26 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
Girl, come show me your true colors
Paint me a picture with your true colors
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niestety, a może wprost przeciwnie, Corę i Sama dzieliło kilka lat różnicy. Kiedy on zaraz miał świętować zmianę kodu na czwórkę z przodu, ona pod każdym względem była niczym świeżo upieczona dwudziestolatka. A dorzucając do tego pozbycie się w nocy zawartości żołądka w tym alkoholu, pozwoliło jej to szybciej dojść do siebie. W dodatku leżąc w łóżku i wracając wspomnieniami do tego, co wyprawiała i mówiła w jego towarzystwie, wstyd dosyć szybko postawił ją na nogi. Całe szczęście, że nie miał jej tego za złe, bo spaliłaby się teraz tutaj ze wstydu albo rozpętała z nim kłótnię. Zamiast tego mogli płynnie przejść do flirtu zakładając coraz częstsze przyjemności w najbliższej przyszłości.
- Smaczki dla Rustego. Zanotowane- przytaknęła głową niczym pilny uczeń na lekcji zapisujący zadanie na pracę domową. Rzecz w tym, że może i nieco się teraz zgrywała, ale… Ale naprawdę chciała się jeszcze z nim spotkać. Dobrze się czuła w jego towarzystwie, więc czemu tego wszystkiego nie przedłużyć o kilka dodatkowych tygodni? Tym bardziej, że i tak remontuje jej dom, więc może na koniec da jej zniżkę po starej znajomości? Oboje mogliby wykorzystać ten czas na wspólnej zabawie i przyjemnościach, aby pozostawić po wszystkim miłe wspomnienia drugiej osobie. Bo przecież Cora się zapierała rękoma i nogami przed związkami i póki co wszyscy jej partnerzy podzielali jej zdanie w tym temacie. W dodatku tym bardziej Sam , bo czym ona - szczera, niezbyt rozgarnięta i mało lotna blondynka, mogłaby go zatrzymać na dłużej? Co miała więcej do zaoferowania, aby chciał się przy niej ustabilizować? Widział w niej tylko zabawę i Marshall godziła się z tym, nie zdając sobie sprawy, że mogłaby być dla kogoś kimś więcej.
To jednak nie oznaczało, że zamierzała nie wykorzystać chwil na dobrą zabawę. Turner też jej ani trochę nie ułatwiał , aby nie wpadały do jej głowy same brudne myśli. Paradował właśnie w jej kuchni w samych bokserkach przygotowując dla niej śniadanie! Jak mogłaby się temu oprzeć? Byłaby głupia i ślepa, więc korzystając z chwili, po prostu przyglądała się uważnie jego ciału, wracając wspomnieniami do popołudnia nad jeziorem, gdy nie bawili się w kąpiel w bieliźnie.
Zanim zarejestrowała, że zgasił palnik na kuchence i złapał ją za słówko, minęła dłuższa chwila zakończona ściągnięciem brwi i posłaniem mu cholernie zagubionego, pełnego niezrozumienia, spojrzenia.- Co?- spytała wracając pamięcią do swoich słów i co tam mu się nie zgadzało. Poranna pora i niezbyt duża lotność , robi swoje.- Wiesz o tym, że jesteś pierwszym facetem, który przyrządza mi śniadanie? I do tego jeszcze gotując w samych bokserkach. Ta kuchnia nie zna tak seksownych widoków - doprecyzowała uważnie, obserwując go ponownie , gdy odwrócił się już w jej kierunku. Przełknęła głośno ślinę i ani drgnęła, gdy zmniejszył dystans. Nawet nie spuściła wzroku z jego tęczówek, udając że zmiana dystansu niewiele na niej robi. W rzeczywistości w środku jej krew już buzowała, a uda minimalnie zadrżały.
- Tak. Za rzadko pracujesz bez koszulki- przyznała z rozbrajającą szczerością i poważnym spojrzeniem, bo naprawdę powinna zawnioskować o konieczność wykonywania pracy w odpowiednim stroju, a raczej jego braku.
Narazie jednak widok miała naprawdę nieziemski, więc zgodnie z jego życzeniem, odstawiła kubek na najbliższy blat. Kiedy miała już wolne dłonie, opuszkami palców jednej z nich zaczęła wodzić od jego szyi, po barki, przechodząc na tors, a wzrokiem wędrując za ruchem palców. Robiła to bardzo powoli i delikatnie. Momentami można byłoby mieć wrażenie, że sunie nimi w powietrzu. Dla niej samej było to wręcz irytujące, a zarazem podniecające, mogąc sobie dawkować tą przyjemność.- Hmm, czyli podsumujmy. Chciałbyś zacząć od deseru oraz zobaczyć jak świetnie się prezentuję w kuchni?-trochę przekształciła jego wypowiedź albo po prostu zinterpretowała ją po swojemu. Przesuwała więc dłonią niżej i niżej, aż natrafiła na materiał bokserek. Dopiero teraz spojrzała na niego, gdy wsadzała palec wskazujący za ich gumkę i szybkim ruchem przyciągając go do siebie, gdy jednocześnie sama wypięła biodra w jego kierunku. - Cóż, skoro rozgościłeś się już na tyle, aby zacząć przyrządzać śniadanie, to możesz także samodzielnie sięgnąć po deser- stwierdziła z lekkim uśmiechem, który nie potrafiła zmazać ze swojej twarzy. Zabrała obie dłonie i wyprostowała je nad głową, prezentując przed nim swoje ciało, które będąc okryte jedynie w jego koszulkę, czekało na jego ruch. Czuła ciepło bijące z jego dłoni, którą położył na jej talii, a pragnienia, aby zaczął dłonią wędrować po kolejnych zakamarkach jej ciała, przypominało ponownie o chwilach nad jeziorem, których nie mogła wyrzucić z pamięci od kiedy tylko rozstali się przed domkiem.


Sam
38 y/o
For good luck!
188 cm
buduję, majsterkuję i naprawiam już tylko na własny rachunek
Awatar użytkownika
give me a summer to remember
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
nagość
Związki były czymś, za czym i Turner nie bardzo się oglądał. Po zerwaniu wieloletnich zaręczyn nieszczególnie miał ochotę wplątywać się w kolejny związek, nawet jeśli od tamtego minęło już trochę czasu. Czy to dlatego, że tak służyło mu kawalerskie życie, a może za bardzo podobało mu się randkowanie z licznymi kobietami? Zarówno jedno, jak i drugie leżało nieopodal prawdy, mając w sobie odrobinę podkolorowywania. Nie do końca widziało mu się ponownie układanie z kimś życia, poznawanie go od podstaw, uczenie się schematów, szukanie kompromisów, czy spotykanie w połowie drogi. Obecna codzienność zdawała się satysfakcjonująca, wystarczająca, by nie narzekać, choć poczucie niedosytu przebijało się czasem, przypominając o momentach, kiedy posiadanie na stałe drugiej osoby u boku miało niewątpliwe zalety. Jak choćby dzisiejsza pobudka z przytulonym do piersi policzkiem.
Serio? — wymsknęło mu się z rozbawieniem i niedowierzaniem jednocześnie. — Widać nie trafiasz na porządnych facetów, albo przynajmniej takich, którzy budzą się przed tobą. — Gdyby byli razem, każdego dnia witałby ją w podobny sposób, o czym oczywiście nie powiedział na głos, bo zdążył się ugryźć w język. Sam zarzucił dramatycznie napiętą nutę, więc nie mógł ot tak wszystkiego rozładowywać. Zwłaszcza że nie chciał wychodzić na nadgorliwego, co to rzuca przechwałkami na prawo i lewo.
To pogwałcenie zasad bezpieczeństwa — zacmokał w ramach niezgody na pracę bez koszulki. — Nie mogę pozwolić, żebyś się stale rozpraszała. Inaczej remont potrwa dobre parę lat.
Był gotów przysiąc, że utrzymywanie powagi przy pannie Marshall stawało się znacznie trudniejsze z każdym utraconym centymetrem dzielącej ich odległości. Czy to kwestia śmiało wodzących po ciele palców, a może toni błękitnych tęczówek, przed którą nie było drogi ucieczki, kiedy tylko w nią wpadał? Wstrzymał powietrze w płucach, zaskoczony, jak prędko napinał się nawet pod najmniejszym dotykiem. Zwykle irytował się z przeinaczania swoich słów i odwracania kota ogonem, ale jakże miałby się obrazić, kiedy własna porażka była mu na rękę?
Nie chciałbym się za bardzo rządzić, ale skoro mam się czuć, jak u siebie, to nie ma innego wyjścia. — O zaproszenie warto zapytać, wszak pierwsza pobieżna zgoda nie zawsze musiała oznaczać przyzwolenia na wszystko. Turner wychodził z założenia, że lepiej działać bezpiecznie, zamiast później przepraszać i wszystko odkręcać. To coś, co nabył z wiekiem, a przynajmniej tak lubił mawiać, mądrością zasłaniając wszelkie oznaki dziadzienia. Czy to oznaczało, że pozbawiał się szans na spontaniczność? Ależ skąd! Bardziej szukał ram, wewnątrz których mógł sobie na nią pozwolić. Towarzystwo szefowej, zwłaszcza tak pięknej, młodej i beztroskiej, sprawiało, że dla świętego spokoju wolał upewnić się dwa razy. Na nic się jednak zdawała logika i próby twardego stąpania po ziemi, kiedy w spotkaniu z figlarnym uśmiechem, serce było jedym, co miękło na ten widok.
Utkwona dotąd w talii dłoń wślizgnęła się pod biel materiału, by potwierdzić wcześniejsze domysły — w przeciwieństwie do niego, Marshall oszczędziła sobie trudu zakładania bielizny. Byłby głupcem, gdyby miał jej to za złe. Szorstką od zarostu twarz rozświetlił mimowolny uśmiech, a fala gorąca obiegła ciało. Palce wędrowały ku górze, odnajdując poznane już wcześniej rejony. Krew rozpędzała się znów, kiedy wyczuł krągłość piersi, pobudzając galopującą wyobraźnię. A do tej przecież nie musiał się ograniczać. Podwinął koszulkę, lecz zamiast zdjąć ją całkowicie, zatrzymał materiał w nadgarstkach, które Cora już wcześniej usłużnie trzymała w górze. Przycisnął je do chłodu drzwi lodówki stojącej za plecami kobiety i przejął chwyt do jednej ręki, by drugą nieskrępowanie prześlizgnąć się po nagiej skórze. Bez żadnego pośpiechu podziwiał ją z odległości połowy kroku.
Z drugiej strony, póki co może jednak nasycę się samym oglądaniem deseru, zamiast jego smakowaniem? — mruknął, zastanawiając się na głos. Szefowa pewnie nawet się nie zorientuje, że nie dotarł do pracy na czas.

Cora
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
space cadet
braku inwencji, jednostronnego zainteresowania, hejterów AI
26 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
Girl, come show me your true colors
Paint me a picture with your true colors
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
nagość
Człowiek najwidoczniej przyzwyczajał się do szarej rzeczywistości, póki mieściła się ona w ramach wystarczająco. W końcu łatwo było mówić, że tak pasuje i jest super, zamiast wyjść ze strefy komfortu i coś z tym zrobić. Corze nie brakowało odwagi do podejmowania szalonych decyzji i działania pod wpływem chwili oraz impulsu. Jednak w tej jednej kwestii - związków, bała się niemiłosiernie wkroczyć dalej. Uparta w swoim przeświadczeniu, że tak jest lepiej dla wszystkich, brnęła w ten sam schemat, przez co może właśnie nie dostrzegała jak wartościowego mężczyznę miała przed swoimi oczami?
Chociaż nie do końca! Przecież w końcu zebrała się w sobie i odwiedziła go bez wcześniejszego zaproszenia z jego strony . Nie miało znaczenia, że po alkoholu i w środku nocy. Trafić trafiła pod jego drzwi, a ostatecznie nawet przenieśli się do niej, gdzie nie było ryzyka, że nagle wparuje jakiś rodzic.
- Muszę się zgodzić w połowie. Faktycznie trafiam głównie na idiotów, ale akurat budzili się przede mną i dosyć często znikali, zanim wzeszło słońce-skomentowała to tak obojętnym tonem głosu, że świadczyło to o tym, że już się przyzwyczaiła do tej kolei rzeczy. Lecz czy wolałaby takie poranki jak dzisiaj? Bez wątpienia. - Ale wiem już, żeby następnym razem szukać na dziale z wiertarkami w sklepie budowlanym- dodała z uśmiechem bez większego przemyślenia jak mogłoby to zostać przez niego odebrane. Czy uzna, że Cora już przymierza się do zakończenia ich relacji, która ledwie zaczęła się rozwijać? Na razie jej to do głowy nie przychodziło. Było jej dobrze tak jak teraz - z nim robiącym jej śniadanie w samych bokserkach, gotowym wszystko zostawić w cholerę, gdy tylko dała mu znak, że może go czekać jeszcze deser. Czy to nie była relacja idealna?
- Chodzi o moje rozpraszanie? A to już zostałam twoją pełnoprawną asystentką?- spytała wyraźnie rozbawiona, ale w ten bardziej szczęśliwy, a nie prześmiewczy sposób. Najwyraźniej odpowiadało mu jej towarzystwo podczas prac, ale przecież to nie ona ma paradować bez koszulki! Chyba, że chodzi o równouprawnienie. - Przeszłam już cały etap rekrutacji? - dopytała patrząc na niego znacząco, ale i gotowa wykonać kolejne zadania. Dawał jej poczucie komfortu i bezpieczeństwa, które sprawiało, że powracała w niej ta spontaniczna i szalona Cora, a jednocześnie zyskiwała pewność siebie w aspektach, w których nie sądziła, że jest w stanie zdobyć.
Może dlatego w jego towarzystwie czuła się tak bardzo odprężona, a on nie potrafił zbyt długo utrzymywać powagi? - Za przyzwoleniem gospodyni jak najbardziej możesz się rządzić, a może nawet powinieneś?- iskierki w jej oczach błysnęły na potwierdzenie właśnie rzuconego wyzwania, które najwyraźniej przyjął utrzymując jej dłonie w swoim uścisku nad jej głową. Zimne drzwi lodówki na jej ciele wywołały dreszcze, a może to był jego dotyk na jej skórze? Za którym tak cholernie tęskniła przez ostatnie dni. Czuła jak puls przyspiesza, a serce zaczyna pracować na zwiększonych obrotach. Nie spuszczała wzroku z jego błękitnych tęczówek, w których pomału tonęła. Wzrok, którym pochłaniał jej ciało i dłoń po nim błądząca, sprawiały że pożądanie wzmagało się w niej w niebezpiecznie szybkim tempie. Z rozchylonymi ustami stała posłusznie przed nim pozwalając mu na przejęcie kontroli nad nią, lecz w rzeczywistości każda komórka w jej ciele rwała się do niego. Biodra instynktownie wypchnęła nieco do przodu, w cichej prośbie o więcej. - I nasycisz się wystarczająco samym oglądaniem?- szepnęła wciąż grzecznie patrząc w jego oczy, aż w końcu zsunęła spojrzeniem po jego torsie kierując się powoli w dół, a widok napiętego materiału bokserek, wzmagał jej własny głód. A on tak się nią bawił!- Wydaje mi się, że widok mocno zwiększa twój apetyt- dodała powracając do jego tęczówek i przygryzając dolną wargę w oczekiwaniu na jego ruch.


Sam Turner
38 y/o
For good luck!
188 cm
buduję, majsterkuję i naprawiam już tylko na własny rachunek
Awatar użytkownika
give me a summer to remember
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
nagość
Doceniła go, a jakże! Na swój własny szalony sposób, ale zawsze! Czy to dlatego nie zgrywał urażonego, nie wycofał się, zatrzaskując blondynce drzwi przed nosem? Schlebiało mu zainteresowanie Cory, to nie pozostawiało żadnych wątpliwości. Po prostu odzwyczaił się od tym podobnych metod, gdzie to panna za nim wyglądała, a nie on kroczył utartymi ścieżkami, powielając dobrze znane sobie schematy. Przy Marshall schematy te schodziły gdzieś na dalszy plan, zupełnie jakby ich relacja rządziła się innymi, własnymi prawami i tylko opatrzność jedna wiedziała, co też ma dla nich w zanadrzu.
Z zaskoczeniem przyjął uklucie zazdrości, że mógłby zostać zastąpiony. Nawet nie zastąpiony, bo przecież nie umawiali się z Marshall na żadną wyłączność, bynajmniej w kwestii relacyjnej. Remont rządził się innymi prawami, tu nie pozwoliłby byle monterowi wejść z buciorami w swoją pracę. Jeszcze tego brakowało, by musiał po kimś poprawiać, kiedy snuł wizję kolejnych usprawnień wedle własnego planu. Zazdrość wywoływała bardziej wizja mężczyzny, który miałby po nim stanąć w tej miniaturowej kuchni i podrzucać naleśniki w samych bokserkach. Jakaś myśl z tyłu głowy podpowiadała czysto egoistycznie, że przynajmniej był tym, który zmuszał Corę do zastanowienia się nad swoimi standardami.
Skoro tak, to może lepiej, że wcześnie znikali. Nie ma nic gorszego od widoku prowodyra rozczarowania z samego rana. Mam nadzieję, że pierwsze co, to kasujesz ich numery? — Byłoby lepiej dla zdrowia psychicznego Turnera, gdyby nawet ich nie zapisywała, ale nie miał żadnego prawa, by tego od niej wymagać. — I byle nie budowlany. — Wznósł palec w ostrzegawczym geście. — To mój teren i konkurencji nie będę tolerować. — Przebiła się przez to nuta niezadowolenia, do jakiej nie bardzo chciał się przyznawać. Jeśli Marshall nie zamierzała brać go pod uwagę, on również nie powinien się za nią uganiać. Chyba że miałby problem z ugryzieniem się w język. — Ale po co właściwie szukać dalej, skoro jestem pod ręką? — Tak, dokładnie ten sposób. Przechylił lekko głowę na bok, osadzając na Corze dłuższe, wyczekujące spojrzenie. Do tej pory nie sprawiała wrażenia osoby łatwo wbijającej się w zakłopotanie, więc pewnie i tu miała jakiegoś asa w rękawie; tylko czy Sam miał? Na pewno nie w rękawie…
Gotowość do podejmowania wyzwań była najważniejszą cechą u asystenta, cenniejszą nawet od konkretnych umiejętności praktycznych. Wyboru odpowiedniego klucza, techniki trzymania wkrętarki, czy znajdowania źródła usterki można się było nauczyć, ale bez entuzjazmu i chęci sięgania do coraz to nowych wyzwań, trudno postawić kolejny krok.
Do pełni szczęścia potrzebowałbym tylko jasnej komunikacji, chociażby zapowiedzi, że danego dnia możesz się nie zjawić. — Brew wzniosła się wyzywająco, pijąc do przybranej przez Corę pozy damy, do której wczoraj nieszczególnie chciał wracać, ale dziś brzmiało to, jak idealny punkt zaczepienia. Ciężko współpracować z kimś, kto zgrywa niedostępnego, zasłaniając się wydumaną sztucznie przyzwoitością. Współpracować, współżyć, współistnieć — o ileż byłoby łatwiej, gdyby ich relacja nie wychodziła poza profesjonalne ramy, ale czy któreś się tym przejmowało?
Na pewno nie teraz, kiedy serca obojga przyspieszały w równym tempie.
Spostrzegawczość godna pochwały — mruknął w odpowiedzi, przysuwając biodra, by naprzeć nabrzmiałym kroczem o jej podbrzusze. Lgnęła do niego, co przyjmował z temperowanym zachwytem. Zgrywanie niedostępnego nie było w jego stylu, ale rzucanie wszystkiego w białej gorączce, to cecha młodzika, którym od dawna już nie był. Zadarł kobiecy podbródek i pochylił się lekko, zawieszając na moment, lecz zamiast złożyć pocałunek na jej ustach, kontynuował wędrówkę do płatka ucha. — Im większy aptetyt, tym bardziej docenię jego zaspokojenie. I skoro mam się rządzić, to życzyłbym sobie deseru w łóżku. — Zacisnięta na materiale koszulki dłoń wcale się nie rozluźniła, ale zeszła nieco niżej, kiedy Sam zrobił krok w tył i pociągnął lekko, głową wskazując antresolę. Skoro już oboje cierpieli katusze podtrzymywanej niecierpliwości, przecierpią kilka dodatkowych kroków, nim wespną się po schodach. Śniadanie zdecydowanie musiało poczekać.

Cora
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
space cadet
braku inwencji, jednostronnego zainteresowania, hejterów AI
26 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
Girl, come show me your true colors
Paint me a picture with your true colors
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cora bywała momentami mało domyślna, a niektóre rzeczy brała zbyt dosłownie bądź żarty łykała jak pelikan. Jednak wyczuła zmianę w głosie Sama. Nawet wydawało się jej, że lekko się spiął, więc zmrużyła nieco oczy przyglądając mu się uważnie z przechyloną głową na bok.
- Ależ oczywiście. Na co mi numer do takich?- spytała tak naprawdę teoretycznie, bo odpowiedź dla obydwojga była oczywista. Jednak cała reszta wypowiedzi Sama niekoniecznie. Z jednej strony wydawało się jej jakby dawał jej właśnie znaki pomiędzy słowami, że jest tu i teraz i nie chce, aby u jej boku znalazł się jakiś inny mężczyzna. I wcale nie chodziło tutaj o dzisiejszy poranek, a bliżej nieokreśloną przyszłość. - Oh czyli rozumiem, że za inną złotą rączką nie mogę się rozglądać?- dopytała nie będąc pewna jakiej odpowiedzi oczekiwała, bo z drugiej strony czy nie za bardzo zaczęła to wszystko interpretować? Cholera, przecież tu chodziło tylko o seks. Żaden związek. Nic na wyłączność. Ani ona tego nie chciała, ani on. A może ona nie chciała, bo sądziła, że on ma takie oczekiwania? Pomału zaczynała czuć jak w jej głowie robi się mętlik, a w brzuchu czuje nieprzyjemny uścisk. - Może dla bezpieczeństwa? Słyszałam, że z Wami jest taki problem, że rozgrzebiecie robotę i potem nagle znikacie bez słowa, gdy trafi się kolejna, lepsza okazja- dodała również nie chcąc brzmieć na urażona, ale chyba niezbyt jej to wyszło. Nie chciała psuć nastroju. Nie chciała , żeby to wszystko się kończyło, zanim się tak naprawdę porządnie rozpoczęło. Chciała jeszcze go poznać. Tak naprawdę go poznać.
Natomiast jak na razie podczas dzisiejszego poranka zamierzała skupić się na dalszym eksplorowaniu jego ciała. Na rozmowę o zainteresowaniach, planach, rodzinie przyjdzie jeszcze pora. Teraz chciała ugasić palące w niej uczucie tęsknoty, które rodziło się w niej z każdym kolejnym dniem, kiedy się nie widzieli i nie rozmawiali ze sobą. Warto zauważyć, że w tym czasie żadne z nich nie sięgnęło po telefon! - To może też przecież szef zadzwonić i zapytać czy wszystko w porządku. Czy nic mi się nie stało, skoro nie dotarłam do pracy i czy nie potrzebuję pomocy- zasugerowała odzyskując nieco animuszu , gdy posyłała mu znaczące spojrzenie. Może i ona nie musiała zgrywać damy, ale on z kolei nie musiał udawać niezainteresowanego! Niby mieli własne schematy, a jednak wciąż brnęli momentami w te gorsze.
Najważniejsze jednak, że ostatecznie znaleźli się z powrotem w swoich ramionach w pełni się zgadzając co do planów na najbliższą… godzinę? Ewentualnie pół, skoro z Sama już nie jest taki młodzieńcem. Chociaż, gdy przywarł do niej bliżej, nie miała wątpliwości, że jego ciało jeszcze bardzo dobre reaguje. - Ciężko nie zauważyć- szepnęła wysuwając usta w jego stronę, kiedy sądziła, że zaraz złoży na nich pocałunek. Zamiast tego wciąż się nią bawił, co tylko wywoływało w niej niecierpliwość, ale w ten dobry, pociągający sposób. Podniecająca była świadomość, że zaraz go poczuje, że jest tak blisko, ale jeszcze nie wiedziała, kiedy dokładnie. W pierwszej chwili sądziła, że będzie chciał ją wziąć tu i i teraz. Przy kuchennym blacie bez bawienia się w grę wstępną. Zaskoczył ją tym, ale uzmysłowiła sobie, że też tego pragnie. Chce wrócić z nim do łóżka , w którym przez ostatnie godziny spali wtuleni w swoich ramionach. Chciała powrócić do tej chwili, dlatego skoro miała zablokowane ręce, to wykorzystując gibkość swojego wyćwiczonego, młodego ciała, zarzuciła nogę na jego udo i przyciągając go do siebie. - To w takim razie proszę je sobie samemu tam zanieść- szepnęła z pewnym wyzwaniem w głosie i pełną otwartością na jego pragnienia.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



Sam
ODPOWIEDZ

Wróć do „#17”