28 y/o
NARRATORSKI PIESEK
186 cm
rezydent psychiatrii CAMH
Awatar użytkownika
Maybe you should smile more, learn to take a joke.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiatr powoli przybierał na mocy, jakby burza przechodziła już tuż nad ich głowami. Robiło się coraz ciemniej, masy powietrza wyły, targając koronami drzew, a ludzie w pośpiechu szukali schronienia przed wichurą i deszczem. Gdzieś niedaleko rozległ się grzmot, ale Dion stał pod dachem altany niewzruszony, patrząc uważnie na swojego pacjenta, który zdawał się być bardzo przejęty. Analizował jego zachowanie, przyglądał się każdemu gestowi i w końcu zerknął na dłoń Floriana, która zacisnęła się na jego własnym ramieniu. Tego się nie spodziewał. Wcześniej wydawało mu się, jeżeli ktokolwiek zdecyduje się na zainicjowanie bliskości fizycznej, to znowu będzie to Dion.
I że na pewno nie będzie to teraz, bo był boleśnie trzeźwy, a wtedy nie miał w sobie tej lekkości w podejściu do cielesności. Ale mimo wszystko nie odsunął się i nie zrzucił jego dłoni. Nie tylko Florian go zaskakiwał, ale zaskakiwał i sam siebie, co było podwójną niespodzianką dzisiejszego dnia. Właśnie dlatego umawiał Floriana zawsze jako swojego ostatniego pacjenta, aby móc w razie chęci sesję przedłużyć, nieodpłatnie rzecz jasna. Czego się nie robi dla nauki, prawda?
Im częściej Florian zachowywał się w ten sposób, im częściej okazywał uległość, strach i bezradność i im bardziej sugerował, że powierza całego siebie Dionowi, tym bardziej rozbudowywał jego ego. Podnosił mu tak samoocenę, zwiększał jego pewność siebie i poziom samouwielbienia, który i tak był już dość wysoko. Co ciekawe nie był pewien czy tylko to dawało mu satysfakcję, czy może obok czuł też sympatię do Floriana, jako do drugiego człowieka. Patrzył na niego i nie potrafił tego na pewno stwierdzić.
Dalej nie odtrącał jego dłoni, a nawet przyciągnął go bliżej, kiedy obok altanki przeleciała ułamana gałąź, częściowo zahaczając o dach.
Kara? — zapytał powoli, wyraźnie i dosyć głośno, aby przebić się przez szum wiatru. Zmarszczył lekko brwi i zaczął rozważać taki scenariusz, wyobrażając sobie rozmaite sposoby na ukaranie złego zachowania, ale żaden nie nadawał się dla pacjenta, no i musiał jeszcze ustalić czy Halstead w ogóle zasłużył na karę. Obejmował go w pasie, przytrzymując przy sobie, a krople deszczu spływały po ich pelerynach przeciwdeszczowych.
Chcę, żeby pan to zrobił.
Chcę.
Przekrzywił lekko głowę, bo dotarło do niego jakie to ciekawe, że nagle Florian wiedział czego chce, przynajmniej w tej konkretnej kwestii. Podjął walkę ze samym sobą, aby rozstrzygnąć czy nie ukarać go za coś, co w opinii Diona nie kwalifikowało się do karygodnego czynu (w końcu wszystko ostatnim razem poszło według jego obliczeń), czy może zrobić to tylko dlatego, aby spełnić jego życzenie, skoro w końcu jakieś miał.
Dion jednak nie był świętym Mikołajem, a lekarzem i wystarczająco wyszedł mu już na przeciw ze spacerem. Odetchnął głęboko, bo przy takim wietrze i tak trudno się oddychało. Położył dłoń na jego ramieniu i przyciągnął go bliżej, żeby ciaśniej go objąć. Dzieliło ich kilka warstw odzieży pokrytych deszczem, ale chyba żaden się tym nie przejmował.
Nie zrobiłeś nic złego — powiedział twardo, patrząc w bok, na ścieżkę i dalej na ulicę, ale nie zobaczył żywej duszy. — Masz prawo popełniać błędy. Uczysz się na nich pod moim okiem. Na tym polega terapia, Florianie. Popełniaj błędy, mów o nich, a ja będę kierował cię na odpowiednią ścieżkę i pokazywał jak omijać dziury, które się w niej znajdują i kamienie zagradzające przejście. Zaufaj mi — mówił dalej, głośno i pewnie, ściskając chłopaka. W końcu położył dłoń na jego głowie, okrytej kapturem i przycisnął jego policzek do mokrej warstwy peleryny, która przykrywała jego pierś.

florian halstead
Myre
posty generowane przez ai, sterowanie cudzą postacią bez uzgodnienia.
23 y/o
For good luck!
180 cm
bezrobotny
Awatar użytkownika
I've been on the low, I been taking my time
I feel like I'm out of my mind
It feel like my life ain't mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

Reaguje na nagła śmiałość i stojące za nią ryzyko lepiej niż mogą się spodziewać; przyjemna lekkość, którą wywołują leki pozwala mu rozluźnić się w skończonym czasie i zmienić swoje nastawienie. I choć może wciąż nie jest idealnie, odbiór sytuacji zaczyna się zmieniać i robi się nieco przyjemniej.
Tak 一 potwierdza, lecz w tonie głosu brakuje przekonania o zasadności obaw. Wcześniej wydawało mu się, że postępuje właściwie, lecz może znów wyszło jego niedopasowanie się do otaczającego świata? Może znów zakłada dużo 一 za dużo 一 i wychodzi na idiotę, który nie rozumie obowiązujących reguł?
Robi mu się nieco lepiej, kiedy Dion pogłębia istniejącą bliskość fizyczną. Flo czuje, że jego ciało nie pozostaje obojętne; że przyjemne ciepło zaczyna odwracać uwagę od panującego wokół nich chłodu.
Jęczy cicho, poddając się gestom i woli medyka, a jego oddech praktycznie w tym samym momencie staje się ciężki i głośny. Florian czuje ulgę, bo wreszcie nie musi podejmować decyzji w pojedynkę; że wreszcie obok niego jest ktoś, kto bierze go w swoje ręce i czyni go wolnym od wyborów. 一 Ufam 一 zapewnia, przymykając powieki. 一 Jeśli chodzi o karę... Wydaje mi się, że podczas poprzedniej terapii... To znaczy badania... Uważam, że powinienem zostać, a nie uciekać bez słowa. I j-jeszcze... zostawiłem po sobie bałagan 一 mówi, odnajdując w sobie odwagę do nazwania rzeczy po imieniu.
Skoro jednak lekarz twierdzi, że nie zasługuje na karę, Halstead przyjmuje tę wiadomość i zaczyna się rozluźniać. Nie znaczy to jednak, że się odsuwa 一 prawdę mówiąc jeszcze ciaśniej przylega do ciała mężczyzny, czym dobitniej chce pokazać, że zdaje się jedynie na niego.
Jeśli Dion powie, by wskoczył w ogień, zrobi to bez zastanowienia; jeśli każe mu się rozebrać, ubrać lub zjeść określony produkt, nawet przez sekundę nie będzie kwestionował polecenia, bo uważa je za święte (zresztą, podobne informacje wbija mu do głowy matka, która wierzy, że tylko dzięki terapii uda się naprawić to, co zepsute).
Co teraz? 一 pyta, nie mając niczego przeciwko staniu pod altanką. Pogarszająca się pogoda nie robi na nim praktycznie żadnego wrażenia; wiedząc, że jest tutaj z Harringtonem ma pewność, że nie stanie się nic niedobrego, więc nawet głośny grzmot nie skłania do refleksji, że na zewnątrz jest coraz mniej bezpiecznie.

Dion Harrington
28 y/o
NARRATORSKI PIESEK
186 cm
rezydent psychiatrii CAMH
Awatar użytkownika
Maybe you should smile more, learn to take a joke.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zmarszczył brwi, słysząc jego słowa i pomimo szalejącego wokół nich chaosu, wydawał się oazą spokoju. Zamiast myśleć, że powinni poszukać znacznie lepszego schronienia, niż jedynie częściowo zasłonięta altanka w środku parku, on wrócił myślami do ich poprzedniego spotkania. Słowa Floriana wydawały mu się bardzo interesujące, bo gdyby wtedy został i w ogóle się nie spłoszył, to dopiero wtedy Dion poczułby się zaskoczony. Co prawda nie chciał wprowadzić go w taki negatywny stan umyślnie i traktował swoje badanie niezwykle profesjonalnie, chociaż dla normalnego człowieka nie było w tym zapewne nic profesjonalnego, a nawet przyzwoitego.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Odetchnął głęboko, obejmując Floriana jak dziecko, które jak nigdy potrzebuje rodzicielskiej opieki. Nie do końca się nad tym zastanawiał, po prostu tak się akurat złożyło i traktował to jak przypadek, do którego jednak się przystosowywał. To ciekawe jak szybko i łatwo się to stało. Czuł jego ciepło przez warstwy odzieży, a przynajmniej tak mu się wydawało.
I czuł jego zapach.
Tak, jak przez ostatnie dni, kiedy wąchał jego bieliznę w domowym zaciszu, uzależniając się od tego zapachu, który działał na niego w zaskakująco miły sposób. Sprawiało mu to przyjemność i nawet przechowywał bokserki w szczelnie zamkniętym pojemniku, aby zatrzymać ten zapach na dłużej. W końcu odchrząknął i uśmiechnął się oszczędnie. Jego twarz na ogół nie wyrażała zbyt wielu emocji. Była jak maska, a pozbawione zbyt dużego blasku oczy wydawały się patrzeć na wszystko ze znużeniem.
To się zdarza — podsumował, po czym zerknął w niebo, mrużąc lekko oczy, aby zorientować się czy gdzieś w oddali nie widać jasnego kawałka nieba, zwiastujące rychłe przejście niepogody. Wszędzie byłoo jednak ponuro, wiatr wył, a deszcz nieprzerwanie zacinał kroplami. — Uważam, że i tak poradziłeś sobie dobrze. Byłeś dzielny — dodał, po czym zacisnął zęby, a mięśnie szczęki wyraźnie się napięły. Zdarzało się już, że chwalił swoich pacjentów wcześniej, ale nigdy nie czuł tego tak mocno, jak w tej chwili.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Teraz stoimy tutaj i czekamy aż pogoda trochę się uspokoi — powiedział i uciekł spojrzeniem w bok, ale po chwili opuścił je i spojrzał na przylegającego do niego chłopaka. — Jest ci… zimno? — zapytał zaraz trochę ciszej, bo jeżeli tak, to być może Dion przykryje go jeszcze swoją peleryną albo zdecydują się na szybszy powrót. Może i zmokną po drodze bardziej, ale za to szybciej znajdą się w cieple.

florian halstead
Myre
posty generowane przez ai, sterowanie cudzą postacią bez uzgodnienia.
23 y/o
For good luck!
180 cm
bezrobotny
Awatar użytkownika
I've been on the low, I been taking my time
I feel like I'm out of my mind
It feel like my life ain't mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

Był dzielny.
Miał prawo do popełniania błędów.
Zasługiwał na bycie zdrowym.
Słowa każdorazowo podnosiły go na duchu i pozwalały na dopisanie sobie narracji, zgodnie z którą Florian był kimś wyjątkowym i zasługującym na bycie szczęśliwym. Jeszcze jakiś czas temu 一 kiedy opiekował się nim inny lekarz 一 chłopak nie wierzył w pomyślność misji, ale teraz miał przed sobą wspaniałą perspektywę. Coraz częściej widział się jako w pełni zdrową osobę, która wiodła długie i dobre życie. Dion skutecznie zaszczepił w nim swoją wizję; owinął go wokół palca na tyle skutecznie, że Florian byłby załamany, gdyby na pewnym etapie plany legły w gruzach.
Nie wiedział, kiedy i dlaczego jego matka podjęła decyzję o zmianie lekarza prowadzącego, ale był jej za to wdzięczny; gdyby nie jej determinacja oraz samozaparcie w szukaniu właściwego lekarza, prawdopodobnie nigdy nie miałby okazji czuć się tak, jak czuł się na poprzedniej i obecnej sesji.
Z oczywistych względów nie potrafił dostrzec, że z Harringtonem coś było nie tak; miał w sobie tak silną potrzebę bycia normalnym człowiekiem, że ignorował wszelkie wskazówki i wyraźne drogowskazy, które jasno wskazywały, że powinien uciekać jak najdalej (jeśli, oczywiście, faktycznie chciał wyzdrowieć).
Dziękuję 一 wyszeptał, przekonując samego siebie, że to właściwy moment na porzucenie wszelkich wątpliwości. Nie miał powodów, aby nie wierzyć lekarzowi; prawdę mówiąc p o w i n i e n ufać mu bezgranicznie, dlatego zmusił się do skoncentrowania się na czymś innym.
Okazja nadeszła znacznie szybciej niż się spodziewał: 一 Powiedział pan, że będziemy tu stać dopóki się nie uspokoi 一 zauważył, po czym ponownie zaczął analizować słowa, by doszukać się w nich ukrytego dna. Florian przestraszył się, że znów umknęło mu coś ważnego 一 coś, co było oczywiste dla innych osób 一 dlatego skoncentrował się na interpretacji. Niestety, finalnie nie udało mu się wyciągnąć racjonalnych wniosków; własna głupota wywoływała w nim złość, która objawiała się mocnym zaciśnięciem szczęki i chwilowe zgrzytanie zębami. 一 Wytrzymam 一 odpowiedział wreszcie, mając nadzieję, że reagował właściwie.
Nie wiedział, jakie pomysły rodziły się w głowie lekarza, ale znów w pełni zdawał się na niego. 一 Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłem na zewnątrz podczas deszczu 一 przyznał nieśmiało, starając się podtrzymać rozmowę (bo przecież tak wypadało, a ludzie chodzili na wspólne spacery głównie po to, aby p o g a d a ć).

Dion Harrington
28 y/o
NARRATORSKI PIESEK
186 cm
rezydent psychiatrii CAMH
Awatar użytkownika
Maybe you should smile more, learn to take a joke.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dion nie miał wielu tylko swoich pacjentów. Częściej jeszcze działał jako asystent, który zazwyczaj musiał wszystko konsultować z lekarzami prowadzącymi. W ostatnim roku wpadło mu jednak kilkoro pacjentów, którzy zgodziły się, aby całkowicie ich przejął. Jedną z osób, które powierzyła mu siebie (i swojego syna) była matka Floriana. Przekonał ją do siebie i swoich metod tak skutecznie, że nawet nie zadawała wielu pytań. Być może była zdesperowana, być może poprzedni lekarz zrobił coś, co bardzo ją (ich) zniechęciło? Tak czy siak przejął Floriana i dokładnie zapoznał się z jego przypadkiem. Okazało się, że faktycznie pomiędzy jego poprzednim lekarzem, a nim nie było zbyt dużo zrozumienia, a przynajmniej tak wynikało z komentarzy samego pacjenta.
Dion postanowił to zmienić.
Postanowił być dla niego kimś lepszy, najlepszym. W połączeniu ze swoją wiarą w siebie i przekonaniem o byciu generalnie lepszym, wydawało mu się to zadaniem banalnie łatwym. Okazało się, że chodziło być może o jakiś rodzaj więzi albo dopasowania, zazębienia się i u nich zaskoczyło. Nie analizował tego, raczej płynął z prądem, podobnie zresztą jak sam Halstead.
Porywy wiatru były momentami tak mocne, że trudno było oddychać, ale to nie zniechęciło Diona. Nie bał się takiej pogody, można było powiedzieć, że nawet w jakiś sposób go fascynowała. Moce żywiołów zdecydowanie miały coś w sobie. Za to powtórzenie przez Floriana jego własnych słów wydało mu się interesujące, ciekawe. Miał ochotę dowiedzieć się czemu to zrobił.
Te drugie zrozumiał i odsunął go na wyciągnięcie rąk, po czym rozpiął swoją pelerynę przeciwdeszczową, zamaszystym gestem owinął ją wokół Floriana, a potem sztywnym ruchem znowu go o siebie oparł, jakby ustawienie go w poprzedniej pozycji było niezwykle kluczowe w tej konkretnej sytuacji.
Ja głównie spaceruję w niepogodę. Wtedy jest cicho i spokojnie. Nie ma psów i dzieci — odpowiedział po dłuższej chwili, głośno i powoli, żeby przekrzyczeć szum. To było coś nowego, mówienie o swoich prywatnych sprawach innej osobie. Nie rozmawiał ze współpracownikami, nie plotkował, nie witał sąsiadów i nie pozdrawiał sprzedawcy w sklepie, w którym prawie codziennie od kilku lat robił niewielkie zakupy.
Był towarzyskim zerem, ale głównie dlatego, że nie uważał tych osób za godnych rozmowy z nim, przynajmniej takiej poważnej, nie mówiąc już o jakichś zwrotach grzecznościowych i uprzejmościach. Wystarczyło, że mogli go ujrzeć, to już powinno im poprawić humor. Po co bardziej się wysilać. Czemu w przypadku Floriana było inaczej? Nie był jeszcze pewien, bo zdarzyło mu się to zaledwie drugi raz, a do pierwszego wolał nie wracać. Może tym razem się dowie?
Deszcz nagle stał się spokojniejszy, po chwili już tylko kropiło. Dion w końcu zauważył jasny skrawek nieba i w tym samym momencie usłyszał ciszę — to wiatr ucichł i zostawił w spokoju korony drzew i krzewy oraz trochę porwanych po drodze torebek i innych śmieci. Wiedział, że niedługo będą musieli wracać i trochę tego żałował. Pewnie będzie musiał jeszcze trochę poczekać na kolejną tak odpowiednią chwilę i tak ciekawą pogodę.
Możemy powoli wracać. Powinienem się przebrać — oznajmił, trochę jakby w zastanowieniu. Po zdjęciu peleryny przemókł, a jego włosy były tak nasiąknięte wodą, żeby ta z nich spływała i ściekała strumieniami po jego twarzy, zawieszając się kroplami na rzęsach, uszach, nosie i wargach.

florian halstead
Myre
posty generowane przez ai, sterowanie cudzą postacią bez uzgodnienia.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Centre for Addiction and Mental Health”