To było kilka dni, na tym festiwalu, ale jednak wymiana informacji, w ogóle rozmowa, szła im bardzo łatwo. To było jakieś takie naturalne. Nat powiedziała - o lubię tę piosenkę, a Bo zaraz - zupełnie jak moja siostra, a później dwie godziny opowiadał jej o swoich siostrach i babce. Może to dlatego, że jakoś tak od początku określili, że na tym festiwalu spędzają czas razem, a później wracają do swoich domów, bo na pewno gdzieś na początku padło też pytanie skąd jesteś, Kanada - Amsterdam, to była odległość, która naturalnie kończyła tę znajomość w tamtym właśnie miejscu, nie było jakiejś nadziei w postaci, to będziemy do siebie wpadać, umawiać się na kawę, spotykać, być razem, bo dzieliły ich tysiące kilometrów. Może to dlatego były naprawdę intensywne dni? Jakby się chcieli sobą nacieszyć, poznać, zapamiętać, pozostawić w pięknych wspomnieniach. Tyle.
-
Mogłaś... - chciał powiedzieć, zadzwonić, ale nie wiedział, czy miała jego numer, chociaż... miała na pewno, bo dał jej go wtedy na festiwalu, żeby się nie zgubili, a przecież go nie zmieniał -
trzeba było zadzwonić, odebrałbym Cię z lotniska - uśmiechnął się, szczerze, bo Bo się naprawdę cieszył na jej widok. Najpierw się zdziwił, a teraz się cieszył, to było jak moment, w którym dostajesz najlepszy prezent, taki którego się nie spodziewasz, ale o którym marzysz, najpierw jest zdziwienie, a później jest radość.
Kiedy powiedziała o tej kawie to uniósł jedną brew, na festiwalu mieszali energetyki z jagermaisterem, brali kwas i palili skręty, a teraz Natalie nie mogła pić kawy? Ona przecież uwielbiała kawę, a on rano leciał do budki, żeby jej ją przynieść, nie była najlepsza, jakaś zwykła rozpuszczalna, ale kiedy ją pili na pół, to stwierdzali jednogłośnie, że jest całkiem dobra.
Patrzył na nią kiedy piła wodę i to naprawdę patrzył tak, jakby był jakimś detektywem. Może była chora? Ale czy jakieś choroby nie pozwalają na picie kawy? Może jej zbrzydła po tym festiwalu, bo obiecał jej pisać częściej, a tak rzadko to robił, że teraz smak kawy kojarzył jej się nie dobrze? Nie... Chyba to nadinterpretował, ale Bo czasami tak miał, że szukał rozwiązań abstrakcyjnych, a nie najprostszych.
Kiedy powiedziała, że jest w ciąży, to Bo poczuł, jakby na głowę spadła mu kłoda z sufitu, ale tak się nie stało, podniósł wzrok, sufit wciąż był nienaruszony.
-
CO? W ciąży? - powtórzył. Chyba mniej by się zdziwił, gdyby mu powiedziała, że jest tak naprawdę przybyszką z innej planety.
-
Jak to? - zapytał z taką miną, jakby naprawdę nie wiedział skąd się biorą dzieci. Ale wiedział i wiedział też, że na tym festiwalu wcale się nie zabezpieczali, ani razu, żadne z nich o tym nie pomyślało, nie wzięło pod uwagę konsekwencji. Oparła ręce na blacie i wstał, a że był wysoki, to teraz stał nad nią jak jakiś kat.
-
Poczekaj Nat, z kim jesteś w ciąży? I co Ty chcesz zrobić? - zapytał, chociaż podskórnie czuł, że zna odpowiedź, ale musiał to od niej usłyszeć, po prostu musiał. Bo nie był jak Sabrina, że we wszystkim doszukiwał się teorii spiskowych, on raczej był typem człowieka, który po prostu wierzył w ludzi, w to, że są dobrzy, że nie kłamią, nie wszyscy oczywiście, ale Nat nie mogłaby go przecież okłamać. A zresztą w powietrzu już zawisła jakaś dziwna aura, jakby i ona sugerowała, że coś jest tutaj na rzeczy. Jakby kosmos wskazywał mu odpowiedź zanim ją usłyszy. Spojrzał na nią jeszcze raz, na trzęsące się dłonie, no gdyby to nie było jego dziecko, to by jej tu nie było. Wbił wzrok w blat. Tysiąc, nie, milion, myśli teraz chodziło mu po głowie. Ciąża, dziecko, kawa, wystawa, Natalie, Amsterdam, Kanada, to był czwartek, godzina 18:30. Najgorzej, że te słowa nie łączyły się w żadną sensowną całość, tylko tak płynęły, rozpływały się jak zegary na "Trwałości pamięci" Dalego.
Pamiętał ten pierwszy raz kiedy się ze sobą przespali, a później jeszcze zaliczyli kilka powtórek. Dlaczego on w ogóle nie pomyślał o żadnym zabezpieczeniu? Dlatego, że był nieodpowiedzialny. Jak jego ojciec, i jak jego matka. Nieodpowiedzialność to była domena Larue. Tylko jego babka potrafiła stawić jej czoła, chociaż też z różnym skutkiem.
-
Zaczekaj Nat... - rzucił, kiedy powiedziała, że chętnie z nim pójdzie. Bo on w tej chwili to zastanawiał się jakby stąd wyjść i już nie wrócić. Może zabrała by torbę i zniknęła? Tylko... zżarły by go później wyrzuty sumienia.
-
Żartujesz sobie ze mnie, co? - zapytał w końcu, bo może to był żart? Taki wkręt, ludzie czasem robią takie rzeczy. Wolałby, żeby to był żart, może nawet kiedyś oboje by się z tego śmiali, ale w tej chwili to wcale mu nie było do śmiechu. Chyba jej też nie. Na pewno nie. Przecież widział to po niej, kiedy ktoś w jeden dzień potrafi sprawić, że widzisz tylko jego, mimo, że jesteś na najpiękniejszym festiwalu świata i dookoła są miliony ludzi, to siłą rzeczy widzisz też później, kiedy ta osoba jest jakaś inna niż wtedy. Była inna. Wciąż piękna, ale z zupełnie inną aurą.
Natalie van Laar