ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
160 cm
solistka, członkini zespołu NOIRA Wytwórnia TRN
Awatar użytkownika
Your name grows under my skin
A rose that never sleeps.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#
V
concrete jungle.



Miasto było zakorkowane. Yeon, siedząc na tylnym siedzeniu samochodu prowadzonego przez szofera, wyglądała ze zniecierpliwieniem przez okno, zastanawiając się kiedy ruszą do przodu. Zerkała co chwila na telefon, zdając sobie sprawę z faktu, że stali w korku już dziesięć minut. Naprawdę. Słyszała o tej całej akcji z wypuszczeniem zwierząt z Ogrodu Zoologicznego. Trudno było nie słyszeć, gdy dookoła o tym mówiono. Widziała już na TikToku filmiki nagrane przez ludzi mijających stado kapibar, zdjęcia aligatorów w basenach podwórkowych i psy dingo przewracające śmietniki. Sama nie miała okazji doświadczyć niczego nietypowego i szczerze miała nadzieję, że nic takiego się nie wydarzy. Czuła się bezpiecznie ze względu na towarzyszące jej osoby. Wiedziała, że ochrona jechała zarówno przed, jak i za samochodem prowadzonym przez Juliena. Julien był jej kierowcą od kilku miesięcy i na razie dogadywali się nieźle.
Nie ukrywała frustracji, bo szczerze mówiąc, bardzo jej się spieszyło.
Na godzinę drugą po południu miała przewidzianą sesję zdjęciową. Jakiekolwiek obsuwy w harmonogramie dnia, zniszczyłyby jej plan na wieczór. A zamierzała po powrocie zjeść kolację, poćwiczyć i położyć się do łóżka — może nawet z książką, żeby choć trochę się wyciszyć. Po ostatnim koncercie, który odbył się tydzień temu na jednym z większym torontońskich stadionów o NOIRZE znów zrobiło się głośno. Chwalono je za świetne widowisko, umiejętności i przede wszystkim kontakt z fanami. Bambi musiała też podziękować Artowi, bo odstawił świetną robotę, otwierając cały koncert. Wiedziała, że miał sporo fanek. I potrafiła zrozumieć te krzyczące zewsząd dziewczyny. Tylko propozycji matrymonialnych nie rozumiała.
Samochód ruszył.
Udało im się dojechać na miejsce i wysiąść. Czekała na znak od ochrony, że może bezpiecznie opuścić pojazd. Widząc wiwatujących ludzi ustawionych za barierkami, lekko się uśmiechnęła. Nasunęła jednak czapkę z daszkiem, przysłaniając twarz. Maseczkę także założyła. Nie wiedziała, skąd ci ludzie wiedzieli o jej przyjeździe, ale nim minęła tłum, zeszło się kilka minut. Skłoniła się nisko, witając się z nimi po angielsku i w towarzystwie ochrony zamierzała pokonać ten kawałek oddzielający ją od studia.
Zamierzała.
Plany uległy diametralnej zmianie, gdy stanęła na schodach, a tłum, zamiast wiwatować, zaczął panikować. Policja, która przyjechała na sygnale, w towarzystwie pogotowia ratunkowego oznajmiła, że nikt nie ma prawa się ruszyć, ze względu na rozwścieczonego tygrysa. Ludzie starali się dostosować do polecenia służb, lecz wśród nich były panikujące jednostki ściągające na siebie uwagę zwierzęcia. Sytuacja wymknęła się spod kontroli, gdy przerażone zwierzę zaatakowało młodego chłopaka, który zaczął wykonywać zbyt energiczne ruchy. Yeon zmroziło. — Trzeba wezwać pogotowie! — nakazała stojącemu obok ochroniarzowi, starając się złapać równy oddech. Sama zaczynała panikować. Robiło jej się słabo, chłodno i musiała usiąść, nawet na schodach. Gdziekolwiek, bo miała wrażenie, że zaraz zasłabnie — a nie chciała dokładać pracy ratownikom, którzy pojawili się na miejscu zdarzenia. Usiadła na schodach, chowając twarz w dłoniach i próbowała uspokoić oddech, ignorując zbliżający się atak paniki.



Audrey LeBlanc
Kasia (dc: hicatie.exe )
Dogadamy się, tylko nie generuj postów z chatemgpt.
24 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Studentka medycyny | Pielęgniarka Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Woah, woah
The summer's not hot without you
Woah, woah
The summer won't start without you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracji1 osobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Dzisiejszy dzień jest naprawdę szalony. Przyjęłam dość normalną zmianę w szpitalu. Z racji tego, że byłam potrzebna teraz na miejscu i miałam pomóc dla dziewczyn z papierami oraz pacjentami. Nawet nie mam pojęcia, kiedy raptownie w szpitalu pojawiło się więcej ludzi. Polowali na dzikie zwierzęta, które uciekły z Zoo. Kto normalny to robi? Przecież to jest nielegalne i niebezpieczne. Cały szpital podzielił się na oddziały, gdzie przyjmowaliśmy każdego pacjenta, który się pojawił. Byłam przy tych, którzy potrzebowali zszycia ran lub wysłania ich na dalsze badania. Wolę takie rzeczy robić, niż tylko przyjmować ich w poczekalni i sortować. W końcu zostałam doceniona, po paru błędach w terenie.
Kiedy ogarnęłam ostatniego pacjenta, który potrzebował zaszycia swojej rany to kierowałam się w stronę szatni. Ten dzisiejszy dzień jest dla mnie naprawdę męczący, a pewnie sytuacja na mieście się nie zmienia. Skoro tylu pacjentów było tutaj, na mieście pewnie jest podobnie i zwierzęta będą dalej atakować, aby jakoś się ochronić. W końcu dawno nie były na takiej wolności, bez swoich opiekunów. Już miałam zdjąć kapcie, ale zatrzymali mnie. Ponieważ w jakieś części zaatakować tygrys. Wypuściłam powietrze i zgodziłam się na wyjazd w teren. Mieli mnie nie zabierać na takie wypady, pewnie skończyły się jednostki. Przebrałam się, na szybko zjadłam batonika i pojechaliśmy.
Wysiadłam z karetki, wokół nas było pełno policji. Czyżby jakiś koncert? Widać to po plakatach, ale nie znam tej piosenkarki. Chociaż, jakbym miała może więcej czasu, rozpoznałaby ją. Jednak nie mam teraz czasu na głupoty i tym, że pewnie o niej mi kiedyś opowiadała Sher. Rozdzieliśmy się, ale byliśmy cały czas w kontakcie. Skierowałam się w stronę piosenkarki. Okazałam plakietkę, wolę dostać się do niej bez żadnego problemu. Musiałam iść bardzo wolno, ponieważ gwałtowne ruchy były ryzykowne. Kątem oka spojrzałam na tygrysa, który był przerażony. Tylko dlatego zaatakował tego chłopaka, ponieważ jest daleko od swojego bezpiecznego miejsca, bez opiekuna. Teraz tylko musimy czekać na weterynarza, aby go uśpił i Zoo mogło go na spokojnie zabrać do domu. Kucnęłam obok niej.
— Cześć jestem Audrey, nic Ci nie jest? Musisz zdjąć maskę, masz problem z oddechem. Muszę ciebie zbadać… — Powiedziałam spokojnie. Zdjęłam plecak i zaczęłam szukać maski, aby podłączyć ją do tlenu. Kiedy znalazłam ją, podałam dla dziewczyny obok mnie. — Potrzebujesz tego, uwierz mi — To całkowicie normalne, kiedy się panikuje i ciężko komuś złapać oddech. Sięgnęłam też po ciśnieniomierz.
— Zgadzasz się na badania? — Upewniłam się, bez tego nie mogę prawie nic przy niej zrobić. Dosłownie.

Seungyeon Han
moonlight_13
Wykorzystywanie AI w postach, pospieszanie co do odpisu. Resztę można wspólnie obgadać.
25 y/o
For good luck!
160 cm
solistka, członkini zespołu NOIRA Wytwórnia TRN
Awatar użytkownika
Your name grows under my skin
A rose that never sleeps.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba widziała plamy krwi na chodniku, gdy przypadkiem podniosła spojrzenie, by sprawdzić, czy sytuacja nieco się uspokoiła. Nic z tych rzeczy. Policjanci zabezpieczali teren, ratownicy opatrywali chłopaka zaatakowanego przez tygrysa. Była pewna, że to jego krew była na chodniku. Naprawdę nienawidziła tego widoku, robiło jej się słabo. Czując na ramieniu dłoń swojego ochroniarza, pokręciła tylko głową; bez podnoszenia jej. Ludzie dookoła za bardzo hałasowali. Rozumiała strach, ona również została przez niego zaatakowana. Momentalnie świat się skurczył do tego jednego oddechu, na którym próbowała się skupić, żeby nie odlecieć. Zwierzęta wypuszczone z ZOO, kto to słyszał, do cholery? Kto narażał świadomie mieszkańców na niebezpieczeństwo? Zwierzęta w sumie także. Sądząc po głośno warczącym tygrysie i policjantów, którzy czekali na przyjazd odpowiednich służb, dziki kot także się bał. Zaatakował, bo nie wiedział, w jaki sposób reagować. Bodźców było za dużo. Yeon miała nadzieję, że nikt więcej nie ucierpi; czułaby się za to odpowiedzialna, choć może i nie powinna. To nie był żaden zlot fanowski. Miała przyjechać tutaj do pracy — nie powinna odczuwać wyrzutów sumienia, bo szczegóły harmonogramu nie zostały udostępnione przez nią do wglądu publicznego, tylko przez dyrekcję.
Ochroniarz zabrał dłoń z jej ramienia, ustępując miejsca ratowniczce, której głos rozbrzmiał w głowie Bambi.
Azjatka uniosła głowę, by spojrzeć na blondynkę kucającą naprzeciw niej. Yeon była bledsza niż zazwyczaj, co było trudne do osiągnięcia przy porcelanowej cerze dziewczyny. Wystarczyło trochę strachu, by skóra straciła pigment, a oczy zmętniały.
— Trochę mi słabo… — przyznała szczerze, ściągając jednorazową maseczkę z twarzy. Nic dziwnego, że nie mogła złapać oddechu; wydychane powietrze zatrzymywało się na materiale maseczki, podnosząc nieco temperaturę. Po odsłonięciu ust i nosa zrobiło jej się lepiej, ale to maseczka ratownicza podana przez Audrey, pomogła w regulacji oddechu.
Wystarczyła chwila; jeden z przechodniów wykorzystał okazję, robiąc kilka zdjęć piosenkarce i ratowniczce. Oczami wyobraźni widziała ten wysryw komentarzy spekulujący zły stan zdrowia Bambi. Ochroniarz stojący obok nakazał wymownym gestem, by przechodzeń schował telefon do kieszeni. Przysłonił także dziewczyny, by uniknąć wścibskich spojrzeń.
— Mogę się zgodzić, ale nie wiem czy badanie będzie konieczne... Czuje się nieźle, ale mi zimno. Co z tym chłopakiem? — zapytała zmartwiona, wychylając głowę ponad ramię Audrey, by dzięki temu dostrzec, chociaż kawałek akcji ratowniczej. Nie krwi. Przetarła dłońmi po ramionach, jakby próbowała się ogrzać, choć temperatura na zewnątrz nie była najniższa. — To jedno ze zwierząt z ZOO? — prawdopodobnie tak właśnie było. Zdawała sobie sprawę z tego faktu, lecz nie zmieniało to tego, że próbowała nawiązać jakąkolwiek rozmowę, byleby nie skupić się na swoich dolegliwościach.

Audrey LeBlanc
Kasia (dc: hicatie.exe )
Dogadamy się, tylko nie generuj postów z chatemgpt.
24 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Studentka medycyny | Pielęgniarka Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Woah, woah
The summer's not hot without you
Woah, woah
The summer won't start without you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracji1 osobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Widok krwi dla mnie jest czymś normalnym. Dzisiaj jej tyle widziałam, że mogłabym zostawić ten widok w swojej pamięci na zawsze. Być może dlatego nie ruszyło mnie to, że na chodniku jest świeża krew i ludzie zaczynają bardziej przez to wszystko panikować. Kiedyś reagowałam podobnie, ale praca w trudnych warunkach mnie nauczyła, że są górze rzeczy niż krew spływająca na ziemię. Wypuściłam powietrze z ust, obserwując ludzi, którzy zaczęli robić nam zdjęcia. Rozumiem, że to jakaś gwiazda, ale bez przesady.
— Może udamy się do środka? Ominą nas ciekawe spojrzenia ludzi, no i ominą ciebie te nachalne zdjęcia — Zaproponowałam. Chociaż poruszanie się teraz jest naprawdę meganiebezpieczne, każdy ruch musi być spokojny, bez większej prowokacji, która zachęci tygrysa do ponownego zaatakowania. Szybko zanotowałam wszystko na tablecie i zmarszczyłam czoło, jak ktoś ponownie chciał się do nas dostać. Nie wszystko muszą wiedzieć, a tym bardziej potem udostępniać w internecie. Każdemu należy się chwila prywatności, nawet jeśli jest się gwiazdą. Wyciągnęłam z plecaka koc termiczny i okryłam go nim. W sumie może spadł jej raptownie cukier, trochę mi na to wygląda.
— Masz strasznie wysokie ciśnienie, spowodowane jest to aktualną sytuacją oraz pewnie twój występ ma na to wpływ. Mogę dać tobie tabletkę na uspokojenie, poczujesz się trochę lepiej — Wypowiedziałam te słowa spokojnie, nie chcę jej straszyć. Sięgnęłam po glukometr, przyłożyłam jej palec i wynik wyszedł w miarę dobry. Więc pewnie wymęczyła ją ta cała sytuacja. Odwróciłam głowę w stronę chłopaka, który był już zabandażowany. Więcej i tak już przy nim nie zrobią, najważniejsze jest zatamowanie miejsca, gdzie ugryzł go lew. Nie wiadomo, czy zwierzę też jest zdrowe, więc potrzebna jest natychmiastowa skuteczność nasza oraz policjantów, którzy uśpią tygrysa.
— Najważniejsze, aby dostał się do szpitala w dość szybkim tempie. Potem pójdzie już łatwiej, potrzebuje tylko leków i zaszycia po ugryzieniu. Na szczęście policja zaraz zacznie go usypiać — Kiedy usłyszałam to na słuchawce, ulżyło mi. Nie chcę więcej poszkodowanych, jeszcze czekają na nas ludzie z atakiem paniki oraz przypadkowymi ranami, które powstały przez zamieszanie. Zdjęłam rękawiczki i wrzuciłam do śmietnika obok nas. — Tak. Jednak to nie jedyny tygrys, który uciekł z ZOO — Mruknęłam niezadowolona. Nawet jeszcze nikt go nie znalazł, powinny chodzić parami. A co jak wyskoczy i zacznie atakować, ponieważ ruszamy jego stado? Oby nie było w pobliżu drugiego tygrysa…
— Powinnaś odpocząć i odwołać dzisiejszy koncert — Raczej nie dostanę dobrej odpowiedzi.

Seungyeon Han
moonlight_13
Wykorzystywanie AI w postach, pospieszanie co do odpisu. Resztę można wspólnie obgadać.
25 y/o
For good luck!
160 cm
solistka, członkini zespołu NOIRA Wytwórnia TRN
Awatar użytkownika
Your name grows under my skin
A rose that never sleeps.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Yeon przez chwilę nie odpowiadała. Słowa Audrey o odwołaniu koncertu wbiły jej się w głowę bardziej, niż powinny, a ona sama potrzebowała kilku sekund, żeby poukładać je w głowie. Nie była osobą, która łatwo rezygnowała ze swoich zobowiązań. Doskonale wiedziała, ile osób pracowało przy jej występach i ile rzeczy musiało zgrać się w odpowiednim momencie, żeby mogła wyjść na scenę. Tym razem nie był to jednak koncert, lecz sesja zdjęciowa. Była pewna, że cała ekipa wewnątrz już czekała — alloe Yeon była spóźniona. Wciąż czuła nieprzyjemne drżenie w dłoniach, a jej ciało pozostawało spięte mimo ciepła termicznego koca. Adrenalina powoli ustępowała. Wiedziała, że nie była teraz w najlepszej formie. Zerknęła na ratowniczkę, a później ponownie w stronę miejsca, gdzie zajmowano się rannym chłopakiem. Tym razem nie próbowała wychylać się ponad czyjeś ramię. Sam widok zakrwawionego chodnika wystarczył, żeby żołądek ponownie nieprzyjemnie się ścisnął.
Informacja o drugim tygrysie nie poprawiła jej nastroju.
Wręcz przeciwnie.
Yeon zmarszczyła lekko brwi, próbując przeanalizować sytuację rozsądnie. Skoro jedno zwierzę już zaatakowało człowieka, a drugie wciąż pozostawało nieodnalezione, dalsze przebywanie na zewnątrz było zwyczajnie nierozsądne. Nie zamierzała udowadniać nikomu, że potrafi zachować zimną krew kosztem własnego bezpieczeństwa. Była idolką, nie superbohaterką. Po chwili skinęła głową, przyjmując sugestię Audrey.
— Dobrze. Wejdźmy do środka — powiedziała to spokojnie, bez większego oporu.
Na propozycję tabletki tylko delikatnie pokręciła głową. Nie chciała teraz dodatkowych leków. Potrzebowała przede wszystkim ciszy, ciepła i chwili, żeby odzyskać równowagę. Zresztą jej cukier był w normie, więc przynajmniej jedna rzecz przestała być powodem do niepokoju. Dopiero wtedy pozwoliła sobie odetchnąć głębiej i poprawiła koc na ramionach. Ciepło zaczynało działać, a wraz z nim powoli wracało poczucie kontroli. Prawdopodobnie z pomocą ochroniarza, udało jej się podnieść z miejsca. Zakręciło jej się w głowie, co skomentowała przeciągłym, przepełnionym niezadowoleniem jękiem.
— Tabletkę? A powinnam ją wziąć, jak uważasz? Wolałabym się sama uspokoić, ale... — nie czuła się najlepiej. Bo wciąż robiło jej się duszno i miała wrażenie, że za chwilę serce wyskoczy jej z piersi i nagle się zatrzyma.

Audrey LeBlanc
Kasia (dc: hicatie.exe )
Dogadamy się, tylko nie generuj postów z chatemgpt.
24 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Studentka medycyny | Pielęgniarka Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Woah, woah
The summer's not hot without you
Woah, woah
The summer won't start without you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracji1 osobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Dostanie się do budynku trochę nam zajęło. Jej mina też nie była zadowolona raczej z tego, co jej powiedziałam. Nie chcę ryzykować bardziej, niż to wszystko jest potrzebne. Zresztą jest sławna, jeśli upadnie przed oczami tych swoich fanów, wszystko trafi na pierwsze strony gazet. Trochę prywatności też nam pomoże, a raczej w sumie jej. Obserwowałam jak jej ochroniarz pomaga jej dostać się do środka. Wypuściłam powietrze z ust, zadowolona z braku widowni.
— Zawsze masz taką obstawę i fanów wokół siebie, nie męczy to ciebie za bardzo? — Zmarszczyłam jedną brew, ale teraz liczy się dla mnie jej bezpieczeństwo i to jak się czuje. Przecież nie każdy poczuje się dobrze, po paru minutach ciepła oraz przyszłego leku. Trzeba na to czasu. Otworzyłam okno, aby do środka dostało się świeże powietrze. Ponownie koło niej kucnęłam, wyciągnęłam z plecaka butelkę z wodą oraz tabletką na uspokojenie, może trochę ją zmulić. Jednak taka dawka, którą jej podam będzie idealna. Pomoże w uspokojeniu się i odnajdzie spokojny oddech.
— Masz atak paniki. Jest też ci słabo, organizm musi odpocząć. Najłatwiej będzie, jak tabletka tobie pomoże. Raczej nie chcesz trafić do szpitala — Jeśli osłabienie nie zniknie, będzie trzeba podłączyć ją pod kroplówkę. Tutaj niby też możemy, ale wolimy robić takie rzeczy w szpitalu. Zwłaszcza jeśli będą chcieli wysłać ją na dalsze badania, które pewnie, by jej wcisnęli. Według mnie woda tabletka oraz spokój jej pomoże, jednak odpuściłabym, występ. Głównie na jej osłabienie oraz sytuację, która pojawiła się przed jej występem. Sięgnęłam do kieszeni i wyciągnęłam cukierka.
— Zjedz go, trochę też poprawi ci samopoczucie. W rodzinie też ktoś tak miał, czy jesteś pierwsza? — Spytałam się. Jeśli to dziedziczne, tym bardziej powinna mieć też przy sobie leki. Zanotowałam ponownie wszystko na tablecie. — Tygrys pierwszy śpi, ale pojawił się drugi — Mruknęłam z mniejszym zadowoleniem w głosie. A nie mówiłam? Zaatakuje się jedno, pojawi się drugie. To zwierzęta stadne.

Seungyeon Han
moonlight_13
Wykorzystywanie AI w postach, pospieszanie co do odpisu. Resztę można wspólnie obgadać.
25 y/o
For good luck!
160 cm
solistka, członkini zespołu NOIRA Wytwórnia TRN
Awatar użytkownika
Your name grows under my skin
A rose that never sleeps.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dopiero po przekroczeniu progu budynku Yeon pozwoliła sobie na nieco głębszy oddech. Cisza nie była całkowita, gdzieś w oddali nadal było słychać przytłumione głosy, ale w porównaniu z chaosem panującym na zewnątrz wydawała się niemal kojąca. Jej ciało wciąż pozostawało napięte, jakby nie dostało jeszcze wiadomości, że na tę chwilę nic nie musiało robić. Oparła się plecami o ścianę i poprawiła koc na ramionach. Dopiero teraz zaczynała odczuwać zmęczenie. Pytanie Audrey o ochronę i fanów wywołało u niej krótkie rozbawienie. Była przyzwyczajona do zainteresowania, choć przyzwyczajenie nie oznaczało, że zawsze jej ono odpowiadało. Kochała scenę, kochała ludzi, którzy przychodzili na jej koncerty, ale istniała cienka granica między byciem rozpoznawalną a poczuciem, że każdy jej ruch może zostać cudzym materiałem do publikacji. Dzisiaj szczególnie mocno czuła tę drugą stronę sławy. Nie chciała, żeby zdjęcia zrobione przed chwilą zaczęły żyć własnym życiem.
— Czasami męczy, zwłaszcza w takich sytuacjach jak ta. Widzisz, tam jest pełno ludzi, którzy mnie kochają, ale znajdą się też ci, którzy tylko czekają, aż się potknę. Cena sławy — przyznała w końcu, wzruszając lekko ramieniem.
Kiedy Audrey podała jej tabletkę, Yeon przez chwilę patrzyła na nią bez słowa. Nie lubiła brać czegoś, czego nie potrzebowała, ale nie zamierzała dyskutować z medykiem. Dziewczyna wiedziała, co robić. Dbała o jej bezpieczeństwo i samopoczucie.
Cukierka przyjęła bez sprzeciwu. Przez moment trzymała go między palcami, po czym schowała do kieszeni. Nie zamierzała go zjeść. To nie była kwestia braku apetytu wyłącznie przez stres. Jedzenie od dawna było dla niej znacznie bardziej skomplikowane. W jej głowie kalorie pojawiały się niemal automatycznie. Cukier kojarzył się z wyrzutami sumienia, kontrolą i koniecznością późniejszego odpracowania tego, co zjadła. Nawet, teraz kiedy powinna myśleć wyłącznie o swoim samopoczuciu, potrafiła skupić się na tym, ile kalorii miałby jeden mały cukierek.
Brzydziła ją ta myśl, ale jeszcze bardziej brzydziło ją poczucie utraty kontroli.
Informacja o drugim tygrysie natychmiast wyrwała ją z tych rozważań. Spojrzała w stronę drzwi, a wcześniejsze zmęczenie ustąpiło miejsca czujności.
— Cholera. Mam nadzieję, że policja zabezpieczy tych biednych ludzi. Pewnie zaraz będą przetransportowywać tego uśpionego do zoo... — cała Yeon. Myślała o wszystkich dookoła, choć na zewnątrz wyglądała raczej na kogoś egoistycznego, idącego po trupach do celu. Jeśli chodzi o pracę, taka właśnie była. Uparta. Ale ludzkie życie i bezpieczeństwo miały dla niej sporą wartość. Nie tylko chodziło o pieniądze — po prostu naprawdę kochała ludzi i chciała, by żyli względnie bezpiecznie i zdrowo.

Audrey LeBlanc
Kasia (dc: hicatie.exe )
Dogadamy się, tylko nie generuj postów z chatemgpt.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Financial District”