ODPOWIEDZ
32 y/o
NARRATORSKI PIESEK
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Od ostatniego razu, kiedy miała te unikatowa nieprzyjemność bliskiego i wyjątkowo niebezpiecznego spotkania z Mikhailem, minęło już ładnych kilka dni. W tym czasie ani razu nie spotkała go na korytarzu, nie widziała go w okolicy budynku, ani nie słyszała jego głosu. Zupełnie jakby rozpłynął się w powietrzu lub pod ziemię zapadł, co samej Calvert byłoby niezmiernie na rękę. Nadal miała traumę o bliskiej styczności z bronią wycelowana w jej szczuple ciało. Nadal w koszmarach pojawiał się śmiercionośny kawałek metalu trzymany przez psychopatę, który czerpał przyjemność że znęcania się nad nią psychicznie. Spotkanie z nim nie pozostawili na jej ciele żadnego urazu, ale tego samego nie mogla powiedzieć o psychice, która już wcześniej była nadszarpniętą za sprawa stalkers, który nie odpuszczał, poczynając sobie coraz śmielej.
Nic dziwnego, ze pomimo braku jakiejkolwiek interakcji z sąsiadem, Olivia wzdrygiwala się na sam dźwięk otwieranych drzwi windy, jakby obawiając się, ze w nich stanie. Ciągle rozglądała się naokoło jakby oczekując, ze niespodziewanie wyjdzie zza zakrętu, raczej ja złowrogim uśmiechem. Tak, zdecydowanie siadł jej na psychikę tak samo jak nieznajomy, który wysyłał te cholerne, czerwone koperty. I jak wcześniej miała jednego świra na głowie, tak teraz doszedł kolejny. Jak z takim balastem emocjonalnym miała spać spokojnie?
Tego dnia miała wolne, rozkoszując się chwila swobody. Nie musiała nigdzie wychodzić, a co za tym szło - nie było żadnego prawdopodobieństwa, że ktoś będzie ją śledził. Mogła skupić się na sobie i próbie powrotu do względnej normalności. Stalkera nie mogła się pozbyć, ale przynajmniej z głowy mogła wyrzucić Mikhaila. Może się wyprowadził w obawie, ze go zdradzi i wyda policji? Ach, marzenie zasługujące na to by się spełnić.
Bujając się w rytm jednej ze swoich ulubionych piosenek, przygotowywała właśnie obiad, kiedy niespodziewanie rozległo się pukanie do drzwi. W tym momencie ktoś pomyślałby, ze ze względu na doświadczenia z przeszłości kobieta wykaze się rozsądkiem i wcześniej sprawdzi, kto był nieproszonym gościem. Niestety, tak skupiła się na zwrotce utworu, podśpiewując pod nosem, ze gdzieś z głowy wyleciał jej racjonalizm. Bezmyślnie, w uśmiechem na twarzy, uchyliła drzwi, zerkając na człowieka, który się za nimi znajdował. W chwili, w której jej wzrok padł na twarz persony, owy uśmiech zgasł ustępując zupełnie innej emocji - strach. Powinna to przewidzieć do cholery. Powinna założyć, ze nie da o sobie zapomnieć i przyjdzie sprawdzić, czy nadal trzyma język za zębami.
-Nie musisz mnie kontrolować. Doskonale zdaje sobie sprawę czym skończyłoby się wydanie cię policji- skomentowała jedynie, przymierzając się do zamknięcia wejścia do jej mieszkania. Potrzebowała odzyskać kontrolę i poczucie bezpieczeństwa, które utraciła w jednej sekundzie. Miała nadzieję, ze i tym razem Mikhail zachowa się jak człowiek, zostawiając ja w spokoju.

Mikhail Iwanow
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

To prawda. Na jakiś czas zniknął z życia Olivii, ale nie zrobił tego celowo. Miał po prostu zbyt wiele na głowie. Musiał załatwić kilka spraw w innym mieście, a do tego skupić się na jednej ważnej kwestii, przez co przez kilka nocy nie wracał do domu. Nie obawiał się jednak, że młoda kobieta zacznie coś o nim mówić. Wystarczająco jasno dał jej do zrozumienia, że nie warto z nim zadzierać, a gdyby tylko ktoś wspomniał o nim w mieście w nieodpowiednim kontekście, Misha dowiedziałby się o tym bardzo szybko.
Nieświadomie dał jej więc trochę spokoju, by mogła dojść do siebie i przy kolejnym spotkaniu nie dostała ataku paniki na jego widok. Choć prawdę mówiąc, nie miałby nic przeciwko temu. Niecodziennie urocza sąsiadka zaszywała ci ranę postrzałową, kiedy celowałeś jej w głowę. A skoro już o ranie mowa, ta goiła się nadzwyczaj dobrze. Nawet jego lekarz był pod wrażeniem umiejętności dziewczyny, która przecież robiła wszystko pod ogromną presją. Jeden zły ruch mógł doprowadzić do poważnych komplikacji, a za taki błąd w jego świecie można było zapłacić głową. Ona również mogłaby za to zapłacić, gdyby wyprowadziła go z równowagi.
Mimo wszystko było w niej coś, przez co Misha nie potrafił o niej zapomnieć. Jasne oczy, drobna twarz i niewielkie ciało sprawiały, że na pierwszy rzut oka wydawała się jeszcze słabsza, niż była w rzeczywistości. Musiała jednak mieć naprawdę mocną psychikę, skoro wytrzymała z nim tyle czasu i nie uciekła z krzykiem. To właśnie go intrygowało. Nie przypominała kobiet, które zwykle pojawiały się w jego życiu. One były jedynie chwilową rozrywką, zabawkami na jedną noc, które później znikały bez większego znaczenia. Misha nigdy się nie zakochał i nie wierzył, że kiedykolwiek poczuje potrzebę związania się z kimś na dłużej. Tym bardziej irytowało go, że o tej jednej sąsiadce wciąż myślał. Chciał zobaczyć ją jeszcze raz. Musiał sam przekonać się, co pojawi się w jego głowie, kiedy ponownie stanie przed nim.
Oczywiście nie zapomniał, że tamtego dnia zniszczył jej telefon. Był to idealny pretekst, by do niej zajrzeć. Wcześniej wstąpił do salonu z telefonami, gdzie kupił najnowszy model i poprosił o jego zapakowanie. Z torebką w dłoni udał się na ich piętro, stanął pod drzwiami mieszkania Olivii i zapukał. Od razu zauważył strach na jej twarzy, kiedy zrozumiała, kto stoi po drugiej stronie. Nie przejął się tym. Tym razem przyszedł w pokojowych zamiarach.
- Nie przyszedłem po ciebie, Olivio. Nie można już odwiedzić ulubionej sąsiadki? - zapytał z zawadiackim uśmiechem, praktycznie wpychając się do środka. Nie czekając na zaproszenie, skierował się do salonu i rozsiadł wygodnie na kanapie - Właściwie jestem ci coś winien. Mam nadzieję, że będzie odpowiedni - powiedział spokojnie, kładąc pudełko na stole i przesuwając je w stronę sąsiadki, która wciąż stała przy drzwiach, najwyraźniej zbyt zszokowana, by zareagować. Misha uśmiechnął się pod nosem. Wyglądało na to, że jego wizyta zdecydowanie nie była dla niej tak przyjemna, jak dla niego.

Olivia Calvert
32 y/o
NARRATORSKI PIESEK
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

W chwili, w której otworzyła drzwi i zobaczyła kto właściwie za nimi wstał, zaczęła przeklinać własny brak rozwagi oraz umiejętności samozachowawcze. Nic dziwnego, że los z niej tak drwił, skoro sama go prowokowała. Cholera, a wystarczyło tylko zapytać, kto stoi po drugiej stronie lub całkiem zignorować pukanie udając, że nie ma jej w domu. Zamiast tego po raz kolejny, na własne życzenie, znalazła się twarzą w twarz z osobą, która groziła jej bronią. Takiego widoku nie można było tak łatwo wymazać z pamięci i ów kawałek metalu odcisnął na jej psychice wyraźne piętno. Najwidoczniej jednak nie dość intensywne, by zaczęła bardziej na siebie uważać.
Mierzyła go chłodnym spojrzeniem, w którym czaiła się nutka strachu - nie potrafiła inaczej na niego reagować wiedząc, do czego był zdolny. Nie posiadał żadnych skrupułów, więc zapewne i pozbycie się jej tutaj, na wejściu, nie stanowiło dla niego większego problemu. Może właśnie po to przyszedł? Żeby pozbyć się świadka, któremu nie mógł ufać co do powierzonych tajemnic.
-Mam uwierzyć, że nagle naszło cię na sąsiedzkie zacieśnianie więzi? Sam posłuchaj, jak nieprawdopodobnie to brzmi - prychnęła pod nosem, kiedy usłyszała jego wyjaśnienia. Może i momentami była niepoważna, ale z całą pewnością nie była głupia. Musiał mieć większy powód, by się tutaj pojawić, zwłaszcza, że od ostatniego spotkania minęło kilka dni, podczas których naiwnie wierzyła, że więcej go nie zobaczy. Zaatakował z zaskoczenia, niczym wąż przyczajony w krzakach sprawiając, że poczucie bezradności wróciło.
Wciągneła głośniej powietrze, kiedy bezceremonialnie ją przesunął, wchodząc do jej mieszkania. Patrzyła na niego z niedowierzaniem, czując, jak zaczyna ogarniać ją większa irytacja. Może i miał nad nią władzę, ale nie mogła pozwolić, żeby niszczył jej przestrzeń osobistą w miejscu, w którym miała czuć się bezpiecznie. Nie chciała, by swoim jestestwem kalał jej mieszkanie.
-Nie przypominam sobie, żebym zapraszała cię do środka - skomentowała, śledząc go uważnie jak podchodzi do kanapy, siadając na niej tak, jakby był u siebie. - Możesz wyjść? Jestem zajęta i nie mam czasu na przyjmowanie gości - powiedziała. Doskonale wiedziała, że jej nie posłucha, bo czemu by miał? Posiadał władzę, którą wykorzystywał. Może sama powinna wyjść? Przebywanie z kimś takim na wcale nie tak dużej powierzchni nie napawało optymizmem. Z drugiej strony jej upartość i buńczuczność kazały jej zostać, bo z jakiej racji to ona miała opuszczać własne lokum?
-Jedyne, co jesteś mi winien, to święty spokój. Ustaliliśmy już, że się nie wygadam, sprawa załatwiona - rzuciła, ostatecznie zamykając drzwi. Wiedziała, że niczego nie wskóra, chociaż jej mięśnie znacznie się napięły, jakby zaraz oczekiwała nieprzyjemnego ruchu ze strony Mikhaila. - Niczego od ciebie nie chcę - oznajmił, jedynie przelotnie zerkając na pudełko, które położył na stole. Naprawdę w taki spsoób chciał kupić jej ostateczne milczenie?

Mikhail Iwanow
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ludzie na ogół byli naiwni, myśląc, że są bezpieczni we własnym domu. A przecież to właśnie tam najłatwiej było ich dopaść. Wystarczyła chwila nieuwagi, brak zainteresowania tym, kto znajduje się po drugiej stronie drzwi, i już po chwili napastnicy albo złodzieje mogli znaleźć się w środku i zrobić z człowiekiem oraz jego dobytkiem, co tylko im się podobało. Dlatego Misha zawsze pytał i dwa razy się zastanawiał, zanim kogokolwiek wpuścił do środka. Nie zamierzał dawać nikomu tak łatwego dostępu do siebie.
– A dlaczego nie? Bardzo mi wtedy pomogłaś i jestem ci dozgonnie wdzięczny. Teraz możemy umawiać się na popołudniowe herbatki i poranne spacery po bułki, bo chyba tak właśnie robią sąsiedzi? – zapytał rozbawiony, przyglądając się jej. Nie był typem sąsiada, który pożycza szklankę cukru albo karton mleka. Jak dotąd nie znał zbyt wielu ludzi mieszkających w okolicy, więc i oni nie kwapili się, żeby sprawdzić, kto właściwie mieszka pod numerem dwudziestym. Nie nadawał się też do opieki nad cudzymi dziećmi ani do wyprowadzania sąsiadom psów. Po prostu tam był - anonimowy mieszkaniec, który nie sprawiał problemów i nie zwracał na siebie większej uwagi. I, jak dotąd, najwyraźniej wszystkim to odpowiadało.
Do teraz. Mimo wszystko zachował się dość grzecznie, bo nie wszedł do środka agresywnie. Jedynie delikatnie przesunął młodą kobietę, robiąc sobie miejsce, po czym spokojnie przekroczył próg. Zanim wszedł, starannie wytarł nawet buty o wycieraczkę. Nie zapytał tylko, czy powinien je zdjąć. Sam osobiście nie przepadał za chodzeniem w samych skarpetkach. Ani nie było to wygodne, ani szczególnie higieniczne - zwłaszcza jeśli skarpetki miały później nadawać się do wyrzucenia.
- Gotujesz? Nie będę ci przeszkadzał, a jeśli dasz mi instrukcje, to nawet pomogę. Co prawda nie jestem zbyt dobry w krojeniu warzyw, ale myślę, że mógłbym się postarać - stwierdził, wciąż przyglądając się Olivii. Dla niej mógłby nawet patrzeć, jak woda gotuje się w garnku, jeśli tylko dzięki temu zyskałby jej przychylność i sprawił, że w jego towarzystwie choć trochę by się rozluźniła. W końcu przyszedł w pokojowych zamiarach. Ba, przyniósł jej nawet prezent. A właściwie odkupił to, co sam zniszczył ostatnim razem. Uważał więc, że jak na niego zachowywał się wyjątkowo rozsądnie.
- I masz święty spokój. Nawet nie mam przy sobie broni, jeśli się o to martwisz, moja droga. Zapamiętaj sobie, że nie muszę sprawdzać, czy się wygadałaś. Ja po prostu będę o tym wiedział, więc nie musisz zaprzątać sobie tym swojej ślicznej główki - odparł, uśmiechając się kącikiem ust. Od zawsze miał poczucie, że ma władzę nad ludźmi, zwłaszcza tymi pochodzącymi ze zwyczajnego świata. Tacy ludzie najszybciej uczyli się, że lepiej go nie prowokować. Misha nie musiał podnosić głosu ani otwarcie grozić. Wystarczyło, że obserwował. Potrafił szybko dostrzec słabości człowieka, z którym miał do czynienia, a potem odpowiednio je wykorzystać. To właśnie dawało mu przewagę, której nigdy nie zamierzał się pozbywać.
- Proszę, weź. To nie jest żadne przekupstwo. Jestem ci to winien, więc uznajmy to za prezent w podziękowaniu za dobrą robotę. - podał jej pudełko, po czym na moment zamilkł. - Czy pani doktor chce również sprawdzić, jak rana się goi? - zapytał, ponownie zerkając na pudełko stojące na stole.
Gdzieś głęboko w duszy naprawdę miał nadzieję, że prezent jej się spodoba. Nie zamierzał oczywiście tego po sobie pokazywać. Nie pasowało to do jego wizerunku. Ale tym razem zależało mu na jej aprobacie znacznie bardziej, niż chciałby przyznać.


Olivia Calvert
ODPOWIEDZ

Wróć do „#19”