27 y/o
For good luck!
165 cm
menadżerka w The Fifth Social Club & street racer
Awatar użytkownika
Said you wanna be good but you're begging me to come over. I don't wanna hurt you but you live for the pain. Who's gonna love you like me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Paris miała wrażenie, że wyścigi i imprezy, które były ich nieodłącznym elementem, zawsze takie były: dynamiczne, intensywne i głośne. Nie przeszkadzało jej to. Ba, skłamałaby mówiąc, że nie czuła się tutaj dobrze. To było jej miejsce na tym świecie, niezależnie od tego, czy jej się to podobało czy też nie. Tutaj miała większość swoich znajomych, tutaj dostawała upragnioną dawkę adrenaliny, tutaj była w swoim motoryzacyjnym raju i to tutaj dostawała chaos, od którego była uzależniona. Nic więc dziwnego, jak prędko wszystko zmieniało się tej nocy. Myślała, że skończy się na krótkiej kłótni z Kirą, ale G-Force wtrącił się, dodając temu wszystkiemu dodatkowego koloru. A teraz Paris zdecydowała sobie, że pomęczy trochę dziewczynę, bo jakimś dziwnym trafem, tym razem nie miała w zasięgu wzroku którejkolwiek ze swoich koleżanek.
— Besties for life — rzuciła śpiewająco i nieco ironicznie, gdy tak chętnie odciągała ją na bok, odrobinę z dala od tłoczących się razem ludzi. — Finch, dzisiaj ty będziesz moją przyjaciółką — mlasnęła na jej słowa. — A o moje życie towarzyskie to się, słodka, nie musisz martwić. Nie męczę ich swoimi sprawami, jeśli nie mam istotnych wyścigów — stwierdziła. No, bo tej nocy, na pewno nie postawili na nią tak dużo jak w niektóre wieczory, gdy mocno przygotowywała się do wyścigów. To miał być jej wieczór, upamiętniający śmierć ojca, a to że przegrała, to już zupełnie inna sprawa. Będzie musiała to jakoś przepracować. Przyznaj po prostu, że jesteś spragniona mojego towarzystwa. Rissy aż przystanęła, parskając pod nosem i kiwając z najprawdziwszym przekonaniem głową. — Masz rację. Jestem masochistką — mruknęła złośliwie.

Kingsley przeniosła spojrzenie na jej furę, po czym znów na nią. Paris niejednokrotnie spędziła noc w swoim samochodzie, więc to nie byłoby dla niej coś nowego. Chociaż zdarzało jej się też wracać pod wpływem alkoholu, z czego nie była dumna, ale... O tym Kira już nie musiała wiedzieć, racja? — Coś się wymyśli. Bez paniki, blondie. — Machnęła ręką, bo nie sądziła, żeby to był teraz największy problem. Rissy zacisnęła dłoń w pięść i szturchnęła ją mocno, gdy tak bezczelnie porównała go do tego idioty. — Zero zabawy z tobą — stwierdziła, mimo wszystko pijąc więcej szampana, zanim wskoczyła na murek tuż obok niej. — Nie powinien sobie pozwalać na to wszystko, tylko dlatego, że jego stary jest kimś ważnym — mruknęła z niezadowoleniem. — Chwila. Czy ty mnie nazwałaś Rizz? — zapytała, jakby nagle dostała olśnienia. Zwykle nazywała ją po prostu Paris albo Kinglsey, przez co Rissy roześmiała się nieco głośniej, nachylając się w jej stronę. — Czyli jednak jesteśmy przyjaciółkami? — rzuciła, uśmiechając się krzywo.

Odchyliła się lekko, opierając jedną dłoń za swoimi plecami, a drugą nadal obejmując butelkę. — Dlaczego zaczęłaś się ścigać, K? Nie wyglądasz, jakby brakowało ci pieniędzy. To adrenalina? — mruknęła, przypatrując się imprezy, trwającej w najlepsze.

k.
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie uważasz, że to zbyt mocne słowa? — zapytała z rozbawieniem, kiedy Paris oświadczyła, że to ona dziś będzie jej przyjaciółką. No nie. Przyjaciółkami to one nie zostaną. Choćby skały srały i mury pękały. Kira mogła się z nią co najwyżej napić. W końcu pacierza i alkoholu nie odmawiała.
Zaczynała szczerze wątpić, że Kingsley faktycznie miała jakichś znajomych, skoro dzisiejszego wieczoru nagabywała ją do wspólnego spędzania czasu. Na jej korzyść działała jedynie butelka szampana. I fajna dupa. No tego Finch nie mogła jej ująć. Była wzrokowcem, więc zawsze zwracała uwagę na wygląd kobiet. Niespecjalnie interesowało ją ich wnętrze. Charakteru przecież nie ruchała. Ich środek to co najwyżej mogła wypełnić swoimi palcami. Albo językiem. Wedle uznania.
— Och, nie pochlebiaj sobie. To, że nazwałam cię ksywką o niczym nie świadczy — wywróciła ostentacyjnie oczami, kiedy Paris jak zwykle zaczęła sobie coś dopowiadać. Czy właśnie nie tak zwracano się do nich w ich środowisku? Rizz, K-Rush, G-Force, Sonic, Ravy, Outlast, Boost - każdy miał jakiś przydomek, którym posługiwał się w trakcie wyścigów. To w nich wrosło wraz ze startem w pierwszym undergroudem. — Zaraz zacznę podejrzewać, że zajebiście zależy ci na przyjaźni ze mną. Ja wiem, że jestem zajebista i każdy chce obrać się w moim towarzystwie — prychnęła pod nosem, rozbawiona samą tą myślą. Finch wybierała sobie znajomych z niezwykłą ostrożnością. Najpierw musiała wiedzieć, że może im zaufać. A Paris nie ufała ani trochę.
Nie panikowała. Uważała po prostu, że to, co chciała wymyślić Kingsley nie było dobrym pomysłem. Sama miała ojca prawnika i wiedziała, jak wpływowi mogą być ludzie na wysokich stanowiskach. Kira przyciągała kłopoty jak magnes, mimo że wcale ich nie szukała. Przynajmniej nie tak często, jak mogło się wydawać. To kłopoty znajdowały ją, okej? Stąd stwierdzenie, że z G-Forcem lepiej nie zadzierać.
— Ktoś musi być twoim głosem rozsądku. Zrobisz jak zechcesz, ale nie mów potem, że cię lojalnie nie ostrzegłam — uniosła ręce w obronnym geście i sięgnęła do kieszeni po paczkę papierosów. Wyciągnęła jednego zębami i skierowała pomięte opakowanie w stronę Kingsley. Nie, ten gest również nie czynił ich przyjaciółkami. Finch poczęstowałaby fajką zarówno ją, jak i szanownego pana menela spod monopolowego. Kulturalna z niej dziewczyna.
— Nie robię tego dla kasy — odparła na pytanie, dlaczego zaczęła się ścigać. — Adrenalina, to jedyny czynnik, który mną kieruje. Jak miałam jakieś szesnaście lat, to starszy kumpel zabrał mnie na jeden z takich wyścigów i od tamtej pory bujałam się z jego ziomkami. Na początku byłam za młoda, żeby startować, więc uczyli mnie wszystkiego na boku. Dopiero jak stuknęła mi osiemnastka, to mogłam legalnie brać udział, o ironio, w nielegalnych wyścigach. A co z tobą? Ty akurat wyglądasz, jakby brakowało ci hajsu — zmierzyła ją wzrokiem od góry do dołu. Niby nie oceniało się książki po okładce, ale Kira tak robiła. No i fura Kinsgley pozostawała wiele do życzenia. Nie była to nówka sztuka prosto z salonu.

P.
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”