-
Myślisz, że mamy to w umowie lokatorskiej, że możemy tam postawić grilla? Bo ja jej w sumie nie czytałem - przyznał się Miles -
Ale to też mogłoby być ryzykowne, bo sama wiesz kto - głową wskazał na ścianę za którą siedziała Krysia -
mógłby się tam często wpraszać - powiedział poważnie, ale zaraz znowu się uśmiechnął.
Pewnie Miles musiałby wziąć kredyt, żeby było go stać na taki dom, policjanci nie zarabiali też kokosów, no chyba, że na boku, ale nie Waits, za to dla banków byli klientami idealnymi. To kiedyś mogłoby się udać.
Uśmiechnął się szeroko, kiedy Cece powiedziała, że to dobry moment, on też tak uważał, całym sobą, w ogóle chwilę z nią były dobre. Życie z nią musiałoby być cudowne. Cieszył się, że ona też tak uważa, chociaż przecież nie raz mu mówiła, że lubi spędzać z nim czas, ale te dzisiejsza słowa miały już trochę inny wydźwięk niż zwykle. W ogóle ten dzisiejszy wieczór był inny niż zwykle. A zapowiadało się niewinnie, chociaż... ta pościel w kotki, mogła już coś zwiastować, albo to, że Cece pokazała mu dzisiaj bieliznę, nawet jeśli to był prezent od Boba.
-
No to dobrze, bo najlepszymi na świecie kanapkami się nie podzielę z nikim - puścił jej oczko. Chociaż dzielił się czasem z Tuckerem, ale na to Cece pewnie by pozwoliła, a może nawet gdyby jej powiedział to robiłaby kanapkę z sałatą dla jego konia?
-
Ona postawiłaby na nogi nawet trupa - zaśmiał się -
ale jeśli by się nie udało, to wiesz... Ja już mam wprawę - Cece była lekka jak piórko, więc Miles mógłby ją codziennie podnosić, wnosić po schodach na górę i w ogóle. Zwłaszcza, że w jego zawodzie kondycja była ważna, a taki trening siłowy to sama przyjemność.
-
No wiesz Cece, na pokazach raczej ustawiamy się według wzrostu, ale następnym razem zasugeruję, żeby spróbować według przystojności, może to by wtedy przyciągnęło tłumy - znowu się śmiał. Cece była rozbrajająca, zawsze wiedziała co mu powiedzieć, żeby go rozbawić.
-
Dzięki Bogu - odetchnął z ulga, kiedy jednak powiedziała, że nie przejdą na wegetarianizm -
wiesz jakby było trzeba... Ale gorzej jakbym później gdzieś zasłabł w pracy, wegetarianie są dość mizerni - wyjaśnił jej. Dokładnie o to mu chodziło, tylko o zdrowie i pracę, a wcale nie o to, że Miles uwielbiał mięcho.
Kiedy Cece powiedziała o tej przyjaciółce, która nie bierze na poważnie policjantów konnych, to Miles zmarszczył brwi, przez chwilę wyglądał naprawdę groźnie.
-
A co to za przyjaciółka? - zapytał badawczym tonem, ale w końcu wzruszył ramionami -
bo wszyscy myślą, że my tylko siedzimy w stajni i karmimy konie, a prawda jest taka, że jak trzeba rozgonić jakieś demonstracje, to wtedy wszyscy dzwonią po nas - wyjaśnił jej spokojnie -
zresztą w TPS też jest taka funkcja jak detektyw i to jestem ja - wskazał na siebie palcem -
a Twoja koleżanka jaki ma stopień? - zapytał, bo o ile Miles nie za bardzo się przejmował jak komuś coś w nim nie pasowało, to jednak to go odrobinę ubodło. Policja konna była całym jego życiem. Nie wolno się z czegoś takiego śmiać.
Może nawet drążyłby ten temat, ale wtedy Cece powiedziała o tej strzelnicy, a on zrobił wielkie oczy, ale nie taki zdzwione, raczej takie rozpływające się nad tą propozycją.
-
Naprawdę byś chciała? - strzelnica to było dla Milesa dość ważne miejsce, często tam chodził, kiedy chciał z siebie spuścić negatywne emocje, to tak jakby Cece mu powiedziała, chodźmy na randkę w Twoje miejsce. Kupiła go tym w całości.
Skinął tylko głową, kiedy powiedziała o tej liczbie randek. Pasowało mu to, chociaż trzeba też wspomnieć, że Miles trochę się stresował tym co mogło się wydarzyć. Chociaż może to nie był stres, a jakaś taka maleńka myśl gdzieś z tyłu głowy, że od ponad roku nie był z żadną kobietą, a wcześniej tylko z jedną, którą znał na pamięć, znał każdy jej oddech, każdy gest. A Cece? Cece dopiero musiałby się nauczyć. Z jednej strony bardzo kuszące, z drugiej, trochę przerażające, jak bezkresna toń oceanu. Pociągała, ale jednak z tyłu głowy zawsze jest strach, że można utonąć.
Dobrze, że Miles Waits ze strachem walczył. Tak go wychowała praca, żeby nie drżały ręce, gdy serce wali jak szalone. I może właśnie dlatego teraz też, mimo że nie był do końca pewny, mimo że gdzieś w środku była ta odrobina obawy, to postanowił stawić temu czoła.
Chwilo trwaj.
To był chyba dobry moment.
Miles już bez zawahania pogłębił ten pocałunek, czuł, jak jej włosy łaskoczą go w szyję, a ciepło jej ciała, które znajdowało się tak blisko niego wnika w każdy mięsień, który jeszcze przed chwilą był napięty.
Film dawno przestał istnieć. Byli tylko oni.
Jedna jego dłoń błądziła ostrożnie po jej plecach, zatrzymując się co chwilę, jakby sprawdzał, czy może posunąć się dalej. Drugą ręką sięgnął niżej, chwytając ją za pośladek i podciągając delikatnie do góry, tak że ich ciała zetknęły się jeszcze bardziej, a jej twarz znalazła się na wysokości jego.
Serce waliło mu jak przy pościgu, ale to nie był strach, raczej ta szaleńcza adrenalina, która kazała mu iść dalej.
Poczuł, jak jej udo opiera się o jego biodro, przyjemny ciężar jej ciała na sobie. Jego kciuk, niepewny przez ułamek sekundy, przesunął się leniwie wzdłuż krągłości jej uda w górę, wsunął palce pod materiał jej koszulki, żeby poczuć pod opuszkami ciepło jej delikatnej skóry.
Nie był gwałtowny. Wręcz przeciwnie, każdy ruch miał w sobie uważność, jakby badał teren, którego jeszcze nie znał. Usta na moment oderwały się od jej warg i powędrowały niżej, do linii żuchwy, potem do szyi, gdzie złożył powolny, miękki pocałunek. A potem drugi, trochę mocniejszy, przy którym pozwolił sobie lekko przygryźć jej skórę.
Westchnął w jej szyję, jakby dopiero teraz odważył się wypuścić powietrze, które zatrzymał gdzieś głęboko w płucach. A potem znów wrócił do jej ust, już bardziej stanowczo, bo wiedział, że to jest już teren, który zna, chociaż odrobinę.
Cece Marquis