ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jakim cudem znowu wpadła na tego człowieka?

Nie, to nie mógł być przypadek. Widziała go, gdy bujała się po barach w pojedynkę, tamtej nocy, gdy zadzwoniła po Rue, żeby poczuć się bezpieczniej. Widziała go też parę dni później, gdy szła późnym popołudniem ze szkoły na nocną zmianę w The Painted Lady. Początkowo tłumaczyła to sobie złośliwym zrządzeniem losu, bo to było wysoce nieprawdopodobne, żeby w takim mieście jak Toronto, wpaść na tę samą, obcą osobę w trzech, tak skrajnie różniących się od siebie miejscach. Nie chciała wyjść na paranoiczkę, bo przecież nigdy nią nie była. Nawet wtedy, gdy Mateo i Diego, dzwonili do niej po kilkanaście razy w ciągu jednej godziny, próbując ją zmusić do powrotu do Meksyku lub podania im adresu, który przecież i tak zdobędą, jeśli nie da im go po dobroci. Cholera, nic nie szło po jej myśli.

Było już dość późno. Zamknęła restaurację z koleżanką, w której od czasu do czasu sobie dorabiała, ale były to raczej pojedyncze rzuty raz na parę tygodni, kiedy miała więcej wolnego. Ruszyła w stronę swojego mieszkania, przy okazji miała okazję minąć The Painted Lady. Prawdę mówiąc, całkiem jej się ta fucha spodobała i dała jej wystarczający napływ gotówki, by poczuła się nieco pewniej. I nie szło jej to tak źle, łączenie pracy barmanki z nauczaniem, chociaż przez ostatnie tygodnie, zrobiła się zmęczona i przebodźcowana. Nie mogła wyzbyć się tego beznadziejnego poczucia, że cholernie marnuje swoje życie i przez to też zaczęła ostatnio więcej balować, co skutkowało... Jeszcze gorszym samopoczuciem. Well, it happens.

Wtedy go zobaczyła. Próbowała nabrać szybszego tempa, żeby zgubić tego mężczyznę między uliczkami, ale stale słyszała i odczuwała jego pospiesznie kroki za swoimi plecami. Serce podeszło jej do gardła, gdy poczuła na swoim ramieniu czyjeś palce. Ucisk był na tyle mocny, że ów nieznajomy, bez problemu wciągnął ją w jedną z bocznych alejek między budynkami. Zrobiło jej się ciemno przed oczami, a przez głowę przeleciało ze sto myśli na raz. Jezu Chryste. Chciała go odepchnąć. Zaparła się, jak tylko mogła, odsuwając go od siebie. Usłyszała swój rodowity język.

Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Tylko nie to.

Rozchyliła usta, żeby krzyknąć, ale mężczyzna zakrył jej wargi dłonią. Wbiła mu pięść w żebra, bo jeśli ma umrzeć to z jakimś honorem, prawa? A mogła iść na te lekcje boksu, jak planowała. Im bardziej się jednak zapierała, tym silniejszy stawał się jej przeciwnik, chwytający za jej skórzaną kurtkę, którą usilnie próbował zsunąć z jej ramion.

wesley
28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Dzisiejsza zmiana ciągnęła się niemiłosiernie. Wesley podejrzewał, że tak będzie, skoro od samego początku miało go tam nie być. Wiedział, że nie powinien brać tej zmiany od Carmen - miał już plany na ten wieczór i to ze swoją własną dziewczyną. Mieli wyjść razem na miasto, bez większej okazji, jednak od dość dawna nigdzie razem nie byli, na co skarżyła mu się od jakiegoś czasu. Gdy Torres więc zapytała, czy byłby w stanie zastąpić go tego wieczoru z początku chciał od razu odmówić. Spojrzała jednak na niego tymi swoimi czekoladowymi, dużymi ślepiami, a Austen połączył to z sytuacją z ostatnich kilku dni - miał wrażenie, że była bardziej wyciszona i wycofana, i nawet nie wykorzystywała wszystkich okazji, żeby mu dopiec, a to znaczyło, że coś musiało być na rzeczy. Trochę więc współczucie go wzięło i po prostu się zgodził, czując, że tak powinien.

I próbował to wytłumaczyć Summer. Nie spodziewał się, że ucieszy się na wiadomość, że w wieczór ich randki musi iść do pracy, jednak nie zakładał również, że zrobi z tego aż taką aferę! Nie pomagała nawet informacja, że zrobił to dla jej przyjaciółki. Ku jego zaskoczeniu, miał wrażenie, że to tym bardziej ją poddenerwowało i to na tyle, że maltretowała go ciszą od kilku dni. Dzwonił, pisał, jednak nic. Dość poważnie się obraziła. I Wes z jednej strony ją rozumiał, a z drugiej nie do końca. Przecież nie mieli żadnej rocznicy, święta czy innej okazji, która wymagała świętowania. Domyślał się, że przeszkadzało jej to, że blondyn poświęca ich wspólny czas na pracę, której nawet nie musiał mieć, ale robił to dla jej bardzo dobrej znajomej, więc te afery jego zdaniem były przesadzone.

Rozmyślał nad tą całą sytuacją od kilku dni, a i na tej zmianie jego głowy to nie opuściło. Zastanawiał się co zrobić, jak poprawić tę sytuację, co powiedzieć, a najgorsze, że miał wrażenie, że każdy nowy pomysł był gorszy od poprzedniego. I nawet nie miał się kogo doradzić. Gdyby Carmen była z nim na zmianie, to z pewnością by się jej dopytał, ale właśnie - gdyby ona była na zmianie, to w takiej sytuacji w ogóle by się nie znaleźli.

Wybiła północ i chociaż impreza w barze trwała w najlepsze, to Wes mógł już się ulotnić do domu. Nie przebierając się, by zaoszczędzić czasu, wyszedł z lokalu i załadował się na rower, na którym ruszył w kierunku mieszkania Summer, chcąc się z nią jeszcze tego wieczoru zobaczyć. Jechał dobrze znanymi sobie ulicami Toronto, korzystając nawet ze skrótów, by szybciej być na miejscu, gdy nagle, zobaczył coś, czego nigdy wcześniej nie był świadkiem. Jakiś mężczyzna wciągnął w przyciemnioną uliczkę jakąś dziewczynę. W pierwszej chwili myślał, że mu się to przywidziało. Rozejrzał się wkoło, by zorientować się, czy ktoś jeszcze to widział, jednak jak na złość, był jedyną osobą w okolicy. Nie myśląc już jednak wiele więcej, przyśpieszył swoje ruchy na rowerze tak, że kilka chwil później był już przy uliczce, w której ewidentnie trwała nierówna szarpanina. Zeskoczył wręcz roweru i podbiegł do tej dwójki, od razu rzucając się na osiłka, który nie spodziewał się osób trzecich. Pociągnął go za koszulkę, odciągając tym samym od dziewczyny i pchnął na murowaną ścianę. Adrenalina dodała Wes'owi siły, której sam się po sobie nie spodziewał. — Zaraz przyjadą tutaj gliny — ostrzegł, mając nadzieję, że odstraszy to faceta.Odwrócił się w kierunku dziewczyny, by zobaczyć, czy wszystko z nią w porządku i dopiero wtedy Wesley dostrzegł, kto miał być ofiarą. Powiedzieć, że był zaskoczony, to jakby nic nie powiedzieć. Nie komentował tego jednak w żaden sposób. Stanął tuż przed nią, by ewentualną złość większego mężczyzny, została wyładowana na nim, a nie Carmen. Ten jednak mruknął coś po hiszpańsku (z tego czego Carmen zdążyła go nauczyć do tej pory, wywnioskował, że chyba go obraził) i wybiegł z zaułku. Nim jednak zniknął z zasięgu jego wzroku, rzucił coś jeszcze ewidentnie do Carmen, czym zainteresował Austen'a, jednak ten miał już zbyt wiele innych pytań, które chciał jej zadać. Odwrócił się do niej twarzą i zmierzył ją całą wzrokiem, próbując ewentualnie doszukać się ran czy innych śladów, które świadczyłyby o tym, że coś jej jest. — Nie wiedziałem, że swoich też atakują — rzucił, odnosząc się do języka, w którym wspólnie mówili. Miał to być element humorystyczny, jednak na to było chyba jeszcze za wcześnie, co wywnioskował po jej spojrzeniu. — Nic ci nie zrobił? Nie skrzywdził cię w żaden sposób? — dopytał, kładąc jej rękę na ramieniu. Może i przyjaciółmi nie byli, a częściej darzyli się obelgami niż miłymi słowami, ale Wes musiał przyznać, że przeraziła go ta sytuacja. Nie tyle, że jemu coś się mogło stać. Nie przypadkowej osobie, a Carmen. — Trochę mnie przestraszyłaś, wiesz? — dodał, czując jak adrenalina, powoli z niego schodzi i powoli zaczął uświadamiać sobie, co przed chwilą miało miejsce.

Carmen Torres
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Carmen chciała krzyczeć, ale głos ugrzązł jej gdzieś w gardle.
Pomijając już ten oczywisty fakt, że wielka łapa napastnika, wciąż zakrywała jej usta. Nigdy wcześniej nie czuła się tak bardzo przerażona, jak w tym momencie, gdy na ślepo próbowała go od siebie odepchnąć. Jeśli miała umrzeć, jeśli miał zrobić jej jakąkolwiek krzywdę, zamierzała walczyć do końca. Serce biło jej z zawrotną prędkością i kręciło jej się w głowie, gdy próbowała wymyślić cokolwiek, co mogłoby jej teraz pomóc. Cholera, Torres zawsze uważała się za odważną osobę; lubiła ryzyko i igranie z zasadami, szczególnie jak była młodziutką studentką, ale ta sytuacja... Chyba ją przerastała. Szczególnie, gdy natarczywa dłoń mężczyzny, próbowała wpełznąć pod jej bluzkę. Jeszcze te wszystkie słowa, które padały z jego ust; imię Diego, które usłyszała w trakcie jego wywodów i "ostrzeżenia", od których było jej ciemno przed oczami. A więc miała rację, gdy wspominała swoim przyjaciołom, że bliźniacy w końcu ją znajdą. Co teraz? Co dalej?

I w chwili, gdy zaczęło braknąć jej sił i gdy zaczęła zastanawiać się nad całkowitym poddaniem się, ciężar mężczyzny zniknął. Oparła się o ścianę za swoimi plecami, przez parę sekund, mając pieprzone mroczki przed oczami. Była tak pochłonięta tą walką i jego słowami, że nawet nie usłyszała, jak ktoś wbiegł w zaułek, decydując się na uratowanie jej tyłka. Carmen zamrugała mozolnie oczami, zatrzymując dość niemrawe spojrzenie na znajomych blond włosach i na sylwetce, którą ostatnio dość regularnie widywała. Wiedziała, że był to człowiek, którego nie musiała się obawiać, a mimo to skuliła się wewnętrznie w sobie, dopiero po chwili w pełni poznając ten głos. Torres milczała, czując jak z wolna schodzi jej napięcie i strach, który boleśnie ścisnął jej serce. — Austen — wydusiła, nigdy wcześniej nie ciesząc się aż tak bardzo na jego widok. A wtedy zrobiła coś, czego sama kompletnie się po sobie nie spodziewała; przynajmniej nie w jego przypadku. Odepchnęła się od ściany, wpadając prosto w jego ramiona. Zacisnęła mocno palce na jego koszulce, jakby próbowała w ten sposób powrócić do rzeczywistości. — M-myślałam, że... — rzuciła drżącym głosem, nie potrafiąc nawet dokończyć tego zdania.

Myślałam, że umrę? W tym momencie nawet nie obchodziło ją to, jaka relacja ich łączyła i że przecież nie potrafiła go znieść. Uratował ją. Dzięki niemu, mogła wziąć głęboki wdech prosto w płuca, mogła poruszyć swobodnie palcami, mogła poczuć się bezpiecznie. — Nic mi nie jest. Chyba — wymamrotała, w końcu nieznacznie odsuwając się od niego. — Dziękuję. Gdyby nie ty... — Znów zabrakło jej słów, a to było już zaskakujące samo w sobie. W końcu Torres zawsze miała coś do powiedzenia. Była naprawdę rozbita. Jej myśli tak szybko zmieniały się w jej głowie, że nie potrafiła za nimi nadążyć. — Nie wiem, co się wydarzyło. Wracałam z dodatkowej pracy i nagle... Moi bracia... — zaczęła dość panicznie się tłumaczyć. Weź się w garść, Torres. Zacisnęła oczy, kręcąc dość tępo głową.

wesley
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Painted Lady”