowanie i troska.
Renoir Delacroix
45 y/o
For good luck!
195 cm
Nadinspektor RCMP dom, teren, miasto
Awatar użytkownika
The police are not here to create disorder, they're here to preserve disorder.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiRęce/Do góry
typ narracji3os
czas narracjiróżny
postać
autor

Renoir siedział już wygodnie na miejscu pasażera, opierając łokieć o drzwi i przez chwilę obserwując miasto przesuwające się za szybą. Pozwolił Cobie spokojnie prowadzić, a kiedy zapytała o nogę, spojrzał na nią z boku, po czym najzwyczajniej w świecie się roześmiał. Nie był to wymuszony śmiech ani próba obrócenia tematu w żart. Zwyczajnie rozbawiło go to pytanie, zwłaszcza że najwyraźniej coraz częściej inni zaczynali zauważać rzeczy, które on sam ignorował od dobrych kilku lat.
- Cobie, mam czterdzieści pięć lat, zwyrodnienie stawów i jestem po artroskopii kolana.
Pokręcił głową z rozbawieniem i przez chwilę potarł dłonią kolano.
-Trochę służby na karku już jest. Do tego moja żona wcale nie pomaga mi się wyluzować, stajnia i wszystko, co człowiek sobie wymyśla po drodze, kiedy powinien odpoczywać. Organizm w końcu wystawia rachunek. Młodszy nie będę.
Nie brzmiało to jednak jak narzekanie. Bardziej jak pogodzenie się z faktem, że nie będzie już funkcjonował tak samo jak dwadzieścia lat wcześniej. Będzie tylko gorzej, a jak pewnego dnia poczuje się lepiej to będzie oznaczać jedno – koniec!
- Prawdę mówiąc, rozważam, żeby jeszcze w tym roku odejść albo przynajmniej przejść na robotę praktycznie w całości zdalną. Mniej jeżdżenia, mniej biegania po ulicach, więcej papierologii i telefonów. Chyba już czas zacząć szukać następcy, zanim któregoś dnia ktoś znajdzie mnie siedzącego na schodach i uzna, że potrzebuję pomocy medycznej.
Parsknął cicho pod nosem, jakby sam obrazek wydał mu się wyjątkowo zabawny. Potem jednak spoważniał i spojrzał przed siebie.
- Ale spokojnie. Jeszcze nie umieram.
Dalsza droga minęła już bez większych rozmów. Kiedy w końcu wjechali w okolice Yorkville, Renoir zerknął przez szybę na charakterystyczną fasadę Hazelton. Hotel zdecydowanie pasował do całej sprawy. Elegancki, dyskretny, nastawiony na prywatność i klientów, których niekoniecznie chciało się oglądać na pierwszych stronach gazet. Gdy zatrzymali się na parkingu, Renoir odpiął pas i przez chwilę jeszcze siedział bez ruchu.
- Pokój Jill chętnie obejrzę. Tylko szczerze? Wątpię, żebyśmy znaleźli tam teraz coś szczególnie interesującego.
Spojrzał na Cobie i wyjął z kieszeni papierosa. Nie poczęstował, bo miał mało, a poza tym było mu szkoda. Wsunął w usta i odpalił.
- Skoro zdążyli go posprzątać, to założę się, że posprzątali go bardzo dobrze. Zwłaszcza po tym, jak menadżer zaczął zasłaniać się prywatnością gości. To mi bardziej mówi, że hotel wie, jak chronić swoich klientów, niż że po prostu chce być upierdliwy.
Wysiadł z samochodu i zamknął za sobą drzwi.
- A skoro tak chętnie pogrywają z policją, to pewnie mają też całkiem niezłych prawników. Nie będę więc tracił czasu na przepychanki przy recepcji. Najpierw monitoring, potem reszta.
Ledwie zdążyli zrobić kilka kroków w stronę wejścia, kiedy na parking wjechał oznakowany radiowóz. Renoir zatrzymał się i spojrzał w jego stronę. Patrol wysiadł z samochodu z papierową teczką, a po chwili jeden z funkcjonariuszy podszedł do Takedy i przekazał jej dokumenty. Renoir zerknął na nakazy, które chwilę później znalazły się również w jego rękach. Przejrzał pierwszą stronę, potem kolejną, sprawdzając podpis i zakres zgody.
- Sędzia Matsuda...
Uniósł lekko brwi i oddał dokumenty Cobie.
- Na ostatniej stronie masz od niej miły wierszyk i pozdrowienia. Nawet narysowała serduszko.
Uśmiechnął się pod nosem, bo oczywiście żadnego serduszka tam nie było. Po prostu nie mógł sobie odpuścić, zwłaszcza po wcześniejszej rozmowie w samochodzie. Chwilę później oboje ruszyli do wejścia. Renoir poprawił marynarkę, sprawdził odruchowo odznakę, broń i wszedł do hotelu obok Cobie. Tym razem nie zamierzał jednak zaczynać od uprzejmego przedstawiania się ani pytać, czy menadżer zechce z nimi współpracować. Gdy tylko znaleźli się przy recepcji, położył nakaz na blacie, tak żeby pracownik stojący po drugiej stronie nie musiał się domyślać, po co przyszli.
- Nadinspektor Delacroix, Królewska Kanadyjska Policja Konna. To jest detektyw Takeda z Toronto Police Service.
Mówił spokojnie, ale ton miał zupełnie inny niż jeszcze kilkanaście minut wcześniej w szpitalu. Służbowy. Twardy. Bez miejsca na negocjowanie podstawowych rzeczy. Takie miejsca go irytowały i sprawiały, że chętnie zobaczyłby je w płomieniach.
- Mamy nakaz. Chcemy zabezpieczyć i przejrzeć monitoring hotelu, w szczególności nagrania z okresu obejmującego pobyt Jill Mercer. Interesują nas wejścia, wyjścia, windy, korytarze, parking i wszystkie miejsca, przez które mogła przemieszczać się osoba związana z tą sprawą.
Przesunął dokument po blacie jeszcze kawałek w stronę pracownika tak by dokładnie go widział.
- Nie proszę pana o zgodę na wykonanie naszej pracy. Nakaz został wydany przez sędzinę Matsudę. Jeżeli chcecie, żeby wasi prawnicy przyjrzeli się dokumentowi, proszę bardzo. Mogą to zrobić, kiedy zabezpieczymy materiał. Ale nikt nie będzie teraz kasował, nadpisywał, kopiował ani przenosił żadnych nagrań.
Renoir pochylił się minimalnie nad blatem, patrząc spokojnie na człowieka po drugiej stronie.
- Możemy zrobić to szybko i bez problemów. Albo możemy zrobić to w sposób, którego nikt tutaj nie będzie wspominał z przyjemnością. Dla mnie naprawdę nie ma różnicy. Mamy nakaz i będziemy go wykonywać.
Wyprostował się i spojrzał na Cobie. Nie musiał już niczego dodawać. Tym razem naprawdę przyszli tutaj jako policja, a nie jako dwóch funkcjonariuszy proszących elegancki hotel o przysługę. Renoir był gotowy nawet wejść siłą do środka i „przestawić” ludzi, bo skoro miał legalne powody by zbadać monitoring to nic ani nikt mu nie stanie na drodze.

Cobie Takeda
kotlet schabowy w przypalonej panierce
0 y/o
Welkom in Canada
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Chłopak siedzący za recepcją poderwał spojrzenie, totalnie zaskoczony wejściem policji. Spróbował się uśmiechnąć na przywitanie i zachować profesjonalizm, ale Renoir złapał go właściwie bez gardy, więc bardzo szybko na jego twarzy wymalowało się zmieszanie, przeplatane z niepewnością, żeby nie powiedzieć nawet przestrachem.
- Oczywiście! Już dzwonię po menadżera. - powiedział, nerwowo sięgając po telefon, żeby wykręcić numer do przełożonego.
Nawet nie spojrzał na papiery. Za to odłożył słuchawkę, widząc mężczyznę wychodzącego z zaplecza biurowego hotelu.
- Panie Collins, ci państwo są z policji i mają nakaz udostępnienia monitoringu.
- Oczywiście.
Collins miał poważną minę człowieka, który zjadł zęby na pracy w hotelach. Ciemne, posiwiałe włosy uciekały głęboką falą zakoli. Miał na sobie szary, elegancki garnitur, który jak nic był szyty na miarę. Zadbany zarost jeszcze zachował resztki ciemności dawnych czasów.
- William Collins... - przedstawił się, wyciągając wizytówkę w kierunku Renoira. - Panna Mercer nie była naszym gościem, ale rozumiem, że chodzi o czas tego nieszczęśliwego zdarzenia. Swoją drogą, kiedy będziemy mogli udostępnić pokój gościom?
Zapytał, sięgając po nakaz, żeby go przeczytać. I to całego. Wszystko, chociaż największą uwagę poświęcił sprawdzeniu zakresu.
- Wszystko się zgadza! Zatem zapraszam...
Kiedy Cobie podbiegła do nich po swoim telefonie w sprawie namierzania komórki Jill, cała trójka weszła na zaplecze i przeszła przez długi korytarz prowadzący do stróżówki ochrony.
- Bob, puść pana nadinspektora. - Collins przeprosił pracownika, który siedział przed monitorami. - I przygotuj nagrania z ostatniego tygodnia dla państwa.
Na monitorach widać było w słabej jakości różnych gości i pracowników przemieszczających się po poszczególnych piętrach. Pracownik ochrony wyjaśnił, jak działa sprzęt, a potem sam pomógł odnaleźć odpowiednie nagrania.

Na piętrze, na którym znajdował się pokój wykorzystany do przestępstwa, była tylko jedna kamera. Kąt świetnie pokazywał kilka drzwi, ale akurat w przypadku 819 był słaby i niewiele dawał.

19:27 - w zasięgu kamery pojawia się mężczyzna w długim prochowcu i kapeluszu z opuszczonym rondem. Nadchodzi od strony przeciwnej niż windy dla gości. Twarzy właściwie nie widać. Nie zatrzymuje się ani nie rozgląda, tylko idzie prosto do pokoju 819, otwiera drzwi kartą i znika w środku. Nie ma go na wcześniejszych nagraniach z lobby, wejścia do hotelu ani wind.

20:30 - Seth wchodzi wraz z Jill do hotelu. Idą pod rękę i bardziej przypominają parę niż oprawcę i ofiarę. Nie podchodzą do recepcji, tylko od razu do windy.

20:35 - wychodzą z windy na ósmym piętrze i idą w kierunku pokoju.

20:38 - Seth puka. Nie czekają długo, drzwi otwiera ktoś od środka. Seth niemal całkowicie zasłania stojącego w pokoju człowieka. Widać jedynie fragment białej koszuli i dłoń wyciągniętą na powitanie. Skóra wydaje się ciemna, choć jakość nagrania nie pozwala stwierdzić tego z całkowitą pewnością. Seth i gość hotelowy witają się uściskiem dłoni, po czym cała trójka wchodzi do pokoju.

21:11 - Seth wychodzi sam z pokoju. Zatrzymuje się koło windy i wciąga coś do nosa, po czym zjeżdża na dół i wychodzi z hotelu.

1:47 - Jill, otulona prześcieradłem, wykrada się na palcach z pokoju. Słania się na nogach, odbija od ściany. Widać ślady pobicia. Skulona idzie przez korytarz i znika w martwych punktach kamery.

2:32 - gość hotelowy, w tym samym dużym prochowcu i kapeluszu, wychodzi z pokoju i zamyka go za sobą. Nie kieruje się do wind, tylko w drugą stronę, przez co nie widać jego twarzy. Zresztą szybko znika z kadru. Idzie szybko, nerwowo.
PROWADZĄCY: Cobie Takeda Renoir Delacroix
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
32 y/o
For good luck!
155 cm
Detective Constable Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Don’t mistake being gentle for being weak.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Cobie:
Jego odpowiedź ją zaskoczyła. Raczej spodziewała się usłyszeć dramatyczną historię o postrzale, ugryzieniu psa albo innego dinozaura, niż... Starość... Pokiwała głową ze zrozumieniem, uciekając gdzieś w swoje myśli. Ta praca rzeczywiście zjadała organizm. Policjanci się po prostu zużywali, szczególnie jeśli większość służby spędzali w terenie.
- To nie wiek, to przebyte kilometry... - uśmiechnęła się pod nosem, cytując Indianę Jonesa, a potem zmarszczyła brwi, słysząc następne słowa.
Pokręciła głową z lekkim niedowierzaniem.
- Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić ciebie za biurkiem...
Ale spokojnie. Jeszcze nie umieram.
Ten komentarz rozbawił ją szczerze.
- OK, boomer! Panie "I'm too old for this shit!" - do końca drogi uśmiech już nie schodził jej z ust.
Dopiero kiedy zatrzymali się przed hotelem, na jej twarz znów wróciła powaga i z Cobie przeistoczyła się w Takedę.
- Mamy dobry zespół techników, ale zawsze mogli coś przeoczyć. - powiedziała, próbując podtrzymać płomyk nadziei.
Odruchowo przygryzła dolną wargę, notując w głowie kolejne zdanie. Menadżer nie jest tylko upierdliwy, po prostu hotel ceni sobie prywatność gości, więc normalnym jest, że robi wszystko, by tę prywatność zachować. Paskudne jest to, że w takiej sytuacji dalej to robi, ale pewnie dla tych gości, którzy tylko zdradzają swoje bogate żony, jest to bardzo ważne. Pokiwała głową, łapiąc się na tym, że pewnych rzeczy, które dla Renoira są oczywiste, ona dalej nie łapie. Naiwność?
Wysiedli z samochodu i Cobie przywitała się całkiem przyjaźnie z policjantami patrolu. Żywo zareagowała na komentarz o wierszyku, z przerażeniem w oczach rzucając się do papierów, żeby sprawdzić, czy to prawda. Na szczęście Renoirowi zebrało się po prostu na żarty. Spiorunowała go spojrzeniem.
- Not funny! - powiedziała i ruchem głowy dała mu znak, żeby wchodził. - Zadzwonię po lokalizację...

Do recepcji podeszła, jak było już po burzy, więc tylko machnęła swoją odznaką, żeby dać znać, że chodzi też o nią, a potem dała się poprowadzić wraz ze swoim partnerem w głąb budynku. Zawsze ją zaskakiwało, jak różne są pomieszczenia dla pracowników od tych dla gości. Przepaść między wystrojem jednego a drugiego była niesamowita. Zaplecze wręcz wyglądało bardzo ubogo, chociaż funkcjonalnie.
Na miejscu zwróciła uwagę na familiarny ton menadżera, sama zresztą trochę krzywo patrząc na Collinsa. Nie była jeszcze mistrzynią poker face.
Potem skupiła uwagę na monitorach, podchodząc bliżej, jakby to mogło zmienić ziarno na nagraniach.
- Są... - zauważyła, brodą wskazując dziewczynę i Setha.
Renoir Delacroix
45 y/o
For good luck!
195 cm
Nadinspektor RCMP dom, teren, miasto
Awatar użytkownika
The police are not here to create disorder, they're here to preserve disorder.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiRęce/Do góry
typ narracji3os
czas narracjiróżny
postać
autor

Renoir przez chwilę pozwolił sobie jeszcze na cień uśmiechu, kiedy przypomniał sobie reakcję Cobie na jego wcześniejsze żarty. Dziewczyna najwyraźniej coraz swobodniej sobie z nim poczynała i, co gorsza, zaczynało mu się to podobać. „OK, boomer” będzie musiał jej kiedyś oddać, bo przecież nie mógł pozwolić, żeby młodsza koleżanka wyszła z tej wojny słownej zwycięsko. Zresztą jej mina, kiedy naprawdę rzuciła się sprawdzać ostatnią stronę nakazu, była warta więcej niż cała ta sprawa z wyimaginowanym serduszkiem. Teraz jednak żarty się skończyły.
Renoir przez dłuższą chwilę nic nie mówił. Stał przed monitorem z rękami skrzyżowanymi na piersi i pozwalał, żeby nagranie przeleciało jeszcze raz. Nie interesowało go już samo zobaczenie Setha. To było za mało. Po kilku latach pracy nauczył się, że najważniejsze rzeczy często znajdowały się gdzieś pomiędzy oczywistymi faktami. A tutaj tych „pomiędzy” zaczynało robić się zdecydowanie za dużo.
Najpierw 19:27. Mężczyzna w prochowcu i kapeluszu. Pojawił się na piętrze od strony przeciwnej niż winda, otworzył pokój 819 kartą i wszedł do środka. Ponad godzinę przed Sethem. Renoir zmrużył oczy. To był dla niego najważniejszy fragment całego nagrania. Ktoś był tutaj wcześniej. Ktoś przygotował pokój, zanim Jill w ogóle przekroczyła próg hotelu. Nie wyglądało to na przypadkowe spotkanie.
Potem Seth z Jill. Spokojni, wręcz zwyczajni. Para. Gdyby nie wiedział, czego szuka, prawdopodobnie nawet nie zwróciłby na nich większej uwagi. Następnie drzwi 819, uścisk dłoni i fragment białej koszuli. Ciemniejsza skóra. Za mało, żeby wyciągać jakiekolwiek wnioski. Można w sumie przejrzeć „ważne osoby” w Toronto pod względem grupy etnicznej, ale to jak szukanie igły w stogu siana. Renoir zapamiętał jednak szczegół i od razu odrzucił pokusę dopowiadania sobie reszty. Kamera była kiepska, a kiepska kamera potrafiła zrobić z człowieka kogoś zupełnie innego, niż był w rzeczywistości. Kiedyś był blisko pomyłki, więc jakieś doświadczenie miał.
21:11. Seth wychodzi. Sam. Coś wciąga do nosa. Renoir tylko lekko zmrużył oczy. Narkotyk? Być może. Wątpił, że to legalna tabaka. Nie zamierzał nazywać tego faktem bez potwierdzenia. Potem Jill. 1:47. Sama, owinięta prześcieradłem, ledwo utrzymująca się na nogach. Ten obraz nie wywołał w nim szoku. Wywołał coś znacznie bardziej praktycznego - zimną pewność, że dziewczyna nie znalazła się tam z własnej woli. Przez moment przeszła mu przez myśl, że gdyby zobaczył swoją córkę w takim stanie... Oj, klękajcie narody!
A później 2:32. Ten sam prochowiec. Ten sam kapelusz. Drugi mężczyzna wychodzi z pokoju, ale nie korzysta z windy. Idzie w przeciwnym kierunku i znika z obrazu. Czterdzieści pięć minut po Jill. Renoir powoli wypuścił powietrze nosem. W głowie miał już pierwszą chronologię. 19:27. 20:30. 20:38. 21:11. 1:47. 2:32. Nie zamierzał jednak wyrzucać wszystkich swoich wniosków przy Collinsie i ochroniarzu. Menadżer był zbyt spokojny, hotel zbyt chętny do zasłaniania się prywatnością, a Renoir zbyt długo pracował w federalnych, żeby rozdawać obcym ludziom własne hipotezy za darmo. Omówi to na spokojnie z Cobie gdy będzie na to dobry moment.
- Cofnij do 19:27.
Poczekał, aż ochroniarz zatrzyma nagranie. Wskazał ekran palcem.
- Tutaj. Ten pierwszy. Chcę dokładnie wiedzieć, skąd dostał się na to piętro.
Nie wyjaśnił, dlaczego akurat ten moment interesował go najbardziej. Logicznym było, że były dodatkowe schody, zwykłe albo przeciwpożarowe. Ewentualnie gość miał wynajęte dwa pokoje i z niego przeniósł się na moment do miejsca zbrodni. Odwrócił się natomiast do Collinsa.
- Potrzebujemy logów kart dostępu do pokoju 819. Wydanie karty, numer karty, wszystkie użycia od momentu jej aktywacji. Jeżeli system rejestruje wejścia kartami pracowniczymi, chcę również te dane. Najlepiej wszystkie dane gości na tym piętrze.
Collins mógł sobie zachowywać tę swoją hotelową uprzejmość. Renoir już jej nie potrzebował.
- Wszystkie kamery obejmujące wyjścia z tego korytarza. Szczególnie tę stronę, w którą poszedł po wyjściu z pokoju.
Dopiero wtedy spojrzał na mężczyznę zza monitora.
- Nie chcę żadnych filtrów pod kątem tego, co uważa pan za istotne. Ja zdecyduję, co jest istotne. Czy to jasne?
Ton nadal miał spokojny. Właśnie dlatego zabrzmiało to znacznie bardziej stanowczo niż podniesiony głos. Zerknął na Cobie, westchnął cicho. W takiej sytuacji nie mógł pozwolić sobie na uprzejmość. Robił wszystko według procedur, co czasami go wkurzało. Renoir ponownie skierował wzrok na nagranie z 21:11.
- To samo dla Setha. Lobby, wyjście, parking. Chcę jego trasę od momentu, kiedy opuścił windę, aż do chwili, kiedy zniknie z kamer. Zanim zaczniemy dyskutować o prywatności gości, przypominam, że mamy nakaz. Jeżeli dokument czegoś nie obejmuje, pytamy sędziego. Jeżeli obejmuje - wykonujemy go. Proste.
Nie było w tym krzty uśmiechu. Jeszcze kilka minut wcześniej mogli rozmawiać normalnie. Teraz Renoir miał przed oczami pobitą nastolatkę, dwóch mężczyzn i pokój, który ktoś najwyraźniej przygotował na długo przed jej przyjazdem. Nie zamierzał pozwolić, żeby elegancki hotel i jego prawnicy zamienili śledztwo w przepychankę o to, czy funkcjonariusze mogą zobaczyć kawałek zapisu z kamery.
- Jeżeli coś z tego materiału zniknie, zostanie nadpisane albo ktoś spróbuje przy nim manipulować, będziemy rozmawiać już zupełnie inaczej. Ze mną będziecie rozmawiać inaczej.
Krótka pauza, zrobił dwa kroki w stronę Collinsa.
- Więc zróbmy to po prostu dobrze.
Odwrócił się z powrotem do monitora. Nie powiedział Cobie wszystkiego, co właśnie zaczynało układać mu się w głowie. Nie wspomniał o czterdziestu pięciu minutach, które drugi mężczyzna spędził w pokoju po wyjściu Jill. Nie pytał jeszcze, dlaczego ktoś pojawił się na ósmym piętrze ponad godzinę wcześniej. Nie powiedział też, że najbardziej interesowało go to, skąd ten człowiek przyszedł i dlaczego tak bardzo pilnował, żeby jego twarzy nie zobaczyła żadna kamera. To były pytania dla nich. Nie dla hotelu. Renoir zerknął jeszcze raz na zatrzymany obraz mężczyzny w kapeluszu.
- Mamy więcej, niż mieliśmy dziesięć minut temu.
Jego wzrok przesunął się na Cobie.
- Ale nadal nie mamy nazwiska.
Reszta mogła poczekać. Najpierw ustalą, skąd przyszedł. Potem, dokąd poszedł. Dopiero później zaczną ustalać, kim właściwie był.

Cobie Takeda
kotlet schabowy w przypalonej panierce
0 y/o
Welkom in Canada
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Bob spojrzał z uniesionymi brwiami na Renoira. Chyba był trochę zaskoczony tym pytaniem.
- Tam jest klatka schodowa i winda techniczna. - powiedział, po czym przełączył kamery na schody, ale tam nie było żadnego śladu po mężczyźnie. - W windzie nie mamy kamery, bo za często ją uszkadzaliśmy, przewożąc gabaryty.
- Bob, a kamera z tylnego wyjścia? - zapytał Collins, naprowadzając ochroniarza na kolejny pomysł znalezienia sprawcy.
Tutaj Bob zrobił zbolałą minę, jakby to, co miał powiedzieć, było jego winą.
- Nie działa... Mieliśmy małą awarię.
- Ach tak... Chyba nawet sam to zgłaszałem dwa tygodnie temu.
Collins pokręcił głową i westchnął ciężko.
- Musimy zmienić dostawcę monitoringu, są bardzo opieszali z naprawami. - wyjaśnił, po czym podszedł do jednego z komputerów i wstukał swoje hasło, by zaraz odnaleźć logi.
- Tak... Jedna karta wydana na nazwisko Daniel Brooks. Użyta tylko o 19:29, co pasuje do tego, co zarejestrowały kamery. Pokój został zdany zdalnie przez internet o godzinie... - chwila zawahania i zaskoczenia na twarzy Collinsa - 3:45, dlatego poranna zmiana zabrała się za sprzątanie. Otworzyły pokój swoją kartą o 6:32. Zaraz zobaczę, czy czegoś nie zgłaszały.
Znów chwila milczenia, w trakcie której Cobie powiedziała cicho do Renoira:
- Jill znaleziono w schowku kilka minut później.
- Tak! - padło triumfalnie z ust Collinsa. - Zakrwawione prześcieradło i dość duży bałagan. Poprzewracane lampy i tak dalej. Krwi podobno nie było dużo.
Na dalsze słowa nadinspektora Collins westchnął z lekką frustracją.
- Panie nadinspektorze, nikt niczym nie manipuluje, próbujemy pomóc. Niestety nazwiska innych gości na piętrze nie są objęte nakazem, a nas obowiązuje dyskrecja.
W tym czasie Bob wraz z Takedą śledzili dalszą drogę Setha.
Ten wrócił na dół windą i, schowawszy ręce w kieszeniach kurtki, ruszył przez lobby na parking. Złapał taksówkę i odjechał. Podobnie przyjechał wcześniej z Jill.

I poproszę od Ciebie rzut 2d10 na percepcję ;) Możesz dodać sobie uznaniowo bonus od -2 do +3 w zależności od tego, jak bardzo spostrzegawczy jest Renoir.
Prowadzący: Cobie Takeda
Renoir Delacroix
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
45 y/o
For good luck!
195 cm
Nadinspektor RCMP dom, teren, miasto
Awatar użytkownika
The police are not here to create disorder, they're here to preserve disorder.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiRęce/Do góry
typ narracji3os
czas narracjiróżny
postać
autor

Renoir przez moment patrzył na ekran bez słowa. Daniel Brooks. Nazwisko pojawiło się w jego głowie praktycznie natychmiast obok godziny 19:29, a potem kolejnych punktów układanki. 20:30. 20:38. 21:11. 1:47. 2:32. 3:45. Nie podobało mu się to, jak szybko zaczynało się to wszystko układać w chronologię. Jeszcze mniej podobał mu się fakt, że kilka elementów tej układanki znajdowało się akurat tam, gdzie hotel miał dziury w monitoringu. Tylne wyjście bez kamery. Winda techniczna bez kamery. Człowiek pojawiający się na ósmym piętrze od strony, której nikt wcześniej nie obserwował. Renoir nie zamierzał jednak robić z tego teorii spiskowej. Nie na tym etapie. Awaria mogła być awarią. Brak kamery w windzie technicznej mógł być zwyczajnie głupią decyzją hotelu. Problem polegał na tym, że w śledztwach przypadki miały paskudny zwyczaj pojawiać się dokładnie tam, gdzie człowiek najmniej ich potrzebował.
Najpierw odwrócił głowę w stronę Collinsa.
- Daniel Brooks. Chcę pełną dokumentację dotyczącą pokoju 819.
Wskazał ekran, na którym nadal widniały dane karty.
- Nie tylko numer karty i godziny wejścia. Rezerwacja, sposób dokonania rezerwacji, dane kontaktowe podane przy rezerwacji, sposób płatności i wszelkie dane, które hotel ma legalnie związane z tym pobytem. Jeżeli jest dokument tożsamości albo dane zapisane przy zameldowaniu, też je zabezpieczymy.
Na chwilę zatrzymał wzrok na Collinsie.
- Chcę wiedzieć, jak dokładnie wyglądało to zdalne wymeldowanie o 3:45. Kto je wykonał, z jakiego systemu i jakie logi system pozostawił. Nie proszę pana o zgadywanie. Jeżeli system coś rejestruje, chcę kopię.
Dopiero wtedy spojrzał z powrotem na monitor. Był roszczeniowy, ale takie miał zadanie. Z natury nie polubił całego Collinsa, więc nie będzie miły. Trzy godziny wcześniej ktoś był w pokoju z Jill. Czterdzieści pięć minut po jej wyjściu Brooks nadal tam był. Potem wyszedł, zdalnie zdał pokój i zostawił po sobie miejsce, które o 6:32 otworzyła ekipa sprzątająca. Renoir nie musiał jeszcze wiedzieć, co wydarzyło się w środku. Musiał tylko wiedzieć, kto miał dostęp do pokoju i co stało się z nim później.
- Pani sprzątająca. Kto dokładnie wszedł do 819 o 6:32? Chcę nazwiska pracowników, którzy mieli wtedy zmianę, kto dostał zlecenie sprzątania i kto pierwszy zgłosił, że pokój jest w takim stanie. Skoro była tam krew to dlaczego pomieszczenie zostało wyczyszczone? Idiotyzm.
Na moment zerknął w stronę Cobie, ale nie powiedział nic więcej. To był jeden z tych momentów, kiedy nie trzeba było wypowiadać na głos wszystkiego, co zaczynało chodzić mu po głowie. Potem wrócił do sprawy tylnego wyjścia.
- Ta awaria kamery. Chcę zgłoszenie awarii, datę pierwszego zgłoszenia, korespondencję z dostawcą, zlecenie naprawy i informację, kiedy dokładnie kamera przestała działać. Jeżeli technik był na miejscu, chcę również raport serwisowy. Niech pan nie zasłania się brakiem nakazu. Łatwo możemy oskarżyć was o utrudnianie w sprawie. Może i nic z tego nie wyjdzie, ale hotel zyska „fajną” opinię, będzie obserwowany przez patrole, a każdy gość będzie kontrolowany. Tego chcecie?
Nawet jeśli to nie była prawda to mogła poskutkować. Mała próba manipulacji.
- Zabezpieczyć wszystko, co system monitoringu ma z tego okresu. Oryginały, nie tylko eksportowane klipy. Nie chcę, żeby ktoś jutro odkrył, że akurat ten fragment "sam się nadpisał". Przyślemy techników do zrobienia własnej kopii. Oby nic nie zniknęło.
Renoir przez chwilę milczał, po czym spojrzał jeszcze raz na zapis z 2:32. Brooks wychodził z pokoju i nie szedł w stronę windy. Wiedział, gdzie chce iść. Albo przynajmniej nie chciał korzystać z drogi, którą wcześniej wykorzystał Seth. Renoir nie zamierzał jeszcze mówić tego głośno.
- Ten pokój nie został zwolniony o 2:32, tylko o 3:45. Co działo się między tymi momentami w systemie hotelowym? Czy ktoś kontaktował się z recepcją? Czy były jakieś połączenia z pokoju, wiadomości do obsługi, zamówienia, wejścia pracowników? Cokolwiek.
Dopiero teraz pozwolił sobie na krótkie spojrzenie w stronę Cobie.
- Seth przyjechał taksówką i odjechał taksówką. To też chcę zachować. Godzina przyjazdu, godzina odjazdu i wszystko, co hotel ma na ten temat w systemie. Czy zamówienie taksówki zostało wykonane z telefonu hotelowego. Podejrzewam, że nagrywacie rozmowy, nawet jeśli robicie to nielegalnie.
Nie powiedział, że jeżeli uda się ustalić firmę albo numer pojazdu, może to dać im kolejny punkt zaczepienia. Nie powiedział też, że nazwisko Brooks było właśnie znacznie ważniejsze niż wszystkie inne nazwiska na ósmym piętrze. Bo w tej chwili mieli człowieka, który pojawił się tam ponad godzinę przed Jill, wszedł do pokoju kartą przypisaną konkretnie do niego, został w hotelu długo po jej wyjściu, a potem zdalnie wymeldował pokój. To już nie było dużo. To było wystarczająco dużo, żeby zacząć szukać Daniela Brooksa.
Renoir jeszcze przez chwilę patrzył na monitor, po czym skinął lekko głową w stronę Cobie. Wskazał jej dyskretnie miejsce kawałek dalej, poza bezpośrednim zasięgiem głosu Collinsa i Boba. Nawet nie czekał na ich reakcję. Mają przyjąć to do wiadomości i koniec.
- Chodź na chwilę. Na osobności.
Kiedy znaleźli się już kawałek dalej, Renoir ściszył głos. Nie chciał, żeby hotel wiedział dokładnie, w którą stronę zamierza teraz pociągnąć śledztwo.
- Mam do ciebie prośbę. Zadzwoń do swojej...
Urwał na sekundę, a kącik ust drgnął mu ledwie zauważalnie. Miał ochotę się śmiać, ale sytuacja w której byli trochę go ograniczała.
- ...miłości, sędziny Matsudy. Spróbuj załatwić rozszerzenie nakazu. Chcę pełne dane dotyczące Brooksa i pokoju 819, nie tylko to, co już mamy. Jeżeli da się objąć tym również dane innych osób, które mogą być powiązane z tym pokojem albo z tym, co wydarzyło się tej nocy, tym lepiej.
Nie chodziło mu o robienie z tego polowania na każdego gościa hotelu. Potrzebował po prostu podstawy prawnej, żeby nie wracać za godzinę do Collinsa z kolejnym telefonem i kolejnym „a teraz poproszę jeszcze to”.
- Powiedz sierżantowi o tej taksówce. Seth przyjechał nią z Jill i później odjechał nią sam. Trzeba ustalić firmę, numer samochodu, kierowcę, godziny kursów. Jeżeli kierowca coś zapamiętał, choćby twarz, zachowanie, gdzie dokładnie ich odebrał albo gdzie wysadził, bierzemy wszystko.
Renoir przesunął wzrok na ekran, na którym nadal widniał zapis z lobby.
- Sprawdźcie, czy Toronto ma coś, czym możemy prześledzić trasę tej taksówki. Miejski monitoring, kamery drogowe, skrzyżowania, cokolwiek, co może nam dać kolejne punkty na trasie. Nie liczę na cud, bo pewnie połowa kamer albo nie zapisuje materiału wystarczająco długo, albo obraz będzie gówno wart. Ale jeśli da się prześledzić choć kawałek trasy, może nam powiedzieć, gdzie wysiedli. Przy okazji potrzebujemy ludzi do tego. Nie ogarniemy tego sami.
Na moment zamilkł, po czym spojrzał na Cobie już zupełnie poważnie.
- Jeżeli kierowca pamięta, gdzie ich zabrał, mamy punkt startowy. Jeżeli pamięta, gdzie wysadził Setha, mamy drugi. Nawet jeśli było to centrum miasta. Lokale tez mają swoje kamery. A jeżeli monitoring złapie samochód po drodze, możemy spróbować połączyć jedno z drugim.
Renoir westchnął cicho i zerknął jeszcze raz w stronę Collinsa.
- Na razie nie mówię im po co nam to. Niech robią swoją robotę i zabezpieczają materiały. My musimy zacząć szukać ludzi, nie tylko nagrań.

Cobie Takeda
kotlet schabowy w przypalonej panierce
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”