37 y/o
For good luck!
188 cm
Anastezjolog w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
This is not the sound of a new man
Or crispy realization
It's the sound of the unlocking and the lift away
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

– Gotowy. – Harris skinął głową, choć jego wzrok wciąż pozostawał na lamie. – Tylko poczekajmy, aż wejdzie wystarczająco głęboko. Nie chcę, żebyśmy zbudowali jej ogrodzenie, a potem odkryli, że potrafi z niego wyjść szybciej niż my.
Przesunął się kilka kroków w bok, zostawiając Cobie po drugiej stronie przygotowanego prowizorycznego wybiegu. Lama przez chwilę obserwowała go z tym samym podejrzliwym zainteresowaniem, które towarzyszyło jej od momentu, gdy zdecydowała się obrać go za swój główny cel. Harris wyciągnął lekko rękę, ale zaraz ją opuścił, uznając najwyraźniej, że po wcześniejszych doświadczeniach lepiej nie prowokować jej do kolejnego kontaktu.
– Chodź. Nie będziemy się przecież kłócić. – Jakby rzeczywiście rozumiała, o co chodzi, lama zrobiła kilka kroków w jego stronę. Harris spokojnie się cofnął, utrzymując odpowiedni dystans i prowadząc ją dokładnie tam, gdzie chciał. Jeszcze kilka kroków i zwierzę znalazło się wewnątrz prowizorycznej zagrody, a wtedy rzucił krótkie spojrzenie Cobie. – Teraz.
Cobie natychmiast ruszyła do bramy, a Harris zrobił to samo z drugiej strony. Lama zorientowała się, że jej przestrzeń właśnie znacząco się zmniejszyła, i spróbowała zawrócić, ale było już za późno. Cobie złapała za przęsło, Harris dopchnął drugą część ogrodzenia i przez moment oboje pracowali niemal bez słów, poprawiając metalowe elementy i upewniając się, że nic się nie przesunie. Kiedy ostatni zaczep wskoczył na swoje miejsce, odsunęli się od zagrody, a lama zatrzymała się pośrodku, najwyraźniej równie zaskoczona rezultatem co oni.
Przez chwilę patrzyła najpierw na Harrisa, później na Cobie, jakby próbowała ustalić, kto właściwie ponosił odpowiedzialność za to wyjątkowo nieuprzejme ograniczenie jej wolności. Na koniec tupnęła nogą, a Harris uniósł brwi. – Rozumiem. Jesteś niezadowolona.
Dopiero kiedy upewnił się, że ogrodzenie rzeczywiście trzyma, odsunął się jeszcze kilka kroków i oparł dłonie na biodrach. Przez moment przyglądał się efektowi ich pracy, próbując poukładać w głowie wszystko, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilkunastu minut: tymczasowe ogrodzenie z przypadkowych barierek, lama zamknięta na środku parkingu, kilkunastu gapiów obserwujących całe przedstawienie i policjantka stojąca obok niego. Do tego on sam, nadal w szpitalnych scrubsach, z zaschniętą na twarzy pamiątką po pierwszym spotkaniu z główną bohaterką tego wydarzenia.
Przez kilka sekund próbował zachować powagę, ale najwyraźniej jego organizm uznał, że właśnie wyczerpał limit rozsądnego reagowania na tę sytuację. Najpierw wyrwało mu się krótkie parsknięcie, potem kolejne, i zanim zdążył się powstrzymać, śmiał się już naprawdę, pochylony i oparty dłońmi na kolanach. Całe napięcie, które jeszcze przed chwilą utrzymywało go w pełnym skupieniu, znalazło sobie wreszcie ujście.
– Przepraszam… – wydusił między kolejnymi urywanymi oddechami, choć jego rozbawienie zdecydowanie nie sugerowało, że rzeczywiście było mu przykro.
Kiedy w końcu podniósł głowę i spojrzał na Cobie, jej obecność tylko pogłębiła absurd całej sceny. Przypomniał sobie nagle, że jeszcze kilkanaście minut wcześniej rozmawiali po latach przerwy, próbując znaleźć jakikolwiek normalny sposób na rozpoczęcie tej rozmowy, a teraz wspólnie budowali na parkingu zagrodę dla lamy. Zaśmiał się jeszcze raz, tym razem ciszej, przecierając dłonią twarz, zanim spróbował wreszcie odzyskać resztki powagi. – Dobrze. To było... bardzo profesjonalne. Oboje poradziliśmy sobie znakomicie.


:lama:
32 y/o
For good luck!
155 cm
Detective Constable Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Don’t mistake being gentle for being weak.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Cobie odskoczyła od zatrzaśniętej na blokadę barierki dokładnie w momencie, w którym rozjuszona lama zaszarżowała na nią. Stal jednak skutecznie powstrzymała zwierzaka, w którego oczach — i tutaj mogłaby przysiąc, że rzeczywiście to zobaczyła — widać było prawdziwy ból i rozpacz związane ze zdradą. Lama przeniosła zbolałe spojrzenie na Harrisa, który przecież uczestniczył w tym całym spisku, i sapnęła ze smutkiem zdradzonej i wzgardzonej kochanki. I Cobie naprawdę przez moment zrobiło się przykro... Ostatecznie jednak podniosła radio do ust.
- Dispatch, tu 5-Bravo-13... Sytuacja opanowana. Poczekam tutaj, aż nie przyjedzie transport...
Trzaśnięcie radia...
- 5-Bravo-13, z Animal Services będzie trudno, ale jeśli zwierzę jest opanowane, to dzwonimy do zoo, ktoś od nich przyjedzie. Cierpliwości, zaklinaczko lam...
- A miałam Cię zaprosić na randkę...
- 5-Bravo-13, przyjąłem!
Uspokojona, ale i rozbawiona całym tym teatrzykiem, przypięła radiotelefon z powrotem do paska i odwróciła się do Harrisa, wyciągając z kieszeni kurtki paczkę chusteczek.
- Tak, byłeś wyjątkowo opanowany. Prawdziwy... kowboj? - zaproponowała taki przydomek w nagrodę za działanie lekarza, podając mu paczuszkę. - Dziękuję, sama pewnie użerałabym się z tym dużo dłużej.
Tyle tylko, że to prowadziło do jednej bardzo trudnej rzeczy. Normalnej rozmowy, która zaczynała się między nimi nawiązywać. Może tym razem będzie lżej i bez takiego napięcia jak te piętnaście lat temu? Dziwnym trafem znów czuła się trochę nieporadnie, jak ta nastolatka, która świrowała na punkcie przyjaciela swojego brata. I to zajętego przyjaciela...
- Miło cię zobaczyć, myślałam, że wyjechałeś na dobre. A jak się ma... - zawahała się na dwa uderzenia serca, zastanawiając się nad tym, czy powinna tak dobrze pamiętać to imię. - Chelsea?
Przed jej oczami znów stanęła ta rudowłosa, wysoka piękność, która nijak nie przypominała Cobie i nieświadomie była powodem głębokich kompleksów w nastoletnich czasach. Rety, jak człowiek za szczeniaka był głupiutki.
- You look good... Older, but good! - dodała z tajemniczym uśmiechem.
:jezdzieclamy:
37 y/o
For good luck!
188 cm
Anastezjolog w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
This is not the sound of a new man
Or crispy realization
It's the sound of the unlocking and the lift away
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Harris wyprostował się powoli, nadal trzymając w dłoni paczkę chusteczek, i spojrzał na nią z mieszaniną rozbawienia i niedowierzania.
– Kowboj? – Powtórzył to słowo, jakby sprawdzał, czy rzeczywiście dobrze usłyszał. Kącik jego ust uniósł się lekko, ale ostatecznie nie zaprotestował. Po wszystkim, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilkunastu minut, nie był pewien, czy miał jeszcze podstawy, żeby negocjować swoją nową funkcję. Otarł jeszcze raz policzek, po czym schował chusteczkę do kieszeni i dopiero wtedy spojrzał na Cobie uważniej. Jej obecność wciąż była dziwnie znajoma. Zmieniło się zbyt wiele, żeby mógł po prostu zobaczyć w niej tę samą dziewczynę sprzed lat — była starsza, miała własne życie, a sposób, w jaki poruszała się po całym tym chaosie, zdradzał doświadczenie, którego wtedy nie miała. A mimo wszystko pewne rzeczy pozostały zaskakująco podobne: uśmiech, sposób, w jaki potrafiła powiedzieć coś zupełnie niepoważnego z całkowicie poważną miną.
– Ciebie też dobrze widzieć – odpowiedział w końcu. – Chociaż przyznam, że nie tak wyobrażałem sobie nasze pierwsze spotkanie.
Pytanie o Chelsea sprawiło, że na chwilę zatrzymał wzrok na jej twarzy. Nie było w nim niczego dziwnego, Cobie znała ją z czasów, kiedy była częścią jego życia, więc pytanie było całkowicie naturalne. Mimo wszystko Harris potrzebował sekundy, żeby zdecydować, ile właściwie chce powiedzieć. Zamiast odpowiadać od razu, uniósł lewą dłoń, pokazując jej wnętrze, a potem krótko zerknął na miejsce, w którym jeszcze do niedawna znajdowała się obrączka.
– Chelsea jest w Bostonie – powiedział spokojnie. – Ja jestem tutaj. Właściwie jestem już prawie po wszystkim. – Nie wyjaśnił, co dokładnie oznaczało „prawie”. Nie było w tym ani unikania tematu, ani zaproszenia do rozmowy o szczegółach. Po prostu informacja, którą uznał za wystarczającą na tym etapie, zwłaszcza że dopiero co po latach znów się spotkali. Przez chwilę pozwolił spojrzeniu odpłynąć w stronę parkingu. Lama nadal stała w środku prowizorycznej zagrody i wyglądała na coraz bardziej urażoną swoim położeniem, a kilka metrów dalej pracownicy szpitala najwyraźniej zaczynali wracać do swoich obowiązków, skoro całe przedstawienie przestało stanowić bezpośrednie zagrożenie dla kogokolwiek.
Spojrzał ponownie na Cobie, reagując na jej ostatnie słowa. – Older, but good? Postaram się potraktować to jako komplement. – Przez chwilę pozwolił sobie na uśmiech, zanim dodał – Ty też się zmieniłaś. – Zawahał się na moment, jakby sam zastanawiał się nad właściwym doborem słów. – Chociaż chyba nie powinienem już być zaskoczony. Minęło trochę czasu.
Brzmiało bezpiecznie. Neutralnie. A jednak jego spojrzenie zatrzymało się na niej odrobinę dłużej, niż wymagała tego zwykła uprzejmość, zanim Harris ponownie odwrócił głowę w stronę zagrody. Lama właśnie uderzyła bokiem o otaczający ją płot.



Cobie
32 y/o
For good luck!
155 cm
Detective Constable Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Don’t mistake being gentle for being weak.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Och... - odpowiedziała w pierwszym odruchu, kiedy pokazał jej miejsce po obrączce i powiedział, że finalizuje rozwód. - Przykro mi... Chyba?
Spojrzała na niego ciekawie, lekko przekręcając głowę, jakby chciała wyczytać z jego twarzy, czy przeżywa w tym momencie żałobę, czy może nie jest to tak wielki problem. Kolejny dowód na to, że nie ma czegoś takiego jak "żyli długo i szczęśliwie". Związki się po prostu wypalają...
- Bummer... Nawet jeśli jest ok, to pewnie dalej jest trudno.
Nigdy się nie rozwodziła, chociaż kilka rozstań miała na swoim koncie. Ale jakby się tak zastanowić, to czy były jakoś szczególnie bolesne? Zazwyczaj miała uczucie złapanego oddechu, jakby uciekła przed czymś, co próbowało ją przydusić.
- Wyobrażałeś sobie nasze pierwsze spotkanie? Ten pocałunek musiał być naprawdę niezapomniany... - powiedziała, po czym ruchem głowy zaprosiła go do środka.
Na jej twarzy pojawił się ciepły, szeroki uśmiech, który dodatkowo był ozdobiony dołeczkami w policzkach. Kiedy zrównał się z nią i ruszyli w kierunku szpitala, szła już znacznie bliżej niż wcześniej. Ich ramiona nawet się czasem stykały. Chociaż to pewnie eufemizm, biorąc pod uwagę to, że była małym krasnalem ogrodowym.
- To był komplement! Zawsze lubiłam starszych facetów! - szturchnęła go lekko ramieniem, sama prawie tracąc przy tym równowagę.
No brawo, Mała, gliniarz pełną gębą, jakby nie patrzeć. Co Ty w ogóle mówisz?
Ty też się zmieniłaś...
Zadarła głowę, żeby spojrzeć mu w twarz, próbując z niej wyczytać, na ile te zmiany były na lepsze, a na ile na gorsze.
- Tylko nie mów mi, że wyglądam starzej. Tego chyba nie zniosłoby moje ego! - wróciła spojrzeniem na drzwi szpitala, domyślając się, że moment, kiedy je przekroczą, będzie pewnie pożegnaniem.
- Taak... Ale nie wiem, czy tak dużo się zmieniło.
Cobie! Paplasz, co Ci ślina na język przyniesie!
- Powinniśmy...
Ani mi się waż! Jest w trakcie rozwodu, ostatnie, o czym myśli, to ta nastolatka, która mu się narzucała piętnaście lat temu!
:jezdzieclamy:
37 y/o
For good luck!
188 cm
Anastezjolog w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
This is not the sound of a new man
Or crispy realization
It's the sound of the unlocking and the lift away
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Morgan zatrzymał się na moment, kiedy wspomniała o pocałunku. Rozbawienie nie przyszło od razu, zamiast tego spojrzał na Takedę z wyraźnym zaskoczeniem, jakby nie spodziewał się, że po piętnastu latach to właśnie będzie jeden z pierwszych tematów, do których wrócą. Odruchowo zerknął w stronę wejścia do szpitala, czując przy tym lekkie, dość nieoczekiwane zakłopotanie. Bo pamiętał. Pamiętał ten wieczór znacznie lepiej niż prawdopodobnie powinien. Korytarz na piętrze, jej ręce zarzucone mu na szyję i nagłość całej sytuacji. Pamiętał smak alkoholu na jej ustach, własne zaskoczenie i to, że później długo zastanawiał się, czy mógł zrobić coś inaczej. Ostatecznie zawsze dochodził do tego samego wniosku: Cobie była młodszą siostrą jego najlepszego przyjaciela, a on wiedział, gdzie powinny znajdować się granice.
Tym bardziej dziwne było to, że wspomnienie wcale nie wyblakło. Przez kolejne lata Harris żył swoim życiem. Był z Chelsea, później się ożenił i przez długi czas naprawdę był szczęśliwy. Nigdy nie patrzył na tamten wieczór jak na początek czegoś, co mogło wydarzyć się między nim a Cobie, a jednocześnie nie mógł udawać, że całkowicie go zapomniał. Obie rzeczy mogły być prawdziwe i chyba właśnie przez to nie bardzo wiedział, jak powinien zareagować.
– Nie jestem pewien, czy „niezapomniany” czy „pijany” jest lepszym określeniem… – odpowiedział w końcu, starając się nadać temu wystarczająco lekki ton, po czym ruszył z nią w stronę wejścia.
Dopiero po kilku krokach wrócił myślami do wcześniejszej rozmowy o Chelsea i spojrzał na Cobie z autentycznym zdziwieniem. – Nate Ci nie powiedział? – zapytał, bo przez moment naprawdę nie potrafił sobie wyobrazić, że jego najlepszy przyjaciel nie wspomniał jej o czymś tak istotnym. Sam Nate wiedział o wszystkim, co działo się w jego życiu, a H odruchowo założył więc, że informacja dawno już do niej dotarła. – Myślałem, że wiesz.
Nie próbował jednak rozwijać tematu, zwłaszcza że rozmowa szybko skręciła w stronę jej żartów. Kiedy szturchnęła go lekko ramieniem, oznajmiając, że zawsze lubiła starszych facetów, spojrzał na nią z rozbawieniem. – To akurat informacja, którą mogłaś zachować dla siebie. Poza tym, nie powiedziałem, że wyglądasz na starszą. – Pokręcił głową z lekkim uśmiechem. – Powiedziałem, że się zmieniłaś. To nie to samo.
Spojrzał na nią jeszcze raz, odrobinę dłużej, kiedy zatrzymała się przy wejściu i zaczęła mówić, że właściwie niewiele się zmieniło; jej niedokończone „powinniśmy” zawisło między nimi. – Powinniśmy…? – powtórzył spokojnie, krzyżując ramiona i opierając się bokiem o ścianę i zostawiając jej miejsce na dokończenie.
Wtedy z głośników nad ich głowami rozległ się bezosobowy komunikat z wezwaniem doktora Morgana na chirurgię ogólną. Harris przymknął na moment oczy, jakby szpital właśnie przypomniał mu, że ma jeszcze kilka innych rzeczy do zrobienia. Spojrzał na Cobie i oderwał się od ściany powoli cofając się wewnątrz szpitala. – Zatrzymaj tę myśl Cobes. Mam ten sam numer co kiedyś... – ułożył dłoń w gest telefonu i po kilku kolejnych krokach wstecz, uśmiechnął się i obrócił żeby skończyć swoją zmianę.


to wszystko drodzy państwo x2
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”