ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
173 cm
rejestratorka w Mount Sinai Dental
Awatar użytkownika
i like your soul when it's shirtless
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjizazwyczaj przeszły
postać
autor

Nie była pewna, dlaczego Sebastian miał takie dziwne imię, ale wychodziła z założenia, że to musi być jakaś dziwna przypadłość Brytyjczyków. Na tyle, na ile ich znała, mieli dziwne upodobania co do imion. Sebastian, Lucius, Benedict, Hermione. Te dzieci musiały przecież cierpieć w szkole! No, chyba, że wymyślały sobie jakieś odlotowe przezwiska. Sir Sebastian nie chciał jej zdradzić swojego, więc musiała wymyślić mu własne. Jego pełne imię nie potrafiło przejść jej przez gardło bez zająknięcia. Poza tym, jak niby miałaby podpisywać ich wspólne zdjęcia na instagramie? Chrissy i Sebastian? Jak to w ogóle wyglądało? Co najmniej, jakby kija z dupy nie wyjął.
- Booboo! - zawołała więc do niego, kiedy ujrzała go kilka metrów dalej, wzdłuż parkowej alejki. Rozłożyła szeroko ręce i przyspieszyła kroku, niemal podskakując w tych swoich rozczłapanych butach. Rzuciła mu się na szyję i obdarowała go soczystym buziakiem w policzek. - Co u ciebie? Zadomowiłeś się już? Czy agent rodziny królewskiej już wpadł na twój trop? - szczerze mówiąc, trochę powątpiewała w jego królewskie konotacje, ale nie zamierzała tego mówić głośno. Tylko czasem troszkę z niego naigrywała. Nie było to jednak wcale złośliwe! Zawsze istniała szansa, że mówił prawdę, i taka znajomość jeszcze kiedyś jej się przyda. Na razie jednak odnosiła wrażenie, że były to bajki w stylu tych, które sama opowiadała koleżankom w przedszkolu, kiedy przynosiła plastikową koronę zakupioną jej przez mamę jako gratis do gazetki o księżniczkach.
- Och, patrz, jaki piękny piesek! - jej uwaga zaraz została zwrócona przez ogromną, śnieżnobiałą, puchatą kulkę, która unosiła się na długich, ubłoconych łapach i merdała radośnie ogonkiem. Z człowiekiem po drugiej stronie smyczy minęła ich właśnie, ciągnąc w stronę innego psiaka, do którego najwyraźniej właściciel nie chciał dać jej pójść. Chrissy zerknęła w tamtą stronę i uśmiechnęła się jeszcze szerzej. - O kurczę, takiego jeszcze nie widziałam! Ale wielki! Wiesz, co to za rasa? - spytała swojego Booboo, łapiąc go pod rękę i ciągnąć w stronę psiego widowiska. Absolutnie nie połączyła informacji o zwierzętach na gigancie, która dziś rano mignęła jej w social mediach, gdy scrollowała je w drodze do pracy, z dziwnie wyglądającym zwierzakiem, który wcale nie machał przyjaźnie ogonkiem, a raczej groźnie szczerzył zęby. - Patrz, jak się słodko uśmiecha! - zawołała, przystając po drugiej stronie trawnika i oglądając pieska z daleka. Ten najwyraźniej próbował się wycofać, ale obecność ludzi wokół trochę mu to utrudniała.
- To wilk! Zadzwońcie po straż! - krzyknął w końcu ktoś z tłumu, a zaskoczona Chrissy rozejrzała się wokół. Niby gdzie?

Sebastian Crawford
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
konewka
lanie wody, sterowanie moją postacią, brak tworzenia punktów zaczepienia dla odpowiedzi, stanie w miejscu z akcją
21 y/o
For good luck!
180 cm
Architekt Pokój na przeciwko łazienki
Awatar użytkownika
Jego ojciec to książę Hampshire, ma swojego lokaja, a także papierek jakoby był architektem. Niech Was to nie zwiedziie! Jego prawdziwy zawód to: syn.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji3
postać
autor

O Boże, jak go Chrissy przestraszyła gdy zawiesiła mu się na szyi! Być może Sebastian by i usłyszał jej kroki, gdyby tylko nie był ultra zajęty konwersacją z Chatem GPT o tym, jakim cudem podczas gdy w Toronto dopiero zaczyna się jesień która jak wiadomo, jest najlepszym sezonem EVER, to w Argentynie jest wiosna? W szkole zawsze go uczyli, że od obracania się ziemi jest różna pora dnia. Ale jak to jest, że tam jest wiosna, tutaj początek jesieni? Co to za czary? I JAK TA ZIEMIA SIĘ W KOŃCU KURWA OBRACA? Chyba będzie musiał poprosić Baltazara by napisał oficjalny mail do kogoś, kto mu to wyjaśni, jakiś nauczyciel albo ktoś taki. Bo Chat ewidentnie sobie nie radzi z tym dialogiem.

I mniej więcej wtedy poczuł, jak dziewczyna się na nim zawiesza, uśmiechnął się szeroko gdy już wyczaił kto go zagadał i objął ją gdzieś w pasie. Zawsze był wylewny w mowie ciała-Cześć - przywitał się z uśmiechem, a następnie wywrócił oczami-Nie wiem czy mogę powiedzieć, że już się zadomowiłem. Jeszcze mam odrobinę jakieś uczucie, że jestem na …. delegacji? Wakacjach? Takie wiesz…. dziwne uczucie, że to nie jest mój dom. Ale powoli, powoli, z każdą dekoracją, z każdym meblem, każdą wizytą czy to na siłce, czy z Baltazarem w spożywczaku coraz bardziej czuję, że to moje miejsce. Poza tym! Przecież trafiłem tutaj w najlepszym możliwym momencie. Halo, start jesieni? To tylko kwestia czasu, jak się tutaj zadomowię totalnie i na stałe - przyznał radośnie.

Swoją drogą uwagę na temat agenta pominął milczeniem… bo prawdę mówiąc jej nie zrozumiał, a Balty zawsze go uczył, że lepiej pomilczeć niż powiedzieć coś głupiego. Stąd też cmoknął jedynie, jakby chciał powiedzieć "No wiesz….". Idealna kwestia, za którą może skrywać się dosłownie wszystko. I są ludzie, którym nawet takie "no wiesz" wystarcza, zwykle dlatego, że wcale nie wiedzą, a mało kto lubi dopytywać. Bo wtedy się czują głupiutcy.

Kiedy ona wspomniała o pięknym piesku, on rozejrzał się wokół. Przeniósł spojrzenie gdzieś na linię mijanych drzew. Cholera, gdzie ona widzi psa? Dopiero po chwili dostrzegł coś, co mogło być zarówno Bestią z Piękna i Bestia, jakimś Worgiem albo innym Taylorem Laurentem-Duże psisko, czym Wy je tutaj karmicie? Myślałem, że to w Stanach mają pierdolca z rozmiarami - patrzył na te bydle i praktycznie widział jak ono się porusza oddychając. Po chwili ktoś krzyknął, że to wilk. Pierwszą myślą jaka Sebie przeszła przez głowę było -Kurde, nie wiem czy krzyk w towarzystwie wilka to odpowiedni pomysł - szepnął do koleżanki. I co oni mają zrobić? Jak zachować? Czy on ma czas zapytać o to chat? I co on mu odpowie "O kurcze, to faktycznie niekorzystna sytuacja. Możesz spróbować odgrodzić się od niego murem"?-Ej, ale nie zbliżamy się, nie? - dopytał koleżankę szeptem. No cóż, wolał zapytać po tym co jego kolega Colin pewnego razu odjebał w Newcastle, kiedy byli tam na wieczorze kawalerskim. Sebie teraz wstyd tam jeździć i sam sobie nałożył ban.

Chrissy Williams
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Garnek
Decydowania za moją postać, takiego generalnie meta-grania, jak i nudnych rozgrywek.
27 y/o
For good luck!
173 cm
rejestratorka w Mount Sinai Dental
Awatar użytkownika
i like your soul when it's shirtless
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjizazwyczaj przeszły
postać
autor

Ściągnęła usta w dzióbek, uważnie słuchając, co mówi Sebastian. Nie za bardzo rozumiała, jak mógł pomylić uczucie bycia na wakacjach z byciem w delegacji, ale z drugiej strony ona tak rzadko wyjeżdżała na jedno i drugie, że mogła czegoś nie wiedzieć. Sama jednak nigdy nie miała takiego problemu z Toronto, bardzo szybko się tu zadomowiła po wyjeździe ze swojej małej mieściny. Tyle tylko, że ona pragnęła innego życia i Sunderland ją męczyło, potrzebowała energii wielkiego miasta, jego możliwości i hałasu. W Sunderland była energia z ziemniaka i możliwość schowania się w stogu siana, a największy hałas robiły koguty o poranku. Nic, co by ją satysfakcjonowało.
- No, wiadomo, że trzeba przystroić wszystko pod siebie, żeby się dobrze mieszkało. Ale jak już masz swój spożywczak, to ci niewiele brakuje - pokiwała głową, będąc absolutnie pewną swoich słów. Ulubiony sklep i ulubiona siłownia były jednymi z najważniejszych elementów codzienności. No, ona może siłownię wymieniła by na bar, bo zdecydowanie bardziej woli ćwiczyć żołądek od bicków, ale sens był mniej więcej ten sam. - Gdzie będziesz oglądał tę jesień? - spytała, nie bardzo wiedząc, co Sebastian ma na myśli, ale to pewnie dlatego, bo sama zbyt często nie zwracała na takie rzeczy uwagi. Może jej się zmieni za sprawą kolegi? - A wiesz, że mamy w Toronto muzeum butów? W tym Waszym Homoshire chyba rzadko je nosiliście, nie? - zarzuciła randomowym faktem na temat miasta, który akurat przyszedł jej do głowy, po czym pomieszała go z błędną nazwą rodzinnych stron Crawforda i uniwersum Tolkiena. W jej głowie panował chaos i to nie było niczym nowym. Wcale by jej nie zdziwiło, gdyby wśród przodków Sebastiana znaleźli się Hobbici, nawet mimo jego dość pokaźnego wzrostu.
Hobbitom wszystko wydawało się większe, niż w rzeczywistości, co by absolutnie zgadzało się z tym, jak duży dla Sebastiana wydawał się piesek. To znaczy, był raczej sporawy, ale chyba nie jakoś przesadnie? U Williamsów na wsi były raczej duże psy, które musiały zaganiać owce czy krowy, więc dla niej czymś niesamowitym było zobaczenie na żywo psa wielkości szczura, i to nawet niespecjalnie wyrośniętego.
- Myślisz, że to serio wilk? - spytała, trochę powątpiewając, ale zgodnie z życzeniem Sebastiana nie ruszając się z miejsca. Zresztą, byłą głupia, ale może nie aż tak. - Niby co on by robił w parku miejskim? - może gdzieś na obrzeżach, gdzie bliżej do lasu, a dalej do cywilizacji, to by miało sens, ale tu, w samym centrum? Z drugiej jednak strony, nie widziała nikogo, kto by do psa się przyznawał i biegł do niego ze smyczą w ręku. Ba, chyba nawet nie miał obroży, ale z tej odległości też trudno było jej to ocenić. - Nooo... to nie wiem, może lepiej go nie głaskać. Zresztą, obcych psów w ogóle nie powinno się głaskać bez pozwolenia, wiesz o tym? - wzruszyła ramionami i spojrzała na Sebę, na twarz znów przywołując uśmiech, zupełnie ignorując zwierzę, które teraz próbowało schować się za jakimś krzakiem.

Sebastian Crawford
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
konewka
lanie wody, sterowanie moją postacią, brak tworzenia punktów zaczepienia dla odpowiedzi, stanie w miejscu z akcją
21 y/o
For good luck!
180 cm
Architekt Pokój na przeciwko łazienki
Awatar użytkownika
Jego ojciec to książę Hampshire, ma swojego lokaja, a także papierek jakoby był architektem. Niech Was to nie zwiedziie! Jego prawdziwy zawód to: syn.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji3
postać
autor

Czym tak właściwie jest "dom"? Dla Sebastiana definicja była całkiem prosta, podobnie jak to kiedy poczuje sie prawdziwie zadomowiony. Generalnie polegało to na… zaskoczeniu. Jeżeli pewnego dnia otworzy oczy, rozejrzy się po pokoju i nie będzie zaskoczony tym gdzie jest, to będzie jasny sygnał, że się zadomowił. Zwykle na wakacjach, albo innych delegacjach musi sobie przypomnieć gdzie jest, po co jest i w sumie czego się od niego oczekuje.

A w Toronto? Powoli coraz bardziej czuł się jak w domu. I tak, znaczną rolę odgrywały tutaj spożywczaki. Spożywczaki to generalnie super fajna-cozy-sprawa. Człowiek przemierza zimne, deszczowe miasto, targany przez wiatr i wchodzi nagle do ciepłego, przyjemnie oświetlonego miejsca pełnego zapachów, smaków i atmosfery. Oj tak, Seba uwielbiał to uczucie, które towarzyszy mu przechadzając się po takm sklepie. Tu sobie kupi drożdżóweczkę, tam jakiegoś kurczaczka! O raju, jak on kochał kurczaczki! Gdyby mógł jadłby je na śniadanie, obiad i nawet lekką kolację.

-Gdzie będę oglądał jesień? - zapytał z szerokim uśmiechem kogoś, kto wręcz tylko czekał aż ktoś go o to zapyta-No przede wszystkim w domu! Pod kocykiem, otworzę sobie okno, będę popijał herbatkę zieloną, oglądał okolicę i totalnie chillował oddychając głęboko tym rześkim, zimniutkim, świeżym powietrzem. O raju, już się nie mogę doczekać! Albo na siłce! O, tak, tam też widać taki fikuśny skwer. I z tego co czytałem, tam ma zatrzymać się jakaś mobilna kawiarenka. Czy to nie brzmi super-ekstra-zaczepiśćie? - zapytał z szerokim uśmiechem. Tak, dla niego zdecydowanie tak to właśnie brzmiało.

-Buty? Nie no, mieliśmy buty! - fuknął odrobinę urażony, ale szybko przypomniało mu się coś innego, przez co twarz się rozpromieniła, spojrzał na swoją koleżankę i zapytał-Ale skoro mowa o butach! Czy opowiadałem Ci kiedykolwiek o Lordzie Lawlessie? To był kuzyn mojego ojca. Bardzo sympatyczny, zawsze miał Toblerone w zanadrzu. On miał bzika na punkcie butów. A najbardziej? Szpilek. Czasem ubierał sobie jakieś, ubierał sukienkę od swojej siostry i znikał w Londynie na parę dni. Dziwny gość, ale pozytywny- ocenił w końcu. I co jak co, ale Lorda Lawless na pewno można by było nazwać wilkiem towarzyskim. Zawsze miał dobrany podkład, makijaż, perukę, a nawet jakieś wdzianko. Ech, najgorsze jest to, że w pewnym momencie zginął w wypadku samochodowym. A tak przynajmniej się mówi. Dziwne jest to, że po wypadku zniknęły wszystkie jego ciuchy. Ale może ktoś je spakował by nie przypominały mu o zmarłym?

Wróćmy jednak do tematu wilka, który pojawił się znikąd. No poniekąd nikąd, bo pewnie z Zoo. Jeszcze mieszkając w Anglii, odwiedzając Cotswold czasem słyszał o tym, że trzeba uważać na przeróżne zwierzęta. Ale nigdy to nie był wilk. Wiewiórka - owszem! Borsuk? Jak najbardziej. Wilk? Nigdy. Bardzo abstrakcyjny koncept, takie uważanie przed wilkiem-Myślisz, że ten facet krzyczący wilk nie wie o czym krzyczy? - zapytał zaskoczony, a po chwili spoważniał i dodał–Chwila, czy to jedna z tych gier typu czy wilk identyfikuje się jako wilk? O raju, tak czułem! Czułem, że w końcu wezmą i mnie cancelną, bo powiem coś głupiego, nieodpowiedniego! - a tak dobrze mu szło to życie w nowym miejscu, budował swoje własne życie, z dala od rodziny, z dala od dawnych problemów! A teraz co? Wróci w niesławie do Wielkiej Brytanii. Zerknął w kierunku, w którym podobno te bydle się czaiło-Czy to moment na wybranie 9-1-1 jak w serialu 9-1-1? - zapytął z nadzieją w głosie.


Chrissy Williams
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Garnek
Decydowania za moją postać, takiego generalnie meta-grania, jak i nudnych rozgrywek.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Corktown Common”