25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Carmen mogłaby śmiało stwierdzić, że ich przyjaźń była idealnie zbalansowana. Potrafiły nie rozmawiać ze sobą przez paręnaście dni, będąc całkowicie pochłoniętymi swoimi sprawami, by potem spotkać się jednej nocy, dokładnie tak jak dzisiaj i wszystko dokładnie przegadać. A czasem w ogóle nie rozmawiały o tym, co ich męczy, jedynie dotrzymując sobie towarzystwa i dając sobie to słodkie poczucie, że w razie potrzeby, zawsze jest się tuż obok. Mogły balować do białego rana, a Torres mogła wpadać w jej ramiona, gdy tylko potrzebowała przyjacielskiej czułości i mogły pokłócić się o najgłupszą pierdołę, używając wszystkich znanych im przekleństw. I to w każdym języku, jaki tylko znały. Meksykanka naprawdę to ceniła; całą tę wybuchowość i jednoczesny stoicyzm ich relacji, która dawała jej komfort, niezależnie od tego, na jakim etapie życia właśnie była.

Torres nie mówiła już tak chętnie o swojej rodzinie jak kiedyś. Nie kłamała, mówiąc, że ma bliskich w rodzinnym kraju, w tym dość problematycznych braci, ale zwykle nie wgłębiała się w szczegóły. Ruelle oczywiście wiedziała o ich relacji i o tym, jak toksyczny i zły wpływ mieli na jej codzienność. Nie poruszała jednak tego na każdym spotkaniu, dochodząc do wniosku, że spotykała się z Prescott właśnie po to, żeby jak najbardziej móc się od tego odciąć. I chyba dlatego też, nie chciała głębiej ją w to wciągać. Chyba podświadomie obawiała się, że im więcej ludzi będzie znać szczegóły, tym więcej osób z jej otoczenia mogłoby być potencjalnie zagrożonych.
— Słodka jesteś — stwierdziła, uśmiechając się przy tym z rozbawieniem, zanim uniosła palce, by założyć kosmyk ciemnych włosów Rue za ucho. — Ale chyba nie chciałabym, żeby zwęszyli, gdzie mieszkasz — westchnęła, bo w takim wypadku, musiała brać wszystko pod uwagę. — Nie chcę martwić się jeszcze o bliskich — mruknęła, marszcząc lekko nos. Albert sobie poradzi. Rue na pewno też, ale po co wystawiać ją na zbędne ryzyko, prawda?

Plany wyjazdowe, o których rozmawiało się po pijaku zwykle nie wychodziły, to prawda. Szczególnie, jeśli snuła je Torres, która dziewięćdziesiąt procent swojego czasu spędzała w pracy. Jednej, drugiej albo trzeciej, ale tym razem... Naprawdę chciała to zrobić. To byłoby lepsze od tych wszystkich terapii. Kolejnego dnia, jak tylko kac morderca minie, dziewczyna od razu zabierze się za planowanie. Ot co. — Też wolałabym domki. Może uda się znaleźć takie budżetowe — mruknęła w namyśle, stukając się palcem wskazującym po brodzie. — Och, nasz pierwszy wyjazd. Qué emoción! rzuciła zachwycona swoim własnym pomysłem. Samouwielbienie.

— Admítelo, soy tu favorita — parsknęła na jej słowa. Na wspomnienie o tym jej wyjątkowym instynkcie, Carmen po raz kolejny zaśmiała się pod nosem, bo to też nie było dla niej nic szokującego. Ach, ten latynowski temperament... Kiedyś wpędzi je obie do grobu. — Ale zakładam, że już się pogodziłyście? — mruknęła, mierząc ją uważnym spojrzeniem. — Boże, dlatego właśnie uczucia między dwoma kobietami są tak przejebane. To jak walka ognia z ogniem — rzuciła. Torres chyba wyrwałaby sobie włosy z głowy, gdyby musiała przez to przechodzić, a o potencjalnych kłótniach, usłyszałoby całe Toronto.

Carmen objęła ją w talii i zaczęły tańczyć. Muzyka przenikała ją aż do kości, a alkohol przyjemnie rozgrzewał jej ciało. Zupełnie straciła poczucie czasu — nie wiedziała, ile już szalały na parkiecie, ale w pewnym momencie zrobiło się tak tłoczno i duszno, że Torres zdecydowała się wyciągnąć Ruelle tylnym wyjściem na zewnątrz. Dopiero tam puściła jej nadgarstek, opadając tyłkiem na chodnik z tyłu budynku. Oparła dłonie za swoimi plecami i spojrzała w gwiazdy, rozpościerające się nad ich głowami. — Puta madre, qué hermosas estrellas! — westchnęła. Zawsze miała do nich słabość.

Ruelle
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie czuły żadnej presji w związku ze swoją relacją. Mogły nie rozmawiać z sobą od dawna, mogły siedzieć przy sobie bez wypowiedzenia choćby słowa czy też szaleć do woli w klubach, a i tak niezależnie od sytuacji czuły się zwyczajnie ze sobą komfortowo. To właśnie była taka przyjaźń, którą najbardziej się ceniło. W zasadzie były one tak bliskie siostrzeństwa, że bliższe chyba nie mogły być. Właśnie kogoś takiego ludzie potrzebowali w swoim życiu.
Były zwyczajnie tematy, o których ludzie nie lubili mówić. Nawet nie musieli mieć dla tego jakiś większych powodów ani potrzeby zachowywania tajemnicy. Rozumiała to. Nie próbowała jej nawet nakłonić do tego, aby zmieniła swoje zdanie w tej kwestii.
- Jasne. Jeśli tylko uważasz, że tak jest lepiej - przytaknęła, bo nie zamierzała się kłócić. - I przestań... Po prostu oferuję. Wiem, że ty też byś mi to zaproponowała.
W końcu to nie było nic wielkiego. Normalnie przecież nie byłby to wielki problem, że Carmen postanowiła spędzić noc albo kilka w jej domu. Tylko, że sytuacja nie była taka standardowa. Potrafiła to zrozumieć. Zresztą jeśli faktycznie miała jakąś alternatywę w postaci Alberta to nie było przecież tak źle.
Powinny do tych wszystkich rozmyślań wrócić na następny dzień. Wtedy, gdy obie będą miały czystą głowę i wyzbędą się procentów. W tym stanie mogły tylko gadać, a nawet jeśli próbowałyby dokonać czegoś więcej to... Zapewne skończyłyby jedynie bookując jakiś naprawdę dziwny domek w nie wiadomo jakim miejscu. To mógłby być przepis na tragedię, ale jeśli cena byłaby dobra, a nie otrzymałyby zwrotu wpłaconej kwoty to pewnie i tak by pojechały.
- Jak się chce to wszystko się znajdzie - podsumowała, bo taka była swoista prawda życiowa. - Emocionante w chuj. W sumie nawet nie myślałam o tym, żeby się gdzieś wyrwać.
Termin jej praktyk letnich nie był pewny do ostatniego momentu, więc w tym roku chciała odpuścić sobie wszystkie wyjazdy, ale w zasadzie... czemu by miała? Skoro teraz się nadarzyła okazja do tego, aby gdzieś się wybrać z osobą, którą lubiła to musiałaby być prawdziwie głupia.
- Solo una de mis personas favoritas - poprawiła ją, bo na pewno nie mogłaby ot tak nazwać Carmen swoją faworytą.
Latynoski temperament był tym, co je łączyło, ale u każdej mógł się on wyrażać w nieco inny sposób. Porywczość jednak zdawała się być elementem wspólnym. Czasem jednak na pewno sprawiała, że można było napytać sobie biedy.
- Właściwie to... nie. Nawet pokłóciłyśmy się drugi raz, ale przynajmniej tekstowo - odparła, bo pewnie Torres spodziewała się po niej czegoś całkowicie innego. - Po prostu przekroczyła pewne granice. Płeć tu nie ma nic do rzeczy.
Równie dobrze mogłaby dać w pysk facetowi. Pewnie również skończyłoby się to w podobny sposób, gdyby nie trafiła na damskiego boksera. River wyszła, trzaskając drzwiami własnego mieszkania po to, aby nie zrobić czegoś, czego by żałowała. Wcześniej jednak zniszczyła płótno z rozpoczętym obrazem.
To jednak nie był moment na to, aby się tym przejmowała. Alkohol coraz śmielej krążył w żyłach, a Ruelle poczuła owijające się wokół niej ramiona, które ciągnęły ją w stronę parkietu. Mogła się temu oddać bez żadnego problemu. Nawet bez panującego tam ścisku tańczyły wyjątkowo blisko siebie. Prescott potrzebowała poczuć czyjeś ciało tuż przy swoim: dłonie na talii, biodra napierające na jej własne i kogoś, kto poruszał się zwinnie pod jej dotykiem. Właśnie to oferowała jej teraz Carmen, która doskonale wiedziała, czego jej trzeba.
W końcu jednak musiały wyjść na zewnątrz, aby się przewietrzyć. Duchota i ścisk źle wpływały na dwie pijane dziewczyny, które potrzebowały wyraźnie powietrza. Co prawda gwiazdy w mieście nie prezentowały się tak pięknie jak na obrzeżach, ale dalej było pięknie. W dodatku owiewał je lekki i orzeźwiający wiaterek.
- Tú eres más hermosa tan todas las estrellas - mruknęła, siadając za dziewczyną.
Oparła głowę na jej ramieniu, obejmując ją luźno. Pozwoliła sobie na chwilę odprężenia, gdy przylgnęła nieskrępowana do pleców Meksykanki. Mruknęła coś niezrozumiałego tuż przy jej uchu i przez moment czegoś szukała, ale szybko to znalazła.
- ¿Fumas? - zapytała cicho, wyciągając przed nią gotowego do odpalenia blanta.
Skoro miały się bawić to na całego. Zapomniała już nawet o tym, że przecież przyszła ją ratować. Powinny jak najlepiej wykorzystać tę noc.

Carmen Torres
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Rapture”