30 y/o
For good luck!
188 cm
reporter CBC Toronto
Awatar użytkownika
Ivory skin and eyes of emerald green. Your smile is like a breath of spring.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidaj/spokój
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor


Some people feel the rain, others just get wet.
pół roku później


   Czy ktoś powiedział nawałnica? Teraz? Tutaj? Lennon wyglądał na zaskoczonego, ale miał jednak tendencje do dramatyzowania, chociaż też dziwnego odrealnionego przekonania, że co złego, to nie przytrafi się jemu. Może sąsiadowi, może znajomemu, może sprzedawczyni w jego ulubionym markecie, przystojnemu, wysokiemu mężczyźnie w średnim wieku, który minąłby go na ulicy, ale nie jemu. N i e jemu. A jednak pogoda była fatalna, a on utknął w samym jej środku. Przynajmniej nie był sam. To była jedna z ich pierwszych randek, chociaż znali się już ponad pół roku. Ich więź była mocna i od niedawna ze sobą sypiali. Przez pogodę trafili do mieszkania Brana, które było jeszcze w kiepskim stanie.
   Kiedy stanął w progu, zacisnął dłoń na medaliku, który akurat nosił na szyi. Srebro nic nie znaczyło, bo Lenny nie był jakoś szczególnie religijny, nawet jeżeli wzywał boga częściej, niż mogłoby się wydawać, ale kiedy denerwował się, musiał czegoś się trzymać. Mógł to być właśnie łańcuszek, mógł papieros, a mogła równie dobrze czyjaś dłoń. Do domu rodzinnego Brandona, lub jego mieszkania, było zdecydowanie za daleko i woleli nie ryzykować i przeczekać najgorsze w najbliższym bezpiecznym miejscu.
   Brandon — od jakiegoś czasu trochę pogubiony, ale jego jasny i dosyć wesoły promyczek słońca, z którym miał przyjemność spędzać coraz więcej czasu. Dzielnica, do której trafili była jednak naprawdę obrzydliwa i odrobinę pożałował decyzji, kiedy się tu znalazł, szczególnie w momencie, w którym zauważył kilka szczurów, uciekających w bezpieczne miejsce, aby też ukryć się przed niepogodą.
   一 Panie miej mnie w swojej opiece 一 szepnął, krzywiąc się lekko. Jak dobrze, że Brandon wytrzasnął skądś sporo czystych prześcieradeł, narzut i koców, z których mogli stworzyć im całkiem przytulny kąt, specjalnie do przeczekania nawałnicy. Zabezpieczyli jeszcze okna i przedmioty, które mogłyby na nich zlecieć, gdyby na budynek spadło drzewo albo cokolwiek porwanego wiatrem. Chociaż jeśli coś spadnie im na głowy i rozłupie czaszki, to przynajmniej w miłych okolicznościach i dobrym towarzystwie.
   Wypili coś gorącego, a potem dodatkowo rozgrzali się zbliżając się do siebie najbardziej, jak tylko mogli. To w końcu była randka i okoliczności może nie były typowo romantyczne, ale jednak miały coś w sobie. Grunt, że w mieszkaniu było ciepło i sucho, mieli co jeść i pić, no i mieli siebie nawzajem. Brandon mu się podobał, czuł się oczarowany i miał nadzieję, że coraz bardziej się do siebie przywiążą, miał zamiar też o to zadbać.

brandon leffingwell
Myre
posty wygenerowane przez ai, brak interpunkcji
28 y/o
For good luck!
182 cm
Awatar użytkownika
I don't know, I don't know, I don't know
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

Stara żarówka migotała słabo, wprowadzając nerwową atmosferę. W innych okolicznościach Bran nie zaprosiłby do niewyremontowanego mieszkania Lennona, lecz teraz mieszkanie na czwartym piętrze było bezpieczną przystanią. Odziedziczył je po babcie i jeszcze nie wiedział czy je wynająć, czy może sprzedać.
Nie wydawało mu się, by nawałnica mogła wyrządzić szkody również tutaj. Wysokość sięgająca piętnastu metrów gwarantowała bezpieczeństwo; według Brandona nie było opcji, by stało się im cokolwiek.
Wiedział, że jego dom rodzinny dawałby jeszcze większy komfort; tamtejsze bogato urządzone wnętrze dawało jednocześnie poczucie bezpieczeństwa, jak i poczucie luksusu. Niestety pogoda zaskoczyła ich za daleko i nie chcieli ryzykować. 一 Myślisz, że długo jeszcze będzie padać? Chyba nie ma możliwości, żeby stało się nam coś na czwartym piętrze, prawda? Chcesz coś do picia? 一 to powiedziawszy, przysunął się do kochanka i złożył kilka pocałunków na rozmaitych częściach jego ciała.
Uwielbiał, że Lenny lubił drobne czułości; dla Brana dobry dotyk miał ogromne znaczenie, dlatego często inicjował zbliżenia. Z Lennonem to było nowe, ale coraz bardziej mu się podobało. Jak widać nawet w takich okolicznościach nie potrafili się powstrzymać. A wszystko dzięki coraz głębszej więzi, jaką dzielili.
Podnosząc się z kanapy, podszedł do okna i skupił spojrzenie na wyginanych przez wiatr drzewach. Ulice opustoszały; na próżno było szukać choćby jednego przechodnia, bo wszyscy już dawno zaszyli się w bezpiecznych miejscach, gdzie nie mogła dosięgnąć ich siła żywiołu.
Dobrze, że tu ze mną jesteś 一 szepnął nieśmiało, wracając na kanapie. Zastanawiał się tylko przez chwilę, po czym wtulił się w ciało mężczyzny.一 Nie mów tego nikomu, ale chyba bałbym się być tu sam 一 dodał, uciekając spojrzeniem.
Tylko nieliczni mieli okazję poznać go z tej strony; zazwyczaj udawał pewnego siebie i odważnego, ale przed Lennym, który widział go nagiego (dosłownie i w przenośni) jakoś prościej było się mu odsłonić.
Wzdrygnął się, gdy krople deszczu mocniej zadudniły w metalowy parapet. 一 Cholera 一 zaśmiał się nerwowo, ponownie podnosząc się z kanapy. Nie pamiętał, czy Lenny zażyczył sobie coś do picia; na tyle przejął się pogodą, że słowa gościa wyleciały mu z głowy. Mimo wszystko Bran zdecydował się podejść do lodówki i wyjąć z niej dwie butelki z piwem. 一 Mam tutaj tylko piwo i wodę 一 mruknął, rozmową chcąc zagłuszyć sytuację za oknem.

Lennon Evergrove
30 y/o
For good luck!
188 cm
reporter CBC Toronto
Awatar użytkownika
Ivory skin and eyes of emerald green. Your smile is like a breath of spring.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidaj/spokój
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

   Obserwował go wnikliwie, szczególnie kiedy był nago. Brandon był pięknym mężczyzną i Lenny musiał przyznać, że naprawdę czuł do niego miętę i coraz bardziej chciał związać się na poważnie, ale mimo wszystko nie chciał też za bardzo się spieszyć, żeby go nie wystraszyć. Raczej czekał cierpliwie na jego pierwszy ruch, wiedząc już, że ten tego potrzebował.
   一Nie jestem pewien. Nie wygląda, jakby szybko miało przestać 一 zauważył, rzucając szybkie spojrzenie w stronę okna, za którym szumiało coraz głośniej. To nie był przyjemny dźwięk, to całe wycie wiatru. Czuł napięcie przez tak gwałtowne warunki na zewnątrz, chyba pierwszy raz był świadkiem czegoś takiego, przynajmniej na żywo. Ale to chyba normalne, że w obliczu zagrożenia uruchamia się instynkt przetrwania i dopóki zagrożenie nie minie, to czuje się strach. Tak to sobie tłumaczył. 一 Czwarte piętro to nie jakoś nisko, ale też nie bardzo wysoko. Brzmi bezpiecznie, chociaż nie znam się zbyt dobrze na budownictwie… ani nawałnicach 一 przyznał, mrużąc zaraz oczy, gdy poczuł na sobie przyjemne pocałunki. Lubił czułości, właściwie lubił jakiekolwiek pozytywne okazywanie mu zainteresowania. Posłał Branowi uśmiech i nachylił się, aby ledwie musnąć wargami linię jego szczęki.
   一 Może być piwo 一 przyznał, bo według niego prościej się chyba już nie dało. Właściwie w taką pogodę pasowałaby herbata albo grzaniec, ale nie był pewien czy ma ochotę na coś rozgrzewającego. Miał przy sobie Brana i to chyba wystarczyło. A piwo było w porządku, dosyć neutralne i może pomoże im się trochę rozluźnić. Byle nie przesadzili i nie mieli potem bólu głowy. Może uda im się nawet jeszcze usnąć i po prostu najgorsze przespać?
   一 Tylko dołącz siebie do zamówienia 一 dodał jeszcze, przekrzywiając lekko głowę i przypatrując mu się nieco uważniej. Miał wspaniałe ciało i przepiękny uśmiech obejmujący oczy, co zdecydowanie było w jego typie. Od dawna z nikim się nie spotykał, więc skoro już to robił, to oznaczało, że jego słabość i pociąg były autentycznie. W takich sytuacjach nie udawał nawet przez chwilę. 一 Też się cieszę, że tu z tobą jestem 一 przyznał, wracając do jego wcześniejszych słów. Coś uderzyło z hukiem w okno, a on dosłownie podskoczył, wydając z siebie stłumiony dźwięk zaskoczenia, po czym dostał czkawki, co nie przytrafiło mu się chyba od lat. Nie do końca mu się to spodobało, bo odrobinę się zawstydził, nie tylko czkawki, ale i takiej gwałtownej reakcji. Nie lubił głośnych dźwięków. Wziął od mężczyzny butelkę z piwem i szybko się napił, żeby pozbyć się czkawki, jednocześnie uważając, żeby mu się nie odbiło, co byłoby podwójnie żenujące.

brandon leffingwell
Myre
posty wygenerowane przez ai, brak interpunkcji
28 y/o
For good luck!
182 cm
Awatar użytkownika
I don't know, I don't know, I don't know
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

Lenny 一 jęknął, bowiem szczera odpowiedź nie była tą najbardziej upragnioną. Bran przywykł do słuchania mniej lub bardziej udanych kłamstw; odkąd pamięta żył wśród ludzi, którzy go oszukiwali i przyzwyczaił się do wysłuchiwania wielu barwnych historii. I choć 一 jak chyba każdemu 一 w niektórych sytuacjach zależało mu na prawdzie, tym razem nie miałby niczego przeciwko pięknie opakowanemu kłamstwu.
Naprawdę nie chciał dopuszczać do siebie myśli, że na czwartym piętrze żywioł wciąż mógł ich dosięgnąć i wystarczające było to, że panikował przy każdym głośniejszym dźwięku i wyobrażał sobie najgorsze. 一 Ale budynek chyba nie powinien się zawalić? Nie no, na pewno go jakoś zabezpieczyli 一 szepnął konspiracyjnie (zupełnie jakby bał się, że opatrzność go podsłucha i ściągnie na nich scenariusz najgorszy z możliwych).
Czułości odwracały jego uwagę od mającego miejsce na zewnątrz armagedonu; smakując usta Lennona, zapominał o zacinającym deszczu i wietrze.
Wróciwszy do mężczyzny z piwem, usiadł w nieznacznej odległości i upił łyk alkoholu. Bran nie miał określonego typu mężczyzn; ekstremalnie liczyło się dla niego wnętrze i nawiązana więź. Zewnętrzna aparycja była dla niego bez znaczenia i jedynym wymogiem Leffingwella było z a i n t e r e s o w a n i e. Gdy Bran czuł, że dana osoba była chętna podtrzymać znajomość, gotów był zrobić naprawdę w s z y s t k o.
Wzdrygnął się, gdy bliżej nieokreślony przedmiot uderzył w okno. Zaś czkawka kochanka sprawiła, że posłał mu rozbawione spojrzenie. 一 To strasznie słodkie 一 zauważył, przysuwając się na tyle blisko, by dotknąć policzka mężczyzny. 一 Nawet nie wiedziałem, że można dostać czkawki w ten sposób, ale to naprawdę urocze 一 kontynuował, nie odrywając spojrzenia od tęczówek towarzysza. 一 Musimy coś zrobić, żeby nie myśleć o tym cholernym huraganie 一 szepnął niemal błagalnie, gorączkowo poszukując rozwiązania, które satysfakcjonowałoby ich obu.
Bardzo szybko wpadł na opcję najlepszą ze wszystkich; niewiele myśląc wpił się w usta Lenny'ego i szybko pogłębił pocałunek. To najlepiej odwracało jego uwagę od warunków za oknem i jednocześnie było bardzo przyjemne. Kolejny krok do budowania relacji, na której mu zależało. Oparł się na nim, przytulając się i okrył ich jednym z koców.

Lennon Evergrove
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”