26 y/o
For good luck!
181 cm
weterynarz Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

– Tylko nie wydaj wszystkiego na głupoty, dobrze? Zainwestuj dobrze, żebyś był ustawiony do końca życia – powiedział rozbawiony. Patrick naprawdę lubił pomagać i nie miałby problemu z oddaniem swoich oszczędności biednym, ale wolał mieć coś na czarną godzinę. Jeśli jednak ktoś poprosił go o kupienie czegoś do jedzenia, nigdy nie odmawiał, przynosząc takiej osobie kilka toreb pełnych jedzenia, które szybko się nie zepsuje. Lepsze to niż danie gotówki, która prawdopodobnie zostanie wydana na alkohol i papierosy. Nie w taki sposób chciał pomagać. Dlatego nie miał żadnego problemu z zabraniem Oscara do domu i nakarmieniem go, nie oczekując przy tym niczego w zamian.
– W porządku – odparł i skinął głową. Nie chciał się z nim kłócić, skoro tak przedstawiał sytuację, a tutaj akurat mógł pozwolić sobie na odpuszczenie zamiast stawiania na swoim.
– No cóż… – mruknął, śmiejąc się pod nosem. Oscar w sumie miał rację. Jego kobieta lubiła czyste miejsca, w których mogła wydawać jego pieniądze. Rzadko kiedy dawała się namówić chociażby na wyjście do kina, gdzie było według niej zwyczajnie nudno. Wolała iść na zakupy albo testować jakąś nową drogą restaurację, a Patrick, jako dobry partner, jej na to pozwalał. Pewnie przez uraz po poprzedniej dziewczynie, która zdradzała go, bo za mało na nią wydawał. Teraz swojej obecnej próbował zrekompensować to podwójnie, żeby nie uznała go za skąpca, ale prędzej czy później będzie musiał postawić granicę. Jeżeli mieliby razem zamieszkać, ona również powinna dokładać się do rodzinnego budżetu, jeśli chciała dalej wydawać jakiekolwiek pieniądze. I musiał tego dopilnować, zanim zdecydują się na ślub i założenie rodziny, chociaż Patrick jak na razie się nad tym nie zastanawiał. Był jeszcze młody, miał na to wszystko czas i chciał się jeszcze wyszaleć– Myślę, że to dobra stajnia, a jeśli okaże się inaczej, jestem pewien, że dasz im o tym znać. Może w przyszłości sam jakąś otworzysz, a ja nauczę się leczyć konie i nawiążemy współpracę? – zaproponował, myśląc, że to całkiem kusząca propozycja. Zawsze to jakieś nowe doświadczenie, a do tego lepsze pieniądze, bo w końcu o konie trzeba częściej dbać. I nie chodziło mu tu tylko o wzbogacenie się materialnie, bo nie musiał mieć setek tysięcy na koncie, żeby uważać, że czuje się naprawdę spełniony. Inne rzeczy były od tego.
– Okej, obiecuję – zaśmiał się, widząc jego minę. Wyglądał przy tym bardzo uroczo, ale to pewnie przez jego młody wiek. Widząc jednak upór młodego chłopaka, nie zamierzał odmawiać. Będzie musiał tylko ugryźć się w język, kiedy ten przyjdzie do niego z pieniędzmi, bo dla Wooda naprawdę mógł te pieniądze zatrzymać dla siebie.
– Nie martw się. Domyślam się, że z moich opisów nie brzmi jak osoba, z którą każdy się polubi. Sama jest dość wybredna, jeśli chodzi o znajomych, ale myślę, że ma coś w sobie i może przy bliższym spotkaniu byście się polubili. Ale nie będę Cię do niczego zmuszał – odparł, wzruszając ramionami. Naprawdę lubił tę dziewczynę, chociaż była na swój sposób specyficzna. No ale każdy ma swój gust, prawda?
– Hmmm… w porządku. Możesz pokroić warzywa, a ja zajmę się resztą – zgodził się, podsuwając mu deskę do krojenia i warzywa, którymi sam przed chwilą się zajmował. Dwie osoby w kuchni zdecydowanie ułatwiały pracę, dzięki czemu większość roboty w krótkim czasie była już za nimi. Sos powoli bulgotał na małym ogniu, a makaron potrzebował jeszcze tylko dwóch minut, żeby mogli w końcu usiąść przy stole i się najeść.
– A właściwie nie mówiłeś mi, co z twoim bratem. Znalazłeś go? Ucieszył się na twój widok? – zapytał, przyglądając mu się z zainteresowaniem.

Oscar Malone
20 y/o
Welkom in Canada
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Spędzanie czasu z Patrickiem przypadło Oscarowi do gustu, chociaż nie mieli ze sobą styczności tak często. Urzekła go jednak ta dobroć, która emanował chłopaka, jak również uwaga, którą poświęcał Malone. Nie był do tego przyzwyczajony - częściej oczekiwał krzywych spojrzeń, jak również przysłowiowego wpierdolu za nic, niż miłego spojrzenia i bezinteresownej pomocy. Nic dziwnego, że wbrew wszystkiemu powoli przywiązywał się do chłopaka, dostrzegając w nim materiał na przyjaciela. Pewnie było na to jeszcze za wcześnie, ale niestety Oscar miał spory problem z lokowaniem swoich uczuć i wystarczyło, by ktoś mu w jakiś sposób zaimponował, by ostatecznie stał się lojalny. Tym bardziej, jeśli w tym wszystkim ten ktoś pozwolił mu kupić swój ulubiony batonik, którego Malone nie jadł chyba od wieków!
-Chciałbym, ale to nie takie proste. Po pierwsze dużo kosztuje, a po drugie trzeba umieć pozyskiwać klientów, a ja? No, trochę jestem w tym słaby - wzruszył ramionami, chociaż nie ukrywał, że wizja posiadania takiego miejsca na własność była niebywale przyjemna. Szkoda, że nie miał takiego hajsu i pewnie nigdy nie będzie miał. Bez wykształcenia nie miał co liczyć na dobrą pracę, bo teraz wszystko rozchodziło się o doświadczenie oraz papierek z uczelni. Bo co z tego, że się na tym znał i opiekował końmi sąsiadów? To raczej nie było w stanie podrasować jego CV.
-Wiesz, koniec końców wcale nie musimy się poznawać. Znaczy to pewnie by było normalne jeśli mamy być kolegami, co nie? Tylko, że jeśli ona mnie nie polubi to i tak nie będzie nic złego. No i musi mieć coś w sobie, skoro z nią jesteś nie? - wyrzucił z siebie. Ostatnie, co było mu wolno, to wtrącanie się w związek Patricka, chociaż jak na jego oko to zasługiwał na jakąś milszą dziewczynę, która nie będzie go tak wykorzystywała. Wychodziło na to, że był stanowczo za miły i nie wiedział gdzie powinien wytyczyć granice.
Uśmiechnął się szeroko, kiedy pozwolił mu pokroić warzywa, dzięki czemu poczuł się znacznie bardziej przydatny. W taki sposób chociaż troszeczkę mógł spłacić porcję, którą miał później zjeść. “Nic za darmo” nie opuszczało jego umysłu nawet w takich chwilach, zbyt głęboko zakorzenione.
Starał się jak mógł, żeby zrobić to najlepiej. Nie byli co prawda w restauracji, ale skąd miał wiedzieć, czy Patrick przystałby na fakt, że paseczki papryki nie są równej długości? Ludzie mieli w kuchni swoje własne zboczenia, a które Oscar nie chciał ingerować.
-Hmmm…? - obrócił w jego stronę twarz, odwracając wzrok od sosu, który tak przyjemnie pachniał. Był naprawdę głodny i w żołądku to go aż skręcało! - Tak - skłamał szybko, nie chcąc mówić, że nawet na niego nie trafił. - Był trochę zdziwiony, ale nie dziwię mu się. Nie spodziewał się mnie - rzucił i ponownie spojrzał na garnek, byleby tylko uciec wzrokiem. Nie lubił kłamać i czuł się źle, że musiał to robić względem osoby, która tak wiele dla niego zrobiła. - A ty? Masz jakieś rodzeństwo? Bo nie pamiętam czy cię o to pytałem - wyrzucił z siebie byleby tylko temat zmienić.

Patrick Wood
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
26 y/o
For good luck!
181 cm
weterynarz Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Ty przede wszystkim jesteś jeszcze młody. Masz czas, żeby się tego wszystkiego nauczyć i zarobić pieniądze na początek. Nie przekreślaj tego już na samym starcie. Może jakiś starszy dziadek sprzeda swoją stajnię po taniości, żeby ktoś się nią tylko zajął, i tak Ci się uda? - zapytał. Podobał mu się taki plan. Bardzo wielu starszych właścicieli w pewnym momencie musiało pozbyć się swoich dobytków, bo byli już na to za starzy, a dzieci nie chciały po nich tego przejmować. I właśnie w takich momentach najlepiej było zdobyć jakąś miejscówkę, a potem zająć się nią po swojemu i przyciągnąć nowych gości. Gdyby trafiła im się taka szansa, pewnie długo by się nad nią nie zastanawiał, wyciągając trochę swoich oszczędności, żeby im pomóc.
- To prawda. Ale nie ma co się martwić na zapas. Zobaczymy, jak już uda mi się was ze sobą poznać - stwierdził, uśmiechając się do niego pocieszająco. Nie wiedział, czy jego ukochana zgodzi się na coś takiego, skoro wolała, żeby przedstawiał ją jakimś wpływowym ludziom, których Patrick przecież nie znał. Był weterynarzem, a nie biznesmenem. Kogo chciała poznać z jego grona? Starszego kolegę po fachu, któremu pies odgryzł ucho? Oscara sam nie znał za dobrze, ale powinna uszanować to, że chciał z nim spędzić trochę czasu po tym, jak pomógł mu dotrzeć do miasta. Mógł przecież od razu o nim zapomnieć, a zamiast tego martwił się, czy wszystko mu się udało.
- No, to było oczywiste. Ale najważniejsze, że już go odnalazłeś i nie musisz się więcej tułać po mieście. A jeśli będziesz potrzebował odpoczynku od brata, to możesz przespać się u mnie. Mam zawsze wolny pokój i mnóstwo dobrego jedzenia w lodówce - powiedział, mając nadzieję, że zachęci go to do częstszego odwiedzania. Cieszył się jednak przede wszystkim z tego, że wszystko potoczyło się po myśli Oscara. Odnalazł brata i mógł teraz spokojnie ułożyć sobie życie - Właściwie to mam starszego brata i dwie młodsze siostry, więc jest nas całkiem sporo. Może któregoś dnia ich wszystkich poznasz, ale na razie mieszkają w innych miastach. Przyjeżdżają głównie na święta i urodziny rodziców - powiedział, wzruszając ramionami. Nie widywał rodzeństwa zbyt często, ale po tylu latach było mu to nawet na rękę. Wszędzie musieli chodzić razem, nawet do toalety któreś z rodzeństwa musiało mu towarzyszyć, więc teraz, kiedy miał od nich trochę spokoju, mógł odetchnąć z ulgą. Ale kiedy już zbierali się w rodzinnym domu, byli głośniejsi niż impreza u sąsiadów.
- No, chyba gotowe - stwierdził, próbując sosu. Szybko odcedził makaron, nałożył im dość spore porcje na talerze i polał je sosem, upewniając się, że Oscarowi odpowiada taka ilość. Z pełnymi talerzami zanieśli się do salonu, gdzie rozłożyli się na kanapie i mogli zająć się jedzeniem.
- Co chcesz oglądać? Może sobie coś lecieć w tle, jak już zaczniemy grać w planszówki - rzucił, zerkając na Oscara, żeby wybrał coś do oglądania. Gość w końcu miał tu decydujące zdanie.


Oscar Malone
20 y/o
Welkom in Canada
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Oscar słuchał chłopaka, przyglądając mu się przez chwilę dłużej. Jak można było być tak spokojnym, optymistycznie nastawionym i miłym? Niech się zaraz okaże, że Patrick jest jednym z tych idealnych przykładów sąsiadów, po których nikt nie spodziewa się, że mają w ogrodzie ewentualnie piwnicy zwłoki pochowane. No bo serio, Malone znał całkiem sporo osób i większość była zwyczajnie szujami, wliczając w to chłopaka, który podobno był jego dobrym kolegą, a koniec końców jak wyszło na jaw, że Oscar to chłopców woli, odwrócił się od niego, ostatecznie ignorując. Jak miał mieć wiarę w świat, co? Chociaż się starał, czasami i jego wątpliwości dopadały, za to Patrick zdawał się żyć takim przeświadczeniem, że wszystko było wspaniałe i z każdym niepowodzeniem można było dilować.
-Lubisz uciekać w świat fantazji, co? - zaśmiał się, bo chociaż brzmiało to absurdalnie, tak dawało pewne poczucie nadziei. No i koniec końców marzenia niczego nie kosztowały, prawda? On w tej ciemnej piwnicy, w której żył, nie raz nie dwa uciekał do własnej wyobraźni, bo inaczej już dawno by zwariował. Ech, traumatyczne to było na tyle, że nie miał zamiaru nigdy o tym nie wspominać, czując dziwny wstyd wiążący się z maltretowaniem przez rodziców.
-No. Jeszcze wiele do obgadania przed nami, ale wiesz, dopiero się tak naprawdę poznajemy - kłamał dalej, czując się z tym gorzej i gorzej. Na tyle, że usilnie szukał sposobu jak się z tego tematu wyplatać w obawie, że albo zdradzi się własną śmiecą, albo sam wykrzyczy z poczucia winy, że wcale tego brata nie znalazł i tak naprawdę nie ma już pewności czy on w ogóle jest w mieście. Niby było duże, ale na litość wszystkiego, przecież musiało istnieć jakiekolwiek prawdopodobieństwo, że na niego trafi. - Nie przestaniesz oferować mi noclegu, co? Ale będę pamiętał, dziękuję. Jak się z nim pokłócę to wie do kogo powinienem się udać - uśmiechnął się do niego, czując, że to idealna okazja, by faktycznie zejść z tematu jego rodzeństwa. Myśl spania u Patricka, którego polubił, była kusząca, ale nie na tyle, by wyznać mu prawdę. Za bardzo już zabrnął we własne kłamstwa i obawiał się, że jak tylko przyznałby się do wszystkiego, ten zwyczajnie by go znienawidził.
-Pewnie fajnie jest mieć tak dużą rodzinę - skomentował. Kochającą, wesołą, wspierającą się. Coś, czego on sam nigdy nie miał, a co skutecznie sprawiało, że po prostu nie wierzył w schematy, które starał się pokazać świat. Dla niego rodzina to był ból, strach i panika.
Widząc ilość jedzenia, jaka znalazła się na jego talerzu, aż mu w brzuchu bardziej zaburczało nie mówiąc o tym, że ledwo się powstrzymał, by się na to jak świnia nie rzucić. Serio dawno nie jadł niczego co pachniało tak wspaniale. Kiedy więc ostatecznie usiedli, z miejsca napchał sobie do ust makaronu, omal się nie dławiąc. Wspaniałe wrażenie wychowanego człowieka.
-Um… cokolwiek chcesz, naprawdę. Nie mam swojego ulubionego programu - stwierdził. No bo jak nie oglądał telewizji to nawet nie wiedział za bardzo co w niej leciało.

Patrick Wood
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
26 y/o
For good luck!
181 cm
weterynarz Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Patrick był jak takie słoneczko, które zawsze wierzy w dobre zakończenie. Tak jakby przez całe życie manifestował dobre rzeczy, które świat ostatecznie mu dawał. A skoro już pomyślał o wspólnym prowadzeniu stajni, to wierzył, że w końcu się spełni. Tylko czy z Oscarem byli na to gotowi? Chłopak był jeszcze młody, niedoświadczony, nie miał też pewnie odłożonych pieniędzy, a jego zdolność kredytowa prawdopodobnie nie istniała. Ale za parę lat? Czemu nie? Jak już ich życie na spokojnie się ułoży, Patrick nauczy się zajmować końmi i wtedy będą mogli razem wystartować.
- Czemu świat fantazji? To wszystko jest realne, tylko musimy spełnić kilka warunków. Myślę, że nam się uda i jeszcze będziesz mi dziękował, że ci to zaproponowałem - powiedział, uśmiechając się szeroko. No bo własna stajnia chyba przynosiła całkiem dobre dochody, prawda? Mnóstwo ludzi chciało jeździć konno, więc jak tylko wszyscy dowiedzą się o ich działalności, będą musieli zarządzać przymusowe przerwy dla koni, żeby i one mogły sobie odpocząć.
- No wiem. Ale ja już myślę pozytywnie. I to chyba nawet za ciebie - zaśmiał się, unosząc brew. Oscar był taki uroczy, kiedy nie był czegoś pewny, a przecież oczywiste było, że z własnym bratem się dogada. Łączyła ich przecież więź krwi, a nie jakaś podrabiana więź po zastępczych rodzicach - Chcę tylko się upewnić, że nie będziesz spał po stodołach czy garażach, jeśli coś pójdzie nie tak. Tu jest czysty dom, ciepłe łóżko i dużo jedzenia. Nie chcę, żebyś w razie jakichkolwiek problemów skończył na ulicy, nie znając tutaj nikogo więcej - zapewnił go, mając nadzieję, że ten przyjmie do wiadomości, że zawsze może liczyć na pomoc Patricka. Przyjmie go nawet w środku nocy, jeśli ten zjawi się pod jego drzwiami. Zachowywał się może irracjonalnie, bo kto normalny przyjmowałby obcego chłopaka pod swój dach, nie wiedząc dokładnie, czego można się po nim spodziewać? Spotkali się dopiero drugi raz. Wcześniej nie zauważył, żeby coś mu zniknęło po pierwszej wizycie Oscara w tym domu, więc miał go za dobrego chłopaka. A co, jeśli już na poważnie mu zaufa i Oscar poczuje się w jego domu na tyle swobodnie, żeby coś mu ukraść? Szybko jednak wyrzucił tę myśl z głowy. Oscar był dobrym chłopakiem i tyle.
- Fajnie, ale o prywatności można pomarzyć. I o spokoju, którego teraz w końcu mam pod dostatkiem. Ale miło jest spotykać się w tak wielkim gronie, bo zawsze coś się dzieje i każdy ma dużo do powiedzenia, dzięki czemu nie jest nudno - stwierdził, przypominając sobie rodzinne spotkania. Coś à la zjazd wielkiego klanu, ale to była tylko mała rodzina Patricka, która musiała połowie miasta dać znać, że spotkali się razem w jednym pomieszczeniu.
Zadowolenie z tego, że jedzenie mu się udało i że mógł zapełnić nim ich puste brzuchy, sprawiło, że poczuł się dumny z siebie. Chyba powinien częściej robić dobre uczynki.
- Naprawdę nie ma nic, co lubisz? - zapytał, szukając jakiegoś ciekawego programu, na którym będą mogli się skupić podczas jedzenia. W końcu znalazł jakiś program rozrywkowy, który oboje uznali za ciekawy, i zabrali się za pałaszowanie.

Oscar Malone
ODPOWIEDZ

Wróć do „#35”