24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mogła nic poradzić na to jak reagowała na wspomnienie matek River robiła się nerwowa, a jeśli jeszcze je zestawić z Isabel? Wszelkie istniejące bóstwa powinny mieć ją w opiece. Nie była na to gotowa. Umarłaby śmiercią tragiczną, gdyby tylko ktoś wrzucił ją w ten wir socjalnych interakcji. River Cross naprawdę robiła jej zdecydowanie zbyt wielki bałagan w życiu i głowie, a jednak nie potrafiła jej się pozbyć.
- Nie wiem jak to będzie z moją dyspozycyjnością. Zobaczymy - odpowiedziała, starając się zachować obojętność.
Nie zamierzała zwyczajnie dać się w to wszystko wkręcić. Naprawdę nie powinna wtedy zabierać River do swojego domu. Lepiej byłoby gonić Caspara, aby oddał w końcu te klucze i odstawiłaby artystkę do jej mieszkania. Ewentualnie mogła ją od siebie wyrzucić bez tej zupy, która wszystko przeciągnęła. Wszystko byle tylko oszczędzić Cross spotkania z panią Prescott, które doprowadziło je do tego punktu.
Zdecydowanie nie powinna jej poznawać z babcią Tiną. To był najgorszy błąd jaki mogła popełnić w życiu. Zaraz po dopuszczeniu do tego, aby rysowniczka zetknęła się z córką rzeczonej Tiny. Może i Portorykanka znajdowała się w zaawansowanym wieku, ale Rue miała wrażenie, że to ona zostanie przez babkę wpędzona do grobu. Zwłaszcza, że jeszcze musiała zarzucić takim tekstem, który rzecz jasna rysowniczka od razu podłapała. Te dwie naprawdę nigdy nie powinny się spotkać.
- Oczywiście, że tak. Niczego innego bym się nie spodziewała po swojej krwi! - odparła pieszczotliwie, kładąc jeszcze dłoń na ramieniu wnuczki.
- Abuela, możemy, proszę, nie? - zapytała jeszcze w wielce wyszukany sposób, a Cristina jedynie zaśmiała się na tę prośbę.
Dla niej nie było kompletnie żadnego powodu do wstydu. No, ale ona miała swoje lata, a młoda Prescott była dziewczyną, która wolała trzymać swoje życie intymne z daleka od krewnych, którzy mogliby o nim głośno dyskutować.
Tanatopraktorka sama nie wiedziała czy to lepiej czy gorzej, że zostawia swoją rysowniczkę w towarzystwie babci. Z tego mogły wyniknąć kłopoty. Lepiej było je od siebie izolować, ale nie miała ku temu okazji, gdy została zagarnięta przez ojca do ceremonii z tortem.
Cristina w tym czasie korzystała z nowo nabytego wnuczęcia i z zadowoleniem obserwowała jak River sięga po widelec, aby zacząć zajadać się potrawami, które mogły być autorstwa całej rodziny. W końcu trochę tego wszystkiego było i niemożliwe, aby Isabel przygotowała to wszystko samodzielnie.
- Zarówno Isabel jak i Jonathan dbają o więzi rodzinne. Dlatego zawsze sporo osób się do nich zjeżdża - wyjaśniła krótko Tina, która dbała regularnie o to, aby każdy w pobliżu miał pełny talerz.
Kobieta nawet nie zwracała większej uwagi na fakt, że jej rozmówczyni właśnie bawi się swoim telefonem i wysyła coś do osoby, którą była jej osobista wnuczka.
- Taka jest właśnie Ruelle. Niezwykle skryta i zamknięta w sobie, ale jak już się zacznie otwierać to odkrywasz, że jest zupełnie inna niż stara się być - odpowiedziała Tina z dobrotliwym uśmiechem.
Obgadywana tanatopraktorka w tym czasie miała właśnie stać się gwiazdą całej imprezy. Nim się to jednak stało otrzymała jeszcze jedną wiadomość od swojej artystki, która nadeszła prędzej niż sądziła. Usłyszała szum krwi w uszach, gdy serce jej znacznie przyspieszyło na widok filmiku z udziałem rysowniczki. Cholera jasna. Musiała ją mieć. Musiała ją poczuć.
Ledwie udało jej się schować telefon przed odwracającym się do niej ojcem, któremu posłała niezręczny uśmiech. Zaraz też na scenę wjechał ogromny tort, który Isabel przetransportowała z kuchni, a wszyscy zgromadzeni na imprezie goście zaczęli zgodnym chórem śpiewać sto lat.
Najgorszy moment całej imprezy. Wiedziała, że Cross musi mieć ubaw z tego jak, niczym każda solenizantka, Rue stała obok piętrowego wypieku niepewna tego, co powinna robić. Powinna się kołysać do rytmu piosenki? Klaskać? Może przyłączyć się do śpiewania, licząc na to, że to nie jest zbyt narcystyczne? Dlatego tylko stała niezręcznie na środku ogrodu, walcząc z odruchem sięgnięcia po telefon, aby odpisać na wiadomość, która na zapętleniu odtwarzała się w jej głowie.
W końcu mogła dmuchnąć świeczki obecne na torcie: woskowe cyfry 2 i 4 oraz kilka mniejszych świeczuszek. Erupcja oklasków rozległa się w momencie, gdy każdy płomyk zgasł, a wkrótce zbędne ozdoby zostały usunięte, żeby Ruelle wraz z matką mogły pokroić tort dla wszystkich gości.
Była to naprawdę niewdzięczna praca. Odkrawanie każdego fragmentu wydawało się ciągnąć wieczność. W końcu jednak mogła usiąść na wolnym miejscu przy stole. Była wyczerpana psychicznie. Jednak nie na tyle, aby nie wyjąć telefonu, którym zaczęła bawić się pod blatem, by przygotować ukradkiem kolejną wiadomość dla ukochanej artystki.

Muza 💖
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
Wiadomość...
River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Poznanie babci zdecydowanie było najlepszym elementem tej imprezy. Gdyby wiedziała, że czekają ja takie atrakcje, to w ogóle by się nie stresowała spotkaniem z rodziną Ruelle. Znalezienie takiej sojuszniczki wśród pozostałych potencjalnie groźnych krewnych było bardzo cenne. Na pewno nie dostanie aprobaty ciotki Jak-Jej-Tam, ale ona nie sprawiała wrażenia zbyt istotnej dla Rue. Babcia to jednak coś innego. No i rodzice, wiadomo. Z tą dwójką szło całkiem dobrze. Może do tej pory rozmawiali dość krótko, ale przynajmniej było miło. Może te dwie rzeczy bezpośrednio się ze sobą łączyły? Nie no. Żadne z nich nie powinno mieć do River pretensji. Nie broniła przecież Ruelle mówić na ich temat w żadnym momencie i nie miała zamiaru na nich naskakiwać, póki będą zachowywać się w porządku wobec swojej córki. Dzisiaj wychodziło im to bardzo dobrze. Może to kwestia tego, że miała urodziny? Zasługiwała na więcej. Głównym celem Cross na dzisiaj też przecież było rozpieszczanie jej.
— A więc to u pań rodzinne? To wiele wyjaśnia. — Pokiwała głową ze zrozumieniem. Wiedziała, że ta rodzina musiała być równie pokręcona, co sama Rue. Nie była przecież jakimś błędem w Matriksie. Po kimś taka była. Mieszanka tych wszystkich genów stworzyła potwora ideał. Może i rodzinne rozmowy na tego typu tematy nie leżały w naturze jej modelki, ale artystka czuła, że miała podobny temperament, co babcia.
Spojrzała w stronę krzątającego się kawałek dalej Johnathana. Jakim cudem tej dwójce udało się wychować kogoś takiego? Albo jaka byłaby, gdyby wychowały ją matki River? A jaka byłaby River, gdyby wychowała się w tej kolosalnej rodzinie? To, co wyszłoby po takich podmiankach, byłoby pewnie nieco przerażające, ale urocze.
— Jest zdecydowanie dużo lepsza niż stara się być — zgodziła się z Tiną bez wahania. Rozumiała, co kobieta miała na myśli. Może i znały się od liceum, ale prawdziwszą wersję River miała okazję poznać dopiero niedawno. Ta powierzchowna również bardzo jej się podobała, ale doprowadzała ją też do ciężkiej kurwicy. Ta druga wpływała na Cross dużo lepiej i miała nadzieję, że przy niej zostaną.
Nie miała zamiaru pakować się na sam środek tej afery, ale z przyjemnością obserwowała spektakl z daleka. Sama nie czułaby się w tym momencie w żaden sposób zażenowana, ale potrafiła empatyzować z tymi, których absolutnie przy tym skręcało. Tanatopraktorka do takich należała. Nie powinno jej to wyrządzić żadnej większej krzywdy i spowodować traumy, więc River nie ruszyła jej na ratunek. Przeciwnie. Wyjęła telefon, ale tym razem, by zrobić kilka zdjęć. Dołączyła nawet do śpiewania sto lat z pełnym zaangażowaniem.
Nie miała zamiaru nawet zbliżać się do tortu. Domyślała się, że i tak w koncu w jakiś sposób do niej dotrze, bo talerze ruszą w ruch, ale po prostu nie podzielała entuzjazmu dzieciaków, które nagle wszystkie znalazły się u szczytu stołu, czyli tuż przy torcie. Wiedziała też, że chwilę sobie na powrót Ruelle poczeka, bo była dość istotnym elementem tego całego dzielenia się posiłkiem.
— Jest pani lojalna czy sprzeda mi pani jakiś sekret na temat Ruelle? — rzuciła do babci, odrywając wzrok od swojej modelki. — Mogę zapłacić — dodała szybko tonem, który znów nie wskazywał, czy żartowała, czy mówiła poważnie. Ale oczywiście, że mówiła poważnie. Nie była pewna, czy ma przy sobie gotówkę, ale jak będzie trzeba, to skoczy do bankomatu.
W końcu sięgnęła po telefon, gdy zawibrował po raz kolejny. Odczytała wiadomość i natychmiast poczuła przypływ fai gorąca. Nie zarejestrowała nawet, kiedy Rue gdziekolwiek usiadła, ale na szczęście teraz otrzymała na to najlepszy możliwy widok. Uśmiechnęła się, przygryzając dolną wargę i podniosła wzrok znad ekranu. Musiała sprawdzić, gdzie trafiła jej modelka. Zauważyła ją w końcu kawałek dalej, po drugiej stronie stołu.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Odłożyła telefon ekranem do dołu i skupiła się znowu na Prescott. Rozsiadła się wygodniej na krześle. Oparła łokieć o biały podłokietnik i wsparła policzek na dłoni. Cała jej uwaga skupiła się na Ruelle. Dziewczyna, nie pierwszy raz, stała się centrum jej świata. Wpatrywała się w nią intensywnie i bez żadnego skrępowania tym, że widzieli to też wszyscy inni. Byli przecież zajęci rozmowami. Niemniej jednak była pewna, że tanatopraktorka wyczuje wreszcie na sobie to spojrzenie, podąży za nim wzrokiem, a ich oczy wreszcie się spotkają. River była niemalże pewna, że w tym momencie dosłownie ją pochłonie do wnętrza własnego ciała i duszy, nawet mimo dzielącej je odległości.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „#7”