ODPOWIEDZ
33 y/o
For good luck!
167 cm
pani adwokat w Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
My name is Aoife [ee-fa] which means beauty or radiant in Irish Gaelic.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3os
czas narracji-
postać
autor

Miesiąc minął powoli, jakby czas poruszał się ostrożnie, nie chcąc dotknąć jej zbyt gwałtownie. Aoife zaczynała wracać do równowagi, choć nie była to równowaga pełna a raczej krucha, delikatna, zbudowana na codziennych próbach uspokojenia własnych myśli. Ostatnie tygodnie przyniosły jej coś, co przypominało normalność. Pracowała, wracała do domu, spała lepiej niż wcześniej. Nawet wspomnienie Magnusa, choć wciąż obecne, nie wywoływało już tak gwałtownego ścisku w klatce piersiowej.
Tego wieczoru wracała późno, ale spokojnie. Ulica przed jej apartamentowcem była prawie pusta, mokra po krótkim deszczu, a światła latarni odbijały się w kałużach jak rozciągnięte, drżące smugi. Aoife lubiła ten moment ciszę, chłód, zapach mokrego betonu. Miała wrażenie, że wreszcie zaczyna oddychać normalnie. Do chwili, w której usłyszała kroki. Najpierw nie zwróciła na nie uwagi. Ktoś mógł wracać do domu, ktoś mógł skręcić w boczną uliczkę. Ale te kroki nie skręciły. Zbliżały się. Były ciężkie, zdecydowane, jakby ktoś szedł dokładnie za nią.
Aoife przyspieszyła, nie chcąc panikować. Wmawiała sobie, że to przypadek, że nie ma powodu do strachu. Jednak jej ciało reagowało inaczej,napięciem, drżeniem, tym znajomym uczuciem, które pojawiało się zawsze, gdy coś było nie tak. Odwróciła się, ale nikogo nie zobaczyła. Latarnia zaświeciła ostrzej, jakby chciała ją ostrzec. Aoife zacisnęła palce na pasku torby i ruszyła szybciej. Jeszcze kilka metrów, jeszcze dwa, już prawie była przy wejściu do budynku. Ktoś chwycił ją od tyłu. Silna ręka zacisnęła się na jej ramieniu, druga zakryła jej usta. Aoife wciągnęła gwałtownie powietrze, próbując krzyknąć, ale dźwięk ugrzązł w jej gardle. Napastnik był wysoki, poruszał się z pewnością kogoś, kto robił to już wcześniej. Nie próbował jej okraść. Nie próbował jej uderzyć. On ją ciągnął, zdecydowanie, bez wahania w stronę bocznej, ciemnej alejki obok budynku. Aoife walczyła, ale jego siła była przytłaczająca. Serce biło jej tak szybko, że prawie bolało. To nie był przypadek. To nie był impuls. Ktoś chciał ją zabrać.

Wtedy poczuła zimny metal na skórze. Przy jej gardle. Tak blisko, że wystarczyłby jeden drżący ruch, jedno potknięcie, jedno jej źle wykonane wdechnięcie i ostrze przecięłoby jej skórę. Napastnik nachylił się do jej ucha. Jego oddech był gorący, obcy, przesiąknięty chemicznym zapachem.
- Cicho - syknął - Idziesz ze mną. Aoife poczuła, jak jej ciało zamiera. Strach był tak intensywny, że prawie paraliżował. Próbowała zebrać siły, ale jej dłonie drżały, nogi były jak z waty, a ostrze przy gardle zmuszało ją do bezruchu. Napastnik pociągnął ją mocniej, a nóż przesunął się o milimetr, tak blisko, że poczuła jego chłód na skórze. Chciała krzyczeć...ruszyć się..Ale nie mogła.
Jej napastnik chwilowo zamarł w miejscu, nadal trzymając nóż przy jej gardle, jednak na tyle by Aoife otworzyła oczy szerzej,próbując dopatzryć się sooby która ewidentnie zamurowałą w miejscu jej napastnika.

Na końcu alejki stał Magnus. Stał tam jak cień, który wyszedł z mroku. Jakby noc sama go przyprowadziła. Jego spojrzenie było lodowate, skupione, pełne gniewu, ale nie na nią...chyba? Napastnik zacisnął mocniej uścisk, ostrze znów przesunęło się niebezpiecznie blisko jej gardła. Aoife poczuła, jak jej oddech się rwie.
- To jeszcze nie koniec. Zapłacisz za niewykonanie zadania. – warknął do jej ucha przesuwając nóż po jej szyi, gdy ją popchnął do przodu, końcówka noża nieznacznie zachaczyła o jej skórę. Aoife upadła na kolana a napastnik się ulotnił jakby go w ogóle nie było.



Magnus Grimstad
47 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po ich pierwszym i najlepiej ostatnim spotkaniu po latach osunął się w cień. Wszystko, co wydarzyło się w tamtym archiwum musiał raz jeszcze przeanalizować sobie na spokojnie, jak dyktowała jego dawna praktyka. Skłaniał się ku temu by jej uwierzyć. W całą historię o tym, że została do tego przymuszona, że za kulisami działał ktoś jeszcze. Wydawała się o tym święcie przekonana. Może naprawdę była tak świetną aktorką... Chociaż na razie jej o to nie podejrzewał. Kiedyś wydawało mu się, że ją zna i raczej należała do tych osób, które nosiły swoje emocje wokół siebie zamiast je ukrywać. Cały ten czas wierzył, że naprawdę go oszukała. W jego fachu było wiele świetnych aktorek. Aktorek, które były znane, więc każdy wiedział by się ich wystrzegać. Zwłaszcza ich deklaracji. Dlatego dla niej tak łatwo było go podejść. Miała być po prostu zwykłą dziewczyną, całkowicie niezwiązaną z jego dotychczasowym życiem.
Najlepszym sposobem by przekonać się o tym, co faktycznie było prawdą było po prostu ją śledzić. Jego obecność w świecie morderców została już mocno ograniczona, kiedy przeszedł na emeryturę. Tym bardziej zniknął z ich radaru, kiedy rozeszły się wieści, że powinien być martwy. Od tamtej pory utrzymywał kontakt tylko z bardzo niewieloma kontaktami, którym ufał, bądź był nawet w pewien sposób nazwać przyjaciółmi. Teraz musiał zaryzykować. Odezwał się do kilku osób, które niekoniecznie były mu tak przychylne tym samym w pewien sposób znów umieszczając się na mapie. Miał nadzieję, że ktoś, kto podobno wywierał na nią presje znów pojawi się w jej życiu. Dlatego czekał. Cierpliwie, tygodniami poznając jej rutynę, jej życie w którym rzeczywiście nic nie wskazywało na to by była częścią jego świata. Był z nią prawie w każdej minucie każdego dnia, chociaż tego nie wiedziała.
Zamierzał już odpuścić. Wiedział, że jeśli nikt nie pojawił się przez blisko miesiąc, szanse, że rzeczywiście się pojawi były naprawdę nikłe. Lecz dzisiaj coś się zmieniło. Zauważył inny cień. Cień, który również ją śledził, lecz trochę nieudolnie. Magnus czekał, był cierpliwy. Nie zrobił nic, gdy tamten zaczął zaciągać ją do ciemnej alejki. Czekał na jej reakcję gdy nóż został przyłożony do jej szyi. To był ten moment, w którym mogła mu pokazać, że naprawdę nie jest tym, za kogo do tej pory się podawała. Czekał, ale nic się nie działo. Wiedział, że nie wiedziała o jego obecności. Nie mogła. Była w sytuacji zagrożenia życia. Musiała zareagować, a jednak tego nie robiła.
To był sygnał, którego potrzebował by w końcu wyjść z ukrycia po drugiej stronie uliczki. Nie potrzebował niczego więcej. Wystarczyła jego reputacja. Przywołanie do życia człowieka, którym był kiedyś. Tę chłodną obietnicę śmierci. Miał element zaskoczenia. Niemądrze byłoby próbować z nim rywalizować. Pozwolił mu uciec. Nie chciał mieć teraz ciała do sprzątania. Miał jego zdjęcia. Wiedział, że go znajdzie. Wtedy, kiedy będzie tego potrzebować. Miał w końcu trop. Trop, który w końcu doprowadzi go do jego zwierzyny.
- Już nie powinnaś być w bezpośrednim niebezpieczeństwie. - przykucnął przy niej upewniając się, że nie będzie mieć tej samej mimiki, którą miał chwilę temu - Niezależnie od tego co Ci powiedział, bo pewnie się odgrażał. - mlasnął bo to było takie nieprofesjonalne - Oddychaj Aoife. Już jest po wszystkim. Jesteś bezpieczna. - spojrzał na nią nie robią jednak żadnego gestu żeby jej dotknąć wiedząc, że będzie na to pewnie mocno teraz wyczulona.

Aoife Cavanagh
33 y/o
For good luck!
167 cm
pani adwokat w Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
My name is Aoife [ee-fa] which means beauty or radiant in Irish Gaelic.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3os
czas narracji-
postać
autor

Aoife wciąż drżała, choć minęło już kilka minut od chwili, gdy ostrze zniknęło z jej gardła. Jej ciało nie chciało się uspokoić, jakby wciąż czuło tamten zimny metal, tamten uścisk, tamten szept. Siedziała skulona, z kolanami przyciągniętymi do klatki piersiowej, próbując złapać oddech, ale każdy wdech był płytki, urywany, jakby jej płuca nie potrafiły pracować normalnie.
Magnus był obok. Zbyt blisko. Zbyt obecny. Zbyt realny. Aoife uniosła głowę, choć zajęło jej to kilka sekund. Jej spojrzenie było niepewne, drżące, pełne strachu, który nie miał jeszcze gdzie się podziać. Patrzyła na niego, ale nie mogła znieść intensywności jego obecności. Nie po tym wszystkim. Nie po tym, co właśnie się wydarzyło.
Jej głos był słaby, prawie niesłyszalny, ale słowa wyrwały się z niej, zanim zdążyła je powstrzymać.
- Nie… nie jestem bezpieczna. - Jej oddech znów się załamał, a dłonie zacisnęły się na materiale spodni tak mocno, że aż bolały. W jej głowie wciąż powtarzała się scena sprzed chwili..ostrze przy gardle, uścisk na ramieniu, szept napastnika. Idziesz ze mną. To zdanie było jak echo, które nie chciało ucichnąć.
- On… naprawdę chciał mnie zabrać...- Jej głos drżał, jakby każde słowo było wysiłkiem. Aoife odwróciła wzrok, bo nie mogła patrzeć na Magnusa. Nie po tym, co zrobił. Nie po tym, czego nie zrobił. - Ty… byłeś tu cały czas? - W jej głosie było niedowierzanie, strach, coś na granicy gniewu.
Bo jeśli był tu cały czas… Jeśli obserwował ją przez cały miesiąc…Jeśli czekał…Aoife poczuła, jak jej serce zatrzymuje się na ułamek sekundy. -To nie było przypadkiem… prawda? Ty… czekałeś, aż coś się stanie.- Jej oddech znów się rwie, a ciało napina się jak struna.
Bo jeśli czekał…pozwolił, żeby napastnik ją chwycił…jak i pozwolił, żeby ostrze dotknęło jej skóry…
Aoife poczuła, jak łzy napływają jej do oczu, nie ze strachu, ale z czegoś głębszego. Z poczucia, że została sprowadzona do testu. Do eksperymentu. Do czegoś, co nie powinno było mieć miejsca.
Brunetka zacisnęła powieki, próbując złapać oddech, ale jej ciało nie słuchało. Wciąż drżała. Wciąż czuła tamten strach. Wciąż czuła tamten moment, w którym naprawdę uwierzyła, że to koniec.
- Więc pozwoliłeś… — jej głos załamał się, ale mówiła dalej. - Pozwoliłeś mu przyłożyć mi nóż do gardła. - w końcu spojrzała na Magnusa, choć jej spojrzenie było drżące, złamane, pełne bólu, którego nie potrafiła ukryć. Aoife odsunęła się o centymetr, nieświadomie a trochę instynktownie. Nie dlatego, że się go bała. Ale dlatego, że jego obecność była zbyt intensywna, zbyt bliska, zbyt… prawdziwa. Nie wiedziała jak ma się zachować...to jak było pomiędzy nimi kiedyś nadal krało drugie skrzypce w jej umyśle czekając na moment gdy może nadejdzie chwila grać pierwsze jeśli w ogóle. Póki co miała się na baczności, co nie było dla niej łatwe.
- Nie wiem, czy jestem ci wdzięczna… czy przerażona. - To były jedyne słowa, które naprawdę mogła powiedzieć. Aoife drżała, patrząc na niego, rozdarta między strachem a wdzięcznością, między gniewem a ulgą, między przeszłością a tym, co właśnie się wydarzyło.

Magnus Grimstad
47 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Badał jej reakcję. Musiał. W jego świecie to kwestia przetrwania. Zjadasz albo jesteś jedzony. Nigdy nie miał czegoś takiego, co ludzie nazywali skrupułami. Nie miał zbyt wielu ciepłych uczuć, a te, które miał były zarezerwowane dla osób, z którymi rzeczywiście był blisko. Bo potrafił kochać. Kochał swoją córkę. Kochał też swoją byłą żonę. Nawet jeśli żadna z nich nie chciała mieć już właściwie nic z nim wspólnego. Dla nich kiedyś był inny, bardziej ludzki. Po dziś dzień by taki był, gdyby chciały mieć z nim kontakt. Aoife swego czasu również dołączyła do tego grona. Stała się w jego życiu kimś ważniejszym. Kimś, z kim przez chwilę rzeczywiście próbował coś zbudować. Jednak, gdy próbowała go zabić, wszystkie ciepłe uczucia wyparowały. Pokazała mu to, w co wierzył od bardzo dawna. Człowiek taki jak on nie może liczyć na szczęśliwe zakończenia, nie może ufać.
Co nie znaczyło, że był całkowicie bezduszny nawet jeśli jego natura podpowiadała, że w stosunku do niej taki właśnie powinien być. Nie czerpał żadnej przyjemności z widoku jej w takim stanie. Teraz wierzył już, że nie jest po prostu kolejną zabójczynią, która przyjęła na niego zlecenie. Znał kilka, które były świetnymi aktorkami, lecz w sytuacji zagrożenia życia na pewno by zareagowały. Nie mogła wiedzieć, że tu był. Była po prostu przerażoną dziewczyną, która została wpakowana w sprawy, w które nie powinna. Nad tym faktem ubolewał. Dokładnie z takich powodów nigdy się z nikim nie wiązał. Wiedząc, że może dojść do czegoś takiego bądź gorszych sytuacji. Był temu winien.
- Jesteś. W mojej obecności nikt nie wykona żadnego ruchu. - zapewnił ją jeszcze raz bardzo spokojnym głosem, dla niego była to poniekąd codzienność.
Może już nie od kilku dekad, lecz kiedyś zdecydowanie była. Starał się nie być już tamtym Magnusem, ale nie mógł się go całkowicie wyprzeć. Ta cześć jego charakteru zawsze będzie częścią całości.
Na jej oskarżenia, a raczej domysły nie musiał odpowiadać. Wystarczyło na niego spojrzeć. Doszła do odpowiednich wniosków. Całkiem szybko łączyła kropki. Nigdy nie była głupia, to nie był tylko seks. A teraz, jeszcze adrenalina wyostrzyła zmysły. Był tutaj cały czas. Pozwolił by to się stało. Nie zamierzał się tego wypierać.
- Musiałem mu pozwolić zaciągnąć Cię tutaj. Nie miałem wpływu na to czy przystawi Ci ten nóż do gardła. Potrzebowałem go w lepszym świetle żeby zrobić mu zdjęcie, a później móc go odnaleźć. - wyjaśnił logicznie patrząc w jej oczy i przyjmując wszelkie oskarżenia oraz ból, który zamierzała wyrzucić w jego stronę, zasłużył na to, nigdy nie migał się do tej odpowiedzialności.
- Przepraszam, to moja wina, że zostałaś w to wszystko wciągnięta. - powiedział całkowicie szczerze patrząc jeszcze przez chwilę w jej oczy zanim wstał i zaoferował jej swoje dłonie by mogła zrobić to samo - Nie powinienem był pozwolić żeby nasza relacja zaszła tak daleko. Powinienem być mądrzejszy i za to przepraszam. - podciągnął ją do góry jeśli ujęła jego dłonie - Postaram się by sytuacja taka, jak dzisiaj już nigdy więcej Ci się nie przytrafiła. Znajdę osoby, które Cię szantażują, zajmę się nimi i będziesz już mogła spać spokojnie. Ty i Twoja rodzina. Nie będzie żadnych kryptycznych notatek, żadnych telefonów, wiadomości. Nie usłyszysz już o mnie nigdy więcej. - będzie mogła w końcu zapomnieć i tego dla niej chciał, ona też powinna.
- Chodź, odprowadzę Cię do mieszkania. - zaproponował spoglądając w jej stronę.

Aoife Cavanagh
33 y/o
For good luck!
167 cm
pani adwokat w Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
My name is Aoife [ee-fa] which means beauty or radiant in Irish Gaelic.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3os
czas narracji-
postać
autor

Gdy Magnus wyciągnął do niej dłonie, Aoife zawahała się tylko przez ułamek sekundy. Jej palce drżały, ale mimo to wsunęła je w jego, pozwalając, by podciągnął ją z zimnej ziemi. W chwili, gdy stanęła na nogach, poczuła, jak kolana uginają się pod ciężarem adrenaliny, strachu i… czegoś jeszcze. Czegoś, co nie powinno było wrócić, a jednak wracało. Zanim zdążyła się odsunąć, jej ciało samo znalazło drogę.
Mimowolnie, instynktownie, jakby szukało jedynego miejsca, które w tej chwili nie wydawało się obce.
- Nie mów… że mam o tobie zapomnieć - wyszeptała. — Bo… nie potrafię.
Jej głos drżał, ale słowa były szczere. Najszczersze, jakie wypowiedziała tego wieczoru.
Aoife nie była pewna, kiedy dokładnie jej ciało przestało słuchać rozumu, a zaczęło słuchać czegoś znacznie głębszego, czegoś, co przez ostatnie miesiące próbowała w sobie zdusić. Gdy Magnus podciągnął ją z ziemi, jego dłonie były pewne, stabilne, jakby nic nie mogło ich zachwiać. Jej własne drżały, ale mimo to zacisnęła je na jego, pozwalając, by pomógł jej stanąć. Kolana ugięły się pod ciężarem emocji, lecz zanim zdążyła się zachwiać, jego obecność była już przy niej, bliska, intensywna, nieunikniona. I wtedy, zupełnie mimowolnie, wtuliła się w niego.
Nie było w tym kalkulacji. Nie było planu. Była tylko potrzeba...nagła, surowa, prawdziwa. Jej czoło musnęło jego klatkę piersiową, dłonie zacisnęły się na materiale jego koszuli, jakby bała się, że jeśli puści, znów zostanie sama w tej ciemności, w której przed chwilą naprawdę myślała, że umrze. Magnus zesztywniał, ale nie odsunął się. Ona to poczuła, ten moment zawahania, ten cień emocji, który przeszedł przez jego ciało. A jednak został. Pozwolił jej być blisko. I to wystarczyło, by coś w niej pękło.
Gdy powiedział, że nie będzie musiała go już nigdy więcej widzieć, Aoife odsunęła się tylko na tyle, by móc spojrzeć mu w oczy. Jej spojrzenie było wciąż niepewne, ale teraz było w nim coś więcej niż strach. Coś miękkiego, kruchego, bolesnego. Coś, co próbowała ignorować, odkąd ich drogi się rozeszły.
- Nie… - wyszeptała, głos miała słaby, ale słowa były jasne. - Nie chcę, żeby to był koniec.
Magnus patrzył na nią w milczeniu, jakby nie był pewien, czy dobrze usłyszał. Jakby nie wiedział, co zrobić z tym wyznaniem. Aoife uniosła swoją dłoń i dotknęła jego policzka. Delikatnie, ostrożnie, jakby bała się, że to złudzenie, które zniknie, jeśli będzie zbyt stanowcza. Jej palce przesunęły się po jego skórze, a ona poczuła, jak jej serce zaczyna bić szybciej nie ze strachu, lecz z czegoś, co było znacznie bardziej niebezpieczne. Zanim zdążyła to przemyśleć, zanim zdążyła się zatrzymać, zanim Magnus zdążył cokolwiek powiedzieć…Pocałowała go.
Krótko. Miękko. Z desperacją, która nie miała nic wspólnego z paniką, a wszystko wspólne z prawdą, którą nosiła w sobie od dawna. To nie był pocałunek pełen namiętności. To był pocałunek wyznania. Pocałunek, który mówił: Nie jestem gotowa, żeby cię stracić. Nie po tym wszystkim. Nie teraz.
Aoife poczuła, jak jej oddech urywa się w połowie, jakby sama nie wierzyła w to, co właśnie zrobiła. Odsunęła się o centymetr, jej oczy błyszczały od emocji, których nie potrafiła już ukrywać.
- Nie mów, że mam o tobie zapomnieć — wyszeptała ponownie, głos drżał, ale słowa były pewne.
Jej dłonie wciąż spoczywały na jego klatce piersiowej, jakby bała się, że jeśli je zabierze, wszystko wróci do tej pustki, którą czuła przez ostatnie miesiące. Magnus patrzył na nią w milczeniu, a ona czuła, jak jego obecność znów ją otacza, nie jak zagrożenie, nie jak cień przeszłości, lecz jak coś, co znała aż za dobrze.
- Magnus… - zaczęła, ale głos jej się załamał. — Nie możesz po prostu odejść. Nie po tym. Nie po tym, że… że wciąż cię pamiętam. Że wciąż… — urwała, bo nie potrafiła powiedzieć tego głośno. Ale jej spojrzenie mówiło wszystko. Jej słowa były jak wyznanie, którego nigdy nie planowała wypowiedzieć. A przynajmniej w rzeczywistości jaka istniała do tej pory a która teraz zaczynała się zmieniać. Jak prawda, która wymknęła się spod kontroli. Aoife przełknęła ślinę, próbując uspokoić oddech, ale jej ciało wciąż drżało, nie ze strachu, lecz z intensywności chwili, która właśnie między nimi powstała. Magnus był jej strachem i jej bezpieczeństwem. Jej przeszłością i czymś, co mogło być przyszłością, jeśli tylko przestałby od niej uciekać. Aoife wzięła drżący oddech, próbując zebrać myśli, ale jedyne, co potrafiła zrobić, to znów wtulić się w niego, tym razem świadomie, nie mimowolnie.
- Nie odprowadzaj mnie tylko do mieszkania - wyszeptała w jego koszulę. — Zostań ze mną… choćby na chwilę.


Magnus Grimstad
47 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedy ujęła jego palce w swoje wydawała się chłodna. Dosłownie zmroziło jej krew w żyłach. Magnus starał się być po prostu wspierający. Przez wzgląd na ich przeszłość. Przez to, co ich kiedyś łączyło i co teraz mógł już uwierzyć, że było prawdziwe. Chciał wierzyć, że było prawdziwe. Dlatego chciał zaoferować jej to, czego nie mógł, a pewnie powinien te wszystkie lata temu. To, że w końcu zniknie z jej życia. Zabierze ze sobą całe to bagno, które do jej życia wprowadził. Wyeliminuje wszystkie zagrożenia, posprząta po swojej obecności. Nie mógł wymazać przeszłości, ale mógł jeszcze zapewnić jej w miarę spokojną przyszłość. Wydawało mu się, że właśnie tego by od niego oczekiwała. Po tym jak rozstali się w jej pracy i po tym co właściwie zrobił teraz... Nie powinna chcieć przebywać w jego towarzystwie. Z resztą sama mu to powiedziała. Dlatego nie spodziewał się, że po prostu się do niego przytuli. Zaskoczyła go i przez ułamek sekundy rzeczywiście nie wiedział jak powinien na to odpowiedzieć.
W końcu jednak zamknął ją w swoich ramionach. Zrzucał to wszystko na przypływ emocji. Stres i adrenalina nieco odpuściły. Hormony buzowały. Pomimo tego, co zrobił był dla niej w tym momencie jedyną bezpieczną przystanią. Nawet jeśli jeszcze kilka tygodni temu sam groził, że rzeczywiście ją zabije i nawet pewnie by to zrobił. Teraz sytuacja była z goła inna.
Nie mógł też powiedzieć, że i na niego to nie zadziałało. Jej bliskość... Jest czymś, czego kiedyś cholernie pragnął. Coś, co miało być jego codziennością. Czymś, w co chciał wierzyć. Dlatego na moment przytulił ją do siebie. Wziął głębszy wdech czują jej perfumy. Pozwolił by jego serce odnalazło jeszcze raz ten powolny, spokojny rytm.
Nie miał dla niej żadnej dobrej odpowiedzi. Nawet jeśli nie chciała by to był ich koniec, tak po prostu musiało być. Patrzył w jej oczy spokojnie, lecz z pewnym bólem. Z żalem do samego siebie, że sprowadził całe to gówno do jej życia samą swoją obecnością. Swoją pychą. Swoim pragnieniem. Zasługiwała na więcej. Z tego samego powodu to po prostu musiał być dla nich koniec.
Zmrużył nieco brwi gdy sięgnęła jego policzka. Nie protestował. Patrzył, badał, a gdy się wychyliła... Cholera, ale nie protestował. Odwzajemnił ten pocałunek. Niespieszny, delikatny. Jej usta smakowały dokładnie tak, jak pamiętał. Wiedział, że nie powinien, ale na chwilę się poddał. Pozwolił by to się wydarzyło. Walcząc jeszcze ze sobą by nie zrobić tego ponownie. Bo tak łatwo byłoby się wychylić i wziąć jeszcze więcej. Na szczęście kontrola emocji jest czymś, co już całkiem dobrze opanował.
- Aoife... Nie możemy... - mruknął nadal praktycznie w jej usta, a w jego głosie wybrzmiewał wyraźny dylemat.
Nie mogli. Tym bardziej jeśli po jej stronie nadal były uczucia, których nie potrafiła teraz wypowiedzieć, a które czuł w jej dotyku, w tym jak na niego patrzyła. Nie mogli sobie znów na to pozwolić. Ostatnim razem skończyło się to tragicznie dla niego. Tym razem mogłoby skończyć się tragicznie dla obojga. Tylko głupcy nie uczą się z przeszłości. Zwłaszcza swojej przeszłości.
- Zostanę Aoife. - potwierdził, nawet wiedząc, że popełnia błąd - Zostanę dopóki nie zaśniesz. - wziął nieco głębszy wdech ponownie przytulając ją do siebie i nie puszczając dopóki nie zrobi tego ona sama.
To był błąd, wiedział to, ale nie potrafiłby jej teraz odmówić. Zawsze miał z tym problem. Wróci do niej na chwilę. Tylko na chwilę. Tyle był jej winien. Może nawet im winien.

Aoife Cavanagh
ODPOWIEDZ

Wróć do „Superior Court of Justice”