31 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie był w szoku, że nie zachwycił jej swoimi umiejętnościami walki wręcz, a raczej ich brakiem. Już ugryzł się w język przed stwierdzeniem, że jakieś mimo wszystko posiadał, skoro niecałą godzinę później siedzieli prawie cali i zdrowi w jej mieszkaniu. Jego krwawiący nos był niewielką ceną, którą sam za to zapłacił. Zresztą, istniała spora szansa, że ten kąśliwy komentarz mógł go również kosztować szklankę wody, którą mu z dobroci serca podała. I nawet na niego nie wylała! Chwycił ją w dłoń i upił trochę, a w tym czasie nowa koleżanka zaczęła żwawo interesować się jego koszulą. Na tyle, że guziki, jakby same się odpinały. — Widzę, że robisz nam nastrój — zażartował, słysząc dość sugestywne słowa wygrywanej z głośnika piosenki.

Miał wrażenie, że unikała jego wzroku. Nie wydawała się być dziewczyną, która peszyła się takimi sytuacjami - mógł się jednak co do niej z lekka pomylić. W przeciwieństwie do Rae, Louis uważnie się jej przyglądał - temu jak zwinnie palcami sunęła po jego już nie takiej białej koszuli; jak oczami starała się nie natrafić na jego spojrzenie; jak traciła pewność siebie, którą jeszcze chwilę wcześniej wręcz epatowała. Aż w końcu utwór dotarł do kulminującego momentu, a ubranie samo zsunęło się z jego ramion. Brunetka odskoczyła od niego jak poparzona, co wywołała u niego krótki śmiech. Podniósł się z kanapy, odstawiając szklankę z wodą na stół i przeszedł do kuchni. Dziewczyna w tym czasie zniknęła gdzieś z jego koszulą.

Jej lodówka nie świeciła pustkami, jednak zbyt wielu możliwości mu nie dawała również. Kiedy Rae zajmowała się nastawianiem prania, ten zdążył przeszukać jej kuchnie i znaleźć jakieś przyprawy. — Mam szczerze odpowiadać na to pytanie? — zapytał, spoglądając na nią i oczekując podpowiedzi. Skinął głową, gdy dowiedział, się, gdzie skrywa wszystkie garnki. Sięgnął po dwa i po ustawieniu ich na palnikach - rozpoczął swoją magię. Wiedział, że sos zrobi się prędko, więc zaczął od wstawienia wody na makaron. — Aż tak ci przeszkadza mój brak koszuli? — zapytał. Jemu osobiście nie przeszkadzało. Szczerze, czuł się tak lepiej niż w poplamionej koszuli. Rosier nie miał powodów do wstydu. Sylwetkę miał dobrą, a porównując do jego rówieśników, to wręcz bardzo dobrą. — Jeżeli czujesz się nieswojo, to swoją też możesz zdjąć — zaproponował, powątpiewając, że byłoby to rozwiązanie dla niej.

Na desce obok palnika skroił drobno boczek lub coś, co go przypominało. Wrzucił go na zimną patelnię w momencie, w którym ta wróciła do niego do kuchni z bluzą w ręku. — Będzie mi w niej za gorąco — przyznał żartobliwie, jednak wziął ją do ręki. Wpuściła go do swojego mieszkania, zamierzała uprać koszulę, więc nie chciał w bardziej niekomfortowej sytuacji ją jeszcze stawiać. Zarzucił na siebie bluzę. Pachniała nie tak, jakby się tego spodziewał, chociaż nie powinien spodziewać się niczego. — Pasuje mi? — zapytał, zerkając w dół. Nie byłaby to jego pierwsza opcja w sklepie, pewnie nawet nie znalazłaby się na jego liście życzeń, ale przyznać musiał, że była wygodna. Podciągnął rękawy. — Skoro wiesz, gdzie są garnki w kuchni ro pewnie wiesz też jak oddzielić żółtka od białek — stwierdził, wskazując nosem na składniki.

I nagle zaśmiał się, uświadamiając sobie, w jakiej sytuacji się znalazł. Nietypowej i niespodziewanej. — To jest absurdalne — rzucił, mieszając już masę jajeczną. — Chyba robimy coś nie po kolei — stwierdził. — Najpierw jest upojna noc i śniadanie, a nie to — powiedział, zerkając na nią z góry. — Tu nawet nie będzie upojnej nocy.


Rae Westlake
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
Some ghosts don't haunt houses. They haunt hearts.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Och, jak bardzo wkurzająca była ta jego pewność siebie! Typek miał dziewczynę i tak otwarcie flirtował z nią. I najgorsze w tym wszystkim było to, że jej się to nawet podobało. Wcisnęła ze złością koszulę do pralki i nalała detergentu do komory. Drzwiczki trzasnęły trochę za głośno, a programator... Nosz kurwa! Znowu zaczął głupieć. Dopiero jak uderzyła w niego pięścią, to zaskoczył i pralka ruszyła.
- Widzę, że robisz nam nastrój... - przedrzeźniła go pod nosem. - Jakby było na co...
Ale widok faceta krzątającego się po jej kuchni sprawił, że złość zupełnie wyparowała. Przygryzła dolną wargę, przyglądając mu się. Bez koszuli, przygotowywał dla niej jedzenie i aż chciało się być przez moment tym memem z serii: "He cooks, she vibes".
Do I wanna know?
If this feeling flows both ways?

Przyjemny dreszcz znowu rozlał się po jej ciele, kiedy patrzyła na mięśnie jego pleców, szczególnie te rysujące się nisko, tuż nad linią paska. Przełknęła ślinę, kiedy ją zauważył, więc podeszła do niego z bluzą.
- Nie ma czym się zachwycać... Natomiast na pewno byś się poparzył, gdybym ja zdjęła swoją. - rzuciła mu wyzywający uśmiech i wydęła lekko usta.
Przez to jej wargi wydawały się przez moment jeszcze pełniejsze.
- Niedoczekanie Twoje... - dodała, przez moment zastanawiając się, czy w mieszkaniu zrobiło się gorąco od gotującej się wody na makaron, czy jej się zrobiło gorąco od tego półnagiego gotowania.
Odsunęła się na bezpieczną odległość, żeby uchylić jedno z okien, po czym z lekkim rozbawieniem odwróciła się na jego kolejne pytanie. Pokiwała głową na boki, jakby chciała powiedzieć, że zdania rabinów są podzielone.
- Generalnie to dziewczyny powinny nosić bluzy facetów, nie na odwrót...
Zaraz, przecież niedawno mówiła, że to bluza byłego. Możliwe, że kupiła ją sobie właśnie po to, by w jakiś sposób zaspokoić pewien głód?
- Żółtka czego? - zapytała, udając przez moment idiotkę. - Jajka, to te owalne?
Zapytała i na koniec przewróciła oczami. Weszła do ciasnego aneksu kuchennego, przez co nagle znaleźli się naprawdę blisko. Musieli przeciskać się obok siebie, kiedy sięgała po miseczki i jajka. W pewnym momencie, z uniesionymi rękami, zetknęli się biodrami i jakoś żadne z nich nie odsunęło się od razu. Ich oczy się spotkały, oddechy skrzyżowały, a serce Rae zaczęło tłuc się jak głupie...
Potem umyła dłonie i bez żadnego skrępowania zaczęła rozbijać jajka, wykorzystując własną dłoń jako sitko do oddzielenia. Patent tak prosty, że hej, a jak ułatwiał gotowanie dla kilkunastu poganiaczy na ranczu!
Z ubabranymi dłońmi spojrzała na niego, kiedy się roześmiał, unosząc wysoko brwi. Czy ty właśnie, kurwa, oceniasz moje jajka? ABSURDALNE?!
Ogień zaczął narastać w jej oczach wraz z czerwienią na twarzy, ale kolejne jego słowa ją rozładowały i... Louis pierwszy raz zobaczył Rae jako dziewczynę, którą totalnie zatkało. I to na zbyt długo, żeby mogła to ograć w jakiś inny sposób.
Dopiero po chwili zmarszczyła brwi, odwracając się do zlewu, żeby umyć dłonie. Coś znowu ją ukłuło, chociaż wcale nie wiedziała dlaczego. Ugh! Przecież on ma dziewczynę, sama stawiałaś tę granicę, to czemu teraz ci to przeszkadza?
- Nie zazdroszczę Twojej dziewczynie... Najpierw powinieneś był zabrać ją na kolację, trochę porozpieszczać, a dopiero potem mogła być upojna noc.
Wytarła ręce w ściereczkę znacznie bardziej agresywnie, niż mycie rąk po białkach tego wymagało. Odwróciła się znowu do niego z nonszalancką miną na twarzy.
- Sweetie, nie bawię się w trójkąty... Znaczy bawię, ale nie miłosne...
Oh my...
31 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

To było coś, co lubił najbardziej - gotować. Nie miało znaczenia dla niego gdzie, z kim lub dla kogo, ważne było samo gotowanie. Louis odstresowywał się przy tym za każdym razem, zapominając przy tym o Bożym świecie. Zrobił sobie z tego pewnego rodzaju rytuał. Po każdej zmianie w szpitalu poświęcał przynajmniej chwilę na to. Zwykłe kanapki nie były dla niego – nie uznawał dania za wartościowego, jeżeli nie używał do niego patelni lub garnka. Oczywiście czasami w jego posiłkach zdarzały się prostsze dania, lecz to wówczas nie było zależne od niego. Dlatego też nie mógł u Rae zdecydować się na nic innego niż makaron.

Może i jej kuchnia nie odpowiadała rozmiarom jego małemu imperium, jednak było znośnie. Praktycznie wszystko było na wyciągnięcie ręki, co było sporym plusem ku jego zaskoczeniu. Nie dość, że nie miał problemu z dobieraniem składników do miski, to jeszcze co jakiś czas przypadkiem (lub też nie) haczył ręką czy inną częścią ciała o dziewczynę. Ta, wydawała się tym peszyć, co - musiał przyznać - bardzo go bawiło. Widok ten kompletnie nie pasował mu do dziewczyny, którą poznawał jeszcze trochę ponad godzinę wcześniej. Harda i nieugięta gwiazda, która rumieniła się na odważniejsze, nic nieznaczące gesty Louis'a.

Mężczyzna wrzucił ugotowany makaron na patelnię i zalał masą, którą mieszał tuż nad ogniem, aż odpowiednio zgęstniała. Akurat w czasie, kiedy Rae snuła plany, które Rosier powinien uskutecznić - według niej – wraz ze swoją dziewczyną. Wyłączył palnik, po czym odstawił patelnię. Odwrócił się w kierunku brunetki. — Moja dziewczyna to, moja dziewczyna tamto. . . — zaczął, podchodząc bliżej Rae. Położył dłonie na krawędzi zlewu, w taki sposób, że dziewczyna znalazła się tuż pomiędzy. — Myślisz o niej więcej niż ja — zauważył, nawet nie próbując ukryć tego swojego charakterystycznego uśmiechu. — O jakich trójkątach mówisz? — zapytał, nachylając się lekko. — Skoro tu są tylko dwie osoby? — dodał tuż nad jej uchem, po czym sięgnął po szmatkę. Odsunął się od niej i przetarł dłonie. Odłożył na bok szmatkę, po czym sięgnął po talerze, na które zamierzał nałożyć makaron. — Droczę się z tobą — powiedział, nakładając pierwszą porcję. — Pewnie masz o mnie tragiczne zdanie i pewnie jest ono słuszne — mówił, skupiony w całości na nakładaniu. Prezencja też była dla niego bardzo ważna. — Ale nie zdradzam. I to dla mnie najgorsze co człowiek może zrobić — zadeklarował. — A takie flirtowanie i podpuszczanie zdradą nie jest, skoro do niczego i tak nie prowadzi — dodał, wzruszając ramionami. Cóż, jego dziewczyna pewnie miałaby co do tego inne podejście i najpewniej nie pochwaliłaby słów Louis'a, jednak wiedziała o tym w momencie, w którym zaczęli się spotykać. Nie mogła więc wprost i cały czas na to narzekać.

— Bon appetit — powiedział, podając talerz dziewczynie. Pociągnął za parę drzwi od szafek w poszukiwaniu widelca. Udało mu się za trzecim razem. Podał jeden Rae, po czym sam postanowił spróbować, co wyszło spod ich skrzydeł. Bardziej jego niż jej, jednak nie zamierzał tylko sobie przypisywać zasług tego wspaniałego makaronu. — Najlepszy makaron jaki jadłaś o drugiej nad ranem? — zapytał. Nie musiała odpowiadać. Wiedział, że tak. — Takie robię po kilku piwach, więc pomyśl jak wybitnie gotuję na trzeźwo — zażartował.

Rae Westlake
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
Some ghosts don't haunt houses. They haunt hearts.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tym razem wytrzymała jego spojrzenie. Nawet odpowiedziała na nie równie śmiało, patrząc mu w oczy spod rzęs. Dopiero po chwili wzrok Rae spłynął znów na jego usta. Przygryzła na moment dolną wargę, by zaraz uśmiechnąć się szelmowsko. Kiedy się odsunął, na jej twarzy przez moment pojawiło się uznanie. Trafił swoimi słowami wyjątkowo celnie. Musiała myśleć więcej o jego dziewczynie niż on, bo najwyraźniej każde z nich stawiało tę granicę w zupełnie innym miejscu. Problem polegał na tym, że ziemia niczyja była już daleko za jej murami.
- Tak naprawdę to nie mój interes. Jeśli oboje się na to zgadzacie. Ja bym Cię chyba zatłukła z zazdrości. - wzruszyła ramionami, czekając na finał jego popisów.
Jednocześnie bardzo podobało jej się to, z jakim skupieniem przygotowywał posiłek i jak dbał o to, by na talerzu też prezentował się ładnie. Sztuczka ze szczypcami i chochlą, dzięki której makaron układał się w zgrabną kulkę na głębokim talerzu, była imponująca. Kiedy Rae gotowała, to raczej był to wielki gar, którego połowę potem mroziła.
Przyjęła talerz, po czym bez skrępowania wkręciła widelec w makaron i podniosła kęs do ust. Przewróciła oczami na to, co powiedział, smakując to cudo kulinarne. Kurwa, i jeszcze potrafi gotować.
- No, powiedzmy, jest w top pięć. - przyznała niechętnie, wychodząc z aneksu kuchennego, by usiąść na kanapie po turecku. - Na pewno lepiej gotujesz, niż się bijesz...
Uśmiechnęła się pod nosem i przez dłuższą chwilę obserwowała go, jak krzątał się w kuchni, samemu jedząc swoje pyszności. Przyjemnie patrzyłoby się na taki widok częściej.
- No właśnie... - powiedziała, nieświadomie przytakując własnym myślom. - To znaczy... Skoro nie próbujesz mnie zaciągnąć do łóżka, to co tak naprawdę robisz? Koszula i tak nie wyschnie do rana.
Wbiła w niego czujne spojrzenie, nieco sztywniejąc, kiedy znów się do niej zbliżył.
- Nie wydajesz się facetem, który musi coś sobie udowadniać. A takie flirtowanie z dziewczynami... It's a pretty dick move. Szczególnie jeśli wiesz, że i tak nie zamierzasz przekroczyć swojej granicy. - zauważyła, po czym skupiła się na dłuższą chwilę na swoim jedzeniu. - Nigdy nie widziałam, żeby mój ojciec albo matka pozwolili sobie choćby na cień flirtu z kimś innym.
louis rosier
31 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Zachwalał przed Rae swój makaron, aczkolwiek znając swoje możliwości wiedział, że byłby w stanie przygotować coś lepszego. Nie mógł jednak zlokalizować, w którym miejscu podwinęła mu się noga; może nie te składniki, może inne przyprawy, może garnek nie taki – ewentualnie problem mógł jeszcze leżeć w gorzkim posmaku barowego piwa, który dalej przypominał Louis’owi o wypitych procentach. Mniejsza. Możliwości było wiele, aczkolwiek dziewczyna chyba uwag co do swojego dania nie miała. Nie powiedziałby, że się nim zajadała, jednak było po prostu widać, że jej smakuje. Rosier podjadał co nieco ze swojego talerza i sprzątał po sobie w tym czasie, żeby nie zarzuciła mu jeszcze bałaganiarstwa. Mogła go postrzegać jako zdradzającą szuję, jednak syfiarzem nie był. Miał swoje granice. — Nie zamierzam przeczyć. Jak rodzice z domu wychodzili to wolałem spróbować w kuchni nowego przepisu niż naparzać się z kolegami za garażami — wytłumaczył, skąd najpewniej rozwinął się w nim ten kulinarny talent. W jego domu zazwyczaj gotowała gosposia, mama jedynie od święta lub ewentualnie wujek, kiedy z nimi zamieszkał - on to jednak robił rzadko z uwagi na to, że mało kto w domu przepadał za przypalonymi kotletami, niedogotowanymi ziemniakami oraz stęchłą sałatą, a to było jedno z jego popisowych dań. Louis uczył się pod okiem swojej gosposi, a później sam, czerpiąc z przepisów wyczytanych w książkach albo zobaczonych w programach kulinarnych. Liczył, że kiedyś będzie mógł gotować do kogoś więcej niż siebie i rodziny, jednak matula wraz z ojcem prędko zweryfikowali te mrzonki.

— Może zamierzałem zaciągnąć cię do łóżka, ale uznałem, że jesteś warta więcej niż jednej nocy, o której nazajutrz i tak byśmy nie pamiętali? — zapytał, wzruszając ramionami. Skończył swój makaron i po umyciu półmiska, odłożył go na suszarkę, po czym dołączył do niej na kanapie. Celowo lub też nie siadając na tyle blisko, że stykali się ramionami. — Spędzam czas inaczej niż powinienem — odpowiedział szczerze, odchylając głowę tak, by wygodnie oprzeć ją o poduszki sofy. — Poznaję drugą stronę medalu, szukam innych możliwości? Nie wiem, Rae, naprawdę nie wiem — dodał, spoglądając na nią. — Wiem, że pojechałem z obcą dziewczyną do jej mieszkania po tym jak oberwałem od jakiegoś natręta, a potem zrobiłem jej makaron — odpowiedział, pokrótce streszczając jej swój, ale również i jej wieczór. — Uwierz, że nie jest to scenariusz mojego typowego wieczoru, nawet na studiach nie był tak absurdalny — to mówiąc nawet zaśmiał się krótko. Na studiach rodzice trochę spuścili go ze smyczy, a przynajmniej Louis miał takie wrażenie. W rzeczywistości było ono naprawdę złudne.

— Bo najwyraźniej się kochali — stwierdził. W relacji jego rodziców nie było widać emocji – ani pozytywnych, ani negatywnych. Oni po prostu razem egzystować, próbując tworzyć przy tym idealną rodzinę. Wizualnie tak było, a w rzeczywistości? Niektórzy, szczególnie ci zaangażowani, spieraliby się. — Ale nie zawsze miłość jest taka szczera i prosta — stwierdził, spuszczając na nią swoje spojrzenie. — Ale co ja będę o tym mówić piosenkarce, pewnie dziesiątki tekstów masz w tym temacie — zarzucił. — A właśnie, dostanę jakiś prywatny koncert za ten makaron?

Rae Westlake
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
Some ghosts don't haunt houses. They haunt hearts.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechała się tajemniczo, patrząc na niego lekko przymrużonymi oczami, kiedy zaczął o sobie opowiadać, sprzątając. Ilekroć otwierał się przed nią chociaż trochę, robiła się cieplejsza i łagodniejsza. Mniej nerwowa. Mniej ostrożna. I zdecydowanie mniej wyszczekana.
Nawinęła kolejny kęs na widelec, zdecydowanie za duży, i wsadziła go sobie do ust, mażąc sobie wargi sosem. Naprawdę jej smakowało, chociaż nie chciała się rzucić na posiłek jak jakaś wariatka. Rzadko gotowała tylko dla siebie. Po prostu tego nie lubiła. Zresztą zawsze było coś innego do roboty. Cudowna kremowość na moment odbiła się błogością na jej twarzy. Zaraz się jednak zmitygowała.
- Zabawne... Wiesz, że ja miałam zupełnie na odwrót? Mama ciągle mnie goniła do kuchni, a ja wolałam ganiać cielaki z chłopakami z rancza. - zamyśliła się nad tym wspomnieniem.
Rae od zawsze miała jakiś talent do wybierania akurat tego, czego nikt od niej w danej chwili nie oczekiwał. Dlatego tak chętnie zgłaszała się na kucharza polowego, bo wtedy nikt jej nie wypominał tego, że całymi dniami, a czasem i dłużej, jest poza domem. Albo poza szkołą.
Parsknęła śmiechem, kiedy wspomniał o więcej niż jednej nocy. Spojrzała na niego z rozczuleniem bardziej pasującym do starszej siostry niż do dziewczyny, o którą przecież nie tak dawno się bił.
- Lubisz odgrywać maczo, co, doktorku? - pokręciła głową, a potem sama odegrała rolę naiwnej, głupiutkiej dziewczyny: - Boże, on jest taki rycerski! Nie chce iść ze mną do łóżka, bo za dużo dla niego znaczę!
Zachichotała pod nosem i położyła talerz między swoimi skrzyżowanymi nogami. Podniosła na niego spojrzenie, przeciągając je znów o odrobinę za długo. Intensywnie, bez mrugnięć.
- Lucky me... - dodała, unosząc jedną z brwi.
Ale zaraz jej uśmiech zbladł, kiedy zaczął mówić dalej. Skupiła uwagę na talerzu, w którym zaczęła dzióbać. Pokiwała głową ze zrozumieniem, bo sama też nie wiedziała, co robi. Powinna była go odwieźć do niego. To byłby maks wymaganej uprzejmości za to, że stanął w jej obronie. A mimo to siedzieli tutaj, na jej kanapie. Zdecydowanie za blisko siebie. Z koszmarnie pomieszanymi słupami granicznymi. Oboje trochę zagubieni na ziemi niczyjej. Bo czy to, co robili teraz, nie było już zdradą? Dla niego... Nie... Chociaż nie była taka pewna, bo teraz wydawał się mieć lekkie wyrzuty sumienia. Psychologia rodem z rancza Rae... Jesteś w dużym mieście, tutaj ludzie myślą inaczej, wypadałoby się już tego nauczyć.
- Nie byłeś typem łobuza na studiach? Dobrze byś wyglądał z brylantyną we włosach, skórzaną kurtką i motocyklem. - puściła mu oczko, znów chowając się za żartem.
Natomiast spoważniała na wspomnienie o rodzicach.
- Tak... Chociaż wydaje mi się, że dla nich miłość była bardziej wyborem niż uczuciem. Przysięgali sobie, zdecydowali się być ze sobą na dobre i na złe. I po prostu wycięli ze swojego życia wszystkie inne opcje. Ale wiesz... Na wsi jest chyba łatwiej. Tam rodzina nie jest tak bardzo zatomizowana jak w mieście.
Akurat brała ostatni kęs do ust, kiedy ruszył temat jej tekstów. Makaron ugrzązł jej w ustach, rosnąc do niewyobrażalnej wielkości. Skrzywiła się, przeżuwając go... No tak, widział te żółte kartki, które wrzucała do śmietnika. Na szczęście szybko zmienił temat.
- Mhm... - przyspieszyła przeżuwanie i kiedy już uporała się z żarciem, odstawiła pusty talerz na stolik kawowy, po czym podniosła się ze swojego miejsca, opierając jedną z dłoni na jego kolanie.
- Może nie za makaron... - wyjaśniła, podchodząc do swoich instrumentów.
Przez chwilę wahała się nad wyborem pianina czy gitary, ale w końcu wybrała struny. Podeszła do jednego z foteli i usiadła na nim wygodnie, zakładając nogę na nogę. Spojrzała na nieco zdarty lakier na paznokciach, uśmiechając się pod nosem, i uderzyła w kilka strun. Skrzywiła się, poprawiła strojenie i ponownie sprawdziła...
- We let the waters rise
We drifted to survive

Otworzyła oczy, odruchowo szukając jego spojrzenia, a kiedy zobaczyła z jakim skupieniem jej słuchał, nie potrafiła powstrzymać uśmiechu, który odbił się w kąciku jej ust.
- I needed you to stay
But I let you drift away
My love, where are you?
My love, where are you?

Krótki wdech, który pozwolił jej wylać kolejną falę emocji, których nie potrafiła przekazać słowami. Otwierała się przed nim tak, jak on przed nią. Tylko na swój sposób. Nie przez jedzenie... Przez muzykę.
- Whenever you're ready, whenever you're ready
Whenever you're ready, whenever you're ready
Can we, can we surrender?
Can we, can we surrender?
I surrender

Wróciła spojrzeniem do gitary, trochę nieśmiało, jakby próbowała schować się w półmroku mieszkania.
- No one will win this time...
Tutaj urwała... Zmarszczyła nieco brwi, patrząc w podłogę. Ale zanim zdążył zareagować, odstawiła gitarę na bok gwałtownym ruchem i podniosła się z fotela.
- Okej, jest dość późno... Idę pod prysznic, to był długi dzień.
louis rosier
31 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Zaśmiał się krótko, gdy Rae prześmiewczo podeszła do jego słów. Ona zresztą też zdawała się mieć dobry humor, bo uśmiech jej twarzy nie opuszczał. Z przyjemnością się mu przyglądał. Możliwe, że nawet o kilka chwil za długo. Najpewniej nie powinien, jednak zdążyli już chyba ustalić, że tego wieczoru robili rzeczy, których nie powinni, nie przekraczając przy tym ustalonych granic. Oni (a w szczególności Louis) je po prostu mocno naciągali i przeciągali w zależności od tego, w jakim kierunku akurat ich rozmowa szła. A szła w dość sugestywnym. I chociaż Rosier podzielił się z nią swoimi “sztywnymi” zasadami oraz podejściem do zdrady, to prawda była taka, że gdyby w barze wypił kilka piw więcej lub poczęstowałby się czym o większej zawartości procentów, to aż tak “rycerski” by nie był. I posunąłby się wówczas na tyle, na ile tylko Rae by pozwoliła, o czym wiedzieć nie musiała.

— Dobrze bym wyglądał we wszystkim — powiedział żartobliwie, aczkolwiek w rzeczywistości żartem to nie było. Louis miał dość wysoką samoocenę. Wiedział, że wizualnie wyglądał lepiej niż większość mężczyzn w jego wieku. Nie raz słyszał, że ma miłą do patrzenia twarz, co zawdzięczał genom swojej matki. Ojciec zaś zagwarantował mu sylwetkę, o którą nie trzeba było zbytnio walczyć na siłowni. Rosier’owi wystarczyła niemalże jedynie codzienna aktywność i co jakiś czas jakaś przebieżka, aby ją utrzymać. Przy takich uwarunkowaniach, nieważne co miał na sobie, wyglądał po prostu dobrze.

Tego typu znajomości rządziły się swoimi prawami i Louis miał wrażenie, że wszystko robili wbrew nim. Gdy jedzie się z dziewczyną do mieszkania po zakrapianej imprezie, raczej nie rozmawia się o swoich rodzicach. Rosier stwierdziłby nawet, że zazwyczaj w ogóle się nie rozmawia, a raczej działa. I to dość intensywnie.

Myślał nad tym, dlaczego faktycznie w tym kierunku nie poszli i czy faktycznie te kilka piw więcej byłoby mu potrzebnych do “usprawiedliwienia” takiego wyskoku. Ciężko się było nad tym nie zastanawiać, gdy z takiego bliska spoglądał na Rae, a wzrokiem uciekał do jej ust zdecydowanie zbyt często. Propozycja, aby mu coś zaśpiewała miała mu pomóc trochę oczyścić myśli z niedorzecznych pomysł, które zaczęły się tlić w jego głowie.

Nie pomogło. Rae chwyciła za gitarę i usadowiła się prawie że naprzeciwko niego, dystansując się od niego - słusznie. Pierwszy był dźwięk gitary, jej głos dołączył później. Zwróciła uwagę swoim talentem jeszcze w barze, jednak teraz było to kompletnie inne doświadczenie. Louis nie był w stanie oderwać od niej swojego wzroku. Słuchał z uwagą tego co śpiewała, próbując nie doszukiwać się drugiego dna w tekście. Dziwna pustka nastała, gdy wyśpiewała ostatnie słowa. Louis chciał coś zrobić, powiedzieć, jednak nie potrafił. Otworzył usta z myślą, że słowa same się poniosą, jednak – ku jego szczeremu zaskoczeniu – tak nie było. Na szczęście inicjatywę przejęła Rae.

Louis odchrząknął. — Tak, faktycznie — przyznał, wcinając jej się w słowa. Wstał z miejsca w tym samym momencie, co ona. — Zaproponowałbym towarzystwo, jednak już ustaliliśmy, że jestem rycerskim maczo, czy coś w tym stylu — powiedział, chociaż miał wrażenie, że niewiele dzieliło ich, aby podważyć jej wcześniejszą opinię na jego temat. Odwrócił swój wzrok, po czym wrócił na kanapę. — Też się ogarnę przed powrotem do domu, o ile to nie problem — rzucił. — Wolałbym nie być aż tak zmaltretowany wracając do mieszkania — dodał, po czym sięgnął po telefon, by napisać do dziewczyny, że nocować dziś będzie u kolegi. Przypuszczał, że bez problemu znajomy go przenocuje, więc nawet nie kłopotał się, aby go o tym informować.

Rae zniknęła w łazience na chwilę, jednak wystarczającą, aby zmęczony niespodziewanym wieczorem Louis zwyczajnie usnął. Odpłynął siedząc na kanapie, nie potrzebując ani koca, ani poduszek. Sofa okazała się wygodniejsza niż pewnie łóżko, które rozstawiłby mu kolega. A śniło mu się sporo rzeczy; sporo tych, które tego dnia przeżył i sporo, które mogły się wydarzyć. I Rae również w tych snach była, ale w jakiej roli tam występowała, Louis wolałby nie wspominać.

ztx2

Rae Westlake
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”